Pałac Casterta, nieopodal Neapolu to dla nas fanów przede
wszystkim Pałac Królewski Naboo, jedna z najbardziej rozpoznawalnych
lokacji z prequeli. Jednocześnie jedna z całkiem łatwo dostępnych,
często odwiedzanym też przez turystów, przynajmniej kiedyś. Przy okazji
kryzysu, prawie dwa lata temu, ograniczono dostępność tego miejsca dla
odwiedzających (więcej),
niestety efekty widać. Ówczesne cięcie kosztów przerodziło się na
mniejsze zainteresowanie atrakcją (dodatkowo potęgowane kryzysem), a w
rezultacie wymagało kolejnego cięcia kosztów. Choćby ochrony. Monitoring
jest, ale nie ma kto zareagować. Pewien incydent wydarzył się w czasie
Wielkanocy, kiedy grupka rozbrykanej młodzieży (określana przez lokalne
media mianem „barbarzyńskiej hordy”), wbiła się do niestrzeżonego pałacu
i zaczęła pluskać w fontannach. Pewnie gdyby na kąpieli się skończyło,
sprawy by nie było. Sprawa jednak trafiła na najwyższe szczeble władz.
Burmistrz Caserty, Pio Del Guadio napisał do komisji prezydenckiej
odpowiadającej za zabytki UNESCO, prośbę, by pałacu strzegło wojsko.
Giovanni Puglisi, z rzeczowej komisji, nie tylko odrzucił wniosek, ale
częściowo go wykpił, twierdząc, że pilnowanie tego zabytku, to nie
sprawa wojska, a lokalnej policji. Przyznał jednak, że w obliczu
zaistniałego incydentu, należy uwzględnić w nauczaniu dzieci w szkołach
szacunek dla dorobku kulturowego. Sprawy to jednak nie rozwiązało, a w
konflikt wmieszały się dodatkowo partie polityczne, które przerzucają
się odpowiedzialnością za zaistniała sytuację. Jednak dopóki kryzys
zżera Italię, szanse na zapewnie pałacowi należytej ochrony i
dostępności są, niestety, znikome. Oby nie skończyło się to akcją
podobną do „Save Lars Homestead”.Więcej o samym pałacu przeczytacie tutaj.











Dobra wiadomość jest taka, że zgodnie z tym, co stwierdziła niedawno Kathleen Kennedy, z końcem kwietnia zostanie zakończona reorganizacja i kolejnych zwolnień nie będzie. Niestety kilkanaście kolejnych osób nie miało na tyle szczęścia i dostało wymówienia w tym miesiącu. Głównie są to osoby zajmujące się finansami, licencjami, dystrybucją i trochę marketingiem. Pojawiły się też plotki o tym, że zwolnienia dotknęły ludzi zajmujących się wydawaniem książek i komiksów, jednak Jennifer Heddle szybko to zdementowała.
Oczywiście odpowiedź jest prosta. Wynika głównie z angielskiego powiedzonka, May the 4th Be With You (co znaczy mniej więcej tyle co „Niech Czwarty będzie z Tobą” lub „Czwarty Maja z Tobą”). Tyle, że gdy powie się to głośno, to po angielsku brzmi to prawie jak May the Force be with you (czyli „Niech Moc będzie z Tobą”), a tę kwestię rozpoznają fani na prawie całym świecie. Jednak cała sprawa 4 maja i May the 4th jest o tyle ciekawa, że narodziła się w kulturze samoistnie. Zdaniem Alana Arnolda, autora oryginalnego albumu o powstawaniu „Imperium kontratakuje”, po raz pierwszy tego sformułowania użyto w 1979, dokładnie w piątek 4 maja. Margaret Thatcher, która zmarła na dniach, wygrała właśnie wybory i stała się pierwszą kobietą będącą premierem Wielkiej Brytanii. Partia Konserwatywna postanowiła to uczcić i wykupiła reklamę w gazecie „London Evering News” na pół strony. Treść reklamy była taka:










