Kathleen Kennedy rozmawiała z The Hollywood Reporter, gdzie opowiadała o zmianach, historii, ale też niewielkiej uldze z powodu opuszczenia stanowiska prezesa Lucasfilmu po 14 latach.
Jak sama przyznaje, wejście w miejsce kogoś takiego jak George Lucas to nie jest łatwe zadanie. Teraz jednak stara się wyjść z bańki gwiezdno-wojennej i ponownie nawiązać kontakt z ludźmi, z którymi dawno go nie miała.
Dodała także, że utrzymanie 50-letniej marki to ciężka sprawa, zwłaszcza że oczekiwania fanów są różne. Z jednej strony trzeba zadowolić tych, którzy oddają serce marce, ale też pokazać coś nowego i dotrzeć do nowych widzów. Równowaga tu jest dość kluczowa. Trzeba słuchać fanów, ale to nie ma być referendum, raczej równowaga między oczekiwaniami twórców a fanów. Ale to coś, czego się uczą lepiej i lepiej z każdym projektem, robiąc dokładną analizę po ukończeniu.
Jest bardzo dumna z tego, co udało się jej osiągnąć. Najbardziej uwypukla „Przebudzenie Mocy”, „Andora” i „The Mandalorian”. Zwłaszcza, że te trzy dzieła nie podzieliły tak krytyków i fanów.
Wspomniała też o trudnej sytuacji, gdzie trzeba było wkroczyć do akcji. Mówiła w ten sposób o „Hanie Solo”, ale THR wspomina, że Kennedy pomija usunięcie Garetha Edwardsa. Zresztą w kilku miejscach THR prostował lekko wypowiedzi Kennedy.
Mówiła także o oczekiwaniach finansowych Disneya, dla nich to była doskonała oferta. Zwłaszcza, że George chciał dokładnie sprzedać Lucasfilm Disneyowi.
Wspomniała także o sequelach, że George nie zostawił jej prawie nic, tylko kilka paragrafów swoich pomysłów. Podobno mówił też, że resztę ma w głowie, ale jak twierdzi, nie dostała praktycznie nic. To praktycznie nic, to też jak wiemy, nie były tylko luźne pomysły Lucasa, ale nawet rozpoczęte pewne prace koncepcyjne, o czym informowały nawet źródła Lucasfilmu.
Dodajmy też, że choć Kathleen Kenendy nie szefuje już w Lucasfilmie, to wciąż ma wpływ na kolejne pozycje, gdyż pozostaje aktywnym producentem, w tym także „Starfightera”.
KOMENTARZE (2)
Shawn Levy podpisał kontrakt na produkcje i tworzenie seriali dla Disneya. Ciekawostką jest to, że to kontrakt dziewięcioletni.
Matt Belloni z Puck, znany dziennikarz filmowy z dobrym zrozumieniem branży podkreśla dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że w branży pięcioletni kontrakt jest rzadkością i uznaniem wiary w twórcę. Dziewięcioletni jest praktycznie obecnie niepodtykany. Wiemy, że Levy dostał jeszcze film – „Ghost Rider” dla Marvela, więc Disney chyba wysoko ceni, to co zobaczył. Belloni dodaje, że negocjacje dotyczące produkcji telewizyjnych rozpoczęły się latem, po tym jak szefostwo w Disneyu miało szansę zobaczyć wersję roboczą „Starfightera”. Jak widać, oni wierzą w ten projekt i są zadowoleni, a co więcej, chcą mieć Levy’ego na pokładzie przez dłuższy czas.
Na tę chwilę poza tym, że kontrakt został podpisany, nie wiemy nic więcej. Ogólnie dotyczy on grupy Disneya, więc nie musi dotyczyć to w ogóle „Gwiezdnych Wojen”. Tymczasem Ted Sarandos, jeden z szefów Netflixa, niespodziewanie wypowiedział się w temacie Levy’ego. Też wierzy w możliwości tego twórcy, chciałby z nim współpracować, ale ten wieloletni kontrakt psuje mu szyki. I tu dochodzi ciekawostka, bo Sarandos powiedział wprost, że Levy będzie robił kolejne filmy gwiezdno-wojenne.
Owszem, szef Netflixa może nie znać dokładnych szczegółów i w ramach filmów gwiezdno-wojennych ogolenie wymienić produkcje Disneya. Natomiast potwierdza to tylko tyle, że w Disneyu są tak bardzo zadowoleni ze „Starfightera”, że tę wiarę w sukces projektu czuje cała branża. My tymczasem musimy poczekać na zwiastun, prawdopodobnie w grudniu.
KOMENTARZE (14)
Serwis Knight Edge Media pokusił się o zebranie informacji, skonfrontowanej ze swoimi źródłami, w sprawie jak wyglądała sytuacja „Rogue Squadron” na przestrzeni lat. My znamy część historii tego projektu, ale oni potrafili rzucić na nią nowe światło.
Po pierwsze historia tego projektu jest dłuższa niż nam się wydaje. W 2020 dowiedzieliśmy się, że reżyser J.D. Dillard i scenarzysta Matt Owens pracują nad nową produkcją. Nie zdradzono jednak, co to za film i czy w ogóle był to film, a nie serial. Więc w tym wypadku poza nagłówkami, wszyscy uznali, że to nic nie znacząca plotka. Dopiero dwa lata później reżyser potwierdził, że prowadził pewne rozmowy z Lucasfilmem, acz na tym się skończyło. Teraz słyszymy, że to miało być pierwsze podejście do filmu o pilotach X-wingów.
Jeśli tak, to patrząc na daty ta rozmowa z Dillardem trwała dość krótko, bo pod koniec 2020 Patty Jenkins nie tylko przejęła projekt, ale też poznaliśmy tytuł i datę premiery. „Rogue Squadron” miał się pojawić w grudniu 2026. I miał to być najwspanialszy film o pilotach jaki kiedykolwiek powstał. (W 2022 miał premierę „Top Gun: Maverick”, który trochę podniósł poprzeczkę). Tyle, że Knight Edge twierdzi, że nie wiemy wszystkiego Dillard był zaangażowany w projekt od 2018, co by sugerowało, trochę więcej niż wstępne rozmowy. Co więcej, temat pilotów zrealizował w filmie „Towarzysze broni” (2022) z Glenem Powellem i Jonathanem Majorsem. A reżyser opowiadał, że sporą inspiracją dla niego była gra TIE Fighter.
Tyle, że w 2021, w świecie post-covidowym, w Disneyu zmieniły się priorytety. Prym wiodło Disney+, a różnice artystyczne między Jenkins i Lucasfilmem właściwie zamroziły projekt. W końcu we wrześniu 2022 „Rogue Squadron” zniknął z harmonogramu Disneya i trafił na listę niezrealizowanych projektów. Jenkins zabrała się za „Wonder Woman 3” , które nadal nie doszło do skutku. W 2024 wróciła do pracy nad „Rogue Squadron” o czym sama mówiła, ale Jeff Sneider szybko sprostował, że ona pracuje na własną rękę, bez zielonego światła w Lucasfilmie (więcej). Jenkins wiele rzeczy przeszkadzało, COVID, strajki scenarzystów, czy słabe przyjęcie „Wonder Woman 1984”.
Co więcej Lucasfilm chciał inaczej zaadresować ten temat. Dokładniej na Disney+. Nad projektem miał czuwać Rick Famuyiwa oraz Rayna McClendon. Rayna trafiła do Lucasfilmu z Damonem Lindelofem i pracowała nad pierwszym filmem o Ray…, który nie doszedł do skutku. A Lindelof potem wieszał psy na Lucasfilmie. O tej produkcji serialowej słyszeliśmy, miała kryptonim „Ghost Track 17” i pisaliśmy o niej choćby w 2023. Wówczas nikt dokładnie nie wiedział o co chodzi, pomijając powiązanie z Mandoverse. Więc plotki sugerowały kolejne sezony „The Mandalorian” czy „Księgi Boby Fetta”.
Podobno kolejną interację serialu przejęli Carlton Cuse i Nick Cuse, o czym pisaliśmy ponad rok temu. Znów jednak w tym temacie nie wiele się dzieje.
Natomiast patrząc na to, „Starfighter” który zadebiutuje w maju, chyba nie jest w żaden sposób powiązany z projektem „Rogue Squadron”.
KOMENTARZE (5)
Przy okazji D23 Expo, Dave Filoni musiał się mierzyć z pytaniami fanów o film „The Hunt for Ben Solo”. W sieci są opisy dwóch różnych sytuacji. W obu dał do zrozumienia, że to nie jest priorytet dla Lucasfilmu.
W pierwszej zapytany o to, powiedział, że cieszy go zaangażowanie fanów w ten temat, ale Moc nie jest z nami. Drugi, był ciut ciekawszy, co widać na filmiku, gdzie próbuje używać sztuczki myślowej Jedi i mówić, że na razie tego nie robią.
A co robią? Cóż, pewnie dowiemy się na Celebration.
O „The Hunt for Ben Solo” słyszymy od kilku miesięcy. Projekt ten został ubity przez poprzedni zarząd w Disneyu. Na razie zdobył spore zainteresowanie wśród grupki zaangażowanych fanów, którzy usiłują walczyć o realizację tego filmu.
KOMENTARZE (3)
Simon Farnaby udzielił wywiadu Variety, który rzuca ciekawe światło na projekty gwiezdno-wojenne, o których niewiele wiemy i które… skasowano.
Po sukcesie „Paddingtona 2”, Farnaby i jego współpracownik, Paul King dostali ofertę na „Gwiezdne Wojny” od Disneya i Lucasfilmu. Teraz Simon zdradził trochę informacji o swoim projekcie. Głównie miała być to historia nieznanego robota, a dodatkowo nie miały się w niej pojawiać żadni, główni bohaterowie. I jak sam twierdzi, to prawdopodobnie spowodowało, że ostatecznie projekt odłożono na półkę. Co więcej, uznano nawet, że to się nie nadaje na „Gwiezdne Wojny”. Ale w Disneyu się spodobał pomysł, więc twórcy dostali zielone światło, by przerobić go na własną historię, nie związaną z uniwersum.
Warto przypomnieć, że w 2020 zapowiedziano animowane „A Droid Story”. Nawet jakieś prace z Anthonym Danielsem miały miejsce. Projekt jednak był okryty tajemnicą i właściwie nigdy nawet nie dowiedzieliśmy się, kto za nim stał. Czy to mogli być Farnaby i King? Możliwe, wiele rzeczy brzmi podobnie, ale pewności nie ma.
Nie byłby to pierwszy gwiezdno-wojenny projekt odrzucony przez Lucasfilm, który został zrealizowany inaczej. Po wykupieniu Lucasfilmu przez Disneya, słyszeliśmy plotki o „Siedmiu samurajach” w wersji Star Wars i Zacku Snyderze. Skończyło się na „Rebel Moon” tegoż reżysera.
KOMENTARZE (7)
Czekamy na D23 Expo, więc to dobry moment na plotki. Tym razem odpowiada za nie Skyler Shuler, który wcześniej współpracował z serwisem DisInsider, publikując różne przecieki i informacje o grupie Disneya. Źródło trochę ciężkie do zweryfikowania, bo ewidentnie coś tam wiedział, ale jedynie kierunkowo. Szczegóły zazwyczaj okazywały się inne, więc warto wziąć to pod uwagę.
Shuler opisał na swoim blogu, czego powinniśmy się spodziewać po Lucasfilmie na D23 Expo i w ogóle jakie mają plany.
Zaczynamy od „Starfightera”. I tu chyba wprost mówi, że miał dyskusję na ten temat z kimś z Disneya i oni, widzieli już roboczy montaż filmu. Nie było pokazów testowych, tylko wewnętrzne. Podobno w Disneyu się to podoba i uważają, że to najlepszy projekt gwiezdno-wojenny odkąd zakupiono Lucasfilm. Potwierdził także, że z tego, co słyszał to na D23 zobaczymy plakat filmu, będzie część obsady i szczegóły. No i jakiś zwiastun, ale nie jest pewien, czy faktycznie wyląduje on w sieci.
Przyznał też, że z tego co wie, to trylogia Simona Kinberga się posuwa do przodu, prace trwają. Nie jest pewien, czy to będzie Epizod X, XI, XII czy nie. Wspomniał też o plotce, że Helen Mirren w roli starszej Rey, aczkolwiek tu przypominamy, że takie pomysły były jeszcze przed Kinbergiem, gdy rozwijany był projekt Damona Lindelofa. Więc wygląda na to, że tu właśnie coś już się zaczyna mieszać.
Dalej Shuler tylko i wyłącznie spekuluje. Jego zdaniem film Sharmeen Obaid-Chinoy raczej nie powstanie. Nic się nie dzieje w temacie. Film Jamesa Mangolda też jest odłożony na półkę, jeśli powstanie to raczej później niż szybciej. Za to film Taika Waititiego jest znów na radarze, możliwe, że dostaniemy jakąś głupotę z nim związaną na D23. Dodatkowo twierdzi, że „Rogue Squadron” Patty Jenkins wcale nie jest martwym projektem. Nie ma pojęcia, czy coś się dzieje z filmem o Lando, bo nic na jego temat nie słychać. Również film Dave’a Filoniego jest odłożony.
W tym ostatnim przypadku potem na twitterze dodał, że możliwy jest powrót Mandoverse do serialu, który kontynuował by „Mandalorian i Grogu”. Czwarty sezon? Inne źródła sugerowały, że po „Ahsoce” Dave pozostanie raczej przy Disney+, niż pójdzie w kierunku kina.
Shuler odniósł się do możliwych projektów, sugerując dwa. Pierwszy to horror, o którym wspominał coś Tony Gilroy. Drugi projekt powiązany z „Rycerzami Starej Republiki”, albo kto wie grą „Fate of the Old Republic”. To coś, co Shuler zapowiada od lat… Ale na tę chwilę byłoby zaskoczeniem, gdyby Lucasfilm coś na ten temat zapowiedział na D23.
Impreza zaczyna się już w piątek, 14 sierpnia. Cóż, nie liczymy na duże zapowiedzi, ale liczymy, że za jakiś czas Jeff Sneider odniesie się do planu.
KOMENTARZE (9)
Kończący się właśnie San Diego Comic Con przyniósł nam dobre wieści dla tych, którzy od lat czekają na komediową animację „Detours”. Podczas panelu poświęconego Lucasfilm Museum of Narrative Arts - którego otwarcie planowane jest na 22 września - zapowiedziano, że w instytucji będą pokazywane odcinki serialu. Informację tę możecie wychwycić na poniższym filmie - zresztą przekazuje ją sam Seth Green, który od początku był związany z produkcją.
Prócz tego możemy spodziewać się wystawy poświęconej animacji. Pozostaje jednak pytanie, czy poza muzeum będzie można epizody obejrzeć w jakikolwiek legalny sposób. Raczej mało prawdopodobne, by trafiły na Disney+, ale kto wie, może Lucas da zielone światło na jakiś inny sposób dystrybucji dla tych, którzy nie będą mogli pozwolić sobie na wycieczkę do Stanów - jak YouTube czy wydanie na DVD/blu-ray. Pożyjemy, zobaczymy.
Przypomnijmy: ukończono jakieś 49 odcinków, scenariusze były gotowe do 62 kolejnych. Kierownictwo Lucasfilmu (Kathleen Kennedy) i Disneya (Bob Iger) nie było zainteresowane tą produkcją, więc wstrzymano pracę nad kolejnymi odcinkami, a cały serial został „pułkownikiem”. Czyli odłożono go w magazynach i tyle.
Seth Green od lat walczył, by Disney zaprezentował to dzieło na Disney+, acz nie było chęci. Niektórzy sugerują, że wypuszczenie oryginalnej, odrestaurowanej wersji „Nowej nadziei”, z czego jak wiemy Lucas nie jest do końca zadowolony (bo cofa jego późniejsze zmiany), mogło być w jakiś sposób uzgodnione z Disneyem i dlatego, kilka odcinków (nie wiadomo ile), będzie można zobaczyć w muzeum Lucasa. Jednak to są tylko spekulacje.
Leslye Headland lubi wracać do tematu „Akolity”. Choć serial niestety został skasowany po pierwszym sezonie, twórczyni ponownie opowiada jakie plany miała na drugi (i kolejne) sezony. Wspomniała o tym w wywiadzie, którego udzieliła magazynowi „Empire”. Przede wszystkim związane z postacią Qimira, w którą wcielił się Manny Jacinto.
Po pierwsze mieliśmy więcej dowiedzieć się więcej na temat przeszłości Qimira. Jak porzucił zakon Jedi i co powiodło go na Ciemną Stronę Mocy. Tu także byśmy lepiej zrozumieli jak wyglądał jego związek z Vernestrą, ale również jak miała wyglądać relacja z Darthem Plageuisem. Czyli coś, co zasugerowała końcówka pierwszego sezonu.
Oczywiście Headland potwierdza jeszcze jedną rzecz, że powiązanie z trylogią sequeli miało być dalej rozwijane. Choć nie powiedziała tego wprost, najpewniej chodziło jej o rycerzy Ren.
Tak gwoli przypomnienia, warto dodać, że Leslye już wcześniej sugerowała, iż zobaczylibyśmy także ciemną stronę Yody. Niestety serial nie zaskarbił sobie wiele miejsca w sercach fanów i nie przyciągną nowych widzów, więc został skasowany. Sama Headland ponownie powiedziała, że bardzo chętnie zrobiłaby kolejny sezon. Liczy trochę, że może nowy reżim Disneya i Lucasfilmu spojrzy na jej dzieło bardziej przychylnym okiem. Zwłaszcza, że jak sama twierdzi, postrzeganie różnych produkcji sagi zmienia się z czasem, stąd obecnie nie dziwi nostalgia za prequelami.
KOMENTARZE (9)
Zaczynamy od wyników. A te najlepsze nie są. „Mandalorian i Grogu” wciąż tracą. W USA po trzecim weekendzie film uplasował się na 5 pozycji. Zarobił koło 10 milionów USD (dokładne dane jeszcze nie są znane), ale to kolejny spadek o blisko 60% w porównaniu z poprzednim tygodniem. Na tę chwilę film ma w USA jakieś 155,8 miliona USD. „Han Solo” w tym samym czasie miał już 176 milionów USD.
Trochę lepiej wygląda to poza USA, ale wciąż źle. Kolejne 16 milionów USD, czyli spadek o zaledwie 42%. Obecnie tam film zarobił 137,8 miliona USD, co razem daje 293,6 miliona USD. 300 milionów nie powinno stanowić problemu, czyli tyle ile wyniosły mniej więcej koszta filmu z promocją, a to raczej znaczy, że Disney’owi ten film się nie zwróci. Nawet poziom przychodów „Hana Solo” będzie ciężko uzyskać. W Polsce w maju „Mandalorian i Grogu” zobaczyło jakieś 270 tysięcy widzów, ciężko będzie dojść do pół miliona.
By promować film, Jon Favreau i Lucasfilm wymyślili możliwość oglądania filmu w kinie z komentarzem reżysera. Trzeba mieć do tego aplikację TheaterEars. Tam można jak się zakupi bilet na film, pójść do kina i słuchać komentarzy w słuchawkach.
Za to, już chodzą słuchy, że „The Mandalorian i Grogu” pojawi się jeszcze w tym roku na Disney+. Tu zaskoczenia nie ma, bardziej czekamy co będzie z wydaniami fizycznymi. Na tę chwilę szczegółów brak.
Z innych ciekawostek Temuera Morrison wyraził żal, że nie pojawił się w filmie. Liczył, że będzie mógł pomóc Grogu i Dinowi w jakiejś walce.
Za to ciekawiej było jeszcze na Fan Expo Philadelphia, gdzie Brendan Wayne, powiedział, że wiedzą, albo przynajmniej on sam wie, że jest na świecie miejsce dla Dina i Grogu. Nie wie tylko, czy to będzie wielki czy mały ekran. On patrzył optymistycznie po pierwszych wynikach i liczył na wielki, czyli „Mandalorian i Grogu 2”.
Na tym panelu był też Jonny Coyne, czyli Lord Janu Coin. Jak wiemy pojawił się on na krótko w ramach Rady Cieni w trzecim sezonie „The Mandalorian”. Natomiast tu powiedział, że miał też pojawić się w czwartym sezonie, jak również być może w drugim sezonie „Księgi Boby Fetta”. Z jego słów wynika, że takowy faktycznie był rozważany, ale wiele się zmieniło od tego czasu.
Na tę chwilę jeszcze nie wiemy jakie będą dalsze losy Mandoverse po drugim sezonie „Ahsoki”. Film Dave’a Filoniego też obecnie chyba jest odłożony na lepsze czasy.
KOMENTARZE (18)
Parę dni temu pisaliśmy o ocenach krytyków na Rotten Tomatoes. Cóż mówiąc delikatnie im ten film nie podszedł zbytnio. To była jedna z najgorzej ocenianych produkcji gwiezdno-wojennych ery Disneya. Ale obecnie film jest w kinach, można zapomnieć o krytykach i popatrzeć jak podoba się on publiczności. To dużo ważniejszy znacznik, gdyż często przekłada się na spadki w kolejnych tygodniach. Teraz pora na marketing szeptany.
I tu sprawa wygląda nad wyraz dobrze. Obecnie (bo te liczby się zmieniają), film Jona Favreau jest najlepiej ocenianą przez publiczność produkcją Disneya. Tableka prezentuje się tak:
Film
Krytycy – Tomatometer
Publiczność – Popcornmeter
„Mandalorian i Grogu” (2026)
64%
88%
„Łotr 1” (2016)
84%
87%
„Skywalker. Odrodzenie” (2019)
51%
86%
„Przebudzenie Mocy” (2015)
93%
84%
„Han Solo” (2018)
69%
63%
„Ostatni Jedi” (2017)
91%
41%
Natomiast jeśli chodzi o wyniki finansowe, na razie nie wygląda to zbyt różowo. W USA z pokazów przedpremierowych film zgarnął 12 milionów USD. To dla porównania jest jakieś 2 miliony mniej niż miał „Han Solo”, który miał start w dużo gorszych warunkach. Problemy takie jak „Avengersi” czy „Deadpool” w kinach i podzielona atmosfera po VIII Epizodzie. Plusem „Mandalorian i Grogu” jest niższy budżet, czyli 166 milionów USD. Więc jest szansa, że film wyjdzie na swoje.
Przypomnijmy, że film możecie zobaczyć w kinach. A następnie można ocenić go u nas w tym miejscu oraz podyskutować o nim na forum, do czego serdecznie namawiamy.
KOMENTARZE (10)
Wygląda na to, że we współczesnych czasach dalej obowiązuje coś na kształt Indeksu Watykańskiego, czyli listy dzieł zakazanych. Taką listę ma Lucasfilm, a umieszcza na nich pewne elementy dawnego Expanded Universe.
Na ten temat trochę więcej wypowiedzieli się autorzy na konwencie MegaCon. Byli tam obecni Claudia Gray i Timothy Zahn, twórca Mary Jade. Okazuje się, że pracując nad swoimi nowokanonicznymi powieściami, zadają pytania do Lucasfilmu, co można zrobić, a co nie. Co mogą wykorzystać ze starego EU, a czego nie. Oboje zapytali, zupełnie niezależnie od siebie, o możliwość wplecenia w swoje historie Mary Jade. Oboje dostali kategoryczną odpowiedź: „Nie”.
Faktem jest, że sam George Lucas nie przepadał za bardzo za Marą Jade, nie podobał mu się pomysł, że została żoną Luke’a Skywalkera. Więc jak pisał swój pomysł na sequele, całkowicie wymazał ten wątek. Ale skoro jego pomysły i tak wylądowały w koszu, zastąpione trylogią, której kierunek nadało kierownictwo Lucasfilmu i Disneya, nie wiadomo, dlaczego nie można do Mary wrócić. Fani chcieli, a tu nadal „ban”.
Gray powiedziała, że to nie jest jedyne dzieło, do którego nie można sięgać. Otóż autorka miała pomysł, by opisać losy Mission i Zaalbara. Ale też nie pozwolono nic z tym zrobić.
Heather Antos, która jest redaktorem w Marvelu potwierdziła również ten ostatni zakaz. Otóż, od lat pytała ona o możliwość zrobienia dwóch komiksów, jednego o Thrawnie, drugiego związanego z KOTORem. Oba się nie do końca podobały Lucasfilmowi, ale ten pierwszy ostatecznie powstał pod tytułem Thrawn w 2018. Na KOTORa nadal nie dostała zgody. O ile obecnie zapowiedziana gra „Fate of the Old Republic” może tłumaczyć niechęć do dotykania tematów KOTORowych, o tyle w zeszłej dekadzie nie było to wytłumaczenie.
KOMENTARZE (30)
Variety przygotowało artykuł, w którym zastanawiają się jak zmiana w zarządzie Disneya wpłynie na przyszłe produkcje. Pomijając analizę dotychczasowych osiągnięć Josha D’Amaro i Dany Walden, bazowali też na dyskusjach z insiderami w Disneyu, stąd mają pewien unikalny pogląd na to, jak sprawy stoją po drugiej stronie barykady. Jest tam kilka ciekawostek o „Gwiezdnych Wojnach”.
W przypadku „The Mandalorian & Grogu” odnieśli się do niesławnej reklamy na Super Bowl, o której pisaliśmy tutaj. Ogólnie w Disneyu są zawiedzeni tym jak została odebrana, a co gorsza boją się, że właściwie trafiła tylko do najzagorzalszych fanów Baby Yody (Grogu). Film z punktu widzenia ludzi w Disneyu już sam w sobie jest jednym wielkim znakiem zapytania. Muszą znaleźć sposób jak wzbudzić entuzjazm wśród widzów, inaczej… Szczęśliwie drugi zwiastun został odebrany dużo lepiej.
O ile są wątpliwości wobec tamtego filmu, to w przypadku „Starfightera” w Disneyu panuje naprawdę entuzjazm. Oglądano już nagrany materiał, który według osób rozmawiających z Variety, potrafił oddać ducha zabawy z oryginalnych filmów. Dodatkowo bardzo chwalą występ Ryana Goslinga. Co więcej pierwsze recenzje filmu „Projekt Hail Mary” także mówią o doskonałym kunszcie aktora.
Niestety nie było nic więcej na temat kolejnych produkcji, ani również tego, co powinno trafić na streaming (pomijając drugi sezon „Ahsoki”). Josh D’Amaro oficjalnie przejmie stanowisko głównodowodzącego w Disneyu 18 marca. Obecnie trwa okres przejściowy w Lucasfilmie, Dave Filoni i Lynwen Brennan muszą odnaleźć się w nowej roli. Dopiero potem, zobaczymy, co czeka „Gwiezdne Wojny” dalej.
KOMENTARZE (3)
W rozmowie z BK Mag, Steven Soderbergh zdradził trochę kulis związanych ze skasowaniem filmu „The Hunt for Ben Solo”.
Wspomniał, że nie dziwi się, iż Kathleen Kennedy była sfrustrowana, że Disney zamknął tę produkcję. Właściwie wszyscy byli. Steven wraz z Rebeccą Blunt oraz Adamem Driverem spędzili nad tym projektem jakieś 2,5 roku, więc tak nie przyjęli tej decyzji dobrze. Soderbergh dodał, że przeprowadził dyskusję z Driverem, zanim ten zdecydował się ujawnić kulisy tej produkcji. Powiedział mu, żeby nie spekulował, nie owijał w bawełnę, tylko podał twarde fakty, jak dokładnie było. A one są takie, że powiedziano im, iż „nie sądzą, że Ben Solo żyje”. Nic więcej. Dokładnie to im powiedziano i koniec, pozostało porzucić projekt i pójść dalej.
Soderbergh mówi, że on sobie wyobraził ten film w głowie. Jest z niego zadowolony, ale oczywiście nikt poza nim go nie zobaczy. Liczył się z tym, że Disney zrobi im pewne problemy, ale spodziewał się raczej praktycznych przesłanek. W tym tej najważniejszej dla zarządu, ile to będzie kosztować. Na to miał bardzo dobrą odpowiedź. Acz nigdy nie dotarli do tego punktu dyskusji. I to jest szalone, no i bardzo rozczarowujące.
Obecnie zarówno w Disneyu jak i Lucasfilmie zachodzi zmiana zarządów. Kto wie, może jeszcze, jak sugerowała Kennedy, ktoś rozważy wrócić do tego projektu?
KOMENTARZE (10)
Zapewne nieraz już widzieliście zwiastun „Maula: Mistrza cienia” i zastanawiacie się kim mogą być nowe postaci i jaką rolę będą odgrywały w najnowszej animacji. Bez wątpienia najważniejszą z nich jest Devon Izara - nastoletnia Twi'lekanka, która zostanie uczennicą Maula. Gdy tylko dziewczyna pokazała się podczas Celebration, fani od razu zaczęli spekulacje czy nie mogłaby ona być kanoniczną wersją jednej z bardziej rozpoznawalnych żeńskich czarnych charakterów z Legend - Darth Talon. Ale skąd w ogóle pomysł, by połączyć ze sobą dwie Twi'lekanki? Tego dowiecie się z naszego artykułu. Swoje wersje napisały chociażby The Holo Files, Inverse czy The Direct.
Tło historycznoliterackie
Darth Talon - której prawdziwego imienia nigdy nie poznaliśmy - jest bohaterką komiksowej serii „Dziedzictwo”, napisanej przez Johna Ostrandera i zilustrowanej w głównej mierze przez Jan Duursemę. Historia rozpoczyna się w roku 130 ABY i ponieważ minęło aż sto lat od wydarzeń znanych z filmów, to poniżej przedstawiamy co się w tym czasie działo w galaktyce. Uwaga na mniejsze i większe spoilery.
Sam początek wydarzeń po „ Powrocie Jedi” przypomina to, co mamy na razie w kanonie: Imperium nie upadło całkowicie wraz ze śmiercią Imperatora, gdyż liczni watażkowie, w tym między innymi Thrawn czy Zsinij, walczą jeszcze długo po tych wydarzeniach. Mon Mothma ogłasza powstanie Nowej Republiki, która za swoją stolicę obiera Coruscant. W roku 5 ABY Thrawn ginie, zabity przez swojego ochroniarza Rukha. To jednak nie koniec kłopotów nowego rządu: Palpatine (jakoś) powraca, przeciąga Luke'a na Ciemną Stronę i znów zagraża galaktyce. Z powrotem ku jasności sprowadza go Leia i wraz z nim ostatecznie zabija Imperatora. Skywalker decyduje się odbudować zakon i zakłada na Yavinie IV akademię Jedi. Jednocześnie żeni się z Marą Jade - byłą „Ręką”, czyli zabójczynią na zlecenie Palpatine'a - i ma z nią syna Bena. Han i Leia z kolei mają troje dzieci: Anakina, Jacena i Jainę.
W 19 ABY dochodzi do podpisania traktatu pomiędzy Nową Republiką a resztkami Imperium, który formalnie kończy galaktyczną wojnę domową. Ci drudzy zajmują niewielki skrawek na „północy” Galaktyki, ze stolicą na Bastionie. Ostatecznie na tron wstąpi tam Jagged Fel - mąż Jainy Solo. Ich potomkowie będą władać tym państwem aż do czasów komiksowych wydarzeń.
Spokój nie trwa jednak długo, bowiem już w 25 ABY dochodzi do kolejnej wojny - tak zwanej inwazji Yuuzhan Vongów. Nienawidzący technologii przybysze z innej galaktyki podbijają setki planet, przekształcając je za pomocą swojej bioinżynierii tak, by były przystosowane do ich flory. Ofiarą pada sama Coruscant, a życie traci wiele istot - zarówno zwykłych osób, jak i znanych nam bohaterów. Rozbita Nowa Republika łączy siły z Imperium i jako Sojusz Galaktyczny ostatecznie pokonuje wrogów pięć lat potem. Vongowie zostają zesłani na żyjącą planetę Zonama Sekot. O tych wydarzeniach opowiada 19-tomowa seria „Nowa Era Jedi”, ale co ciekawe w „Punkcie przełomu” Matta Stovera Mace Windu ma wizję Coruscant przejętej przez dżunglę, co jest subtelnym nawiązaniem do nadchodzących wydarzeń.
Sojusz rozpoczyna tak zwany Projekt Ossus - aby najeźdźcy mogli odkupić swe winy, mają odbudować sto wybranych światów. Dowodzi nim potomek Luke'a - Jedi Kol Skywalker.
Zło jednak nigdy nie śpi - Sithowie cały ten czas potajemnie czekali na swój powrót na planecie Korriban. Dowodzi nimi niejaki Darth Krayt, który odrzucił doktrynę Bane'a - według jego filozofii, zwanej Zasadą Jednego, wszyscy członkowie bractwa zamiast skakać sobie do gardeł, mieli być wierni jednemu przywódcy i jednemu zakonowi. Ponadto znakomita większość z nich barwiła swoje ciała na czerwono i ozdabiała tatuażami - bardzo podobnymi do tych, które nosił sam Maul. Gdy rozpoczyna się Projekt Ossus, Sithowie wyczuwają okazję i potajemnie sprzymierzyają się ze zdradzieckimi imperialnymi moffami bez wiedzy Imperatora Roana Fela. Wspólnymi siłami sabotują Jedi i Vongów, przez co ofiary transformacji przechodzą jeszcze większe zmiany. Najeźdźcy z innej galaktyki zostają ponownie oskarżeni o próbę rozpętania wojny, a Sojusz Galaktyczny się rozpada. Siły Sithów uderzają na Ossus, gdzie bronią się resztki Jedi. Z masakry cało wychodzi niewielu z nich - między innymi główny bohater serii, syn Kola - Cade Skywalker.
W wyniku traumatycznych wydarzeń Cade porzuca ścieżkę zakonu i zostaje łowcą nagród, któremu ani trochę nie chce się ratować galaktyki. Jego niezwykle silne połączenie z Mocą - w tym również z jej mrocznym aspektem - przyciąga wszak uwagę Krayta. Sith bowiem był kiedyś niewolnikiem u Vongów i został przez nich zakażony. Choć dzięki naukom Ciemnej Strony jest w stanie powstrzymać rozwój pasożytów, to jednak nie potrafi wyplenić ich całkowicie. Mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się komiksowa opowieść, którą gorąco polecamy do samodzielnej lektury - jest to po prostu kawał dobrej historii, pełnej napięcia i niezapomnianych bohaterów.
Historia wojowniczki
Co zatem z Talon? Ta zadebiutowała już nawet przed samą opowieścią, bo w tak zwanym numerze „0”, który to przedstawiał zarys historii oraz główne postaci. Potem poznajemy ją, gdy jej mistrz, Darth Ruyn, przedstawia ją Kraytowi. Mężczyzna zachwala jej umiejętności, a mistrz zakonu pyta kobietę czy kocha swojego nauczyciela. Gdy ta potwierdza, Krayt nakazuje jej go zabić, a wojowniczka wykonuje polecenie bez mrugnięcia okiem. Za to zostaje pasowana na Dłoń - osobistą zabójczynię mistrza, a jej pierwszym zadaniem zostaje odnalezienie i porwanie księżniczki Marasi Fel - dziedziczki imperialnego tronu. Krayt liczy, że dzięki temu ujawni się sam Roan, który przez wiele lat uderzał na niego z ukrycia.
Tak rozpoczyna się opowieść o Twi'lekance. W przeciągu akcji trwania wszystkich zeszytów niejednokrotnie przyjdzie jej skrzyżować miecz z Cade'em (choć lądują też razem w łóżku). Co prawda w dalszych numerach schodzi trochę na dalszy plan, dając miejsce innym Sithom, niemniej cały czas pozostaje wierna swemu panu. A jej historia ma w Legendach zakończenie otwarte i było widać, że scenarzyści szykowali się na ciąg dalszy.
Jak fani odbierali Talon? Sithanka nadal ma wielu wielbicieli, którzy cenią ją za stoicką, zdeterminowaną osobowość, umiejętność walki, no i oczywiście wygląd, bo jest nie tylko piękna, lecz także wizualnie podobna do innego ulubieńca - samego Maula. Nie obyło się oczywiście bez kontrowersji. Duet Ostrander-Duursema przez niektórych był oskarżany za zbytnie seksualizowanie kobiet, w tym zwłaszcza Twi'lekanek. CBR w swoim artykule uznał skórzane bikini kobiety za najbardziej skandaliczny strój w „Star Wars”, aczkolwiek tu trzeba oddać Duursemie, która wyjaśniła na forum TFN-u, że nie chciała spłycać swojej bohaterki. Zamiast tego chciała stworzyć kogoś na podobieństwo piktyjskiej wojowniczki, a jej nagość miała się kojarzyć z kulturą prymitywną, a nie po prostu golizną. Sprawa stroju jeszcze powróci.
Tak czy siak, Talon cieszyła się sporą popularnością - na konwentach niejednokrotnie można było spotkać przebraną za nią fankę, Oficjalna pokazała w sekcji dla dzieci jak ją narysować, a na Celebration w 2012 można było kupić print zatytułowany „Duel of the Twi'leks”, w którym nasza bohaterka pojedynkuje się z Aaylą Securą. W „Teorii wielkiego podrywu” jeden z bohaterów, Howard, ma w kolekcji jej statuę od Sideshow.
Lucas wkracza na scenę
Kobieta spodobała się nie tylko fanom - zwrócił na nią uwagę sam George Lucas. Maker znany był z tego, że potrafił wziąć do „oficjalnego” kanonu wątki czy postaci z EU - tak chociażby na ekrany kin trafiła Aayla Secura, która początkowo była postacią komiksową, zaprojektowaną - a jakże - przez Ostrandera i Duursemę. Talon zaś miała zostać bohaterką gry „Battle of the Sith Lords”, znaną też pod kryptonimami „Damage” i „Maul”.
Tytuł ten był ofiarą tak zwanego piekła developerskiego, którego to przyczyną był zarówno brak jasnej komunikacji, jak i sam Lucas. Według jego filozofii dzieło jest wiecznie otwarte na zmiany, stąd chociażby mamy tyle wersji OT. George jednak zupełnie nie rozumiał gamedevu, który diametralnie różni się od produkcji filmów. Tutaj nie wystarczy nakręcić sceny jeszcze raz, skreślić kilka zdań w scenariuszu czy narysować nową pracę koncepcyjną - każda, nawet najdrobniejsza zmiana może obsunąć produkcję o miesiące, jeśli nie o lata.
O samym tytule mamy tak naprawdę skrawki wiadomości, które momentami ciężko poskładać w logiczną całość; część nie jest też do końca pewna. Za jego stworzenie miało odpowiadać studio Red Fly, które dało nam „The Force Unleashed II” na Wii. Produkcja rozpoczęła się mniej więcej w 2010 roku, a ekipa dostała od Lucasfilmu jedynie tytuł. Wymyśliła więc ona, że będzie to opowieść o początkach Maula - o tym, jak jako młodzik trenował pod okiem Sidiousa. Fabuła miała zakończyć się wraz z jego śmiercią w „Mrocznym widmie”. Potem jednak Lucas spotkał się z pracownikiem studia, Danem Borthem i oznajmił mu, że Zabrak przeżył, nie przedstawił mu jednak fabuły planowanych odcinków TCW (powrót Sitha to rok 2011), jedynie drobnostki takie jak pajęcze nogi czy istnienie Savage'a. Błąd ten naprawił Filoni, który ukazał mu więcej szczegółów i powstał pomysł, aby gra była trylogią, z której ostatnia część miała inkorporować wydarzenia z serialu.
Bez konkretów na temat fabuły Red Fly skupiło się na gameplayu, który był inspirowany TFU, choć miał się od niego różnić. To z tego okresu pochodzą zachowane fragmenty, w których Maul walczy z członkami Straży Śmierci. Miał być to jednocześnie tytuł o wiele brutalniejszy niż to, co znaliśmy z SW do tej pory - widać jak Mandalorianie tracą głowy.
Potem nastąpiło kolejne spotkanie z Lucasem, który oznajmił, że w grze ma się pojawić Talon. Wedle donosów wyciągnął statuy kobiety i Maula, po czym powiedział: „Są przyjaciółmi!”. Gdy mu powiedziano, że to niemożliwe, bo ta żyła jakieś 170 lat po Zabraku, stwierdził, że w takim razie należy fabułę przenieść w czasie, a głównym bohaterem uczynić klona bądź potomka Maula. Maker opisywał też, że Twi'lekanka miała być dla głównego bohatera jak Lauren Bacall dla Humphreya Bogarta - to para aktorów filmów połowy XX wieku, w których kobieta jest seksowna, a jednocześnie sprytna.
Fabuła w końcu zaczęła się kształtować - klon/potomek miał wystąpić przeciwko Kraytowi i Jednemu Sithowi za łamanie Zasady Dwóch, a u jego boku miała stanąć Talon. Gameplayowo miała być dla niego wsparciem jak Catwoman dla Batmana w serii Arkham. Powstało wielu nowych Sithów, aczkolwiek różnili się oni wizualnie od tych z komiksowego „Dziedzictwa”. Sama Talon również dostała kilka nowych strojów, jedne bardziej roznegliżowane, inne mniej.
Studio nagle przestało dostawać jakiekolwiek wiadomości od LucasArts, a oficjalnie tytuł skasowano w czerwcu 2011. Jedną z przyczyn miała być podobno sprzedaż firmy Disneyowi. Red Fly próbowało jeszcze nieraz wskrzeszać projekt - między innymi w 2015 roku - ale Disney/EA nie byli nim zainteresowani. Wątpliwe jest też, by powrócił.
Nowy Darth Vader
Mimo że George sprzedał firmę Disneyowi, to nadal miał swoje pomysły. W 2012 roku przygotował zarys swojej wersji sequeli. Wedle niego to właśnie Talon miała być głównym złym - nowym Darthem Vaderem, a większość akcji miała się kręcić wokół niej. Jej mistrzem został stary już Maul, a zadaniem Twi'lekanki miało być przeciągnięcie na Ciemną Stronę syna Hana i Lei. Gdy jednak pracę nad filmem rozpoczął J.J. Abrams, jej postać ewoluowała - najpierw stała się „Zabójcą Jedi”, który to zmienił się w Kylo Rena. Jak słusznie zauważył Pablo Hidalgo, „Zabójca Jedi, który miał skorumpować syna, sam stał się synem”. Zanim tak jednak się stało, legendarny artysta koncepcyjny Iain McCaig narysował Twi'lekankę w towarzystwie niebieskiego obcego o pseudonimie „Uber”. Jeśli chodzi o wygląd kobiety, artysta ponoć wzorował się na Rihannie.
W „The Art of Star Wars: The Force Awakens” możemy też znaleźć krótki storyboard, w którym Talon zostaje napadnięta w barze. Ratuje ją Jedi i idą razem do łóżka. Na końcu kobieta morduje go we śnie. Jak jednak wiemy, żaden z tych pomysłów ostatecznie się nie ziścił.
Ale to nie znaczy, że Sithanka jest w ogóle nieobecna w nowym kanonie. W 2021 roku wraz z Dashem Rendarem i Starkillerem trafiła do gry mobilnej „Galaxy of Heroes” z okazji 50-lecia Lucasfilmu. Ponieważ w tytule nie ma innych złoczyńców ery Dziedzictwa, to kobieta ma synergię z Nihlusem, Sionem i Trayą. Należy jednak zwrócić uwagę, że jest ubrana w skromniejszy strój, co zapewne jest związane z faktem, że gra jest skierowana raczej do młodszych graczy. Ale Disney zastosował podobny zabieg w „Opowieściach Jedi”, w których młoda Ahsoka nie ma swojego kontrowersyjnego topu.
Za i przeciw
Dotarliśmy zatem do kluczowego pytania: czy Devon Izara może być kanoniczną Darth Talon? Jak to zwykle z teoriami bywa, jest wiele argumentów przemawiających za, jak i tych przeciw.
Na pewno najsilniejszym „tak” jest tutaj dziwny zbieg okoliczności - Maul, który tak długo był powiązany z Twi'lekanką, nawet jedynie w niedokończonych czy koncepcyjnych projektach, nagle w nowym serialu ma uczennicę tej rasy. Nie żadnej innej, tylko właśnie tej. Oczywiście najsilniejszy głos sprzeciwu w tej sprawie dotyczy właśnie jej gatunku - przeciwnicy mówią tutaj, że to, że Devon i Talon to Twi'lekanki, może być czystym przypadkiem, bo przecież lud ten był jednym z liczniejszych w galaktyce. Sytuacja jest porównywana do tej, gdy w pierwszym zwiastunie TFA pojawił się Finn i ludzie ogłosili, że musi być to syn Landa... bo jest czarnoskóry.
Po drugie jednak, twórcą serialu jest Filoni - mimo że to Brad Rau („Parszywa zgraja”) odgrywa rolę głównego reżysera, to Oficjalna w swojej zapowiedzi wyraźnie zaznaczyła, że to Kapelusznik pociąga tu za sznurki. A Filoni... to Filoni. Dave lubi sięgać do niewykorzystanych prac koncepcyjnych czy pomysłów, a także powoływać się na Lucasa. Serial byłby tutaj idealnym momentem na przywrócenie idei maulowej uczennicy. Ponadto nowy szef Lucasfilmu nieraz chwalił się przywracaniem do kanonu postaci z Legend - jak Thrawn, Rukh czy Pellaeon. Teraz miałby kolejną okazję.
Oczywiście Izara nie wygląda do końca jak Talon - ma różową skórę. Tu jednak można to wytłumaczyć faktem, że członkowie Jednego Sitha barwili swoje ciała na czerwono, a prawo do tatuaży zdobywali w rytualnych walkach. Może zatem młoda uczennica jeszcze będzie musiała się wykazać, by zdobyć zdobienia, albo... po prostu będzie wyglądała inaczej. Thrawn też nie do końca przypomina swoją legendarną wersję, a Rukh różni się znacznie.
Jest jeszcze jedno wytłumaczenie: Devon może być Twi'lekańską uczennicą Maula... która Talon nie będzie. Może zostać bardziej jej kanonicznym odbiciem, cieniem, ideą, ale nie znajdzie się na Wookieepedii w zakładce „kanon” obok Sithanki z „Dziedzictwa”.
A jakie jest Wasze zdanie? Czy czeka nas powrót postaci z EU? Zapraszamy do dyskusji na forum.
KOMENTARZE (12)
Taika Wiatiti by niedawno na festiwalu Sundance gdzie promował swój najnowszy film „Fing!”. Przy okazji udzielał wywiadów, choćby Variety i tam odniósł się również do swojej gwiezdno-wojennej produkcji.
Powiedział wprost, że w przypadku swojego filmu bardzo zależało mu na uzyskaniu klimatu zabawy, który towarzyszył oryginalnej trylogii. A przynajmniej na tyle na ile ją zapamiętał. Stawka jest wysoka, dzieją się tam poważne rzeczy, ale też jest pewien luz i zabawa. I to właśnie starał się uzyskać w swoim filmie. Oczywiście jest on odseparowany od reszty uniwersum, to bardziej niezależna produkcja. Chciał by była ona inna, bardziej autonomiczna.
Jak potwierdziła Kathleen Kennedy scenariusz został już napisany i przekazany do Lucasfilmu. O jego przyszłości zadecydują nowi decydenci tak w Lucasfilmie jak w Disneyu.
KOMENTARZE (4)
Ledwo co Bob Iger wyraził publicznie, że nie zamierza pozostawać na stanowisko CEO Disneya aż do końca kadencji, a już doszło do zmiany warty. Ogłoszono, że jego następcą będzie Josh D’Amaro zaś Dana Walden zostanie prezesem firmy oraz oficerem kreatywnym.
NEW: The Walt Disney Company has officially named Josh D'Amaro as its next CEO. D'Amaro will officially start on March 18.
Dana Walden has been named President and Chief Creative Officer of The Walt Disney Company. pic.twitter.com/WnBO7IFXk5
Oficjalnie zadebiutują w nowych rolach 18 marca na corocznym posiedzeniu akcjonariuszy. Bob Iger ponownie pozostanie w Disneyu, na stanowisku doradcy, tym razem aż do końca roku.
Ponownie, bo tak początkowo wyglądała sytuacja, gdy Iger odchodził pierwszy raz i zastępował go Bob Chapek. Iger jednak odszedł na pozycję doradczą i z niej prowadził walkę z Chapekiem, ostatecznie wrócił na poprzednią pozycję. Zobaczymy, czy tym razem to faktycznie jego koniec.
Josh pracuje w Disneyu od 1998, obecnie zajmował się parkami rozrywki i hotelami. Pod jego zarządem mocno rozbudowała się infrastruktura Disneya. Przychód w ostatnim kwartale fiskalnym tej części Disneya wyniósł ponad 10 miliardów USD. Odpowiada to prawie 60% przychodów całego holdingu. Zobaczymy też jak ta zmiana wpłynie na nasze uniwersum.
KOMENTARZE (8)