TWÓJ KOKPIT
0

The Clone Wars :: Newsy

NEWSY (1431) TEKSTY (271)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

Figurki z TCW

2007-11-08 17:31:00

To było jasne, że będą. Pytanie tylko kiedy. Tymczasem Hasbro odpaliło nowy program lojalnościowy. Wystarczy wysłać im kupon a oni będą podsyłać informacje o nowościach. Kupon jest bardzo znaczący i wiele mówi.


KOMENTARZE (0)

Disney walczy o SW

2007-11-08 12:47:25 TheForce.Net

Disney nadal walczy o Gwiezdne Wojny. Jak możemy przeczytać na oficjalnym blogu Blue Sky Disney ”(...)Disney naprawdę chce pokazać panu Lucasowi, że jest lepszym miejscem dla jego serialu niż Fox”. Nowe atrakcje związane z SW szykowane są w Disneylandzie znajdującym się w Anaheim (Kalifornia). Między innymi nowy Star Tours (możecie o tym przeczytać tutaj). George Lucas pracuje z Disneyem nad kolejną odsłoną tej atrakcji. Jakiś czas temu informowaliśmy o innej nowości związanej z SW. Jak widać Disney bardzo chciałby pozyskać The Clone Wars dla stacji ABC. Pisaliśmy też o tym tutaj.
KOMENTARZE (6)

Przedstawienie Catherine Winder

2007-11-07 19:23:00

Część I: Budowanie z kawałków

Zanim fani Gwiezdnych Wojen mieli okazję poznać Catherine Winder w maju na Celebration IV, Pete Vilmur (pracownik Lucasfilmu, który zajmuje się tekstami w sekcji TCW) miał możliwość poznać ją kilka tygodni wcześniej, wraz z kilkoma innymi członkami marketingu Lucasfilm, którzy zostali zaproszeni na wizytę w Lucasfilm Animationw Big Rock Ranch. Dla Vilmura było to jak powrót do domu, ponieważ pracował w Big Rock (które przylega do Skywalker Ranch tuż przy wzgórzach Nicasio), kiedy pracował przy projektach w Lucasfilm w 2003 i potem był pracownikiem Lucasfilm Online w 2005, aż do momentu gdy przenieśli się do Presidio w San Fancisco. Dobrze wspomina pracę w tamtym miejscu.



Pete zajrzał do pomieszczeń biurowych, które niegdyś dzielił i natychmiast otrzymał mnóstwo zainteresowanych spojrzeń ze strony nowych lokatorów. Potem wszedł do biura Cateherine, z widokiem na sztuczne jezioro przed głównym budynkiem. Ściany były pokryte szkicami, rysunkami, wykresami i innymi rzeczami związanymi z Wojen Klonów, ale także znalazło się tam kilka pamiątek po innych projektach, przy których pracowała, choćby plakat z Epoki Lodowcowej, czy fragmenty z animowanego Aeon Fluxa (serial TV animowany dla MTV z początku lat 90, a nie film pełnometrażowy). Nie ulega wątpliwości, że Lucasfilm Animation znalazł właściwą osobę do wyprodukowania serii, doświadczoną w progresywnej animacji i opowiadaniu historii.

Vilmur odkrył, że Winder rozpoczęła swą przygodę z animacją podczas pobytu w Azji. "Przejechałam wokół świata i skończyłam w Japonii, gdzie dostałam pracę w Dysneyu", wyjaśnia Winder. "Kupili tam wtedy właśnie japońskie studio animacji, a ponieważ jestem kanadyjką i znam trochę japoński, zatrudnili mnie abym ich reprezentowała oraz wspomagała reżyserów i producentów rezydujących w LA. To pod ich skrzydłami zapoznałam się jak japończycy produkują animację, stałam się też węzłem komunikacyjnym, kiedy zlecili podkontrakty w Korei i na Tajwanie. Byłam głównym łącznikiem ze studiem w Los Angeles".

Potem przeniosła się na Tajwan by zarządzać produkcja animowanych filmów dla Hanna-Barbera/Turner Pictures, a potem dołączyła do produkcji takich seriali jak Spawn i Spicy City dla HBO, no i oczywiście Aeon Flux dla MTV. Następnie dołączyła do Fox Feature Animation, gdzie zbudowała i zrekonfigurowała ich studio Blue Sky w Nowym Jorku, a następnie nadzorowała produkcje "Epoki Lodowcowej", która dostała nawet nominację do Oskara. Jakimś cudem zdołała w tym okresie nawet napisać do spółki z przyjacielem ksiązkę "Producing Animation", która otworzyła jej drogę do tego by stać się konsultantem w LA, i pozwoliła pracować w domu. Wiosną 2005 spotkała Główną Menadżer i wiceprezes Lucasfilm Animation, Gail Currey.



"Gail poprosiła mnie by pracować z nią nad zarysem, napisać biznes plan i zbudować cała strategię, budowy studiów tu i w Singapurze", wspomina Winder. Przyszła producentka bardzo szybko skusiła się na propozycję, także dlatego że miała ochotę opuścić LAX. Przeniosła się więc z pracą na północ do Big Rock Ranch, gdzie szybko odkryła, że to bardzo kreatywne miejsce.

"Byliśmy tam jak w utopii daleko od tego całego stresu, ruchu, hałasu typowego dla studiów w LA" mówi Winder. "Artyści mówili mi, że to wspaniale, że mogą się przejść do lasu i umyć ręce. Doświadczyli tu spokoju umysłu, jakiego próżno szukać w innych miejscach."

Jako producent wykonawczy w Lucasfilm Animation, Winder nadzoruje każde stadium produkcji wszystkich projektów w studiu. Współpracując z Gail Currey, pomogła jej stworzyć studia zarówno w Big Rock Ranch jak i Singapurze. Sama Catherine uważa okres rozpoczynania projektów za najbardziej ekscytujący.

"Lubię budować wszystko z kawałków." mówi. "a razem z Gail zaczynałyśmy od pustej kartki papieru. A mając środki, takie jak choćby technologia czy infrastruktura, które od razu nas wspomagały, miałyśmy wspaniały początek."

Część II: Produkowanie TCW

Ale kiedy przychodzi do Wojen Klonów, Windler jest bardzo dumna z tego jak seria rozwija się zarówno z punktu widzenia produkcji, jak i samej historii. "To nie jest serial zorientowany na akcję, jak można było wywnioskować ze zwiastuna", mówi. "To raczej opowiadanie osobistych 22-minutowych historii, które pozwalają poznać nam niektóre z postaci z uniwersum Gwiezdnych wojen lepiej. A to już na prawdę luksus czasu pracy nad tymi odcinkami".



"Produkujemy to raczej w stylu serialu będącego antologią," kontynuuje. "Mamy tło Gwiezdnych Wojen i nasze główne postaci, które ukażemy z bliska, ale będą też odcinki, gdzie pojawiają się inne postaci z uniwersum. To piękno tej serii, które tkwi w tym, że mamy elastyczność by móc opowiadać różne rodzaje historii, jedne bardziej narratywne i osobiste, a inne mocno skoncentrowane na akcji. Ale ogólny cel i duch, to tonacja zbliżająca się do Epizodu IV."

Antologiczny sposób opowiada historii pozwoli aby każdy z odcinków mógł stać się samodzielnym i samoistniejącym, a to zdaniem Winder, pozwoli wejść w serial w każdym momencie i szybko zorientować się w nim. "Będzie można zacząć oglądać serial od drugiej części z historii trzy częściowej i wciąż czerpać z niej radość, tak jak z osobnego odcinka, a to głównie dzięki otwierającym narracją, które zorientują widza i otworzą indywidualną historię. Dla każdego odcinka przygotowaliśmy też coś, co nazwaliśmy "Ciasteczkiem Jedi", które jest tematycznym jądrem odcinka, które ma spowodować, że zarówno dzieci jak i starsza widownia trochę nad tym pomyśli."

"Te historyjki próbują naświetlić tak przyczynę jak i efekt," kontynuuje Winder, "ukazują wybór, który dokonujemy i rezultat tego wyboru. Idea jest taka, by dzieciaki po obejrzeniu miały trochę do pomyślenia i nauczenia się. Jeśli spojrzy się na niektóre z kreskówek, czasem postaci są w sposób otwarty chytre czy chciwe, a nie ma to żadnego uzasadnienia w historii, przez to do dzieciaków nic nie dociera. Jeśli spojrzeć na ten serial z tej perspektywy, jest na prawdę przeznaczony dla całej rodziny. To coś, z czego byłabym dumna, pokazując to swoim dzieciom."

Zgodnie z tym co mówi Winder, TCW różni także od klasycznych seriali animowanych nieliniowe podejście do produkcji. "W typowym animowanym serialu, piszesz scenariusz, poprawiasz go, produkujesz, zmieniasz kilka linijek, produkujesz, dodajesz efekty i jest skończony. To coś skrajnie innego niż mieliśmy tutaj."

Winder używa jako przykładu by to zilustrować sytuacji, kiedy samodzielnemu odcinkowi dorobiono sequel, a potem prequel. Byłoby to mocno problematyczne w linearnym procesie produkcji. Ale TCW ma tę elastyczność, która pozwala poprawiać i dopieszczać elementy historii na każdym stadium produkcji, dzięki temu to ewoluuje. To działa podobnie jak w filmie fabularnym. "Produkujemy mini filmy fabularne, a tam jak wiadomo wszystko poprawia się dogrywa aż do końca, byleby postaci i historia były lepsze." Tłumaczy Winder. "A mając George'a Lucasa, który pochodzi ze świata filmów fabularnych, było dla nas dodatkową zaletą."

Lucas jest żywo zainteresowany rozwojem i kierunkiem serii, spotyka się z Winder i jej zespołem od jednego do trzech razy tygodniowo. "Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że poświęca nam czas." Mówi Catherine. "Myślę, że trudno by całej kompanii poświęcał taką uwagę jak nam, a on jest mocno zaangażowany w serial. Ma czystą wizję, którą chce zrealizować, i nadzoruje produkcje upewniając się, że dokładnie podążamy w kierunku, który on nakreślił. On zazwyczaj daje nam informację zwrotną o tym, co napisaliśmy, o kluczowych projektach, rozplanowaniu 3D, czy też o naszych renderach, i wszystkich innych krytycznych stadiach produkcji."

Winder jest bardzo zadowolona ze swych doświadczeń nad TCW, cieszy się wolnością, którą dał jej i jej zespołowi Lucas, gdy pracują nad marką Gwiezdnych Wojen. "George nie ogranicza nas mówiąc, że tak to dotychczas robiło się w Gwiezdnych wojnach i musimy robić tak samo. On chce byśmy zdefiniowali to uniwersum w sposób unikalny i nowy, byśmy zaskoczyli publiczność, zwłaszcza tych prawdziwych wieloletnich fanów. Będą tu rzeczy, których się nie spodziewają, a to jest na prawdę dla nas ekscytujące."


KOMENTARZE (0)

Projektowanie postaci

2007-11-04 10:56:00

Logo The Clone Wars

Filoni: Długo myśleliśmy nad logo. Jest ono kombinacja loga Ataku klonów i Imperium kontratakuje. Myśleliśmy, żeby logo było jak najbardziej bliskie tradycji filmów, a nie tego co było znane ze starego serialu.



Projektowanie postaci 2-D vs CG

Filoni: Pracowałem przez dziesięć lat przy animacji 2-D, nigdy nie używałem w pracy komputera, aż zacząłem pracować w Lucasfilm. To zawsze było tradycyjnie, rysowanie ręczne, a tam można oszukiwać i to sporo. Przy grafice komputerowej nie da się oszukiwać tak łatwo. Z pewnością ludzie z 501 powiedzą wam, że zbroje szturmowców wcale nie są wygodne, te nagolenniki, naramienniki, trudno się w tym poruszać. Trzeba zwiększać odległości między fragmentami zbroi. A nasze klony musiały mieć mobilność, nie mogliśmy zmieniać im zbroi z odcinka na odcinek, tak by przestrzeń między płytami pasowała do ruchu. To było nie do pomyślenia w naszym serialu. Mieliśmy wiele wariacji klonów, w tym także tych zmodyfikowanych widzianych w Epizodzie III.

Musieliśmy uśrednić pewne rzeczy, coś pomiędzy postaciami z filmu, a animacją z Cartoon Network. Nie mogliśmy zrobić fotorealistycznej wersji, tak samo jak nie mogliśmy mieć płaskiej kreskówkowej. Mocno się inspirowałem za to makietami Gentle Giants, miały na nas duży wpływ w oryginalnym projektowaniu. Podobało mi się to, co zrobił Paul Rudish, jego projekty w starych Wojnach Klonów i chcieliśmy go uszanować, tak jak szanujemy filmy i będziemy szanować serial aktorski, który jest w planach.



Uznaliśmy, że będziemy mieć postaci w pewien sposób stylizowane, graficzne na swój sposób, ale wciąż mające trochę fotorealizmu filmowego. W ten sposób zbudowaliśmy pewien realizm, w którym nie można spodziewać się ani fotorealizmu, ani kreskówkowości. Wszystko musiało być zachowane w tym poziomie realności.

Nasze klony są zgrabniejsze i bardziej eleganckie w wielu względach, to było zamierzone, ponieważ chcieliśmy je przemieniać w serialu w styl bardziej przypominający te z Epizodu III. Chciałem ukazać jak budowano armię klonów i jak z eleganckich żołnierzy Starej Republiki, przeobrazili się w sługusów Imperium, a także wizualnie uchwycić te zmiany.

Projektowanie postaci ludzkich

Filoni: Największym problemem z którym musieliśmy się zmierzyć to postaci ludzkie w CG. Zdecydowana większość animowanych komputerowo ludzi ma tendencję do wyglądania bez życia przez większość czasu, a nie chcieliśmy by tak stało się z naszymi postaciami. Więc kiedy mieliśmy już podstawowy projekt Anakina Skywalkera na papierze, Darren Marshal rozpoczął rzeźbienie makiety. W Anakinie staraliśmy się utrzymać jak najwięcej stylizacji kształtów ciała i twarzy, które w pewien sposób zostały osiągnięte w poprzednim serialu. Kostium prawie w całości jest inspirowany starym serialem, ma naramienniki które przypominają Vadera, o których pamiętaliśmy przy tworzeniu zbroi Jedi. Także ujrzymy światła i cienie na jego twarzy, oświetlenie odgrywa tu kluczową rolę w tym serialu, a my dodawaliśmy tu graficzne elementy.



A tu wracamy do starych komentarzy George'a, że serial powinien być inspirowany anime, co trochę zostawiliśmy z tyłu. Teraz jest inspirowany Gwiezdnymi Wojnami. Zamysłem było to, aby stworzyć własną rzeczywistość w tym serialu, którą można przeciwstawić fororealistycznej grafice komputerowej, w którą czasem trudno uwierzyć jak się patrzy w oczy. Zależało nam na stworzeniu własnej realności, wiarygodnej dla postaci i ich rozmów, reakcji.

Obi-Wan

Filoni: Jak widać on ma stylizowaną bródkę. Ale akurat to coś, co zarzuciliśmy z czasem, gdy nauczyliśmy się robić to lepiej. Jak tworzymy serię, ciągle cofamy się i poprawiamy niektóre rzeczy, tak więc to co zobaczycie w finalnym produkcie, prawdopodobnie nie jest tym, nad czym pracujemy teraz.



Jak widzicie, Obi-Wan nie nosi zbroi klonów w tym serialu, to coś o czym rozmawiałem z Georgem. Nie chciał aby Jedi byli myleni z klonami, ale pewne elementy zostaną, jak choćby ochraniacze nadgarstków u Jedi, czy buty, lub też fragmenty zbroi na ramionach, noszone przez Jedi by pokazać pewną sympatię do swych wojsk. Ale zamierzamy oczywiście to wszystko zarzucić zwłaszcza przy końcu, aby wyglądali tak jak w Zemście Sithów.



Anakin

Filoni: On ma przerysowane proporcje, jego nogi są dłuższe, tors mniejszy. To także ma ukazywać go młodszym na początku Wojen Klonów, przypominać go z Epizodu II. Potem zmienimy trochę stylistykę, tak by wyglądał jak w Zemście Sithów. to coś co nie często się widuje w kreskówkach, to będzie rozwój wieku postaci. A to po to aby nadać jej pewien realizm, ale też własny wygląd. Owszem, to nie będzie fotorealizm, ale mamy nadzieję, że będą wyglądać na tyle dobrze, że będą wiarygodne. Anakin ma też na ramionach zbroje, która ma przypominać trochę Dartha Vadera, ale też może to być jakiś starożytny fragment, który nosili niegdyś Jedi. Z czasem serialu oczywiście się to zmieni.



Zobaczycie też wiele przedłużeń i stylizacji z tego, co znacie z serialu Cartoon Network. Nie chciałem tego zarzucić kompletnie, bo szanuję ludzi, którzy to zrobili, chciałem by ich praca miał pewien wpływ na finalny wynik. Myślałem, żeby użyć tego jako jednego końca spektrum inspiracji, drugim oczywiście były rzeczy realne, aktorskie, a my musieliśmy wypośrodkować i znaleźć miejsce dla The Clone Wars, tak by posiadało zalety wszystkich serii.

Palpatine

Filoni: Jedną z tych rzeczy, które odkryłem to fakt, że bohaterów pozytywnych trudniej się tworzy. Powinni być bardziej powabni i prawdopodobnie wyglądać ładniej. Ale gdy przychodzimy do czarnych charakterów, mamy tam więcej zabawy, jak w przypadku Palpatine'a. To jest projekt Kiliana Plunketta i myślę, że się mocno do niego przyłożył. Widać tu stylizację ust i ich kształt. W dodatku to współgra z tym drugim serialem Wojny Klonów, a oni tam stworzyli tę postać na prawdę wspaniale.



Dooku

Filoni: Jest prawie jak nóż, rozmawialiśmy trochę o całym aspekcie Dartha Tyranusa / Dooku, którego nie widać w filmie, więc zostanie pokazany w serii, zwłaszcza jego dwoistość. Z jednej strony opowiada galaktyce o słuszności Separatystów, z drugiej dzieli ją na pół.



Grievous

Filoni: Jeśli porównamy Grievousa z jego filmową wersją widać, że ma trochę inne proporcje. Ale i tak mamy nadzieję, że spodoba się go zobaczyć i usłyszeć, ponieważ Matt Wood ponownie podłoży pod niego głos. Bawiliśmy się proporcjami by stał się trochę większy i bardziej przypakowany niż widzieliśmy go wcześniej, a to nam zajęło trochę czasu.


KOMENTARZE (0)

O TCW raz jeszcze

2007-11-01 20:41:00

Tym razem są to fragmenty wypowiedzi z Celebration IV i Celebration Europe.

O samym początku

Catherine Winder: Zaczynałam właściwie niejako tableau rosa w kwestii tworzenia czegoś unikalnego, czego nie widziano dotychczas w telewizyjnej animacji. Nie myślimy o tym serialu w kategorii tylko telewizyjnej animacji, ale głównie jako możliwości opowiedzenia wspaniałych historii szerokiej publiczności. Kluczem do sukcesu jest zebranie wspaniałych historii i niesamowitego wyglądu, zaczęłam szukać dwóch ludzi do tego serialu, których potrzebowałam do pracy ze mną i Georgem. Były to stanowiska reżysera serii i kierownika scenarzystów. Byłam bardzo szczęśliwa znajdując Dave'a Filoniego (reżyser) oraz Henry’ego Gilroya (scenarzysta), który także jest wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. Mając tę dwójkę mogliśmy rozpocząć razem opowiadanie tych historii.



O pracy w Skywalker Ranch

Dave Filoni: Pracowałem wcześniej w Burbank, a jeśli ktoś był w Burbank to wie, że tam nie ma zbyt dużo jeleni czy rysi amerykańskich, nie ma dzikiej natury wokoło. Ale jeśli się spojrzy na to, co tu się znajduje z perspektywy czasu, to okazuje się, że ekipa nie jest do końca świadoma tego, że patrząc na Slave I widzą przedmiot, miniaturkę a nie jakiś stary mit. To miejsce jest przesiąknięte i pociąga wyobraźnie, w sekwojach chce się widzieć pojazdy zwiadowców imperialnych, a w wzgórzach Naboo. George wrastał w to otoczenie, on je zna, i widać to w tym co stworzył. To pomaga całej ekipie bo tworzą w miejscach przesiąkniętych korzeniami Gwiezdnych Wojen, obcują z nimi.

O Lucasfilm Animation

Winder: Produkujemy [The Clone Wars] jak małe filmy a nie jak typową kreskówkę. Chcemy by serial był lepszy, dlatego ciągle go przepisujemy, poprawiamy, zmieniamy odcinki, a to jest bardzo wymagające, acz gra jest warta świeczki. George nie chce byśmy przenieśli wszystko na ekran, on wymaga aby wyprodukować i stworzyć coś wyjątkowego, utworzyć opowieści nigdy nie widziane w animacji telewizyjnej.

Udział George'a Lucasa w TCW

Winder: George jest producentem wykonawczym, więc kreatywnie nadzoruje serię. Pracuje blisko nas sprawdzając serial przy każdym z jego kroków milowych, on dba o opowieść, recenzuje scenariusze czy prewizualizację oraz rozkład 3-D każdego z odcinków. Ale jeśli chodzi o szczegóły związane z wyglądem, on nie jest w to zaangażowany. Raczej przychodzi jako edytor i naciska na nas, aby przebudowywać historię. Chce aby była ona zrobiona na nowym lepszym poziomie i to jest dla nas zdumiewające. A przy tym dobrze się bawi.

Filoni: Udział George'a to jedna z najlepszych rzeczy, owszem wszyscy kochamy Gwiezdne Wojny, i chcemy tworzyć Gwiezdne wojny, ale gdy pod koniec dnia ogląda się Indianę Jonesa czy Gwiezdne Wojny, to jest coś w tych filmach, co czynie je innymi od reszty, to właśnie artysta, który jest za nimi. Ja jestem bardzo wdzięczny George'owi że zrobił prequele, ponieważ w nich właśnie tkwi jego poczucie humoru, zabawy, ekscytacji. A także za jego udział w tej serii, dzięki temu wierzę, że on pilnuje aby moją rola nie stało się tworzenie mojej fanowskiej wersji Gwiezdnych Wojen. W rzeczy samej nie jestem zainteresowany tworzeniem własnej wersji, chcę tworzyć Gwiezdne Wojny takimi jakie widzi je Lucas.



Czym to się różni od Wojen Klonów Cartoon Network?

Winder: Fundamentalnie czasem, mamy 22 minuty na odcinek, a to luksus, dzięki któremu można opowiadać historię w pełni narratywne, by wejść w postaci głębiej i się nimi bawić. Same scenariusze są pisane w tonacji Epizodu IV, nie są tylko okraszone akcją, ale to osobiste opowieści, z momentami światłymi i komediowymi. Unikamy podejścia jak do typowej kreskówki dla dzieci, raczej staramy się koncentrować na dramatyzmie oraz programie. Staramy się podejść do tego jak w produkcji aktorskiej, nie tylko z punktu widzenia historii, ale także kinematografii czy sposobu reżyserii. Każdy odcinek ma otwarcie, które ustawia tematyczną linię, którą staramy się przedstawić w serialu. Dzięki odcinkom dzieci powinny zrozumieć koncepcję przyczynowości i skutku, wyboru który się dokonuje oraz jego wpływu na innych i samego siebie. I to jest główny zamysł, prawdziwy i osobisty.

Filoni: Jedną z tych rzeczy, którą podaje jako przykład w rozmowie z ekipą o serialu Cartoon Network jest scena kiedy Mace Windu walczy z 500 droidami bojowymi, która wygląda wspaniale, ale jak się pamięta bitwę o Geonosis, gdzie Jedi zostali dość łatwo pokonani. Jeśli Mace mógł tak wymiatać, to czemu nie wygrał tamtej bitwy w pięć minut? Dla nas zatem podstawowym zadaniem było to, aby zbudować TCW tak, by niezależnie czy nam się to podoba, czy nie, Jedi zaczęli umierać. A to wielka odpowiedzialność. Musieliśmy z nich uczynić wartościowych ludzi. Mace mówił, że byli strażnikami pokoju, nie żołnierzami, więc musieliśmy ukazać jakim dla nich wyzwaniem jest wojna i walka. George dał mi zasadę, że Jedi może mniej więcej pokonać jakiś 20 standardowych droidów bojowych, jakieś 1- do 15 super droidów, ale Jedi przeciw droidom niszczycielom z włączonymi tarczami mają problem, jak Qui-gon i Obi-Wan, którzy uciekali. I muszą myśleć jak rozwiązać ten problem, by pokonać te droidy. A Dooku ciągle stara się ich wciągać w pułapki, by pozbyć się jak najwięcej z nich. Więc nie robiliśmy Ligii Sprawiedliwych w wersji Jedi, nie robiliśmy nic, czego nie zrobiłby Qui-Gon, Obi-Wan, Yoda czy Luke Skywalker.



Pytania o ciągłość kanonu

Filoni: Wiem, że to dla mnie osobiście było najbardziej problemowe w tej robocie. Gdy robilśmy The Clone Wars, to już istniało wiele materiału napisanego o nich, a ja bardzo martwię się tworząc jakiekolwiek niezgodności. Wiem, że każdy chce odcisnąć swoje małe piętno na chronologii. To dla mnie bardzo ważne i staram się to połączyć najlepiej jak potrafię. Ale gdy chodzi o pomysły, które ma George i chce by były one najlepszą stworzoną opowieścią, czasem muszę powiedzieć "więc, nie możemy tego zrobić ponieważ [komandor] Alpha był wtedy testowany na Kamino", a George odpowiada: "No Dave, bierzesz wszystko zbyt serio." Wtedy staramy się zrobić tak, by wszystko współdziałało najlepiej jak potrafimy. Ale czasem po prostu trudno pamiętać o całym tym materiale i brać go pod uwagę, i jeszcze sprawić by nowy działał. Czasem to na prawdę trudne.
KOMENTARZE (0)

Nowi scenarzyści The Clone Wars

2007-10-31 21:10:05 theForce.net

Powoli zaczynamy dowiadywać się coraz więcej szczegółów dotyczących nowego serialu animowanego. Pierwszym scenarzystą, którego poznaliśmy był Randy Stradley - redaktor Dark Horse, a pisaliśmy o tym już w maju tego roku.

Ostatnio serwis theForce.Net dotarł do informacji o kolejnych scenarzystach serialu "The Clone Wars". Jednym z nich będzie doskonale znany fanom Star Wars Kevin Rubio twórca znany z fanfilmu "Troops" oraz serii komiksów o Tagu i Binku.

Początkowo mowa też była, że serialem zajmie się Bruce Timm, ale na tę informację zareagował Henry Gilroy, główny scenarzysta serii, który potwierdził, że scenariusze do kilku epizodów napisał sam Paul Dini współtwórca seriali animowanych ze świata DC, w tym słynnego animowanego "Batmana". Ciekawostką jest, że Dini pracował już wcześniej dla Lucasa przy serialu "Ewoks".
KOMENTARZE (14)

Rick, George i Steve o serialach

2007-10-30 18:30:00

Na odbywającym się we Francji konwencie Star Wars Reunion 2 w ubiegły weekend odbyło się spotkanie z Rickiem McCallumem, który mówił trochę o serialu aktorskim.

Postaci z EU nie będzie w pierwszych 100 odcinkach, wszystkie postaci będą nowe. I tu jedna uwaga nigdzie wcześniej nie było mowy o tym, że postaci z EU się pojawią w serialu. Praktycznie nawet w spoilerach, które są nieoficjalne i mogą nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością mówi się raczej o nawiązaniach do EU niż postaciach z EU. Jedno nie jest adekwatne z drugim.

Zatrudniono już sześciu scenarzystów, którzy zaczną pracować w listopadzie.

McCallum ma nadzieję, że John Williams napisze muzykę do serialu, acz póki co jest zbyt wcześnie by o tym mówić.

Każdy z odcinków ma mieć swoją własną muzykę. Dlatego Rick twierdzi, że dobrze by było, aby John Williams zaczął już nad tym pracować.

Powiedział też o kolejnym wydaniu sagi, tu Lucasfilm czeka na zwycięstwo HD DVD czy Blue Ray. W każdym razie możemy się spodziewać 100 godzin dokumentów, które obecnie są tworzone.

Tymczasem o serialu animowanym TCW wypowiadał się Steve Sansweet.
Pierwszy sezon będzie miał 21 odcinków po 22 minuty. Steve widział już 6 z nich.
Pojawi się więcej zwiastunów, kiedy tylko zostanie wybrana stacja, która będzie go nadawać.

W niedawnym wywiadzie dla "The Los Angeles Times" George Lucas potwierdził rozpoczęcie prac nad aktorskim serialem poświęconym "Gwiezdnym wojnom". Dziś wiadomo już na pewno, że w produkcji tej nie pojawią się Luke Skywalker ani Darth Vader. W projekcie tym nie ma Skywalkerów, serial poświęcony będzie mniej kojarzonym postaciom - mówi twórca. Lucas nie chciał jednak ujawnić szczegółów. Na razie prace jego Lucas Animation koncentrują się wokół serialu animowanym "Star Wars: The Clone Wars". Wkrótce dojść ma do spotkania w sprawie tematyki scenariuszy aktorskiego serialu.

Update

I kolejny update spoilerów prosto od Ricka, tym razem nabierają już mocno kształtów. I tak w serialu aktorskim Boba Fett będzie miał centralną rolę z pośród hordy łowców nagród. Natomiast budżet jednego odcinka jest przewidywany na 1,7 do 2 milionów USD, co jest niespotykane na warunki amerykańskie. Wyzwaniem będzie aby przy takim budżecie zachować jakość filmów. Natomiast warto zauważyć, że grupą docelową serialu będzie szeroka publiczność, a nie tylko fani sagi, stąd prawdopodobnie będzie to zupełnie nowa historia.

Według Ricka, natomiast serial The Clone Wars będzie przeznaczony na sobotnie poranki dla widowni w wieku 8 – 10 lat. George twierdzi co prawda coś innego, ale tu trzeba pamiętać, że Rick McCallum nie jest osobiście zaangażowany w produkcję nowych Wojen Klonów. Wie natomiast, że George jest z niej zadowolony.
KOMENTARZE (0)

Rick McCallum o serialu...

2007-10-29 19:35:00 ICO

Nasi czujni koledzy z portalu Imperial City Online prędko wychwycili kolejną wypowiedź mrocznego Ricka McCalluma umieszczoną na The Force Net dotyczącą nadchodzącego serialu aktorskiego. W końcu dostaliśmy dzięki temu parę konkretów:
- Boba Fett z pewnością pojawi się w serialu i Rick chciałby, żeby postać tę odgrywał Daniel Logan
- Serial nadawany będzie w sieci kablowej.
- Na ten moment nie jest planowany udział żadnej postaci z Expanded Universe. Wszystkie postacie będą nowymi.
- Rick posiada kontrakt na 100 odcinków, ale ma nadzieję, że zostanie rozszerzony do 400 i jest szansa, że wówczas pojawią się postacie z Expanded Universe.

Czyli miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Jak widać "zainteresowanie" Lucasfilmu pozycjami z EU znów możemy między bajki włożyć. Warto też nadmienić, że a propos serialu animowanego The Clone Wars Rick stwierdził, że pierwszych 21 epizodów ma po 22 minuty każdy.
KOMENTARZE (30)

Prezentacja Lucasfilm na Star Wars Fan Days

2007-10-27 08:17:00

Podczas Star Wars Fan Dayes prezentację Lucasfilmu przeprowadził Steven Sansweet. Opowiadał on trochę o tym co już było i o przyszłości. Oto skrót.

Dla Gwiezdnych Wojen był to wspaniały rok, parada Róż, Celebration IV, Celebration Europe, Comic-Con w Sandiego, epizdoy Robot Chicken i Family Guy, a teraz Star Wars Fan Days w Plano, w Teksasie. Steve pokazywał materiał wideo o tym jaki wpływ na masową kulturę miały Gwiezdne Wojny.

A potem oczywiście o przyszłości.

Największy projekt początku 2008 to oczywiście The Force Unleashed, choć skoncentrowane na grze, będzie się odnosił do wielu innych dziedzin jak książka, komiks, figurki. Akcja osadzona będzie między epizodem III i IV, a wydarzenia odmienia na zawsze sposób w jaki patrzymy na Gwiezdne Wojny, Vader bierze ucznia by zniszczyć resztki Jedi w galaktyce.

Jesień 2008 to The Clone Wars. Jeszcze nie ogłoszono telewizji, która będzie to nadawać, ale to będzie wielkie wydarzenie, lecz tu zamiast opowiadać Steve pokazał fragment filmiku z Davem Filonim i Catherine Winder, który pokazywał kulisy produkcji nowego serialu, jak podejmowano decyzję, jak powstawały postaci. A na koniec oczywiście zwiastun.

Wspomniano też o Indiana Jonesie o nowym filmie i o kronikach na DVD.

A na koniec była sesja pytań i odpowiedzi.

The Clone Wars pojawią się na DVD w pewnym momencie, choć na razie Sansweet tego nie sprecyzował.

Z poprzedniego serialu Wojny Klonów powrócą głosy Yody i Asajj Ventress, a także Anthony Daniels jako C-3PO.

Nie ma planów na trylogię sequeli (epizody 7-9). George opowiedział całą historię w epizodach 1-6.

Nie ma planów na figurkę Steve'a Sansweeta, ale on sam się przyznał, że ma jedną, którą mu zrobił fan.

Han Solo nie pojawi się w serialu, bo był brzdącem w tym czasie.

Nie ogłoszono na razie jaka stacja będzie nadawać TCW, ale Steve kazał bacznie słuchać informacji.

80 % zdjęć do serialu aktorskiego powstanie w Australii, gdzie będzie odbywać się produkcja.

Lucasfilm rozpoczął już zatrudnianie scenarzystów do serialu aktorskiego.

Nie ma planów na serial o Eskadrze Łotrów, choć jest wiele wspaniałych opowieści z tego okresu.

Zapytany o kreskówkę Indiana Jones, Steve stwierdził, że to interesująca możliwość, ale teraz skupiają się na Indym 4.

Są plany i dyskusje na temat rozbudowy Star Tours. Nie ma planów na budowę własnych parków tematycznych, to także efekt współpracy z Disneyem.

Zapytany ile seriali planuje Lucasfilm, Steve powiedział, że obecnie dwa i na tym się koncentrują.
KOMENTARZE (0)

Dzień z planu TCW okiem asystenta

2007-10-22 01:20:32 Lady Morte za StarWars.com

Na Oficjalnej pojawiła się relacja z jednego dnia prac nad serialem animowanym The Clone Wars:

Z osiemnastoma odcinkami w produkcji The Clone Wars wymagają od twórców ścisłego trzymania się harmonogramu. Trzeba napisać scenariusze, zaprojektować postacie i ich ruchy, zmontować sceny, podłożyć ścieżki dźwiękowe, sprawdzić spójność i rozwiązać z tuzin problemów pojawiających się w trakcie produkcji kolejnych epizodów. Odpowiedzialność za to wszystko spoczywa w większości na ramionach producenta Catherine Winder, oraz głównego reżysera Dave'a Filoniego - dwoje ludzi, którzy zostali gruntownie wdrożeni w projekt animowanej serii TCW. Któż byłby lepszy do koordynowania pracy nad serialem, jeśli nie oni?
Oto kto: ich asystentki. Meagan Miller - asystentka Dave'a Filloni, oraz AnnaMarie Garro - asystentka Catherine Winder. Obie opisały dla nas typowy dzień z planu serialu TCW. Ponieważ tworzenie serialu najwięcej zajmują właśnie tym dwóm osobom, przedstawiony plan przedstawia kombinację pracy ich szefów, wraz z szczegółowymi notatkami Meagan (MM) i AnnaMarie (AG).

Poniedziałek rano

8:30 Meagan Miller przybywa na miejsce pracy, widzi w garażu auto Dave'a, więc wie już, że jej przełożony jest w pracy.

8:40 MM znajduje Dave'a w jego biurze. Dave skupiony jest na projektowaniu, więc Meagan postanawia mu nie przeszkadzać, zamyka drzwi i wraca do swoich obowiązków.

8:42 MM sprawdza maila. Wiadomości znajdujące się w jej skrzynce kompletnie zmieniają jej rozkład dnia. RedBull #1.

8:55 MM zabiera Dave'a na cappuccino, by się mu zameldować.

9:02 AnnaMarie Garro chwyta swoją poranną herbatę, idzie do swojego przytulnego kąta, otwiera skrzynkę odbiorczą Outlooka i zabiera się do czytania 143 maili. Zamyka Outlooka i bierze głęboki oddech. Otwiera Otlooka ponownie zastanawiając się, co ta Catherine wyprawia wysyłając jej maile o tak nieludzkich godzinach...

9:13 MM wraca do biura i drukuje rozkład dnia dla Mary (kierownik produkcji)

9:23 AG odbiera telefon od Catherine, jej przełożona się spóźni, miała konferencję telefoniczną i musiała odwieźć dzieciaki do szkoły. Trzeba przesunąć to spotkanie zaplanowane na 9:30, Catherine musi też spotkać się z Dave'm na pięć minut (zmiana planu #1)

9:26 AG zasypuje MM mailami w celu aranżacji pięciominutowego spotkania Catherine z Dave'm

9:29 MM musi wyciągnąć Dave'a z jego biura, oraz oddać mu wskaźnik laserowy, zwany przez wszystkich powszechnie "bronią laserową".

9:31 MM biegnie z powrotem na drugie piętro i zmienia plan dnia opierając się na mailach od AG wysłanych jej przez Catherine przez ostatnie 12 godzin odkąd wyszli z biura. AG znów pyta co ze spotkaniem Dave'a i Catherine... MM podaje dokładną godzinę.

9:59 Catherine wpada do biura, wita się ze wszystkimi, AG streszcza jej wszystkie poranne wiadomości. Rozmawiają przez chwilę o planach na weekend, po czym AG mówi Catherine o jej pierwszym dziś spotkaniu.

10:07 AG prosi Catherine o 10 min rozmowy. Catherine mówi, że później.

10:17 MM biegnie na trzecie piętro by dopilnować, żeby Dave trzymał się rozkładu dnia.

10:30 MM zabiera Dave'a na pierwsze piętro do Lighting Dailies. Obiecuje sobie, że jutro założy buty na płaskiej podeszwie.

11:05 MM zabiera Dave'a na drugie pięto do biura Catherine

11:06 AG schodzi na pierwsze piętro, delikatnie puka do drzwi Gail (wiceprezes Lucasfilm Animation), wsadza głowę w drzwi i informuje Catherine, że MM właśnie prowadzi Dave'a na swoje pięciominutowe spotkanie. AG przesuwa spotkania Catherine z 11:00 na 11:30 (zmiana planu #2)

12:20 Dave wychodzi z biura Catherine, AG dzwoni do Harrisa (grafik komputerowy i realizator światła) i mówi mu, że Catherine jest gotowa do lunchu.

12:20 MM zabiera Dave'a na pierwsze piętro do Animation Dailies.

12:21 AG kończy odpisywać na poranne maile, chwyta swoja torbę gimnastyczną, wychodzi na półgodzinną przerwę, wciąż mając w zapasie 15 minut na lunch.

Po lunchu...

13:00 Dave idzie na lunch. Meagan Miller biegnie z powrotem na drugie piętro, sprawdza maila i zjada batonika Clif, oraz banana, popija wodą.

13:35 AnnaMarie Garro wpada do stołówki w poszukiwaniu Catherine. Nie ma jej tu, więc wraca na górę, sprawdza jej biuro, po czym sprawdza biuro Gail, wraca znów do jej biura. Znajduje ją w hallu i przypomina o spotkaniu z Orlando (edytor muzyki). Przypomina jej też, że scenarzyści mają do niej parę pytań.

13:55 MM szuka Dave'a w stołówce, znajduje go w rogu, jest gotowy na cappuccino, MM jest gotowa na RedBulla. Buty na płaskiej podeszwie stają się konicznością, ale MM chyba nigdy się tego nie nauczy.

14:05 MM zostawia Dave z Jasonem (główny montażysta) i Justinem (drugi reżyser). Biegnie na drugie piętro, chwyta torbę gimnastyczną i udaje się do centrum fitnessu by zrelaksować się truchtając ze swoim iPodem.

14:05 AG wraca do biura Orlando i zabiera Catherine na spotkanie z działem finansów. Po drodze na pierwsze piętro dowiaduje się paru wiadomości: Mary potrzebuje dziesięciu minut, Jenn (casting) potrzebuje pięciu, musi też zadzwonić do asystenta George'a pod koniec dnia, a w jej skrzynce odbiorczej jest 123 nie przeczytanych wiadomości.

14:58 Catherine wraca wcześniej ze spotkania z działem finansów. Wpada do swojego biura, zamyka drzwi, by mogła przeczytać maile w spokoju.

15:05 AG zagląda do pokoju Catherine, by poinformować ją o spotkaniu Dave'a ze scenarzystami zaplanowanym na 15:00.

15:10 MM zabiera Dave'a prosto z montażu na spotkanie ze scenarzystami.

15:10 AG wzdycha z ulgą. Półtorej godziny, by nadgonić zaległości.

15:48 MM zbywa Erica (koordynator produkcji) chcącego się spotkać z Dave'm

16:06 AG Wyciąga Catherine ze spotkania z powodu "bardzo ważnego telefonu"

16:25 Spotkanie może się skrócić, więc MM dzwoni do Erica, by przygotował się do krótkiego spotkania z Dave'm.

16:31 MM zbywa Giancarlo (drugi reżyser) z jego pytaniami dotyczącymi World of Warcraft. Zapamiętuje sobie, by sprawdzić czym jest WoW.

16:33 AG zabiera Catherine na spotkanie z działem rekrutacji, które potrwa do 17:00. Spotkanie z Mary przełożone na 17:30, a z Jenn na 17:45. Kolejne dwa poniedziałkowe spotkania przesuwa na wtorek i przypomina Catherine, żeby o 18:00 zadzwoniła do Singapuru. (zmiana planu #3)

16:37 Przerwa w spotkaniu scenarzystów, MM zabiera Dave'a na pierwsze piętro, żeby szybko ustalić kolorystykę wyglądu jednej z postaci serialu. Buty na płaskiej podeszwie, buty na płaskiej podeszwie, buty na płaskiej podeszwie...

16:50 MM zabiera Dave na drugie piętro do biura Orlanda na przegląd muzyki.

17:04 AG zabiera Catherine ze spotkania z działem rekrutacji.

17:30 MM zabiera Dave'a z biura Orlanda, idą na pierwsze piętro do zatwierdzenia układu graficznego.

17:35 MM idzie z powrotem na drugie piętro, by zaplanować kolejny dzień, chociaż doskonale wie, że i tak plany się zmienią.

17:36 AG zbiega na dół w poszukiwaniu Catherine, mijając MM szukającą Dave'a. Mary już czeka w biurze Catherine.

17:39 Drzwi do biura Catherine są zamknięte. Jak, na Boga, AG mogła ją zgubić?

17:46 AG przerywa spotkanie z Mary, by Andrew mógł porozmawiać z Catherine. Przypomina też o telefonie o 18:00.

17:50 MM sprawdza, czy ktoś jeszcze czegoś nie potrzebuje.

17:66 Do AG dzwoni chłopak z zapytaniem co jest na obiad? AG prawie zawiesza rozmowę z nim.

18:02 AG przełącza rozmowę z Singapuru do biura Catherine. Żegna się ze wszystkimi i biegnie do windy. Jutro przychodzi tu wcześnie.

18:05 MM wylogowywuje się i kończy pracę.

"Umyć się. Odpocząć. Powtórzyć" - dodaje Meagan.
KOMENTARZE (10)

The Clone Wars: wkład George'a Lucasa

2007-10-20 00:04:12 StarWars.com

Jakiś czas temu pisaliśmy już o tym, że George Lucas zaangażował się w pracę nad animowanym serialem 'The Clone Wars'. Dziś mamy przyjemność zaprezentować artykuł, który wyjaśnia szczegółowo w jaki sposób Lucas pomógł twórcom TCW.

Kiedy po raz pierwszy ogłoszono, że Wojny Klonów będą kontynuowane w nowym animowanym serialu, większość fanów była tym zachwycona. Skoro sprzedało się w wersji 2-D, to czemu miałoby się nie udać w wersji 3-D? Ale wraz z rozwojem Gwiezdnej Sagi rodzi się inne pytanie i wątpliwość, czy nowe opowieści będą uwypukleniem mitów i historii znanych z epickich filmów, czy zaledwie mizernym dodatkiem włożonym między rozdziałami sagi? Owszem było już wiele prób wypełniania luk miedzy epizodami, co tu dużo mówić z różnym skutkiem i różnie ocenianych przez fanów. Wielu nawet uważa, że do sukcesu The Clone Wars potrzeba jednego katalizatora, tego, który uświęcił i stworzył filmową sagę - George'a Lucasa. Na szczęście dla nas, TCW ma go.

Ma go na prawdę, ponieważ Lucas kocha TCW. Odkąd rozpoczęła się produkcja w roku 2006, George ciągle jest zaangażowany w serial, a to dowód jego rosnącego respektu, ale i odpowiedzialności, dzięki której TCW przeobrażają się w realne kształty. Na początku, gdy opowieść, koncepty, postacie były cały czas w fazie pomysłów, nie było pewne, czy on zechce oddać się całym sercem sadze, zwłaszcza, że jest to praktycznie film jego życia. "Poza ustaleniem podstawowych pomysłów serii, nie wiedzieliśmy jaki będzie wkład George'a w całość", wspomina producentka Catherine Winder. "Kiedy podpisałam kontrakt, nikt nie potrafił mi powiedzieć, jak często będziemy się spotykać, czy to będą spotkania trzy razy do roku, czy raz w miesiącu, jak mi sugerowano. Ale na szczęście dla nas on jest o wiele bardziej zainteresowany i zajmuje się tym cały czas".

Reżyser serii, Dave Filoni wierzy we wkład Lucasa wzrastał wraz z tym jak ten był świadom możliwości serialu. "Kiedy zaczynaliśmy, myślę, że poziom jego zainteresowania bazował na tym, czym on spodziewał się, że to będzie. Wiedział, że to będzie coś innego niż seria Gendy'ego [Tartakovsky'ego], bo naszym podstawowym wyznacznikiem było używanie Jimmy'ego Neutrona jako podstawy dla kompleksowości serii. Ale gdy tylko George spostrzegł, że dynamika może różnić się od tego modelu, powiedział, byśmy zrobili to bardziej kinowo, jak film we własnym świecie". Kiedy Lucas ujrzał potencjał serii, jego naturalny instynkt przekraczania granic uwolnił się, był pod wrażeniem, zaangażował się. Winder pamięta jak zaangażowanie i zainteresowanie Lucasa rosło progresywnie, jak włączał się w historię, czy szkice i pilnował by całość była jednym. "Jak tylko podążaliśmy dalej z rozwojem, a Dave mógł pokazać mu swoje wizje reżyserskie, opisać to co zaczął edytować podczas tworzenia historii w wersji 3-D (pre-wizualizacji), George angażował się coraz bardziej i był zaintrygowany tym co robiliśmy, do tego stopnia, że teraz jest w pełni zaangażowany. Nie tylko odpowiada na pomysły naszych historii, ale właściwie to sam pomaga je nam pisać. A po pierwszym sezonie, zaczął przychodzić do nas z własnymi pomysłami opowieści, pisząc szczegółowe wytyczne, które powinny być wzięte pod uwagę podczas pisania scenariuszy przez pisarzy."

Filoni wspomina też jedną z pierwszych sesji z Lucasem. "Usiadł przy nas i zaczął nam opowiadać czym są Gwiezdne Wojny, kim są Jedi, powiedział: zapomnijcie wszystko, co słyszeliście, powiem wam jak to jest. I nauczę was tworzyć Gwiezdne Wojny - mówił Lucas. Nie rozpoczął tworzenia kolejnych filmów, ale stwierdził, że w praktyce to właśnie robimy. A ja myślę, że to cudownie." Filoni wierzy też, że jedną z przyczyn, dla których Lucas jest tak oddany serii jest fakt, że pozwala ona mu eksplorować postaci bardziej intymnie, coś czego nie mógł osiągnąć w filmach. Postaci, mają tu tak istotny priorytet, że produkcja została w sposób zauważalny zwolniona w pewnym momencie, aby poprawić scenariusze. "Właściwie to przepisaliśmy 12 początkowych scenariuszy w trakcie gdy byliśmy w połowie produkcji, tak by opowieści były bardziej osobiste, a nie ginęło to w montażu", wspomina Winder. "George powiedział, że akcja jest wspaniała, ale to czego potrzebuje seria to większa ilość dialogów, oraz potrzeba poznania tych postaci." Podczas gdy robienie zmian w samym środku produkcji nie jest najlepszym rozwiązaniem, Filoni zauważa plusy wkładu Lucasa. "Byłoby to dla nas o wiele gorsze, jeśli nie poprawilibyśmy tego. Uważam przez 99,9 % czasu, że przejście przez te bolesne zmiany wyszło nam na dobre".

Główny montażysta, Jason Tucker, który często pracuje blisko z Lucasem montując odcinki, zgadza się. "To bardzo szybko dziejący się serial, dlatego bardzo ważnym jest by zrozumieć i podążać za tym, co się ogląda." wyjaśnia. "To oczywiście coś, co zawsze robi się w montażu, ale geniusz George'a to coś, czego warto doświadczyć. Nawet jeśli z czymś nie zgadzamy się od początku, wraz z tworzeniem i oglądaniem w kółko i kółko, zaczynam sobie zdawać sprawę, co czyni całość silniejszą." Lucas często przyznawał, ze montaż jest jego ulubionym aspektem tworzenia filmów, i nie omieszkał pozostawić swej ukochanej sztuki w TCW. "Wiele się od niego nauczyłem", kontynuuje Tucker. "Mieliśmy sesje od 9 rano aż do 9 wieczór. Nie ustawał, mieliśmy tylko 30 minut przerwy wieczorem, żeby coś zjeść. To było niesamowite i pouczające, by móc pracować z nim i nauczyć się jego stylu montażu, oraz jak on go osiąga. On rozumie gramatykę filmu zupełnie jak pisarz rozumie słowa, każde ujęcie jest słowem, a jeśli ustawi się słowa w różnej kolejności można zmienić ich znaczenie. Mało tego, zawsze pozwalał mi i Daveowi mieć własne zdanie i się wysłowić, dzięki temu odbyliśmy wiele wspaniałych rozmów tak o teorii filmu, jak i montażu."

Reżyser serii Filoni także uczył się kreatywności ducha od Lucasa, któremu zależało by TCW na prawdę się odróżniał od innych seriali w TV. "Staraliśmy się robić więcej, przekraczać granice, nigdy nie osiadać na laurach. Jeśli spojrzymy na normalny serial TV, taki jak Babylon 5, Star Trek czy Battlestar Galactica, najczęściej on bazuje na jednym miejscu. Tam zawsze jest jeden okręt i co najwyżej planeta, na którą schodzą, gdzie przebywają w jednym pomieszczeniu, gdzie co najwyżej w oknie wydać obrazy planety. George spogląda zawsze w te okna i mówi 'Chcę byśmy tam przenieśli akcję.', a ja mówię, że nie możemy, że nie mamy tam nic zbudowanego opracowanego, to tylko obraz z tła. 'No cóż, ale historia tam opowiedziana byłaby ciekawsza', dodaje, a potem mówi 'spróbujmy się tam przejść i rozrysować wszystko.'" To właśnie decyzje takie jak ta, zdefiniują TCW jako pamiętny produkt showbiznesu, jakości zawsze kojarzonej z marką Gwiezdnej Sagi. A wkład Lucasa powoduje tylko, że finalny produkt jest bliższy znanym nam standardom. Ale Filoni podejrzewa, że Lucas ma zupełnie inne motywy niż kwestia jakości. "On zobaczył co my staramy się zrobić i zmontować i pewnie stwierdził, że to jest dopiero zabawa. Teraz zdarza się, że przychodzi do mnie w piątek i mówi 'Dave, montowałem to do północy, musisz to zobaczyć'".
KOMENTARZE (31)

Tworzenie postaci z Kilianem Plunkettem

2007-10-10 10:11:29 RI za StarWars.com

Nie ulega wątpliwości, że fani Gwiezdnych Wojen są w dużej mierze mocno utalentowani, wystarczy przejrzeć internet by zobaczyć ich robione w domu stroje, rysunki, filmy i wiele innych rzeczy, które temu dowodzą. Ale niezbyt często te rzeczy znajdują przełożenie na uczestniczenie w produkcji Gwiezdnych Wojen, pomimo niejednokrotnie wyjątkowych umiejętności i talentu, tak by na pełny etat pomagać tworzyć nowy rozdział Gwiezdnych Wojen. Kilian Plunkett, projektant postaci w nowych Wojnach Klonów, jest dokładanie taką osobą i potrafi to udowodnić.

Gdy miał 6 lat, dorastał w Dublinie, w Irlandii, już w 1977 Plunkett rysował swoje ulubione postaci – Dartha Vadera, szturmowców, droidy itp. To typowe zachowanie dla dzieci, które zauroczyły się po raz pierwszy Gwiezdnymi Wojnami, tyle, że Plunkett jest tu w pewien sposób wyjątkowy, on nie zaprzestał tego robić. "To było zupełnie normalne, tak jak inne dzieciaki rysowałem dla własnej przyjemności, tylko nigdy nie przestałem", mówi. "Wciąż mam zeszyt, w którym mając siedem lat tworzyłem swe Gwiezdno-wojenne bazgroły. Mnóstwo tam szturmowców i Vaderów, ale też znajdzie się X-wing czy TIE Fighter podczas akcji przy Gwieździe Śmierci. To dość surowe rysunki, ale robiłem je dla zabawy. A to niezbyt się zmieniło między wtedy a dziś".

Ale Kilian Plunkett stał się kimś więcej, stał się znanym fanom Gwiezdnej Sagi ilustratorem, z portfolio zawierających wiele komiksowych okładek, ale i wnętrz, a także rysunków, które sprzedawano na Celebration IV. W roku 1993 przeniósł się do USA, w tym samym roku rozpoczął przygodę z sagą w innym wymiarze, gdy edytor Dark Horse Comics, Ryder Windham zaoferował mu zrobienie okładki do nowej serii komiksowej – Droids. Wcześniej obaj pracowali nad serią Aliens, a Windham postarał się, aby wykorzystano umiejętności Plunketta także w i kolejnych okładkach Droidsów. „Skończyło się na okładkach do 16 różnych zeszytów serii Droids, a to doprowadziło mnie do stworzenia kadrów komiksu Cienie Imperium, a także wielu opowieści z cyklu Star Wars Tales” mówi. „To było właściwe miejsce i właściwy czas”.

Podczas prac w Dark Horse Comic, Plunkett został przedstawiony Henry’emu Gilroyowi, który potem stał się głównym edytorem opowieści w pierwszym sezonie TCW. Obaj zaprzyjaźnili się i przez lata utrzymywali kontakt pracując w Dark Horsie. Gdy Gilroy dostał pracę przy TCW w roku 2005 pokazał szkice Plunketta Catherine Winder oraz głównemu reżyserowi – Davowi Filoniemu. „Liczyłem, że to da mi więcej wolnej ręki, w projektowaniu niektórych mniej ważnych postaci czy przedmiotów” Wspomina Plunkett.

Filoni spotkał się z Kilianem bardzo szybko. „Obaj podzielaliśmy podobne pomysły, które powodują, że Gwiezdne Wojny wyglądają jak Gwiezdne Wojny, a nie coś innego”, wspomina Plunktett. „Udało mi się zostawić kopię komiksów jak „The Jabba Tape”, ale gdy po kilku tygodniach zadzwonił z prośbą o przygotowanie postaci, spodziewałem się, że dostanę jakiegoś łowcę nagród, ale dwie pierwsze mi przydzielone postaci to Mace Windu i Palpatine”. Podczas produkcji TCW Plunkett projektował właściwie wszystko po trochu, tła, środowiska, postaci, pojazdy, bronie, czy stwory. Ale jego podstawowym zadaniem było projektowanie postaci. I choć TCW miało wyznaczony swój styl i wygląd, Kilian odwoływał się do oryginalnych, dwuwymiarowych Wojen Klonów Cartoon Network, projektując nowe trójwymiarowe postaci.

"Podpatrywaliśmy jak Paul Rudish i Genndy [Tartakovsky] podchodzili do postaci, by zobaczyć, czy możemy tam odnaleźć pewne kształty i cech, które mogłyby dać podobne odczucia, które można by zaadaptować w pracy w trzech wymiarach”, tłumaczy Plunkett. „A to oznacza znajdowanie kształtów, które nie są tak kanciaste czy surowe, ale wciąż zanurzają się w tej samej stylizacji graficznej. Często rysowałem postaci w uproszczonej rzeczy, niż normalnie rysuję. Potem pokazywałem je Davowi, a on wybierał jedną czy dwie wersję, i na tej podstawie tworzyłem stylizację, która tworzyła unikalną rzeczywistość i markę TCW”.

Będąc obeznanym w wyglądzie i klimacie filmów Gwiezdne Wojny przez 14 lat zawodowej pracy, Plunkett mógł przetłumaczyć wyszukaną estetykę sagi w swoją własna wizję w TCW. „Projekty Gwiezdnych Wojen to rzeczy unikalne”, mówi. „To swoista mieszanka elementów, starych i nowych, które trudno ubrać w słowa, ale rozpoznaje się je, gdy się je zobaczy. To uniwersum, które udało się stworzyć George’owi jest jednym z unikalnych, które pomimo swej odmienności sprawia wrażenie realnego miejsca. Potrzebujesz spróbować i absorbować tak wyglądu jak i klimatu filmów, bo to jedyna metoda by go poczuć. Niezależnie czy to są klasyczne projekty McQuarriego i Johnstona czy nowe Douga [Chianga], Erica [Tiemensa] czy Ryana [Churcha] lub je powielające. Na szczęście w serialu zobaczymy wiele projektów, które ludziom z pewnością się spodobają.”
KOMENTARZE (6)

Wojny Klonów na ranczu

2007-09-24 10:23:42 StarWars.com

Kiedy w lipcu Pete Vilmur po raz pierwszy zaczął na oficjalnej pisać o TCW, kiedy pojawiały się informacje z Celebration IV i Celebration Europe, reżyser Dave Filoni zasugerował, żeby wspomnieć o duchowym centrum Gwiezdnych Wojen o Ranczu Skywalkera. W końcu jest to miejsce, gdzie Gwiezdne Wojny powstawały od lat, gdzie saga wciąż żyje, czy to w oryginalnych przedmiotach, konceptach artystycznych, kostiumach, manuskryptach, a to wszystko powoduje, że ten dom i jego otoczenie jest dla wielu fanów ziemią uświęconą. I nie zapominajmy o ludziach, tu wciąż pracuje wiele osób od lat związanych z sagą, czy to pośrednio, czy bezpośrednio są oni częścią dziedzictwa.

A wraz z "The Clone Wars", Dave Filoni dołączył do ekipy Skywalkera, pracując w siedzibie głównej Lucasfilm Animation w Big Rock Ranch, które geograficznie dzielą wspólna granicę. Nie uważajcie błędnie, że Big Rock to ranczo Skywalkera, tak się składa, że ma osobną bramę, nazwę i bezimienną skałę. A wjazd do studia znajduje się tam gdzie są inne Hollywoodzkie bramy. A to co najbardziej różni oba te miejsca od każdej innej pracy w Los Angeles, mówi Filoni, to, że każdy kto tu przyjeżdża ma to samo uczucie, czuje się jak na wsi, daleko od centrum miasta, a budynki które zaprojektował i stworzył George są fantastyczne i przepiękne. To już wtedy działa inspirująco.

Inną zaletą pracy tutaj jest to, że Gwiezdne Wojny wpłynęły też na krajobraz. Otóż zdaniem Filoniego, patrząc na niektóre drzewa widzi się przelatujące między nimi speedery, a wzgórza wokół Big Rock przypominają Naboo, gdzie Gunganie stoczyli bitwę. Jest tu jeszcze kilka innych rzeczy przypominających o tym, co stworzył George Lucas, a rozwijając sagę dalej w tym samym miejscu, czujemy wpływ i kreatywność poprzedników. I zdaniem reżysera, wszyscy czują dokładnie to samo.

Dla większości z nas, Skywalker Ranch zawsze było czymś w rodzaju Xanadu, bogatej, ekskluzywnej posiadłości z Obywatela Kane’a, gdzie przechowywano pamiątki z czasów naszej młodości, gdzie znajdują się magazyny z archiwami, z kostiumami i przedmiotami. Mając dostęp do tych archiwów, trudno sobie nie wyobrazić zazdrości większości fanów, jak można by przejść na kolanach obok oryginalnego miecza z ANH? Ale daje to pewność, że pracuje się nad GWIEZDNYMI WOJNAMI na ranczu SKYWALKERA.


Jeśli chcemy zobaczyć jak wyglądał miecz Anakina Skywalkera w szczegółach, tłumaczy Filoni, dzwonimy, i zostaje nam przyniesiony. Gdy chcemy zobaczyć kostium, który nosiła Padme, dostajemy go i możemy mu robić zdjęcia. Gdy chcemy obcować z białym strojem księżniczki Lei czy hełmem Boby Fetta, wszystko tu jest. I używamy tego, by inspirować artystów i scenarzystów TCW. Dotyczy to także konceptów artystycznych, ciągnie Filoni. I to wielka rzecz, bo ludzie pamiętają kostiumy, ale nie pamiętają jak to wyglądało w oryginalnych malunkach Ralpha McQuarriego czy szkicach Joe Jonhstona. To materiały sprzed czasów nim nastały Gwiezdne Wojny, gdy były to tylko pomysły. Wszystko to tu fizycznie istnieje, bo George o to zadbał i zabezpieczył, a na dodatek używamy tego, by rozbudować nasz serial.

Filoni przyznaje też, że gdyby produkcja nie odbywała się w Skywalker Ranch, trudniej byłoby dostać dostęp do wszystkich tych pamiątek i materiałów, a to by nie działało już tak twórczo. Wtedy trzeba by wszystko nagrywać na taśmach, wszyscy byliby zdenerwowani gdy opuszczali by Ranczo, a teraz wystarczy tylko przejść się drogą, a ludzie tu są super mili i nas wpuszczają. Oczywiście zatrudnieni pracownicy na ranczu SKywalkera są jedną z zalet TCW, dostarczają nie tylko swoje talenty, wiedzę, czas i zasoby, ale także siłę napędową, która pozwala utrzymać produkcję w skali TCW w ruchu. A co najważniejsze wielu z nich jest żywymi połączeniami sagi z nową produkcją. Są ludzie połączeni na zawsze z dziedzictwem Gwiezdnych Wojen, tacy jak Matt Wood, który pracował nad prequelami pod czujnym okiem Bena Burtta, który niesie ze sobą mit, tak jak Ben niósł go przez prequele. Teraz Matt pracuje nad TCW. Jest wielu ludzi w Lucasfilm, którzy pracowali nad sagą przez lata, rozwijali ją. To działa bardzo pobudzająco, gdy wie się ilu ludzi dba tu o sagę, dla ilu jest ona ważna. A to właśnie powoduje, że ranczo przenosi nas na najbardziej twórczy poziom. Swoją drogą Matt Wood podkładał też głos Grievousa.

A to co najbardziej unikalne w pracy w Skywalker Ranch, to zdaniem Filoniego, wspólne uczucie, które dzielą wszyscy członkowie ekipy, czując, że TCW to ich projekt, ich dzieło, i oddają się mu na każdy możliwy sposób. Myślę, że to ważne dla każdego, kto pracuje u Skywalkera, że czuje połączenie naszego projektu z Gwiezdnymi Wojnami, mówi Filoni. Nie robimy tego w oddzielnym studiu, tworzymy to jako część rodziny Lucasfilm. Nawet ludzie w archiwum czują, że współtworzą nasz serial, tak jak pracownicy kafeterii czy sklepu, gdzie sprzedają zabawki Gwiezdnych Wojen wszystkim moim pracownikom. To wielka grupa ludzi, która pracując w tym miejscu przez prawie 30 lat, a to pozwala odczuć oddech historii i powiązanie naszego serialu z Gwiezdną Sagą.
KOMENTARZE (5)

Sojusznicy w Wojnach Klonów

2007-09-15 19:30:35 StarWars.com


Być może pamiętacie jak kilka lat temu Lucasfilm ogłosił, że otwiera nowe studio animacji w Singapurze, z pewnością wiele osób nie za bardzo wiedziało, co to oznacza tym bardziej, że Lucasfilm wciąż utrzymywał przynajmniej część LAL (Lucasfilm Animation Limited) w Marin, umieszczając ich w Big Rock Ranch (drugim po Skywalker Ranch). A więc jaka jest różnica między oboma studiami, i co to oznacza dla serialu The Clone Wars?

Zdaje się być całkowicie jasne, że sercem i duszą TCW, czyli scenariuszem, historią, reżyserią, projektowaniem, nadzorowaniem wizji czy panowanie nad całością, znajduje się w Północnej Kalifornii. Ale sama produkcja serii, w skali 18 odcinków będących jednocześnie w różnych stadiach produkcji wymaga aby Lucasfilm Animation wykorzystał mnóstwo talentów z zagranicy, w szczególności z Azji. Zgodnie z tym, co mówi producentka Catherine Winder, rodzina produkująca TCW, dotychczas składająca się z zespołów w Północnej Kalifornii i Singapurze, niedawno zdobyła trzeciego członka, na Tajwanie. Warto jednak zastanowić się przez chwilę, co dany oddział wnosi do serialu.

Studio Lucasfilm Animation znajdujące się w Big Rock Ranch, to kreatywny rdzeń i duchowe centrum TCW. To właśnie tu ustala się historię, scenariusze są pisane i poprawiane, postaci projektowane, ustala się wizję artystyczną, powstaje historia 3-D, to tu śledzi się ścieżki dźwiękowe, a przede wszystkim koordynuje cała produkcję. Także tutaj znajdują się zespoły odpowiedzialne za takielunek, modele, tekstury czy kolory (więcej o technologiach można przeczytać tu), które tworzą postaci, pojazdy, środowisko. Wynik ich prac zostaje przesłany do Singapuru i Tajwanu, ze szczegółowymi wskazaniami reżyserskimi, gdzie całość jest animowana i nadaje jej się odrobinę magii.

Studio Lucasfilm Animation w Singapurze zostało powołane do życia jednocześnie z tym w Marin. Tu głównie zajmują się animowaniem i oświetlaniem epizodów TCW. W między czasie powołano też studio na Tajwanie, które zajmuje się robotą pośrednią, tworzy własne tekstury, modele, takielunek itp. oczywiście bazując na informacjach przysłanych im przez Lucasfilm Animation w USA.

Jak można było się spodziewać, każde ze studiów ma swoje własne unikalne siły, które zostały wbudowane w proces animacji. W Singapurze jest to płynność działania, umiejętność dobrania i synchronizacji odpowiednich ruchów ust oraz zrozumienie zachodniej gestykulacji i manieryzmu. Kiedy nadzorujący reżyser, Dave Filoni mówi, że „koleś przytaknął”, oni wiedzą, że chodzi o ostre skinięcie głową, ruch trochę podobny do innego amerykańskiego – „wassup” (acz może w innym kierunku). Takie subtelności właśnie wyłapują artyści w Singapurze i wprowadzają w swój proces animacji.

Estetyczność, owszem jest cechą która łączy wszystkie grupy, ale jedną z najbardziej znaczących kontrybucji Tajwańczyków dla serii, jest ich oświetlenie tego, co wyrenderowali. Catherine Winder mówi, że technika oświetlenia, pomogła serii osiągnąć unikalny wygląd i inspirowała drużyny w Marin i w Singapurze.

Przy takim umieszczeniu talentów, Winder musiała zrobić jeszcze jedną rzecz, sprawić by oddziały współpracowały razem, więc wysyłała artystów z Singapuru do Tajwanu i na odwrót, tak by jedni mogli uczyć się od drugich. I choć jedne odcinki są wysyłane do Singapuru, a inne Tajwanu, gdzie są animowane, doświadczone oko będzie w stanie odróżnić, które gdzie zostały zanimowane, w szczególności w pierwszych. Z czasem te różnice się zacierają, a studia zaczynają bardziej synchronizować we wspólnej produkcji.

Z obu studiów – w Singapurze i na Tajwanie, kompletna animacja jest przesyłana do Marin, gdzie jest recenzowana. Każde ujęcie jest dokładnie przeglądane, także sprawdza się jakość, nie tylko animacji, oświetlenia czy renderingu, ale trzeba sprawdzić każdy szczegół, zanim zmontuje się ostateczny film. Potem dochodzi muzyka, która jest komponowana w Los Angeles, i wysyłana do Skywalker Sound (również w Marin), gdzie odbywa się postprodukcja i finalny mix.

Podczas gdy Singapur i Tajwan zawsze rywalizują w przyjaźni między sobą, o tyle relacje między nimi a studiem w Marin są inne. Generalnie przy produkcjach używających kilku studiów, praca jest przekazywana z jednego do drugiego. W przypadku TCW całość działa inaczej, próbują działać jak jedna, wielka, globalna rodzina, gdzie wolno wymieniać informację i pracować nad osiągnięciem wspólnego celu – wyprodukowaniem niesamowitej animacji komputerowej, innej niż to, co dotychczas widzieliśmy.
KOMENTARZE (6)

Lucas a produkcja TCW

2007-09-02 23:10:00 oficjalna

George Lucas zaangażował się bardzo w produkcję powstającego serialu "The Clone Wars". Jak opowiada producentka Catherine Winder, gdy zaczynali pracę nad serialem nie wiedzieli jak często ojciec "Gwiezdnych Wojen" będzie się z nimi spotykać. Mógł to robić kilka razy w roku lub raz w miesiącu. Natomiast wraz z upływem czasu coraz bardziej angażował się w produkcję i spotykał się z nimi o wiele częściej.
Lucas nalegał by skupić się bardziej na postaciach, lepiej je przedstawić, rozwinąć. Miał wpływ na scenariusz. Podsuwał własne pomysły, pisał kwestie, które później scenarzyści dołączali do tekstu. Domagał się zwiększenia ilości dialogów. Pociągnęło to za sobą pokaźne przeróbki scenariuszów. Ale jak twierdzi Winder - było warto.
Podczas jednego z pierwszych spotkań poświęconych fabule zaczął opowiadać czym są „Gwiezdne Wojny” oraz rycerze Jedi, kazał zapomnieć im o tym co wiedzą. Oświadczył:
- Nauczę was jak tworzyć "Gwiezdne Wojny".

Cały artykuł o współpracy Lucasa z twórcami TCW znajdziecie (oczywiście w języku angielskim) w tym miejscu, na Oficjalnej.
KOMENTARZE (55)

Star Wars Miniatures: pierwsze zapowiedzi na 2008

2007-09-02 14:31:25

Na kownencie GenCon odbył się panel o Star Wars Miniatures zorganizowany przez Wizardów. Potwierdzono, że w roku 2008 ukażą się trzy nowe dodatki, zamiast wcześniej planowanych czterech. A będą to:
  • Legacy of the Force
  • dodatek związany z erą Knights of the Old Republic
  • dodatek związany z serialem The Clone Wars
Ponadto dowiedzieliśmy się, że dodatek "The Force Unleashed" ma mieć 16 figurek związanych z grą i 14 figurek, które w żaden sposób nie pojawiły się dotychczas w innych dodatkach, pojawią się zarówno nowe postaci jak i rasy. Dodatek "Legacy of the Force" nie stworzy nowych frakcji osadzonych w przyszłości galaktyki. Zamiast tego postaci będą dopasowane do istniejących. Wśród figurek możemy oczekiwać takich postaci jak : Darth Talon, Cade Skywalker, Wedge Antilles, Nomi Sunrider, czy Sebulba.






KOMENTARZE (14)
Loading..