W zeszłym tygodniu oficjalna opublikowała listę ekipy, która zajmuje się produkcją Epizodu VII. Na liście znalazły się aż dwa nazwiska cenionych scenografów: Rick Carter i Darren Gilford, co nie jest zbyt częstą praktyką. Stad podejrzewać można, że terminy są na tyle naglące, że praca nad produkcją przebiegać mogą dwutorowo. W ogłoszeniu zabrakło jednak jednego ważnego nazwiska: Michaela Arndt, dotychczasowego scenarzystę filmu. Zamiast tego wytłumaczono, że "pracę nad scenariuszem przejęli J.J. Abrams i Lawrence Kasdan". Jak rozumieć tą zmianę na tak ważnym etapie produkcji?
Najbardziej kontrowersyjne poglądy na temat tego, co stało się za kulisami produkcji nowego epizodu Gwiezdnych Wojen, zdaje się mieć Devin Faraci, z badassdigest.com, który twierdzi, że w pewnym momencie przedprodukcji J.J. Abrams zaczął nawet zastanawiać się nad odejściem od tego projektu. Napięcie powodować miały sprawy organizacyjne: plan działania, data premiery, ale również sam scenariusz. Abramsowi nie odpowiadała strona, w którą zmierzała historia w wersji Ardnta. Dlatego rzekomo, to, co piszą J.J. i Lawrence Kasdan to historia tworzona zupełnie od nowa, z zupełnie z nowymi postaciami i nowymi wątkami fabularnymi. Ta zmiana miałaby powodować opóźnienie premiery filmu do roku 2016.
Innego zdania jest Drew Mcweeny z www.hitfix.com, który zaczyna swoją analizę od zwrócenia uwagi na to, że to całkowicie normalne, że reżyser chce być usatysfakcjonowany ze scenariusza, który ma realizować. Byłoby wręcz dziwną sytuacją gdyby J.J. Abrams nie przepisał przynajmniej raz scenariusza filmu. Z tą łagodniejszą opinią zgadza się też serwis jedinews.co.uk, który przypomina, że to Ardnt, konsultując z Georgem Lucasem, napisał 50-stronicowy opis fabuły całej trylogii sequeli, który pomógł w sprzedaży Lucasfilmu. Napisał to co miał do napisania, a teraz po prostu skończył swoją pracę.
Te łagodniejsze głosy zwracają uwagę na jeszcze jedną rzeczy: Gwiezdne Wojny to już nie jest wizja tylko jednego człowieka. Epizod VII i reszta kinowego uniwersum SW to wspólna praca zespołu nadzorowanego przez Kathleen Kennedy. Już na początku tego roku, przy ogłaszaniu reżysera, powiedziano też, że Lawrence Kasdan i Simon Kinberg będą konsultantami przy nowym Epizodzie. Nigdy nie było tak, że Ardnt miał całkowicie wolną rękę. Po teraz prostu skończył swoją pracę i na początku września oddał gotowy scenariusz. To na podstawie tego scenariusza zaczynają działać wszystkie działy, na podstawie jego wersji trwają już przygotowania do produkcji. W tym samym czasie J.J. Abrams i Lawrence Kasdan pracują nad poprawioną wersją scenariusza, ale historia zostaje bez zmian. W takiej sytuacji należy oczekiwać, że w napisach końcowych pod scenariuszem podpisane będą te trzy osoby, a premiera filmu nastąpi najprawdopodobniej jesienią 2015.
Autorzy
O tym, jakie były naprawdę Gwiezdne Wojny w interpretacji Michaela Arndta, możemy nie dowiedzieć się już nigdy. Choć zawsze możemy mieć nadzieję na publikację książki „Making of Star Wars VII".
Dziś na oficjalnej stronie „Gwiezdnych Wojen” zamieszczono informację na temat produkcji Epizodu VII. Po pierwsze, zdjęcia ruszą na wiosnę 2014 w studiach Pinewood w Wielkiej Brytanii. Premiera powinna nastąpić w 2015.





Pojawiły się plotki, że David Oyelowo, dostał rolę w Epizodzie VII, ale także w „Rebels”. Co ciekawe zarówno postać filmowa jak i serialowa, mają być ze sobą powiązane (możliwe, że to będzie jedna i ta sama postać), co ma sprawić, że „Rebels” stanie się swoistą zapowiedzią nowej trylogii. Pisaliśmy o tym przy okazji 










Choć to wciąż nieoficjalna wiadomość, wygląda na to, że znamy już autora zdjęć do Epizodu VII. Będzie nim Daniel Mindel, co akurat nie powinno dziwić, gdyż operator ten współpracuje regularnie tak z Bad Robot jak i samym J.J. Abramsem. Wśród filmów, które nakręcił znajdują się „Star Trek” (2009), „W ciemność. Star Trek” (2013), „John Carter” (2012), „Mission Impossible 3” (2006), „Domino” (2005) czy „Zawód szpieg” (2001). Bardziej szokująca wiadomość jest taka, że Abrams zrezygnuje z cyfrowych zdjęć na rzecz klasycznej 35mm taśmy Kodaka. Zatem możemy być pewni, że w filmie pojawią się różne przebłyski, z których zresztą Abrams słynie. Dodatkowo reżyser wielokrotnie potwierdzał, że jest zwolennikiem klasycznych sposób kręcenia filmów, więc tym razem będzie „oldschoolowo”. No i po raz kolejny dostajemy dowód, że nowe filmy będą robione w sposób mniej cyfrowy niż prequele.