TWÓJ KOKPIT
0

Industrial Light & Magic :: Newsy

NEWSY (328) TEKSTY (18)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

Strajk w ILM

2005-01-17 08:14:00

Może nie dosłownie, przynajmniej w Polskim znaczeniu, ale po części na pewno. Wszystko dotyczy oczywiście zatrudnienia. Otóż 200 pracowników Industrial Light and Magic protestowało przez 15 minut, w ramach solidaryzowania się z kolegami, którzy negocjowali dalsze warunki pracy. Na razie kontrakty, które kończyły się z dniem 31 grudnia 2004 przedłużono do 28 lutego 2005, co nie jest zbyt zadowalające dla pracowników. ILM tłumaczy, że nie chce przedłużać umów, skoro nie ma pracy dla tylu osób. ILM przeszło niedawno gruntowną reorganizację i stało się bardziej podporządkowaną częścią Lucasfilm niż kiedykolwiek wcześniej. Z drugiej strony, ważne jest też to, że rotacja w zatrudnieniu w ILM zawsze była spora. Zależy ona od liczby projektów nad którymi się pracuje i wiele osób zatrudnia się na potrzeby jednego projektu.
KOMENTARZE (0)

Modele z Epizodu III

2004-12-22 22:03:00 StarWars.com

O wiele bardziej niż w poprzednich częściach Sagi, w Epizodzie III wykorzystywano światy i środowiska, których trudno znaleźć szukając odpowiednich lokacji na świecie. Kręcenie w egzotycznych czy trudno dostępnych miejscach niesie ze sobą możliwość niebezpieczeństw, przez co jest niepraktyczne. Ale George Lucas nie musi już ograniczać swojej wyobraźni takimi obostrzeniami. By stworzyć nowe światy zwrócił się do Warsztatu Modeli w IL&M.

Myliłby się ten, kto stwierdza, że prequele to jedynie filmy cyfrowe, bez pomysłu i polotu w wykonaniu efektów specjalnych. Prawda jest taka, że modele i miniatury są stosowane tu o wiele częściej niż w klasycznych filmach. Epizod I ma w sumie więcej modeli niż oryginalna trylogia razem wzięta. Oczywiście wszystko jest ładnie połączone z efektami komputerowymi, ale to nie użycie modeli się zmieniło, tylko sposób tego użycia.

Jak zapewnia Brian Gernand, na potrzeby Epizodu III zbudowano kilka wielkich środowisk planetarnych, oczywiście za pomocą miniatur, ale niektóre z nich są naprawdę olbrzymie.

Gernand, który nadzorował tworzenie tych modeli, szczyci się tym, że jego rodzina ma długie filmowe koneksje. Jego ojciec był sprzedawcą w Hollywood, jeden dziadek był inżynierem dźwięku w Warner Bros., a drugi inżynierem zajmującym się kamerami w tym samym studiu. Po pracy zajmował się budowaniem modeli, w szczególności z II Wojny Światowej, a także modeli samolotów i pociągów (kolejka elektryczna). To właśnie on był inspiracją dla Briana. Jego zainteresowania w tym kierunku rozwijała także matka, która nawet do dziś kupuje mu czasem modele.

Ale Gernand dorósł i stwierdził, że kocha film i fotografowanie, ukończył studia na wydziale filmu i sztuki w UCLA, a potem postanowił połączyć obie pasje. Zaczął pracować w Warsztacie Modeli w ILM. Jednym z pierwszych filmów, przy jakich pracował, był "Pogromcy Duchów II". Teraz po latach pracy odpowiada za wszystkie miniatury do Epizodu III, blisko współpracując z Rogerem Guyettem i Johnem Knollem, którzy nadzorują pracę nad efektami. Razem podejmują decyzję, co powinno być zrobione za pomocą modelu, a co można wykonać komputerowo. Ale już sam sposób wykonania należy do niego. Następnym krokiem w budowie jest budżetowanie, trzeba wiedzieć ile na dany model można przeznaczyć i co za taką sumę można uzyskać. Następnie porównuje się to z ilością ujęć w jakich ma być wykorzystany - wiadomo im więcej, tym musi być dokładniejszy, a co za tym idzie droższy. Olbrzymie wulkaniczne pola, które zobaczymy pod koniec Epizodu III są dość drogą miniaturą, ale okazuje się, że jej koszt jest amortyzowany przez 300 ważnych ujęć. Wtedy okazuje się, że opłaca się ją zbudować. Teraz za pomocą miniatur wybudowano między innymi olbrzymie krajobrazy (Kashyyyk z jego drzewami i plażami), ciche i spokojne środowiska (Opera na Coruscant). To wszystko jest o wiele bardziej interesujące i dynamiczniejsze niż praca nad Epizodem II, stwierdza Brian.

Chociaż nazwa "Utapau" pojawiała się już w najwcześniejszych scenariuszach Lucasa, dopiero teraz zadebiutuje na ekranie jako planeta. Lucas chciał koniecznie by była to planeta z olbrzymimi kraterami i szczelinami w których znajdują się jaskinie i ulokowane są miasta. Coś na wzór konceptów z klasycznej trylogii określanych jako Szczelinowo na Alderaanie. Znalezienie odpowiedniej lokacji na ziemi okazało się niemożliwe, dlatego Lucas kazał wybudować miniaturę. W sumie zbudowano dwie, w różnej wielkości, w zależności na potrzeby ujęć. Ale trzeba pamiętać o tym, że ludność Utapau, to nie prymitywni troglodyci mieszkający w jaskiniach, ale wyszukana i rozwinięta kultura, która kształtowała się przy setki lat. Lucas chciał mieć także w tych jaskiniach widoczną i charakterystyczną architekturę. Główną inspiracją dla architektury Utapau był Frank Lloyd Wright. Poniżej znajduje się kilka zdjęć budynków zaprojektowanych przez Franka Lloyda Wrighta.

Zdjęcie 1
Zdjęcie 2
Zdjęcie 3
Zdjęcie 4
Zdjęcie 5
Zdjęcie 6
Zdjęcie 7
Zdjęcie 8
Zdjęcie 9
Zdjęcie 10

Podstawowy model był zbudowany w sakli 1:2000, ale niektóre jego elementy, jak chociażby platforma lądownicza były za małe, sama platforma miała koło jednego cala. Dlatego zbudowano drugi model w skali 1:90 ale tym razem był to już model samego miasta, określany jako "Utapau - ściana bohaterów". W celu zobrazowania sobie tego modelu używano minifigurek Hasbro - dokładniej pilota TIE Fightera, by uzmysłowić sobie wielkość danych przedmiotów w stosunku do człowieka. Budynki zaprojektował Ryan Church, zostały zbudowane tak, by łatwo je było przemieszczać przez co powiększać obraz Utapau. Reprezentują one różne style przez co dodają historii miastu Utapaunów. Można też rozróżnić które budynki są domostwami, które są przemysłowe, które są siedzibą finansjery.

Mustafar to już legendarny lokacja, którą fani wyobrażali sobie od przeszło dwudziestu lat, to właśnie tam odbędzie się pojedynek między Obi-Wanem a Anakinem. To pole pełne gotującej lawy, gdzie z Anakina ujdzie ostatni ślad człowieczeństwa. Mustafar jest podwójną planetą, młodym światem z piekielnym krajobrazem pokrytym wulkanami, płynącą lawą i obsydianowymi górami. Oczywiście w dużej mierze krajobraz ten wykonano za pomocą miniaturowego środowiska. Cyfrowe obrazy to np. wybuchy i erupcje wulkanu. Model, jak zapewnia Gernand , jest interaktywny, to nie coś co stoi, tym się można bawić, odgrywać pewne rzeczy, przez to stworzenie go wymagało olbrzymiego wysiłku. By stworzyć ten niezapomniany krajobraz użyto wielu miniatur. Jedną z nich jest tak zwana "główna rzeka" - czarny krajobraz przez który przepływa gotująca lawa. Został on zbudowany w skali 1:134 na powierzchni 20 na 36 stóp. W skończonej wersji filmu zobaczymy tu kompleks przemysłowy, który będzie zbierał lawę i przetwarzał ją, by uzyskać bogate minerały. Lawa jest zrobiona z metylu, składnika często używanego w lekarstwach, kosmetykach czy jedzeniu. Lawa jest całkowicie organiczna, prawie jak keczup - śmieje się Brian. Cała miniatura jest ustawiona pod kątem 10 stopni, by zapewnić to, żeby lawa płynęła. Z uwagi na cenę metylu starano się go oszczędzać, zbierać i ponownie przepompowywać, by jak najmniej się zmarnowało. Oczywiście sam metyl nie na wiele się przydał, więc w czasie testów starano się go odpowiednio zanieczyścić, by uzyskać odpowiednią barwę. Kolory były różne od żółtego, do nawet zielonego, ale zdecydowano się na bardziej klasyczną lawę. Oczywiście by wszystko było bardziej realistyczne, lawa nie mogła sobie spokojnie płynąć, potrzeba było czegoś, co spowoduje, że będzie bardziej naturalna, niebezpieczna. Wykorzystano tu światła, by ją podświetlić, dzięki czemu wydawała się w niektórych miejscach zasychająca a w innych świeża, wypływająca z wnętrza planety. Problem w tym, że prawdziwa lawa jest dość żółta, ale dla potrzeb kina najczęściej bywała mocno pomarańczowa. Tu trzeba było z jednej strony zachować realizm, a z drugiej być też zgodnym z tradycją kina, tym co widz sobie wyobraża. Inaczej można by wrócić do zielonej lawy. Tu postanowiono te kolory wymieszać, co daje niesamowity efekt zastygania lawy. Cześć rzeczy oczywiście zostanie dodana komputerowo. Nad całym projektem czuwał artysta - Erik Tiemens, który pod okiem Lucasa studiował zdjęcia prawdziwych wybuchów wulkanów i płynącej lawy, w tym Wielkich Tetonów w Wyoming.

Myliłby się ten, kto by stwierdził, że na tym kończą się modele w Gwiezdnych Wojnach. Okazuje się, że dla potrzeb Epizodu III powstało ich wiele więcej, a wszystko za sprawą tajemniczego procesu nazwanego "xenviro". To nowatorska technika, wymyślona w ILM specjalnie dla potrzeb "Zemty Sithów". W skrócie polega ona na tym, że robi się model i następnie bardzo dokładnie skanuje go za pomocą lasera. Dopiero tak uzyskany obraz komputerowy jest dalej przetwarzany w procesie animacji. Skanowanie odbywa się w różnych środowiskach, by lepiej odtworzyć cyfrowo dany model. Daje to niesamowitą możliwość kombinacji między bardzo szczegółowymi i nigdy nie powtarzalnymi elementami organicznymi (prawdziwymi) a bardzo wydajnymi i fleksyjnymi obiektami cyfrowymi. Jedną z takich rzeczy był hangar Federacji Handlowej. Potrzebowano z nim nakręcić 2000 ujęć, co z miniaturką byłoby niemożliwe pod żadnym pozorem, również grafika komputerowa by się nie do końca sprawdziła, stąd wykorzystano technikę xenviro. Sam model hangaru miał 16 na 16 stóp, ale odwzorowywał jedynie część całej lokacji. Komputerowo zostanie on zwielokrotniony, tak by uzyskać cały obraz.

Zdjęcia tych miniatur przedstawiliśmy tutaj.
KOMENTARZE (4)

Tego nie można już zatrzymać ..

2004-11-27 03:53:00 Mariusz Rokicki / Stopklatka.Pl

Materiał autorstwa Mariusza Rokickiego / Stopklatka.Pl.

W kinie trwa rewolucja komputerowa. To dzięki niej obraz z ekranu oszałamia i ukazuje świat inaczej. Oto krótka historia efektów specjalnych pióra specjalisty.

Filmy oglądam nałogowo. Wybieram spontanicznie, często nawet nie zaglądając do recenzji. Z przyjemnością i uwagą oglądam filmy niosące przekaz. Powodujące, że chociaż przez chwilę inaczej patrzę na świat, który mnie otacza. Jednak równie chętnie oglądam i te, w których cienka fabuła wypełnia krótkie pauzy pomiędzy sekwencjami pościgów i eksplozji. Dlatego w moim prywatnym rankingu dobrych filmów znajduje się "Miasto Boga" i... "Pearl Harbor". Obie te produkcje oglądam z odmiennych powodów: coś dla duszy i coś dla ciała. Wśród recenzentów oraz wszelkiej maści wyznawców X Muzy jako sztuki wyższej właśnie ta druga kategoria filmów budzi najwięcej kontrowersji. Tymczasem rozpowszechnione w dzisiejszym kinie efekty specjalne przeżywają swój rozkwit. Jak szacuje Donald Levy z Sony Pictures - Hollywood wydaje rokrocznie ok. 500 mln USD na efekty specjalne, z czego większość idzie na technologie cyfrowe. Jest to więcej niż w Stanach Zjednoczonych przeznacza się na badania naukowe.

Już w 1958 roku Ray Harryhausen użył poklatkowej animacji postaci w "Siódmej podróży Sinbada". Ta prosta w zamyśle technika z dużym powodzeniem stosowana była w wielu późniejszych produkcjach. Na jej użycie zdecydował się m.in. John Guillermin w remake'u "King Konga" z 1976, gdzie postać tytułowego bohatera była animowana właśnie poklatkowo. Większość efektów z tej epoki przypomina trik sceniczny "smoke and mirror"s polegający na tym, że obraz z projektora wyświetlany jest na zadymionej scenie, tworząc iluzję pojawiających się obiektów lub postaci. Szczytem możliwości technicznych były wtedy celuloidowe wycinanki, czyli pierwsze multiekspozycje, polegające na składaniu wielu obrazów w jeden (np. "Afera Thomasa Crowna", 1968). Efekty animacji poklatkowej i pierwsze kompozycje obrazu uzyskiwane na kopiarkach optycznych przez wielokrotne wybiórcze naświetlanie negatywu były preludium do tego, co miało nastąpić w 1977 roku.

Data premiery "Gwiezdnych wojen" pozostanie punktem zwrotnym w kinie światowym. Jak na owe czasy jakość i ilość efektów specjalnych oszałamiała. Było to wydarzenie bezprecedensowe. Firma George'a Lucasa - ILM (Industrial Light and Magic), która stworzyła całość efektów w tym filmie, zrobiła coś więcej. Stworzyła nową gałąź przemysłu filmowego. Co więcej, "Gwiezdne wojny" udowodniły, że na filmach efektowych można zarabiać duże pieniądze. Rok 1977 to swoisty Big Bang współczesnego kina. Pokazano nam rzeczy, które do tej pory mogliśmy sobie jedynie wyobrażać. Większość efektów wizualnych bazowała tu na miniaturach. Wykorzystano zjawisko postrzegania skali i odniesienia, by zobrazować niemożliwe do sfilmowania scenerie.

Innym wielkim osiągnięciem z zastosowaniem miniatur była produkcja "Łowcy androidów" (1982) Ridleya Scotta. Futurystyczna wizja miasta przyszłości robi wrażenie mimo upływu dwóch dekad. Ale osiągnięcia artystów spod znaku dłuta, nożyka i kartonu nie mogły zatrzymać rewolucji, jaką niosły ze sobą ciągi zerojedynkowe. Mowa oczywiście o komputerze i digitalizacji.

Binarna rzeczywistość

W 1982 roku na ekrany kin wszedł "Tron" Stevena Lisbergera, film, który posługiwał się mało zrozumiałymi wtedy pojęciami "haker" czy" program komputerowy". Pomimo prostej fabuły, zestawienie tematyki i efektów specjalnych stworzyło niespotykaną dotąd stylistykę. Jednak zastosowanie komputera do stworzenia filmu o cyberświecie nie pomogło w zdobyciu Oscara za efekty specjalne. Akademia uznała zastosowanie tego rodzaju technik za zwykłe oszustwo! Jednak nie wszyscy czuli się oszukani: dowodzi tego ogromna popularność gry komputerowej "Tron".

Początki zastosowania komputera do obróbki obrazu były trudne. Stosowane w tamtych czasach narzędzia nie miały wiele wspólnego z obecnymi komputerowymi systemami kompozycyjnymi. Produkowanie efektów polegało głównie na tym, że programiści pisali linijki kodu komputerowego, który następnie modyfikował obraz. Dopiero po wywołaniu negatywu można było zobaczyć rezultaty procesu, a jego wielokrotne powtarzanie pochłaniało czas i wymagało samozaparcia ze strony całej zaangażowanej w to ekipy.

Następnym milowym krokiem w zastosowaniu komputera był "Jurassic Park". Gdy Steven Spielberg przygotowywał się do kręcenia filmu, największym wyzwaniem okazało się realistyczne przedstawienie dinozaurów. Próby wykonane pod kierownictwem Stana Winstona z ILM były tak obiecujące, że reżyser powierzył ekipie od efektów komputerowych wszystkie ujęcia z prehistorycznymi bestiami, wyłączając jedynie zbliżenia dinozaurów. Niedowiarkom, którzy twierdzili, że za pomocą komputera nie można wykreować złudzenia rzeczywistości, zamknięto usta.

W "Gladiatorze" Ridleya Scotta efekty polegały w zasadzie na dobudówkach scenografii i retuszach. Jednakże śmierć w trakcie zdjęć Olivera Reeda odtwarzającego rolę Proximo była przyczyną zwiększenia udziału efektów komputerowych. Jeszcze parę lat wcześniej tego rodzaju nieszczęśliwy zbieg okoliczności zmusiłby reżysera do powtórnego nakręcenia wielu ujęć. Tym razem jednak na pomoc przyszła ekipa od efektów specjalnych, która odwzorowała postać Proximo w komputerze. Mimika i ekspresja były na tyle wiarygodne, że widzowie nie zdawali sobie sprawy, iż oglądają postać wygenerowaną komputerowo.

Obecnie użycie skomplikowanych efektów specjalnych znacznie wybiega poza dotychczas ustalone ramy. Funkcje zarezerwowane do tej pory dla reżysera, scenarzysty czy operatora są przejmowane przez artystów siedzących przed monitorami komputerów. Tworzenie storyboardów, prewizualizacji i rysunków koncepcyjnych jest nie tylko bardzo pomocne w kreowaniu efektów specjalnych, ale daje ich twórcom coraz większy wpływ na ostateczną postać filmu. Osoby takie jak John Berton (ILM), który pracował nad "Mumią", czy Aron Warner (Dreamworks) - współtwórca "Shreka" - urastają do rangi gwiazd.

Gigantoefekty

Do końca lat 90. efekty specjalne widoczne na ekranach były podporządkowane zasadzie realności. Użycie komputera lub innych technik uzasadniały mniejsze koszta lub brak dostępu do danego obiektu czy scenerii. "Matrix" przekreślił tę niepisaną zasadę. Wykorzystanie efektu "bullet time" lub jak kto woli "time slice" (patrz ramka) już w pierwszych minutach filmu dawało jasny przekaz, że nie chodzi tutaj o realizm walki, tylko o napawanie się obrazem - stopklatką zawieszonej w powietrzu Carrie-Anne Moss. Zresztą efekt ten nie został użyty po raz pierwszy w "Matriksie". Już ponad sto lat wcześniej, bo w 1877 roku, Eadweard James Muybridge przy użyciu dwudziestu czterech aparatów zarejestrował kolejne fazy ruchu galopującego konia. Z czasem efekt doczekał się nawet swojego pastiszu ("Straszny film"). Bracia Wachowski sięgając do takich filmów - m.in. "Neuromancer" i "Ghost in the Shell" - udowodnili, że widza można przyciągnąć nie tylko realizmem, ale także efektami wizualnymi.

Kino dzieli się dziś na dwie grupy. Jedną tworzą filmy, w których w niewidoczny dla widza sposób użycie komputera ma dopomóc w odwzorowaniu realizmu. Efekty muszą się idealnie komponować z resztą filmu, idealnie uzupełniać narrację. Inną klasę tworzą filmy, w których reżyserowi zależy głównie na tym, żeby efekty specjalne swoją stylistyką nadały filmowi nowy wymiar. Ten styl chętnie czerpie inspirację ze znanych komiksów. Przykładem może być film "Kot". Oparty na gadżetach wizualnych, ucieka od konwencji sztuki, dając w zamian feerię efektów. Narzędzia stosowane początkowo dla urealnienia obrazu, a teraz najczęściej do tworzenia gigantomanii efektów specjalnych, nasuwają myśl o malarstwie XVII wieku, kiedy nuda w odwzorowywaniu rzeczywistości zrodziła manieryzm. Niewątpliwie efekty specjalne są dzisiaj potężnym narzędziem w rękach reżysera. Pozwoliły na pokazanie spektakularnych bitew we "Władcy pierścieni", malarskich impresji w "Między piekłem a niebem". Jednak nie są w stanie zastąpić fabuły i zamaskować braku pomysłu. W dwóch ostatnich częściach "Matriksa" rozbudowane efekty, szybki teledyskowy montaż, wybuchy i oszałamiające tempo akcji nie wystarczają. To przy oglądaniu pierwszego "Matriksa", który był krokiem milowym w cyfrowej rewolucji, miało się głębokie przekonanie, że oto powstała nowa jakość. Tej nowej jakości nie mają jednak kolejne filmy oparte na cyfrowych efektach.

Mariusz Rokicki
KOMENTARZE (12)

"Sky Kapitan i świat jutra" już w kinach UPDATE

2004-11-26 20:37:00 Stopklatka


Jedno z wydarzeń kina rozrywkowego, interesujące przedsięwzięcie technologiczne, kandydat do Oskarów technicznych - "Sky Kapitan i świat jutra" jest już w naszych kinach.

Za reżyserie i scenariusz odpowiada Kerry Conran. W rolach głównych występują Jude Law, Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie, Giovanni Ribisi.

Takich efektów specjalnych jeszcze nie ujrzało światło dzienne. "Sky Kapitan i świat jutra" to przełomowy moment w historii kina. To wydarzenie bez precedensu.Film zawiera ponad dwa tysiące ujęć z efektami specjalnymi. Aktorzy filmowani byli na tle blue boxu, a następnie, już po zakończeniu zdjęć, każdy kadr filmu był komputerowo uzupełniany. Prace trwały ponad sześć lat. Choć "Sky Kapitan i świat jutra" nie ma dekoracji i plenerów w dosłownym tych słów znaczeniu, reżyser wykorzystuje najnowszą technologię cyfrową, by zanurzyć widza w bogaty, odtworzony z dbałością o najdrobniejszy szczegół świat fantazji naukowej, gdzie ożywają najbardziej niezwykłe historie.

Recenzja filmu znajduje się tutaj.

UPDATE Niestety z powodu pewnego roztargnienia, zabrakło tu pewnego komentarza. Otóż jest tak, efekty w tym filmie, przełomowym technologicznie, robił ILM. Ale ważniejsze jest to, że George Lucas szczycił się tym, że "Zemsta Sithów" będzie pierwszym filmem, w którym w każdej scenie jest choćby fragment niebieskiego czy zielonego ekranu. Nie ma lokacji, nie ma kompletnych zbudowanych planów. Powtarza się jednak sytuacja z przełomem w "Ataku klonów". Tam miał być to pierwszy film, który będzie nakręcony w całości w technologii cyfrowej, jednak Francuzi byli pierwsi ze swoim "Vidocqiem". Tu sytuacja jest podobna, ba nawet więcej. "Sky Kapitan i Świat jutra" został zrobiony w ogóle bez budowy rzeczywistej scenografii. Wszystko na blueboxie. Dodatkowo pojawią się postaci generowane komputerowo. I to nie dziwne stworki, a ludzie. Np. Laurence Olivier, aktor który zmarł w 1989, gra w tym filmie i jest zrobiony w całości komputerowo. Ten film, jaki by nie był pod względem scenariusza, już zmienił kino. Lucas ponownie został wyprzedzony we wprowadzaniu nowych, przełomowych technologii.
KOMENTARZE (19)

Postępy na planie

2004-10-29 19:05:00 StarWars.com

Z tak dużą ilością światów do odwiedzenia w "Zemście Sithów" zespół Lucasa ma nie lada zadanie. George ma swoją własną filozofię na temat światów. Ważne jest pierwsze wrażenie i łatwe rozróżnianie planet, stąd pojawiają się nam jednoklimatyczne planety jak Hoth czy Tatooine. Lucas zamienia realizm na filmowe wrażenie. Dzięki temu określony typ terenu odzwierciedla nam świat, a publiczność nie potrzebuje podpisów informujących, gdzie dzieje się akcja. Dlatego Lucasowi było bardzo przykro, gdy dowiedział się, że część osób oglądających "Atak klonów" nie potrafiła odróżnić Geonosis od Tatooine, ponieważ na obu była pustynia i myśleli, że to tylko inna pora dnia.

W Epizodzie III odwiedzimy dwanaście planet, stąd Departament Artystów miał bardzo trudne zadanie stworzyć różne światy pod względem architektonicznym, tektonicznym i klimatycznym. Lucas dokładnie przeglądał wszystkie projekty, patrzył jak się komponują razem ze sobą, jakie kolory dominują. Dodatkowo dochodzi jeszcze montaż filmu, obecnie Lucas stara się sprawdzić, na ile jest w stanie go skrócić, tak by w trzech ujęciach móc pokazać to co na razie pokazuje w pięciu.

W pewnym momencie filmu Generał Grievous dociera do planety Utapau. Tu ważne, bo oto po raz pierwszy na oficjalnej pada nazwa planety, która przewijała się przez Gwiedzną Sagę od samego początku, bo właśnie tak pierwotnie nazywały się i Tatooine i Naboo. Prom Grievousa pojawia się na orbicie planety, potem widzimy go już w atmosferze, aż w końcu ląduje, a Gievous wychodzi i zmierza wzdłuż platformy. Na koniec wchodzi do windy by spotykać się stronnikami Separatystów. Sam hangar jest stylizowany trochę na to co znamy z powrotu Jedi. Tym razem jednak to droidy bojowe stoją w rzędzie. Hangar będzie widoczny tylko w tym pojedynczym ujęciu, przynajmniej w roboczej wersji filmu.

W innym ujęciu Aayla Secura idzie przez kolejną, niedokończoną jeszcze, nową planetę i w pewnym momencie jej oczy koncentrują się na jakimś punkcie. I jest problem, na co ona tam patrzy? Na planie pewnie na nic, bo tam był tylko zielony ekran, ale teraz dodano wirtualne środowisko, pokrytej grzybami planety, a jej spojrzenie trzeba jakoś wyjaśnić. Lucas stwierdził, że trzeba by dodać tam jakąś istotę, np. papugę. Może niekoniecznie ptaka, ale by miało pysk i wydawało dźwięki. Do roboczej wersji trzeba podpiąć coś i zobaczyć, jak to będzie wyglądać. Rob Coleman sugeruje by dodać tam coś z Epizodu I, np. peko peko, ptaszki które stworzono na Naboo i teraz mogą się przydać. Na to Lucas instruuje go, że musiałaby patrzeć na dół, a nie patrzy, więc trzeba sprawić, by to coś latało.

Dlatego ważne jest oglądanie filmów na dużych, kinowych ekranach. Na monitorach zazwyczaj tych scen się nie wyłapuje. W innej scenie z Obi-Wanem w myśliwcu, gdy kończył rozmowę z hologramem Baila Organy, coś nie tak było z gwiazdami w tle. Tym razem obrazowanie gwiazd będzie inne, zazwyczaj były one w Gwiezdnych Wojnach dwu wymiarowe, teraz będą trochę przypominające efekty znane z Star Trek, trójwymiarowe!

Inną z omawianych scen, jest mimika Yody. Podobnie jak w ANH Obi-Wan wyczuł zniszczenie Alderaanu, tak i teraz Yodę zatrzyma nagła katastrofa. Zobaczymy grymas na jego twarzy. Ale nie będzie to wyglądało jak cierpienia, a raczej prawie jak nagły atak serca. To bardzo trudne emocje do zobrazowania. To coś, jakbyś nagle dowiedział się, że twój szesnastoletni syn został aresztowany za handel narkotykami a w dodatku jest seryjnym mordercom. Właśnie tak te uczucia opisuje Lucas.

Liczba ujęć w Epizodzie III - 2300
Ukończone przez JAK - 933
Ukończone wycięte - 105
Ilość ukończeń wymaganych tygodniowo - 59
Tygodni pozostało - 23
Ujęć do zrobienia - 1357
KOMENTARZE (15)

Znów Pablo

2004-10-22 12:02:00 LS

Pablo odpowiedział ostatnio także na pytanie o zamieszanie z Epizodami 7, 8 i 9. Cała sprawa dotyczyła tego, że ILM jakoby miał podpisać oświadczenie, że nic nie powiedzą o tych filmach. Pablo stwierdził jedynie, że to głupia pogłoska, bo co by mieli mówić o projekcie, który nie istnieje.

Na pytanie o serial TV, Pablo odpowiedział powołując się na wypowiedź Steve'a Sansweeta z Comic-Con, gdzie ten stwierdził, że jest to jedna z rzeczy rozważanych. Ale mówienie, że będzie to serial o młodym Fettcie polującym na smoki Krayt, to jakieś bzdury. Rozważane są różne opcje, gry komputerowe, produkty DVD, książki, komiksy itd.
KOMENTARZE (12)

Lucas wizytuje ILM

2004-10-19 15:48:00 StarWars.com

Każdy kto pracuje trochę w branży technicznej, wie, że jak urządzenie ma się zepsuć, to na pewno się zepsuje w najgorszym momencie. Tak było w ILMie. W chwili gdy przybył tam George Lucas na wizytację, okazało się, że nie działał automat do parzenia kawy. Na szczęście Lucasowi podczas prezentowania wyników podano kawę parzoną, która mu smakowała. Lucas od razu wyrzucił już jedną scenę z Epizodu III, z której John Knoll był bardzo dumny. Był to przepiękny widok Naboo, który spec od efektów specjalnych chętnie by i tak ujrzał w filmie. Co ciekawe, był to doskonały przykład cyfrowych rysunków, nawiązujących do technik pamiętanych z klasycznej trylogii, gdzie tło dorysowywano na szkle. Tu wszystko zrobiono komputerowo, ale GL chce to wyciąć.
Lucas stwierdził, że chce by to ujęcie wyleciało z filmu, a nie by wróciło. Knoll puszczał je na okrągło, aż w końcu Lucas powiedział "No dobra, dokończ to. Zobaczymy czy będzie pasować do filmu". To ucieszyło również McCalluma. Następnie dyskutowano fizyczne właściwości błyskawic Mocy. Jak powinny się rozchodzić, jaką mieć siłę, kąt padania, odbicia, rozchodzenia się. Czyżby było coś planowane w ROTS? Może wydawać się to ludziom śmieszne, ale takie dyskusje to setki poważnych decyzji w stylu jak generał Grievous powinien szybko spadać, gdy nosi pelerynę? Czy 2-1B chodzi czy się toczy? Czy wookiee powinni patrzyć w lewą czy w prawą stronę ekranu.
Lucas tłumaczył też zachowanie droidów bojowych, które są trochę zacofane.
Cóż wystarczy im machnąć ręką przed nosem, a one nie wiedzą co robić, bo ich rozkazy tego nie przewidują.
Pod koniec Lucas zaprezentował wszystkim najnowszą wersję zajawki, która pojawi się niebawem. Nawet Knoll był zaskoczony, tym, że wykorzystano tam już sceny, które ILM zakończył ledwo w tamtym tygodniu. Na to Lucas mu powiedział: "Ale nie słyszałeś tego z dźwiękiem, a dźwięk jak pewnie wiesz, to połowa filmu".
Lucas na koniec stwierdził, że dzięki zwiastunowi ukończyli już dziewięćdziesiąt sekund filmu.

Tymczasem John Williams niedawno obejrzał najbardziej aktualną wersję filmu. Według Lucasa, Williams zabierze się za pisanie muzyki do "Zemsty Sithów" najwcześniej w przyszłym tygodniu.
KOMENTARZE (16)

Wirtualny plan 20

2004-10-13 19:51:00 StarWars.com

Niedawno oficjalna umieściła dwudziesty wirtualny plan (knoll vision). (spoiler):

Obrazuje on główny korytarz, który prowadzi z platform lądowniczych do centralnych pomieszczeń Senatu.
Na planie widać trzy wielkie marmurowe kolumny, które podtrzymują konstrukcje budynku. Podłoga korytarzu wykonana jest z kamiennego materiału o srebrnym połysku. Widać, że jest na niej umieszczony jasno brązowy dywan. Wokół planu znajduje się niebieski ekran. Dlatego nie stworzono wszystkich konstrukcji, jakie mają się pojawić w danej scenie. Specjaliści z ILM dorobią całe otoczenie na komputerze.

W korytarzu prezentowanym na wirtualnym planie, na pewno pojawią się senatorowie chcący powitać Palpatine`a na początku filmu, a także przechadzający się Anakin Skywalker i Najwyższy Kanclerz

(koniec spoilera).
KOMENTARZE (4)

9 dzień dokrętek

2004-09-06 07:22:00 StarWars.com

Na oficjalnej Pablo Hidalgo opisał dziewiąty dzień dokrętek do Zemsty Sithów w Londynie.

Zaczął się on od kręcenia indywidualnych scen, nad którymi później będą pracować specjaliści od animacji i grafiki. Nieopodal planu George Lucas jest w stanie wyświetlić na ekranie monitora sekwencje z przed roku, których obraz 3D jest w niskiej rozdzielczości. Dzięki temu w łatwy sposób reżyser może wytłumaczyć obsadzie, która część danej sceny zostanie nakręcona ponownie. Przez to aktorom łatwiej będzie się wczuć w klimat każdej ze scen, a także uchroni to ich od popełnia błędu na planie.

Najpierw nakręcono nowa scenę. Przedstawia ona Anakina biegnącego do ścigacza Jedi. Wybraniec następnie opuszcza klapę pilota, by wylecieć w przestworza do swojego celu. Po dotarciu na miejsce przeznaczenia, Anakin wyskakuje z kokpitu, a potem dalej biegnie.

Ścigacz jest koloru niebieskiego, ma opływowe kształty. Posiada tylko jedno miejsce do pilotowanie. Specjalista ILM Duncan Blackman obkleił narożniki pojazdu pomarańczową taśmą, przez co śmigacz zachowa lepszą formę. Wszystko przez to, by ułatwić pracę animatorom, gdyż wokół ścigacza umieszczone są ruchliwe kamery oraz niebieski ekran. Taśma wyostrzy obraz pojazdu, przez co w filmie będzie bardzo realistyczny. John Knoll wpadł na pomysł, aby umieścić przy siedzeniu tuby z żarówkami. Światło doda uroku pojazdowi. Dodatkowo ta pomoc, sprawi, iż niebieskie cienie nie będą się pokrywać z czarnymi, przez co niebieskie światło nie było by widoczne. Oddzieli to również ciemne ramiona Anakina od błękitnego wnętrza. Hayden siedzi w kokpicie, a maszyna symulująca wiatr dmucha w niego wiele powietrza. Wszystko po ty by scena, w której Skywalker zamyka klapę w kokpicie, wyglądała bardzo realistycznie.

Po tych sekwencjach, departament tworzenia stworów wnosi na plan "gumowy model" Obi-Wana, który jest przeznaczony do scen akcji, które odbędą się na krążowniku Federacji Handlowej. Ta części filmu przeszła pewne zmiany w scenariuszu. Początkowo akcja na statku miała się pozornie kończyć, kiedy Skywalker i Kenobi przedzierają się przez droidy w celu dostania się do komnaty Grievousa, gdzie wieziony jest Kanclerz Palpatine.

Żeby trochę podkręcić akcje i ją urzeczywistnić, na planie, w czasie sceny z Anakinem i Obi-Wanem umieszczono liny, które będą podtrzymywać aktorów. Dzięki temu przewroty, skoki, czy upadki będą wyglądać o wiele lepiej, niż przedtem.

Inna scena ponownie nakręcona tego dnia, obrazowała, Anakina, który niesie na swoich ramionach nieprzytomnego Obi-Wana. Skywalker zatrzymuje się przed leżącym Kenobim, mocno go chwyta za plecy i ramiona, a następnie unosi go lekko nad ziemie, by przytrzymać go na swoich barkach. Dalej Anakin niesie Obi-Wana do windy.
Nick Gillard chciał powtórzyć jeszcze pewną scenę, mimo, iż wyglądała ona zabawnie. Polegała ona na wyskoczeniu każdego z trzech aktorów z małej skrzyni, by prześlizgnąć się na pewnej rampie i spaść na niebieski materac. Hayden i Ewan nie mieli z tym problemów. Jedynie kaskader Michael Byrne musiał robić za dublera Iana McDiarmida (Palpatine).

Po tym jak Nick nakręcił tę scenę, George wpadł na pomysł stworzenia ciekawej sekwencji, która obrazuje przyjacielskie reakcje Anakina i Palpatine`a.

Kolejną poprawiona scena odbyła się na zielonym ekranie. Był to pojedynek miedzy Hrabią Dooku a dwoma Jedi na krążowniku Federacji. Christopher Lee powrócił na plan tylko dla jednej sceny. Dooku będzie używał mocy. Lee musi się obrócić, a także wyciągnąć rękę do przodu, przy czym będzie musiał wyglądać tak złowieszczo jak tylko potrafi.

Do samej walki na miecze wykorzystano w dokrętkach kaskadera Dana Robinsona, który zastąpi aktora Christophera Lee w roli Hrabiego Dooku.
Na scenie widać matę, z której Hayden będzie wykonywał swoje kopnięcie, a Ewan jest podczepiony do liny, która uniesie go w górę, kiedy Dooku wykona na nim pchnięcie mocy.
Na planie nie zabrakło specjalistów z ILM. Ich zadanie polega na tym, żeby zastąpić twarz Robinsona na Christophera Lee. Będą musieli oni odpowiednio dopasować światło na twarz dublera w czasie walki, żeby nie było później kłopotów z cyfrową obróbką.

Kolejna scena przestawiała Anakina, który niszczy zielony ekran ( co potem ILM przerobi na ścianę), czyli jeden z segmentów w kwaterze Generała Grievousa. Po tej akcji Skywalker będzie miał lekko nadszarpnięty kostium. Będziemy widzieć w tej scenie Anakin o bardzo złowieszczy spojrzeniu, który stawia coraz większe kroki ku Ciemnej Stronie Mocy.

MediCinema jest niezwykłą agencją charytatywną w Wielkiej Brytanii. Przenosi ona całą magie filmów do pacjentów po przez budowę wewnątrz szpitali tzw. "Galerie filmów kinowych". Darmowo mogą ją zwiedzać oczywiście pacjenci a także ich rodziny, wszystko dzięki sponsorom. Jednym patronów tego przedsięwzięcia jest Ewan McGregor, czyli Obi-Wan Kenobi z Nowej Trylogii Gwiezdnych Wojen.
Jerome Blake, jeden z pracowników MediCinema, był na planie Epizodu III w czasie dokrętek. Zbierał on podpisy wszystkich członków obsady, na plakaty, które potem zostaną wystawione na aukcje w przyszłym roku.
Blake musi dopilnować, żeby jego nazwisko również znalazło się na plakacie, ponieważ stał się on częścią Epizodu III, grając w jednym ujęciu. Wcieli się on w jednego z doradców Palpatine`a, czyli Masa Amedde. Znaczy to, iż w niebiesko skórą postać polityka z ostrymi rogami wcieli się aż dwóch aktorów. David Bowers grał Amedde w czasie kręcenia scen do Zemsty Sithów w Sydney. Jerome Blake zagra go tylko w jednym ujęciu w czasie dokrętek w Londynie. Będzie to transmisja holograficzna, z pewnego krzesła w Senacie. Warto wspomnieć, iż Jerome grał już Masa Ammede w Epizodzie I.

Tego dnia plan odwiedził jeszcze Vic Armstrong. Był on koordynatorem ruchów kaskaderskich do Trylogii Indiany Jonesa, a także samym dublerem Harrisona Forda. Dodatkowo był również członkiem drugiego zespołu reżyserów do filmów takich jak: Aniołki Charliego, Żołnierze Kosmosu a także produkcji Lucasfilm "Zabójcze Radio". Jako reżyser brał udział w tworzeniu serialu Kroniki Młodego Indiany Jonesa.

KOMENTARZE (7)

6 dzień dokrętek

2004-08-31 14:01:00 StarWars.com

Na łamach oficjalnej w dziale Hyperspace redaktor Pablo Hidalgo opisał szósty dzień dokrętek w Londynie. (spoiler):

Na początku zostaje opowiedziana historia nowej rasy w ROTS, zwanej roboczo „Sweitt Concorkill”. Należy do niej senator Ongre, którego planowano dodać w scenie z Padme. Inny reprezentant tejze rasy miał się pokazać w scenach z Palpatine`m i przeciwstawiać się rosnącej władzy Najwyższego Kanclerza.
W czasie robienia głównych zdjęć, wymawianie pełnej nazwy Sweitta stawało się iscie dobrą zabawą dla ekipy. Concorkill był pierwszym z rasy obcych który miał zostać usunięty z filmu.
Mimo wszystko gatunek Ongree`a wrócił do planów, kiedy to zaczęło się zaludnianie Rady Jedi. Otóż kilka pustych krzeseł zostało zarezerwowanych dla potaci komputerowych, przez co Swiett zamienił swoje ubranie senatorskie na brązowe tuniki, stając się Mistrzem Jedi.
Pablo myslał, iż ten obcy stał się Pablo-Jillem, postacią z twarzą odwróconą z góry na dół, która pojawiła się w Epizodzie II na Arenie Geonosis. Mimo to miał inaczej pomalowaną skóre i dorobione szczegóły.

”Ten specyficzny obcy tak naprawde nie był zaprojektowany do wiekszej roli niż postac wypełniająca tło w Epizodzie II” – mowi Knoll.” Kiedy zdecydowalismy się go umiescic w Radzie Jedi, zdalismy sobie sprawie, iż musimy udoskonalic jego wygląd. Dla starego pomyslu wymylislismy troche ciekawych rzeczy, a następnie połączylismy je w jedną całosc.”

Pablo Hidalgo doszedł do wniosku, iż nowy obcy nie jest Pablo-Jillem. Możliwe, że jest to Sweitt Concorkill, albo zupełnie inny Jedi. Wszystkiego dowiemy się już wkrótce.

Na dzień dzisiejszy wiadomo, iż w Radzie Jedi będą zasiadać Plo Koon, Mace Windu, Yoda, Ki-Adi-Mundi, Obi-Wan Kenobi, Agen Kolar, Mistrz Jedi Ongree, Saesee Tiin, Kit Fisto, Stass Allie, a także nowy Jedi...

W zasadzie wszystkie sceny w Radzie Jedi zostały nakrecone. Jednak zawieszono, na niespełna dwa miesiace, scenę prezentującą całą Radę od góry, do czasu, kiedy ILM stworzy komputerowy model ostatniego Mistrza Jedi.
Jako, że będzie to cyfrowa postać nie zostawia ona zbyt wiele opcji. „Cóż możemy wykorzystać Colemana Trebora z bandażem na nosie” – mówi Knoll do George`a. Wszystko przez to, iż Departament Artystów Koncepcyjnych musi stworzyć krzesła dla Rady Jedi w dokretkach. Lucas chce aby generowana komputerowo postać Mistrza Jedi siedziała na małym krzesle, podobnym do tych uzywanych w czasie krecenia Epizodu I przez mniejszych członków Rady jak Yoda, Yaddle i Even Piell. Można stąd wywnioskować, iż nowa postać nie będzie wielkich rozmiarów.

Wykorzystanie starych, archiwalnych rekwizytów z Epizodów I i II mija się z celem, ponieważ nowa sekwencja w Epizodzie III będzie prezentowała cały pokoj Rady a także wszsytkie krzesła Mistrzów. Kilku członków nie będzie znajdowała się w pomieszczeniu. Będą hologramami. Więc, cóż hologramy widzą z odległego miejsca? Reszte członków Rady, znajdujących się w pokoju w formie hologramu.

W scenie, w której Yoda na Kashyyyku kontaktuje się z Radą na Coruscant, widzimy wszystkich członków jako bardzo mały hologram. To własnie to skupisko krzeseł wokół zostanie jeszcze raz nakrecone, ale nie na niebieskim ekranie, lecz dzieki wielokrotnym sekwencją za pomocą kamery cyrfowej. Wszyscy Mistrzowie Jedi, ktorzy będą siedziec w sali Rady zostaną nakreceni w kilku czesciach, a nastepnie połaczeni, przez co stworzy się wyrazisty hologram.

Ekipa na planie już coraz bardziej oswaja się z internetową kamerą Hyperspace. Dowodem jest przyniesienie miecza swietlnego przez asystentke od spraw obrazu. Dzięki temu wiekszosc grupy dobrze się bawiła, wymachując zielonym ostrzem przed kamerą.

Zoe Whittaker asystentka od spraw obrazu pokazała swoje umiejetnosci we władaniu mieczem swietlnym. Zmierzyła się nawet z samym koordynatorem walk do filmu Nickem Gillardem. Sam Lucas patrzył na ten sparing z podziwem, gdyż przypomniały mu się czasy kręcenia Oryginalnej Trylogii, kiedy to aktorzy walczyli na białe lub szare kije, do których potem domalowywano promienie swietlne.

Pablo Hidalgo na końcu artkułu stwierdził, iż nie ma zadnych obaw co do Epizodu III Gwiezdnych Wojen.
(koniec spoilera).
KOMENTARZE (15)

ILM i epizody VII, VIII i IX

2004-08-17 10:02:00 LS za TFN

"Jak donosi informator serwisu TheForce.Net, podobno na dniach w firmie Industrial Light and Magic (ILM) - producentowi efektów specjalnych, będącej częścią Lucasfilmu, wszyscy pracownicy musieli podpisać nowe lojalki. A w nich zawarty był jeden krótki, acz wyrazisty tekst - nie wolno wam rozmawiać / udzielać jakichkolwiek informacji o Epizodach VII, VIII i IX. A skoro one oficjalnie nie mają być robione, to po co taka lojalka? Chyba, że jednak coś jest planowane. Jakiś czas temu pojawiła się pogłoska, jakoby Epizody te mogły powstać, ale już w całości komputerowo, bez angażowania aktorów do ról, jedynie do głosów. W każdym razie znów jest to dolewanie oliwy do ognia".
KOMENTARZE (34)

Generał oczekuje

2004-07-05 15:49:00 StarWars.com

W tym tygodniu w czasie czatu na Hyperspace z Robem Colemanem ujawniono, iż zły wygląd Generał Grievous został już skończony i pozostały jedynie przygotowania do umieszczenia go każdym ujęciu Epizodu III. Można powiedzieć, ze ta komputerowo generowana postać przechodzi jeszcze poważne zmiany. Na dzień dzisiejszy zatwierdzono skończoną animacje, w której(spoiler): Grievous i Obi-Wan Kenobi biorą udział w iście męskiej walce. Prawdopodobnie chodzi o użycie rąk i nóg. (koniec spoilera).
„Musimy jeszcze ubrać Generała do końca” - tak Rick McCallum opisuje koniec tygodnia nad grafiką Grievousa. Bardzo skomplikowany model trójwymiarowy jest skończony i zatwierdzony, pozostało jedynie końcowe pomalowanie formy czyli nałożenie odpowiednich tekstur.
Niedokończony wdzięk Grievousa można było podziwiać na okładce ostatniego oficjalnego numeru magazynu Star Wars w Wielkiej Brytanii i niedługo zostanie on opublikowany w oficjalnym magazynie we Francji.
NIESKONCZONY model Generała możemy zobaczyć na okladce ostatniego numeru Cinefex. Minął miesiąc od publikacji tego magazynu, od tego czas u jego wygląda bardzo się rozwinął. Okładka i plakat w Cinefex jest połączeniem nieskończonego renderowanego modelu z dwu wymiarowym wypełnieniem artysty od szkiców koncepcyjnych Alexa Jaegera.

”Pozostało jeszcze wiele pracy nad Grievousem zanim będziemy mogli go dodać do zdjęć” - mówi McCallum. „Dopiero, kiedy będziemy mieli aktora, którzy użyczy mu głosu i nagramy wszystkie jego kwestie, co pewnie nam się uda zrobić w przyszłym miesiącu, będziemy mogli całkowicie zanimować Grievousa.

Nowy dyrektor od efektów graficznych Roger Guyett nadal znajduje się w podróży, w celu znalezienia egzotycznych miejsc, na zdjęcia rodzinnej planety Wookie`ich Kashyyyk. Musi jeszcze tam zostać dwa tygodnie, ponieważ burza i huragany przerwały jego prace. Tu należy dodać jedną rzecz, otóż wszystkie zdjęcia do Epizodu III są kręcone w studiu. Nie było kręconych żadnych zdjęć lokacyjnych, ale to nie oznacza, że wszystko będzie wygenerowane komputerowo. Ekipy Lucasa jeździły po świecie i nagrywały plenery, które mają zostać komputerowo podłożone w miejsce zielonego bądź niebieskiego ekranu. Wcześniej donosiliśmy o tym, jakoby ekipy Lucasa filmowały czynny wulkan, Nową Zelandię, czy gotyckie zamki. Wygląda na to, że teraz szukają Kashyyyku (tu zwykła dżungla doskonale może nadać się na miniaturę).

W czwartek 24 czerwca, wielka początkowa scena o oznaczeniu OSB 10 została pokazana Lucasowi do zatwierdzenia. (spoiler): „Jestem w szoku” - komentuje, Lucas, kiedy myśliwce przemierzają pomiędzy ogromnymi krążownikami
Scena OSB 10 została zatwierdzona przez George`a. Wystąpią w niej nowe roboty o geometrycznych kształtach. Droidy Federacji „vulture” (sęp) będą się przemieniać na ekranie. Funkcje oraz wygląda będą nadal nawiązywały do tego, co widzieliśmy w Epizodzie 1.

Inna scena. Tado, młody padawan grany przez Jetta syna Lucasa, jest przytłoczony siłami wroga. Cała sekwencja przedstawia ucznia Jedi na platformie planety Coruscant, który broni się przed atakiem szturmowców klonów, którzy zostaną wygenerowani na komputerze.
„Zastanawiałem się jak to nakręcimy” - mówi Lucas, w czasie, kiedy ILM zaczyna pobudzać do życia tą scenę.
Rob Coleman potwierdza, iż ILM zaczęło konstruować cyfrowy model Tado, ale George proponuje alternatywę.
„Jett wie, co i jak ma zrobić na planie. Praca na przyczepionej linę dobrze mu wychodzi. Jednak przez cały okres dokrętek może się nam zdążyć, iż zastąpimy Tado modelem cyfrowym.” - odpowiada Lucas.
Tado jest troche za mały by wykonać sekwencje z użyciem skoku mocy, wiec trzeba bjdzie skorzystać z pomocy komputera by ta scena mogła powstać. Ta zmiana nie bę$zie jedyną w filmie. W Epizodzie III będzie scena, w której Anakin dowodzi legionem szturmowców-klonów (możliwe, że już w zbrojach Imperium), którzy będą niszczyli świątynie Jedi na planecie Coruscant. Wybraniec będzie w niewielu scenach modelem komputerowym, szczególnie, gdy będzie skakał po wielu miejscach świątyni i zabijał Mistrzów i Padawanów Jedi.
(koniec spoilera).
Rodzi się pytanie „dlaczego?”. Ponieważ zostanie wydanych pewnie z dziesięć procent mniej pieniędzy na tą mała scenę. W przeszłości nakrecenie takiej sceny nie potrzebowało by aktora grającego daną postac. Wystarczył by kaskader przebrany w szaty Rycerza Jedi, nakrecony z 200 yardów odległosci.
Można by było również skorzystac z innej metody. Polega ona na nakreceniu postaci i odpowiednim pomniejszeniu, by dostosowac ją do danej sceny.

Teraz odległy cyfrowy dubler oszczędza dużo czasu na planie i pieniędzy, by nakręcić tak małe i prawie nie widoczne ujęcia.
KOMENTARZE (11)

Kostium Dartha Vadera

2004-06-28 11:09:00 TFN

TFN donosi:

Kostium Mrocznego Lorda Sithów będzie identyczny jak w Nowej Nadziei.

Strój nadal będzie zawierał panel kontrolny (komputer), znajdujący się na klatce piersiowej. Spekuluje się, iż na pasie zamiast dwóch przełączników, będzie tylko jeden po prawej stronie. Możliwe, że buty także będą trochę zmienione. Dodatkowo spodnie wraz z częścią na narządy rozrodcze może być mniejsza bądź większa. Oczywiście wszystko zależy od postury aktora, a także od tego jak Hayden będzie się prezentował w stroju Dartha Vadera. Hełm ma być identyczny z oryginalnym, jak i rękojeść miecza, wraz z czerwonym kolorem ostrza.



Dodatkowo na TFN pojawiła się okładka magazynu IEEE Spectrum. Redaktorzy tejże gazety mieli okazje pojawić się w biurze ILM i zrobić kilka zdjęć w lutym tego roku w celu zrobienia reportażu o „inżynierach w wymarzonej pracy”. Szefowie ILM byli bardzo pomocni, dając fotografować wiele ciekawych rzeczy. Jedną z nich był hełm Dartha Vadera, stworzony na potrzebny Epizodu III. Umieszczono go na okładce tego magazynu.
Posiłkując się reportażem stworzonym przez IEEE Spectrium, można uważać, iż kostium Dartha Vadera widziany na okładce był naprawdę wykorzystywany na potrzebny Epizodu III.
Jednak całą plotkę dementuje naczelny redaktor SW.com Pablo Hidalgo, który twierdzi, iż ten kostium nie jest taki jak w Epizodzie III, a wygląda jak archiwalny, używany na święta i uroczystosci.


Nasz zaufany informator zza granicy donosi, że widział dokument, przygotowywany na Hyperspace, który przedstawiał produkcje kostiumu Dartha Vadera. Jest on identyczny jak ten z Nowej Nadziei, począwszy od butów, aż do całego kostiumu. Strój nie ma żadnych zmian. Hełm nie jest błyszczący i wypolerowany, a barki i klatka piersiowa zbroi są identyczne jak w Nowej Nadziei. Dodatkowo potwierdził, iż aktor Hayden Christensen będzie ubrany w kostium Mrocznego Lorda Sithów.
KOMENTARZE (8)

“Birth of the Empire”

2004-05-19 14:43:00 Stopklatka.pl

Dokładnie za rok, 19 maja 2005 roku, na ekranach kin zadebiutuje III Epizod "Gwiezdnych wojen". Niewykluczone, że jego tytuł brzmiał będzie "Star Wars: Epizode III - Birth of the Empire".

Informacja, że tak właśnie George Lucas zamierza zatytułować koleją część swojej gwiezdnej sagi pojawiła się w brytyjskim brukowcu "The Sun". Gazeta ta donosi także, że najbardziej emocjonująca scena filmu, walka na miecze świetlne pomiędzy Obi-Wan Kenobim i Anakinem Skywalkerem, rozegra się na podobnej do deski surfingowej platformie na morzu lawy.

Na razie Lucasfilm ani nie zdementował tych informacji, ani ich nie potwierdził. Studio informuje jednak oficjalnie, że obecnie trwa montaż III Epizodu, chociaż aż do sierpnia odbywały będą się dodatkowe zdjęcia. Jeszcze w tym tygodniu druga ekipa nakręci w okolicach Sydney kilka scen z przedstawicielami rasy Wookie granymi głównie przez australijskich statystów. W czasie tej sesji powstanie także kilka nowych ujęć z udziałem Temuery Morrisona, który wciela się w postać Komandora Cody'ego. Pod koniec tygodnia z kolei w kalifornijskim studiu Skywalker Ranch rozpocznie się sesja nagraniowa. Lucas połączy się ze swojej posiadłości ze studiem w Australii, gdzie nad nagraniem dialogów pracowali będą Morrison i Bruce Spence.

Gorączkowe prace nad efektami specjalnymi trwają już także w ILM. Specjaliści z ILM-u muszą zakończyć prace do 1 kwietnia 2005 roku.

Lucasfilm informuje także, że pierwszy zwiastun filmu i jego plakat pojawią się jeszcze przed końcem tego roku.

Na temat jaki będzie tytuł Epizodu III możecie podyskutować na Forum.
KOMENTARZE (14)

Zdjęcie poprawionej sceny w TESB

2004-04-22 15:55:00 LS



Oficjalna data wydania Wersji Specjalnej Trylogii Gwiezdnych Wojen na DVD to 21 września 2004, również w Polsce.

Ostatnio wiele się mówiło na temat poprawiania scen Wersji Specjalnej Trylogii na DVD (więcej). Obrazek wyżej przedstawia porównanie nowej sceny w Imperium Kontratakuje. Wyżej widzimy aktora Iana McDiarmida, który zagrał w Epizodach 1,2,3,6. Zdjęcie pojawiło się kilka dni temu na sieci. Jednak wygląda ono na niezły fotomontaż.

Jednak zostało ono pokazane ludziom, którzy widzieli całkowity efekt pracy nad Trylogią na DVD. Potwierdzili jego autentyczność twierdząc, że to Ian McDiarmid odpowiednio ucharakteryzowany.

Kolejną sceną, która rzekoma została poprawiona, to rozmowa Hana Solo z Jabbą the Huttem w Nowej Nadziei. Otóż w Wersji Specjalnej Hutt był trochę sztuczny. W Epizodzie 1 widzieliśmy prawdziwe możliwości ILM. Prawdopodobnie tak właśnie będzie wyglądał Jabba w ANH DVD. Będzie to o wiele ładniejszy model komputerowy. Jednak nie wiadomo czy "motyw humorystyczny" tej sceny, czyli przypadkowe nadepniecie na ogon przez Hana, zostanie w filmie. Powyższe informacje, pomimo zapewnień, trudno jednak uznać, za pewnik. Może faktycznie lepiej je włożyć miedzy plotki.
KOMENTARZE (36)

Postęp prac

2004-02-06 00:30:00 starwars.com

Jak podaje Homing Beacon, newsletter oficjalnej.:

Wszystkich ujęć: 2000
Ujęć końcowych zaaprobowanych przez Lucasa: 37
Tygodnie do premiery: 61
Ile ujęć ILM ma skoczyć w ciągu tygodnia: 32
Zostało do zrobienia: 1963 ujęć
Scen wyciętych: 1
Długość pierwszej sceny (od końca otwierającyh npisów do pierwszego ciącia): 3768 klatek

Wynika z tego, że ILM ma zawrotne tempo... 32 na tydzień... Wyrobią się?
KOMENTARZE (15)
Loading..