
Plotki o tym, że dokrętki do Epizodu IX są łączone z tym, że testowa publiczność niezbyt dobrze zareagowała na to, co im pokazano. I w tym miejscu może to być prawda, bo zupełnie inne źródła sugerują, że pokazy testowe mają miejsce. Ale tu dochodzimy do prawdziwej ciekawostki. Abrams podobno przygotował siedem różnych wersji filmu (także w wyniku zmian fabularnych, które wprowadzał) i testuje je na odbiorcach. W tym momencie pewne dokrętki faktycznie mogą być wskazane, zwłaszcza jeśli żadne z prezentowanych zakończeń nie jest finalnym, a reżyser uzna, że jeszcze jakoś połączy te rzeczy. Co więcej to testowanie może być dużo większe niż nam się wydaje. Ostatnio wypłynęło bardzo dużo spoilerów na temat „Skywalker. Odrodzenie”, w sieci sugerują, że jest to celowe, a Abrams i Lucasfilm patrzą jak reaguje na nie społeczność fanów. Ma to pozwolić domknąć finalną wersję filmu w taki sposób, by jak najbardziej przypadła fanom do gustu. Pytaniem otwartym zostaje oczywiście to jak duży wpływ będą mieć te zmiany na ostateczny kształt filmu. Czym innym jest jego doszlifowanie, a czym innym przerobienie. Dziś jednak nie mamy informacji, by móc ocenić skalę zmian.
Z tych wieści przebija się jedna bardzo istotna wiadomość. Lucasfilm i Abrams są naprawdę świadomi tego, jak został przez część fanów odebrany „Ostatni Jedi”, a także tego, że „Gwiezdne Wojny” dziś nie nadążają za Marvelem jeśli chodzi o serca młodego pokolenia. Przed „Skywalker. Odrodzenie” postawiono bardzo wysoko poprzeczkę, pewnie dlatego Abrams powtarza, że to najważniejszy film w jego karierze. To film, który zadecyduje o przyszłości marki. Właśnie dlatego pojawia się tu George Lucas. Nikt naprawdę nie wierzy, by twórca „Gwiezdnych Wojen” miał realny wpływ na finalny scenariusz, czy jeszcze bardziej na reżyserię. W końcu najlepiej reżyserowało mu się sceny bitewne, nie z aktorami. Skoro tak, to jaki mógłby mieć wpływ na rozwiązania fabularne? Raczej niewielki, podobny do tego, jaki widzieliśmy w „Hanie Solo”, gdzie lekko zmodyfikował jedną scenę. Niemniej jednak jego obecność i powoływanie się na niego jest pewnym elementem marketingu, ponownie opartego na pewnej nostalgii (sprawdziło się przy „Przebudzeniu Mocy”). Tym razem jednak już nie tylko nakierowanym na klasyczną trylogię, a całą sagę, stąd Billy Dee Williams, Ewan McGregor a na tym nie koniec.

Chodzą słuchy, że jeszcze jeden aktor pojawi się w obsadzie. Hayden Christensen, czyli Anakin. Miał pojawić się na konwencie FanX Fall, na panelu razem z Ianem McDiarmidem. Z jakiegoś powodu Disney jednak kazał obu aktorom anulować swój udział. Nie podano przyczyny, panel został skasowany ok. 1,5 godziny przed rozpoczęciem. Podobno z obawy przed tym, że aktorzy zaspoilerują Epizod IX, co akurat jest dość mało prawdopodobne. To są profesjonaliści, nie pisną pary z ust, jeśli nie dostaną pozwolenia na to z Lucasfilmu. Natomiast faktem jest, że obecne pojawianie się Haydena na różnych fanowskich imprezach budzi pewne zainteresowanie i pytania same się nasuwają. Jeden fan podobno powiedział Christensenowi, że nie może się doczekać, aż go zobaczy w Epizodzie IX, Hayden podobno tylko mrugnął do niego. Plotki potem rozsiewają się same. Jeśli Anakin miałby być taką niespodzianką jaką był Maul w „Hanie Solo” najlepszym sposobem jest schować aktora do premiery.
Kolejnym aktorem, który może się pojawić w „Skywalker. Odrodzenie” jest Matt Smith. O nim pisaliśmy już parę razy. Jego udział był potwierdzony, potem został delikatnie mówiąc usunięty. Jednak, co pewien czas informacje o nim wypływają. Matt prawdopodobnie zagra bardzo istotną rolę (być może faktycznie powiązaną z Imperatorem w jakiś sposób), ale to ma być tajemnica. Więc J.J. i reszta stosują taktykę znaną ze „W ciemność. Star Trek”, gdzie zaprzeczano udziału Khana (w tej roli Benedict Cumberbatch) w filmie. Może to podobny przypadek?
Na koniec, w Wielkiej Brytanii już chyba oceniano finalny zwiastun. Brytyjska Rada Klasyfikacji Filmów dostała go do ocenienia i podobno ma on 2 minuty i 16 sekund. Więcej nie ujawniono. W każdym razie jest już coraz bliżej. Może nawet pojawi się szybciej, niż zapowiadaliśmy ostatnio.

















