TWÓJ KOKPIT
0

Francis Ford Coppola :: Newsy

NEWSY (43) TEKSTY (1)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

Guillermo Del Toro chce „Antologii” o Jabbie

2015-07-21 07:14:34

Chyba nikt nie wątpi w to, że po obecnych sześciu planowanych filmach z cyklu „Gwiezdne Wojny” Disney zabierze się za kolejne. Pewnie co jakiś czas będziemy więc dostawać informacje o możliwych przyszłych filmach, lub o osobach które mają na nie pomysł, albo chciałby je zrealizować. Jak choćby ostatnio Guillermo Del Toro, twórca takich filmów jak „Labirynt Fauna”, „Kręgosłup diabła”, „Pacific Rim”, czy „Hellboy”, a także współscenarzysta trylogii „Hobbita”. Gdy szukano reżysera „Przebudzenia Mocy” Del Toro publicznie przyznał, że bardzo chętnie wziąłby tę funkcję, jeśliby mu zaproponowano. Nie zaproponowano jej. Nikt nawet nie zadzwonił. Ale może teraz się uda?

Ostatnio jednak podczas rozmowy z Yahoo Movies, padło pytanie, co właściwie Del Toro chciałby nakręcić w „Gwiezdnych Wojnach”. Twórca od razu zaznaczył, że nie jest to żadna oficjalna rozmowa, tylko pogawędki geeków i nic z tego nie wynika. Ale gdyby jednak miał taką możliwość to nakręcił by spin-offa o Jabbie. Miałby to być film w stylu „Ojca chrzestnego” w którym Jabba Hutt stopniowo zdobywa kontrolę. Guillermo śmiał się, że ta postać z wyglądu go trochę przypomina. I bardzo podoba mu się pomysł, że huttowie są kimś w rodzaju gwiezdnej mafii.



Temat filmu o Jabbie pojawiał się w różnych spekulacjach gdy tylko ogłoszono projekt tworzenia „Antologii”. Podobno jeden z pomysłów na taki film, został gdzieś naszkicowany przez George’a Lucasa w tym, co po sobie zostawił. Na ile w tym prawdy, nie wiadomo. Z pewnością jednak filmy Francisa Forda Coppoli były Lucasowi bardzo bliskie. Zaś same nawiązania do słynnej trylogii w „Gwiezdnych Wojnach” opisywaliśmy tutaj.

Na razie poza trzema epizodami, wiemy, że w planach są trzy „Antologie” – „Rogue One”, ta o Hanie Solo, oraz projekt nad którym pracuje Simon Kinberg. Co będzie dalej? Nie wiemy, ale w Lucasfilmie zapewne już nad tym rozmyślają.
KOMENTARZE (11)

Tydzień „Zemsty Sithów”: Ciekawostki

2015-05-24 20:40:06



Kończąc powoli tydzień „Zemsty Sithów” warto się skupić chwilę na ciekawostkach okołofilmowych. Doskonale wiemy, iż nazwa „Zemsta Sithów” dość mocno nawiązuje do tytułu „Revenge of the Jedi”, jak początkowo reklamowano VI Epizod. Jednak po raz pierwszy „Revenge of the Sith” zostało użyte w 1986 i to nie przez Lucasfilm. Pod takim tytułem w fanzinie ukazała się fanowska powieść Ellen Randolph. Akcja fanfica działa się jakieś 40 lat po „Powrocie Jedi” i co ciekawe była to druga powieść z trylogii.

Wiele jest historii o inspiracjach twórców i wcześniejszych wersjach. Wśród pomysłów, których ostatecznie George Lucas nie wykorzystał warto szczególnie wspomnieć o dwóch. Pierwszy ukazywał prawdę o ojcu Anakina. Palpatine w którymś momencie filmu miał mu powiedzieć, że jest jego ojcem z pewnego punktu widzenia, bo wpłynął na midi-chloriany. Ostatecznie to podchodziło już za bardzo pod autoparodię więc zostało wycięte z filmu. Fragmenty scenariusza można znaleźć choćby w The Making of Star Wars: Revenge of the Sith J.W. Rinzlera. Innym pomysłem miało być pojawienie się młodego Hana Solo na Kashyyyku, o czym zresztą kiedyś już pisaliśmy. Z tego także zrezygnowano, ale w filmie pojawił się „Sokół Millennium”.

Gdy Lucas po raz pierwszy mówił o Mustrafar, wychodził z założenia że ma to być jego wizja piekła. Pewne elementy pozostały, a na wulkanicznej planecie wciąż widać eksplozje lawy. Sam pomysł walki nad jeziorem lawy jednak jest starszy i pochodzi jeszcze z czasów klasycznej trylogii. Pierwotnie miał być wykorzystany w Powrocie Jedi.

Pierwsza zmontowana wersja filmu, oczywiście jeszcze robocza, trwała cztery godziny, z czego całą godzinę zajmowała bitwa początkowa i ratowanie Palpatine’a.

Podczas bitwy o Coruscant Anakin miał mieć numer kodowy „Czerwony pięć”, a Obi-Wan „Lider czerwonych” (to akurat słychać w filmie). Na niektórych figurkach te oznaczenia pozostały.

Steven Spielberg miał duży wkład w film. Formalnie jest wymieniany jako asystent reżysera, jednak jako przyjaciel Lucasa służył mu pomocą w wielu kwestiach. George miał mnóstwo pomysłów, więc chciał czasem by ktoś obiektywny pomógł mu je ocenić, tym kimś był właśnie Steven. Zresztą pomagał też w stworzeniu ostatecznego kształtu choćby scen pojedynku Anakina i Obi-Wana. Nie wszystkie pomysły Stevena znalazły się w ostatecznej wersji filmu. Lucas wyrzucił do kosza choćby sekwencję pościgu Obi-Wana za Grievousem na skaczącej po Utapau Bodze. Animatyczną wersję tego, co wymyślił sobie Spielberg można obejrzeć na dodatkach wydania Blu-ray.

Liam Neeson twierdził przez pewien czas, że nagrał scenę do „Zemsty Sithów”. Rick McCallum zdementował to, twierdząc, że faktycznie pojawienie się Qui-Gona było planowane, ale ostatecznie nie zostało nagrane z Neesonem. Zdecydowano, że Qui-Gon pojawi się jedynie jako głos. Ben Burtt zmontował scenę z wcześniejszych dialogów Neesona. Ostatecznie scenę jednak zarzucono. Ukazywała ona Yodę, który komunikuje się z duchem Jinna, pewne pozostałości można znaleźć na wydaniu Blu-ray.

Christopher Lee był zajęty „Władcą pierścieni” i nie mógł pojawić się na planie, gdy kręcono z nim sceny walki. Jego udział dograno później. To co widzimy na ekranie to najczęściej nałożona komputerowo twarz Lee na jego dublera. Dooku w filmie wypowiada tylko cztery kwestie.

Na długo przed premierą filmu Pablo Hidalgo sugerował upiorny wygląd postaci, którą grał Bruce Spence czyli Tioda Meddona. Redaktor oficjalnej nie przesadzał, ale ta upiorność wcale nie musiała oznaczać straszności. Bardziej chodziło o nawiązanie. Tworząc zarządcę Utapau trochę inspirowano się filmem F.W. Murnaua „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922. Ale to nie było jedyne nawiązanie do horrorów czy klasyki kina. Scena, gdy Vader wstaje po raz pierwszy w zbroi i zrywa łańcuch jest nawiązaniem do „Frankensteina” Jamesa Whale’a z 1931. Kommandor Cody to nawiązanie do serialu przygodowego „Commmando Cody” (były też filmy z nim). Scena przylotu na Polis Massę to z kolei ukłon w stronę „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka, zwłaszcza sekwencji lądowania na księżycu. Niektórzy doszukują się też nawiązań do „Tarzana”, gdy wookiee na lianie wpadają na czołg Separatystów, czy „Terminatora” Jamesa Camerona, zwłaszcza sceny gdy ten już pozbawiony nóg próbował dotrzeć do Sary Connor. Więcej jednak jest inspiracji filmami Francisa Forda Coppoli. Scena powstania Imperium i przerwania jej wymordowaniem Separatystów podobno została zainspirowana montażem „Ojca chrzestnego” i sceny chrztu. Natomiast pojazd Baila Organy naśladuje Tuckera z filmu „Tucker – konstruktor marzeń”, wyprodukowanego przez Lucasa dla Coppoli. Oficjalnie George przyznał się do jednego nawiązania, do „Siedmiu samurajów” Kurosawy. Chodzi o sposób w jaki Yoda łapie się za głowę gdy myśli, kopiuje tym samym gesty Kambeia.

Wśród gości na planie, poza Stevenem Spielbergiem, Liamem Neesonem, Francisem Fordą Coppolą znalazł się także Peter Jackson, Elijah Wood, Robert DeNiro oraz Dean Devlin (producent „Dnia niepodległości” czy „Patrioty”).

Dział kostiumów miał trochę mniej do roboty niż zwykle. Wszystkie hełmy klonów, podobnie jak większość ich zbroi, wygenerowano komputerowo. Jeśli korzystano z jakiś elementów to były one stworzone przed Epizodem III. Za to kostiumy wookieech unowocześniono, tak by zamontować w nich wentylację. Zresztą bitwa na planecie wookiech to kolejne nawiązanie do pierwszej wersji scenariusza oryginalnej „Nowej nadziei”.

Wnętrze „Tantive IV” to jedyna scenografia w żaden sposób nie poprawiana i montowana komputerowo. Lucasowi zależało by odtworzyć ją najwierniej jak się da.

Ewan McGregor i Hayden Christensen ćwiczyli do walki przez dwa miesiące. Hayden w dodatku musiał przytyć do filmu 11 kilogramów, jadł sześć posiłków dziennie.

Ewan McGregor chciał też założyć kostium gwardzisty imperialnego i tak zagrać w filmie. Niestety nie wiadomo, czy ostatecznie mu się to udało.

Póki co jest to najbardziej brutalny z wszystkich filmów. Niektórzy naliczyli, że na ekranie można zobaczyć w sumie 115 ciał, widzimy też jakieś 40 zabijanych istot. Więcej osób oczywiście zginęło w wybuchach Alderaanu czy obu Gwiazd Śmierci, ale tam nie widać ich ciał na ekranie.

Zielone tło w niektórych scenach odbijało się w lśniącym kostiumie Anthony’ego Danielsa, więc C-3PO musiał być potem komputerowo poprawiony.

George Lucas wpadł na pomysł, by w rolę Tarkina ponownie wcielił się Peter Cushing. Tyle, że aktor nie żył już prawie od dziesięciu lat. Flanelowiec chciał wykorzystać archiwalne nagrania z Cushingiem z różnych filmów. Wówczas zrobienie tego w sposób satysfakcjonujący George’a okazało się być nieosiągalne. Tarkina zagrał Wayne Pygram, odpowiednio ucharakteryzowany. Sam pomysł kręcenia filmów z nieżyjącymi aktorami jednak nie umarł i Lucas próbował do niego jeszcze wrócić.

Chyba jednym z najdziwniejszych smaczków filmu jest Nowy Jork, który w jednym ujęciu zastępuje Coruscant. Dokładnie jest to w scenie gdy Anakin siedzi samotnie w komnatach rady Jedi i czeka. Za oknem widać Coruscant, ale w jednym ujęciu (1:09:24) daleko w tle widać Nowy Jork. Potem wszystko wraca do normy.



Na sam koniec zaś smaczek, którego wielu szukało. Nawiązanie do „THX 1138”. Trudno by go nie było. Tym razem są właściwie dwa. Pierwszy to pełny numer komandora Bacary, brzmi on CC-1138. Niestety numer nie pada w filmie. Za to podczas bitwy o Utapau można zobaczyć droida z numerem. Nie jest to co prawda 1138, ale wygląda dość podobnie.



Więcej o smaczkach trzeciego epizodu pisaliśmy tutaj, tutaj i tutaj. Epizod III obiecał też jakąś postać z EU, skończyło się na retconie.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.
KOMENTARZE (0)

Intrygujące plotki i wieści o sadze

2014-06-07 19:06:01

Sześcioczęściowa saga jest właściwie skończona, ale czasem nawet tu dzieją się ciekawe rzeczy. Pierwsza z nich dotyczy „Imperium kontratakuje”. Otóż piąty epizod został uznany za najlepszy film wszechczasów w zorganizowanym przez magazyn Empire plebiscycie. Zrobiono listę 301 filmów, a w głosowaniu wzięło udział 250 tysięcy osób.

To nie jedyny film wart zauważenia na liście. Nas jednak interesują przede wszystkim „Zemsta Sithów” (224 miejsce), „Star Trek” J.J. Abramsa (188), „Indiana Jones i światynia przeznaczenia” (179), „Powrót Jedi” (120), „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (100), „Poszukiwacze Zaginionej Arki” (9), „Nowa nadzieja” (6). Na drugim miejscu znalazł się „Ojciec chrzestny”. Całą listę można przejrzeć tutaj.

Swoją drogą ciekawe wieści na temat sagi pochodzą z serwisu Bleeding Cool. Otóż twierdzą oni, że Disney planuje kolejne wydanie klasycznej trylogii. Tym razem jednak miałoby ono być w wersji VOD (lub innej dostępnej sieci, może Netflix), a także DVD/Blu-ray. Szczegółów nie ma, natomiast są dwie dość interesujące wieści. Po pierwsze klasyczna trylogia miałaby zostać wydana w wersji oryginalnej, czyli sprzed przeróbek Lucasa. Nie wesja specjalna, nie wersja Blu-ray i nie wersja DVD, tylko wydanie podobne do tego, które było wydane na LaserDiscach czy w 2006. Sama informacja dotycząca disneyowego wydania VOD jest dość podobna do tego, o czym w marcu donosił JediNews.Co.Uk. Jedyny znak zapytania w tej wersji to pytanie kiedy to wydanie miałoby się pojawić.

Jeszcze ciekawsza jest druga informacja pochodząca z Bleeding Cool. Otóż podobno w Disneyu uważają, że za dużo rzeczy ostało się w kanonie i jeszcze kilka z nich powinno trafić do legend, by nie blokować nowych filmów. Według tych plotek niekanoniczne mogłyby się okazać prequele, a w ich miejsce mogłyby się pojawić nowe filmy z Yodą, Vaderem i resztą ferajny.
KOMENTARZE (26)

Jak zrzynano z filmów wojennych i westernów

2013-11-05 17:05:37 Oficjalny blog



Bryan Young znowu na tropie plagiatów, które oficjalnie plagiatami nie są, a pełnią rolę nawiązań i hołdów. Tym razem publicysta jednak odpuścił wielkim zrzynaczom takim jak George Lucas czy Dave Filoni, zajął się tymi mniejszymi, którzy miast kopiować filmów wolą je przepisywać. Oto kilka dowodów jak „oryginalne” jest Expanded Universe.

Nie jest żadnym cudem, że filmy wojenne czy westerny wpłynęły na opowieści z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, skoro sama seria ma słowo „wojna” w tytule.

Zazwyczaj rozmawiamy o wpływie innych filmów na filmy z cyklu „Gwiezdne Wojny” lub względnie na serial, myślę, że będzie miło zrobić sobie przerwę i zająć się kilkoma książkami z Expanded Universe i ich kinowymi podstawami.



Pierwszy niech będzie Punkt przełomu Matthew Stovera. To jedna z pierwszych książek w Expanded Universe, której akcja dzieje się podczas Wojen Klonów i koncentruje się wokół Mace’a Windu oraz jego podróży na pokrytą dżunglą planetę Haruun Kal, gdzie Jedi ma nadzieję uratować swoją byłą padawankę, Depę Billabę.

Lecz dała się ona uwieść ciemnej stronie Mocy, więc on musi odbyć podróż przez ciemność, by sprowadzić ją z powrotem lub zabić.

To od razu przywołuje nastrój i wrażliwość „Czasu Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, zainspirowanego „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. Mace Windu odgrywa rolę Willarda (Martin Sheen), a Depa Billaba – pułkownika Kurtza (Marlon Brando). Książka wnika w tą samą dezorientację, czy mroczną zadumę filmu, podobnie jak w kwestię poszukiwania duszy, czy zmagania się ze zrozumieniem sensu wojny. Stover osobiście opisuje pomysł na książkę jako inspirację „Czasem Apokalipsy”, ale z Jedi w roli głównej.

Ale to nie był ostatni raz, gdy widzieliśmy jak „Czas Apokalipsy” przeniknął do „Gwiezdnych Wojen”. Z drugiej strony Mocy, Savage Opress wyrusza w podróż, by odnaleźć swojego brata, Dartha Maula, w sposób bardzo podobny.



Ba nawet plakat promujący te odcinki „Wojen klonów” był rekreacją plakatu „Czasu Apokalipsy”.

Czasami rozłażąca się natura Expanded Universe sprawia, iż trudno jest znaleźć to co akurat chce się przeczytać, ale oczywiście, wiedząc na co się ma ochotę, można natrafić na naprawdę rewelacyjny materiał. Pewnego dnia na Twitterze, wspomniałem jak bardzo lubię „M*A*S*H”, zarówno telewizyjną wersję jak i film Roberta Altmana, na którym ona bazuje. Zastanawiałem się głośno dlaczego nikt w „Gwiezdnych Wojnach” nie stworzył podobnego oddziału medycznego w uniwersum Star Wars, tylko po to, by się dowiedzieć, że ktoś to zrobił.





Dylogia MedStar: Chirurdzy polowi i Uzdrowicielka Jedi, napisana przez Michaela Reavesa i Steve’a Perry’ego, koncentruje się na odległej planecie gdzieś na linii frontu Wojen Klonów i Mobilnej Republikańskiej Jednostce Chirurgicznej, która tam stacjonuje. Daje się odczuć ten sam sentymentalny, ponury humor, ale dodatkowo dochodzi jeszcze warstwa science fiction nałożona na moralność i etykę lekarzy, którzy pracują z klonami. Dodajmy jeszcze padawankę Jedi Barrisę Offee do zestawienia, a otrzymamy parę świetnych książek Star Wars, które mają smak „M*A*S*H”, ale nadal to „Gwiezdne Wojny”.

Może to właśnie przyczyna dla której kocham uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, bo daje ono możliwości opowiadania dowolnej historii, jaką sobie wyobrazimy, ale jednocześnie osadzenia jej w swoim własnym świecie.



Łatwo można zaadaptować pomysły czy tematy z filmów wojennych w „Gwiezdnych Wojnach”, bezproblemowo nadać im odpowiedni kształt, ale również westerny mają swój własny sposób w którym można ukazać tamte historie.

Weźmy na ten przykład jedną z najnowszych książek Del Rey – Kenobiego. Czytając tę wspaniałą powieść, ma się jasność, że wpłynęły na nią westerny. Grupa osadników na pustyniach Tatooine zostaje zaatakowana przez zdesperowanych ludzi pustyni. Obi-Wan znajduje się w samym centrum konfliktu, niczym nowo przybyły na planetę bajroniczny bohater, który pragnie uciec od swej przeszłości wojownika i zająć się ochroną ostatniej nadziei, jaką może mieć galaktyka.

Oprócz klasycznych westernowych tropów, tak umiejętnie użytych w bardzo mądry sposób przez Johna Jacksona Millera, książka w sposób niewiarygodny przypomina film „Jeździec znikąd” (tytuł angielski - „Shane” to jednocześnie imię głównego bohatera (przyp. red.)). „Jeździec znikąd” opowiada historię obcego, którzy przyjeżdża do sennego westernowego miasteczka, mając nadzieję, że znajdzie tu spokojne życie po wielu latach przemocy. Wkrótce jednak wmiesza się w kłótnie między osadnikiem, a złym baronem - hodowcą bydła. Dodatkowo wiąże się z kobietą i jej dziećmi (podobnie jak Ben w „Kenobim”), przez co ma kłopoty z pogodzeniem tego z własnymi celami.

Oczywiście w końcu musi się uzbroić i po raz ostatni bronić tego, co jest dobre i słuszne na świecie.

Podczas San Diego Comic-Con dowiedziałem się, że „Kenobi” przez większość czasu miał się nazywać „Ben”, co było hołdem bardziej wprost wobec filmu, z którego czerpano tę inspirację. Myślę, że oba tytuły dobrze się tu sprawdziły, więc zapewne dokonali słusznego wyboru.

Tak się akurat złożyło, czego jestem pewien, że w roli tytułowej w „Jeźdźcu znikąd” wystąpił Alan Ladd. Jego syn, Alan Ladd Jr., był producentem w Foxie, który dał zielone światło Epizodowi IV, mimo, że go nie rozumiał, bazując jedynie na silnym odbiorze arcydzieła George’a Lucasa – Amerykańskiego graffiti.

„Czas Apokalipsy” jak i filmowa wersja „M*A*S*H” mają rating R, więc prawdopodobnie nie są właściwe dla młodszych widzów. „Jeździec znikąd” to z drugiej strony doskonały film, który można oglądać z dziećmi. W moim lokalnym kinie grano go z taśmy 35mm nie tak dawno temu, więc zabrałem swojego dziesięcioletniego syna, by to zobaczył, a to film który się nie starzeje. Obaj byliśmy zadowoleni z tego, że go zobaczyliśmy, więc i wy dobrze zrobicie gdy go obejrzycie (lub przypomnicie go sobie).



Na koniec warto dodać kilka rzeczy. Po pierwsze „Jeździec znikąd” to film z 1953 i nie ma nic wspólnego z tegorocznym hitem Disneya, z wyjątkiem polskiego tytułu.

Druga sprawa to „Czas Apokalipsy”, który ma jeszcze jedno, bardzo istotne nawiązanie do „Gwiezdnych Wojen” i bynajmniej nie chodzi o rolę Harrisona Forda. Początkowo reżyserem „Czasu Apokalipsy” miał być George Lucas, który chciał nawet pojechać do południowego Wietnamu i tam kręcić swój film jako paradokument. Coppola miał jedynie wyprodukować obraz. Jednak sprawy się przeciągały, Coppola zajął się Ojcem chrzestnym, a gdy mogli wrócić do filmu, Lucas był już zajęty „Nową nadzieją”, więc odstąpił projekt przyjacielowi.

Natomiast mówiąc o filmowych inspiracjach w EU nie można zapomnieć o Skoku millenium, który jest swoistą adaptacją „Ocean’s 11”, oraz komiksowego Agenta Imperium luźno inspirowanego przygodami Jamesa Bonda. Natomiast gdybyśmy zastanowili się nad samymi gatunkami filmowymi, z pewnością inspiracji znalazłoby się jeszcze więcej.
KOMENTARZE (3)

„Ojciec chrzestny” i „Gwiezdne Wojny”

2013-08-21 17:00:12 oficjalny blog



Tym razem Bryan Young postanowił wziąć na warsztat jedno z arcydzieł kina lat 70., wcale nie tak odległego „Gwiezdnym Wojnom”, ba, bliższego niż nam się wydaje.

„Ojciec chrzestny” ma głęboki wpływ na cały krajobraz amerykańskiej kinematografii po 1972, roku swojej premiery, a „Gwiezdne Wojny” nie są tu żadnym wyjątkiem.

„Ojciec chrzestny” to mistrzowska eksploracja ludzkiej strony mafii, oraz wpływu jaki wywiera ona na duszę oraz rodzinę, no i był wyreżyserowany przez wieloletniego przyjaciela i mentora George’a Lucasa – Francisa Forda Coppolę.

Półświatek jest ważnym elementem uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, od łowców nagród i najemników, przez nieudolnych kryminalnych biurokratów Federacji Handlowej i kryminalnych szych Huttów.



Być może otyły ślimak Jabba the Hutt jest bardziej fizyczną reprezentacją duszy Don Corleone, ale nie musimy kopać tak głęboko by znaleźć inspirację „Ojcem chrzestnym” w „Gwiezdnych Wojnach”. Poza oczywistymi analogiami między Huttami a Pięcioma Rodzinami, które widzieliśmy w „Ojcu chrzestnym”, być może najbardziej bezpośrednim wpływem jest ustawienie oraz montaż niektórych, kluczowych scen.

W „Nowej nadziei” rozmowa między Greedo i Hanem, bez wątpienia dwoma wrogami, którzy chcą i mogą pozabijać się nawzajem, przebiega wyjątkowo spokojnie. Najciekawszą interakcją w każdym filmie jest zawsze scena gdy protagonista i antagonista siadają i sobie dyskutują, nawet jeśli wmieszane są w to blastery. „Ojciec chrzestny” dał nam najlepszy przykład takiej sceny, kiedy młody Michael, którego szczęka jeszcze nie wydobrzała po tym jak została uderzona ręką McCluskeya, odbywa rozmowę ze skorumpowanym gliną i Sollozzo. Podobnie jak Han, młody Corleone wie, że to sytuacja „on albo ja” i brutalnie zabija złych z zimną krwią.





Ale wpływ „Ojca chrzestnego”, podobnie jak poziom przemocy u sługusów Jabby, nie kończy się na tym. Jabba staje się też swoistą ofiarą stylu „Gwiezdnych Wojen” inspirowanego „Ojcem chrzestnym”. Luca Brasi, jeden z grubszych głównych egzekutorów Don Corleone zostaje zamordowany garotą w klimatycznej scenie zdrady [udawanej]. Ujęcie jak i wyraz twarzy Luci Brasiego dziwne przypomina – księżniczkę Leię duszącą Jabbę swoimi własnymi łańcuchami niewolniczymi w „Powrocie Jedi”.







Ale to nie koniec hołdów dla „Ojca chrzestnego” w postaci Huttów. Najbardziej krzykliwym może być Marlo the Hutt, stworzony w serialu „Wojny klonów”, Marlo nawet nazywa się po Marlonie Brando i bardzo przypomina z wyglądu Don Vito Corleone z „Ojca chrzestnego”, granego przez Marlona Brando. Marlo the Hutt jest jednym z członków rady Huttów, która sama w sobie czerpie z Pięciu Rodzin w „Ojcu chrzestnym”.





Ale to „Zemsta Sithów” może się pochwalić najbardziej dopracowanym hołdem do „Ojca chrzestnego”, podczas sekwencji formowania się Imperium. W „Ojcu chrzestnym” Michael Corleone przewodniczy chrzcinom nowego pokolenia Corleone, które jest przerywane ujęciami jego zbirów mordujących pozostałych przywódców gangów, którzy stali na drodze skonsolidowanej kontroli przestępczego półświatka. To samo można powiedzieć o narodzinach nowego Galaktycznego Imperium, którym przewodził Palpatine. Zgodnie z komentarzem George’a Lucasa do „Zemsty Sithów” ta sekwencja celowo została zmontowana z Anakinem zabijającym przywódców Federacji Handlowej, właśnie jako hołd dla najlepszego obrazu 1972.







Ale zanim George Lucas mógł wetknąć „Ojca chrzestnego” do „Gwiezdnych Wojen”, nakręcił wcześniej „Amerykańskie Graffiti”, które wpłynęło na „Ojca chrzestnego”.

Dodatkowo George Lucas pracował nad „Ojcem chrzestnym” sugerował uwagi i dokładał pewne ujęcia. Pomógł też Coppoli wypracować kilka kreatywnych rozwiązań w czasie montażu, tym samym pomógł stworzyć film takim jakim znamy go dziś. Zdaniem Coppoli, to Lucas pomógł mu stworzyć niesamowicie istotną scenę w szpitalu. Nie było żadnych zdjęć pustych korytarzy, które miały na celu zbudować napięcie przed drugą próbą zabójstwa Vito Corleone. To właśnie Lucas zasugerował, by przeszukać wszystkie ujęcia ze szpitala i tam znaleźć krótkie fragmenty, które zmontowano razem tworząc właśnie pusty korytarz. Nikt na widowni się nie zorientował, a sama scena stała się jedną z najbardziej zapadających w pamięć sekwencji filmu.

To dowód na to, że kreatywność ma swoje cykle, które nieustannie rodzą więcej kreatywności. Wielkie filmy inspirują jeszcze wspanialsze filmy, i nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać, jak bardzo wielkie filmy wpłynęły na „Gwiezdne Wojny”.




KOMENTARZE (4)

George Lucas wykiwał pół świata i się hajtnął!

2013-06-26 18:08:31 Huffington Post

George Lucas to dopiero rozrabiaka i dowcipniś. Tym razem postanowił zadrwić sobie z paparazzich, bulwarówki i milionów ludzi na świecie, którzy to czytają. Co zrobił? Ano nic, ogłosił, że ożeni się z Mellody Hobson, co zresztą uczynił. Podał też datę tego wydarzenia – 29 czerwca 2013, tak by każdy zainteresowany na świecie mógł tę datę zapamiętać. Wszyscy czekali na ten dzień, a tu nagle Samuel L. Jackson twittuje sobie 23 czerwca składając życzenia ślubne George’owi i Mellody. Dobra, kto jak kto, ale Samuel L. Jackson różne rzeczy wyczynia w Internecie, więc wiarygodnym źródłem nie jest. Tego samego dnia jednak życzenia złożył, również na twitterze, Ron Howard, człowiek z natury dużo poważniejszy (reżyser „Willow”, aktor w „Amerykańskim graffiti”). W dodatku wspominał o ceremonii, że była piękna. Okazało się, że George i Mellody owszem obwieścili światu, że wejdą w związek małżeński 29 czerwca, ale potajemnie wysłali zaproszenia dla gości na 22 czerwca. Uroczystość odbyła się na ranczu Skywalkera, a poprowadził ją dziennikarz Bill Moyers. Jego nazwisko na pewno rozpoznają fani Josepha Campbella, Moyers to ten słynny dziennikarz, który przeprowadził serię wywiadów z Josephem Campbellem w latach 80 na... ranczu Skywalkera. Poza filmem dokumentalnym, na kanwie tych wywiadów powstała także książka „Potęga mitu” (wydana też w Polsce, o czym informowaliśmy tutaj). Zanim zajął się dziennikarstwem Moyers był pastorem Baptystów, więc idealnie odnalazł się w tej roli. W swoim przemówieniu cytował między innymi Rumiego, poetę i mistyka islamskiego z trzynastowiecznej Persji, najbardziej znanego z tego, że założył zakon wirujących derwiszy. Dalej było weselej, Steven Spielberg wzniósł toast, żartując sobie, że Moc w końcu ma imię – Mellody. Honoru panny młodej bronił jej wspólnik John W. Rogers, a potem wstał Francis Ford Coppola i przeczytał sobie wierszyk afroamerykańskiej poetyki Mayi Angelou. Była też muzyczka, do przysłowiowego kotleta przygrywał Van Morrison (przyleciał z Irlandii) oraz Janelle Monáe. Były senator z New Jersey Bill Bradley, przyjaciel Hobson, wzniósł toast zanim pokrojono tort. Dalej imprezka się rozkręciła głównie w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół państwa młodych. Fanów zabrakło, paparazzich również.

Swoją droga ten numer, który wycięli Państwo Lucas jest tym zabawniejszy, że o właściwej dacie zaślubin poinformowano jedynie redakcję Hunffington Post, która wysłała swojego reprezentanta. Stąd w ogóle wiemy jak ceremonia wyglądała. No i najważniejsze MAMY ZDJĘCIE!



Tym samym kończy się tegoroczny sezon gwiezdnych ślubów. Państwu młodym życzymy wszystkiego najlepszego.
KOMENTARZE (17)

„Kagemusha” a „Wojny klonów”

2013-02-27 17:32:14 oficjalny blog

Kiedy Bryan Young ruszał z serią wpisów na oficjalnym blogu, poświęconym filmowym inspiracjom i nawiązaniom, zaczął od Akiry Kurosawy. Wspomniał tam też film „Kagemusha”, ale dopiero teraz postanowił poświęcić temu filmowi więcej czasu, zwłaszcza, że okazuje się, iż miał on niemały wpływ na „Wojny klonów”.

To nie żaden sekret, że George Lucas był fanem Akiry Kurosowy. Już w pierwszym wpisie z tego cyklu, przyjrzeliśmy się inspiracjom „Ukrytej fortecy” na Epizod IV, ale na tym relacje między Lucasem a Kurosawą wcale się nie kończą. Pod koniec lat 70. Kurosawa był legendą, ale nie mógł zdobyć pieniędzy, by ukończyć swój epicki film „Kagemusha”.

George Lucas i Francis Ford Coppola byli w szoku, gdy się dowiedzieli, że japoński mistrz kina nie może zdobyć reszty budżetu. Wówczas Lucas i Coppola byli dwoma z najbardziej wpływowych filmowców na świecie i jednocześnie fanami Kurosawy, więc lobowali w 20th Century Fox, by dało Kurosawie pieniądze, które potrzebuje na ten film.

To piękny film samurajski, osadzony w XVI wieku, opowiada historię przestępcy, który jest niesamowicie podobny do potężnego dygnitarza wojskowego. Kara zostaje zamieniona na zadanie, i musi on trenować, by stać się sobowtórem swojego mistrza. Gdy dygnitarz zostaje śmiertelnie ranny, sobowtór musi wcielać się w jego rolę latami, by okoliczne klany nie zaatakowały. Film jest epicki, ma piękne ujęcia, no i jest słodko-gorzki. To film, z którego jak się spodziewam, George Lucas jest dumny, że znalazł się w napisach.

To właśnie inspiracja Kurosawą na Lucasa sprawiła, że ten wspaniały film powstał, a potem zainspirował jeden z odcinków „Wojen klonów”. „Kagemusha” w tłumaczeniu dosłownym znaczy „The Shadow Warrior”, co jak się składa jest też tytułem pewnego dobrego odcinka z czwartego sezonu serialu.

Jednym z kluczowych założeń odcinka The Shadow Warrior jest to, że ten gungański przywódca wygląda bardzo podobnie jak Jar Jar Binks. Przywódca Gungan jest pod jakąś kontrolą myślową i wprowadza armię Gungan wprost w pułapkę zastawioną przez Separatystów. Kiedy Anakin i Padme starają się przywrócić mu zmysły zanim spisek uda się zrealizować, zostaje on dźgnięty nożem przez zdrajcę na usługach Separatystów. Nie zdążył odwołać swoich rozkazów. To sprawia, że Jar Jar musi zagrać rolę sobowtóra i poprowadzić negocjacje z Generałem Grievousem.

Ten odcinek używa także najlepszych elementów kina Kurosawy. Kurosawa dość często używał pogody, by zwiększyć emocjonalne natężenie sceny, od subtelnych powiewów wiatru aż po uderzenie pioruna. W tym odcinku zbierające się burze na horyzoncie i błyskawice zostały dodane w taki sposób do scen, że bardzo przypominały Kurosawę. Kurosawa reżyserował pogodę dokładnie w taki sposób w jaki reżyserował aktorów, robiąc to oczywiście w filmach aktorskich. W „Wojnach klonów” ekipa nauczyła się robić to samo w animacji.

Choć ten odcinek nie eksploruje wszystkich emocjonalnych i filozoficznych aspektów obecnych w filmie Kurosawy, używa pewnych podstaw, by stworzyć wspaniałe „Gwiezdne Wojny” w dość nietypowy sposób. Zarówno Kurosawa jak i Lucas używali politycznych dublerów i sobowtórów w wielu swoich filmach, no i nikogo nie powinno zaskoczyć, że dzięki te zabiegi bardzo dobrze przysporzyły się filmom. No i nie powinno też zaskoczyć, że stały się podstawą odcinka „Wojen klonow”.

Ale przede wszystkim to wspaniale jest móc obserwować pewien cykl inspiracji i wpływów, który da się dostrzec w grupie tak utalentowanych twórców opowieści.

„Kagemusha” została wydana w 1980, MPAA oznaczyło ją jako PG. Jeśli wasze dzieciaki poradzą sobie z podpisami, będzie musieli tylko wykazać się cierpliwością w dokładnym oglądaniu tych filmów. Kolory i zdjęcia są znakomite, to wspaniały, znaczący film, niesamowicie warty obejrzenia.



Na koniec warto dodać dwie rzeczy. Po pierwsze polskie wydanie DVD ma lektora, więc nie trzeba się przejmować napisami. Po drugie, George Lucas nie tylko nalegał na 20th Century Fox by dała pieniądze na film Kurosawy, ale ostatecznie sam zajął się jego produkcją.
KOMENTARZE (8)

Willard Mitt Romney vs Barack Hussein Obama II

2012-11-06 17:21:08

Już dziś odbywają się wybory prezydenckie w USA. Właściwie niewiele nas to by obchodziło, gdyby nie to, że duża część Starwarsówka mieszka w Stanach i mocno się przejmuje tymi wyborami. Przez to w kampanii zdarzyło się kilka incydentów o których warto wspomnieć.

Kto wygra? Czy będzie to marna podróbka Landa, koleś, który całą wiedzę militarną czerpie z „Ataku klonów”, człowiek tak pokojowo nastawiony, że dostał nagrodę Nobla za to, że nim na dobre dorwał się do atomowej walizeczki nie wywołał jeszcze żadnej wojny ani nie rozpoczął Armagedonu? Czy może raczej podstarzały Han Solo, żywcem wyjęty z karbonitu, wielki przyjaciel zwierząt, który woził swojego psa na dachu samochodu, gdyż myślał, że ma tam wieżyczkę strzelnicą? Na początek facjaty obu panów, w wersji takiej jakiej widzą ich fani Star Wars.



System amerykański jest tak skonstruowany, że choć nie wiemy, kto na kogo głosował, to można się dowiedzieć (oczywiście po jakimś czasie), kto wsparł finansowo danego kandydata. System finansowania partii i kandydatów jest bardziej przejrzysty, więc zarówno partie jak i kandydaci organizują składki na swoją kampanię. Wszystko jest zapisane a potem rozliczone. Dodatkowo organizowane są składki celowe, które nie dotyczą bezpośrednio spraw wyborczych (np. na rzecz demokratyzacji itp.). Takie składki również są podliczane i publikowane. Na razie oczywiście nie mamy jeszcze informacji o tym, jak wygląda obecna kampania prezydencka, ale mamy już komplet informacji sprzed 4 lat i to na nich głównie będziemy się opierać.

George Lucas należy do ludzi którzy raczej nie zajmują się polityką. Przez całe życie ten wielki filantrop na dotacje polityczne przeznaczył w sumie 69900 USD, z tego aż 33100 dostał w ostatnich wyborach komitet Baracka Obamy, którego Lucas zna osobiście. Część z pozostałych pieniędzy niekoniecznie wspierała kandydatów Demokratów, a raczej akcje polityczne. Obamę aktywnie wspiera, nie tylko finansowo, partnerka życiowa Lucasa Mellody Hobson.

Steven Spielberg, pomocnik reżysera w ROTS, zazwyczaj popiera Demokratów i jest znany ze swojej hojności. Na różne kampanie polityczne wydał już ponad milion dolarów, z tego tylko 1000 USD trafiło na konta Republikanów. W obecnych wyborach wsparł Obamę kwotą 35000 USD w 2011 (kwota rozliczona). W kampanii w 2008 wydał na Obamę 30800 USD. Dodatkowo Demokratów i Baracka Obamę wspierała też żona Stevena Kate Capshaw (znana z roli Willie Scott w filmie „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”).

Demokratów popiera finansowo też przyjaciel Spielberga i Lucasa – Francis Ford Coppola, acz on nie przeznaczył ani centa by wesprzeć Obamę. Za to Baracka wsparła jego córka Sofia Coppola (dworka Saché w TPM), kwotą 500 USD. Przeznaczyła też 2750 USD na inne cele polityczne.

Lawrence Kasdan (scenarzysta TESB i ROTJ) również finansowo woli wspierać Demokratów, acz nie tak hojnie jak Spielberg. W poprzedniej kampanii wsparł urzędującego obecnie prezydenta kwotą 4800 USD.

Jimmy Smits jest dość mocno zaangażowany w obóz Demokratów, czasem można go nawet zobaczyć na konwencjach politycznych. Działa, ale pieniędzy nie daje zbyt dużo, w sumie 9400 USD (z tego po 2300 dostali Barack Obama i Hilary Clinton jak jeszcze rywalizowali ze sobą).

Harrison Ford to ciekawy przypadek, gdyż można by go trochę określić mianem swing state. Wychowany w demokratycznym duchu, żartował sobie nawet, że jego religia to Demokraci, przyjaźnił się z Billem Clintonem, ale jednocześnie w ostatnich wyborach finansowo wsparł obu kandydatów – Baracka Obamę i Johna McCaina.

Carrie Fisher choć wpierała Demokratów, zazwyczaj wolała wydawać na inne rzeczy. Dlatego wspomagała polityków niewielkimi sumkami i raczej rzadko. Uzbierało się tego 13750 USD. Barackowi pieniędzy nie powierzyła.

John Williams wspierał finansowo Demokratów (w sumie na kwotę 8500 USD), z tego aż 6000 poszło na konta Johna Kerry’ego w różnych kampaniach. Williams dał też 2000 USD na inne cele.

John Ratzenberger (major Derlin z TESB), należy do niewielkiego grona w Starwarsówku, które raczej popiera Republikanów. Zdarzyły mu się Demokratyczne „wpadki”, ale to już zamierzchła historia. Wsparł Johna McCaina kwotą 3000 USD. W sumie na polityków dał 9525 USD.

James Earl Jones również raz w życiu wsparł Demokratów sumą 599 USD, ale było to w 1993.


Sam Obama zaczął swoją kampanię w 2010, kiedy na wiecu w Ohio (jeden z tak zwanych swing states, czyli stanów w których wygrywają i Republikanie i Demokraci), przestrzegał swoich zwolenników przed kontratakującym Imperium, czyli Republikanami.

Kampania amerykańska składa się z dwóch części, wyłaniania głównych kandydatów w obu obozach. Tym razem Demokraci mieli łatwiej, bo Barack Obama był ich naturalnym kandydatem. Za to poważne przymiarki w obozie Republikanów zaczęły się jeszcze na samym początku 2011. Michael Huckabee, były gubernator Arkansas i były kandydat na republikańskiego kandydata na prezydenta (przegrał z Johnem McCainem), próbował wysondować swoje szanse. No i uznał, że musi jakoś pojawić się w mediach. Akurat Natalie Portman spodziewała się dziecka, więc zaatakował gwiazdę (znaną z popierania Demokratów), że promuje nieodpowiedzialny model rodziny. Dla przypomnienia, Portman wówczas była jeszcze samotną przyszłą matką, choć ślub i tak był w planach. Mike Huckabee swoim wybrykiem zdołał się przebić do różnych mediów, w tym do programu Stephena Colberta, który nabijał się z polityka, twierdząc, że skoro jest przeciw matce Luke’a Skywalkera, to z pewnością współdziała z Imperium. Koniec końców, Huckabee nawet nie liczył się w republikańskim peletonie.

Skoro przy Natalie Portman jesteśmy, to ona nie wspierała wcześniej finansowo Demokratów, ale im sprzyjała. Uczestniczyła też w ruchu „Kobiety dla Obamy”. Na spotkaniu w Las Vegas podkreślała, że mimo iż sama jest szczęśliwą matką, pochwala konsekwentną politykę pro-choice, propagowaną przez prezydenta. Wymieniała także jego rozliczne zasługi i osiągnięcia. No i pozowała z plakietką wspierającą Obamę.

Wróćmy jednak jeszcze do początków kampanii. Inny republikański kandydat, Rick Santorum wpadł na genialny pomysł walki z trawiącą Amerykę epidemią pornografii, która jego zdaniem przyczynia się do mizoginii oraz przemocy wobec kobiet, a także wzrostu prostytucji i handlu żywym towarem. Przemysł pornograficzny postanowił nieoczekiwanie poprzeć tego kandydata, po to by w prawdziwych wyborach mógł przegrać z Barackiem Obamą. Nakręcono nawet reklamówkę, w której gwiazdy filmów dla dorosłych „popierają” w żartobliwy sposób Santoruma. Jedną z gwiazd była Allie Haze, czyli księżniczka Leia w „Star Wars XXX: A Porn Parody”. Krótko potem ośmieszony Santorum wycofał się z wyborów, główną przyczyną były fundusze i małe szanse na zwycięstwo. Sam filmik można obejrzeć tutaj:



Niektórzy jak George Lucas, przyjaźnią się prywatnie z Obamą. Inni bardzo bali się wygranej Republikanów. Jednym z takich gagatków, jest Mark Hamill. Ten nawet przy okazji Comic Conu mówił o polityce. Wyznał, że jeśli nie głosuje się na Baracka Obamę jest się szalonym. Dodał też, że może i Romney jest miłym facetem, ale nie jest... człowiekiem. Jest czymś co tylko imituje ludzkie zachowanie. Potem jeszcze parę razy wypowiadał się na temat Romneya, którego po pierwszej debacie (wygranej przez Romneya) opisał jako wrednego sprzedawcę, któremu nie można ufać w ani jedno słowo. Natomiast później w innym wywiadzie porównał Obamę do Obi-Wana Kenobiego, twierdząc, że obecny prezydent jest bardzo mądry. Może nie tak jak Obi-Wan, ale jest kimś między Kenobim, a Yodą. Na pewno nie jest Lukiem Skywalkerem, żartował Hamill, nie ta liga. Hamill należy do grona osób głośno popierających Demokratów, acz niekoniecznie ich wpierających finansowo.

Inny mocno zaangażowany zwolennik Demokratów to Samuel L. Jackson. Ten przyznawał się zarówno do tego, że jest rasistą i głosował na Obamę, bo ten jest czarny. Potem wściekał się na Boga, że huragan Isaac nie zmiótł Republikanów. Akurat gdy huragan atakował w tym roku Florydę, w Tampie odbywała się konwencja Republikanów. Isaac zakręcił i zaatakował Luizjanę, co wg Jacksona było bardzo niesprawiedliwe. Finansowo wsparł w poprzednich wyborach Baraka Obamę sumą 2300 USD. W życiu wydał na polityków jeszcze 1000 USD, ale czuje się mocno zaangażowany w sprawę. Ostatnio ząś Jackson wystąpił w reklamówce, która ma zachęcać do głosowania na Obamę. Uwaga, Sam wypowiada się tam po swojemu, czyli miejscami jest to język dość niecenzuralny.


KOMENTARZE (10)

Uroczysta premiera "Red Tails" za nami...

2012-01-12 11:02:01

W nowojorskim kinie Ziegfeld Theater miała miejsce uroczysta premiera najnowszej produkcji Lucasfilm - wyreżyserowanego przez Anthony'ego Hemingwaya dramatu wojennego Red Tails. Na czerwonym dywanie pojawili się reżyser, główni producenci obrazu: George Lucas i Rick McCallum, a także członkowie obsady: Terrence Howard, Cuba Gooding jr i muzyk Ne-Yo. Nie zabrakło także innych znamienitych gości. Na imprezę przybyli bowiem m.in. Samuel L. Jackson, James Earl Jones, Francis Ford Coppola i Spike Lee. Po pokazie filmu goście bawili się na przyjęciu zorganizowanym w jednym z hoteli.





Przy okazji premiery filmu gościem Johna Stewarta w "Daily Show" był pomysłodawca Red Tails i jego główny producent: George Lucas. "Flanelowiec" podzielił się z widzami informacjami o trudnościach, z którymi borykał się poszukując studia gotowego zająć się produkcją i dystrybucją Red Tails. Lucas stwierdził, że żadna z wielkich wytwórni nie chciała zrealizować tego obrazu, ponieważ główne role grają w nim wyłącznie czarnoskórzy aktorzy (Terrence Howard, Cuba Gooding jr.), a nawet na drugim planie nie ma pierwszoligowej białej gwiazdy (w drugoplanowej roli pojawia się Bryan Cranston znany z Breaking Bad i Drive). Lucas wyjawił też, że studia filmowe nie chciały sfinansować filmu o afroamerykańskich lotnikach, w dodatku reżyserowanego przez kinowego debiutanta, bo nie miały pomysłu na promocję takiego obrazu. Ostatecznie ponad 50 mln USD wyłożył Lucasfilm, a dystrybucją zajął się 20th Century Fox.


KOMENTARZE (8)

W telewizji pokażą

2011-12-29 08:34:41

Drugi program Telewizji Polskiej nada dziś o godzinie 21.40 film Tucker - konstruktor marzeń (Tucker: The Man and His Dream, 1988) z Jeffem Bridgesem w roli tytułowej. Pomysłodawcą i jednym z producentów filmu jest George Lucas, zaś reżyserem jego wieloletni przyjaciel Francis Ford Coppola. Fabuła obrazu koncentruje się wokół zmagań Prestona Tuckera - genialnego konstruktora - z amerykańskimi koncernami motoryzacyjnymi. W 1948 roku Tucker postanowił wprowadzić na rynek samochód marzeń nazwany Tucker Torpedo. Nowatorskie rozwiązania w nim zastosowane (zwiększona odporność nadwozia na uszkodzenia po dachowaniu, silnik typu bokser od śmigłowca umieszczony z tyłu, środkowy reflektor skręcający razem z obrotem kierownicy, niska sylwetka) zaniepokoiły "Wielką Trójkę" producentów z Detroit, która nie miała w ofercie wozów mogących konkurować z Torpedo. Szefowie koncernów podjęli więc decyzję o zniszczeniu Tuckera i jego firmy. Ostatecznie wyprodukowano jedynie 51 Tuckerów, które dziś są kolekcjonerskimi rarytasami. Film Coppoli (który początkowo miał być... musicalem) przedstawia postać Prestona Tuckera jako ucieleśnienie American Dream, któremu na drodze stanęli bezwzględni biznesmeni. Za rolę Abe'a Karatza Martin Landau otrzymał nominację do Oscara.



Opis fabuły za TVP: Filmowa opowieść na motywach wybranych wątków biografii Prestona Tuckera, genialnego wynalazcy i konstruktora amerykańskiego, żyjącego w latach 1903 - 1956. Francis Ford Coppola śmiało sięgnął do toposu Dawida rzucającego wyzwanie znacznie potężniejszemu Goliatowi. Tym pierwszym jest oczywiście, świetnie grany przez Jeffa Bridgesa, Tucker - kipiący energią, błyskotliwy, z nutą romantycznej brawury w oku, a przy tym czuły mąż i kochający ojciec licznej rodziny, żyjącej w sielskich realiach stanu Michigan. Tym drugim zaś spisek "wielkiej trójki" koncernów samochodowych: Forda, Chryslera i General Motors oraz związanych z nią przedstawicieli establishmentu. Zgodnie z tak lubianą za oceanem konwencją - samotny bohater powinien po morderczym, pełnym dramatycznych zwrotów akcji, pojedynku pokonać możnych tego świata, którzy już dawno zamienili swoje sumienia na wypchane portfele. Według tej sprawdzonej recepty powstało przecież wiele kasowych przebojów, jak choćby "Michael Clayton", czy "Erin Brockovitch". Coppola jednak nie poszedł utartym szlakiem. Mimo że jego film momentami przypomina pełną optymizmu, emanującą ciepłem bajkę (utrzymane w kolorystyce sepii zdjęcia Vittorio Storaro) to jednak sporo w nim momentów, spoza których przeziera "proza życia", a z tej wynika wyraźnie, że w świecie rządzonym przez wielkie korporacje i przekupionych przez nie polityków, sędziów i szefów policji kochająca wolność jednostka nie ma wielkich szans. Historia Prestona Tuckera pokazuje, że cuda wprawdzie się zdarzają, ale to jednak za mało. Powinny bowiem stać się regułą. W filmie Coppoli podziwiać można kreacje wielu znakomitych aktorów, z których - obok Bridgesa - najbardziej wyróżnia się Martin Landau w oszczędnej, ale mocno zapadającej w pamięć roli Abe’a Karatza, biznesmena o skomplikowanej przeszłości, który - mimo początkowych oporów - ulega fascynacji Tuckerem i jego wizjami, wyprzedzającymi swoje czasy. Ypsilanti, stan Michigan, rok 1945. Preston Tucker marzy o uruchomieniu produkcji nowatorskiego samochodu według własnego projektu. Wojna bowiem się skończyła i wymyślone przezeń wieżyczki strzelnicze do samolotów tracą rację bytu, zaś opancerzony pojazd bojowy nie spodobał się wojskowym biurokratom, bo był...szybszy niż przewidują przepisy. Tucker stara się pozyskać dla swego projektu poznanego w podróży biznesmena Abe’a Karatza, lecz bezskutecznie. Wówczas przypadkowe zdarzenie uzmysławia mu, że bez poparcia prasy nie uda się zdobyć potrzebnego kapitału. Niewiele myśląc Tucker wysyła swój nowatorski projekt gazetom. Sukces przechodzi jego najśmielsze oczekiwania. Z całego kraju do Ypsilanti przychodzą listy od osób, które chciałyby posiadać niezwykłe auto, opisane w gazetach. Tym razem Karatz obiecuje Tuckerowi pomoc w rozkręceniu biznesu na wielką skalę. Po licznych perturbacjach udaje im się otworzyć fabrykę samochodów. Tymczasem zaniepokojona konkurencja oblicza, ile milionów dolarów kosztowałoby ją dorównanie przełomowym patentom.


KOMENTARZE (0)

Ach, cóż to była za gala...

2011-02-28 19:22:00

Ubiegłej nocy, naszego czasu, odbyła się jedna z największych imprez świata filmowego, czyli ceremonia rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, zwanej powszechnie Oskarami.

Gala jak gala, trochę śpiewu, tańca, a przede wszystkim nagrody i wzruszające przemówienia. Jednak znalazło się tam kilka elementów, które fani sagi muszą zauważyć.

Po pierwsze Tom Kane.



W Polsce mało może go kojarzymy, ale to on odpowiada za podkładanie głosu Yodzie (i narratorowi) w "Wojnach Klonów". Tym razem zapowiadał Oskary w TV (acz niestety nie pokazał się w pełnej krasie, tylko głosem).


Drugi akcent to oczywiście główny motyw Gwiezdnych Wojen. W momencie gdy mówiono o historii dźwięku i o tym, że muzyka jest nieodłączną częścią kina, wspomniano o przełomie, który pozwolił nagrać razem dźwięk i obraz. Wtedy słyszeliśmy temat dźwiękowy THX, a zaraz potem pojawił się motyw Gwiezdnych Wojen i E.T.

Kolejne nawiązanie padło przy filmach krótkometrażowych. Wspomniano, że mają one okropnie długie tytuły, ale potem ich twórcy zmieniają kino. Tak było z "Elektronicznym Labiryntem THX-1138 4EB". Niestety samego Lucasa nie udało się wypatrzeć na tej imprezie.

A poniżej kilka fotek:


Steven Spielberg


Francis Ford Coppola


Natalie Portman i Benjamin Millepied


I Natalie Portman z Oskarem.

KOMENTARZE (0)

Kapitan EO powraca do Disneylandu

2010-02-25 20:04:00

W roku 1986, przy współpracy George'a Lucasa (Lucasfilm), Disneya, Michaela Jacksona i Francisa Forda Coppoli powstał 17 film 3-D, przeznaczony jako atrakcja dla Disneylandu. "Kapitan EO" to wyjątkowy musical SF, który wykorzystywał przełomową na tamte czasy technologię. Teraz film powraca na krótki okres do Disneylandu.

Główną rolę gra Michael Jackson, Coppola wyreżyserował film, a całość wyprodukował George Lucas.



Wersję 2-D można obejrzeć w internecie:
Część I
Część II
KOMENTARZE (0)

Lucas namawia Spielberga i Coppolę na nowe "Gwiezdne wojny" w 3D

2009-10-22 19:54:53 Stopklatka.pl

Na serwisie Stopklatka.pl pojawiła się ciekawa informacja:

Zgodnie z informacjami serwisu MarketSaw George Lucas rozważa możliwość nakręcenia nowej, trójwymiarowej Gwiezdnej Sagi, a do współpracy w czasie jej realizacji chce namówić Stevena Spielberga i Francisa Forda Coppolę.

MarketSaw donosi, że zachwycony możliwościami trójwymiaru Lucas chce wyprodukować zupełnie nową trylogię "Gwiezdnych wojen", a do objęcia stanowisk reżyserskich chce namówić swoich starych przyjaciół: Spielberga i Coppolę. Sam nie zamierza stawać za kamerą i będzie pełnił jedynie obowiązki producenta.

Lucas testuje obecnie także możliwość trójwymiarowej konwersji starych części "Gwiezdnych wojen" i ponownego wprowadzenia ich na ekrany.


Warto tutaj dodać, że Lucas od zawsze myślał o nakręceniu 9 filmów z Gwiezdnych Wojen.
Jednak po kilkudziesięciu latach wielokrotnie podreslał, że Zemsta Sithów jest finałowym Epizodem i już żaden film Sagi z aktorami nie pojawi się na ekranach kin.
Mimo wszystko, nawet gdyby zapadła decyzja o nakręceniu trzeciej Trylogii, pozostaje sprawa fabuły, szczególnie tego jak najnowsze filmy odwoływały by się do Expanded Universe.
Pozostaje czekać na informację z oficjalnej.

Temat na forum.
KOMENTARZE (72)

Gwiezna kołomyja

2007-11-30 20:36:00

Natalie Portman debiutuje za kamerą

Natalie Portman, właścicielka utworzonego niedawno studia filmowego Handsomecharlie Films, podpisała dwuletni kontrakt z firmą Participant Productions. Pierwszą koprodukcją obu studiów będzie film zatytułowany "A Tale of Love and Darkness". Portman chce sama zająć się jego reżyserią.

Scenariusz reżyserskiego debiutu młodej aktorki, którą na ekranach naszych kin zobaczymy wkrótce u boku Dustina Hoffmana w filmie "Pana Magorium cudowne emporium", powstanie w oparciu o pamiętniki Amosa Oza, znakomitego pisarza z Izraela, które w Polsce wydane zostały jako "Opowieść o miłości i mroku".

W swojej książce Oz, laureat Nagrody Pokojowej Księgarzy Niemieckich i od lat kandydat do literackiej Nagrody Nobla, wspomina dzieciństwo i młodość, pełne delikatności i cierpienia małżeństwo rodziców - kobiety o lirycznej duszy, która popełnia samobójstwo i gorliwego uczonego, który nie zdołał zrealizować swych marzeń. Ich wrażliwość zderza się ze światem czasu wygnania z Europy, obawy o przetrwanie, strachu przed śmiercią. To autobiografia, która obok fikcji, przedstawia marzenia Oza, książki, te ulubione, i te, które pisał, życie dziwne, czasem trochę lunatyczne, ludzi zastraszonych, marzycieli i szaleńców czasu Palestyny mandatu brytyjskiego i pierwszych lat nowego państwa. Pokazuje z humorem, a czasem ironią, Jerozolimę, Tel Awiw, życie w kibucach, świat literacki i akademicki, ludzi z krwi i kości - poetę Czernichowskiego, którego zapach pamięta, mrugającego prozaika Agnona, łysego premiera Ben-Guriona. Ukazuje Europę Cierpień młodego Wertera, Byrona, Turgieniewa, Europę burzy i naporu, Wiosny Ludów, nacjonalizmów, militaryzmu. Opowieść sięga najgłębiej źródła, z którego pochodzą wcześniejsze książki autora. Oz ocala obrazy, zapachy, barwy, głosy, smaki, idee, sposoby mówienia i błędy językowe, opisuje świat z miejsca, w którym się urodził i wychował, nie twierdząc przy tym, że to środek świata (za Muza.pl).

Adaptacją scenariusza "A Tale of Love and Darkness" zajmie się Naomi Foner, autorka fabuł filmów takich jak "Stracone lata" i "Sezon na słówka".


Amerykanie kupują nowy film Ole Bornedala

Gridstone Entertainment kupiło prawa do duńskiego dreszczowca "The Substitute" w reżyserii Ole Bornedala. Duński film nie ma nic wspólnego z serią filmów "Belfer" (angielski tytuł "The Substitute").

"The Substitute" Bronedalaopowiada historie grupy uczniów, która odkrywa, że nauczycielka, która ich uczy jest wcieleniem zła. Ole Bornedal jest m.in. twórcą znakomitego "Nocnego Strażnika" i jego amerykańskiego remake'u z Ewanem McGregorem.


Hayden Christensen obrońcą bestii z Bataan

Rozpoczęło się kompletowanie obsady "Beast of Bataan", filmu którego głownym bohaterem będzie japoński zbrodniarz wojenny, generał Masaharu Homma. W filmie pojawią się Hayden Christensen, Willem Dafoe, William Hurt oraz znany z "Babel" Koji Yakusho w roli tytułowej.

Generał Masaharu Homma został stracony przez Amerykanów tuż po zakończeniu II wojny światowej. Homma był odpowiedzialny za Marsz Śmierci na Bataan w 1942 roku. Około 70 tysięcy amerykańskich i filipińskich jeńców wojennych zmuszonych zostało wówczas do ponadstukilometrowego marszu przez półwysep Bataan na Filipinach. Z wyczerpania, głodu i z powodu bestialskiego traktowania zginęło wtedy prawie 10 tysięcy ludzi. Christensen zagra tu rolę młodego prawnika Hommy, dla którego obrona zbrodniarza jest pierwszą sprawą w jego karierze.

Scenariusz obrazu powstał na podstawie książki "A Trial of Generals" Lawrence'a Taylora, a jego adaptacją zajęli się Mark Jean i Chris Carlson. Za kamerą w czasie realizacji filmu stanie Fred Schepisi, a prace na jego planie rozpoczną się w lutym w Australii.


Warner szuka reżysera "Zmierzchu Tytanów"

W sieci pojawiły się ostatnio informacje jakoby Robert Rodriguez miał wyreżyserować nową wersję "Zmierzchu Tytanów". Niestety dla fanów reżysera, tylko część z tej informacji okazała się prawdziwa. Rodriguez rzeczywiście otrzymał propozycję reżyserii, lecz jej nie przyjął, gdyż zajęty jest innymi projektami.

Warner Bros. już od kilku lat nosi się z zamiarem realizacji nowej wersji widowiska z 1981 roku, które przeszło do historii kina za sprawą imponujący, jak na owe czasy, efektów specjalnych. Wiosną tego roku informowaliśmy, że scenariusz ma napisać Lawrence Kasdan.

Bohaterem "Zmierzchu Tytanów" jest Perseusz, syn Zeusa, który wyrusza w pełną przygód i niebezpieczeństw drogę, by dotrzeć do swej ukochanej Andromedy. Nim jednak ją poślubi będzie musiał przejść pomyślnie wszystkie próby, jakie zgotowali mu zazdrośni o względy pięknej Andromedy bogowie. Sam Zeus jest jednym z konkurentów Perseusza. Dzielny młodzieniec nie jest zdany jedynie na własne siły, może bowiem korzystać z pomocy skrzydlatego konia Pegaza i z rad wyjątkowo mądrej sowy.


Beyonce i Fergie śpiewają ku chwale kina

Beyoncé Knowles, Elton John, Fergie, Jennifer Hudson, Jennifer Lopez, John Legend i kompozytor John Williams wezmą udział w 2-godzinnym show pt "Movies Rock". Widowisko uczci związek między muzyką a kinem.

Beyonce wykona utwór "Somewhere Over the Rainbow" z "Czarnoksiężnika z Oz" , zaś Fergie i Hudson zaśpiewają razem "Live And Let Die" oraz "Goldfinger" - piosenki z cyklu filmów o Jamesie Bondzie. Williams będzie dyrygować orkiestrą.

Uroczystość odbędzie się 2 grudnia w Kodak Theatre, gdzie corocznie wręczane są Oscary.


Coppola oskarżony o oszustwo finansowe

Producenci filmu "Przekleństwa niewinności" wnieśli pozew przeciwko Francisowi Coppoli i jego studiu Zoetrope. Uważają, że firma jest im winna conajmniej pół miliona dolarów z wpływów, jakie obraz osiągnął.

Akcja "Przekleństw niewinności" rozgrywa się w latach 70. Państwo Lisbon są rodzicami pięciu atrakcyjnych nastoletnich córek. Dziewczęta, w wieku od trzynastu do siedemnastu lat, zaczynają odkrywać przyjemności dojrzewania, a ich matka i ojciec interesują się w zdrowy sposób ich życiem, choć mają nieco purytańskie poglądy. Dokładnie przyglądają się każdemu chłopcu, który okazuje najmniejszy ślad zainteresowania którąkolwiek z córek. Tak doskonałe życie zostaje zaburzona, gdy najmłodsza z dziewcząt usiłuje popełnić samobójstwo

Choć debiut Sofii Coppoli od czasu premiery zarobił ponad 15 milionów dolarów, Zoetrope od czterech lat nie wypłaca sum należnych jego producentom. Firma Coppoli odmówia na razie komentarza. Wśród aktorów w tym filmie wystąpił między innymi Hayden Christensen.


McGregor i Boorman w podróży filmowej

Ewan McGregor i Charley Boorman wezmą udział w trzeciej części z cyklu "Long Way". Pozostałe części to "Long Way Round" oraz 'Long Way Down", będące zapisem wspólnej motocyklowej podróży popularnego aktora i jego przyjaciela.

McGregor i Boorman wyruszyli w motocyklowe tour dookoła świata 14 kwietnia 2004 roku. Podróż objęła Europę, Ukrainę, Mongolię, Syberię, Kazachstan, Rosję, Kanadę i Alaskę. Podróż zajęła ponad trzy miesiące i zakończyła się w USA. O tym opowiada pierwsza część serii "Long Way Round". W kolejnej części ("Long Way Down") bohaterowie przemierzyli ponad 24 tys. kilometrów na linii Szkocja - Przylądek Horn (Ameryka Południowa). Akcja trzeciej części rozpocznie sie właśnie w tym miejscu, skąd para ruszy do Kalifornii.


Samuel L. Jackson zostanie nianią

Samuel L. Jackson, którego na ekranach naszych kin oglądać właśnie można w thrillerze "1408", zagra główną rolę w nowym filmie studia New Line Cinema pt. "Man That Rocks the Cradle".

Scenariusz filmu napisał Josh Cagan. Jego głównym bohaterem jest przepracowany mężczyzna, ojciec czwórki dzieci, który, nie mogąc pewnego dnia podołać codziennym obowiązkom, postanawia zatrudnić nianię, która zamieszka w ich domu. Jego wybór pada na Mariona Delacroix (Jackson), słynnego "zaklinacza dzieci" z Południa.

Jackson pracuje właśnie na planie "The Spirit" Franka Millera, a ostatnio brał udział w zdjęciach do filmów takich jak "Lakeview Terrace" Neila LaBute'a, "Jumper" Douga Limana i "Iron Man" Jona Favreau.


Ogłoszono nominacje do People's Choice Awards

Po raz 34 ogłoszono nominacje do People's Choice Awards - nagród przyznawanych przez amerykańską publiczność. Oto pełna lista nominowanych w kategoriach filmowo-telewizyjnych:

ULUBIONY FILM
Ultimatum Bourne'a
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Transformers

ULUBIONY FILM FAMILIJNY
Evan Wszechmogący
Ratatuj
Shrek Trzeci

ULUBIONY FILM AKCJI
300
Ultimatum Bourne'a
Transformers

ULUBIONY FILM KOMEDIOWY
Wpadka
Simpsonowie: Wersja kinowa
Gang dzikich wieprzy

ULUBIONY DRAMAT
Niepokój
Harry Potter i Zakon Feniksa
Przeczucie

ULUBIONY DRUGI SEQUEL
Ultimatum Bourne'a
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Spider-Man 3

ULUBIONY FILM NIEZALEŻNY
Zakochana Jane
Cena odwagi
Sicko

ULUBIONA AKTORKA FILMOWA
Halle Berry
Sandra Bullock
Reese Witherspoon

ULUBIONA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Jessica Alba
Drew Barrymore
Queen Latifah

ULUBIONA GWIAZDA KINA AKCJI (AKTORKA)
Jessica Alba
Jodie Foster
Keira Knightley

ULUBIONY AKTOR FILMOWY
Johnny Depp
Denzel Washington
Bruce Willis

ULUBIONY AKTOR PIERWSZOPLANOWY
Jamie Foxx
Dwayne Johnson
Joaquin Phoenix

ULUBIONA GWIAZDA KINA AKCJI (AKTOR)
Matt Damon
Johnny Depp
Bruce Willis

ULUBIONY EKRANOWY DUET AKTORSKI
Jackie Chan i Chris Tucker - Godziny szczytu 3
George Clooney i Brad Pitt w Ocean's 13
Kirsten Dunst i Tobey Maguire w Spider-Man 3

ULUBIONY SERIAL DRAMATYCZNY
CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas
Dr House
Prawo i porządek

ULUBIONY SERIAL KOMEDIOWY
Diabli nadali
Na imię mi Earl
Dwóch i pół

ULUBIONY SERIAL KOMEDIOWY/ANIMOWANY
Głowa rodziny
Bobby kontra wapniaki
Simpsonowie

ULUBIONY SERIAL SCI-FI
Battlestar Galactica
Doctor Who
Gwiezdne Wrota: Atlantyda

ULUBIONE REALITY SHOW (WSPÓŁZAWODNICTWO)
"American Idol"
"Dancing with the Stars"
"Extreme Makeover: Home Edition"

ULUBIONY TELETURNIEJ
"Are You Smarter Than a 5th Grader?"
"Deal or No Deal"
"Jeopardy"

ULUBIONA AKTORKA TELEWIZYJNA
Sally Field
Katherine Heigl
Jennifer Love Hewitt

ULUBIONY AKTOR TELEWIZYJNY
Patrick Dempsey
Charlie Sheen
Kiefer Sutherland

ULUBIONY KOMIK (KOBIETA)
Ellen DeGeneres
Whoopi Goldberg
Wanda Sykes

ULUBIONY KOMIK (MĘŻCZYZNA)
Will Ferrell
Adam Sandler
Robin Williams

ULUBIONY GOSPODARZ TALK-SHOWU
Ellen DeGeneres
Jay Leno
Oprah Winfrey

ULUBIONA PIOSENKA FILMOWA
The Killers - "Read My Mind" (Światła stadionów)
Linkin Park - "What I've Done" (Transformers)
"You Can't Stop the Beat" (Lakier do włosów)

ULUBIONY NOWY SERIAL KOMEDIOWY
Aliens in America Back to You
The Big Bang Theory Carpoolers
Cavemen
Chuck
Reaper
Samantha Who

ULUBIONY NOWY SERIAL DRAMATYCZNY
Big Shots
Bionic Woman Cane
Dirty Sexy Money
Plotkara
Journeyman
K-Ville Life
Life Is Wild
Moonlight
Private Practice
Pushing Daisies
Women's Murder Club

KOMENTARZE (0)

Kagemusha na DVD

2007-04-11 11:38:00

Od kilku dni na naszym rynku jest dostępny film "Kagemusha" ("Sobowtór", "The Shadow Warrior"), którego producentem są między innymi George Lucas i Francis Ford Coppola.

Reżyseria: Akira Kurosawa
Scenariusz: Masato Ide, Akira Kurosawa
Muzyka: Shinichirô Ikebe
Zdjęcia: Takao Saito, Masaharu Ueda
Scenografia: Yoshiro Muraki
Producent: Akira Kurosawa

Obsada:
Tatsuya Nakadai jako Shingen Takeda / Kagemusha
Tsutomu Yamazaki jako Nobukado Takeda
Kenichi Hagiwara jako Katsuyori Takeda
Jinpachi Nezu jako Sohachiro Tsuchiya
Hideji Otaki jako Masakage Yamagata

Format obrazu: 1.85:1
Dźwięk:japoński (Dolby Digital 4.0), polski lektor (Dolby Digital 2.0)
Języki napisów: angielski, arabski, czeski, grecki, hebrajski, islandzki, polski, portugalski, węgierski
Dostęp do: scen
Nośnik:dwie płyty
Region: 2
Dystrybutor: Imperial Entertainment
Dodatki: komentarze, Wywiady z Lucasem, Coppolą i Kurosawą, Reportaże, Reklamówki, Zwiastuny



Shingen Takeda, potężny szogun, stał się tak sławny jak legendarne było jego motto wyszyte na proporcach: "Szybki jak wiatr, cichy jak las, gwałtowny jak ogień, nieporuszony jak góra". Ranny poleca członkom swego klanu znaleźć sobowtóra, który go zastąpi, utrzymując jego śmierć w tajemnicy Ma to powstrzymać wrogów przed atakiem. Człowiek wybrany do tej roli zwany był kagemusha (wojownik-cień). Jednakże ten kagemusha okazał się być zwykłym, drobnym przestępcą, który musi jakimś sposobem przekształcić się w wielkiego, charyzmatycznego przywódcę 25.000 samurajów.

To wielkie epickie widowisko o konfliktach wstrząsających XVI-wieczną, feudalną Japonią w 1980 r. było nominowane do dwóch Oscarów (Najlepsza Scenografia, Najlepszy Film Obcojęzyczny). Film otrzymał także Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes.
KOMENTARZE (0)

George Lucas na rozdaniu Oskarów

2007-02-27 15:25:04

Na tegorocznej 79 ceromonii rozdania nagród Akademii filmowej swoją obecność podkreśliły przynajmniej dwie postacie tworzące Gwiezdne Wojny. Pierwszą z nich był jeden, jedyny i niepowtarzalny George Lucas, we własnej osobie. Oto nagrodę w kategorii najlepszy reżyser wręczało Martinowi Scorsese wspaniałe filmowe trio - Francis Ford Copola, Steven Spielberg oraz nasz papcio Lucas. Warto przypomnieć, że wszyscy czterej byli przyjaciółmi ze szkoły filmowej, zaś później czasem współpracowali razem przy swoich pierwszych filmach.
Tuż przed ogłoszeniem wyniku trzej panowie wygłosili standardowy, jak na procedury Akademii, śmieszny żart. Można obejrzeć go na nieocenionym YouTube:









Drugim akcentem gwiezdnowojennym jest Oscar za efekty specjalne dla ILM, czyli ekipy Johna Knolla, odpowiedzialnego za efekty specjalne we wszystkich preqelach. Oskara otrzymali za efekty specjalne za film z "Piraci Karaibów: Skrzynia umarlaka".


od lewej: John Knoll, Hal Hickel, Charles Gibson i Allen Hall

KOMENTARZE (19)
Loading..