TWÓJ KOKPIT
0

George Lucas :: Newsy

NEWSY (1209) TEKSTY (32)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

"Indiana Jones 4" coraz bliżej

2006-03-17 00:07:00 Onet.pl

Harrison Ford potwierdził, że data rozpoczęcia zdjęć do "Indiana Jones 4" jest coraz bliżej, po tym, jak obaj ze Stevenem Spielbergiem zaakceptowali scenariusz.

Wcielający się w głównego bohatera Ford, reżyser Spielberg i producent George Lucas czekali na doskonały scenariusz, aby móc rozpocząć prace nad długo wyczekiwaną przez fanów kontynuacją przebojowej serii.

- Steven Spielberg i ja mamy teraz scenariusz w ręce, który nam obu się podoba - powiedział aktor. - Sądzę, że wkrótce możemy rozpocząć filmowanie.

Przygody detektywa - archeologa można było do tej pory oglądać w "Indiana Jones i ostatnia krucjata" z 1989 roku, "Indiana Jones i świątynia zagłady" z 1984 oraz "Poszukiwacze zaginionej arki" z 1981 roku.

KOMENTARZE (7)

Wywiad z George`em Lucasem

2006-03-11 15:58:00 Resztki Imperium

George Lucas już wielokrotnie okazał się wizjonerem, tym razem wieszczy koniec filmów za wielkie pieniądze. Czy ma rację? Kilka dni przed rozdaniem Oskarów, na których tryumfowały filmy wyprodukowane za małe pieniądze New York Times miał okazję porozmawiać z Lucasem. Właśnie tam przewidział kolejną zmianę w kinematografii.

Siły rynku, które istnieją dzisiaj powodują, że staje się prawie nierealne wydać 200 milionów dolarów na film, mówi Lucas, prawie miliarder dzięki Gwiezdnej Sadze. Te filmy, już mają problemy z zarabianiem na siebie, ale Lucas idzie dalej i mówi, że one już się nie zwracają. Choćby King Kong. Moim zdaniem, mówi Lucas, to wspaniale, że nominacje oskarowe otrzymały głównie filmy niezależne. Lucas obstawiał, że właśnie one zwyciężą w tym roku, jak zresztą się stało. Czy to dobrze dla biznesu? Lucas odpowiada słowami: Nie. To bardzo źle dla biznesu, ale kręcenie filmów to nie biznes, a sztuka!

Zdaniem Lucasa w przyszłości większość filmów wyświetlanych w kinach będzie niezależna! Mało tego przewiduje, że do roku 2025 średni film będzie kosztował jakieś 15 milionów USD.

Możliwe, że to tylko rzucanie słów na wiatr. Mimo wszystko kto jak kto, ale Lucas od lat miał wyczucie rynku i technologii, może nawet bardziej niż samych filmów. Z jednej strony filmom coraz trudniej się przebić, a kolejne marki na rynku tylko go psują. Z drugiej strony, sam Lucas chce obniżyć koszty produkcji, tak by godzina serialu, która będzie go kosztować koło 5-6 milionów, jakościowo odpowiadała godzinie filmu za 50-60 milionów. Obecnie nad tym pracuje w studiach w Sinagpurze, więc kto wie, Lucas może mieć rację.
KOMENTARZE (19)

George Bush nagradza George`a Lucasa

2006-02-16 15:38:00 Onet.pl

Firma Industrial Light and Magic została uhonorowana przez Biały Dom za pracę nad efektami specjalnymi.

Firma Industrial Light and Magic została założona przez George'a Lucasa w lipcu 1975 roku. Jest odpowiedzialna za efekty specjalne do największych superprodukcji w historii kina - od "Gwiezdnych wojen" począwszy, a na "Opowieściach z Narnii" skończywszy.

W tym roku stała się jedną z siedmiu korporacji odznaczonych Narodowym Medalem Technologii, przyznawanym przez administrację Białego Domu. Nagrodę założycielowi wręczył osobiście George Bush.

- Naszym największym bogactwem zawsze byli wykształceni, ciężko pracujący i ambitni ludzie, którzy nazywają ten kraj swoim domem - powiedział amerykański prezydent, przekazując odznaczenie. - Większość najbardziej rewolucyjnych amerykańskich wynalazków, od żarówki Thomasa Edisona po urządzenia Roberta Ledleya, zrodziło się w umysłach kobiet i mężczyzn, którzy mieli wizję i potrafili ją przekształcić w rzeczywistość - dodawał Bush w swoim przemówieniu.

Poza Industrial Light and Magic Medal odebrali:
  • Ralph Baer, inżynier pracujący nad interaktywnymi grami wideo
  • Roger Easton, założyciel firmy RoBarCo, która pracuje nad kosmiczną nawigacją
  • Firma Gen-Probe za pracę nad testami krwi na obecność wirusów
  • Firma IBM Microelectronics za pracę nad pół-przekaźnikami
  • Firma Motorola za wkład w rozwój telefonów komórkowych
  • Firma Paccar za pracę nad aerodynamicznymi, lekkimi ciężarówkami
    KOMENTARZE (7)
  • Zamieszanie wokół serialu

    2006-02-15 15:44:00 AintItCool.com

    Jakiś czas temu serwis Ain't cool news doniósł o niepotwierdzonej wiadomości.
    Otóż według ich informatorów planowany serial aktorski ma być osadzony w czasach Klasycznej Trylogii, a nie jak podano wcześniej między E3 a E4.
    Jednak nie może potwierdzić tych wiadomości. Zarówno sam Lucas na Celebration III mówił o czasach między E3 a E4, a niedawno potwierdził to Steve Sansweet.
    KOMENTARZE (15)

    Kosmiczne granice osiągnięć technicznych

    2006-01-28 15:47:00 Resztki Imperium

    Ósmy z serii artykułów o Lucasie bazuje na tekście Austina Modine’a. Technologiczne nowinki George’a Lucasa to coś o wiele więcej niż cyborgi wyposażone w miecze świetlne, czy statki kosmiczne, które mogą dotrzeć na Kessel w mniej niż 12 parseków. Michael Rubin, autor książki „Droidmaker: George Lucas and the Digital Revolution”, wyjaśnia dokładnie w jakich aspektach Lucas zmienił technologię dzisiejszego kina.

    Dźwięk filmu – już po oryginalnych „Gwiezdnych wojnach”, Lucas był niezadowolony z dostępnej technologii. I choć już wcześniej wyciągnął wszystko, co mógł z istniejącej technologii dźwiękowej, to dopiero podczas produkcji „Powrotu Jedi” mógł sobie poszaleć. W roku 1982 Lucas użył pieniędzy, które przyniosły mu Gwiezdne Wojny, by stworzyć system dźwiękowy, który ostatecznie stał się THX'em. Format ten zmienił oblicze kina i jest używany do dziś.

    Montaż wideo – ograniczenia w montażu filmu pchnęły Lucasa, by w roku 1979 założył departament komputerowy, który miał zbadać nowe możliwości komputerów w zakresie obrazów cyfrowych i elektronicznego montażu, oraz interaktywności. ILM stworzył program EditDroid, który był pierwszym nieliniowym systemem montażu filmu. Podwaliny projektu powstały właśnie w 1979 roku. Program ten pozwolił montażystom ciąć i docinać film, bez oryginalnej taśmy.
    Rubin twierdzi, że choć EditDroid nie był finansowym sukcesem, miał on olbrzymi wpływ na współczesne montażownie. Choć sam system wciąż był analogowy, wskazywał przyszłe możliwości montażu cyfrowego.

    Zdjęcia – to właśnie Lucas przeprowadził przemysł filmowy z epoki celuloidu do cyfrowego formatu. Zdaniem Rubina „Atak klonów” stał się pierwszym filmem, który w całości nakręcono cyfrowo, używając kamer w technologii HDW-F900 camcoder 4:2:2 firmy Sony. W „Zemście Sithów” Lucas poszedł jeszcze dalej, rozwijając technologię kompresji obrazu w wysokiej rozdzielczości.
    Każdy z filmów pchał Lucasa dalej. To, co George chciał uzyskać w „Mrocznym Widmie”, mógł dopiero ziścić w „Epizodzie III”.
    Należy nadmienić fakt, że Rubin nie precyzuje dokładnie, co rozumie jako pierwszy film, w całości cyfrowy. Na pewno wcześniej nakręcono niejeden offowy film z użyciem technologii cyfrowej. Lucas był pierwszym, który zdecydował się wykorzystać ją w kinie komercyjnym. I choć rozpoczął zdjęcia jako pierwszy, to przez długi proces edycji filmu, dał się wyścignąć francuzom. Film „Vidocq” był pierwszym w pełni cyfrowym filmem, który trafił na ekrany kin, mimo, że pierwszy klaps padł na długo po podstawowych zdjęciach do Epizodu II.

    Efekty specjalne – od innowacyjnego użycia modeli, do zaawansowanej grafiki komputerowej. Oto jak Lucas zmienił przemysł tworzenia efektów specjalnych. W roku 1975 założył Industrial Light and Magic, by wyprodukowało efekty do „Gwiezdnych wojen”. To ILM stworzył standardy w tym przemyśle; rozwinęli technologię poklatkową, stworzyli oprogramowanie do animacji i teksturowania modeli 3-D.
    Lucas był współzałożycielem firmy Pixar, którą ostatecznie w roku 1986 odsprzedał Steve’owi Jobsowi.
    Ale zdaniem Rubina, największym „nieszczęściem” Lucasa stały się „Gwiezdne wojny” i ich sukces. Filmy te zakryły wszelkie inne dokonania Lucasa, wszelkie dobrodziejstwa i innowacje, jakie wprowadził do przemysłu filmowego. Gdyby ich nie było, Lucas z pewnością byłby uznany za największego rewolucjonistę technologii filmowej.

    Poprzednie artykuły:
  • Epokowy twórca filmów
  • Ewolucja filmowca
  • Kronika lat
  • Zaprojektowany by pracować…
  • Dom, który zbudował George
  • Taniec fanów
  • Niedocenieni rycerze galaktyki
    KOMENTARZE (3)
  • Lekcja marketingu od samego mistrza

    2006-01-23 18:47:00

    Kolejny, trzynasty, artykuł z serii Lucasowej, bazuje na krótkiej notce informacyjnej o marketingu, jaki uprawia Lucasfilm. Oto jak obserwując działania Lucasfilmu, skutecznie rozreklamować swój produkt.

    Chyba na każdym dobrym wykładzie z teorii marketingu należałoby powiedzieć, że George Lucas i ekipa Lucasfilmu są zadziwiającymi mistrzami w tej dziedzinie. Oto tylko kilka wybranych wycinków z kampanii Epizodu III, która de facto była kampanią wspierającą cała „maszynę” Gwiezdnych Wojen w USA. Po tym trudno się dziwić, że te filmy odniosły tak spektakularny sukces. Pytanie tylko brzmi, czy bez takiej reklamy, odniosłyby go w ogóle?

    PR – Public Relations – PR w przypadku Gwiezdnej Sagi jest po prostu wszechobecny. Dziesiątki głównych seriali, czy popularnych filmów wspominają tu Gwiezdne Wojny, nie mówiąc już o wiadomościach czy talk showach. W dodatku nasiliło się to w okresie przed premierą filmu. Tu chyba najznamienitszym przykładem był serial „The OCs”, podczas którego nie tylko bohaterowie w pewien sposób wspominali Gwiezdną Sagę, ale w bloku reklamowym miał swoją premierę zwiastun. Innym elementem tej obecności, jest kojarzenie fanostwa z pewnymi grupami młodzieży. W zwykłej, prostej komedii „Ostra Jazda” znaleźć można młodzieńca, który w internecie wyszukuje spoilerów do Epizodu II. Nic więcej nie trzeba było mówić. A film ten nie był produkowany podczas premiery „Ataku klonów”. Jest to jednak efekt pewnego umiejscowienia Gwiezdnych Wojen w świadomości amerykanów. Oczywiście wspomagane jest to całą serią wielogodzinnych specjalnych programów poświęconych sadze, czy wielostronicowych artykułów w najważniejszych magazynach, opowiadających o najnowszym filmie. Prawdę mówiąc, trudno znaleźć miejsce, w którym czegoś o Gwiezdnych Wojnach by nie było.

    Jak to wykorzystać we własnym biznesie? – Najlepszym rozwiązaniem jest wynająć Dobrego Publicystę. Trzeba oczywiście wpierw sprawdzić jego referencje, a także to, czy dokładnie rozumie to, co chcemy osiągnąć, no i oczywiście jakie ma koneksje, byśmy nie wylądowali przypadkiem w magazynach niszowych, czy takich z którymi nie chcemy być kojarzeni. Trzeba też trzymać się z dala od tych, którzy cytują P.T. Barnuma, który twierdził, że „nie ma czegoś takiego, jak zła prasa”, lub innymi słowy „nie ważne co piszą, ważne, że nazwisko jest poprawnie napisane”. Tylko trzeba pamiętać o jednym, że w przypadku biznesu który ma nakręcić nam koniunkturę na produkt, zła prasa może w praktyce go uśmiercić. Trzeba zatem zadbać o pochlebne opinie w prasie, jeśli się znajdzie odpowiednich dziennikarzy można zacząć ekspansje biznesową.
    W przypadku gdy mamy ograniczony budżet, można skorzystać z usług firmy PR, która oferuje tak zwany ekonomiczny pakiet, polegający na tym, by przede wszystkim publikować artykuły w o wiele tańszej prasie internetowej.
    Ale najważniejsze jest to, by umieścić informację, i pozytywną opinię w jak największej ilości miejsc.

    Merchandising – tu Lucas jest nie tylko niekwestionowanym królem, ale też właściwie twórcą nowoczesnego rozumienia tego słowa. Merchandisig to sprzedawanie licencji na wszelkiego rodzaju produkty powiązane i czerpanie z tego zysków. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Rancho Skywalkera przez najbliższe lata mogłoby się tylko utrzymywać z merchandisingu, dzięki wszechobecności produktów z logo Star Wars, od zabawek aż po pudełka z owsianką.

    Jak to wykorzystać we własnym biznesie? – Trzeba promować, promować, i jeszcze raz promować. Pamiętać, by każdy potencjalny klient widział produkt z naszym logo, w praktycznie każdym miejscu każdego sklepu. By wędrując między półkami znajdywał całkowicie różne produkty zapakowane i kojarzone w ten sam sposób. Nie można pozwolić mu zapomnieć o naszym głównym produkcie.

    Wielki film – Gwiezdne Wojny Część III – Zemsta Sithów to wielki film. Wszystko w nim jest wielkie wspaniałe, opowieść, reżyseria (tak było w oryginale), aktorstwo (j.w.), obsada, efekty specjalne, muzyka, dźwięk, montaż. Wszystko z najwyższej pułki. A widz nie może się doczekać, by obejrzeć film ponownie i ponownie. Ważne by miał, za każdym razem, co odkrywać i kochać film jeszcze bardziej.

    Jak to wykorzystać we własnym biznesie? – Dostarczyć dobry produkt. Niezależnie jak dobry marketing będziemy mieć, gdy nasz produkt będzie słaby, nic nie wskóramy. A im słabszy będzie, tym trudniej będzie nam potem odzyskać dobre imię. Trzeba zatem pamiętać, by produkt był dobry, a obsługa i cała otoczka idealna.

    I na koniec jeszcze jedna ważna lekcja, choć trudna do wykorzystania w początkowym stadium wprowadzania nowego produktu. Ta lekcja brzmi tak – wykorzystać fanów, by oni zajęli się reklamowaniem wszystkiego. To oni nakręcają merchandsing, ale oni muszą też mieć cały czas o czym pisać i czym się pasjonować. Nic tak nie nakręca atmosfery jak kontrolowane przecieki. A to także często prowadzi do ogólnego zwiększenia wszechobecności produktu w mediach i kulturze masowej.

    Oczywiście obserwując inne firmy i ich kampanie reklamowe, można się jeszcze wiele nauczyć, samym tylko obserwowaniem. W przypadku Gwiezdnych Wojen warto też prześledzić historię tych działań, by zadać sobie pytanie, czy Lucas jest większym kreatorem i wizjonerem świata wymyślonego (przez scenariusz), czy może rzeczywistości (przez marketing).
    KOMENTARZE (0)

    Niedocenieni rycerze galaktyki

    2006-01-21 16:56:00 Resztki Imperium

    Kolejny, siódmy z serii Lucasowych artykułów będzie dość nietypowy. Thomas McLean po krótce opisał osoby, które zmieniły kino, lecz pozostały w cieniu George’a. To właśnie dzięki tej armii buntowników Gwiezdne Wojny stały się tym, czym się stały. Wiele z tych osób stworzyło koncepcję, przypisane później Lucasowi. Większość z nich to niedocenieni Rycerze Galaktyki Lucasa. Oto spis osób, które dzięki Gwiezdnej sadze miały wpływ nie tylko na życie setek fanów, ale i kinematografię.

    John Barry – twórca oryginalnej scenografii. To właśnie on miał największy wpływ na powstanie i urzeczywistnienie idei Lucasa znanej jako „używany wszechświat”. Nie miał przy tym możliwości poprawiania czegoś komputerowo, jak robiono to w prequelach. Większość inspiracji czerpał z komiksów i innych industrualnych obrazów.

    Leigh Brackett – słynna scenarzystka sci-fi, uwikłana w “Imperium kontratkauje”. Niestety, wkrótce po ukończeniu pierwszej wersji scenariusza, Brackett zmarła na raka, a Lucas sam poprawiał scenariusz, zanim ostatecznie przekazał go Lawrence’owi Kasdanowi, by ten dokończył projekt.

    Ben Burtt – jeden z nielicznych ludzi, którzy pracowali przy wszystkich częściach Sagi. Burtt jest twórcą dźwięków blasterów, bitew w kosmosie czy mieczy świetlnych. Jego innowacyjne techniki przyczyniły się do rozwoju i uznania dźwięku w kinematografii.

    Doug Chiang – gdy Lucas zaczął planować prequele, Chiang przyłączył się do departamentu konceptów, nie tylko ekstrapolował specyficzny wygląd „Gwiezdnych wojen”, ale był też instrumentem, który pomagał Lucasowi tworzyć scenariusz. Cyfrowe technologie pomogły artystom wizualizować praktycznie każdą koncepcję, którą Lucas chciał sprawdzić, razem z całymi rasami czy planetami.

    Ryan Church, Eric Tiemens – po ciężkich wysiłkach Chianga przy Epizodzie I, Church i Tiemens dołączyli do artystów pracujących pod kierownictwem Chianga nad "Atakiem klonów", a potem, samodzielnie nadzorowali wszystko przy "Zemście Sithów". To na ich barkach spoczywała wizualizacja scenariusza i wskazanie rozwoju scenografii z tego, co znamy z "Mrocznego widma" do tego, co było w klasycznej trylogii.

    Rob Coleman - w oryginalnej trylogii nie było animatorów, w prequelach jest całe mnóstwo postaci cyfrowych, które musiały współistnieć nie tylko z aktorami, ale też efektami specjalnymi. Coleman dowodził ekipie, która stworzyła Jar Jara i przetransformowała Yodę z kukiełki w cyfrowego bohatera.

    John Dykstra – stworzenie komputerowo kontrolowanego systemu kamer, stało się rzeczą, której najbardziej wymagały efekty wizualne "Gwiezdnych wojen". Dykstra był w centrum rewolucji filmowych efektów specjalnych. Współtworzył Industrial Light & Magic, zdobył Oskara. Odszedł po pierwszym filmie, by założyć własną firmę. Obecnie pracuje w Sony Imageworks.

    Nick Gillard – choć pojedynki na miecze świetlne w oryginalnej trylogii, były ekscytujące, odbywały się między młodym uczniem, starcem i złym cyborgiem. Prequele wymagały stworzenia technik walki w pełni wyszkolonych Jedi. To właśnie Gillard stworzył indywidualne style walk dla Maula, Anakina czy Yody.

    Paul Hirsch, Richard Chew – Sposób opowiadania historii w „Gwiezdnych wojnach” jest bardzo szybki i zmienił sposób edycji filmów. Lucas był montażystą sam, ale wspierali go też Hirsch i Chew, oraz żona Marcia, współodpowiedzialna za pierwszą wersję filmu. Ich praca została nagrodzona Oskarem. Hirsch rozwijał swój styl jeszcze w „Imperium kontratakuje”.

    Joe Johnston – zaczął swoją pracę nad trylogią jako artysta rysujący storyboardy i budowniczy modeli. Był też reżyserem efektów specjalnych w „Imperium kontratakuje” i „Powrocie Jedi”. Sam reżyserował „Park Jurajski 3”.

    Lawrence Kasdan – jego praca przy “Poszukiwaczach Zaginionej Arki” pozwoliła mu wkupić się w łaski Lucasa i zastąpić na stanowisku scenarzysty Lee Brackett. To właśnie on jest odpowiedzialny za wiele z pamiętnych kwestii klasycznych postaci. Przy "Powrocie Jedi" to właśnie on był jednym z największych zwolenników zabicia Hana Solo, ale Lucas się nie zgodził.

    Irvin Kershner – dawny mentor Lucasa w USC, który zastąpił go na fotelu reżyserskim w "Imperium kontratakuje", kierując sagę w mroczniejszym kierunku. W rezultacie Epizod V ma najlepsze recenzje z całej starej trylogii.

    John Knoll – gdy zaczęto pracę nad prequelami, rola speca od efektów specjalnych zdecydowanie się zmieniła. Knoll nadzorował prace nad tysiącem cyfrowych ujęć, poprawionych zdjęć i łączenie technologii cyfrowej z tradycyjną. To on odpowiada za wyścig podracerów, Wojny Klonów czy pojedynek Anakina z Obi-Wanem.

    Gary Kurtz – dawny koproducent Lucasa jeszcze z czasów „Amerykańskiego Graffiti”, współpracujący z nim na długo przed rozpoczęciem prac nad "Gwiezdnymi wojnami". Wyprodukował oryginalny film i "Imperium kontratakuje", potem generalnie drogi jego i Lucasa się rozeszły. Kurtz wyprodukował między innymi „Ciemny Kryształ” i „Powrót do Oz”.

    Alan Ladd Jr. – dyrektor Foxa, był pierwszą osobą która ujrzała potencjał Gwiezdnej Sagi i to właśnie on pokładał najwięcej nadziei w młodym reżyserze i jego kosmicznej fantasy. Postawił na szali bardzo wiele, ale choć w dużej mierze dzięki Sadze uratował studio, musiał ustąpić ze stanowiska, za to, że zgodził się odstąpić prawa do sequeli i produktów Lucasowi.

    Rick McCallum – dołączył do ekipy Lcuasfilmu na początku roku 1990 by pracować nad serialem TV „Kroniki młodego Indiany Jonesa”. Potem był producentem wersji specjalnych, a ostatecznie prequeli. Jest prawą ręką Lucasa i to on firmował prequele.

    Ralph McQuarrie – dawny ilustrator dla olbrzymich korporacji jak Boeing. McQuarie został ilustratorem koncepcji artystycznych, które miały odzwierciedlać pomysły Lucasa. Jego szkice i obrazy pomogły Lucasowi sprzedać Foxowi pomysł na kosmiczną sagę. Wiele z pomysłów narysowanych przez McQuarriego pozostało wykorzystanych w filmie bez zmian.

    John Mollo – napisał wiele ilustrowanych książek o strojach wojskowych, przez co stał się idealnym kandydatem by stworzyć autentycznie wyglądające kostiumy. Doradzał wcześniej choćby przy „Barrym Lyndonie”, ale to „Gwiezdne wojny” były jego pierwszym własnym filmem. Potem projektował jeszcze kostiumy dla „Imperium kontratakuje”, „Obcego” czy „Gandhiego”.

    Dennis Muren, Ken Ralston, Richard Edlund – to właśnie ta trójka przejęła pałeczkę twórców efektów specjalnych po Dykstrze. To oni musieli zmierzyć się z rosnącą ilością wyzwań z filmu na film. Każdy z nich stał się gigantem w przemyśle F/X. Muren pracował nad "Mrocznym widmem", czy „Wojną Światów”. Ralston był pionierem grafiki komputerowej w „Forreście Gumpie” czy „Masce”, a Edlund tworzył efekty do „Pogromców duchów” czy „Aniołów w Ameryce”.

    Poprzednie artykuły o Lucasie:
  • Epokowy twórca filmów
  • Ewolucja filmowca
  • Kronika lat
  • Zaprojektowany by pracować…
  • Dom, który zbudował George
  • Taniec fanów
    KOMENTARZE (8)
  • George Lucas o produkcji Indiany Jonesa 4

    2006-01-20 20:02:00 Stopklatka

    Jak donosi Stopklatka:

    Niedawno pojawiła się informacja, zgodnie z którą Harrison Ford, zamierzał zrezygnować z roli w "Indianie Jonesie 4" jeśli George Lucas i Steven Spielberg, nie ruszą z jego produkcją do 2007 roku.

    W wywiadzie dla MTV o planach związanych z realizacją kolejnej części przygód Indy'ego mówił niedawno George Lucas. Prace trwają - zapewnia Lucas. Po długim pisaniu, pisaniu i pisaniu, zbliżamy się w końcu do momentu, w którym produkcja będzie mogła ruszyć. Mam nadzieję, że stanie się to już w tym roku, a film będzie gotowy w 2007.

    Fabułę "Indiany Jonesa 4" pisał tak długo Jeff Nathanson, autor scenariusza "Godzin szczytu", który dla Spielberga napisał już "Złap mnie, jeśli potrafisz" i "Terminal". Scenariusz Nathansona jest drugą wersją fabuły nowego filmu o przygodach Indy'ego. Autorem pierwszej wersji jest Frank Darabont. Jego tekst nie zyskał jednak aprobaty ani Lucasa, ani Spielberga, ani Forda. Tekst Nathansona uzyskał ich aprobatę już kilka miesięcy temu, jednak jak widzać mieli do niego kilka uwag...

    KOMENTARZE (5)

    Harrison Ford grozi Spielbergowi i Lucasowi

    2006-01-20 15:30:00 Stopklatka

    Jak donosi Stopklatka:

    Wszystko wskazuje na to, że przedłużające się przygotowania do realizacji "Indiany Jonesa 4" trochę zdenerwowały Harrisona Forda, który po raz kolejny ma wcielić się w rolę dzielnego archeologa.

    W jednym z udzielonych jakiś czas temu wywiadów Ford oświadczył podobno, że jeśli produkcja nie ruszy w ciągu najbliższych dwóch lat, George Lucas i Steven Spielberg będą musieli znaleźć innego odtwórcę roli Indy'ego. Teraz jest bardzo dobry czas na rozpoczęcie produkcji - mówi Ford. Jest bardzo pozytywna atmosfera wokół projektu, więc jeśli produkcja nie rozpocznie się w ciągu dwóch najbliższych lat, to powinniśmy o nim w ogóle zapomnieć.

    Według najnowszych informacji prace na planie "Indiany Jonesa 4" mają rozpocząć się jesienią tego roku.

    KOMENTARZE (5)

    AFI: od ruchomych obrazów cyfrowego kina

    2005-12-21 21:54:00

    Dwunasty artykuł z cyklu Lucasowego jest mocno powiązany z jedenastym i skupi się na historii nagrody AFI, bazuje oczywiście na artykule Pameli McClintock.

    Amerykański Instytut Filmowy (w skrócie AFI – American Film Institute) utrzymuje swoją niezależność, bez specjalnych dotacji państwowych. Utrzymuje się w dużej mierze z darowizn przekazanych przez firmy i osoby prywatne. Przeszło dekadę wcześniej AFI wyrwało się z Narodowego Funduszu dotującego szeroko pojętą sztukę i zaczęło istnieć jako samoistna, samofinansująca się nie dochodowa organizacja.

    Rok 2004 przyniósł jedną z największych, jeśli nie największą, zmianę w filozofii AFI. Po wielu latach szukania swojego oblicza, postanowiono zmienić podstawową misję, tak by zajmować się promocją i docenieniem mediów cyfrowych, a nie tylko filmu i TV.

    Przychód AFI w roku 2004 wyniósł 30,5 mln USD, wzrósł z 28 mln od poprzedniego roku. Planowane wydatki na realizacje programu przewidziano na 26 mln (23,2 mln w roku 2003).

    Firstenberg, szef instytutu od przeszło 25 lat, z rozrzewnieniem wspomina ciężką połowę lat 90., kiedy to Narodowy Fundusz Sztuki wycofał, na wniosek skrajnych konserwatystów swoje poparcie i pomoc finansową dla AFI. W tamtym okresie skończyło się na tym, że jedynie 2 miliony z 12 były wpłacane przez fundusz rządowy. A warto dodać, że to właśnie NFS wraz z Stowarzyszeniem Filmowców Ameryki i Fundacją Forda powołały w roku 1967 AFI, by promować ruchome obrazy jako formę sztuki.

    I tak oto zmienił się sposób, w jaki finansowano AFI, które wcześniej było największym beneficjentem NFSu.

    I choć AFI jest instytucją nie nastawioną na zysk, to jednak trzeba pamiętać, że musi być instytucją samofinansującą się. Część ich budżetu pochodzi też z programów telewizyjnych, które sami produkują. I tu nie tylko mowa o samych ceremoniach wręczenia nagród za życiowe osiągnięcie, ale też nowszych produkcjach np. serii programów „100 lat...”,

    20 czerwca tego roku telewizja NBC wyemitowała ceremonię przyznania nagrody AFI George’owi Lucasowi. A następnego dnia CBS wyemitował program „100 lat... 100 cytatów filmowych” wyprodukowany przez AFI, z Piercem Brosnanem w roli prowadzącego. W roku 2004, AFI zarobiło przeszło 10,7 mln za swoje programy telewizyjne.

    Drugą poważną częścią zarobków AFI są pieniądze za szkolenia filmowców (5,9 mln USD), potem dopiero są prywatne dotacje w wysokości 4,8 mln USD. Dla porównania federalne dotacje to jedynie 843168 USD. Ale zdaniem skarbnika AFI, Bruce’a Neinera odpalenie serii „100 lat” z nawiązką zastąpiło finanse rządowe, pozwoliło AFI stanąć na nogi.

    Ale AFI to nie tylko programy telewizyjne, dotacje i przyznawanie nagród za życiowe osiągnięcia. To przede wszystkim rozbudowane programy szkoleniowe, które powstały dzięki współpracy z Amerykańskim Departamentem Edukacji i Best Buy Children’s Foundation. To właśnie dzięki nim studenci uczą się o technikach i narzędziach filmowych. Z programu AFI K-12 skorzystało ponad 400 nauczycieli i 30 tysięcy studentów w ponad 200 szkołach w USA. W roku 2006 AFI ma nadzieję, że z ich programów skorzysta kolejnych 5 tysięcy nauczycieli i 60 tysięcy studentów.

    Inną z działalności AFI jest tworzenie katalogu. To baza danych o wszystkich filmach 20 wieku. Ukończenie katalogowania kolejnej dekady zajmuje około 5 lat. W roku 2004 udało się w wirtualny sposób skatalogować przeszło 3300 filmów, które powstały w latach 50.

    Jednak to nie koniec, AFI ma całą masę ambitnych projektów, które być może zaczną już być wdrażane w roku 2006. Właśnie dlatego zmieniono cel przyświecający tej instytucji. Dotychczas brzmiał on „rozwijać i zachowywać sztukę ruchomych obrazów”. Nowy cel brzmi “Narodowy instytut przodujący w edukacji ekranowej oraz promocji i rozwoju sztuki filmowej, telewizyjnej i mediów elektronicznych.” Firstbenberg i Stevens z AFI tłumaczą, ze wszystko to wynika z powodu, iż trzeba iść z duchem czasu i obowiązkiem AFI jest wspieranie nie tylko tradycyjnego kina, ale też nowych technologii jak chociażby DVD.

    I tak właśnie będzie wyglądać teraz AFI, której celem jest nie tylko promowanie filmów i szeroko rozumianej sztuki filmowej, choćby przez wskazywanie ludzi, którzy swoją pracą zrobili wiele dla kinematografii. Celem AFI jest też pomoc w rozwoju technologicznym, a patrząc na w praktyce trzy ostatnie dekady światowego kina, trudno było lepiej wybrać nagrodzonego, niż George’a Lucasa. Nagroda dla niego, to także, a może przede wszystkim trybut, nie tyle za osiągnięcia artystyczne, ale za odmianę i to nie tylko technologiczną kina w ogóle.
    KOMENTARZE (0)

    Starwarsówek na koniec roku

    2005-12-20 09:53:00 różne

    Nowy zwiastun do Piratów z Karaibów

    W sieciu ukazał się pierwszy zwiastun do letniego przeboju kinowego - "Piraci z Karaibów: Skrzynia Umrzyka", drugiej części fenomenalnego filmu z 2003. W rolach głównych ponownie Johnny Depp, Orlando Bloom oraz Keira Knightley (czyli Sabe z TPM). Film pojawi się w USA na początki lipca, u nas niedługo potem. Zwiastun możecie zobaczyć tutaj. A jego komentarz wpisać tutaj.

    Nominacje do Złotych Globów

    Ogłoszono nominacje do Złotych Globów, jednej z najważniejszych i najsłynniejszych, po Oskarach, nagród filmowych. Warto zaznaczyć, że nominowano także dwoje starwarsowców:

    NAJLEPSZA AKTORKA W KOMEDII LUB MUSICALU
    Judi Dench - "Mrs. Henderson Presents"
    Keira Knightley - "Pride and Prejudice"
    Laura Linney - "Squid and the Whale"
    Sarah Jessica Parker - "The Family Stone" ("Rodzinny dom wariatów")
    Reese Witherspoon - "Walk the Line"

    NAJLEPSZA MUZYKA
    Alexandre Desplat - "Syriana"
    James Newton Howard - "King Kong
    " Gustavo Santaolalla - "Brokeback Mountain"
    Harry Gregson-Williams - "The Chronicles of Narnia: The Lion, The Witch and the Wardrobe"
    John Williams - "Memoirs of a Geisha"

    Pełna lista nominacji znajduje się tutaj.

    Lucas już w pełni zaangażowany

    za http://www.indianajones.stopklatka.pl/
    Ostatnio George Lucas odwiedził Nowy Jork, aby zobaczyć premierę filmu "King Kong". Lucas znalazł wtedy nieco czasu na przeprowadzenie kilku wywiadów. W jednym z nich powiedział, że cały czas wprowadza poprawki do scenariusza "Indiany Jonesa 4" napisanego przez Jeffa Nathansona. Lucas zapewnił też, że temu projektowi "poświęca obecnie cały swój czas i że koniec nadejdzie zanim Harrison Ford znajdzie się w domu starców."
    Nadal czekamy więc z niecierpliwością na efekty jego pracy.


    Nowa rola Carrie Fisher

    Carrie Fisher, czyli księżniczka Leia powraca do kina, z kolejną małą rólką. Tym razem będzie to film "Suffering Man's Charity", czarna komedia w reżyserii Alana Cumminga. W filmie wystąpią Alan Cumming, David Boreanaz, Anne Hache, Henry Thomas i Carrie Fisher. Będzie to niskobudżetowa produkcja, na którą pieniądze wyłożą DJ Paul, Donald Zuckerman i Craig Snider. Zdjęcia rozpoczną się w Los Angeles.

    Boreanaz wcieli się w rolę pisarza, który zostaje przez przypadek zabity przez Cumminga pewnego wieczoru. Cumming odkrywa niewydaną powieść zabitego, kończy ją i wydaje ją pod swoim nazwiskiem. Staje się ona sukcesem, a jej autor zaczyna go nawiedzać...

    Jedwabna rola Keiry Knightley

    Jak donosi Onet.pl:
    Keira Knightley zagra w filmowej adaptacji powieści "Jedwab" autorstwa Alessandro Baricco.

    Akcja bestsellera rozgrywa się w XIX wieku we Francji. Aktorka wcieli się w Helenę, żonę szmuglera jedwabiu, Herve'a Joncoura. W czasie jednej ze swoich wypraw do Japonii, mężczyzna poznaje piękną Europejkę, konkubinę lokalnego barona, na punkcie której zaczyna szaleć. Mimo różnic kulturowych i odmiennego języka, między bohaterami nawiązuje się romans. O mocno skrywanym uczuciu męża dowiaduje się w końcu Helena.

    W głównej roli męskiej najprawdopodobniej wystąpi Michael Pitt.

    Za kamerą staje Francois Girard, twórca "Purpurowych skrzypiec". Filmowiec jest również współautorem scenariusza, który powstał we współpracy z Baricco. Zdjęcia rozpoczną się na wiosnę przyszłego roku, kiedy Keira Knightley zakończy zdjęcia do drugiego z sequeli produkcji "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły".

    Aktorka niedawno zagrała w "Dumie i uprzedzenie".


    Trójwymiarowy "Indiana Jones 4"?

    Steven Spielberg udzielił ostatnio wywiadu podczas wizyty na jednej z amerykańskich uczelni. Opowiadał on m.in. o "Parku Jurajskim 4", prawdopodobnym remake'u "Sugarland Express" oraz... "Indianie Jonesie 4" w 3D! Zgadza się, to nie pomyłka. Podobno George Lucas ma ochotę wydać czwarty film o Indym w trójwymiarze!

    Na szczęście Spielberg, jako reżyser znany ze swych konserwatywnych poglądów, zdecydowanie zaprzeczył, iż miałby kręcić "Indianę Jonesa 4" w technologii 3D. Dodał również, że widział już testy niektórych klasycznych produkcji przeniesionych w trójwymiar: "Casablancę", "Top Gun" i "Poszukiwaczy Zaginionej Arki". Według niego "Casablanca" wygląda wręcz okropnie, więc filmowcy muszą być niezwykle ostrożni przy przenoszeniu starych pozycji w nowe technologie.

    Najprawdopodobniej wydanie czwartej części przygód Indy'ego w trójwymiarze to tylko plotka, jednak prawdą jest, że filmowe technologie 3D są coraz doskonalsze. Miejmy nadzieję, że "Indiana Jones 4" zostanie nakręcony i wydany tak samo jak klasyczna trylogia.


    Rozszerzony soundtrack w 2006!

    Wspaniała wiadomość dla fanów muzyki z filmów o Indianie Jonesie! Wytwórnia Silva Screen Records, która w przeszłości wydała już m.in. płytę "The Indiana Jones Trilogy", zapowiedziała wydanie ścieżek dźwiękowych ze wszystkich filmów o Indym w 2006 roku! Pakiet ten będzie zawierał 3 rozszerzone soundtracki z wieloma niepublikowanymi wcześniej utworami. Obecnie trwa ich nagrywanie - będą one oczywiście zremasterowane, aby ich jakość nie odbiegała od najnowszych standardów.

    Najlepsi filmowi przywódcy wszechczasów

    Na koniec mała lista za Stopklatką

    Najlepszy filmowy przywódca - w naszym plebiscycie tym razem padł remis. Charyzmatyczny wódz Szkotów stanął klinga w klingę z charyzmatycznym rzymskim generałem Maximusem.

    Bodaj po raz pierwszy w historii naszego sondażu mamy remis. Dwaj triumfatorzy plebiscytu "Cinemy", Esensji i serwisu Stopklatka.pl od początku szli miecz w miecz. Jak widać makiawelizm i kunktatorstwo nie cieszą się Waszym uznaniem (spece w tej dziedzinie wyraźnie przegrali). Zwyciężyli ludzie szlachetni i prostolinijni, którzy do końca pozostali wierni swoim zasadom, wierząc w wolność i sprawiedliwość, i którzy padli ofiarą niecnych intryg przeciwników.

    William Wallace (Mel Gibson) - waleczny bohater średniowiecznej Szkocji, pokazał Anglikom, gdzie raki zimują (a przy okazji, co ma pod spódnicą). Maximus (Russell Crowe) udowodnił, że rasowy dowódca odnajdzie się nawet na piasku areny. Warto wspomnieć, że obaj laureaci znaleźli się też w czołówce listopadowego plebiscytu na najefektowniejszy zgon bohatera filmowego (Wallace drugi, Maximus czwarty). Czyżby w głosujących odezwał się polski fatalizm? W końcu wychowywaliśmy się na lekturach i filmach, w których bohater oddawał życie (patrz: Wallenrod, Chełmicki, Popiołek, Janosik, Wołodyjowski).

    Na miejscu drugim zaskoczenie. Wielki zdobywca Aleksander Macedoński w interpretacji Colina Farrella. Podejrzewamy, że to - znane ze szkoły - ślizganie się na opinii (historycznej), bo w filmie Stone'a, mimo najszczerszych chęci, nijak geniuszu wodza dopatrzeć się w chaotycznych działaniach Farrella nie potrafiliśmy. Bohaterowie starożytności zdominowali Wasze głosowanie - do panteonu herosów w spódniczkach dołączyli jeszcze wódz powstania niewolników Spartakus Kirk Douglas z filmu Stanleya Kubricka (nr 5.) i wrażliwopięty Achilles Brad Pitt (nr 8., chyba za fotogeniczność ;-).

    Na pozycji trzeciej kolejny wielki nieskazitelny, czyli Aragorn z "Władcy Pierścieni", zaś w pierwszej 10. jeszcze jeden towarzysz jego wyprawy - "Gandalf" (nr 9.). Na czwartej jedyny przedstawiciel współczesności - mafijny cappo di tutti cappi, czyli Ojciec chrzestny Vito Corleone w legendarnej interpretacji Marlona Brando. Fakt, don Vito przywódcą był dobrym, ale motywy jego działań już takie dobre nie były. Choć to być może bohater na miarę polskiej aferalnej rzeczywistości?

    Na liście nie mogło zabraknąć bohaterów "Gwiezdnych wojen". Na miejscu szóstym znalazł się Darth Vader, zaś o pozycję niżej Palpatine. Dziesiątkę uzupełnia nieskazitelny Tom Hanks w "Szeregowcu Ryanie".

    Oto pierwsza 10. waszych ulubionych przywódców filmowych:

    1. William Wallace (Mel Gibson) w filmie "Braveheart - Waleczne Serce" - 17,26%
    1. Maximus (Russell Crowe) w filmie "Gladiator" - 17,26%
    2. Aleksander Wielki (Collin Farrell) w filmie "Aleksander" - 9,70%
    3. Aragorn (Viggo Mortensen) w filmie "Władca Pierścieni" - 5,85%
    4. Don Vito Corleone (Marlon Brando) w filmie "Ojciec chrzestny" - 2,71%
    5. Spartakus (Kirk Douglas) w filmie "Spartakus" - 2,71%
    6. Darth Vader (David Prowse/ głos James Earl Jones) w filmie "Gwiezdne wojny" - 2,14%
    7. Palpatine (Ian McDiarmid) w filmie "Gwiezdne wojny" - 1,57%
    8. Achilles (Brad Pitt) w filmie "Troja" - 1,57%
    9. Gandalf (Ian McKellen) w filmie "Władca Pierścieni" - 1,57%
    10. John Miller (Tom Hanks) w filmie "Szeregowiec Ryan" - 1,43%

    Nie mniej ciekawie przedstawiają się wasze kolejne propozycje. Wśród znaczących przywódców znaleźli się m.in. Adolf Hitler z filmu "Upadek" (czy nam się to podoba czy nie), Król Artur w wykonaniu Clive'a Owena, kolejny Ojciec chrzestny rodziny Corleone, czyli Michael Corleone. Nie mogło zabraknąć miejsca dla dwóch matrixowych bohaterów czyli Morfeusza i Neo, ale zauważyliście też Janka Kosa z serialu "Czterech pancernych i pies".

    Listę nagrodzonych osób znajdziecie wkrótce na stronie www.cinema-magazyn.pl

    KOMENTARZE (0)

    Laureaci AFI

    2005-12-05 08:20:00

    W jedenastym artykule z cyklu Lucasowego przedstawię listę osób uhonorowanych nagrodą Amerykańskiego Instytutu Filmowego przez ponad 30 lat. Osoby, które otrzymały tę nagrodę wiele mówią o jej wyjątkowości. Zobaczmy z kim dzieli ją George Lucas i jak się na tle ich dorobku prezentuje. Warto też zauważyć, które nazwiska wciąż pomimo lat świecą dawnym blaskiem, a które przykrył już kurz czasu. Jak będzie z Lucasem? Zobaczymy.

    Poniżej ta lista.

    1973 John Ford – słynny reżyser znany głównie z westernów i filmów wojennych z Johnem Waynem.
    1974 James Cagney – słynny aktor, dziś już trochę zapomniany. Grał choćby w oryginalnej wersji “Ladykillers”.
    1975 Orson Welles – legendarny aktor i reżyser, słynny choćby ze względu na pamiętną rolę w “Obywatelu Kane”
    1976 William Wyler – reżyser “Rzymskich Wakacji” czy “Ben-Hura”
    1977 Bette Davis – słynna klasyczna aktorka, znana choćby z filmu “Wszystko o Ewie”
    1978 Henry Fonda – słynny aktor
    1979 Alfred Hitchcock – jeden z najsłynniejszych twórców horrorów
    1980 James Stewart - aktor
    1981 Fred Astaire – słynny aktor i tancerz
    1982 Frank Capra – reżyser i scenarzysta
    1983 John Huston – aktor, reżyser, twórca „Sokoła Maltańskiego” czy pierwszej wersji „Casino Royale”
    1984 Lillian Gish - aktorka
    1985 Gene Kelly – aktor, reżyser, grał choćby w „Deszczowej piosence”
    1986 Billy Wilder – scenarzysta, reżyser
    1987 Barbara Stanwyck – aktorka
    1988 Jack Lemmon – słynny aktor, głównie komediowy
    1989 Gregory Peck - aktor
    1990 Sir David Lean – reżyser, twórca „Lawrence’a z Arabii”, „Doktora Żywago” czy „Mostu na rzecze Kwai”
    1991 Kirk Douglas - aktor
    1992 Sidney Poitier – aktor, pierwszy czarnoskóry laureat Oskara i AFI
    1993 Elizabeth Taylor – słynna aktorka, występowała choćby w „Kleopatrze”
    1994 Jack Nicholson – jeden z najsłynniejszych aktorów naszych czasów
    1995 Steven Spielberg – reżyser, przyjaciel Lucasa, współtwórca „Indiany Jonesa”
    1996 Clint Eastwood – aktor, reżyser (choćby „Bez przebaczenia”)
    1997 Martin Scorsese – reżyser („Gangi Nowego Jorku”, „Aviator”)
    1998 Robert Wise – reżyser („West Side Story”, „Star Trek”)
    1999 Dustin Hoffman – aktor („Sprawa Kramerów”)
    2000 Harrison Ford – aktor („Indiana Jones”, „Gwiezdne Wojny”)
    2001 Barbra Streisand - aktorka
    2002 Tom Hanks – aktor („Forrest Gump”)
    2003 Robert De Niro – aktor („Taksówkarz”)
    2004 Meryl Streep - aktorka
    2005 George Lucas – scenarzysta, reżyser, człowiek, który odmienił oblicze kina
    KOMENTARZE (0)

    Taniec fanów

    2005-12-04 16:51:00 Resztki Imperium

         Oto szósty z cyklu artykułów poświęconych Lucasowi. Tym razem autorem pierwowzoru był David Haetz.
         Całkiem niedawno temu, w galaktyce wcale nie tak odległej, można było wyczuć zakłócenie w Mocy spowodowane przez grupę Rycerzy Jedi, którzy rozstawili swoje namioty na chodnikach Manhattanu. Przez cztery tygodnie, koczowali pod Ziegfeld Theater, aby być pierwszymi, którzy ujrzą najnowszy i ostatni zarazem film w podwójnej trylogii. Tuż przed samą premierą „Zemsty Sithów” muszą się jednak zmierzyć z całkowicie nową perspektywą, z końcem. Po trzech dekadach uczestniczenia w przygodach droidów czy Wookiech, życia kosmiczną sagą fantasy, w wielu przypadkach od najmłodszych lat, nadchodzi czas pożegnania.
         A jak zachowywali się fani? Jedni ubrani w strój Luke’a czy Obi-Wana na chodnikach odgrywali sceny z pierwszego filmu (z 1977). Inni ograniczyli się do strojów, np. nosząc czapki z uszami Yody.      Lecz nagle, niczym przybywający z innej galaktyki, pojawia się Generał Grievous, a raczej jego głos, czyli aktor Matthew Wood. Fani otoczyli go natychmiast jak stado Ewoków szturmowca, błagając, o chociaż jeden „spoiler”. Wood próbował im po angielsku uciec.
         Ale sytuacja ta nie jest wyjątkowa tylko w Nowym Jorku. Od najdalszych kin w Hollywood, aż po Królewską Orkiestrę Symfoniczną w Londynie, koczowały „dzieci Lucasa”, przygotowane do życia na planecie BezQuel (gra słów w oryginale NoQuel, nawiązujące do PreQuel – rzecz dziejąca się wcześniej, SeQuel – później, czy SideQuel – w tym samym czasie, lecz innym miejscu). Wtedy, ba a nawet jeszcze teraz, zdaje się zauważać, że jeszcze nikt nie jest gotów zaakceptować, że finalna kurtyna zapadnie po raz ostatni w spektaklu „Gwiezdnych Wojen”.
         „Zawsze coś będzie”, pociesza się Steve Lorenzo, jeden z zagorzałych fanów czekających przed Ziegfeld. „Może nie będzie filmów, ale to nie oznacza końca `Gwiezdnych Wojen`” – dodaje.
         Ale fani Gwiezdnej Sagi nie mieli łatwo. Zostało ich niewielu, tych kilku prawdziwie oddanych, którzy nie dali się odciągnąć wiązce przyciągającej rzeczywistości (np. w postaci krytycznych recenzji filmów). Przez lata ludzie tacy jak Lorenzo byli torturowani oczekiwaniem na kolejne filmy i niepewnością. Oni nie byli fanami, byli fanatykami.
         Fani "Gwiezdnych Wojen", w znacznej części mężczyźni, musieli przeżyć jeszcze gorsze rzeczy. Choćby program Conana O’Briena (z Latenight talkshow, potem słynny także i w internecie), który odwiedził czekających na Epizod I i dostrzegł tą jedną kobietę, której powiedział przy kamerach, że ma do wyboru w tym środowisku wszelkiego rodzaju facetów, którzy nie mają zielonego pojęcia jak z nią rozpocząć rozmowę.
         Ale fani zwarli szeregi i to nie tylko w USA. Spotykają się na konwentach, lubują w wiernych co do najmniejszego szczegółu strojach, mają kluby jak 501 Legion, skupiający ludzi ze strojami Imperialnych żołnierzy na całym świecie. Jest też Stowarzyszenie Królewskich Dworek, wiernych królowej Naboo. Jest też stowarzyszenie Budowniczych R2-D2.
         Rozwinął się przemysł fanfilmów Gwiezdno-Wojennych, które teraz są raz do roku nagradzane. Fani piszą książki, wiersze czy piosenki. Inni się np. tatuują.
         “Wszyscy wyrażamy naszą miłość do “Gwiezdnych Wojen” różnymi sposobami”, mówi Josh Griffin z TheForce.Net, a następnie dodaje: “Razem dzielimy pasję".
         Oficjalna strona Gwiezdnych Wojen ma jakieś cztery miliony zarejestrowanych użytkowników. Jim Ward z Lucasfilmu twierdzi, że połowa Amerykanów ma „Gwiezdne Wojny” na wideo lub inny produkt tej marki w domu. Nie ma innego takiego fenomenu, dodaje Ward.
         Tariq Jalil, reżyser filmu dokumentalnego “A galaxy far, far away” twierdzi, że najzagorzalsi fani są tak bardzo oddani mitycznym i spirytualnym aspektom Gwiezdnej Sagi, że wierzą w istnienie Mocy.
         Zdecydowana większość fanów sagi to wszelkiej maści technicy (inżynierowie, informatycy, elektronicy itp.). Lorenzo pracuje w firmie programistycznej. Ale jak twierdzi Griffin, wśród fanów znajdą się też prawnicy, lekarze, dziennikarze, czy analitycy finansowi.
         Ale nie wszyscy fani są po tej samej stronie Mocy. Lucasfilm twierdzi, że większość ludzi poniżej 25 roku życia woli nową trylogię, podczas gdy starsi fani wolą oryginalną. Wielu starszych fanów poczuło się zawiedzionych nowymi filmami, ale nie przeszkadza im to oglądać ich wciąż na nowo.
         Ale czy fani mają wpływ na Lucasa? Wygląda na to, że tak. Postać Jar Jara Binksa, z pierwszego Epizodu, była tak mocno krytykowana, że Lucas postanowił go ograniczyć w kolejnych filmach. I choć Lucas doszedł już do takiego poziomu, że tworzy filmy właściwie sam dla siebie, to na niektóre rzeczy odpowiada podświadomie. Jim Ward zaprzecza temu, twierdząc, iż fani nie mają żadnego wpływu na reżysera.
         I choć wielu fanów twierdzi, że ostatni epizod, jest swoistym powrotem do ich dzieciństwa, to nie dojrzali do tego, by skończyć z Mocą. I vice-versa. W galaktyce pełnej konwentów zawsze będzie okazja się przebrać, a fani Gwiezdnej Sagi nie zejdą tak łatwo ze sceny. A dopóki Lucas ma fanów i dopóki fani mają Lucasa, zawsze jest jakaś Nowa Nadzieja.

    Poprzednie artykuły o Lucasie:
  • Epokowy twórca filmów
  • Ewolucja filmowca
  • Kronika lat
  • Zaprojektowany by pracować…
  • Dom, który zbudował George
    KOMENTARZE (5)
  • Dom, który zbudował George

    2005-11-21 20:26:00 Resztki Imperium

         To piąty z cyklu artykułów o Lucasie, tym razem bazujący na tekście autorstwa Michaela Goldmana. O tym, że Lucas wpłynął na przemysł filmowy, wie chyba każdy. Tym razem będzie o jego ważnym, acz często niedocenianym wkładzie.
         Woody Omens dokładnie pamięta moment w którym po raz pierwszy spotkał George’a Lucasa. Pamięta też uczucia i wrażenie, jakie Lucas na nim zrobił. A było czego się obawiać, gdy Lucas, młody student o obiecujących umiejętnościach pojawił się po raz pierwszy w klasie Omensa w 1965, by powiedzieć młodemu nauczycielowi, że zamierza uczęszczać na jego kurs Ekspresji Filmowej. Co prawda, Lucas zdobył sławę dopiero dwa lata później, wygrywając Narodowy Studencki Festiwal Filmowy, swoim „Elektronicznym Labiryntem: THX1138 4EB”, ale Omens jakimś cudem już wtedy wierzył w umiejętności George’a.
         - Kiedy masz dobrego studenta, wieści roznoszą się szybko – mówi Woody Omens, obecnie emerytowany profesor USC – pamiętam jak mu powiedziałem, że nie potrzebuje moich zajęć. On odpowiedział, że i tak będzie na nie uczęszczał, i korzystał z nich jak z kursów w gimnazjum, ale nawet wtedy nie był zwykłym studentem.
         Lucas był jedną z wschodzących nadziei USC, podobnie jak jego koledzy z roku – John Milius, Walter Murch czy Caleb Deschanel i inni. Ale to przybysz z Modesto w Kaliforni stał się liderem grupy alumnów, którzy mieli największy wpływ na losy USC w tamtych latach, tak przynajmniej twierdzi dziekan szkoły, Elizabeth Daley.
         Z ich wspólnych zajęć, Omen z dumą wspomina fakt, że Lucas nakręcił wtedy swój drugi film studencki – „Herbi”. Był to czarno-biały eksperymentalny film krótkometrażowy nakręcony na taśmie 16 mm, w którym wykorzystano muzykę pianisty jazzowego Herbiego Hancocka zsynchronizowaną ze światłami kształtowanymi przez włączanie i wyłączanie reflektora automobilu.
         - Film miał na celu eksplorację niewerbalnej wyobraźni i nigdy nie widziałem tak udanej realizacji tego przedsięwzięcia. – Wspomina Omens. – Widzę nawet powiązanie między „Herbie” a „Gwiezdnymi Wojnami”. W „Herbie” Lucas eksploatował wizualny balet światłem, który jest po trochę tym, co widać w bitwach mieczy świetlnych. Gdyby wyciąć same sceny mieczy świetlnych z tych filmów, dostalibyśmy grę światłem – czystym światłem. Po czterdziestu paru latach od „Herbie” on wciąż bawi się tym samym.
         W tym samym czasie Lucas obsadził innego swojego kolegę z klasy, Randala Kleisera, w kolejnym krótkometrażowym filmie (trzeci w jego dorobku) – „Freiheit”. Kleiser, który został potem reżyserem („Grease”, „Błękitna Laguna”), szybko zaprzyjaźnił się z Georgem, a nawet wynajmował mu pokój w swoim domu.
         Wracając do tamtych lat – wspomina Kleiser – trzeba sobie zdać sprawę, że Lucas nie był tylko reżyserem głównie z powodu swojej wizualności. Był zawsze kimś więcej, szukał dróg między regułami. Każdy film studencki był ograniczony środkami, ale George poznał ludzi z Air Force, którzy mieli się uczyć w USC zdjęć i dzięki temu zdobył środki na nakręcenie „THX'a". To nie był normalny film studencki w żadnym wypadku.
         W żadnym wypadku Lucas nie był też zwykłym alumnem. Jego relacje z USC i historie milionowych dotacji, podarowanego ekwipunku, czasu, materiałów czy rad bądź pracy ze studentami są dobrze udokumentowane.
         W roku 1984 jeden z budynków szkoły dedykowano Lucasowi. Służył on w radzie doradczej, wraz z Spielbergiem ufundowali posady profesorskie na wydziale (za 2 miliony) oraz obiecali ufundować trzecią. Tu pomógł im Robert Zemeckis.
         USC pamięta też dokładnie rolę jaką w latach 80. odegrał Lucas w budowie nowoczesnego kompleksu budynków, które wraz z budynkiem Lucasa, tworzą dziś szkołę filmową.
         W ostatnich latach Lucas pomógł USC nadążać za rozwojem technologicznym, ułatwiając dzisiejszym studentom start, przez zapoznanie ich z nowoczesnymi technikami filmowymi.
         Lucas wspomina, że studenci zawsze musieli starać się o dobry sprzęt. Jego starania dziekan Daley wspomina jako rolę idealnego lidera, pasjonata czy wręcz modelowego studenta. Ta szkoła – mówi Daley – nie byłaby taka jaka jest bez George’a. To on i mu podobni stworzyli renomę nie tylko tej szkoły, ale szkół filmowych ogólnie. Po tym jak jego pokolenie wpłynęło na przemysł filmowy, ludzie zaczęli doceniać ważną rolę szkół filmowych.
         Nasza szkoła ma 75 lat – wspomina Daley. – ale od samego początku nie była tak poważana jak dziś. Jej obecne znaczenie to w dużej mierze rola Lucasa. To on wiódł prym. Obecnie ta szkoła, to dom, który zbudował George.

    Poprzednie artykuły o Lucasie:
  • Epokowy twórca filmów
  • Ewolucja filmowca
  • Kronika lat
  • Zaprojektowany by pracować…
    KOMENTARZE (4)
  • Zasiewanie „Wojen” na obcej ziemi

    2005-11-16 21:44:00

    Dziesiąty artykuł bazuje na tekście Anthony’ego D’Alessandro. Doświadczeni weterani Wojen Zarobkowych poza USA, z pewnością wiedzą, że klasyczna Trylogia Gwiezdnych Wojen nie osiągnęła tam nigdy tak kosmicznych wyników, a przynajmniej w porównaniu z tym, co zarobiła w USA. Jest to dość ciekawa sprawa, bo w wiele innych sag, czy nawet filmów SF (jak choćby E.T.) doskonale sobie raziło na obcych rynkach.

    I choć Epizody od IV do VI łamały wszelkie możliwe rekordy i bariery w USA, ich zarobki poza Stanami ledwo dochodziły do 60 % tego, co osiągnięto w Ameryce. Niektórzy zwalają to na kanwy promocji, inni, że w latach 70 i 80 trudno było w Ameryce Łacińskiej czy Azji o taką infrastrukturę kinową, jak choćby w Europie. Ale z drugiej strony historycy analizujący filmowy Box Office często mówią, że już wtedy wielkie hity zarabiały więcej poza USA niż w samych stanach. Choćby filmy z Jamesem Bondem. „Moonraker” z 1979 roku poza granicami stanów zarobił 200 % tego, co w granicach.

    Wraz z nową trylogią, Lucasfilm i Fox International postawiły sobie za cel zrównać te zarobki. Mroczne Widmo uzyskało aż 113%, Klonom było gorzej, zaledwie 109 %, ale Zemsta pobiła nowy rekord – 123%.

    Podstawowe przygotowania, by pobić ten rekord pochodzą jeszcze z czasów TPM.

    Wiedzieliśmy, że przy TPM mogliśmy osiągnąć pewien wynik, koncentrując się jedynie na męskiej widowni – wspomina Jim Ward. – Ale postanowiliśmy rozszerzyć naszą markę, także na nowe pokolenie fanów, więc skierowaliśmy reklamę do dzieci, ale też i kobiet.

    Poza reklamą, poszły też produkcje przeróżnych zabawek dla dzieci, figurek, ale też szamponów. Gorzej było z kobietami, gdyż one w większości nie są znaczną częścią widowni docelowej sagi. Tu postanowiono promować film głównie dzięki strojom, np. jeżdżącym wystawom kostiumów po USA, ale też linią kosmetyków do makijażu Yves Saint Laurent inspirowaną Królową Amidalą.

    Zmiany w marketingu były jednak większe, w porównaniu z klasyczną trylogią. Po pierwsze postanowiono na globalną kampanię reklamową. Wcześniej w każdym kraju były różne plakaty, tym razem postanowiono na plakaty Drew Struzana, ale też reklamowanie filmów jako tych, które kolejno ujawniają pochodzenie Dartha Vadera, co zwłaszcza było widać w ROTS.

    Ale to nie koniec zmian. TPM wchodziło poza USA właściwie od początku lata do końca jesieni, dwa następne filmy stały się globalnym wydarzeniem. Zwłaszcza AOTC swą światową premierą zmieniło marketingowe podejście dystrybutorów. Oba ostatnie filmy jednocześnie biły rekordy zarówno w USA, jak i poza nimi. Pewne elementy takiego wprowadzenia i reklamowania filmu, przećwiczono już podczas wydawania trylogii na VHS w roku 1995 i 1997. Generalną próbą była praktycznie światowa premiera Mrocznego Widma na VHS.

    Jednym z miejsc, gdzie najbardziej rozwinęły się Gwiezdne Wojny, była Europa Środkowa. Gdy wchodziła oryginalna trylogia, istniał tam dość duży problem zarówno z siecią kin, jak również z prawami autorskimi. Dopiero rozwój kin, a także zmiana prawa, pozwoliły nowej trylogii zyskać należne jej miejsce.

    Co ciekawe, choć zarobki Klonów w Europie Zachodniej, Ameryce Łacińskiej i Azji spadły średnio o 36% w porównaniu do Mrocznego Widma, to w Europie Wschodniej właściwie się nie zmieniły. W obu przypadkach wyniosły koło 14 milionów USD. A co ciekawe np. w Rosji wręcz wzrosły z 2 milionów przy Mrocznym Widmie, do 5 przy klonach i ośmiu przy Zemście.

    Japonia za to była zawsze najbardziej dochodowym rynkiem Gwiezdnej Sagi, poza Stanami. Może to ze względu na nawiązania do samurajów i wpływu Kurosawy na Lucasa, ale SW zarobiły tam prawie 300 milionów.

    O ile większość krajów anglojęzycznych i prawie cała Europa Zachodnia są dość dobrymi rynkami dla sagi, o tyle do najtrudniejszych należą Włochy. Być może dlatego, że SF w ogóle robi tam w kinach klapy.

    Największym hitem SF w Italii pozostaje Matrix Reaktywacja (zarobił 17 milionów), podczas gdy Mroczne Widmo zaledwie 13 a Klony 8, ROTS zaś 10 milionów. Dla porównania Pasja we Włoszech przyniosła jakieś 26 milionów, Spider Man 2 - 9, a Troja 6. W porównaniu do potencjału rynku, produkcje te wypadają mimo wszystko słabo.

    I choć z pewnością widać plusy pewnej globalizacji, jak chociażby światowe premiery, to właśnie rynek włoski jest doskonałym przykładem, że nie wszystko, wszędzie się przyjmuje. U nas można dodać na koniec jeszcze polski akcent, a mianowicie to, że okres majowych premier nigdy nie był i szybko nie będzie przez dystrybutorów zbytnio lubiany, gdyż notuje się wtedy mniejsze zainteresowanie kinem. Stąd spadek widowni przy AOTC w Polsce, chyba jako w jedynym kraju Europy Środkowej i Wschodniej był faktycznie mocno zauważalny, bo nałożyły się dwa czynniki. Ale w globalniejszym spojrzeniu, został on całkowicie niezauważony.
    KOMENTARZE (0)

    Zaprojektowany by pracować…

    2005-10-29 18:56:00 Resztki Imperium

         W dalszym ciągu kontynuujemy serię artykułów, które poświęcone zostały Lucasowi i jego firmom, przy okazji otrzymania przez reżysera nagrody AFI. Tym razem przedstawiam czwarty artykuł z cyklu, głównie o nowej siedzibie Lucasfilmu. Tekst ten bazuje na tekście Davida S. Cohena.
         Każdy, kto choć trochę poświęcił by w „Zemście Sithów” popatrzyć wgłąb, w tło, zauważy, że Lucas interesuje się także architekturą i wystrojem. I to nie tylko na poziomie planet czy miast, ale także mebli czy światła. Ale Lucas nie tylko interesuje się zagadnieniami architektonicznymi na potrzeby filmu, wychodzi też w świat rzeczywisty. Każdy ma w pamięci ranczo Skywalkera, ale Lucas przebił ten budynek, swoim najnowszym projektem – Centrum Sztuki Cyfrowej imienia Lettermana, w San Francisco, gdzie mieści się nowe prezydium Lucasfilmu. Budynek jest zdumiewający, nowoczesny, acz inaczej niż w „Gwiezdnych Wojnach”, jest zupełnie inny niż na filmach Lucasa.
         Każdy przechodzień czy gość z pewnością dostrzeże zalety tego niesamowitego, malowniczego i niezwykłego budynku. Nie baz znaczenia Lucas kazał zaprojektować go tak, by od razu było wiadomo, że to centrala, nie tylko z wielkości czy skali, ale też by było to widać po architekturze.
         Z pewnością jednak, cały kompleks jest bardzo luksusowy, ale cały czas praktyczny, w ten sam sposób w jaki praktyczna była oryginalna siedziba Disneya w Burbank. Podstawowym celem projektantów było zapewnienie komfortowych i praktycznych miejsc pracy dla artystów.
         Z tym, że Walt Disney nie był miliarderem, gdy budował swoją siedzibę. LDAC (Centrum Sztuki Cyfrowej imienia Lettermana) to troche inna historia. Dla Lucasa ważne były wspólne przestrzenie, gdzie pracownicy mogliby być razem, a jednostki wspólnie pracować, goszcząc w jednym budynku po raz pierwszy.
         Ale najciekawsza jest okolica. LDAC mieści się w Presidio, które jest Parkiem Narodowym, nadzorowanym przez niezależną komisję, której Lucas, nawet gdyby chciał, nie mógł kupić. Jedyne o co poprosił, to o zwiększenie dostępnej publicznie przestrzeni parku. Dodatkowo LucasFilm wynajął uznanego architekta krajobrazu – Larry’ego Halperina, by wspomógł otoczenie prezydium.
         Halperin wpadł na pomysł zasadzenia 500 nowych drzew oraz stworzenia sztucznego stawu przyozdobionego miniaturami zabudowań, w angielskim stylu. Coś podobnego istnieje przy Goldan Gate Bridge, czy Alcatraz.
         Zostaną tam umieszczone restauracje, kawiarnie, ale podstawowym celem LDAC była nowa siedziba dla LucasFIlmu, ILMu i LucasArtu. Skywalker Sound pozostanie w innej architekturalnej perełce – Ranchu Skywalkera.
         Campus składa się z czterech budynków, wszystkich nowych, znajdujących się na miejscu niegdysiejszego Szpitala Lettermana, na północnowschodnim krańcu Presidio. Budynki te przypominają zabudowę wojskową, z czasów Wojny Secesyjnej. W przeciwieństwie do dziedzińca, wewnętrzne biura i hale produkcyjne będą zamknięte dla przypadkowych przechodniów. Jedynie pracownicy LucasFilmu będą mieli dostęp do najbardziej imponujących aspektów nowego campusu.
         Całość budynku została zaprojektowana w taki sposób, by doskonale wpasować się w środowisko, będąc przy tym funkcjonalnym. Dzięki temu Amerykańska Rada Zielonych Budynków przyznała kompleksowi certyfikat Gold LEED (lider w przyjaznym środowisku i energii projektowaniu). Rury odpowiedzialne za ogrzewanie i chłodzenie biegną bezpośrednio pod podłogą, co zapewnia maksymalną efektywność. Schody nie są ulokowane gdzieś w ciemnych kątach, lecz są duże i jasne, a przestronne okna wpuszczają mnóstwo światła i ukazują niebo. Nowe windy typu Otis „G2” są energooszczędne. Przy budynku jest parking dla rowerów a także będą autobusy kursujące między kompleksem a centrum San Francisco.
         Zmotoryzowani pracownicy, będą wjeżdżać przez północny róg Presidio do podziemnego kompleksu parkingowego, więc nawet nie wjadą do Parku Narodowego. Tylko goście będą mogli wjeżdżać głównym wejściem i mijać wykonany z brązu posąg Yody, wejść przez główne wejście do lobby i czuć się raczej jak w ekskluzywnym hotelu, niż biurowcu. Jedynym nawiązaniem do filmów będzie statuetka King Konga wykonana przez magika efektów specjalnych – Willisa O’Briena. Całość budynku nie zdradza w żaden sposób, czym firma się zajmuje. Lucas jest znany jako biznesmen z wizją, ale gdy się wejdzie do jego gabinetu, nie odczuwa się wszechobecnej reklamy.
         W znajdującym się na północy kampusu Budynku A znajduje się między innymi scena do kręcenia zdjęć w technice poklatkowej, kilkanaście pomieszczeń dla pracowników, ale też kafeteria, przedszkole dla stu dzieci (pracowników) i centrum fitness. A wszystko to z pięknym widokiem na zatoczkę. Z technicznej strony, warto zauważyć, że budynek ten odzwierciedla też nowy model produkcji w Lucasfilm. Specjaliści od efektów specjalnych oraz twórcy gier, teraz pracują razem, zapewniając sobie wymianę informacji i wzajemną pomoc, przy często wspólnych projektach.
         Ale gdy konstruowano LDAC, Lucasfilm pracował także nad narzędziami, które umożliwią artystom pracę w czasie rzeczywistym.
         - Powiedzmy, że mamy artystów pracujących nad wygenerowaną komputerowo scenę. – mówi Cliff Plumer, szef wydziału technologicznego w Lucasfilm. – Teraz jeden z nich pracuje nad światłem, inny przesuwa widok kamery, a wszyscy widzą zmiany w czasie rzeczywistym, mimo, że patrzą na scenę z różnych perspektyw.
         W kompleksie znajduje się też kilka sal kinowych. Największa z nich ma 300 miejsc i nazywa się Premiere Theater, ulokowana jest niedaleko głównego wejścia. W campusie są też mniejsze sale na 75 osób, ale też takie po 10 i 25 miejsc. Te ostatnie zwane są stacjami operacyjnymi.
         I choć większe sale kinowe mają zarówno projektory tradycyjne, jak i cyfrowe, warto zauważyć, że praktycznie wszystkie sale, wyglądają niemal identycznie, niezależnie w której części budynku się znajdują.
         LDAC jest całkowitym kontrastem wobec poprzedniej siedziby ILM, budynku usytuowanego na przemysłowych przedmieściach San Rafael. Przeniesienie się Lucasa do serca San Francisco, ma też na celu zaistnienie Bay Area w filmowym światku. Obecnie pracują tam Francis Ford Coppola i Saul Zaentz (acz mniej aktywny w ostatnich latach), jak również giganty cyfrowego kina jak Lucasfilm, Pixar czy PDI oraz mniejsze firmy produkujące efekty specjalne. Dotychczas część pracowników, którzy preferowali miejski styl życia (np. poruszanie się rowerem do pracy) odchodzili z Lucasfilmu do Orphanage czy GKR (firmy produkujące efekty). Teraz ILM oferuje swoim pracownikom ten sam sposób życia.
         Z drugiej strony są jeszcze pracownicy, którzy przyzwyczaili się do przedmieść, mogą skusić się ofertą pracy w Tippett czy Pixar, zwłaszcza w tej drugiej, gdyby ta zgodnie z zapowiedziami zwiększyła roczną produkcję filmów. A to z pewnością zagwarantuje, że w ciągu kilku najbliższych lat pracownicy tych firm się przetasują.
         ILM jednak nie boi się odejścia pracowników. Prestiż firmy jest wciąż jej największym zabezpieczeniem, gdyż właściwie tylko ILM gwarantuje pracę nad najważniejszymi i największymi projektami filmowymi.

    Poprzednie artykuły o Lucasie:
  • Epokowy twórca filmów
  • Ewolucja filmowca
  • Kronika lat
    KOMENTARZE (1)
  • Loading..