Zapraszamy do dyskusji na forum.
Dave Filoni, znany fanom gwiezdnych wojen z seriali animowanych z ostatnich lat, został zapytany w wywiadzie dla portali /Film, o to czy byłby zainteresowany stworzeniem spin-offa Star Wars. Poniżej znajdziecie ten fragment wywiadu.


2014-07-26 12:44:53 Burzol StarWars.com



George Lucas jest wielkim fanem Akiro Kurosawy i jego filmów. Kurosawa był już tematem trzech wpisów z cyklu „Kino za Gwiezdnymi Wojnami”, a to będzie czwarty. No i prawdopodobnie zobaczymy jeszcze kolejne.
Odkąd Netflix ożywił moją pasję do „Wojen klonów”, przypomniało mi się jak wiele z klasycznych filmów jest upchanych w pierwszych sezonach. Tym razem przyjrzymy się jedenastemu odcinkowi drugiego sezonu „Wojen klonów” Lightsaber Lost. To opowieść w której widzimy Anakina i Ahsokę przeszukujących nieciekawe zakamarki Coruscant, by odnaleźć nielegalnego sprzedawcę broni. Jedna rzecz prowadzi do innej w podejrzanej części planety-miasta, gdzie miecz Ahsoki został zwędzony przez kieszonkowca.
Bojąc się jak może zareagować Anakin na zgubienie przez nią miecza, Tano korzysta z pomocy starego, mądrego mistrza Jedi ze Świątyni, nazywającego się Tera Sinube. Sinube daje jej porady jak znaleźć jej miecz w nadziei, że uda się jej wytropić go zanim ktoś popełni nim ohydną zbrodnię.
Odcinek ten jest bezpośrednio inspirowany powojennym filmem noir Akira Kurosowy, „Zbłąkany pies” (1949, Nora inu, ang. Stray dog). W filmie występuje Toshirô Mifune jako młody oficer policji, który ma podobne problemy jak Ahsoka w tym odcinku. Pistolet został skradziony podczas przejazdu przepełnionym wozem, więc należy wyśledzić przestępców za to odpowiedzialnych zanim rozpocznie się eskalacja zbrodni. Zostaje popełnione morderstwo z użyciem tej broni, a policjant wie ile jeszcze naboi zostało. Postaci Mifune pomaga doświadczony detektyw grany przez Takashiego Shimurę, który doradza mu najlepiej jak potrafi.
Sinube dzieli wiele podobieństw do Shimury, zarówno z wyglądu jak i duchowo. Sinube, którego stworzono specjalnie na potrzeby „Lightsaber Lost” przypomina też trochę psa, co jest pewnym ukłonem wobec tytułu filmu, który zainspirował ów odcinek.
Zarówno film, jak i odcinek „Wojen klonów” ukazują moralnie niejednoznacznych ludzi z dna drabiny społecznej i to co muszą robić, by przetrwać. Drobni przestępcy to nie jest klasa, która jakoś szczególnie zwracałaby na siebie uwagę Jedi, zwłaszcza w czasach wojen klonów, więc to jest fascynujące, by móc zobaczyć jak działają w tym wytartym podbrzuszu galaktycznej stolicy.

Wpływ filmu Kurosawy widać przez cały odcinek, powoduje powstanie napięcia i desperacji ze strony Ahsoki, która jest prawie tak błyskotliwie zanimowana jak każda z klasycznych scen z Mifune. Ostatnią rzeczą, której Ahsoka pragnie jest to, by ktoś zrobił coś złego jej mieczem, a porażka nie jest tu żadną opcją.
Nie jest też tak, że nawiązania do „Zbłąkanego psa” można znaleźć jedynie w tym konkretnym odcinku „Wojen klonów”. Film ten jest uznawany, za jedną z inspiracji całego gatunku buddy-cop (typ filmów o policjantach, w którym ważne jest różnica charakterów obu współpracujących detektywów), a jak wygląda relacja Anakina i Obi-Wana przez Epizod II i III, czy to nie jest ten gatunek w wersji „Star Wars”?
„Lightsaber Lost” to także wpływ czarno-białych filmów, ale wracają do życia w zdumiewających kolorach, dowodząc, że wygląd Coruscant powinien być kolorowy. Wygląd podziemia to zajawka tego, co mieliśmy zobaczyć na poziomie 1313 i w tych okolicach.
Tym, którzy chcieliby zobaczyć „Zbłąkanego psa” ze swoimi dziećmi, radziłbym spróbować swojego szczęścia z filmami takimi jak „Siedmiu samurajów” czy „Kagemusha”, przynajmniej do czasu aż dzieci będą trochę starsze. W „Zbłąkanym psie” nie ma nic budzącego zastrzeżenia, ale jest bardzo długi, powoli się rozkręca zupełnie odwrotnie niż w tym, w pędzącym na złamanie karku odcinku „Star Wars” nim zainspirowanym.
2014-06-06 18:58:31 Lord Sidious oficjalny blog

Podczas gdy wiele okrętów z „Gwiezdnych Wojen” było inspirowanych samolotami z II wojny światowej, to starcie kosmiczne widziane w odcinku Cat and Mouse z drugiego sezonu „Wojen klonów” dostało jeszcze jeden wymiar – dosłownie. Ta historia z „Wojen klonów” zapoznała fanów Star Wars z Republikańskim okrętem typu stealth, który w wielu miejscach jest odbiciem łodzi podwodnych z naszej wojennej przeszłości.

Z historii dowiadujemy się jak Jedi Anakin Skywalker, który wraz z admirałem Yularenem stara się przebić przez niemożliwą do pokonania blokadę Separatystów wokół planety Christophsis. Gdy brutalna siła nie działa, Obi-Wan daje Anakinowi nowy, eksperymentalny niewykrywalny okręt wyposażony w urządzenie maskujące. Plan jest taki by przemknąć niepostrzeżenie i dostarczyć zaopatrzenie na powierzchnię planety, ale komplikuje się gdy Yularen i Anakin odkrywają, że zmierzą się z admirałem Trenchem, który nie jest nowicjuszem w walce z niewykrywalnymi przeciwnikami. Wynika z tego śmiertelna gra w kotka i myszkę, z republikańskim okrętem o niewykrywalnych możliwościach stającemu przeciw gigantycznym fregatom Separatystów.
Podobne bitwy odbywały się prawie każdego dnia podczas II wojny światowej. Łodzie podwodne były cichymi łowcami. a większe okręty pływające po powierzchni ich zwierzyną. Łodzie podwodne zupełnie jak republikański niewykrywalny okręt były długie, wąskie i eleganckie. Relatywnie lekko uzbrojone, zbudowane do precyzyjnych ataków torpedami i działami pokładowymi. Ich zaletą była możliwość do poruszania się cicho pod wodą. Niewidzialny okręt z „Wojen klonów” i łodzie podwodne z II wojny światowej dzielą jeszcze więcej podobieństw. Nawet długość niewidzialnego okrętu (99,71 metra) jest szokująco podobna do amerykańskich łodzi podwodnych klas Gato, Balao i Tench z II wojny światowej które mierzyły koło 95 metrów od dzioba do rufy. Podobieństwa jednak na tym się nie kończą.
Urządzenie maskujące
Podczas gdy Anakin przyznaje, że okręt tak mały zazwyczaj nie ma urządzenia maskującego, podczas II wojny światowej żaden okręt nie miał takiego urządzenia. Lecz technologiczne ograniczenia czy nawet prawa fizyki nie powstrzymały zwolenników teorii spiskowych od rozgłaszania opowieści o słynnym USS Eldridge i jeszcze słynniejszym „Eksperymencie Filadelfia”. Eksperyment Filadelfia to domniemane próby przeprowadzane przez US Navy w 1943. Legenda miejska głosi, że niszczyciel eskorty USS Eldridge stał się niewidzialny dzięki użyciu elektrycznych generatorów, które miały odbijać światło wokół statku. Co więcej, mówi się, że Eldridge nawet teleportował się z miejsca na miejsce. Ta przedziwna historia nigdy nie została potwierdzona. US Navy utrzymuje, że taki eksperyment nigdy nie istniał, a wiele szczegółów tej historii jest wzajemnie sprzecznych.
Prawdziwa niewykrywalność w latach 40. wymagała głębokiego zanurzenia się pod wodę w celu uniknięcia wykrycia. Zupełnie jak w „Cat and Mouse”, załoga łodzi podwodnej często wyłączała niekrytyczne systemy, by zwiększyć ich szansę ukrycia statków pod powierzchnią. Pozostanie tak cicho jak tylko można zwiększało szansę, że okręt wroga przepłynie bezpiecznie ponad łodzią. I zupełnie jak w „Wojnach klonów”, podczas II wojny światowej załogi łodzi podwodnych zdradziłyby swoje pozycje podejmując działania ofensywne.
Radar

Republikański niewykrywalny okręt zupełnie jak łodzie podwodne z lat 40. był wyposażony w radar w kształcie talerza na szczycie poszycia. Radar to relatywnie nowa technologia w czasach wojny, ale odegrała ważną rolę, gdy łodzie podwodne polowały na otwartych morzach. Nie myślcie sobie, że radar talerzowy przydawał się na zanurzonej łodzi, otóż podczas II wojny światowej łodzie podwodne przez większość czasu poruszały się po powierzchni wody, ze względu na ograniczenie ich akumulatorów. Łodzie podwodne były też szybsze na powierzchni dzięki silnikom diesla, ale też dało się wtedy wykorzystać radar by wykryć cel, a potem zatopić go na samym środku oceanu.
ASDIC i SONAR
W „Cat and Mouse” budowany jest suspens z techniką rodem ze starych filmów o łodziach podwodnych, gdzie używa się dźwięku „ping” dochodzącego z sonaru, by ukazać zbliżające się niebezpieczeństwo. To ikoniczne „ping” pochodzi z aktywnego SONARu (lub w wersji brytyjskiej ASDIC), który wysyła fale dźwiękowe by wykryć obiekty na lub pod powierzchnią wody. Łodzie podwodne rzadko używają tych aktywnych sonarów, raczej polegając na pasywnych sonarach, które nie wysyłają fal dźwiękowych, mogących zdradzić pozycje okrętu. A jednocześnie załoga w słuchawkach może usłyszeć „ping” z powierzchni gdzie okręty próbują ich wykryć.
Polując na łodzie podwodne
Techniki walki z łodziami podwodnymi z II wojny światowej pojawiły się w „Gwiezdnych Wojnach”. Ładunki głębinowe były jednym z największych zagrożeń dla załóg łodzi podwodnych. Te przypominające beczki ładunki wybuchowe zrzucano do wody z okrętów na powierzchni, a następnie z opóźnieniem eksplodowały, gdy znalazły się na ustalonej głębokości. Fala uderzeniowa tych ładunków mogła rozerwać okręt podwodny, jeśli oczywiście zrzucane na ślepo ładunki znalazły się stosunkowo blisko łodzi podwodnej.

Te ładunki głębinowe są bardzo podobne do ładunków sejsmicznych używanych przez Jango Fetta w „Ataku klonów”. Podobnie jak ładunki głębinowe, w tych również opóźniono potężny wybuch, który rozrywał statki i asteroidy.
Komunikacja klonów

Nawet unikalna zbroja noszona przez klony w tym epizodzie łączy się jakoś z II wojną światową. Hełmy noszone przez załogę klonów miały w oryginale być przeznaczone dla innego typu żołnierzy.
– Oryginalnie mieli to być żołnierze komunikacyjni – mówi Dave Filoni. – To byli goście, którzy byli obecni na patrolach, w plutonach i byli odpowiedzialni za wszelką komunikację. Mieli plecaki z mikrofonem, no i skrzynki korbkowe, co sprawiało, że wyglądali jak oficerowie komunikacyjni z czasów II wojny światowej, z tymi swoimi telefonami, którymi próbowali się połączyć z dowództwem.
Ale w odległej galaktyce komunikatory mogą być noszone na dłoni, więc George Lucas uznał, że plecaki są zbędne, hełmy jednak pojawiły się w wielu odcinkach, także w tym.










Jak większość osób czytających te słowa, spędziłem całą sobotę na
oglądaniu na Netfliksie premiery „Lost Missions” z „Wojen klonów”. Nasza
cierpliwość została nagrodzona 13 odcinkami serialu, który kochamy,
które mogą być także 13 z najlepszych spośród wyprodukowanych. Były
przepełnione akcją, pięknie zaanimowane, porywające, i czasami łamiące
serce.
Ale z jakiś powodów, po tych odcinkach zachciałem obejrzeć filmy z cyklu
„Indiana Jones”. Nie powinno być dla nikogo niespodzianką, że filmy z
serii „Indiana Jones” mają swój wpływ na projekty „Star Wars”, także
dlatego, że ich cechą wspólną jest George Luca. Jednak trzy odcinki z
„The Lost Mission” złożyły dość krzykliwy hołd naszemu ulubionemu
archeologowi.
Pierwszy odcinek, na który zwróciłem uwagę to właściwie trzeci odcinek
Fugitive. Klon ARC Fives
próbuje uciec z placówki medycznej Kaminoan, z pomocą trzęsącego się,
lewitującego droida imieniem AZ-3. Dynamika tej sceny przypomina
ucieczkę Indy’ego i jego ojca z austriackiego zamku w filmie „Indiana
Jones i Ostatnia Krucjata”. Krąg się zamyka, gdy Fives powala grupę
klonów starających się ich powstrzymać, a AZ-3 ma kamienny wyraz twarzy
Henry’ego Jonesa seniora, gdy mówi:
- Zobacz, co zrobiłeś... Nie mogę uwierzyć, co zrobiłeś...
To był niesamowicie śmieszny moment, w odcinku wypełnionym pewnym
zwątpieniem, balansującym delikatnie wokół linii, którą twórcy „Wojen
klonów” starają się podążać.
Ten moment delikatnie połechtał moją miłość do filmów o „Indianie
Jonesie”, sprowadzając uśmiech na moją twarz, ale to nie było nic
poważnego aż do odcinków ósmego i dziewiątego. „The Disappeared” jest to
dwuczęściowa opowieść z Jar Jarem Binksem i groźnym Macem Windu, którzy
odkrywają akcję niczym z „Świątyni Zagłady” z przywróceniem kultu
Thugeeich.
Jar Jar odgrywa niezdarną wersję Indiany Jonesa w tym odcinku, a królowa
Julia z Bardotty jest kimś w stylu Willie Scott, gdy znika (jak Willie)
zostaje pojmana przez wyznawców kultu, którzy chcą wyssać z niej
energię życiową. Sceny wyglądają jak gwiezdno-wojenna wersja „Świątyni
Zagłady”. Kiedy mistrz Windu i Jar Jar znajdują tropy prowadzące do
królowej Julii, pościg bardzo przypomina porwanie Marion Ravenwood w
koszyku na ulicach Kairu.
Reszta odcinka odgrywa ceremonię, którą przeprowadzał Moleram w
podziemiach Świątyni Zagłady, pełną lawy i wiszących klatek.
Cały „The Disappeared” wprawił mnie w nastrój, by obejrzeć ponownie
„Świątynię Zagłady”, która otwiera się od scen w klubie Obi-Wan.
Świetnie jest widzieć więcej nawiązań do „Indiany Jonesa” w uniwersum
„Star Wars”. Prawdę mówiąc, w najnowszej książce Jamesa S.A. Coreya –
„Honor Among Thieves” Han Solo zostaje rzucony w sam środek przygody w
stylu Indiany Jonesa, której kulminacja ma miejsce w starożytnej
świątyni wypełnionej pułapkami i sekretami.
Cykl „Indiana Jones” to filmy, które są dobrym sposobem na spędzenie
czasu w gronie rodziny. Polecam obejrzeć wszystkie cztery filmy z
dziećmi, a potem od razu przejść do „Kronik Młodego Indiany
Jonesa”.







Ahsoka Tano, kapitan Rex, bogowie Mocy - trudno umniejszyć to, co "Wojny klonów" wniosły do świata mieczy świetlnych i blasterów. Zmieniły to, co wiemy o "Gwiezdnych Wojnach", od postaci, poprzez politykę, aż do tajemnic Mocy, a zrobiły to ze sprytnymi, pełnymi wyzwań historiami o bardzo różnym tonie. Stworzone zostały przez George'a Lucasa, a opiekę sprawował nad nimi Dave Filoni - TCW zawierają ponad 40 godzin kanonicznej zawartości - istna skrzynia ze skarbami zarówno dla zwykłych, jak i hardkorowych fanów i świetnie dostępna dla obu. Dzięki niedawnemu zakończeniu serii na Netfliksie wraz z "The Lost Missions", ekipa Starwars.com mogła ułożyć ranking najlepszych odcinków ze wszystkich sezonów.
10. "The Zillo Beast", sezon drugi
Główny reżyser Dave Filoni jest wielkim fanem "Godzilii" i przez całą serię dawał drobne ukłony (pilot Gogi ma na hełmie oczy Godzilli, etc.) w stronę wielkiego potwora. "The Zillo Beast" to już mniej subtelny ukłon. Podczas bitwy o Malastare siły Republiki zrzucają bombę elektroprotonową, bezwiednie budząc ogromną bestię zillo, której łuski są odporne na miecz świetlny. Projekt stwora nie jest szczególnie godzillowy, co jest dobre; jest on smukły i pełen gracji, z pewnego rodzaju straszliwym pięknem, co go różnicuje. Ale ten odcinek to klasyczny japoński film o potworach - wraz z głupimi próbami Republiki, aby zbadać bestię - i zaskakująco dobrze wpasowuje się w świat "Gwiezdnych Wojen".
9. "Wookiee Hunt", sezon trzeci
Monumentalny odcinek, który jest kamieniem milowym w procesie dorastania Ahsoki. Schwytana przez Trandoshan i ścigana dla sportu, Tano skutecznie dowodzi rewoltą (wspierana przez Chewbaccę), pokonując swoich porywaczy i zabijając ich, jeśli trzeba. Ten epizod zadaje jeszcze pytania o Jedi; ze wszystkich porwanych padawanów tylko Ahsoka miała w sobie kreatywność i odwagę, aby przeciwstawić się Trandoshanom. Może coś jest w nieortodoksyjnych metodach Anakina?
8. "Monster", sezon trzeci
Jeden z dziwniejszych odcinków "The Clone Wars", "Monster" zmienił wiele wcześniejszych założeń dotyczących tego, co jest możliwe w świecie "Gwiezdnych Wojen" i przygotował scenę dla dalszego rozwoju. Matka Talzin zmienia Savage'a Opressa w ogromnego ucznia Sithów - tak naprawdę jest to nowy typ gwiezdno-wojennego złoczyńcy, ponieważ polega on wyłącznie na brutalnej sile. Zagrożenie ze strony Talzin i jej mrocznej magii jest także nowym elementem sagi, a potem zatoczy pełny krąg po odbudowie Maula.
7. "Ghosts of Mortis", sezon trzeci
Ostatnia część trylogii, w której ujawniono wiele o Mocy, "Ghosts of Mortis" to nie tylko świetne "Wojny klonów", lecz także podstawa w "Gwiezdnych Wojnach". Fale rozchodzą się stąd na serial i filmy, od Syna ukazującego wizje Anakinowi, po głębsze zrozumienie co naprawdę oznacza "równowaga" Mocy. W tym odcinku panuje tragiczna, mroczna atmosfera, jest wypełniony śmiercią i zapowiada nieuniknione dojście Sithów do władzy. W głębszym sensie, "Ghosts of Mortis" balansuje sagę, pokazując, że istnieją siły światła i mroku, które zawsze ze sobą rywalizują. To wybory postaci mają wpływ na równowagę.
6. "Rookies", sezon pierwszy
Jednym z wielkich wyzwań "The Clone Wars" było uczłowieczenie żołnierzy-klonów - a to niełatwe zadanie, wziąwszy pod uwagę fakt, że widownia wie, że ostatecznie to oni wymordują Jedi. To czarna chmura wisząca nad serialem, która dodaje dramatycznego efektu, lecz tworzy nieodłączną atmosferę nieufności w stosunku do żołnierzy Republiki. To odcinki takie jak te pozwalają osiągnąć wydawałoby się niemożliwy cel, jakim jest autentyczne polubienie klonów; w tym przedstawiono grupę żółtodziobów, wrzuconych w niecodzienną sytuację. Tylko dwa - Echo i Fives - wychodzą z tego żywi, a świadectwem sukcesu "Rookies" jest to, że stali się ulubieńcami fanów. Żołnierze-klony byli dzielni, bezinteresowni i bohaterscy. "Rookies" tego dowodzi.
5. "The Box", sezon czwarty
Odcinek niczym gra wideo, w "The Box" oglądamy najlepszych łowców nagród w galaktyce w konkursie, w którym zwycięzca bierze wszystko. Obi-Wan Kenobi jeszcze raz bawi się w detektywa - to świetne wykorzystanie postaci, po raz pierwszy widziane w "Ataku klonów" - tym razem pod przykrywką łowcy nagród Rako Hardeena. Bierze udział w teście łowców nagród, zorganizowanym przez hrabiego Dooku, w którym poszczególne wyzwania są coraz trudniejsze. To interesujące spojrzenie na półświatek "Gwiezdnych Wojen" i jego kodeks oraz na jedną z najlepszych akcji w całym serialu.
4. "Darkness on Umbara", sezon czwarty
Kolejny świetny odcinek skupiony na klonach, "Darkness on Umbara" ilustruje napięcie, niebezpieczeństwo i dezorientację, które wprowadza wojna. Gdy Anakin w połowie misji jest wezwany na Coruscant, dowodzenie przejmuje generał Pong Krell. Lekceważy on swoich żołnierzy, jest egoistyczny i w pewien sposób bez serca. Pomiędzy klonami, w tym Reksem, Tupem i Fivesem, widzimy starcie różnych opinii i uczuć na temat walki, strategii i tego, co oznacza wykonywanie rozkazów. Dostrzegamy również mistrzowskie użycie atmosfery i napięcia, co rzadko się zdarza w serialu animowanym, a co daje odcinkowi denerwująco złowieszczy posmak.
3. "Sacrifice", "The Lost Missions"
Mocne podparcie dla trylogii Mortis i gwiezdno-wojenne dzieło sztuki. Yoda podróżuje po galaktyce, ucząc się Mocy i samego siebie, wykonując serię zadań, które ujawniają dużą część starwarsowej wiedzy i pogłębiają to, co wiemy z filmów. W "Sacrifice" Yoda podąża do starożytnej ojczyzny Sithów, gdzie napotyka widmo Dartha Bane'a i toczy bitwę z Sidiousem na planie mistycznym. Od początku do końca stawka jest wysoka, a dramat urzekający na poziomie najlepszych chwil z filmów. Mark Hamil zdumiewa w swojej gościnnej roli jako Darth Bane - zupełnie nie brzmi jak Luke Skywalker, lecz tematyczne połączenie pomiędzy dwiema postaciami jest jasne jak słońce i wzmocnione obecnością Hamila. Ton odcinka zbliża się do "Zemsty Sithów", na przykład w kwestii oprawy wizualnej i kinetycznych pojedynków, ale nic z filmu się tu nie powtarza. Co najistotniejsze jednak, dopełnia on Yodę; widzimy jak przechodzi od chłodnego przywódcy Rady Jedi, który w "Mrocznym widmie" nie chce przyjąć Anakina na trening, do cieplejszego, mądrzejszego i bardziej bezinteresownego mentora z "Imperium kontratakuje". "Sacrifice" jest wszystkim, czym są GW: jest światło, mrok, strach, jest też nadzieja. Pasujący ostatni odcinek.
2. "To Catch a Jedi", sezon piąty
Część zabójczej końcówki piątego sezonu, "To Catch a Jedi" testuje relację Anakina i Ahsoki jak jeszcze nigdy przedtem oraz zmienia to, jak postrzegamy bohaterów i złoczyńców w "The Clone Wars". Ten odcinek ma unikalny, "żwirowaty" posmak, zabiera nas bowiem w podziemia Coruscant - razem ze wszystkimi pościgami w metrze i brudnymi alejkami tworzy wizualną klaustrofobię, która pozwala zrozumieć co czuje Ahsoka. Nie ma dokąd uciec i jest coraz mniej miejsca. Dodatkowo, widzimy współczującą stronę Asajj Ventress, wady i chłód Jedi i nowy ucisk stosowany przez wojska Republiki. Kolejny odcinek, "The Wrong Jedi", pewnie jest bardziej emocjonalny, ale ten to istna jazda kolejką górską oraz serce akcji i dramatu w tej niezwykle ważnej historii.
1. "The Lawless", sezon piąty
Przywrócenie do życia Dartha Maula było wielką niewiadomą. Czy widownia w to uwierzy? Czy zrujnuje jego reputację cichego zabójcy? Czy mogłoby oddać cześć kosztownemu zwycięstwu Obi-Wana nad lordem Sithów w "Mrocznym widmie"? Wszystkie wątpliwości skończyły się wraz z tym odcinkiem, stanowiącym ostatnie machinacje Maula i świetne spojrzenie na nikczemność, gwiezdno-wojnenną i nie. Maul zaplanował sobie drogę do mandaloriańskiego tronu, kładąc po drodze wiele trupów i był gotowy zemścić się na Obi-Wanie. Torturując i zabijając dawną miłość Jedi na oczach swojego nemesis, Maul smakował tą chwilę. Kenobi miał złamane serce i był zły, ale nie załamał się. Zamiast tego, wyraził swój żal nad Maulem, a scena ta działa na wielu poziomach. Nienawiść Maula to swego rodzaju pobudka; kochamy złoczyńców i chcemy ich więcej, ale co się dzieje, gdy wypuści się ich na wolność? Nagle już nie są tacy zabawni, a zasługą twórców jest pokazanie prawdziwości czynów pełnych przemocy, czy to w space fantasy z laserowymi mieczami, czy naprawdę. Jest to również dowód wielkości Obi-Wana wśród mitów "Gwiezdnych Wojen". Nie poddaje się gniewowi, zachowuje godność i wszystko to, o co walczą Jedi. Wreszcie, odcinek ten pogłębia coś jeszcze; prócz tragedii Obi-Wana, jest tu jeszcze niesamowity pojedynek pomiędzy Maulem i Savage'em Opressem a Darthem Sidiousem, w którym widzimy, że Zabrak płaci za grzechy, zredukowany do kwilącego, przestraszonego tchórza. Jeśli "The Lawless" czegoś nas uczy, to tego, że przemoc prowadzi w ślepy zaułek i tego, że ważne jest trzymanie się naszych przekonań w obliczu takiego zła. To jeden z wielkich wątków Sagi, od Luke'a Skywalkera wyrzucającego miecz w "Powrocie Jedi", po nauki Yody w "Imperium kontratakuje", a "Lawless" oddaje temu cześć w przemyślany, jeśli nie otrzeźwiający sposób. Ostatecznie, to jedna z najlepszych historii, jaka kiedykolwiek została opowiedziana w "Gwiezdnych Wojnach".
To wszystko. Co o tym myślicie? Czy to dopracowaliśmy? A może postradaliśmy rozum? Może coś przeoczyliśmy? Dajcie znać w komentarzach.