TWÓJ KOKPIT
0

Timothy Zahn :: Newsy

NEWSY (264) TEKSTY (36)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

"Barely Torelable: Alien Henchmen of the Empire"

2013-09-20 19:47:10 Oficjalny blog



Abel G. Peña i Rich Handley, autorzy wielu artykułów i publikacji o "Gwiezdnych Wojnach" oraz eksperci od Expanded Universe, napisali na oficjalnym blogu trzyczęściową publikację pod tytułem "Barely Torelable: Alien Henchmen of the Empire". Artykuł, traktujący o istotach obcych w Imperium, można uznać za duchowego spadkobiercę "Aliens in the Empire" - publikację, również ich autorstwa, kiedyś dostępną na Hyperspace, dziś niestety niedostępną. W tym newsie zebraliśmy wszystkie trzy części.

Część pierwsza

W opublikowanym w 1991 r. "Dziedzicu Imperium" Timonthy'ego Zahna, książce, która stanowiła punkt zwrotny w historii "Gwiezdnych Wojen", postać wielkiego admirała Thrawna zyskała niesławę jako obcy, który nie tylko przezwyciężył ksenofobię w wojsku Imperatora Palpatine'a, lecz także odziedziczył po nim władzę. Historycznie, Thrawn był postrzegany jako enigma - samotny obcy w Imperium Galaktycznym. Jednakże genialny, czerwonooki chissański strateg nie był ani jedynym nieczłowiekiem, który służył Palpatine'owi, ani pierwszym. Darth Maul, Thrawn, Mas Amedda: to najbardziej znani lojalni obcy wspomagający Dartha Sidiousa i jego reżim.

Kto to jest "obcy"? Ktoś, kto pochodzi z innej planety? Ktoś, kto wygląda inaczej? Ktoś, kto nie mówi w naszym ojczystym języku? Ktoś z trzema oczami i dziesięcioma pazurami? Zaprawdę, definicja zależy od punktu widzenia. Huttowie na przykład uważają się za prawowitych panów galaktyki, a wszystkie inne formy życia były według nich podrzędne. Ale w galaktyce "Gwiezdnych Wojen", gdzie to ludzie najczęściej rządzili przez tysiąclecia, słowo "obcy" nabrało znaczenia "każdy, kto nie jest człowiekiem" - pogląd, który zapisał się trwale w dyktaturze Palpatine'a. Sfabrykowano desygnację NCz, "Nieczłowiek" [ang. NhM, "Non-Human" - przyp. tłum.], która odzwierciedlała postawę i politykę wewnętrzną Imperium. Dehumanizująca etykietka - która zaliczała mutantów, droidy, zwierzęta, a nawet kobiety do jednej kategorii "dziwactw" - była sposobem na sklasyfikowanie i zmarginalizowanie reszty galaktyki.



Jednakże, czyniono niewielkie wyjątki dla tych dziwacznych gatunków, jakimi byli prawie ludzie. Często były to podgatunki istot ludzkich, które wyewoluowały różne i niepokojące cechy - jak dłonie z czterema palcami i oczy bez źrenic u Arkanian. Obejmowało to również rasy takie jak Zelosianie, powierzchownie identyczni jak ludzie, ale z roślinną fizjologią. Takie istoty inteligentne mogły wypełnić lukę bycia "prawie-człowiekiem".

Obcy to jeden z najbardziej fascynujących aspektów świata "Gwiezdnych Wojen" - wyglądają, brzmią i zachowują się dziwnie - wszystko w opozycji do innego ikonicznego aspektu Sagi: wojskowego porządku i idealnego komfortu Imperium Galaktycznego. Ta seria rzuca światło na najsłynniejszych obcych popleczników Imperium, czerpiąc z filmów i Expanded Universe.

Trioculus, najwyższy pan niewolników

W chwilach, gdy trójoki mutant i sierota, Trioculus, był szykanowany i wyśmiewany podczas dorastania w wioskach Kessel, nigdy nie wyobrażał sobie, że pewnego dnia zostanie Imperatorem znanej galaktyki.

Uderzająco przystojny i elokwentny, Trioculus wydawał się obiektem elitarnego, imperialnego wychowania. Prawda była jednakże dużo mroczniejsza. Bez swojej wiedzy, został obiektem radykalnych eksperymentów dotyczących kwintesencji życia, które prowadziła doradczyni Palpatine'a, Sly Moore. Wykorzystujące kobietę z Bordala o imieniu Niobi jako "obiekt testów", te eksperymenty były początkowo nieprzewidywalne i skutkowały powstaniem asymetrycznych homunkulusów z dodatkowymi głowami i innymi organami. Ostatecznie jednak, naukowcy zlikwidowali wszelkie szkodliwe mutacje w ich udanym modelu, prócz jednej: trzeciego oka. I tak narodził się Trioculus. Ten dodatkowy organ optyczny posiadał potężne moce hipnotyczne i znajdował się pośrodku czoła. Legendy Proroków ciemnej strony opowiadały, że wola Mocy będzie tworzyć raz na tysiąclecie idealnie symetryczną, trójoką istotę, której magnetyzm i potęga będą niezaprzeczalne. Ale czy był nią Trioculus, to już inna sprawa, której nie da się wyjaśnić naukowo.



Tak czy siak, Trioculus szybko zaznał trudnego życia niewolnika. Jego matka, Niobi, prędko została deportowana do kopalni na Kessel wraz z nowo narodzonym synem. Jednakże, pod okrutnym batem nadzorcy Reskella Twane'a - który był asystentem komika służącym u Hutta Jabby - ostatecznie umarła w bezlitosnych kopalniach. Może to z powodu inteligencji chłopca Twane zlitował się nad nim i wziął pod swoje skrzydła, posyłając go do szkoły. Lecz małego mutanta unikali koledzy i wyszydzali go. W rezultacie chłopiec zaczął gorączkowo szukać schronienia w świecie literatury, zwłaszcza tej traktującej o sztuce wojennej. Trioculus wyrósł na eksperta w dziedzinach militarnych i teorii politycznej, co naturalnie doprowadziło go do żarliwego oddania Imperium. Kiedy odkrył komórkę Rebelii, która miała zamieszkiwać jego wioskę - a w której przypadkowo znaleźli się jego byli prześladowcy ze szkoły - zyskał uwagę i przyjaźń tamtejszego Wielkiego Moffa, Bertroffa Hissy.

Dotychczas relacje Trioculusa z niesławnymi kopalniami przyprawy z jego niemowlęctwa oraz z kanciarskim ojcem zastępczym były skomplikowane. Ostatecznie nadzorca Twane rozpatrzył pozytywnie jego podanie o pracę i rozgoryczony, dziki Trioculus pokazał więźniom, że do tej pory żyło im się dobrze. Potem, po niespodziewanej śmierci dyrektora Dewta Kluskine'a po drugiej stronie zdeformowanej planety, Twane został przeniesiony na to stanowisko, a Trioculus awansował na pozycję nadzorcy i pana niewolników. Ale po śmierci Jabby więźniowie Twane'a, zainspirowani buntem przeprowadzonym poprzednio przez Tybera Zanna, rozpoczęli rewoltę, a skorumpowany rybecki administrator o imieniu Moruth Doole powchwycił Twane'a i zaoferował go Trioculusowi na wymianę w zamian za władzę nad jego półkulą Kessel. Gdy Trioculus zapytał Hissę co ma zrobić, Wielki Moff odpowiedział, że lojalny poddany Imperium nigdy nie poddaje się groźbom. Trioculus zatem odmówił - a Doole nakarmił swoim więźniem larwy przyprawowe i zamroził go w karbonicie pośród krzyków jego agonii. Trioculus nie żałował.



Zobaczywszy z jakiej gliny ulepiony był mutant, Wielki Moff Hissa przedstawił mu propozycję: Palpatine był martwy, ale chodziły plotki, że miał trójokiego syna. Oficer zastanawiał się jaki poziom umiejętności aktorskich prezentował Trioculus. Ten zaakceptował wyzwanie i zaczął udawać syna zmarłego Imperatora. W ciągu kolejnego roku Trioculus uwikłał się w wielostronną walkę z Wywiadem Imperialnym, Radą Imperialną, zbuntowanymi wielkimi admirałami i kabalistycznym Kościołem Ciemnej Strony o dominację w galaktyce. Co niesamowite, Trioculus wyszedł z tej potyczki zwycięsko, jednakże jego rządy trwały krótko, gdy przeciwnicy zamrozili go w karbonicie i gdy mroczna moc amuletu Sithów, noszonego kiedyś przez Dartha Vadera, sprawiła, że ręka mutanta zaczęła gnić.

Jednakże, jego największą pomyłką była próba uczynienia z księżniczki Lei swojej nowej "królowej Imperium". Sprawiło to, że Rebelianci zastawili śmiertelną pułapkę, której nawet trzecie oko nie mogło przewidzieć. Z sercem wciąż dymiącym od blasterowej rany, Trioculus ścisnął rękę Hissy, swojego długoletniego mentora i przyjaciela, aby ten go pomścił. Ten wiernie rozkazał skremować szczątki Imperatora i wystrzelił je na przysłowiowe cztery strony galaktyki.

Wielki Moff Bertroff “Troff” Hissa

Chyba jednym z najbardziej niecodziennych obcych służących Imperium był Bertroff Hissa, który osiągnął znaczącą i wysoką rangę Wielkiego Moffa. Hissa był młodą istotą, gdy Imperium przybyło na jego planetę, nieoznakowaną PL-40112-CE-021105 w układzie Salfrem, znajdującą się w zakazanym obszarze Dzikiej Przestrzeni, znanym jako Pustkowia. Jego obcy ojciec i matka byli politycznymi agitatorami i członkami kontrkultury, którzy postanowili urządzić sobie "proste i naturalne" życie na jałowej planecie.

Lecz gdy przybyli imperialni inspektorzy - przywożąc wraz z sobą swoje uprzedzenia typowe dla humanoidów - to obudzili upiorną hordę istot znanych jako Rozzumy, które rozbiły się tam dawno temu. Były to międzywymiarowe stwory związane z istniejącym dawno Zakonem Straszliwego Blasku i bardziej obce, niż ktokolwiek z nich kiedykolwiek widział. Przygnieciony przewagą liczebną, imperialny oficer dowodzący wcielił Hissę i jego rodziców do swojej armii. Ramię w ramię, ludzie i prawie-ludzie przegnali fantasmagoryczny rój, ale przeżyli tylko Hissa i oficer dowodzący, komandor Panaka. I w taki sposób Bertroff rozpoczął swą długą i nieprawdopodobną karierę w Imperium. W wojsku spotkał się z jawnymi uprzedzeniami, lecz Panaka stawał w jego obronie i naprowadzał na właściwe tory do czasu, gdy sam nie otrzymał awansu na moffa.



Na pierwszy rzut oka można było nie zauważyć, że Hissa ma nieludzkie korzenie, jako że jego oblicze i budowa ciała - nie wspominając o łysiejącej głowie - wydawały się normalne wśród ludzi. Jednakże Wielki Moff z kozią bródką musiał się jedynie uśmiechnąć, aby można było dostrzec jego obcą stronę. Jego szerokie usta wypełniały ostre jak brzytwa i śmiercionośne spiczaste zęby, co nadawało mu wygląd wściekłego drapieżnika.

Choć niektórzy dowodzili, że uzębienie Bertroffa potwierdzało jego devaroniańskie lub pau'ańskie korzenie - albo że poobcinał swoje twi'lekańskie głowoogony - te pogłoski były całkowicie nieprawdziwe. Właściwie, sam je zaczął. Hissa celowo spiłował sobie zęby, wiedząc, że taki przerażający wizerunek będzie zastraszał innych. Właściwie, Wielki Moff rzadko rozmawiał o prawdziwym źródle swojej obcości: dziedzictwie Sephich, które dało mu charakterystyczne, spiczaste uszy. Podczas konferencji z kolegami na pokładzie imperialnego krążownika uderzeniowego o kryptonimie "Moffship", nauczył się, że była to w większości ksenofobiczna zgraja i wykorzystał swój upiorny wygląd, aby przemienić go z przeszkody w korzyść. W szczególności Rufaan Tigellinus w jawny sposób reagował alergicznie na najlżejszy powiew obcej krwi i nigdy nie oszczędził Hissie swego obrzydzenia - coś, czego Sephi nigdy by nie zapomniał.

Szczęśliwym trafem Bertroff rozpoczął współpracę z trójokim panem niewolników, Trioculusem. Ponieważ obaj nie byli do końca ludźmi, to szybko zawiązała się między nimi przyjaźń, ponieważ wiedzieli jak to jest być outsiderem. Odizolowane wychowanie Hissy uczyniło z niego samotnika niełatwo nawiązującego przyjaźnie. Prócz Trioculusa i kilku znajomych Wielkich Moffów, jego jedynym bliskim przyjacielem był Quorl Matrin ze Stenosa, z którym dzielił pasję do archeologii, zanim żarliwie religijni Stenaksowie nie powstali i go nie zabili. Po nieoczekiwanej śmierci Imperatora, Trioculus zaczął konspirować z Bertroffem i Centralnym Komitetem Wielkich Moffów, aby rządzić pod przykrywką dawno zaginionego syna Palpatine'a.



Jednakże, Hissa został dotkliwie oszpecony na planecie Duro, gdy toksyczne odpady z imperialnego wysypiska zalały aleję Królewskości. Wielki Moff źle dał krok i wpadł do odpadów, które natychmiast pochłonęły większą część jego ciała. Uratowany zanim zabiły go żrące materiały, przyjął na siebie rozdzierający ból, gdy jego ramiona zastąpiono tymi należącymi do droida - zabójcy JMM, a ciało przytwierdzono do krzesła repulsorowego. Po tym wydarzeniu potężny duchowny z Kościoła Ciemnej Strony, rozwścieczony faktem oszukania go w sprawie syna Paplpatine'a, aresztował i torturował moffów powiązanych ze spiskiem. Hissę głodził na stacji Scardia, aż ten znalazł się na skraju śmierci.

Egzekucja Bertroffa miała przyjąć formę zjedzenia przez niego ostatniego posiłku, jakim były suchary z pasożytnicznymi larwami przyprawowymi, które pożarłyby go od środka - jak to się stało z zastępczym ojcem Trioculusa. Jednak, Najwyższy Prorok Kościoła Ciemnej Strony dał mu tymczasowe zwolnienie z wyroku, wysyłając Sephiego na Yavina IV, aby potwierdził raport o legendarnym Zaginionym Mieście Jedi. W fałszywym wejściu do ukrytego miasta Hissa poślizgnął się i spłonął w lawie. Spiczastozęby łotr nareszcie ugryzł więcej, niż mógł przełknąć.

Kosh Kurp

Jako najlepszy specjalista od broni w Imperium, z reputacją największego żyjącego na świecie eksperta od urządzeń ofensywnych, Pantoranin znany jako Kosh Kurp był jednym z najbardziej niezawodnych agentów państwa Palpatine'a. Urodzony i wychowany na planecie Intuci w mieście Bonaka Nueno, Kurp był jedynym ocalałym z krwawego najazdu, którego Imperium dokonało na jego wioskę.

Ten potężnie zbudowany humanoid o lazurowej skórze nosił rzadką, czerwoną zbroję iskaloniańskiego pochodzenia wraz z dopasowanym hełmem, wyposażonym w dwa tępe rogi, w których znajdowały się sensory i inne urządzenia bezprzewodowe. Dwoje wypełnionych gniewem oczu ukrywał wizjer, więc widoczne były tylko jego usta i wydatny podbródek. Wysłany do kryjówki bah'r kilidońskiego przestępcy znanego jako Gaar Suppoon w celu zbadania zagrożenia bombowego ze strony Jabby, Kurp nie zdawał sobie sprawy, że sam jest "bombą" w planie Hutta.



Jabba dowiedział się, że Gaar, jego długoletni rywal, kiedyś służył jako gubernator Intuci pod pseudonimem Sonopo Bomoor i spłacał Imperium podrobionymi pieniędzmi oraz rządził planetą żelazną pięścią. Brak jedzenia na tym globie - spowodowany marnowaniem przez niego imperialnych źródeł - przyczynił się do masowych wystąpień. Aby zachować porządek i aby Imperator nie zaczął badać jego działań, Bomoor zdecydował, że zniszczy całe miasto, aby inne miały dość, by przetrwać.

Aby tak się stało, gubernator Sonopo rozkazał zmasakrować miasto Bonaka Nueno, zachęcając swoich żołnierzy, aby byli kreatywni w swym okrucieństwie. W przeciągu trzech dni zginęło ponad 50 tys. mieszkańców. Setki z nich zostały powieszone za kostki na placu Bonaka, w tym cała rodzina Kurpa. Zmuszony do patrzenia jak głodni krwi żołnierze plądrują miasto i traktują mieszkańców z niewypowiedzianym okrucieństwem, Kosh był jedynym niezamordowanym obywatelem. Arogancki i próżny, Bomoor rozkazał żołnierzom, aby oszczędzili chłopca, by ten mógł podziwiać jego "wielkość".

Kurp nigdy nie zapomniał imienia potwora odpowiedzialnego za masakrę jego rodziny i spędził następne dwadzieścia lat na tropieniu Sonopa Bomoora, przysięgając, że ten będzie umierał długo i w agonii. W tym czasie nauczył się ile mógł o różnych typach broni, aby możliwe było zadanie Bomoorowi jak największej ilości obrażeń bez zabijania go, dopóki nie nadszedłby właściwy czas. Ostatecznie, po przejściu na emeryturę ze stanowiska gubernatora w celu rozbudowy przestępczego imperium, Gaar powrócił do swojego prawdziwego nazwiska, Suppoon, a Kosh nigdzie nie mógł go znaleźć. W końcu Bah’r Kilidów było niewielu w galaktyce. Kurp ostatecznie zaczął służyć Imperium, nauczywszy się tyle o broniach, że był w stanie rozpocząć karierę specjalisty od uzbrojenia. Lecz nadal nie miał szczęścia w tropieniu swego przeciwnika - nie aż do chwili, gdy w tajemnicy interweniował Jabba.

Grożąc podłożeniem bomby w pałacu Suppoona, Jabba wiedział, że Kurp zostanie wezwany w celu poradzenia sobie z sytuacją, ponieważ Gaar wciąż miał wiele powiązań w Imperium, dzięki czemu zasługiwał na specjalne traktowanie. Po dwóch dniach spędzonych na poszukiwaniu bomby, Kurp oznajmił, że żadnej bomby nie ma. Zadowolony z faktu, że jego stary rywal jedynie blefował, Gaar zaprosił Jabbę na bah’r kilidańską ceremonię jubjub i rozpoczął z nim negocjacje, aby wymienić samicę tromonida na hipergruczoł Pontaka. Produkt uboczny jednego z ambitnych marzeń dra Pineasa Pontaka, mających na celu wskazanie dokładnego miejsca, w którym umysły i ciała łączą się z mózgami istot inteligentnych, prototypowy organ zwany jako hipergruczoł został zsyntetyzowany z wydzielin wielu gatunków i potencjalnie mógł zrewolucjonizować medycynę międzygatunkową.



Jabba osłodził układ, oferując Suppoonowi samego dra Pontaka, którego pochwycił i odurzył, wiedząc, że Gaar jest zafascynowany jego pracą. Wszystko, czego Hutt żądał w zamian, to samiec tromonida. Sprzedawanie przedstawicieli obu płci było wysoce nielegalne - po tym, jak naukowcy odkryli je podczas ekspedycji na Rywina, gatunek ten rozprzestrzenił się na pięciu światach w przeciągu kilku miesięcy dzięki niezwykle skutecznemu cyklowi rozrodczemu, przez co powstał surowy regulamin dotyczący ich przewozu. Bez względu na wszystko, perspektywa posiadania Pontaka oraz jego hipergruczołu była zbyt kusząca i Suppoon złagodniał. Jednakże obaj przestępcy przechytrzyli jeden drugiego, bowiem samiec tromonida był wysterylizowany, a Pontaka pozbawiono mózgu, choć jego ciało funkcjonowało (i było zdalnie sterowane) za pomocą portu w czaszce, ukrytego za lewym uchem mężczyzny. Gdy śmiercionośny tromonid ugryzł Suppoona, Jabba zaoferował mu antidotum w zamian za zwrócenie mózgu, hipergruczołu, tromonidów i przyprawę. Mając niewielki wybór, Gaar zaakceptował ofertę, lecz wkrótce sprawił, że plan Hutta obrócił się wniwecz, aresztując go i jego świtę.

W tym momencie Jabba zagrał swoją najlepszą kartą, aktywując "bombę", poprzez nazwanie Gaara jego dawnym przydomkiem w obecności Kurpa. Oszołomiony faktem, że jego pracodawca był tak naprawdę ofiarą, na którą polował całe życie, Kosh zwrócił się przeciwko zaskoczonemu Bar’h Kilidowi, który próbował zestrzelić go w swojej obronie. Bolt odbił się rykoszetem od zbroi Kurpa, zestrzeliwując głowę Suppoona. Wywołało to frustrację u eksperta od broni, który wyczekiwał szansy na torturowanie Bomoora, tak jak on kiedyś torturował jego rodzinę.

Aby wynagrodzić mu straty, Jabba zwrócił się do zebranych członków organizacji przestępczej Suppoona i ogłosił Kosha ich nowym panem. Wiedząc, że lepiej nie zadzierać z Huttem, natychmiast zaakceptowali zmianę dowództwa, a pantorański konsultant zrezygnował z pozycji w Imperium, nareszcie honorując pamięć o swojej rodzinie. Mimo że przełożeni Kurpa cenili jego umiejętności eksperta od broni, to przyjęli rezygnację... w zamian za duży procent z zysków organizacji, których użyli do finansowania wojska.

Część druga

Pytanie: czy Jeźdźcy Tusken to pewien rodzaj zwierząt, minerału czy warzywa? Odpowiedź: nikt w Imperium nie daje za to ogona szczura womp.

Dyskryminacja obcych szerzyła się wśród imperialnych rang i społeczeństwa. W niektórych przypadkach, jak u wielkiego generała Malcora Brashina, którego rodzina została zabita przez rodiańskich bandytów, to uprzedzenie było zrozumiałe, choć niewłaściwe. Ale wśród większości był to irracjonalny, ludzki strach przez nieznanym, połączony z kultywującym władzę wpływem Palpatine'a, który zmieniał instynkt w niekontrolowaną ksenofobię. Niemniej jednak, podczas gdy Imperialni uwielbiali ustanawiać swój fanatyzm prawem, to jedna maksyma przemawiała za nimi: dobrą pomoc ciężko znaleźć.

Mimo swej nietolerancji Imperium Galaktyczne nie obawiało się prosić o pomoc obcych, jeśli wymagały tego okoliczności. Rzeczoznawstwo to cenny towar, a jeśli chodziło o spełnianie własnych potrzeb i założeń, przebiegli Imperialni z radością zatrudniali wszelkiego typu specjalistów z ras nieludzkich. Pantorański specjalista od materiałów wybuchowych Kosh Kurp był takim wyjątkiem; regularnie widziano jak twi'lekańskie tancerki i zeltrońskie kurtyzany dzieliły prywatną kwaterę - i ubrania - z wielkim admirałem Takelem na pokładzie gwiezdnego niszczyciela "Magic Dragon".



Z imperialnego punktu widzenia zaufanie zawsze było problemem podczas zadawania się z obcymi, z ich nieprzewidywalnymi zachowaniami, niepojętą kulturą i tępą religią. Lecz zagrożenie nielojalnością nie było niczym nowym w rządzie, gdzie zasługi, a nawet nepotyzm były podrzędne wobec egomanii. Zorientowana na tą metodologię, imperialna tyrania często dziesiątkowała obce istoty tylko po to, aby potem sprezentować im środki potrzebne do przeprowadzenia zemsty.

Biorąc pod uwagę te okoliczności, rekrutacja obcych dawała Imperialnym dwie znaczne korzyści: możliwość zaprzeczenia wszystkiemu i nie przejmowanie się stratami. W końcu, kto uwierzyłby, że nieczłowiekowi powierzono zadanie o wielkiej wadze dla Imperium? A kto by się przejmował, gdyby on lub ona zniknął? Jednakże, niektórzy obcy wykorzystywani w ten sposób, argumentowali to tym, że w tej hologrze jest miejsce dla dwojga.

KkH’Oar’Rrhr lub Hoar, Wirujący Derwisz

Osierocony Jeździec Tusken znany jako KkH’Oar’Rrhr lub Hoar ["Siwy" lub "Sędziwy" - przyp. tłum.] był tylko chłopcem, gdy zakradł się do pustej, tajemniczej rudery znajdującej się na Morzu Wydm na Tatooine. Mówiono, że dom należał do czarodzieja, a Hoar planował ukraść jedno z jego magicznych urządzeń. Prócz różnych technologicznych rzeczy, odkrył również obiekt w kształcie cylindra, a po zaciśnięciu na nim rąk, ogarnęła go wstrząsająca wizja. W swoim umyśle zobaczył prawdopodobnego konstruktora broni - młodego mężczyznę, niewiele starszego od niego samego - który nakrył swą nagą, ludzką twarz najstraszliwszą, czarna tuskeńską maską, jaką Hoar kiedykolwiek widział. Mężczyzna następnie włączył broń, jak podpalone gaderffii i ruszył, aby zgładzić Hoara.

Przebudził się ze swojej wizji, odkrywając, że czarodziej Ben Kenobi wrócił do swojej rudery. Obawiając się, że zostanie przemieniony w szczura womp, Hoar wrócił do swoich przyjaciół... zostawiając miecz świetlny tam, gdzie go znalazł. Po opowiedzeniu jak "śmiało stanął przeciwko czarodziejowi", Hoar wysłuchał słów swoich towarzyszy, Slivena i Borda, którzy wyjaśnili, że w jego wizji musiał się pojawić "Demoniczny Pozaświatowiec" - dziecko czarownicy i potworna znanego jako Wielki Jawenko - który lata temu zamordował grupę Tuskena Rrhra i rodzinę Hoara. Tylko chłopiec, który wówczas odszedł daleko, aby zająć się swoim banthą, uniknął masakry.



Wkrótce po wizji Hoara, jego wrażliwość na Moc została odkryta przez plemiennego dowódcę, A’Sharada Hetta. Jako człowiek wychowany przez Tuskenów, opuścił ich, aby dołączyć do Zakonu Jedi i zostać mistrzem, a następnie powrócił rozgoryczony, ledwo uniknąwszy rozkazu 66 Palpatine'a. Hett zaczął kształcić Hoara na swojego następcę, ucząc go prymitywnej wersji basicu i tego, jak przekierować jego agresję w opartej na Mocy sztuce walki, Teräs Käsi. Jako mistrz pojedynków, A'Sharad zrobił mu również dwudzielne gaderfffi i poinstruował jak walczyć dwiema broniami naraz. Hoar okazał się pojętnym uczniem i chociaż Hett był dowódcą plemienia, to młodzi Jeźdźcy idealizowali Hoara.

Potem, podczas próby napadu na domostwo Larsów - ten sam teren, na którym kiedyś Tuskeni porwali wiedźmią matkę Demonicznego Pozaświatowca - czarodziej Kenobi stanął naprzeciw Hettowi i jego plemieniu i pokonał wodza w zaciekłym pojedynku. Ponieważ A'Sharad został w trakcie pozbawiony maski - co było wielkim grzechem u Tuskenów - został wzgardzony przez Jeźdźców i musiał opuścić Tatooine w niełasce. Hoar nadal jednak go czcił, więc również opuścił planetę, ciągnąc za sobą wielu podziwiających go współplemieńców. Lecz po bezowocnych poszukiwaniach swojego bohatera w Zewnętrznych Rubieżach, od Portug do Dromund Kaas, Hoar i jego nomadowie zaczęli żyć w nędzy, strachu i głodzie.

Właśnie na Dromund Kaas znalazł ich sługa Imperatora, Maw. Były Jedi przekształcił Tuskenów Hoara w gang jeżdżący na śmigach. Następnie przetransportował ich na Tythona, aby mogli tam rabować starożytne grobowce z artefaktami Mocy i nazwał ich Grobowymi Tuskenami. Natomiast Hoar i jego towarzysze odrzucili tradycję noszenia masek i obnosili się dumie z nagimi twarzami, aby uczcić A'Sharada Hetta. Jednakże, ich kradzieże wkrótce przyciągnęły znacznie potężniejszą imperialną użytkowniczkę ciemnej strony: cyborga Arden Lyn, Rękę Imperatora.

Lyn była wręcz nieprawdopodobnie starożytną kobietą - mówiło się, że walczyła na Tythonie w najwcześniejszych wojnach, jakie stoczyli Jedi. Po przerwaniu jednego z napadów Hoara, rozpoczęła z nim walkę i onieśmieliła swym mistrzostwem w Teräs Käsi. Tusken był zaskoczony jej umiejętnościami w stylu walki swego mistrza, a Lyn oniemiała, zobaczywszy jaką wiedzę na temat tej rzadkiej sztuki posiada niby prymitywny nomad. Ale nie była niezadowolona. Obiecała Hoarowi, że uczyni go potężniejszym, niż będzie mógł to sobie wyobrazić i przymusiła go do dołączenia do jej misji, polegającej na wyeliminowaniu ważnych osobistości w Rebelii. Nie namyślawszy się długo, Hoar zostawił Grobowych Tuskenów do dyspozycji Mawa i dołączył do Lyn. Nie zdawał sobie sprawy jakie skutki przyniesie jego decyzja.



Przekierowując swoje umiejętności w Mocy do udoskonalenia Teräs Käsi i sprawdzając się w walce przeciwko szturmowcom i Gamorreanom - podopiecznym Lyn - Hoar stał się śmiercionośnym wirującym derwiszem. A potem nadszedł nieoczekiwany dar: gdy pokazano mu hologram młodego Rebelianta znajdującego się na liście Arden, Tusken skojarzył jego twarz z tą, która pojawiła się w przerażającej wizji z dzieciństwa. Rebeliant miał na imię Luke Skywalker, a na pasie wisiał miecz energetyczny, na który Hoar natrafił w chacie czarownika Kenobiego. Nareszcie poczuł, że znalazł mordercę swojej rodziny, Demonicznego Pozaświatowca. Zaczął na niego polować z nieustającym zapałem, lecz widmowa aura Obi-Wana przylgnęła do Rebelianta, chroniąc go. Sfrustrowany lecz zdeterminowany, użył instrukcji znalezionych w grobowcu na Tythonie i wykorzystał oba gaffi od A'Sharada Hetta, aby stworzyć z nich działające miecze świetlne.

Jego poszukiwania zemsty sięgnęły punktu krytycznego, gdy podczas podróży z Lyn w końcu mógł zobaczyć Mrocznego Lorda Sithów, Dartha Vadera - który nosił przerażającą, czarną, "tuskeńską" maskę z jego wizji. Hoar był oszołomiony. Czy tak naprawdę istniało dwóch Demonicznych Pozaświatowców, a może Vader i Luke to jeden i ten sam morderca? A może po prostu oszalał, przez lata wiedziony za nos przez dziecięce przekonanie oparte na pogłoskach i halucynacjach?

Nie jest jasne do jakiego wniosku ostatecznie doszedł Hoar. Wiadomo tylko, że podczas zaciekłego pojedynku ze Skywalkerem Jeździec Tusken pokonał go i przyłożył gaderffii do jego gardła. Lecz w tym momencie doznał kolejnej wizji... I oszczędził życie Rebelianta. Po odrzuceniu bezpośredniego rozkazu Arden Lyn, Jeździec porzucił swoją imperialną przełożoną, lecz zmierzył się z nią po raz ostatni w śmiertelnym pojedynku.

Ostatnie wieści o Hoarze donoszą, że wznowił polowanie zarówno na starego wodza, A'Sharada Hetta, jak i na zamaskowanego Dartha Vadera, podróżując aż na znajdującą się w Zewnętrznych Rubieżach zdewastowaną planetę Shumari - miejsce podobne do jego legowiska na Tythonie, pełne kości, grobów, a nawet duchów Jedi. Tam, Hoar nabrał pewności, że w końcu znajdzie Hetta, zabije demona... lub spotka się ze swoim przeznaczeniem.

Thok, gamorreański podwójny agent

Dwa najwredniejsze prosięta po tej stronie Większego Javinu, Thok i jego brat Gorc byli na wiele sposobów typowi dla swojej rasy: uwielbiali walczyć i nienawidzili droidów. Gamorreanie na uwikłanym w wojnę Pzobie czuli jednak, że jest coś dziwnego w tej parze. Limonkowa skóra braci z klanu Skunnt uzyskiwała czerwonawy odcień za każdym razem, gdy wpadali w złość, ale jeszcze bardziej niesamowity pokaz ich "magicznej mocy" miał miejsce podczas improwizowanych rękoczynów po skończeniu przez Thoka szczególnie ciężkich przekąsek i beczki gamorreańskiego bimbru. Gdy dosłownie wyzionął kulę ognia na twarz swojego klanowego rywala, Scumba, przypalając jego ryj, wiedział, że nie ma większego wieprza na Pzobie.

Thok może nie był najmądrzejszym Gamorreaninem, ale gdy przychodziło do bójek, to znał każdą nieczystą sztuczkę, jaka istniała. Nabył więc uniwersalny transliterator i wziął swojego większego, jeszcze głupszego młodszego brata Gorca, aby ruszyć w świat i zarobić fortunę. Rodzeństwo szybko znalazło pracę na Zlarbvie IV jako króliki doświadczalne dra Pineasa Pontaka w jego pracy nad hipergruczołem Pontaka. Podanie im obcych wydzielin miało niecodzienne efekty uboczne w postaci pęcznienia ich mięśni, jeśli odpowiednio ich się zezłościło. Eksperymenty były jednak bolesne, więc Thok i Gorc ostatecznie przenieśli się na Tatooine. Tam przyłączyli się do Ortugg, Gamorreanina, który rekrutował dobry tuzin przedstawicieli swojej rasy, aby zaciągnąć się do pracy u gangstera Jabby Hutta. Jabba wiedział, że Thok i reszta to jego typ świni - nieustraszeni i tępi.



Thok przeżył wiele przygód podczas pracy u Hutta. Jedną z najbardziej niezapomnianych było osadzenie rankora w pałacu. Gdy jego współpracownik Ortugg wrzeszczał "rankur!" na widok bestii, Thok uciekł, rozpoznając "pająkokraba", który stał się częścią gamorreańskiej mitologii od czasu, gdy Imperium Rakatańskie wprowadziło jednego do ekosystemu Gamorra. Thokowi wypsnęła się również informacja o miejscu pobytu dra Pontaka, gdy Jabba potrzebował obecności naukowca, aby rozpocząć negocjacje ze swoim rywalem Gaarem Suppoonem. Thok pomógł porwać doktora, czym zaimponował Jabbie, który uczynił go swoim osobistym strażnikiem podczas negocjacji.

Jednakże, najbardziej pamiętliwy incydent nastąpił pewnej dzikiej nocy w salonie "Czerwony Księżyc" w Mos Eisley, w którym wzięli udział Thok, Gorc, siedem baryłek zelosiańskiego wina, róg kloo, trzech pobitych na śmierć Gungan i pięciu Ugnaughtów w potrawce. Gdy bracia skończyli jako więźniowie lokalnej imperialnej użytkowniczki ciemnej strony, Prorokini, szybko myślący Thok wykwiczał słowa o "magicznej mocy" płomieni Gorca, aby ocalić własną skórę. Ostatecznie jednak to tylko rozdzieliło braci: Groc został zaciągnięty do imperialnego laboratorium, a Thok został wtrącony do więzienia prefekta Oruna Deppa, aby tam zgnił.

Przeznaczenie wkrótce się odezwało. W zamian za informacje o panthańskim baronie minerałów, Ręka Imperatora Arden Lyn wykupiła go od Prorokini. Jak obiecano, Thok był silny w Mocy. Lecz powołując się na gamorreańską tradycję, powiedział jej, że prędzej umrze, niż będzie służył komuś, kto nie potrafi go pokonać w walce jeden na jednego... zwłaszcza ktoś, kto był po części droidem. Mistrzyni Teräs Käsi stanęła do walki z nieortodoksyjnym awanturnikiem, zdumiona faktem, że Thok dosłownie powiększył się trzykrotnie i walczył z okrutnym instynktem. Ostatecznie dobrze wymierzone rąbnięcie z cybernetycznej ręki znokautowało wielkiego pięściarza.

Lyn tak zaimponował wzmocniony refleks Thoka, że kazała mu się przyłączyć do swoich uczniów Teräs Käsi - Hoara, byłego dowódcę Grobowych Tuskenów i szturmowca 17786, dziecko imperialnego użytkownika Mocy, Niala Declanna. Używając wzmocnionej mocy Teräs Käsi, Thok znacznie poprawił swoje umiejętności w walce, aby przygotować się do misji Lyn, polegającej na wyeliminowaniu "bohaterów z Yavina" - Luke'a Skywalkera, księżniczki Leię, Hana Solo i Wookieego Chewbaccę. Ostatni z nich stał się wielkim nemesis Thoka i stoczył z nim wiele epickich walk. Tak naprawdę jednak Lyn zbierała żołnierzy, aby obalić Palpatine'a i zakończyć jego plan rządzenia galaktyką przez eony. Na jej nieszczęście inna tak zwana Ręka Imperatora, Mara Jade, zaczęła szpiegować Arden i wyjawiła jej zdradę swojemu mistrzowi. W tej chwili Lyn i Thok zniknęli, lecz kilka miesięcy po bitwie o Hoth para znów się pojawili, tym razem w zmowie ze zdradzieckim wielkim admirałem Demetriusem Zaarinem. Biorąc przykład z ostatniej bitwy wojen klonów, żołnierz 17786 pomógł Arden i Thokowi porwać Palpatine'a na pokładzie promu "Haven 3". Wyczyn jednakże się nie powiódł, a Lyn w konsekwencji zwolniła Gamorreanina ze służby.



Wielki Thok wrócił do punktu wyjścia, tylko nie miał brata. Nie mając dokąd pójść, znowu zwrócił się do Jabby. Po pracy jako agent imperialny, podwójny agent i porywacz galaktycznych dyktatorów, robota u Hutta wydawała się nudna. Nadal była tam stara, gamorreańska klika: Oetugg, Thug... i jego stary rywal z klanu Skunnt na Pzobie, Scumbo, który najwyraźniej zajął miejsce Gorca. Nie wydawało się, aby mogło być jeszcze gorzej - choć Thok poczuł pewną satysfakcję po zobaczeniu ludzkiego towarzysza jego wroga, Chewbaccy, zamrożonego w karbonicie w sali tronowej Jabby.

Zrobiło się goręcej, gdy na miejsce przybyła tancerka "Arica", a Gamorreanin poczuł, że z pewnością widział ją wcześniej... Potem przybył również nemesis Thoka, Chewbacca, pochwycony przez wychudzonego łowcę nagród, Boushha. Gamorreanin ledwo mógł w to uwierzyć. Wtedy zdał sobie sprawę, ze Arica była w rzeczywistości imperialną zabójczynią, Marą Jade. Miał już poinformować Jabbę o obecności szpiega w ich otoczeniu, gdy rozpętało się piekło: Han Solo został rozmrożony przez "Boushha", który okazał się księżniczką Leią w przebraniu, a Thok patrzył z otwartymi ustami jak Luke Skywalker wkroczył do akcji i zabił rancora.

Bohaterowie z Yavina i zabójczyni na usługach Palpatine'a byli w jednym miejscu, więc Thok poczuł, że przybyli, aby go zgładzić. Umysł Gamorreanina wciąż się motał, gdy dołączył do innych przedstawicieli swojej rasy na barce żaglowej, aby obserwować Rebeliantów pożeranych przez sarlacca. Ale gdy Skywalker nagle zaatakował pojazd, wycinając jego załogę za pomocą świecącego miecza, stary instynkt Thoka wziął górę. Wziął szturmem pokład barki, sprawdzając C-3PO, który próbował uruchomić wadliwy podprogram gravik-nezu, starożytnej affańskiej sztuki walki, polegającej głównie na walce wręcz. Z blasterem w dłoni, Thok natarł na Skywalkera wraz z Niktem Kadas’sa', Wooofem, mając nadzieję na wzięcie rebelianta z zaskoczenia. Lecz siły Jedi wzrosły ogromnie od ich ostatniego spotkania. Gamorreanin miał zamiar przypiec Skywalkera swoim opatentowanym płomieniem Teräs Käsi, gdy niespodziewanie dzierżący miecz przeciwnik zakręcił się i zadał mu cios.

Przed śmiercią wieprz, który marzył o wielkiej przyszłości poza Pzobem, zobaczył swojego nemezis, Scumba, stojącego nad nim - z wibrotoporem w dłoni i złym błyskiem nad wilgotnym ryjem. Thok wiedział, że jest skończony. A jednak, zamiast go dobić, Scumbo wykwiczał okrzyk wojenny ich plemienia, życząc mu bezpiecznej podróży do Wielkiego Koryta w Gwiazdach w chwili, gdy barka wybuchła. Klan Skunnt zapamiętał Thoka, organizując coroczny konkurs bekania w dniu jego urodzin.

Część trzecia

Choć wielu obcych pracowało z Palpatine'em podczas jego dojścia do władzy (między innymi Sly Moore z Umbary, Mas Amedda z Champali, Onaconda Farr z Rodii i Yarua z Kashyyyka), to tylko kilku mogło przewidzieć zmiany ideologiczne towarzyszące przejęciu przez niego imperialnego tronu. Jego prawdziwe wierzenia stały się jasne dopiero, gdy było już za późno, aby powstrzymać jego złowrogie plany.

W odczuciu Palpatine'a każdy obcy istniał tylko po to, aby służyć ludziom z Imperium, czy to dobrowolnie, czy to pod presją. Zniewolenie Wookieech, Kalamarian i innych podczas jego rządów było szokiem dla galaktyki, lecz takie tendencje, choć subtelne, zawsze były obecne. Jako senator z Naboo, dzielił ze swoim ludem nieufność do współmieszkańców swojego świata, Gungan. Pomimo porozumienia z nimi, zawartego w czasie inwazji Federacji Handlowej, to bezlitośnie wziął podstępem Jar-Jara Binksa, aby namówił Senat do dania Kanclerzowi specjalnych uprawnień w czasie wojny. Jego manipulacja Federacją i w konsekwencji opuszczenie jej, zachwiało siłami Neimoidian, choć ci pomagali mu budować własne - a skoro Geonosianie w sekrecie pomogli mu zaprojektować Gwiazdę Śmierci i inną technologię wojskową, Palpatine zachował iluzję, że sam jest pokojowym, życzliwym przywódcą.



Jako Imperator, Palpatine poparł koncept Wysokiej Kultury Ludzkiej, twierdząc, że ludzie są dziedzicznie nadrzędni w stosunku do innych ras. Choć nie wszyscy wyznawali ten pogląd, to było ich na tyle wielu, że obcy wkrótce odczuli ograniczenie swoich praw i wolności przez imperialny edykt. Powszechne uprzedzenia, wspierane dodatkowo przez dyktaty Nowego Ładu, tylko sprawiały, że sytuacja dla nieludzi wszędzie robiła się coraz gorsza.

Mimo tego, Palpatine nie był głupi. Poznawał cenne źródło, gdy na nie spojrzał i wykorzystywał obce rasy do swoich celów. I tak, małej ich liczbie udało się osiągnąć wysokie pozycje we śnie o Nowym Ładzie Sidiousa.

Sly Moore, imperialna doradczyni

Imię doradczyni Palpatine'a, Sly Moore, było rzadko wypowiadane w czasach Rebelii. Ale najstarsi imperialni dworzanie dobrze ją pamiętali, zwłaszcza pod innym przydomkiem: Królowej Imperium.

Ambitna Umbaranka z niepokojącym spojrzeniem, Moore była chłodno kalkulująca i bezwzględna. Ubierała się w skomplikowany i obscenicznie drogi cieniopłaszcz, który mógł ukryć ją przed nagim okiem, a wśród jego obszernych fałd znajdował się sztylet znany jako vooktar. Plotka głosiła, że Umbaranka zmusiła groźbami do emerytury swoją poprzedniczkę, Sei Tarię, i że stała się równie bliska Kanclerzowi, co jego powiernicy, Sate Pestage i Kinman Doriana - niektórzy szeptali, że byli ze sobą jeszcze bliżej. Wykorzystując zdolności jej rasy do zaciemniania umysłu, Palpatine czasami kazał jej udawać swoją sithową osobowość, Dartha Sidiousa, dzięki czemu mógł być w dwóch miejscach na raz. I choć nikt nie miał żadnych dowodów, to po powstaniu Imperium vidy z plotkami oraz historie z brukowców twierdziły, że między tą dwójką było coś więcej, niż tylko profesjonalna relacja.



Pomimo niezdolności brukowców do potwierdzenia tych niesamowitych wieści, to apetyt Palpatine'a na konkubiny - takie jak jego kurtyzana/zabójczyni Roganda Ismaren - był dobrze znany, a imperialna opinia publiczna podchwyciła sensacyjny tytuł "Królowej Imperium", której nadały Moore "Galaktyczne Plotki". W konsekwencji stoicka Umbaranka stała się obiektem adoracji i czci, a przejaskrawianie jej wizerunku i roli w państwie tylko się zwiększyło, gdy jej występy publiczne robiły się coraz rzadsze i rzadsze.

Częścią przyczyn, które usprawiedliwiały jej nieobecność, nawet za czasów Starej Republiki, był fakt, że ona i "Ręka Kanclerza", Sarcev Quest, byli zajęci na planecie Byss, służąc jako opiekunowie osób szkolących się w ciemnej stronie, których pozyskano z członków Korpusów Rolniczych. Gdy Quest zajmował się ich formalnym treningiem w Mocy, to Moore nakłaniała ich umysły do ciemnej strony. Umbaranka użyła również swoich specyficznych talentów do wykorzenienia ocalałych z rozkazu 66 i przez pewien czas nadzorowała naukowców rasy Shi’ido, Mammona Hoole'a i Borborygmusa Goga, gdy ci przeprowadzali badania nad abiogenezą - spontanicznym tworzeniem życia. Aby mogło się to udać, Moore dostarczyła im kobietę z Bordali jako obiekt doświadczalny. Jednakże, sama Umbaranka zdobyła DNA osoby władającej Mocą z nieznanych źródeł i była głęboko zainteresowana techniką, którą kiedyś udoskonalił Darth Plagueis: nakłonienie midichlorianów, aby utworzyły zygotę w płodnej kobiecie.

Wedle ostatnich raportów, Moore nagle zniknęła z imperialnego dworu wkrótce po publicznym wystąpieniu podczas uroczystości Nowego Roku, gdzie zaczęły krążyć bezpodstawne pogłoski o jej "błogosławionym" stanie. Mówiło się, że odizolowała się w Mgławicy Duchów, domu jej rasy, gdzie odeszła podczas porodu bezimiennego mutanta, który został natychmiast porwany przez jej dawnego towarzysza, Questa.

Mimo że wspomnienia o chwale Moore ostatecznie przeminęły, to szepty o "trójokim synu" Palpatine'a sięgały daleko w galaktyce, a wrażliwy, trójoki niewolnik z Kessel o imieniu Trioculus nigdy nie zapomniał o chwale umbarańskiej damy, ani o jej nieoficjalnym tytule.

Mas Amdedda, Wicekanclerz

Historia o niegdyś szlachetnym mężu stanu, Masie Ameddzie, jest smutną, lecz zbędną polityczną opowieścią o kompromisie moralnym oraz tym, jak władza korumpuje. Chagrianin z wodnej planety Champala, mówca i wicekanclerz służący w rządzie swojego przyjaciela, Kanclerza Valoruma, Amedda kiedyś pomógł odkryć próbę zabójstwa przywódcy Republiki. Kilka krótkich lat potem sam dał sekretny rozkaz, aby go zamordować.

Głęboki głos Ameddy często rezonował w sali Senatu, gdy prosił o spokój w chwilach, podczas których rząd Republiki wdawał się w bezsensowne kłótnie. Aby pokazać swoją władzę nad obszerną komnatą, często pozwalał, aby jego długi, rozwidlony język zatrzepotał. Promieniowanie słońca Champali było odpowiedzialne za ewolucję jego jasnoniebieskiej skóry, lecz to brutalna polityka Senatu uczyniła go gruboskórnym.



Wicekanclerz nie był wyjątkiem od charakterystycznej dla swojego ludu skłonności ku działaniom pokojowym. Przestrzegał prawa z natury i miał niemal obsesję na punkcie procedur i porządku. Pośród biurokratów równie skorumpowanych, co w Republice, Amedda uważał siebie za uczciwego polityka. Ale z tego samego powodu nie cieszył się wielką popularnością. Jego rola w kontrolowaniu - lub, mówiąc prosto, uciszaniu - krzykliwego ciała rządzącego zyskała mu kilku przyjaciół. Mas niechętnie przyznał, ze za Hoth nie ma szansy na zostanie Kanclerzem i przeprowadzenie zmian, których Republika tak dramatycznie potrzebowała.

Potem, gdy do władzy doszedł Palpatine, Amedda dostrzegł szansę. Jak wielu innych polityków myślał, że nowy przywódca będzie tylko figurantem, którym łatwo będzie manipulować. Ale w przeciwieństwie do skorumpowanych senatorów, którzy chcieli zmanipulować Palpatine'a, aby ten robił to, co im służyło, Chagrianin dostrzegł, że ma niecodzienną możliwość zmanipulowania go tak, aby zrobił to, co dobre. I w istocie, na początku swoich rządów Kanclerz wydawał się niezwykle podatny na sugestie Ameddy dotyczące tego, co jest dobre dla Republiki. Lecz wicekanclerz miał wkrótce obudzić się w nieprzyjemny sposób.

Wkrótce po zniweczeniu projektu "Lotu Pozagalaktycznego", misji Jedi, którą Amedda z pasją lobbował, Palpatine ujawnił nie tylko, że to on stoi za jej unicestwieniem, lecz także to, że był lordem Sithów, zaprzysięgłym wrogiem rycerzy i Republiki. Palaptine wyjaśnił, że cały czas wiedział, iż Amedda i inni próbowali go manipulować i tak naprawdę to on manipulował nimi, nasyłając ich nawzajem na siebie niczym pionki, spełniające jego wolę. Chagrianin był zdruzgotany. Był przekonany, że będzie mógł użyć swojej pozycji, aby zwieść Palpatine'a i w tajemnicy wyprowadzić Republikę z cienia prosto w chwalebny nowy porządek. Zamiast tego, był odpowiedzialny za wygnanie wrogów Sidiousa i śmierć niezliczonych niewinnych.



Ale Paplatine zaapelował do natury Chagrianina. Zamiast go zabić, wyjaśnił, że obaj byli ledwo trybami w maszynie transcendentnego "Wielkiego Planu". Jedi, Republika, a nawet zemsta Sithów były ledwo składnikami największego eksperymentu, jaki kiedykolwiek przeprowadzono, którego początki sięgały czasów przez Ximem Despotą i Bezkresnym Imperium. Palpatine dzielił z Masem wizję Nowego ładu - lecz ów Nowy Ład nie był taki sam jak Republika lub nawet przyszłe Imperium, bo to były jedynie praktyczne manifestacje ich wspólnego marzenia w granicach czasu i przestrzeni. Prawdą było to, co dawno temu zrozumieli Sithowie.

A potem Amedda też zrozumiał. Absoluty były iluzją. Przez 25 tys. lat demokracja miała swoją szansę. Poza Republiką, Sithami, poza "tak" i "nie" w Senacie, które były tylko przeciwnymi końcami tej iluzji, istniał niewzruszony sen o idealnej procedurze - i pokoju.To było wieczne. Mas i Palpatine powzięli sobie za cel spełnienie go. Amedda zaakceptował swoje przeznaczenie i przysiągł Kanclerzowi lojalność aż do śmierci. I jednym z jego pierwszych obowiązków było zaplanowanie zabójstwa przyjaciela, Valoruma.

A zatem, mimo szlachetnych idei, które kiedyś były mu tak drogie, Amedda poddał się Wielkiemu Planowi, polując na relikty Sithów na planetach takich jak Yavin IV i stojąc przy swoim mistrzu, gdy ten ogłosił się władcą Imperium, które przetrwa 10 tys. lat. Ale gdy imperialne prawo stawało się coraz bardziej skupione na ludziach i przeciwne obcym, Amedda powoli wycofał się z polityki. Z sekretnej cytadeli na planecie Byss w samym sercu galaktyki, Amedda pilnie czynił przygotowania konieczne do podłożenia podwalin pod Nowy Ład na tysiąc lat, 10 tysięcy lat... i jeszcze dalej.


KOMENTARZE (4)

Zapowiedź ''Skoku stulecia''

2013-08-28 13:15:35 Amber

Wydawnictwo Amber zapowiedziało wydanie kolejnej powieści Timothy'ego Zahna. "Skok stulecia", bo taki będzie polski tytuł "Scoundrels", pojawi się w księgarniach 15 października (wtorek). Cena i objętość książki podane zostaną w ciągu najbliższych dni. Tłumaczeniem zajęła się Anna Hikiert.

Aby zdobyć potrzebne kredyty, Han jest gotów podjąć najwyższe ryzyko. Jednak nawet on nie wypełni tego zlecenia solo...

Han Solo powinien się pławić w blasku chwały – przecież dopiero co odegrał kluczową rolę w ataku na Gwiazdę Śmierci. Jednak, utraciwszy nagrodę za swój bohaterski czyn, Han nie ma czego świętować – tym bardziej że wciąż jest zadłużony u przestępczego bossa, Jabby. Hutt nałożył na jego głowę nagrodę i jeśli Han nie zdoła zebrać odpowiedniej sumy, będzie musiał zapłacić skórą. Uratować go może tylko wysoki okup albo fortuna gangstera... I właśnie to ostatnie proponuje mu tajemniczy nieznajomy w zamian za pomoc w jej odzyskaniu. Oferta jest ryzykowna, jednak Han mógłby spłacić Jabbę...

Wystarczy, że przeniknie przez systemy bezpieczeństwa ściśle strzeżonej twierdzy jednego z szefów przestępczego syndykatu. Brzmi jak robota dla cudotwórców albo szaleńców... I właśnie dlatego Han – wraz z nieodłącznym Chewbaccą i spryciarzem Landem Calrissianem – gromadzi zespół złożony z tych, którzy są po trochu i jednym, i drugim. Jeśli ktokolwiek potrafi przechytrzyć i pokonać zastępy uzbrojonych po zęby zbirów, droidów zabójców i imperialnych agentów – a potem dokonać skoku stulecia – to właśnie banda Solo. Czy jednak napad się opłaci, czy może cena, którą przyjdzie im zapłacić, będzie zbyt wysoka?


Przy okazji tej zapowiedzi warto także wspomnieć o tym, że kilka dni temu do tłumaczenia trafiła kolejna książka, a dokładniej planowana na listopad "The Last Jedi" autorstwa Michaela Reavesa i Mayi Kaathryn Bohnhoff. Przekładem zajmą się Anna Hikiert i Błażej Niedziński.

Wszystkie zapowiedzi znajdziecie tutaj>>>.
KOMENTARZE (26)

Zapowiedź ''Ręki sprawiedliwości''

2013-08-06 16:10:51 Amber

Wydawnictwo Amber zapowiedziało oficjalnie wydanie "Ręki sprawiedliwości" (Choices of One) Timothy'ego Zahna. Powieść pojawi się w księgarniach 5 września (czwartek), natomiast jej objętość i cena okładkowa zostaną podane na dniach. Tłumaczeniem zajął się Błażej Niedziński. Jako ciekawostkę można podać fakt, iż nazwa "Ręka sprawiedliwości" (Hand of Judgment) była roboczym tytułem wydania oryginalnego.

Timothy Zahn, autor bestsellerów numer 1 „New York Timesa”, przedstawia nową przygodę.
Akcja rozgrywa się w czasie pomiędzy epizodami opisanymi w Nowej nadziei i Imperium kontratakuje, z udziałem młodego Luke’a Skywalkera, Hana Solo, księżniczki Leii Organy i Mary Jade.


Los Rebelii zależy od następnego posunięcia Luke’a Skywalkera. Czy jednak Rebelianci znaleźli się w bezpiecznej przystani, czy w śmiertelnej pułapce?

Minęło osiem miesięcy od bitwy o Yavin. Rebelia rozpaczliwie potrzebuje nowej bazy. Gubernator Ferrouz z sektora Candoras oferuje Rebeliantom schronienie w zamian za pomoc i obronę przed watażką Nuso Esvą. Luke, Leia, Han i Chewie zostają wysłani, żeby ocenić warunki tego paktu i prawdziwe zamiary Ferrouza.
Tymczasem w stronę Candoras zmierza również Mara Jade, Reka Imperatora, wraz z piątką szturmowców-dezerterów znanych jako Ręka Sprawiedliwości. Ich misja: ukarać Ferrouza za zdradę i na dobre rozgromić Rebelię.
Jednak w tej grze podstępów i zdrady w każdej chwili ktoś może wyciągnąć asa z rękawa...


Temat na forum.



Wszystkie zapowiedzi znajdziecie tutaj>>>.
KOMENTARZE (9)

''Cios łaski'' w sprzedaży...

2013-05-16 11:46:36 Amber

W dniu dzisiejszym do sprzedaży trafiła najnowsza powieść Aarona Allstona - "Cios łaski". Jest to dziesiąty tom serii X-wingi będący kontynuacją przygód Eskadry Widm, a główna akcja osadzona została 44 lata po "Nowej nadziei" i toczy się równolegle z końcówką serii Przeznaczenie Jedi. Cena okładkowa książki wynosi 37,80 zł, a jej objętość to 384 strony. Przekładem zajęli się Anna Hikiert i Grzegorz Ciecieląg.

Asy przestworzy ze słynnej Eskadry Widm znów wkraczają do akcji – tym razem muszą wykazać się sprytem i odwagą, stawiając czoło podstępnemu imperialnemu generałowi.

Minęło trzydzieści lat, odkąd Eskadra Widm wypełniła swoją ostatnią misję. Podejmując się najbardziej niebezpiecznych i brawurowych zadań, wykolejeńcy i banici z elitarnej eskadry X-wingów nieraz okryli się sławą. Po Drugiej Galaktycznej Wojnie Domowej jednostkę rozwiązano, a drogi jej członków się rozeszły. Teraz jednak ich wyjątkowe zdolności znowu są w cenie, bo tylko oni mogą wypełnić supertajną misję.

Wpływowy generał Galaktycznego Sojuszu, niegdyś powszechnie poważany, teraz podejrzany jest o udział w niesławnym Spisku Lecersena, który nieomal pchnął Sojusz z powrotem w objęcia Imperium. Rozkazy brzmią: ujawnić i zatrzymać zdrajcę – za wszelką cenę. Tak oto Widma stają się znów złodziejami, piratami, oszustami i fałszerzami… a także celami. Czas pokaże, czy odwaga, broń i ryzykowny plan wystarczą, żeby pokonać najgroźniejszego z przeciwników.


Temat na forum.



Ponadto, w ostatnich dniach do tłumaczenia trafiły dwie najnowsze powieści popełnione przez Timothy'ego Zahna. Przekładem "Choices of One" zajmie się Błażej Niedziński, natomiast "Scoundrels" trafiła w ręce Anny Hikiert. Pierwsza z książek zapowiadana jest przez Amber na wrzesień, kolejna na październik.



Wszystkie zapowiedzi znajdziecie tutaj>>>.
KOMENTARZE (11)

Kilka nowinek książkowych

2013-03-22 23:53:33 Wydawnictwo Amber

Wydawnictwo Amber nie zwalnia tempa prac nad powieściami z serii Star Wars. W ostatnich dniach do tłumaczenia trafiły dwie nowości: "The Old Republic: Annihilation" Drew Karpyshyna, którą zajmie się duet Błażej Niedziński i Aleksandra Jagiełowicz, oraz "Scourge" Jeffa Grubba, którą przełoży Anna Hikiert.

Jednemu z naszych czytelników udało się także zdobyć plan wydawniczy Amberu na ostatnie miesiące roku 2013 i początek 2014. Znając jednak sytuację z poprzednimi powieściami, radzimy poniższy plan traktować wyłącznie orientacyjnie i przygotować się na ewentualne opóźnienia. Oto on:
  • 9 kwietnia 2013 - "Odpływ", Paul S. Kemp, tłum. Błażej Niedziński i Aleksandra Jagiełowicz
  • maj 2013 - "X-wing. Mercy Kill", Aaron Allston, tłum. Anna Hikiert i Grzegorz Ciecieląg
  • czerwiec 2013 - "The Old Republic: Annihilation", Drew Karpyshyn, tłum. Błażej Niedziński i Aleksandra Jagiełowicz
  • sierpień 2013 - "Scourge", Jeff Grubb, tłum. Anna Hikiert
  • wrzesień 2013 - "Choices of One", Timothy Zahn, tłum. nieznany
  • październik 2013 - "Scoundrels", Timothy Zahn, tłum. nieznany
  • listopad 2013 - "The Last Jedi", Michael Reaves i Maya Kaathryn Bohnhoff, tłum. nieznany
  • grudzień 2013 - "Dawn of the Jedi: Into the Void", Tim Lebbon, tłum. nieznany
  • styczeń 2014 - "Kenobi", John Jackson Miller, tłum. nieznany

    Ponadto, wyjaśniła się sytuacja z powieściami młodzieżowymi "Legacy of the Jedi" oraz "Secrets of the Jedi", które na jakiś czas znalazły się w zeszłorocznych zapowiedziach Amberu. Mianowicie prawa wydawnicze do wszystkich gwiezdnowojennych młodzieżówek posiada wydawnictwo Egmont i to ono jest jedynym polskim wydawcą, uprawnionym do ich sprzedaży.
    KOMENTARZE (23)
  • Zapis czatu z Timothym Zahnem

    2013-02-14 17:21:25

    Niedawno na Facebooku Del Rey zorganizował czat z Timothym Zahnem. Przedstawiamy tłumaczenie tego czatu.

    P: Uwielbiam scenę w Scoundrels, w której Han „strzela pierwszy”.
    O: Dziękuję. To jest generalnie sposób w jaki przepisałbym scenę z Greedo, pozwalając Greedo strzelać pierwszemu, ale jednocześnie Han kontrolowałby sytuację.

    P: Zastanawia mnie dlaczego adoptowana matka Lei jest tak często pomijana w EU, podczas gdy już dawno ustalono, że żyła jeszcze, gdy Alderaan został zniszczony. Chciałem się zapytać, czy twoim zdaniem te wspomnienia Winter miały jakieś szczególne znaczenie? Czy twoim zdaniem królowa była obecna w wychowaniu Winter, czy raczej była kimś obcym?
    O: Zawsze myślałem, że Breha miała wpływ na wychowanie Lei (i Winter), ale myśli nie są kanoniczne. Myślę, że dziewczyny miały jakieś wspomnienia o niej, coś mogło Winter oczywiście dotknąć jakoś szczególnie.

    P: Co sprawiło, że zdecydowałeś się użyć postacie takie jak Kell czy Winter? Czy fajnie się je pisało?
    O: Lista postaci do „Scoundrels” została zaprojektowana tak, by była to książka, którą fani Star Wars nie znający EU mogli sobie wziąć do ręki i przeczytać, nie czując się zagubionymi. Winter i Kell są tu ponieważ chciałem jakoś nawiązać do postaci z EU, ale ponieważ jest to ich pierwsze (chronologicznie) pojawienie się, to nowe osoby nie będą czuły się zagubione.

    P: Jakie są twoje odczucia wobec adaptowania niektórych książek Star Wars w formie filmowej? Nie mówię tylko o trylogii „Dziedzica Imperium”, ale i innych książek?
    O: Tak, chciałbym zobaczyć jakieś moje pomysły w formie filmowej bądź telewizyjnej.

    P: Teraz gdy Disney szykuje się do nowych filmów Star Wars, myślisz, że użyją cześć materiałów z ery post-Imperialnej jako inspiracji?
    O: Nie, nie mam pojęcia jak Disney/LFL działają, ale spodziewam się dobrych rzeczy.

    P: Mam nadzieję, że napiszesz więcej książek.
    O: Chciałbym napisać więcej książek Star Wars, obojętnie czy to o Thrawnie, Marze, Winter, Bink/Tavia czy wielkiej trójce. Ale obecnie nie wiem, co zaplanował Disney dla EU, musimy poczekać i zobaczyć.

    P: Ciekawi mnie, co sądzisz o nowych filmach Star Wars i czy wiesz, w jaki sposób będą one interferowały z powieściami Expanded Universe.
    O: Niezależnie, czy nowe filmy będą ignorowały EU, adaptowały je, czy też kompletnie je zniszczą, to jest coś, na co musimy poczekać i zobaczyć. Jeśli jednak będą kolejne książki i jeśli LFL/Del Rey/Disney zdecydują się mi dać je napisać, mam projekt trylogii, w której trzecia książka byłaby jednocześnie trzecim tomem serii Ręki Sprawiedliwości (Posłuszeństwo, Choices of One). Ale znów, nie wiem, czy to nastąpi.

    P: Którą postać lubisz pisać najbardziej?
    O: Ulubiona postać do pisania: którakolwiek, którą właśnie piszę. A poważnie, nie staram się wchodzić w skórę czy jakiś inny punkt widzenia moich postaci, staram się zrozumieć jak myślą, działają i jak wygląda wszechświat ich oczyma. Muszę też powiedzieć, że Thrawn i Mara to dwie postaci, które są dla mnie najtrudniejsze, ale i najbardziej satysfakcjonujące.

    P: Który film Star Wars jest twoim ulubionym?
    O: Ulubiony film Star Wars: TESB. Nie widziałem wystarczającej liczby „Wojen klonów” by mieć o nich swoją opinię. Moja kablówka nie ma tego kanału. Czytałem też tylko kilka innych książek z EU, nie mam już czasu na czytanie jak kiedyś.

    P: Mówiłeś, że „Ocean’s 11” był inspiracją dla twojej nowej książki. Ale który, klasyczny czy remake?
    O: Widziałem oba, oryginalny i remake „Ocean’s Eleven” i wolę ten drugi. Bardziej rozbudowana fabuła i bardziej wciągające postaci.

    P: Czy jest jakiś okres w Star Wars, którego jeszcze nie eksplorowałeś, a chciałbyś coś tam napisać?
    O: Obecnie lubię pisać w okresie między 4 i 5 epizodem, głównie ze względu na postaci, które są wspaniałe w tej erze i także ze względu na to, że nie zostało to jeszcze dobrze wyeksploatowane. Ale rozumiem, że teraz gdy zapowiedziano tu kilka książek, robi się tłoczno. Co do innych er, Stara Republika ma kilku dobrych pisarzy, którzy tam pracują, nie wiem też, czy Del Rey planuje coś po Dziedzictwie Mocy. Jeśli okres między 3 i 4 Epizodem zostanie otwarty (LFL pilnuje, by się tam nie wciskać), byłoby kilka historii, które fajnie byłoby opowiedzieć.

    P: Jest jakaś szansa, że zretconujesz „Star Wars Holiday Special”, sprawiając, że to dzieło będzie godne marki Star Wars?
    O: Nie, i nie zamierzam retconować Holiday Special.

    P: Czy nie obawiasz się, że sequele Disneya mogą zignorować wspaniałe EU, które rozpocząłeś trylogią Thrawna?
    O: Myślę, że Disney dobrze postąpi z LFL. Mają doświadczenia z Pixarem i Mavelem, wiedzą kiedy się wycofać i pozwolić ludziom, którzy wiedzą co trzeba robić, zrobić to. Z Kathleen Kennedy rządzącą LFL i z tymi wspaniałymi, utalentowanymi ludźmi jesteśmy w dobrym miejscu, spodziewam się samych dobrych rzeczy. Oczywiście jeśli Disney zdecydowałby się mieć kilka seriali TV i akurat pomyśleliby o Marze Jade lub Ręce Sprawiedliwości, na pewno nie stanąłbym im na drodze.

    P: Jeśli Disney/LFL poprosiłby cię o napisanie powieści o Felu lub Chissach, zrobiłbyś to?
    O: Powieść o Felu lub Chissach byłaby fajna. Ale właściwie to wspomniałem o pewnej trylogii (którą będę forsował, jeśli zostanę zaproszony do napisania kolejnej książki), miałbym w niej jedną książkę mocno związaną z Thrawnem i Chissami. (Środkowa książka, tak między nami, byłaby o Marze wysłanej, by powstrzymać zabójstwo... przeciw Vaderowi. Wyobraźcie sobie zabawę, gdyby obydwoje mieli to samo zadanie). Proponowany tytuł to „The Maestro Trilogy”, więc gdyby ktoś chciał pomęczyć Del Rey... (A poważnie, nie męczcie ich, tylko grzecznie proście).

    P: Jakbyś się czuł, gdyby powstała animowana wersja trylogii Thrawna?
    O: Animowana Trylogia Thrawna to byłoby coś wspaniałego, myślę, że wiele innych książek i serii sprawdziłoby się zarówno na małym jak i dużym ekranie. Może któregoś dnia w Hollywood odrzucą sequele i remake’i i zaczną szukać wspaniałych książek i komiksów, by je zekranizować.

    O: Jest jakaś szansa na wydania rocznicowe dwóch pozostałych książek Trylogii Thrawna?
    O: Na razie nie ma planów na wydanie z okazji 20-lecia Ciemnej Strony Mocy czy Ostatniego rozkazu. Ale szansa istnieje zawsze.

    P: Co studiowałeś w szkole? Pisarstwo?
    O: Właściwie to studiowałem fizykę, troszkę astronomii. Nigdy nie uczestniczyłem w jakiś formalnych kursach pisania, na szczęście pisanie to coś, czego można nauczyć się samemu.

    P: Jeśli miałbyś polecić jakąś swoją książkę/serię fanom Star Wars, którzy chcieliby zobaczyć twoje inne dzieła, co by to było?
    O: Rekomendacja nie-SW, z takich pojedynczych to chyba thriller – można spróbować „Polowanie na Ikarusa”. Jak ktoś lubi filmy noir w kosmosie to seria Quadrail (pierwsza książka to Nocny pociąg do Rigel). Jak ktoś lubi przygodówki dla młodzieży to książki z serii Dragonback (pierwszy tom Dragon and Thief). Jak ktoś lubi wojskowe przygody to seria Cobra (na razie sześć książek, trzecia trylogia w planach). A dla fanów Davida Webera/Honor Harrington jest mój kolejny projekt (poza Cobrami), to będzie trylogia napisana z Davidem, dziejąca się we wczesnych dniach systemu Manticore, na 400 lat przed Honor. Będzie dużo zabawy.

    P: Czy jakieś z twoich postaci pojawią się w sequelach?
    O: Znów, nie mam pojęcia co planują, ale bardzo bym chciał zobaczyć, coś co stworzyłem na wielkim ekranie.

    P: Ile czasu potrzebujesz by napisać powieść?
    O: Piszę książkę w cztery miesiące, czasem w trzy, czyli trzy rocznie.
    KOMENTARZE (1)

    "Scoundrels" za oceanem

    2013-01-02 23:33:26 EUCantina

    W księgarniach naszych zachodnich sojuszników od wczoraj dostępna jest najnowsza powieść Timothy'ego Zahna. "Scoundrels" to książka mająca miejsce między "Nową Nadzieją", a "Imperium Kontratakuje" i inspirowana słynnym filmem "Ocean's Eleven" z Frankiem Sinatrą w roli głównej i jego remakiem, w którym główną rolę gra George Clooney. Powieść liczy sobie 443 strony, a jej cena okładkowa to 27$.



    Gwiazda Śmierci została zniszczona, a Rebelia odniosła swoje pierwsze wielkie zwycięstwo. Han Solo, nowy członek Sojuszu, stara się umknąć przed sługami Imperium oraz łowcami nagród działającymi na zlecenie Jabby Hutta, któremu Solo wciąż nie spłacił długu. Teraz nadarza się na to świetna okazja. Tajemniczy zleceniodawca proponuje Hanowi dokonanie skoku na jednego z największych bossów półświatka. Misja wydaje się z pozoru niemożliwa, jednak proponowana nagroda może uczynić Hana wolnym człowiekiem. Wraz ze swym partnerem, Wookie'em Chewbaccą, Han zaczyna tworzyć drużynę złożona z wszelkiego rodzaju łajdaków, kanalii i oszustów, których połączone zdolności mogą doprowadzić zadanie do końca.

    Temat na forum.
    KOMENTARZE (17)

    Wywiad z Timothym Zahnem

    2012-12-27 09:43:28 Hollywood.Com

    Nowy rok rozpocznie się premierą najnowszej powieści Timothy’ego Zahna – Scoundrels. Nic dziwnego, że zaczynają się pojawiać z nim wywiady w sieci, jeden z nich prezentujemy.

    P: Jak narodził się pomysł na „Scoundrels”?
    O: Cóż, mieliśmy już kilku łotrzyków w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Ja zaś zawsze bardzo lubiłem „Żądło” czy „Ocean’s 11”. Taki rodzaj skoku i gry, w której nie musisz martwić się o to, że uczestnicy knują przeciw sobie nawzajem za plecami. Przyjemna rozrywka. I wydawało mi się, że bliska naturze Hana, Chewiego i Lando, no i grupy ludzi podobnie myślących.

    P: To też swoiste odejście od ciebie, bo powieść odbiera się jak pojedynczą, samodzielną przygodę. Nie ma tu postaci, które wracają w twoich pracach, jak Thrawn czy Mara Jade.
    O: W sumie to była cześć postawionego celu. Shelly Shapiro, redaktorka z Del Rey oraz Sue Rostoni, która w tamtym czasie zarządzała jeszcze książkami w Lucas Licensing, szukały opowieści, która wciągnęłaby fanów „Gwiezdnych Wojen”, którzy nie czytają powieści Star Wars. Jest już ich ponad 150, a ktoś kto nie jest z nimi obeznany, może poczuć się wystraszony. Więc moim celem było napisanie historii, która wciągnie fanów, którzy nie wiedzą nic o Expanded Universe. A jakiego typu mogłaby to być opowieść? Właśnie w stylu „Scoundrels”. Jeśli widziałeś oryginalną trylogię, to wystarczy by sięgnąć po książkę.

    P: Czytałem dziesiątki książek Star Wars, ale czuję się czasami trochę zrażony ilością materiału jaki powstał. Czy myślisz, że ekspansywny rozwój Expanded Universe może stać się barierą dla nowych czytelników?
    O: Zawsze, gdy ma się do czynienia z czymś tak dużym pojawia się pytanie „Od czego zacząć? Jak w to wejść?”. Mam przyjaciół, którzy mówią: „Te książki są wspaniałe, ale jak zacząć?” Chronologicznie od Starej Republiki? Czy może według kolejności pisania od Spotkania na Mimban i starych książkach o Hanie Solo i Lando Calrissianie? A może zacząć od trylogii Thrawna lub „Dziedzictwa Mocy”? Co muszę wiedzieć, by w to wejść i się nie pogubić? Pojawił się teraz pewien czynnik zastraszający. To jest zbyt duże. Szkoda, bo w Expanded Universe jest kilka naprawdę wspaniałych książek, ale jeśli masz wrażenie, że to wyzwanie podobne do wspinaczki na Mount Everest, to jest zbyt trudno do nich dotrzeć.

    P: Nie napisałeś książki osadzonej w „Gwiezdnych Wojnach” osadzonej dalej niż 15 lat po „Powrocie Jedi”. Czy zdecydowałeś by pozostać względnie blisko wydarzeń oryginalnej trylogii?
    O: Po części, ale głównie dlatego, że rozpoczęli „Nową Erę Jedi”, długą, długą serię, która składała się z 19 książek, mieli kilkunastu autorów, musieli ich koordynować i pracować razem nad całością. Nie jestem zainteresowany tego typu współpracą, ponieważ mi do głowy zawsze przychodzą nowe pomysły, gdy jestem w środku pisania książki, więc gdybym pisał trzecią powieść z dziewięciu, nie mógłbym ich dołożyć, nie niszcząc przy tym wszystkiego, co powstało już dalej. Więc wydaje mi się, że byłoby to frustrujące dla mnie, zwłaszcza gdybym miał pomysł, a musiałbym się trzymać ustalonych ram. Trzymam się więc raczej swojego małego poletka wszechświata „Gwiezdnych Wojen”, który nie licząc Poza galaktykę rozciąga się od „Nowej nadziei” do jakiś 19 lat po.

    P: Trylogią Thrawna właściwie otworzyłeś drogę publikacjom Gwiezdno-wojennym. Teraz po 20 latach od wydania Dziedzica Imperium, jak twoim zdaniem zmieniło się pisanie w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”?
    O: Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy to fakt, że jest to bardziej skomplikowane. Jest tyle innych książek i pisarzy pracujących. Kiedy pisałem „Dziedzica Imperium”, osadzonego pięć lat po „Powrocie Jedi”, miałem właściwie czystą tablicę na której mogłem pracować. Oczywiście Lucasfilm się upewniał, czy nie zrobię czegoś zupełnie niezgodnego z ich wizją, ale nie musiałem się martwić o to, że wejdę w historię innego autora lub, że okaże się, że jedna z głównych postaci pojawi się nagle w dwóch miejscach w galaktyce w tym samym czasie. Teraz jest trudniej tego upilnować, ale na szczęście mamy Wookieeepedię i Holokron Lucasfilmu. Ale i tak prawdopodobnie wejdziesz w coś, co stworzył ktoś innych, chyba, że jesteś bardzo, bardzo ostrożny.

    P: A jak wygląda proces pisania takiej książki? Przychodzisz z pomysłem do Lucas Licensing, który to zatwierdza? Jak wygląda proces tego zatwierdzania?
    O: Początkowo rozmawiamy o zarysie pomysłu. W tym przypadku chciałem zrobić „Solo’s 11”, więc znaleźliśmy dobry okres w którym mogłaby się dziać akcja, potem rozmawialiśmy o głównych postaciach, które mogłyby w tym brać udział, w tym przypadku to Han, Chewie, Lando i kilka moich. Następnie dałem im zarys akcji, a oni mówią co im się podoba, a co nie. Mój oryginalny pomysł został poddany poważnym zmianom. Miałem kilka pomysłów, ale oni powiedzieli, że wolą coś bardziej tradycyjnego, bardziej bezpiecznego. Myślałem o porwaniu i odbiciu porwanej osoby, ale oni woleli mieć raczej typowy napad rabunkowy z wielkimi pieniędzmi w tle. Więc poprawiałem to i tak spędziliśmy prawie cztery tygodnie dopracowując różne rzeczy. Potem dostałem zgodę i zacząłem pisać książkę, po czym nastąpił kolejny proces korekt i recenzji, w końcu ramy które ustaliliśmy nie były wystarczająco wyraźne, więc musieliśmy je dookreślić, a ja poprawić. Czasem też jest tak, że redaktorzy zaczynają rozumieć, że rzeczy które zasugerowali nic nie wnoszą, więc je wyrzucamy. To długi proces, ale tak to wygląda gdy pracujesz w uniwersum kogoś innego.

    P: A czy pracowałeś kiedyś bezpośrednio z George'em Lucasem?
    O: Nie. Spotkałem go raz wiele lat temu, ale z tego co słyszałem, to on zawsze trzymał swoje ręce z dala od powieści. Myślę, że miał większy wpływ na komiksy, zwłaszcza w dawnych czasach, zanim zaczął pracować nad prequelami, głównie dlatego, że komiksy to medium wizualne, a on jest człowiekiem właśnie od takich wizji, a nie powieści. Więc nigdy nie pracowałem z nim bezpośrednio, zawsze to byli ludzie z Lucasfilm. Z nimi zawsze mi się dobrze pracowało. To przyjemność pracować przy „Gwiezdnych Wojnach”. Nigdy nie słyszałem, by w Lucasfilmie ktoś krzyczał „Tego się nie da zrobić!” czy „Musisz to zrobić!”, zawsze byli otwarci na dyskusję. Było kilka miejsc w moich książkach, gdy mi powiedzieli, że nie mogę czegoś zrobić, ale wytłumaczyli mi dlaczego to musi być zrobione tak a nie inaczej, by współgrało z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, któremu służą. Czasem też mówili: „Dobra, rozumiemy twoje powody i pozwolimy ci to zrobić.” Nie rządzą się jakimiś dekretami. Zawsze udaje się wypracować jakiś kompromis.

    P: Możesz podać przykład czegoś, co początkowo Lucas Licensing odrzucił?
    O: W „Poza galaktykę”, chciałem by w misji uczestniczyły rodziny, w tym dzieci, skoro to był długoterminowy plan podróży do innej galaktyki. Sue Rostoni zaś myślała, że to będzie bardziej wojskowa ekspedycja, więc będą tylko żołnierze. Ukazałem jej, że chcę pokazać Jorusa C’Boata (szalony Jedi), który przejmuje kontrolę nad wyprawą i dowodzi, dlaczego Jedi nie powinni nikim rządzić. Przy obecności dzieci on może powiedzieć: „Dobra, to dziecko ma zdolności Jedi, więc je wezmę od rodziców i rozpocznę trening, pomijając wolę rodziców.” Więc odpowiedzieli: „Dobra, to bardzo interesujące zagadnienie, rozwijaj je”.

    P: Znalazłeś może jakieś fragmenty twoich książek, które zostały retroaktywnie wyrzucone z kanonu?
    O: Cóż, wszyscy się bawimy na podjeździe George’a Lucasa, więc kiedy on postanowi wrócić swoją ciężarówką i zatrzymać na tym podjeździe, nie ma miejsca byśmy mogli się tu bawić. Tak było z prequelami, które trochę pogmatwały kilka książek. Każdy, kto coś robił z historią Boby Fetta poczuł nagle, że jego wkład stał się jakimś alternatywnym uniwersum. Było kilka moich rzeczy, ale większość moich zabawek przetrwała właściwie nie tknięta, lub przynajmniej dało się to jakoś wyjaśnić. Ale teraz, co przetrwa Epizody VII, VIII i IX? Nikt tego nie wie.

    P: Lucasfilm posiada prawa do wszystkich postaci, które im wymyśliłeś, więc jeśli zechcieliby ożywić Thrawna, mogliby to zrobić nawet cię nie pytając?
    O: Zgadza się. Mogą zrobić co chcą, a ja mogę o tym nie wiedzieć, dopóki nie usiądę w kinie i nie zacznę oglądać filmu.

    P: A co jako fan Gwiezdnych Wojen chciałbyś zobaczyć w nowej trylogii?
    O: Macie kilka godzin na to? Po pierwsze powinni przeskoczyć o pokolenie i mieć albo dzieci Hana, Luke’a i Lei, albo nawet ich wnuki, natomiast postaci z oryginalnej trylogii powinny być starsze, mądrzejsze, w typie mentorów. Ale to co chciałbym zobaczyć, ma dużo wspólnego z Disneyem, w „Gwiezdnych Wojnach” nie widziałem dobrych relacji rodzinnych. Mamy neurotyczne relacje, czy nawet wręcz antagonizm między Lukiem i Vaderem. Chciałbym zobaczyć Luke’a i jego syna lub wnuka, którzy się dogadują i funkcjonują jako rodzina. Chcę oczywiście także dobrej opowieści i bitew kosmicznych. Chciałbym też zobaczyć coś innego niż Skywalker przechodzący na Ciemną Stronę. „Gwiezdne Wojny” dają tyle możliwości, że nie musimy powtarzać przechodzenia na Ciemną Stronę, konceptu wykorzystanego w poprzednich filmach. Nie chcę też oglądać tego samego na nowo.

    P: Wygląda na to, że prawie każdy fan myśli, że Han, Luke i Leia będą w nowych filmach. Lub przynajmniej mają na to nadzieję. Ty sam zdecydowałeś się ich trzymać w „Scoundrels”. Czemu wciąż wracamy do tych postaci?
    O: Po części pewnie dlatego, że to były pierwsze postaci jakie poznaliśmy. Oni byli naszymi bohaterami. Ale także dlatego, że te filmy Lucasa osiągnęły to, co każdy pisarz czy reżyser chce osiągnąć... znalazł chemię. Znalazł chemię między tymi postaciami, która rozbrzmiewa aż do dziś. Wciąga nas. Widzieliśmy jak Luke dorastał, od naiwnego chłopaka z farmy, który musi zrozumieć swoje obowiązki wobec innych, znajdujemy siłę w Lei, łobuza w Hanie, i to wszystko współgra. Kto nie chciałby zobaczyć ich w interakcji z następnym pokoleniem, no i znów między sobą? To mogłoby być jak Indiana Jones i jego ojciec w „Ostatniej krucjacie”, tylko, że w „Gwiezdnych Wojnach”!

    P: Niektórzy sugerują, że Han Solo powinien umrzeć w Epizodzie VII. Masz jakieś preferencje odnośnie jego śmierci?
    O: Chyba nie jestem najlepszą osobą do odpowiedzi na to pytanie, bo nie lubię oglądać śmierci głównych postaci. Lubię oglądać bohaterów walczących przeciw niemożliwemu i wygrywających. Nie przepadam za scenami śmierci. Wskazałbym raczej Sherlocka Holmesa jako przykład, poszedł na emeryturę i zajął się pszczelarstwem. Ale jeśli już zdecydujemy się zabić Hana Solo, to musi być naprawdę dramatyczne i heroiczne. Choć wolałbym, by główne postacie odeszły ze sceny, pozostawiając ją wolną dla nowego pokolenia bohaterów „Gwiezdnych Wojen”.

    P: Cóż nawet książki stały się dużo mroczniejsze w ciągu ostatnich dziesięciu lat, choćby zaczynając od „Nowej Ery Jedi”.
    O: Jest zbyt mrocznie jak dla mnie, ale wielu fanom się to podoba. To co jest wspaniałe przy tych 150+ książkach, to fakt, że znajdą się takie, które nie ruszają pewnych osób, ale inne je wręcz kochają. Można mieć opowieści tradycyjne w stylu oryginalnej trylogii, jak Rebelia kontra Imperium, coś co robiłem w Posłuszeństwie czy Choices of One, po zombie szturmowców dla fanów horroru, no i wszystko inne co da się wepchnąć w środek. Więc tam jest zawsze coś dla każdego fana, niezależnie od tego, czego on szuka.
    KOMENTARZE (4)

    Kolejny numer pisma "Star Wars Insider"

    2012-12-11 21:54:31

    W sklepach za granicą ukazał się dziś kolejny, 138. już nr magazynu "Star Wars Insider" poświęcony głównie wydarzeniu jakim było wykupienie LucasFilm przez Disneya. W związku z tym w numerze znajdziemy wywiad z Kathleen Kennedy i George'em Lucasem. Oprócz tego, jako że zbliża się premiera powieści "Scoundrels" Timothy'ego Zahna, pojawił się tam również wywiad z Harrisonem Fordem z 1977 r., oraz opowiadanie "Heist" o dwóch siostrach włamywaczkach powiązane z książką. Dodatkowo znajdziemy tam artykuł o rysunkach japońskiego artysty Tsuneo Sandy. Podobnie jak w przypadku poprzednich numerów, pismo będzie miało 3 różne warianty okładki.




    KOMENTARZE (2)

    Książkowo listopadowo

    2012-11-30 18:46:09

    W tym miesiącu niewiele się działo, jeśli chodzi o plotki książkowe. Wszyscy także w Del Rey i LFL byli podekscytowani wieściami o nowych epizodach. Dodatkowo „pusty” okres spowodował huragan Sandy, który wstrzymał pracę w Del Rey na parę dni, święto dziękczynienia i koniec sezonu konwentowego. Niestety najbardziej nurtujące nas pytanie, jak nowa trylogia wpłynie na EU nadal pozostaje otwarte. Jennifer Heddle na twitterze sama przyznała, że nawet w Lucasfilmie jeszcze tego nie wiedzą. Jak będą coś wiedzieli, dadzą znać. Na razie pracują jakby nic się nie zmieniło. Jennifer przyznała tylko, że świetnie będzie pracować nad adaptacjami powieściowymi nowej trylogii.

    Za to mamy małą ciekawostkę z Polski. Otóż Amber nadal nie wie czy i w jaki sposób będzie kontynuowana Kolekcja książkowa, ale już teraz wiadomo, że w na przełomie lutego-marca pojawi się pakiet pierwszych 10 tytułów z tej kolekcji w cenie 49,90 PLN.

    „Vader’s Little Princess” to książeczka Jeffreya Browna, autora Darth Vader and son. Jak łatwo się domyśleć będzie to sequel ukazujący w niecodzienny sposób relację Lorda Sithów i jego córki. Forma bardzo podobna do oryginału, cena pewnie też – koło 15 USD. Pozycja ta ukaże się w kwietniu 2013 nakładem wydawnictwa Chronicle Books.

    Crucible Troya Denninga zmienia tylko swoją datę premiery. Raz jest 2 lipca 2013, raz 16, a ostatnio stanęło na 9, rok i miesiąc pozostały bez zmian.

    „Winner Lose All” to kolejny e-book, tym razem Timothy Zahn promuje w ten sposób swoją najnowszą powieść Scoundrels, zapowiedzianą na początek 2013. E-book będzie dostępny od 10 grudnia w cenie 1,99 USD, a jego główną postacią będzie Lando.
    Lando Calrissian jest za pan brat z turniejami karcianymi, ale ten ma naprawdę elektryzującą atmosferę. Głównie ze względu na nagrodę, którą jest rzadka rzeźba warta 50 milionów kredytów. Jeśli Lando nie będzie ostrożny, zbankrutuje, zwłaszcza po spotkaniu z dwiema identycznymi bliźniaczkami, Bink i Tavią Kitik, doskonałymi złodziejkami, które mają powody wierzyć, że rzeźba jest falsyfikatem. Siostry Kitik są przepiękne, groźne i zdeterminowane by dowieść swego, no i przekonały Ladna by pomógł im ujawnić oszustwo. A co jeśli intryga jest o wiele bardziej skomplikowana, jeśli ktoś z ukrycia rozdaje wszystkie karty, a jego jedynym rozwiązaniem na każdy nieoczekiwany problem jest morderstwo?
    Poza Landem zobaczymy jeszcze Hana Solo i Chewbaccę, wszyscy oni będą zamieszani w tę niebezpieczną grę.

    Tyle jeśli chodzi o plan wydawniczy, druga sprawa to premiery. Zdecydowanie najważniejsza książkowa premiera miesiąca to TOR: Annihilation Drew Karpyshana (o którym pisaliśmy tutaj).

    W tym miesiącu ukazała się w USA także Hegemonia Christie Golden z serii „Przeznaczenie Jedi”, tym razem w miękkiej okładce. Cena przedruku to 7,99 USD. Obie pozycje w USA wydało wydawnictwo Del Rey.

    Nakładem wydawnictwa Wiley ukazał się album „Star Wars and History” pod redakcją Nancy Reagin i Janice Liedl, a ze strony LucasBooks Jonathana W. Rinzlera. Album koncentruje się na pewnych inspiracjach i podobieństwach sagi do historii. Od starożytnego Egiptu, przez Cesarstwo Rzymskie czy Rewolucję Francuską, aż po wojnę w Wietnamie. Poznamy historyczne wydarzenia, postaci, które zapisały się w historii, zarówno bohaterskimi czynami jak i zbrodniami, ale spojrzymy na nie przede wszystkim ze względu na ich wpływ na proces kształtowania się sagi. Album pokaże jak bomby atomowe i wodorowe doprowadziły do powstania Gwiazdy Śmierci, jaki wpływ na postępowanie księżniczki Lei miały kobiety z francuskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej, czy rewolucji meksykańskiej. Przeanalizowane zostały podobieństwa między kodeksem Jedi a Bushido, a także o niewolnictwie, nastoletnich królowych, międzynarodowych kompaniach i o tym jakie to wszystko ma odzwierciedlenie w sadze.
    Całość ma 344 strony i kosztuje 29,95 USD. Zgodnie z tym, co pisał Jon Rinzler, to dopiero pierwszy tom tej naukowej serii.


    „Star Wars: Obi-Wan Kenobi, Jedi Knight” to kolejna pozycja wydawnictwa Dorling Kindersley przeznaczona dla najmłodszego czytelnika, tym razem umiejącego już czytać samodzielnie. Książeczka Catharine Saunders koncentruje się na postaci Obi-Wana. Ma aż 48 stron i kosztuje standardowo 3,99 USD.


    Na koniec jeszcze jeden album „Star Wars: The Ultimate Action Figure Collection: 35 Years of Characters” autorstwa Steve’a Sansweeta. Wydany przez Chronicle Books ma 352 strony i kosztuje 40 USD. Jak łatwo się domyślić to obowiązkowa pozycja dla kolekcjonerów, a jej zapowiedź znajduje się tutaj.
    KOMENTARZE (14)

    Timothy Zahn o kolejnych Epizodach Star Wars

    2012-11-04 17:50:37 Entertainment Weekly

    Serwis Entertainment Weekly miał okazję porozmawiać na temat zeszłotygodniowej wielkiej zapowiedzi Trzeciej Trylogii Star Wars z pisarzem Timothym Zahnem, znany fanom dzięki rozszerzeniu uniwersum Gwiezdnych Wojen, przez serię powieści zwanej potocznie „Trylogią Thrawna”, przedstawiającej życie Luke`a, Lei i Hana, pięć lat po wydarzeniach z Epizodu VI Powrotu Jedi.

    Po tym, jak pojawiła się informacja, że Disney wykupuje Lucasfilm i planuje stworzenie Epizodów VII, VIII oraz IX, wielu fanów przypuszczało, czy też mieli nadzieję, że sequele podążą ścieżką, jaką przybrały powieści Zahna. Od tego czasu, większość pogłosek o Trylogii sequeli, podkreślały, że opowieści będą całkowicie nowe, oryginalne i nie będą korzystały z pomysłów zawartych w „Trylogii Thrawna” Zahna ani też powiązanych z tym tematem komiksów Dark Horse. Oznacza to, że powieści Zahna nie będą bezpośrednio adaptowane ale autor twierdzi, że było to wiadome dla niego od zawsze: „książki pozostaną jedynie książkami”. Jednak wiele lat temu, został poinformowany o planach Lucasa co do sequeli, a także o tym jak książki z Trylogii Thrawna będą do nich pasować: „Jeśli dobrze zrozumiałem, będzie to oryginalny pomysł - ale Lucas zmienia ciągle zdanie, więc może nie być to adekwatne do tego o czym teraz myśli – mimo wszystko miały to być trzy pokolenia. Chodzi o to, że mamy klasyczną trylogię, potem historia opowiadająca o ojcu Luke`a i o tym co mu się przytrafiło (w prequelach), no i jeśli powstały by epizody 7, 8 i 9 to opowiadały by o dzieciach Luke`a. Natomiast Trylogia Thrawna byłaby dopasowana do historii z nowej trylogii.
    Mogłaby być to zupełnie nowa linia czasowa ale jeśli wybierze kilka elementów z rozszerzonego wszechświata, wszyscy bylibyśmy ogromnie zadowoleni.”


    Wszyscy fani znają bardzo lekkie podejście Lucasa do Expanded Universe, szczególnie zauważalne w historiach prezentowanych w serialu The Clone Wars. Jednak warto nadmienić, że w przypadku tworzenia Trylogii Prequeli, tzw. planeta Imperatora była pierwotnie nazwana Coruscant właśnie przez Timothy`ego Zahna w Trylogii Thrawna, natomiast Lucas przy tworzeniu klasycznych filmów Sagi chciał ją nazwać Had Abbadon. Właśnie ze względu na książki Zahna wprowadził tę nazwę do prequeli. Co ciekawe, w czasie prac nad Epizodem 2, Lucasowi tak bardzo spodobała się postać Aayli Secury, że umieścił ją w czasie bitwy o Geonosis w Ataku Klonów. Dodatkowo, w Epizodzie 3 pojawia się postać Wookiego o imieniu Salporin z Dziedzica Imperium Zahna (więcej). Choć ten ostatni przypadek to może być efekt pracy ludzi od EU, którzy zretconowali jednego z Wookieech.
    Jak widać, Lucas ma pewien sentyment do EU, szczególnie jeśli chodzi o twórczość Zahna.
    KOMENTARZE (14)

    Książkowe wieści zza oceanu

    2012-10-28 08:59:01

    W październiku mieliśmy kilka mocnych informacji książkowych przy okazji New York Comic Con. Ale o książkach cały czas się plotkuje, zapowiada i podpowiada. Działo się, także poza konwentami. Zwłaszcza ze względu na Star Wars Reads Day, o którym pisaliśmy w zeszłym miesiącu.

    Matt Stover wraca do „Gwiezdnych Wojen”? Na razie to nic pewnego, ale plotki chodzą i kto wie, czy jest w nich jakieś ziarnko prawdy. Podobno Stover miałby wrócić do EU i dokończyć „Komandosów Imperium”, których porzuciła Karen Traviss. Sam Stover się na ten temat nie wypowiadał, podobnie jak Del Rey. Erich Schoeneweiss (z Del Rey) powiedział tylko, że nie będzie komentował pogłosek, ale przypomniał, że na Celebration VI Shelly zapowiedziała, że będziemy zadowoleni z tego jak zostanie skończona ta seria. Wieści podobno pochodzą od jednego z bliskich współpracowników Stovera, więc pewnie zobaczymy. Pewni możemy być jednego, że w Del Rey myślą jeszcze o „Komandosach”.

    Trwają pracę nad trylogią „Sword of the Jedi” Christie Golden, zapowiedzianą na 2014. Na razie jesteśmy na etapie telekonferencji, jak widać na załączonym obrazku. Frank Parisi, Jennifer Heddle i Shelly Shapiro siedzą w siedzibie Del Rey, a Christie wisi na telefonie i nabija rachunki. Prawdopodobnie jeszcze nie ma skończonego i zatwierdzonego streszczenia tych książek.

    „Scoundrels” Timothy’ego Zahna zostało przesunięte na rok 2013. Na szczęście na 1 stycznia, więc pewnie pojawi się jeszcze w tym roku. Zahn sam się zastanawiał skąd wzięło się to przesunięcie/opóźnienie, ale jego śledztwo wykazało jedynie, że Del Rey przesunął wszystkie pozycje planowane na okres między świętami a nowym rokiem, na styczeń 2013. Na osłodę wiadomo, że powieść będzie zawierać także fragmenty „Dawn of the Jedi: Into the Void” Tima Lebbona (planowana na 7 maja, w twardej okładce) oraz „Crucible” Troya Denninga (planowana na 2 lipca, także w twardej okładce).

    Skoro już przy „Dawn of the Jedi: Into the Void” jesteśmy, to pojawił się pierwszy blurb tej książki.
    Tysiące lat przed czasami Luke’a Skywalkera i Dartha Vadera. Na odległym świecie Tython starożytni filozofowie i naukowcy dzielą się swoją mistyczną wiedzą i studiują ścieżki Mocy. Utworzyli zakon Je’daii, który z czasem przemieni się w Jedi. Ale na razie ci pierwsi odkrywcy z wielu różnych światów muszą skolonizować nowy dom, rozwiązywać społeczne spory, podczas gdy rosnące w siłę Imperium Rakatan szykuje się do podboju znanej galaktyki.

    Pojawił się także nowy opis „The Last Jedi” Michaela Reavesa i Mayi Kaathryn Bohnhoff.
    Bezlitosny rozkaz 66 wydany przez Imperatora doprowadził do eksterminacji Jedi. Tych niewielu, którzy nadal czynią dobro dzierżąc Moc, musiało się ukryć bądź udać na wygnanie. Ale nie Jax Pavan, który nieustannie atakuje Imperium, zarówno prowadząc samotną walkę partyzancką, ale też jako cenny współpracownik Whiplash, tajnego ruchu oporu na Coruscant. Teraz podejmuje swoją najbardziej kluczową misję, przetransportowania przywódcy Whiplash, na którego wydano wyrok śmierci, z Coruscant na bezpieczną, odległą planetę. To ryzykowne posunięcie, niezależnie od okoliczności, ale Jax i jego zaufana załoga okrętu „Far Ranger”, w której skład wchodzi niemilknący droid I-Five, są gotowi sprawdzić swoje umiejętności w walce i siłę ognia okrętu przeciw imperialnemu zagrożeniu, z wyjątkiem tego, którego Jax obawia się najbardziej. Po całej galaktyce roznoszą się pogłoski, że Czarny Lord Sithów zginął w walce z zbuntowanym bojownikiem o wolność. Ale Jax dzięki Mocy odkrywa straszliwą prawdę... obecność żywego Dartha Vadera. Jax wie, że nic nie powstrzyma Vadera aż ostatni Jedi nie zginie...

    Jonathan W. Rinzler bloguje, o czym stale informujemy w ramach Holo z oficjalnej. Ale zdarza mu się też twittować o tym, o czym będzie blogować. I tak zapowiedział, że jednym z projektów, których do nie dawna nie mógł ogłosić będzie książka o storyboardach (scenopisach) z prequeli. Już napisał o niej kilka słów na blogu, więc niebawem pojawi się odpowiednie „Holo”. Jedyne, co trzeba dodać, że właśnie albumu o storyboardach od dawna się spodziewano, a skoro ten będzie poświęcony prequelom, to może powstać jeszcze drugi o klasycznej trylogii. Dla tych, którym ta informacja umknęła, Rinzler potwierdził, że pracuje jeszcze nad dwoma kolejnymi tomami serii Star Wars Art.

    John Jackson Miller zdradził też kilka kolejnych szczegółów na temat książki „Kenobi”. Powieść zostanie wydana w drugiej połowie 2013 (bliżej końca), w twardej okładce. Określił ją jako częściowo western, częściowo romans, a częściowo dramat dziejący się we wczesnym etapie pustelniczego życia Bena na Tatooine. To będzie pierwszy hardcover Millera, więc ten jest tym bardziej podekscytowany.

    Paul S. Kemp nadal nie może nic ujawnić o swoim nowym projekcie (dylogii). Stwierdził tylko, że wszystko idzie do przodu, ale nadal ma zakaz by mógł cokolwiek ujawnić. No i podkreśla, że ten projekt jest bardzo ambitny i że sam się nim trochę stresuje.

    Kevin Hearne jest na razie na etapie planowania swojej powieści, co bardzo go motywuje. Zwłaszcza to, jakimi postaciami się zajmuje. Pisze książkę o Luke’u Skywalkerze z serii „Rebels”, która zacznie ukazywać się w drugiej połowie 2013.

    James S.A. Corey, a właściwie jego połowa, czyli Daniel Abraham potwierdził, że będzie pisać książkę o Hanie Solo osadzoną między „Nową nadzieją”, a „Imperium kontratakuje”. Ty Franck, czyli druga połowa Coreya się jeszcze nie wypowiedział. Natomiast Abraham poza tym, że wspomniał iż kontrakt zakazuje mu powiedzieć więcej, wyraził swoje zadowolenie z tego, że będzie pisał o najwspanialszej postaci, w najlepszym okresie w największym uniwersum SF! Na razie stan prac jest jeszcze bardzo wczesny, więc autorzy sami pewnie jeszcze nie znają wielu szczegółów.

    Na facebookowej stronie Del Reya poświęconej książkom Star Wars zaczynają pojawiać się pierwsze zapowiedzi „The Essential Characters”, czyli kolejnego wydania przewodnika po postaciach. Tym razem autorem będzie Daniel Wallace (podobnie zresztą jak i drugiej wersji przewodnika, która wyszła przy okazji „Ataku klonów” - więcej). Tym razem wszystkie ilustracje w środku wykona tylko jeden artysta – Douglas Wheatley. Przewodnik jest zapowiedziany na sierpień 2013.



    Zmiany szykują się także w samym Del Rey. Firma, podobnie zresztą jak Bantam jest jednym z imprintów wydawnictwa Random House. Imprint to takie wewnętrzne wydawnictwo w wydawnictwie, specjalizujące się w jakiejś dziedzinie i działające pod własną marką. Natomiast z drugiej strony Random House należy do niemieckiej grupy wydawniczej Bertelsmann. Obecnie trwają rozmowy nad fuzją Random House i innej grupy wydawniczej – Penguin Group, należącej do brytyjskiego konglomeratu medialnego Pearson. W skład grupy Penguin wchodzą między innymi imprinty: Berkley Books czy Grosset & Dunlap. Natomiast w grupie Pearson znajdzie się jeszcze Dorling Kindersley. Jeśli fuzja się powiedzie nowe wydawnictwo powinno zgarnąć około 20% amerykańskiego rynku wydawniczego. Natomiast jak to bywa przy fuzjach, z pewnością mogą być jakieś przetasowania w samym Random Housie, zobaczymy czy będzie to miało wpływ na grupę zajmującą się książkami w Del Rey.

    Na koniec jeszcze jedna wiadomość dla fanów Drew Karpyshyna. Cała trylogia Dartha Bane’a zostanie 5 listopada wydana w wersji ebooka. Całość będzie kosztować 18,99 USD.

    A na sam koniec jeszcze coś na poprawę humoru. Plotki i wymysły fanowskie, względnie wymysły fanów teorii spiskowych. Co spoileruje okładka „Crucible”? Otóż to, że Borsk Fey’lya wróci zza światów. W końcu widać go na okładce, przynajmniej jak się ją trochę poprawi. Jak kogoś to nie przekonuje to jedno pytanie do zastanowienia. Dlaczego Del Rey zmienił okładkę „Crucible”? Pewnie, by coś ukryć. Nowa okładka znajduje się tutaj.
    KOMENTARZE (17)

    Wywiad z Timothym Zahnem

    2012-10-08 17:01:19

    Wywiadów z Celebration VI ciąg dalszy. Tym razem do sieci trafiła rozmowa z jednym z najbardziej cenionych, zwłaszcza za swe wczesne dokonania, autorów piszących w sadze, czyli z Timothym Zahnem.

    P: Co twoim zdaniem jest przyczyną trwałej miłości fanów do Thrawna?
    O: Myślę, że to, że jest mądrym szwarccharakterem. Ludzie lubią czytać o mądrych i interesujących przeciwnikach naszych bohaterów. Postaciach, które potrafią przechytrzyć, przewidzieć i także pokonać protagonistów. Ostatecznie to heroizm bohatera mierzymy siłą i łajdactwem jego przeciwników. Z Thrawnem jest tak, że chciałem by to był inny typ postaci niż używający Mocy Vader czy Palpatine. Ktoś, kto nie ma zdolności Mocy Luke’a, ale potrafi go wmanewrować tak jak dokładnie tego chce.

    P: Nie żałujesz czasem, że go zabiłeś?
    O: Jest główna przyczyna, w sumie to dwie główne przyczyny dla których zabiłem Thrawna. Pierwsza z nich jest taka, że jeśli przeciwnik ucieknie brakuje nam zakończenia. Gdy Vader ucieka spod Yavina, wszyscy jeszcze wiemy, że to nie koniec. Lucas sam nie wiedział, czy dane będzie mu jeszcze zrobić dwa kolejne filmy, ale doskonale wiedział, że to jeszcze nie koniec. Przeciwnik pozostał. Chciałem, by te książki miały swoje zakończenie, ale też zamknęły tę sekcję historii Nowej Republiki. Z drugiej jednak strony, jeśli Thrawn jakoś by uciekł, patrząc realistycznie, Nowa Republika byłaby zgubiona, gdyż z pewnością by ich pokonał. A ja wiedziałem, że fani niekoniecznie tego oczekują po „Gwiezdnych Wojnach”.

    P: Kiedyś powiedziałeś, że jeśliby go kiedyś potrzebowano, mogliby go odtworzyć z jednego z jego klonów, a ostatnio Paul Kemp dotykał dość mocno tematu klonów. Czy wydawało ci się kiedyś, że jest potrzeba stworzenia kolejnej opowieści o klonach?
    O: Nie ma takiej potrzeby. Chodzi mi o to, że pomysł z klonami prowadzi nas do oszustw w stylu komiksowym. Tam nigdy nie zabija się przeciwników. Nie ważne jak źle ma się doktor Octopus, wszyscy wiedzą, że w końcu i tak powróci. Sama możliwość klonowania sprawia, że można pewne rzeczy zamknąć. Ale jeśli będziemy przywracać klona naszego przeciwnika czy naszego bohatera, umniejsza się ich rangę w pewnym sensie, więc nie klonowałbym wszystkiego jak leci. Z drugiej strony, skoro George już wspomniał o Wojnach Klonów, wiemy, że taka technologia istnieje, więc nie można jej ignorować. Najlepiej jest więc używać jej tak, by nie oszukiwać czytelników. Ale mówiąc to, trzeba mieć na uwadze to, że można robić pewne rzeczy w sposób interesujący. Nie chodzi tylko o sprowadzenie z powrotem bohatera czy szwarccharakteru, ale jak już do tego doszło, trzeba by o tym pomyśleć.

    P: Jak wymawiasz Pellaeon?
    O: Pelleon lub Paylleon. Warto zauważyć zmianę samogłoski w Gwiezdnych Wojnach. Masz Land-o i Landau. Hawn i Han. Leeia i Laya. Nieważne jak było to zamierzone, ale w tak dużej galaktyce istnieją różnice w wymowie. Taka mała, fajna rzecz.

    P: Jak to jest być twórcą dwóch najbardziej popularnych postaci z EU: Mary i Thrawna?
    O: To jest emocjonujące, satysfakcjonujące ale jednocześnie uniżone uczucie. Pisarz nigdy nie wie, która z jego postaci lub książek zawładnie umysłami czytelników, a sam starałem się uczynić Thrawna i Marę tak niezapomnianym, prawdziwymi i emocjonującymi jak tylko mogłem. Nie ma jednak gwarancji, że to zadziała, więc zawsze jest element zaskoczenia i wspaniałe uczucie, gdy coś takiego się wydarzy.

    P: Teraz, gdy Scoundrels mają wyjść w grudniu, dostaniemy książkę o Hanie Solo w stylu „Ocean’s Eleven”. Odchodzisz od Thrawna i Mary, jak świeża jest ta opowieść? Czy to miła zmiana?
    O: To miła zmiana tematu. Wspominałem, że klonami łatwo oszukiwać. podobnie jest też ze zdolnościami Mocy. Czasem zbyt łatwo jest użyć Mocy, by rozwiązać problem, który się ma. W „Scoundrels” nie mam istot użytkujących Moc. Mam zwykłych ludzi, jest to trochę inny typ opowieści, bo to książka o rabunku. Jest bardzo w stylu „Ocean’s Eleven”. Właściwie mój oryginalny tytuł brzmiał „Solo’s Eleven”, zanim go zmieniliśmy na „Scoundrels”. Książki i filmy o napadach składają się z kilku rzeczy, tego jak aranżujemy wszystko by przejść przez ochronę, sejf nie do otwarcia czy tego typu rzeczy. Lubię manipulację, lubię przygotowania, staram się mieć bohaterów i przeciwników równie sprytnych, z tym, że bohaterowie są odrobinę sprytniejsi, więc mają przewagę. Druga rzecz jest taka, że historia ta dzieje się tuż po „Nowej nadziei”, więc musimy znać tylko klasyczne filmy. Nie trzeba wiedzieć nic o postaciach z Expanded Universe. Han, Chewie i Lando to główne postaci. Większość z pozostałych to nowi bohaterowie. Winter gdzieś tam się pojawiła w kilku książkach, no i Kell Tainer także błysnął gdzieś przez EU, ale nie trzeba nic o nich wiedzieć. A jeśli się ich nie zna, to dobrze, zostaną tu wprowadzeni.

    P: W twoich pracach widać, że używasz dużo nowych obcych ras i nowych światów. Ludzie to zauważyli i twierdzą, że starasz się rozszerzać uniwersum. Czy o celowe?
    O: Owszem. George robi to samo w swoich filmach. Jeśli spojrzeć i policzyć ile ich mamy w całej serii, ile światów naprawdę widzimy, wcale nie jest ich tak dużo, jakby mogło się wydawać, ale są jeszcze nazwy rzucane w dialogach. Mamy rozmowy o Dantooine, mamy rozmowy o Ord Mantell, takich rozmów jest kilka, a to nam daje iluzję, że scena jest większa niż ta, która została pokazana. To znów jest jedna z tych sztuczek, którą można zrobić w tani sposób, zwłaszcza jak się nie ma departamentu efektów specjalnych w książce. Można wspominać inne planety, można też je odwiedzać na krótko, sprawić by ludzie poczuli wielkość galaktyki i tego podniecenia towarzyszącego „Gwiezdnym Wojnom”. To takie wielkie miejsce do pracy i zabawy.

    P: Która wg ciebie postać z „Gwiezdnych Wojen” jest najśmieszniejsza?
    O: Najśmieszniejszy jest Threepio, choć jeśli mówimy o dowcipie, to Han byłby bardzo wysoko, acz Luke i Leia i inni miewają czasem wyśmienite kwestie. Przypuszczam, że Artoo też jest bardziej dowcipny niż myślimy. Ale pewnie nigdy się nie dowiemy.

    P: Kell Tainer pojawi się w „Scoundrels”, a Aaron Allston jakiś czas temu napomknął, że jest mu przykro, że nikt nie używa postaci, które on stworzył w Eskadrze Widm. Czy to właśnie skłoniło cię to wyciągnięcia Kella z pudełka?
    O: Potrzebowałem eksperta od wybuchów, pilota a jednocześnie kogoś, kto wie coś o droidach, i chciałem ściągnąć kogoś z EU, ale tak by nie zdezorientowało to ludzi, którzy nie czytali innych książek. Więc przeszedłem przez artykuł o Widmach na Wookieepedii, zwęziłem listę do Kella, i na konwencie zapytałem Aarona, czy mój opis postaci pasowałby do młodego Kella. On stwierdził, że tak. Porozmawialiśmy trochę o tym, co się z nim działo i o tym jak ukazać jego wprowadzenie. W końcu on stanie się częścią Eksadry Widm, więc wysłaliśmy tę książkę do Aarona. Nie wiem, czy on miał w końcu możliwość przeczytać części Kella, ale jeśli to zrobił, nie miał żadnych uwag, ani nie stwierdził, że coś zrobiłem nie tak. Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze. To taki łącznik dla tych, którzy już znają tę postać, ale zrobiony tak, by nie mieszać w głowach nowicjuszom.

    P: W „Scoundrels” pojawiają się nowe postaci. Myślisz, że mogą stać się ulubieńcami fanów?
    O: Tak jak mówiłem w przypadku Mary i Thrawna, nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że tak. Są tu bardzo dobre postaci, powinny zapaść w wyobraźni niektórych ludzi, a niektóre nawet da się połączyć z.. ale nie chcę sugerować czegoś w stylu „o to jest osoba stanie się...” Mam duże nadzieję i trzymam kciuki, ale dopiero w styczniu zacznę dostawać zwrotną informację.

    P: A co na razie najbardziej podobało ci się na Ccelebration VI?
    O: Mam się ograniczyć do jednej rzeczy?

    P: Możesz wymienić kilka.
    O: Właśnie wróciłem z Rancza Obi-Wan; wspaniała zabawa. Nie wiem, może samo oglądanie wszystkiego, tych wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen. To jest tak, że po tych wszystkich konwentach, w których uczestniczyłem, zaczynam rozglądać się za czymś z „Gwiezdnych Wojen”, co przykuje moją uwagę. Może to być osoba w stroju lub cokolwiek innego. Tu zabawa jest prostsza, bo wszystko dotyczy „Gwiezdnych Wojen”. Miło jest czasem tak od czasu do czasu zrobić coś gwiezdno-wojennego. Zobaczyć szturmowców, Leie czy Hanów lub innych kostiumowców, wszystkie te wspaniałe gadżety, na które nas nie stać, a nawet gdyby to nie byłoby jak ich zabrać do domu. I na tym właśnie polega ta zabawa.

    P: A co sprawia ci przyjemność w opowiadaniu historii?
    O: Cóż, to zawsze musi być dla mnie zabawą. Jeśli nie jest, to nie będzie też dla czytelników. Staram się być entuzjastyczny, trochę podekscytowany tym, co piszę. Zazwyczaj to nie jest problem, nawet przy takich książkach, które zaczynam od „Oh... Nie wiem. Nie jestem zainteresowany tą książką”. Pracuję nad planem, pracuję nad szczegółami, zaczynam budować postaci i niezmiennie zaczynam się tym fascynować. „Dobra, to jednak będzie fajna historia do opowiedzenia”. Niektóre historie wyskakują same z pudełka, „o to będzie fajne”. Scoundrels jest właśnie jedną z nich. Skoro to była zabawa dla mnie, powinna być też dla wszystkich innych, przynajmniej mam taką nadzieję.

    P: A która część procesu twórczego jest najtrudniejsza?
    O: Najtrudniejsze jest przeniesienie mojej wizji na słowa. Mam ogólną wizję tego, co chcę zrobić, potem już trzeba to wyciągnąć i przedstawić tak, by inni ludzie mogli zobaczyć, co miałem w swojej głowie. Całość musi być spójna, trzymać się razem, musi być logiczna, musi też zawierać wskazówki i inne elementy tak, by czytelnicy mogli rozwiązać problem razem z bohaterami.

    P: Czy to wszystko się dzieje w trakcie planowania czy później?
    O: Zaczyna się podczas planowania. Większość rzeczy jest ustanowiona w planowaniu. Są jednak elementy, co do których nie jestem pewien, gdzie zmierzają, więc pracuję nad nimi podczas ostatecznego pisania. Wiele innych elementów dochodzi z czasem.

    P: A co jest najłatwiejszą częścią w pisaniu?
    O: Kiedy ma się już cały pomysł i wszystko inne, to dialogi są dla mnie najłatwiejszą rzeczą. Kiedyś to była jedna z najtrudniejszych rzeczy dla mnie, przynajmniej na początku, ale teraz jest najłatwiejsza. Zwłaszcza jak wiem dokładnie, co chcę powiedzieć w danej rozmowie.

    P: Gdy piszesz opowieści, nie ważne czy z „Gwiezdnych Wojen”, czy nie, czy starasz się próbować czegoś innego?
    O: Cóż, „Scoundrels” to właśnie coś trochę innego, coś złodziejskiego. Inne w jakim sensie? Staram się opowiedzieć ekscytującą historię, gdzie bohaterowie mierzą się z dużym problemem i rozwiązują go pokonując po drodze różne trudności.

    P: Myślę o książce, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu. Była pisana z pierwszej perspektywy, a koleś miał okręt...
    O: „Obława na Ikarusa”. Dobra, to nie jest powieść „Star Wars”.

    P: Tak, o tę chodziło.
    O: Dobra, rozumiem inne ale nie tylko książki „Star Wars”, inne książki... Zrobiłem trochę rzeczy inaczej, choćby z trylogią Conquerors. Pierwsza część jest opisana z punktu widzenia człowieka, druga z punktu widzenia obcych, a trzecia i tak, i tak. Książki pisane z perspektywy pierwszej osoby są inne, gdyż nie można zmieniać punktów widzenia. Wszystko jest widziane tak jak widzi to postać. To może ograniczać, ale może też być wyzwaniem. Więc zabawa z takimi pomysłami w opowiadaniach jest naprawdę przyjemna.

    P: Lubisz zmiany między projektami?
    O: Tak, zmiany są potrzebne, by uzyskać różny efekt. Nie chciałbym pisać tylko książek „Star Wars”, bo szybko bym się wypalił, a wtedy to już nie byłoby zabawne ani dla mnie, ani dla czytelnika. Nie chciałbym też pisać całej serii książek Cobra jedna po drugiej. Raczej jedna Cobra na rok, jedne „Gwiezdne Wojny” raz na dwa, trzy lub cztery lata i dzięki temu mogę wciąż mieć świeże podejście niezależnie za jaki projekt się biorę.
    KOMENTARZE (7)

    Celebration VI: przyszłość książek Star Wars w wydawnictwie Del Rey

    2012-08-25 04:10:10 CVI

    Drugi dzień trwającego właśnie w Orlando konwentu Celebration VI rozpoczął się pod znakiem książek Star Wars, a dokładnie tego, co w najbliższych miesiącach zamierza zaprezentować nam wydawnictwo Del Rey. W panelu książkowym udział wzięła mocna ekipa, związana z tworzeniem Expanded Universe, w składzie: Timothy Zahn, Troy Denning, Drew Karpyshyn, James Luceno, Aaron Allston, Pablo Hidalgo (jako autor i gospodarz panelu), oraz Shelly Shapiro (Del Rey) i Jennifer Heddle (LucasBooks).



    Według opisu w programie konwentu, panel miał przedstawić nam zapowiedzi książkowe na lata 2013 i 2014 - jednak ostatecznie ujawnione zostały tylko powieści, których możemy spodziewać się w najbliższym czasie bez konkretnych dat ich wydania. Wszystkie zostały pokrótce opisane przez Shelly Shapiro.

    Jako pierwsza ujrzała światło dzienne informacja o opowiadaniu będącym prequelem dla najnowszej powieści Timothy'ego Zahna - "Scoundrels". "Winner Lose All" skupi się na postaci Lando Calrissiana i pojawi się tylko w formie eBooka. Ma to być pierwszy z nowej linii eBooków, które nie tylko będą dodatkami do normalnych powieści, ale z czasem mają się także pojawić samodzielne historie, które nie zostaną wydrukowane w tradycyjny sposób.



    Shelly Shapiro wspomniała także o nadchodzącej książce Troya Denninga - "Crucible" - nazywając ją "najwspanialszą powieścią". Według niej czytelnicy nie będą musieli być na bieżąco z serią "Przeznaczenie Jedi", aby polubić "Crucible". Shapiro opisała ją jako "jedną wielką przygodę, z którą poradzić sobie może tylko Wielka Trójka". Według niej, wydarzenia zawarte w powieści będą dla bohaterów skrajnym przeżyciem, które zmieni ich na zawsze. Pojawi się ona w sprzedaży latem 2013 roku.



    Kolejną planowaną przez Del Reya serią będzie mająca miejsce pomiędzy "Nową nadzieją" i "Imperium kontratakuje" seria trzech powieści o roboczej nazwie "Rebels". Pierwsza z książek opowiedziana będzie z punktu widzenia Leii, a jej autorką będzie Martha Wells. Drugą z nich napisze Kevin Hearne, a opowiedziana będzie z punktu widzenia Luke'a. Obydwoje autorzy zadebiutują tym samym w EU. Na panelu podano informację tylko o tych dwóch książkach, o kolejnej (lub kolejnych) nie wiadomo nic. W każdej z książek będzie pojawiać się wielka trójka, choć oczywiście będą koncentrować się najbardziej na jednym bohaterze. Mają to też być kolejne pozycje będące dobrym początkiem poznawania EU.

    Na samym końcu panelu ogłoszono to, na co czekała większość z miłośników klasycznych bohaterów - serię post-FOTJ. Serią tą będzie trylogia "Sword of the Jedi", której autorką jest Christie Golden, a akcja skupi się (jak łatwo można się domyślić) na postaci Jainy Solo.



    * Powyższy banner jest autorstwa Johna VanFleeta, który prawdopodobnie będzie autorem okładek do serii.

    Drugą połowę panelu zajęły pytania fanów do autorów i przedstawicieli wydawcy. Ciekawsze informacje to:
  • Del Rey nie zamierza wydawać typowo młodzieżowych książek w stylu tych Scholastica.
  • W najbliższym czasie nie ma się co spodziewać śmierci kogoś z Wielkiej Trójki. Zastanawiają się wręcz czy konieczne jest pokazywanie wprost ich śmierci, czy też nie można przejść bezpośrednio do czasów po tym wydarzeniu.
  • Dylogia autorstwa Paula S. Kempa to wciąż tajemnica i nadal nie mogą o tym mówić.
  • Nie zdradzono planów dotyczących zamknięcia serii Komandosi Republiki, jednakże Shelly Shapiro stwierdziła, że pracują nad czymś co zadowoli fanów.

    Ponadto na panelu z Ryderem Windhamem dotyczącym serii „Tajne misje” ujawniono kilka informacji z innych wydawnictw.

  • Grosset & Dunlap traci licencję na „The Clone Wars” i ogólnie Gwiezdne Wojny na rzecz Scholastica. Tak więc ewentualna kontynuacja „Tajnych misji”, która nie jest póki co planowana, miałaby innego wydawcę.
  • Ryder Windham pracuje nad powieścią o Bobie Fetcie dla Scholastica. Na razie jeszcze nie ma podpisanego kontraktu, ale podobno to formalność. Ma już napisane 2/3. Nie powiedział tylko, czy będzie to kolejna biografia, czy coś innego.
  • Ryder Windham pracuje nad kolejnym przewodnikiem dla brytyjskiego wydawnictwa Haynes. Wcześniej wydał podręcznik użytkownika KOMENTARZE (18)
  • Książkowe ploty po SDCC 2012

    2012-07-28 17:27:00

    San Diego Comic Con się skończyło, i jeśli chodzi o książki to z dość mocnym przytupem, choć wciąż pozostaje wiele do wyjawienia. Niby czekamy na Celebration VI, ale kilka rzeczy się w między czasie wyklarowało. Niektórzy, jak Tim Zahn nie byli w stanie utrzymać języka za zębami. I tak, Zahn dostał kolejny kontrakt. Tym razem nie na książkę, ale na jedno opowiadanie o Binku i Tavii, nowymi postaciami z „Scoundrels”. Opowiadanie pojawi się w Insiderze. Drugi kontrakt Zahna dotyczy małej powieści, która zostanie wydana w formie e-booka i będzie się dziać tuż po „Scoundrels”.

    Tymczasem mamy jeszcze kilka wieści uzupełnień do SDCC. Po pierwsze Random House na swojej stronie umieściło dość ciekawy opis „Crucible” Troya Denninga. Przede wszystkim ma być to przygotowanie pod nową serię, a Han, Luke i Leia przekażą pałeczkę nowemu pokoleniu bohaterów Gwiezdnych Wojen. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że nowych wrogów z tej książki poznaliśmy prawdopodobnie w paragrafówce Troya Denninga z 1990 – „Scoundrel’s Luck”.



    Warto też wspomnieć o dwóch tytułach, które także zapowiedziano na SDCC. Pierwszy z nich to „Vader’s Little Princess” Jeffreya Browna, autora książeczki „Darth Vader and son”. Szczegółów na razie nie ma, podobno pojawią się na Celebration VI. Warto dodać, że to nie żaden album, komiks, nie mówiąc już o książce Del Reya wydanej w ostatnim czasie, stał się prawdziwym bestsellerem, a właśnie książeczka Jeffreya Browna. Pojawiła się w maju i przez kilka tygodni okupowała listy bestsellerów. Nic dziwnego, że Chronicle Books, autor oraz Lucasfilm tak bardzo napalili się na sequel.

    Także Scholastic wraca z sequelem bardzo udanej pozycji, czyli papierowej rozkładówki Matthew Reinharta z 2007 - Star Wars: Pop-Up Guide to the Galaxy. Drugi tom – „Star Wars: A Galactic Pop-Up Adventure”, będzie koncentrował się na prequelach. Więcej oczywiście na Celebration Vi, gdzie Reinhart ma mieć własny panel.



    Na koniec jeszcze jedna informacja, Tim Lebbon, czyli nowy autor w EU zaczął blogować o swojej książce. Na razie nic napisać nie może, z wyjątkiem tego, że się bardzo cieszy, iż może pisać w Star Wars.
    KOMENTARZE (0)

    Książkowe nowości

    2012-06-30 12:25:15

    Czerwiec okazał się jeszcze gorszym miesiącem w USA niż maj. Główna premiera czerwca to "Choices of One" Timothy'ego Zahna w miękkiej okładce. Książka doczekała się nowej ilustracji. Jej cena to 7,99 USD.



    Dość ciekawą pozycją, która pojawiła się na rynku jest też Stencil Wars: The Ultimate Book on Star Wars Inspired Street Art zredagowane i zebrane przez Martina Berdahla Aamundsena i B. A. Byvold. Książka wydana przez Kontur Publishing ma 128 stron, kosztuje 29,95 USD i jest albumem ukazującym sztukę uliczną inspirowaną sagą. Nie jest to produkt licencjonowany, a własne opracowanie. Pierwotnie książka miała ukazać się w marcu, jednak pojawiły się jakieś problemy w jej dystrybucji.



    Za to Scholastic, jak to czasem ma w swoim zwyczaju, wprowadził na rynek książki zapowiedziane na lipiec. A są to Star Wars 1 2 3 i Star Wars A B C. Obie mają po 26 stron i kosztują 12,99 USD. Obie są przeznaczone dla najmłodszej grupy czytelników (od lat 2), mają grube strony, by dzieciak ich nie zniszczył i edukacyjną funkcję.




    KOMENTARZE (0)
    Loading..