TWÓJ KOKPIT
0

Steven Spielberg :: Newsy

NEWSY (279) TEKSTY (4)

NASTĘPNA >>

Zmarła Marcia Lucas

2026-05-30 09:02:46

Kolejna smutna wiadomość, 27 maja 2026 zmarła Marcia Lucas, pierwsza żona George’a Lucasa, a także współmontażystka „Nowej nadziei”. To jej przypisuje się olbrzymi wpływ na finalną strukturę filmu.



Marcia Lou Lucas (z domu Griffin) urodziła się 4 października 1945 w Modesto w Kalifornii, ale nie mieszkała tam na tyle długo by spotkać George’a. Gdy miała 2 lata jej rodzice rozeszli się, a ona wraz z matką przeniosła z Modesto. Przenosiła się też między rodzinami swoich rodziców.

Postanowiła studiować chemię w Kalifornii, wówczas pracowała też w firmie zajmującej się kredytami hipotecznymi. W 1964 znalazła prace w muzeum hollywoodzkim i zastanawiała się nad karierą bibliotekarki. Zaczęła więc pracę jako bibliotekarka zajmująca się katalogowaniem filmów. Tam też zainteresowała się montażem. Zapisała się na staż do Gildii Montażystów i ostatecznie rozwijała w tym kierunku. Szybko jej obowiązkiem było montowanie filmików promocyjnych tudzież zwiastunów.

W 1967 pod swoje skrzydła wzięła ją montażystka Verna Fields, wówczas jedna z najbardziej znanych, nielicznych i powszechnie szanowanych kobiet w tym biznesie. Poprosiła ona firmę w której pracowała Lucas o asystenta i podesłano właśnie Marcię. Fields lubiła pracować ze studentami i stażystami, więc w tym samym okresie pracował u niej student – George Lucas. Dwójka więc poznała się pracując przy „Journey to the Pacific”. Dwa lata później Marcia i Lucas byli już małżeństwem.

Początkowo pracowali oddzielnie. Marcia wróciła do zwiastunów, Lucas pomagał przy „Deszczowych Ludziach” Francisa Forda Coppoli. Ich pierwszym wspólnym filmem było „THX 1138” (1971). Z tym, że ten film był jedną z pierwszych zarzewi późniejszego rozstania. Marcia, podobnie jak studia filmowe, nie doceniły tego dzieła, George zaś twierdził, że ona go nie rozumie.

Za to chciał by Marcia zmontowała „Amerykańskie graffiti” (1973). Producent jednak nalegał na Vernę Fields, która już pracowała nad „Sugarland Express” (1974) Stevena Spielberga. Fields przyjęła ofertę, ale też zajmowała się w tym czasie „No i co, doktorku?” (1972) Petera Bogdanovicha, więc tak naprawdę to Marcia zmontowała głównie ten film, a pomagali jej przy tym George Lucas i Walter Murch, który głównie zajmował się montażem dźwięków. Niemniej jednak to Fields i Marcia Lucas dostały za niego nominację do Oskara.

Dziełem Marcii zainteresował się Martin Scorsese, który zatrudnił ją przy „Alicja już tu nie mieszka” (1974). Potem współpracowała z nim przy „Taksówkarzu” (1976) czy „New York, New York” (1977). George w tym czasie tworzył „Gwiezdne Wojny”. To Marcia zasugerowała mu z kolei by zabił w „Nowej nadziei” Obi-Wana Kenobiego, a następnie ukazał go w formie ducha.

Marcia w tym czasie zaszła w ciążę, ale ostatecznie poroniła. Więc początkowo nie była rozważana przy „Nowej nadziei”. Ale gdy Lucas nie był zadowolony z tego, co dostarczył John Jympson, pierwszy montażysta z brytyjskiego związku, wciągnął Marcię w projekt. Jej zadaniem było zmontowanie całej sekwencji bitwy o Yavin. Ona też powiedziała Lucasowi, że jeśli scena powrotu Hana Solo by uratować Luke’a nie zadziała emocjonalnie na publiczność, ten film polegnie.

Tyle, że przemontowanie wszystkiego wymagało pomocy. Więc najpierw dołączył do nich Richard Chew a następnie Paul Hirsch. Wynikało to także ze zobowiązań Marcii, musiała się przerzucić na „New York, New York” i tego, że tam drugi montażysta – Irving Lerner zmarł. Za finalny efekt „Nowej nadziei” odpowiada więc Paul. Marcia wraz z Richardem i Paulem zostali nagrodzeni Oskarem za IV Epizod.

Marcia wycofała się z pracy zawodowej, chciała się poświęcić rodzinie. W 1981 urodziła się adoptowana córka Lucasów – Amanda Lucas. Marcia też miała wpływ na „Poszukiwaczy zaginionej arki”, wskazując Lucasowi, brak domknięcia wątku Marion (został on dokręcony). Tyle, że to moment, w którym ich małżeństwo właściwie się rozpada. Pomagała trochę przy „Imperium kontratakuje”, oficjalnie wróciła do „Powrotu Jedi”, ale zarzucała też Lucasowi pracoholizm. Już po premierze Epizodu VI oficjalnie ogłosili, że się rozwodzą.

Marcia szybko związała się z Tomem Rodriguesem. Tak naprawdę spotykała się z nim jeszcze przed rozwodem. Miała z nim córkę Amy, ale oboje też się rozstali w 1993.

„Powrót Jedi” to też koniec jej pracy zawodowej w filmie. W ugodzie rozwodowej wywalczyła sobie 50 milionów USD od George’a. Potem niby próbowała w latach 90. swoich sił jako producentka, ale bez większych skutków. Zmarła w wieku 80 lat w swoim domku letniskowym.

Mark Hamill wspominając ją mówił, że o ile George Lucas był głową „Gwiezdnych Wojen”, Marcia wprowadzała do nich serce, uczucia i emocje. Producent Howard Kazanjian cytował ją w podobnym tonie, mówiąc co jej nie podobało się w późniejszych filmach. Po „Mrocznym widmie” się popłakała, twierdząc, że nie było zbyt dobre, głównie w kontekście różnicy wieku Anakina i Padme i budowania ich związku. Nie kupiła też trylogii sequeli, w tym śmierci Hana Solo, Luke’a Skywalkera a przede wszystkim braku wyjaśnień potęgi Rey.

Sama o sobie mówiła, że lubi montować filmy, bo dzięki temu można ulepszyć dobry materiał, a zły cóż uczynić znośnym.

Na forum jest poświęcony Marcii Lucas temat.
KOMENTARZE (5)

Dave Filoni i J.J. Abrams zachwyceni tym co widzieli w „Mandalorian i Grogu”

2026-05-29 16:30:24

Zaczynamy od polskiego box-office. W ubiegły weekend „Mandalorian i Grogu” w Polsce obejrzało 130122 osób, z pokazami przedpremierowymi będzie to 146447 widzów. Dodajmy, że wynik w Polsce jest porównywalny z „Hanem Solo” (136 tysięcy) , dużo niższy niż „Skywalker. Odrodzenie” (627 tysięcy).



A skoro o IX Epizodzie już mowa, to okazuje się, że choć nie mamy w filmie sceny po napisach, to są ciekawostki w napisach. Jak chociażby podziękowanie dla J.J. Abramsa.

Jon Favreau wyjaśnił nawet dlaczego. Otóż, gdy kręcili scenę z Anzellanami, zdecydował zadzwonić do Abramsa. Ten karnie pojawił się na planie. Chcieli mu pokazać co zamierzają z nimi zrobić i delikatnie podpytać, czy nie ma nic przeciwko. Czy jest zadowolony z tego, co zobaczył. I był. A za to, że się pofatygował, to mu podziękowali. Tu warto dodać, że trzech Anzellanów już było obecnych w serialu, teraz dodano czwartego. Głos wszystkim podkłada Shirley Henderson, która też użyczyła głosu Babu Frikowi. O tych ciekawostkach pisaliśmy tutaj. Natomiast mamy inną. Otóż za powrót Babu Frika z tryumfalnym okrzykiem w końcówce IX Epizodu po części odpowiada Steven Spielberg. Podobno to on nalegał bardzo na tę scenę i domknięcie tego wątku.



Podobnie było z Davem Filonim, który swoją drogą jest w napisach wymieniony jako reżyser drugiej ekipy. Natomiast Favreau też wystosował specjalne zaproszenie na plan, kiedy kręcili scenę z Embo. Chciał, by Filoni zobaczył jak postać, którą stworzył na potrzeby animacji „Wojny klonów” ożywa na planie No i oczywiście, Dave też był zachwycony tym, co zobaczył.



Jak już macie film za sobą to przypominamy o możliwości oceny go w tym miejscu oraz dołączeniu do burzliwych dyskusji na jego temat na forum.
KOMENTARZE (6)

„Mandalorian i Grogu” produkcją numer 1 w kinach

2026-05-27 18:46:53

Zgodnie z przewidywaniami „Mandalorian i Grogu” okazał się największym przebojem mijającego weekendu w kinach i to zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w reszcie świata.



W USA w trzy dni film zarobił 81.670.433 USD, zaś jak się doda jeszcze wynik za poniedziałek (było w USA święto, więc wolne) to wyszło 98.091.641. To więcej niż wskazywały ostrożne szacunki jeszcze przed premierą, tam czasem nawet sugerowano o kwocie bliskiej 80 milionom USD w cztery dni (Deadline), ale mniej niż wcześniejsze optymistyczne mówiące nawet o 100 milionach USD w trzy dni (więcej). Ostatecznie nawet na początek tego weekendu źródła mówiły o 100 - 102 milionach, ale wyszło mniej. W poniedziałek frekwencja spadła bardziej niż się spodziewano. Dla porównania „Han Solo”, który debiutował w podobny weekend miał odpowiednio 84 miliony i 103 miliony w analogicznym terminie. Tyle, że z powodu zmiany reżysera na Rona Howarda kosztował też dużo więcej.

Nadzieją dla filmu jest to, że ma raczej dobre recenzje (ocena A- w CinemaScore). Ogólnie jak na ten majowy weekend to 12 najlepsze otwarcie w historii i 4 już po Covidzie. Więc przemysł kinowy jest z tego zadowolony. Zobaczymy jak będzie z Lucasfilmem.

Na świecie, poza USA, film w weekend zarobił szacunkowo 48,5 miliona USD (a jak się doliczy jeszcze pokazy przedpremierowe to ma już 63 miliony USD). Nowsze dane mówią, że może być trochę lepiej, czyli nawet 69 milionów USD. Najlepiej sprzedał się w Wielkiej Brytanii (7 milionów USD), Niemczech (6,5 miliona), Chinach (5,3 milionów), Japonii (4,9 miliona) i Australii (4,6 milionów). Sumarycznie więc może mieć 167 milionów USD czyli mniej więcej tyle ile kosztowała produkcja, oczywiście jeszcze by się zwrócił musi mieć przynajmniej drugie tyle, gdyż koszty reklamy itp. nie są znane – ale szacuje się, że całościowo to mogło wyjść koło 300 milionów USD. Biorąc pod uwagę fakt, że spora część pieniędzy z biletów kinowych trafia do państw, dystrybutorów kinowych czy samych kiniarzy, więc na tę chwilę trudno wyrokować czy film w ogóle się zwróci.

O ile w USA film zdeklasował konkurencję, o tyle na świecie depcze mu po piętach kolejny chiński hit – „Gei A Ma de Qing Shu”, który w ten weekend zarobił ponad 45 milionów USD (a to kolejny weekend z rzędu).



Kolejny weekend powinien być dla „Mandalorian i Grogu” łaskawy, ale potem wchodzą „Władcy Wszechświata” a następnie „Dzień objawienia” Stevena Spielberga. Wiec będzie ciężko.

Na tę chwilę czekamy co wymyśli Dave Filoni jeśli chodzi o przyszłość uniwersum. On ostatnio ponownie wspomniał, że ma pomysły i plany. Mówił też, że miał szczęście uczyć się od George’a Lucasa, ale też osób, które pracowały przy prequelach w Lucasfilmie (i w mniejszym stopniu oryginalnej trylogii). To czego się nauczył, że po sukcesie „Nowej nadziei” nikt nie chciał robić jeszcze raz tego samego. Pojawiły się AT-AT, Miasto w Chmurach, czy Yoda, czyli rzeczy o których nikomu się nie śniło. To coś, co Dave zamierza robić dalej.

Z innych ciekawostek. W sieci podliczono, że Pedro Pascal bez hełmu jest widoczny w filmie przez niecałe 5 minut. Jon Favreau sprostował to mówiąc, że Pedro pojawił się w filmie w części scen także w hełmie, więc powinno być go więcej.

A my wszystkich, którzy już obejrzeli film i przyczynili się do jego weekendowego sukcesu, namawiamy do oceny w tym miejscu oraz recenzji i dyskusji na forum.
KOMENTARZE (12)

George Lucas jednym z największych amerykańskich innowatorów

2026-02-18 20:38:58

Magazyn „Forbes” opublikował listę 250 największych amerykańskich, żyjących innowatorów. George Lucas znalazł się na 4 pozycji na tej liście. Wyprzedzają go: Elon Musk, Jeff Bezos i Bill Gates.

Forbes stwierdził, że Lucas jest jednym z ojców współczesnych blockbusterów. On także zrewolucjonizował przemysł okołofilmowy związany z figurkami i masą innych produktów, co zaskutkowało olbrzymią ilością figurek z Gwiezdnych Wojen, czy nawet pudełek na lunch z Indianą Jonesem. Zbudował firmę od efektów specjalnych Industrial Light & Magic, stworzył standard dźwięku THX i sprzedał te narzędzia innym twórcom filmów.

Pełną listę żyjących innowatorów można znaleźć tutaj. Dodajmy, że z przedstawicieli Starwarsówka Steven Spielberg znalazł się na 29 pozycji, a Robert Rodriguez na 249.
KOMENTARZE (12)

Tom Cruise i Steven Spielberg byli na planie „Starfightera”

2026-01-09 19:51:34



Kręcenie kolejnych filmów z Gwiezdnych Wojen od zawsze przyciągało znane osoby z Hollywood, które wpadały odwiedzić swoich znajomych i przy okazji chwilę pobyć na planie produkcji. Nie inaczej było w przypadku „Starfightera”. W wywiadzie dla New York Times Shawn Levy zdradził, że jedną z osób, które pojawiły się na planie był Tom Cruise. Sama informacja mimo iż ciekawa nie byłaby bardzo emocjonująca jak news, który przy jej okazji Shawn wypuścił. Mieli kręcić tego dnia scenę walki na miecze świetlne w wodzie. Levy zażartował, że Tom mógłby chwycić jedną z kamer i pobiec ją nakręcić. Cruise postanowił jednak jednak wykorzystać okazję i wskoczył z jedną z kamer do błotnistego stawu i zaczął kręcić. Przy okazji tego wywiadu dowiedzieliśmy się więc nie tylko tego, że Tom Cruise nakręcił kilka ujęć (i w której scenie się ich spodziewać), ale przede wszystkim tego, że w filmie pojawią się też miecze świetlne.

Innym gościem na planie był Steven Spielberg. W jego przypadku jednak nie znamy szczegółów, które by wskazywały, że wpłynął w jakiś sposób na zdjęcia - choć można się spodziewać, że podczas rozmów z Shawnem Levym mógł również przekazać jakieś swoje sugestie.
KOMENTARZE (4)

George Lucas w „Mrocznym widmie”

2025-03-07 16:45:31

Wydawać by się mogło, że 26-letni film nie ma już przed nami żadnych tajemnic, a tu się okazuje, że jednak ma. Nowy smaczek został odnaleziony po latach. Okazuje się, że w filmie można zobaczyć George’a Lucasa.

Nie jest to łatwe zadanie. Należy dokładnie patrzeć na ekran mniej więcej po 1 godzinie i 58 minutach oraz 17 sekundach. Wówczas widać scenę dziejącą się w pałacu królowej Naboo w mieście Theed. Tam na łuku widocznym w tle widać ozdobnik. Jak się przyjrzymy, to jest na nim twarz George’a Lucasa.



Za to ujęcie odpowiada Jett Green. Pracowała ona w ILM i tworzyła te grafiki. Czegoś jej brakowała, dodała zdjęcie Lucasa, rozmyła je. Następnie poszła z tym do Scotta Squiresa, który nadzorował efekty do filmu. Ten powiedział, że George będzie musiał to zaakceptować. Poszli z tym do niego, pokazali, powiększyli (400%). Nic nie powiedział. Siedział cicho. Potem powiedział, że to niezbyt grzeczne. Jett dodała, że to jego twarz. Machnął ręką i dał zgodę.

George po raz pierwszy pojawił się w „Gwiezdnych Wojnach” dopiero jako baron Papanoida w „Zemście Sithów”. Jego aktorska kariera nie porywa, grał mężczyznę całującego się na moście z Carrie Fisher w „Hooku” Stevena Spielberga, misjonarza w „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” Stevena Spielberga. Pojawił się też w „Facetach w Czerni” Barry’ego Sonnenfelda (bardziej jako żart), ale życiową rolę zagrał w „Gliniarzu z Bevery Hills 3” Johna Landia, gdzie zapamiętaliśmy go jako rozgoryczonego klienta wesołego miasteczka.

Teraz okazuje się, że wystąpił również w I Epizodzie, choć nie wprost. Natomiast warto też obejrzeć końcówkę tej produkcji, podczas sceny przylotu Palpatine’a na Naboo widać bardzo wiele osób pracujących w Lucasfilmie, w tym Ricka McCalluma czy Bena Burtta.

Zaś pozostając przy aktualnych tematach, to warto dodać, że „Mroczne widmo” to film który na trwałe zmienił kino. John Knoll nie bez powodu nazwał go najbardziej przełomowym filmem naszych czasów. To obraz który przedefiniował podejście do użycia komputerów i technologii cyfrowej. I jak dziś kontrowersje budzi użycie sztucznej inteligencji do poprawienia głosu aktorów w „Brutaliście”, to przypominamy, że może bez sztucznej inteligencji, ale proces poprawiania zaczął się właśnie tutaj. Głos Natalie Portman został tu poprawiony i ulepszony, w scenach, w których gra królową. Jak widać występ Lucasa również jest w pełni cyfrowy.
KOMENTARZE (3)

O wyciętych scenach, niezrealizowanych pomysłach i rozwoju „Załogi rozbitków”

2025-01-18 11:08:33

I „Załoga rozbitków” dobiegła końca. Sezon skończył się zostawiając pewne pytania. No i nie wszyscy byli w pełni usatysfakcjonowani ostatecznym kształtem serialu. Wśród nich jest Yasmine Al Massri. Aktorka wcieliła się w mistrzynię Jedi, która szkoliła Joda Na Nawooda. Pojawiła się na planie, zagrała małą rólkę, która miała być retrospekcją. Została pierwszą arabską Jedi, wygłosiła mowę na planie dziękując ekipie... a potem scena z nią wylądowała w koszu.



Christopher Ford i Jon Watts w rozmowach z Entertainment Weekly oraz Colliderem odnieśli się do wielu kwestii związanych z serialem, wliczając także tę. Początkowo zamierzali pokazać więcej historii Joda, co mówiąc wprost bardzo ich intrygowało. Zwłaszcza pokazać to ile on przeszedł, co go uczyniło tym kim jest. Tylko problem był w tym, że to zaczęło ograniczać ich główny cel. Dla młodej widowni istotniejsze nie było to, by powiedzieć wszystko, ale by sprawić, że nie do końca rozumieją Joda. Może wrócą do tych pomysłów kiedyś, choćby w drugim sezonie jeśli powstanie.

Mówili także, że podobało im się, ile postać Joda wywołała spekulacji, na YouTubie czy Reddicie. Ludzie zastanawiali się, czy on jest Jedi, czy nie, czy pod koniec będzie odkupiony, czy nie. Czy jest dobry, czy zły. Spora w tym zasługa gry Jude’a Lawa. Bez niego by to nie zadziało. Bawią się trochę archetypami i utartymi schematami „Gwiezdnych Wojen”. Law bardzo chciał, by jego postać była wielowymiarowa, by nie było sytuacji, że nagle mamy zaskoczenie i on okazuje się szwarccharakterem. To, że to serial dla dzieci, nie znaczy jednocześnie, że wszystko trzeba zbytnio upraszczać. Jod nie zabił dzieciaków w pierwszym możliwym momencie i nie uciekł. On cały czas porusza się w szarej strefie, to akurat sprawia, że to nie jest serial jedynie dla dzieci. Jak twierdzi Ford, nigdy nie chodziło im o serial dla dzieci, tylko taki serial, który ogląda się z dziećmi i każdy czerpie z tego inną przyjemność. Stąd jest mroczniejszy niż mogło się to wydawać.

Wracając jednak do Jude’a, on miał spory wpływ na postać Joda. Mieli pomysł na tego bohatera, ale to praca z nim sprawiła, że zaczęli pracować nad niuansami tej postaci. Zaś żartując sobie z odkupienia, twórcy wprost powiedzieli, że gdyby się nie odkupił, to pewnie pozabijałby wszystkich na koniec. Miał wybór i go dokonał. No i faktycznie przyznają, że „Wyspa skarbów” Stevensona i piractwo w niej przedstawione, głównie w postaci Długiego Johna Silvera miało spory wpływ na serial (stąd kapitan Silvo).



Jod jest jedną z tych opcji, które zostawiają sobie na przyszłość. Jeśli będzie decyzja o drugim sezonie lub innej formie kontynuowania tej opowieści, to historia już jest. Ostatni fragment z Jodem ma zostawiać go w pewien sposób z własnymi przemyśleniami, gdy widzi, że jego plan właśnie całkowicie się posypał.

W montażowni poleciał nie tylko wątek związany z przeszłością Joda. Stworzono zdecydowanie więcej materiału o polityce tak galaktyki jak i piratów, ale to wszystko trzeba było dostosować do pierwszego sezonu. Jest potencjał, ale teraz jest większy, gdy At Attin jest częścią większej galaktyki. Stwierdzili także, że trzymali się oryginalnego zamysłu na serial. Dzieciaki miały być zagubione w galaktyce i skakać z jednego punktu do drugiego szukając drogi do domu. Tych punktów oczywiście wówczas nie mieli, to było bardzo otwarte, wliczając to erę w „Gwiezdnych Wojnach”. Oczywiście fakt, że Dave Filoni i Jon Favreau wzięli ich pod swoje skrzydła sprawił, że wylądowali, gdzie wylądowali.

Mówili również o nawiązaniach i gagach w serialu. Jest ich sporo, ale na Reddicie czy YouTubie ludzie znajdują takie, o których twórcy nie wiedzieli. Może ich nie zamierzali, same się zrobiły podświadomie. Widownia ma rację, twórcy czasem mogą się mylić. Takim dobrym przykładem jest nawiązanie do „Podziemnego kręgu” (gdzie Jod wygląda przez okno). Ujęcie powstało, a czy Jude faktycznie się wzorował na tamtym filmie, świadomie bądź nie to już inna kwestia. Mówili również o wielu nawiązaniach do Stevena Spielberga, w tym „Imperium słońca” (gdy Wim ogląda latających pilotów). Ale też zależało im na końcówce otwartej w stylu „Flasha Gordona”, jednocześnie nie takiej, która mówi wprost, że będzie kontynuacja.

Z ciekawostek stwierdzili, że Neel należy do rasy Myykian. Cały serial można obecnie oglądać na Disney+.
KOMENTARZE (8)

Muzeum Lucasa będzie otwarte w 2026

2024-12-19 20:58:27

Wygląda na to, że w końcu są dobre wieści na temat muzeum George’a Lucasa. Projekt ten nie miał szczęścia, słyszeliśmy o nim już od ponad dekady. Ale już teraz oficjalnie podano do wiadomości, że Muzeum Sztuk Narracyjnych (Lucas Museum of Narrative Art™) zostanie oficjalnie oddane do użytku w 2026.

Muzeum będzie działało w Los Angeles dokładniej w Los Angeles’s Exposition Park. Cały 11 akrowy kampus ma mieć sporo terenów zielonych, ale także wiele galerii i ekspozycji. Do tego dwa teatry, sporo sal do prowadzenia nauki czy różnych imprez, no i oczywiście miejsce, gdzie można coś zjeść.

Założycielami muzeum są George Lucas i jego małżonka Mellody Hobson. Muzeum zarządza Sandra Jackson-Dumont. Wśród zarządu znaleźli się między innymi Guillermo del Toro i Steven Spielberg.

Więcej o samym muzeum, a dokładniej temu jak będzie wyglądał budynek, można się dowiedzieć z strony oficjalnej. Na ten moment jeszcze nie ma nic na temat wystaw stałych.
KOMENTARZE (1)

Indiana Jones i twój Asteroid Flash z Niebios

2023-06-30 16:03:09

Dziś na naszych ekranach zadebiutował film „Indiana Jones i artefakt przeznaczenia” (Indiana Jones and the Dial of Destiny), którego reżyserem jest James Mangold. To pierwsza nowa produkcja Lucasfilmu, która trafia do kin od czasu premiery „Skywalker. Odrodzenie” cztery lata temu. Co ważniejsze po raz kolejny wracamy do przygód najsłynniejszego archeologa. Scenariusz napisali: Jez Butterworth, John-Henry Butterworth, David Koepp i James Mangold. W rolach głównych występują: Harrison Ford, Phoebe Waller-Bridge, Mads Mikkelsen, Antonio Banderas, John Rhys-Davies, Toby Jones i Karen Allen. Wśród producentów znaleźli się Kathleen Kennedy, Steven Spielberg, Simon Emanuel, George Lucas i Frank Marshall. Za muzykę ponownie odpowiada John Williams.

1969. Apogeum wyścigu kosmicznego między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Jones jest zdeterminowany, aby wyjawić nikczemną działalność nazistowskich naukowców licznie stojących za programami kosmicznymi.



To nie jedyna pozycja z udziałem Starwarsówka, którą można zobaczyć w kinach. „Flash” w reżyserii Andy’ego Muschietti to kolejna propozycja dla fanów komiksów. Scenariusz napisali: Joby Harold („Obi-Wan Kenobi”), Christina Hodson, John Francis Daley, Jonathan Goldstein. Występują: Ezra Miller, Michael Keaton, Sasha Calle, Michael Shannon, Jeremy Irons i Temuera Morrison.

Ezra Miller powraca w roli Barry’ego Allena w widowisku DC, w którym po raz pierwszy to on jest głównym bohaterem. Barry używa swojej mocy do podróży w czasie, żeby zmienić wydarzenia z przeszłości. Kiedy jednak próbuje ocalić rodzinę, mimowolnie zmienia przyszłość. Barry zostaje więźniem rzeczywistości, w której generał Zod powraca i grozi powszechnym zniszczeniem. W tym świecie nie ma jednak żadnych superbohaterów, do których można by się zwrócić. Chyba że Barry przekona do przerwania emerytury zupełnie innego Batmana i uratuje uwięzionego Supermana, również nie takiego, jakiego się spodziewa. Jedyną nadzieją Barry’ego na uratowanie świata, w którym przebywa i na powrót do przyszłości, którą zna, pozostaje wyścig o życie. Tylko czy ostateczne poświęcenie wystarczy do przywrócenia dawnego biegu wydarzeń?



Fani Wesa Andersona będą zachwyceni jego najnowszym filmem w iście gwiazdorskiej obsadzie. „Asteroid City” do którego scenariusz napisał Anderson i Roman Coppola całkiem nieźle radzi sobie w kinach, patrząc przede wszystkim na zarobki per ekran. I choć w Stanach w zeszły weekend (pierwszy szerokiej dystrybucji), pozycja miała zaledwie 6 miejsce, to jednak jak się popatrzy na skuteczność na kopię, film pobił największe hity. Także za sprawą obsady. Bryan Cranston, Edward Norton, Jason Schwartzman, Scarlett Johansson, Rupert Friend (Wielki Inkwizytor), Jeffrey Wright, Liev Schreiber, Sophia Lillis, Tom Hanks, Matt Dillon, Steve Carell, Tilda Swinton, Jeff Goldblum, Adrien Brody, Willem Dafoe, Margot Robbie. Za muzykę odpowiada Alexandre Desplat.

Harmonogram konwencji Junior Stargazer zostaje spektakularnie zakłócony przez wydarzenia, które zmieniają bieg historii.



Okazuje się, że Starwarsówek grywa nie tylko w filmach anglojęzycznych. „Chłopiec z niebios” ( Walad min al-Janna) Tarika Saleha to ciekawy thriller osadzony w Egipcie. Jedną z głównych ról gra Fares Fares, który grał senatora Vaspara w „Łotrze 1”. W pozostałych rolach: Tawfeek Barhom, Mohammad Bakri i Makram Khoury.

Adam, chłopak z małej rybackiej wioski, przyjeżdża na prestiżowe stypendium do Kairu. Gdy staje się świadkiem tajemniczego zabójstwa kolegi, zostaje wplątany w śmiertelnie niebezpieczną intrygę. Zmuszony do współpracy, zgadza się przeniknąć do Bractwa Muzułmańskiego — jednej z najpotężniejszych organizacji islamu, która nie zawaha się przed niczym, żeby chronić swoje tajemnice. Aby przeżyć, Adam bardzo szybko będzie musiał opanować reguły gry niezwykle brutalnego świata, wkraczając na ścieżkę, z której nie ma już powrotu.



Na koniec coś lżejszego. „Wszystko o moim starym” (About my Father). Reżyseria: Laura Terruso. Scneriusz napisali: Austen Earl i Sebestian Maniscalco. Występują: Robert de Niro, Sebastian Maniscalco, Kim Cattrall i Leslie Bibb. Wśród producentów znalazł się Chris Weitz (“Łotr 1”).

„Wszystko o moim starym” to opowieść o przygotowaniach do ślubu, który stanie pod znakiem zapytania, gdy senior rodu zapragnie lepiej poznać przyszłą synową oraz jej rodziców w trakcie wspólnego weekendu. Prostolinijny włoski imigrant o południowym temperamencie kontra rodzina konserwatywnych bogaczy, którzy na wszystkich patrzą z góry. Co może pójść nie tak?


KOMENTARZE (4)

Zmarł Norman Reynolds

2023-04-07 08:30:43

Wczoraj, 6 kwietnia 2023, w wieku 89 lat zmarł Norman Reynolds scenograf klasycznej trylogii. Reynolds urodził się 26 marca 1936 w Willesden pod Londynem.


Norman Reynolds na Star Wars Celebration IV


Pracował przy scenografii „Nowej nadziei” pod okiem Johna Barry’ego, którego zastąpił w kolejnych filmach. Był głównym scenografem „Imperium kontratakuje” i „Powrotu Jedi”, a le także „Poszukiwaczy zaginionej Arki”. Pracował też przy filmach „Imperium Słońca” Stevena Spielberga, „Obcy 3” Davida Finchera, „Piramida Strachu”, „Mission: Impossible”, czy „Kula”.



Za „Nową nadzieję” dostał Oskara, razem z Johnem Barrym, Leslie Dilleyem i Rogerem Christianem. Drugiego Oskara przynieśli mu „Poszukiwacze zaginionej arki”. Dostał też nominacje do tej nagrody za „Powrót Jedi”, „Imperium kontratakuje”, „Imperium Słońca” i film „Niezwykła Sarah”.

Wraz ze swoimi współpracownikami wyznaczyli kierunek dla „Gwiezdnych Wojen” czy „Indiany Jonesa”, o czym wspomina Kathleen Kennedy.

Jego wkład w pierwsze odsłony sagi „Gwiezdnych Wojen” i serii „Indiana Jones” pomogły ustanowić standard wizualny tych ukochanych historii, które zainspirowały pokolenie scenografów filmowych.

KOMENTARZE (3)

Jon Favreau o „Skeleton Crew”

2023-02-18 07:12:03



13 lutego 2023 Jon Favreau odbierał odznaczenie na Hollywodzkiej Alei Gwiazd. Oficjalnie odsłonił swoją gwiazdę przy Hollywood Boulevard. Przy okazji twórca wspominał swoją karierę (jego przemówienie relacjonowało Variety, także aktorską z której najczęściej rozpoznają go ludzie. Inaczej jest z fanami „Gwiezdnych Wojen”, którzy lepiej kojarzą go jako twórcę „The Mandalorian”. Mówiąc o tym projekcie wspomniał o „Skeleton Crew”.

Tu pojawiły się dwie ważne informacje. Po pierwsze Favreau potwierdził, że premiera tego serialu nastąpi jeszcze w tym roku. Krążyły różne plotki o opóźnieniach i problemach na planie. Wygląda na to, że kryzys został zażegnany. Wciąż jednak spodziewamy się tego serialu bliżej końca roku, możliwe, że w grudniu (wówczas jak „Księga Boby Fetta” mógłby się spokojnie przeciągnąć na początek 2024).

Druga istotna informacja to fakt, że bohaterowie „Skeleton Crew” nie zostaną wprowadzeni w „The Mandalorian”. Zarówno Ahsoka, jak i Boba Fett zanim dostali własne seriale, byli na gościnnych występach. Wygląda na to, że tym razem będzie inaczej, a nauczyciela (Jude Law) jak i dzieciaki poznamy dopiero w ich serialu. Niemniej jednak jeśli wierzyć plotkom, pewne elementy, które będzie eksplorować „Skeleton Crew” wpierw pojawią się w „Ahsoce”.

Powiedział też, że klimat serialu będzie inny. Tu wiele do powiedzenia mają twórcy, którym przewodzi Jon Watts. Więc zobaczymy tu „Gwiezdne Wojny” z ich perspektywy. Tu warto dodać, że ta perspektywa to serial młodzieżowy osadzony mocno w estetyce dawnego Spielberga, coś w stylu „Goonies” lub „Stranger Things” w kosmosie. Zdecydowanie bardziej lekka, młodzieżowa rozrywka, a nie kolejny mroczny serial dla starszych widzów.

Jeśli chodzi o bardziej konkretną zapowiedź to oczywiście czekamy na kwietniowe Celebration.
KOMENTARZE (10)

Nominacje do Złotych Globów i ciekawostki o „Andorze”

2022-12-17 15:17:41

Zaczynamy od kolejnej aktualizacji w sezonie nagród. „Andor”, a właściwie Diego Luna dostał nominację do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor w serialu dramatycznym. Ze Starwarsówka nominowani zostali także Steven Spielberg za reżyserię i scenariusz („Fabelmanowie”), John Williams za muzykę („Fabelmanowie”), Adam Driver za najlepszą rolę komediową („Biały szum”), Domhnall Gleeson za najlepszą rolę w produkcji telewizyjnej („Pacjent”), Donald Glover za najlepszą rolę w telewizyjnej komedii lub musicalu („Atlanta”). Rozdanie nagród już 10 stycznia.



Z innych wieści, Tony Gilroy wciąż udziela krótkich wywiadów i odpowiedzi na pytania dotyczące serialu „Andor”. Jedno z nich dotyczyło tego, dlaczego nie reżyserował. Stwierdził, że właściwie od początku zdawało mu się, że będzie miał taki ogrom zadań nad serialem, że trudno byłoby to pogodzić z reżyserią odcinków. W pierwszym sezonie ograniczenia COVIDowe podjęły decyzję za niego. „Andor” powstawał w Wielkiej Brytanii, Gilroy w większości nadzorował prace zdalnie z USA. W drugim sezonie uznał, że model pracy się sprawdził i może się poświęcić innym, pilniejszym sprawom związanymi z serialem.

Odniósł się także do problemów z niską widownią serialu. Tu warto dodać, że w najnowszym rankingu Nielsena, za odcinek 11 „Andor” znalazł się na 9 miejscu najpopularniejszych oryginalnych produkcji z 455 milionami obejrzanych minut. Jednak jest mocno zdeklasowany przez konkurencję, ale istotne jest to, że z odcinka na odcinek liczy powoli się poprawiają, co trudno powiedzieć o wielu innych produkcjach Disney+. Gilroy przyznaje, że jest zaskoczony zarówno tym, że muszą gonić za publicznością jak i jednocześnie pozytywnym odbiorem serialu, wliczając to krytyków. Miejmy nadzieję, że z drugim sezonem serial zaskarbi sobie więcej serca widzów.

Mówił też o zarzutach, że akcja serialu dzieje się zbyt wolno. Przyznał, że podobne zdanie mieli ludzie w Lucasfillmie i Disneyu widząc pierwsze odcinki. W opinii Gilroya ważne jest jednak zbudowanie podstaw, wejście w bohaterów, tak by odcinki 1-3 miały potem znaczenie w finałowych odcinkach. Osobiście jest przeciwnikiem by jeden odcinek zawierał „siedem” innych, taką ma wizję twórczą.



Z innych ciekawostek Denise Gough mówiła o swoim angażu. Nie jest ona osobą siedzącą w „Gwiezdnych Wojnach”, więc oferta mówiąc wprost dość mocno ją zaskoczyła. Gilroy podobno wypatrzył ją kilka lat wcześniej w sztuce teatralnej w której grała i uznał, że będzie idealną Dedrą. Aktorka żartuje sobie, że ma nadzieję, iż w Kyle’u Sollerze nie wypatrzył idealnego Syrila. Natomiast w jej przypadku poniekąd miał rację. Gdy kręcili scenę, w której Dedra przesłuchuje i torturuje Bix, pierwsze podejście przed kamerą było robione bez reżyserskich instrukcji. W całości bazujące na instynkcie Gough. Aktorka była tylko zła, że po tym wszystkim nie klaskano jej na planie.

Mówiła też o drugim sezonie. Gdy przechodziła przez scenariusz do niego z Tonym, w pewnym momencie powiedziała, „wszystko jedno”. Gilroya trochę to oburzyło, odparł „nie, nie wszystko jedno”. Wówczas wytłumaczyła mu, że jest aktorką i nie jest mocno przywiązana do losu swojej roli, a jednocześnie wie, że wszystko, co jej każe zagrać będzie miało sens. Nie ma się co spierać.

Zdjęcia do drugiego sezonu „Andora” już trwają. Ale na jego premierę musimy poczekać aż do 2024.
KOMENTARZE (7)

P&O 517: Czy Spielberg pomagał w „Gwiezdnych Wojnach”?

2022-12-04 09:30:09



Jeszcze trzydzieści lat temu wiele osób z „Gwiezdnymi Wojnami” kojarzyło Stevena Spielberga, myląc go z Lucasem. Przed zdjęciami do „Zemsty Sithów”, Rick McCallum odpowiadał o angaż reżysera.



P: Czy Steven Spielberg kiedykolwiek pomagał przy filmach z cyklu „Gwiezdne Wojny”?

O: Nie, on jest przyjacielem George’a Lucasa i zawsze ogląda filmy. W sumie to jest jedną z pierwszych osób, której te filmy pokazujemy. Zbieramy jego uwagi, ale w przypadku Epizodu I i II nie dał nam żadnych!

K: Za to w przypadku „Zemsty Sithów” wkład Spielberga był zdecydowanie większy. Odpowiadał za animatykę. W dodatkach do wydania Blu-ray można zobaczyć pościg i pojedynek na Utapau jego autorstwa. Lucas poszedł raczej inną drogą w wielu miejscach. Innym elementem jest część choreografii walk, które Spielberg i Lucas zasugerowali Gillardowi.
KOMENTARZE (1)

Gary Whitta i Chris Weitz mieli pomysł na „Monachium” w kosmosie

2022-11-29 16:09:34

Na fali „Andora”, w sieci odezwał się Gary Whitta. Tym razem jednak nie wspominał o „Łotrze 1”, a czymś zupełnie innym. Okazuje się, że wraz z innym scenarzystą „Łotra 1”, Chrisem Weitzem przygotowali pomysł na serial telewizyjny w świecie Gwiezdnych Wojen i zgłosili go do Lucasfilmu.



Wszystko wskazuje na to, że Lucasfilm nawet nie rozważał długo tego pomysłu. W każdym razie nie pchnięto go dalej. Historia, którą zaproponowali dwaj scenarzyści opowiadała o rebeliantach polujących na imperialnych zbrodniarzy wojennych, którzy gdzieś się pochowali po upadku Imperium. Ewidentnie inspirowana działalnością Mossadu (czy jak podają media filmem „Monachium” Stevena Spielberga).

Swoją drogą ciekawe ile takich zgłoszonych projektów, które trafiły do kosza, mają w tym Lucasfilmie.
KOMENTARZE (10)

10 lat z Disneyem: Lucasfilm, czyli wy(w)twórnia niefilmowa

2022-11-03 01:39:55

George Lucas koncentrował się na „Gwiezdnych Wojnach”. Nawet po skończeniu prequeli, wciąż były inne projekty związane z sagą na warsztacie. „Wojny klonów”, „Detours”, konwersje 3D, czy nawet „Underworld”. Choć Lucasfilm nie produkował nigdy wiele, przed prequelami ostatnim wydanym przez nich filmem było „Zabójcze radio” (1994), to jednak George Lucas chciał, by firma miała także inne projekty. Jeszcze przed sprzedażą wytwórni Disneyowi, na początku 2012 udało się ostatecznie wprowadzić do kin „Eksadrę Czerwone Ogony”. Cztery lata wcześniej zadebiutował czwarty „Indiana Jones”.

W 2012 do Lucasfilmu dołączyła Brenda Chapman, która miała pomóc rozruszać dział animacji. Wcześniej pracował w Pixarze, odpowiada choćby za „Meridę Waleczną”. Lucasfilm Animation nawet zaczęło przygotowywać film, musical o wróżkach w reżyserii Gary’ego Rydstroma, którego pomysłodawcą był sam Lucas. Pomysł na ten film zbierał przez 15 lat i chciał go nakręcić dla swoich córek. Ponieważ w momencie przejęcia przez Disneya Lucasfilm, projekt był już realizowany, miał szczęście. Nie wstrzymano go. Ukończono, a potem... odbyła się chicha premiera. Tak technicznie rzecz biorąc była to pierwsza premiera Lucasfilm już pod nadzorem Disneya. Tyle, że „Dziwna Magia” samo w sobie nie budziło zainteresowania. Z niewielką promocją i nienajlepszymi recenzjami zrobiło klapę. O filmie zapomniano. Obecnie nawet nie jest dostępny na polskim Disney+. A co gorsza, Lucasfilm Animation nie wyprodukowało żadnej kolejnej samodzielnej animacji. Zajęli się tylko i wyłącznie serialami gwiezdno-wojennymi.

Marką numer dwa w Lucasfilmie zawsze był „Indiana Jones”. Zaś pomysł piątej części krążył po świecie już po zakończeniu czwartej, czyli na wiele lat przed Disneyem. Przez dziesięć lat Lucasfilm i Disney, głównie dyskutowały na temat filmu i szukały historii do opowiedzenia. W tym czasie z projektu odeszli George Lucas i Steven Spielberg. Harrison Ford szczęśliwie został, ale można powiedzieć, że najlepsze lata do powrotu do tej roli ma za sobą. Po wielu opóźnieniach, w końcu udało się skończyć zdjęcia. Reżyserię przejął James Mangold. Premiera jest planowana na połowę 2023, czyli nie zmieści się w pierwszych dziesięciu latach kooperacji Lucasfilm-Disney. Będzie to pierwszy, niegwiezdno-wojenny film Lucasfilmu, bez wkładu George’a Lucasa, pomijając oczywiście to, że on wymyślił głównego bohatera.



To, by Lucasfilm stał się nie tylko wytwórnią wtórnych produkcji (wciąż opierających się na tych samych markach), ale też spróbował stworzyć coś oryginalnego, było marzeniem Kathleen Kennedy i Michelle Rejwan. Rejwan miała odpowiadać za zupełnie nowy projekt, czyli adaptację serii książek „Dzieci krwi i kości” Tomi Adeyemi. Lucasfilm pozyskał do nich prawa, zabrał się za preprodukcję. Reżyserią miał się zająć Rick Fukuyama. Ale coś poszło nie tak. Preprodukcja się przeciągała, wciąż nie było scenariusza. Historia dość podobna do innych filmów Lucasfilmu. Tyle, że tu w grę wchodziły prawa i opcje. Ostatecznie skończyło się tym, że projekt skasowano. Prawa przejął Paramount, a warto dodać, że musieli przebić ofertę Universala, Amazona i Netflixa. Jednocześnie Lucasfilm oficjalnie ogłosiło, że nie będzie – przynajmniej na razie – próbować tworzyć nowych marek. Zostaną przy istniejących. Zaś samej Rejwan już nie ma w zarządzie Lucasfilmu, o czym pisaliśmy niedawno.

I tu do gry wchodzi trzecia marka Lucasfilmu, czyli „Willow”. Co prawda jako marka nigdy nie zaistniała, dopiero teraz ma szansę. Był to zaledwie jeden film i jakieś książeczki, a także odkładany od dziesięcioleci pomysł na sequel czy w to w formie filmu, czy serialu. Jednak w końcu udało się ściągnąć Warwicka Davisa (Willow), Joannę Whalley (Sorsha) a także reżysera oryginału - Rona Howarda (tym razem jako producenta) i pewnie jeszcze kilka osób z oryginalnej obsady. Nad całością czuwa Jon Kasdan. Premiera jest spodziewana jeszcze w tym roku, ale już po magicznej dacie 10-lecia. Zobaczymy jak zostanie odebrany ten projekt.



Inną rzeczą jest to, że obecnie Lucasfilm głównie produkuje seriale gwiezdno-wojenne, nawet nie filmy. Na razie będzie koncentrować się na markach znanych, czyli głównie Gwiezdnych Wojnach. W tym przypadku obecną wizję opisano na Puck (więcej), a można ją streścić, że Lucasfilm chce by zrobić kolejny film dobrze. Kathleen Kennedy rozumie, że pośpiech nie pomógł sequelom, zwłaszcza ostatnia ich cześć jest mocno niedopracowana. Tym razem pośpiechu nie będzie, a wytwórnia chce znaleźć równowagę między opowiedzeniem czegoś nowego, jednocześnie trzymając się tego, co sprawiło, że ich marki są wyjątkowe. Innymi słowy nadal będzie wtórnie, ale chyba bez takiej ilości nostalgii. Oby udało im się znaleźć właściwą receptę i koniec końców do innych produkcji, bez robienia uniwersum z „Tuckera” czy „Zabójczego radia”.
KOMENTARZE (6)

Garną się do „Gwiezdnych Wojen”

2022-10-11 22:36:12

Barry Keoghan, aktor znany z „Dunkierki”, „Czarnobyla”, „Eternals” czy ostatnio niewielkiej roli w nowym „Batmanie”, w jednym z najnowszych wywiadów przyznał, że stara się o rolę w „Gwiezdnych Wojnach”. Nie mówił nic o castingach, ani niczym takim. Powiedział wprost, że stara się spotkać z Taiką Waititim i rozmawia na ten temat z każdym, kto mógłby mu pomóc. Czyżby jednak casting do filmu Taiki miał się w końcu rozpocząć?

Nie jest to jedyny aktor, który chciałby zagrać w „Gwiezdnych Wojnach”. Wspomniał o tym niedawno także Christian Bale. Jak pamiętamy, były plotki, że Bale rozmawiał na temat roli do filmu „Han Solo” (więcej), ostatecznie zabrał mu ją Woody Harrelson. Bale mówi, że rola w „Gwiezdnych Wojnach” to byłoby dla niego spełnienie dziecięcych marzeń. Wiele razy za młodu oglądał trylogię, znał wiele scen na pamięć, w tym tę ze szturmowcem, który uderza się w głowę. I jak mówi, zawsze chciał nim być. Bale jednak nie próbuje rozmawiać z Taiką, jak wspomina, zna się z Kathleen Kennedy, z którą pracował na planie „Imperium słońca” Stevena Spielberga. Czy uda mu się w ten sposób coś załatwić? No a na dodatek niedawno współpracował z Taiką.

Przyszłość kolejnych produkcji filmowych z uniwersum „Gwiezdnych Wojen” na razie jest pod znakiem zapytania. Zobaczymy, czy przyszłoroczne Celebration przyniesie jakąś zmianę w tym temacie. Kolejny film, póki co jest zapowiedziany na 2025.
KOMENTARZE (5)
Loading..