TWÓJ KOKPIT
0

George Lucas :: Newsy

NEWSY (1199) TEKSTY (32)

<< POPRZEDNIA     NASTĘPNA >>

Daniel Day-Lewis, Saoirse Ronan oraz filmy o Solo i Fetcie

2013-09-23 13:23:46

Ostatni tydzień w świecie nowych filmów obfitował w przeróżne ploty. Niestety nadal nic oficjalnie się nie ruszyło, ale plotki są naprawdę ciekawe.

Po pierwsze jakoby Bob Iger, szef Disneya potwierdził, że spin-offy, zwane teraz filmami o pochodzeniu postaci, skoncentrują się na Hanie Solo i Bobie Fetcie. Potwierdził niby tym samym wcześniejsze plotki. Jednak jak się później okazało, Bob Iger prawdopodobnie tego w ogóle nie powiedział, a strona, która to podała nie potrafiła wskazać źródła wypowiedzi. Być może właśnie bazowała na wcześniejszych doniesieniach. Niestety czeka nas dużo więcej takich sytuacji, chyba, że Disney/Lucasfilm zmienią strategię informacyjną (co podobno rozważają i być może niebawem dostaniemy jakieś „strzępy” informacji).

Jako ciekawostkę warto dodać, że na serwisie MovieWeb pojawiła się redakcyjna lista bohaterów, którzy powinni dostać swojego spin-offa (trzeci z zapowiedzianych). Wygląda ona następująco. Na pierwszym miejscu Darth Maul, potem Jabba, Qui-Gon Jinn, Lando Calrissian i admirał Ackbar. Lista powstała po tym jak rzekomo potwierdzono dwa pierwsze filmy.

Wracamy do być może realniejszych plotek. Na liście lokacji w których mógłby być kręcony Epizod VII pojawia się Nowy Meksyk w USA. Charakterystyczna panorama tamtej okolicy na razie kojarzy się najbardziej z westernami, ale ta lokacja ma jeden plus, a mianowicie Disney ma tam swoje małe studio filmowe, które wykorzystuje do zdjęć w plenerze. Tam kręcono część scen do „Avengers” a ostatnio także do „Samotnego jeźdźca”.



Najwięcej jednak do powiedzenia o nowych filmach ma serwis Latino Review, który pojawia się w newsach po raz kolejny. Po pierwsze według tego serwisu zdjęcia w Nowym Meksyku odbędą się w okolicy miasta Las Cruses. Redaktorzy serwisu twierdzą, że tamte lokacje mogą być użyte zarówno do sportretowania Tatooine, jak i Korriban. Jednak jak twierdzą informatorzy serwisu, 90% zdjęć powstanie jednak w Londynie.

Tymczasem serwis ma jeszcze kolejne rewelacje. Po pierwsze twierdzą, że na przesłuchaniach do filmu pojawiała się Saoirse Ronan, młoda aktorka z bardzo ciekawym dorobkiem („Pokuta”, „Niepokonani”, „Nostalgia Anioła”, „Hanna”), która ostatnio powiedziała „nie” drugiej części „Avengersów”. Nie wiadomo kogo dokładnie miałaby grać Saoirse (o ile oczywiście plotki są prawdziwe), podobno w grę wchodzą dwie role – córki Solo oraz kobiecego szwarccharakteru. Co ciekawe Bleeding Cool’s także potwierdza udział Ronan w castingu, ale przypominają, że w listach opublikowanych przez Lucasfilm były dwie główne role kobiece.

To nie koniec rewelacji Latino Review. Tym razem chodzi o dwóch czarnoskórych aktorów, którzy niekoniecznie mieliby grać syna Landa, ale na przykład jakąś nową postać. Pierwszy z nich to David Oyelowo („Red Tails”, „Ostatni król Szkocji”, „Lincoln”, „Geneza planety małp”, „The Butler” czy „Jack Reacher: Jednym strzałem”). Drugi to Michael P. Jordan („Red Tails”, „Kronika”, „Krótka piłka” i gościnne występy w serialach, w tym „Dr House”).

Ostatnia rzecz o jakiej informuje Latino Review to kwestia Benedicta Cumberbatcha. Twierdzą, że on zagra czarny charakter w nowej trylogii, ale w siódmym epizodzie pojawi się na bardzo krótko. Więcej na ekranie zobaczymy go w ósmym i dziewiątym filmie. Akurat z tym Cumberbatchem to ostatnio również J.J. Abrams coś wspomniał, zresztą o tym, że nie należy go wykluczać pisaliśmy już wcześniej. Abrams wylewny nie jest, powiedział tylko, że trwają pracę nad kompletowaniem obsady, a on uwielbia Cumberbatcha.

Natomiast kończąc sprawę Latino Review, taka mała ciekawostka. W maju serwis informował, że Jonathan Rhys Meyers negocjuje rolę w nowych filmach (więcej). Tymczasem w końcu dziennikarze zapytali Meyersa jak to było naprawdę i okazuje się, że nie było żadnych rozmów. Nic. Zresztą dla przypomnienia, plotki o duchach/hologramach Palpatine’a i Obi-Wana, które również pochodziły z tego serwisu, zdementowali sami aktorzy – Ian McDiarmid i Ewan McGregor.


Saoirse Ronan

David Oyelowo

Michael B. Jordan

Daniel Day-Lewis

Skoro jesteśmy przy plotkach i teoriach spiskowych warto wspomnieć jeszcze o jednej sprawie, a mianowicie tym, że w zeszłym tygodniu w bistro w San Rafeal dostrzeżono George’a Lucasa, Kathleen Kennedy i Daniela Day-Lewisa. Zważywszy na to, że póki co Lucasfilm koncentruje się tylko na „Gwiezdnych Wojnach” można zadać sobie pytanie, czy namawiają Daniela by wystąpił w którymś z filmów. Daniel Day-Lewis to uznany i utalentowany aktor, którego możemy kojarzyć z „Lincolna”, „Ostatniego Mohikanina”, „Gangów Nowego Jorku”, „Aż poleje się krew”, czy „W imię ojca”. Sam aktor nie występuje wiele, starannie dobiera sobie repertuar.

Z innych informacji, wygląda na to, że w listopadzie Lucasfilm wprowadza się już na poważnie do Pinewood.

Tymczasem o nowym filmie wypowiedział się także J.J. Abrams. Zapytany o to, co z poprzednich filmów najlepiej opisuje cel jaki chcą uzyskać w duchu i tonacji Epizodu VII odpowiedział: - Niemożliwe jest bym odpowiedział, gdyż to rzecz, która nieustannie będzie ewoluować. Powiedziałbym, że pracujemy bardzo ciężko nad tym by film był odbierany jak najbardziej emocjonalnie, autentycznie i ekscytująco.
Dodał też, że odbiór poprzednich filmów i porównanie z nimi jest mocno subiektywne, bo każdy lubi w nich coś innego. Zapytano go także o to jakie rady, których udzielają mu media i fani, szczególnie wziął sobie do serca. Abrams przyznał, że zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo te filmy są ważne dla ludzi, także tych którzy traktują wizje George’a Lucasa prawie jak religię. I tu właśnie J.J. wspomniał, że przeczytał gdzieś, że ktoś chciał by nowe filmy były prawdziwe i autentyczne. Potem przyznał, że jak oglądał je po raz pierwszy w wieku 11 lat dokładnie to samo czuł – ten realizm i autentyzm, pomimo całej bajkowej otoczki. I zdaniem Abramsa to chyba jest właściwe podejście.
KOMENTARZE (17)

Seth Green o "Detours"

2013-09-19 13:45:46 TheForce.net

Nie było wielu wieści o "Detours" od czasu przesunięcia serii w "czas nieokreślony". Ostatnio jednak jeden z twórców serialu, Seth Green, powiedział kilka słów na temat swojego dzieła w odpowiedzi na pytanie fana na Reddicie. Najważniejsze informacje zostały wytłuszczone.

Właściwie, to całkiem sporo o tym rozmawialiśmy, ale "Detours" jest obecnie wstrzymane. Mamy 39 skończonych odcinków i około 62 skończonych scenariuszy. Lecz cały serial został stworzony przed podjęciem decyzji o kręceniu nowych filmów spod znaku "Gwiezdnych Wojen". Nasz program (stworzony przez George'a Lucasa) jest sitcomem dziejącym się w świecie GW, a więc dużo rozmawialiśmy z Kathleen Kennedy o tym świecie nie tylko za 3 lata, lecz również za 30. Gdy masz zaszczyt pracować nad "Gwiezdnymi Wojnami" z ich twórcą, to jesteś również odpowiedzialny za całość. Obejrzałem film jako dziecko i nie było tam nic ironicznego lub komediowego - Darth Vader był straszny i wszystko to było dla mnie bardzo jasne. Sądzimy, że nie byłoby sensu, jeśli mielibyśmy spędzić te trzy lata w oczekiwaniu na nowe filmy z animowanym sitcomem, który byłby pierwszym wprowadzeniem w ten świat dla trzeciego pokolenia fanów.

W ciągu ostatnich kilku lat rozmawiałem z wieloma rodzicami, którzy pokazywali dzieciom "Robot Chickena" i "Family Guya" zanim te zobaczyły normalne "Gwiezdne Wojny". Scenarzyści RC i ja często to widzimy. Tak samo jak my zapoznaliśmy się z klasyczną muzyką dzięki "Królikowi Bugsowi" i "Tomowi i Jerry'emu", tak dzieci widzą nasze interpretacje "He-Mana" oraz innych ikon popkultury, a tak naprawdę nigdy nie mają szansy ich spotkać (...).

Czuję, że "Detours" to ponadczasowa rozrywka. Sposoby dystrybucji mediów zmieniają się tak szybko, tak gwałtownie, że nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić co będzie za pięć lat (...). "Detorus" może siedzieć na półce do czasu, gdy nie wyjdą nowe filmy, nie tracąc nic ze swojej żywotności, ponieważ to, co zrobiliśmy jest bardzo śmieszne, bardzo mądre i, jak powiedziałem wcześniej, ponadczasowe.


Czy przekonuje Was ten argument? Czy na serial trzeba będzie czekać aż do 2015 roku? A może dopiero po premierze całej trylogii sequeli? Na razie musimy uzbroić się w cierpliwość.

Temat na forum.
KOMENTARZE (8)

„The Star Wars” od strony scenariusza filmowego do strony komiksu

2013-09-12 17:14:34 oficjalny blog



W związku z premierą pierwszego zeszytu „The Star Wars” Jonathan W. Rinzler postanowił ponownie poblogować.



Jak przejść od sceny w roboczym scenariuszu George’a Lucasa do strony w komiksie „The Star Wars”? Rozpisując jej kluczowe wizualnie ramy i jej najbardziej istotne dialogi (uczucia, akcja, postaci, niekoniecznie w tej kolejności) do komiksowego formatu. Na szczęście, zarówno kino, jak i komiksy opowiadają historie w sposób wizualny (zazwyczaj).

Zeszyt #1 w każdym razie był dla nas trudny: dla mnie, redaktora Randy’ego Stradleya z Dark Horse’a i artysty Mike’a Mayhew. Mike miał dużo do projektowania, od postaci i lokali przez okręty, aż do przedmiotów, i tak dalej,- i to jeszcze zanim zaczął przygotowywać wygląd. Ja wykazałem się pewną naiwnością, licząc że mogę sobie tak po prostu wskoczyć i stworzyć mój pierwszy profesjonalny komiks (myślę, że te, które robiłem jako nastolatek i wcześniej się nie liczą), ale na szczęście Randy miał czas, by wyjaśnić mi niektóre istotne sprawy (i czasem podstawy).

Scena którą badaliśmy to pierwsze pojawienie się generała Jedi Luke’a Skywalkera na stronach 14 i 15 numeru #1. W roboczym scenariuszu napisanym przez Lucasa ustanowiono ujęcie Pałacu Lite na Aquilae, które, by je ukazać, zabrałoby nam kilka paneli (mniej więcej): jeden na długie ujęcie pałacu i dzieci, inne na dzieci wchodzące do pałacu, trzecie na dzieci przechodzące przez korytarz. Łatwiej jest wystartować z dużym wprowadzającym ujęciem a potem przejść do sedna sprawy: spotkania króla Kayonsa z jego radą i zbliżającą się wojnę. Dzieci wbiegną pod koniec tego spotkania, bez wcześniejszego ich zapowiadania.

By zrozumieć ideę procesu adaptacji, spójrzcie na tę sekwencję w oryginalnym scenariuszu Lucasa i w moją wersję komiksowego scenariusza.

Jeśli porównacie następujące dialogi wersji roboczej scenariusza z tymi z komiksu, zobaczycie, że kolejność tego, co kto mówi odpowiada w pewien sposób do idei „wojny” w umyśle czytelnika, która dzieje się poza tą sceną. Ta idea wojny kontrastuje ładnie z piękną scenografią. I byłem poproszony o dołożenie dialogów na tylu panelach na ilu jest to możliwe (z wyjątkami tu i tam), tak, by czytelnik musiał trochę dłużej oglądać, czytać i dostrzegać szczegóły, zanim przejdzie dalej.

By zaoszczędzić trochę miejsca i przyśpieszyć historię, druga kwestia Zavosa została usunięta, a przemowa hrabiego Sandage’a zmieniona. (Nieistotny Zavos z jego skórzanym złomem musiał wypaść, nie nadawał się do tego formatu, tak jak nic nie znaczący pomocnik zamykający drzwi).

Gdy Mike zrobił swoje plany, zanim finalnie je naszkicował, czuł, że strona 14 powinna mieć dwa panele zamiast jednego, co dawało nam więcej przestrzeni na najważniejszy wstęp do panelu z Lukiem Skywalkerem na następnej stronie. Podczas gdy wprowadzenie Luke’a wg George’a świetnie sprawdziłoby się w filmie, każdy zwróciłby oczy na wchodzącego Skywalkera, musieliśmy to wprowadzenie sprawić bardziej komiksowym, chcieliśmy też by od razu dało się odczuć jego autorytet. Jak George napisał, Sandage potulnie siada, co polecił mu Skywalker „Hrabio Sandage, siadaj” Zdumiewające, prawda?





Więc ta sekwencja była dość bezpośrednia. Niektóre sceny, w tym dialogi pojawiające się na kolejnych stronach, były trudniejsze. Często długie paragrafy scenariusza musiały zostać skondensowane, akcja zredukowana do prostszej formy, podczas gdy niektóre rzeczy należało dodać lub rozbudować, każdą scenę i każdy moment inaczej.

Uznaliśmy, że naszym celem jest stworzenie kompletnej, płynnej w czytaniu, pełnej akcji opowieści z sympatycznymi i wiarygodnymi postaciami, mającymi swoją przygodę życia w „The Star Wars”.

(Podziękowania dla Pablo Hidalgo za sugestie tytułu tego wpisu oraz Mattowi Martinowi za wymaganie kolejnego wpisu o „The Star Wars”).



Pierwszy numer „The Star Wars” ukazał się 4 września 2013.
KOMENTARZE (3)

Oszczędna Keira i rozrzutny George

2013-09-06 18:43:56

Sezon ogórkowy czas skończyć. W tym roku najczęściej mogliśmy pisać o George’u Lucasie i jego małżeńsko-rodzinnych przebojach. Na koniec wakacji Flanelowiec zrobił jeszcze jeden numer. Otóż co robi, ktoś kto ma 4 miliardy USD na koncie, gdy chce się napić kawy? Kupuje Starbucksa. Brzmi prawie jak suchar Nestora, ale to prawda. No i George dokładnie tak zrobił, nakupował akcji Starbucksa stając się jednym z bardziej znaczących udziałowców (ogólnie akcjonariat jest tam dość mocno rozproszony). Żeby było ciekawiej, w radzie nadzorczej Starbucksa pracuje... Mellody Hobson, czyli obecna pani Lucas, tak więc wszystko zostaje w rodzinie. Miejmy nadzieję, że nie zamkną teraz obojga za inside trading.

Za to brytyjskie media nie mają litości dla Keiry Knightley. Wyliczyły, że aktorka w zeszłym roku zarobiła 1,5 miliona GBP. No nieźle, ale bulwarówka nie może przeboleć, że Keira żyje normalnie i w zeszłym roku na swoje utrzymanie wydała jedynie 30 tysięcy GBP! Nazwali ją wręcz skąpą, bo sprytna Brytyjka podpisując sobie kontrakt z Chanel, zabezpieczyła sobie dostawę darmowych ubrań. Sama zaś oszczędza na czym się tylko da. Zresztą wystarczy porównać weselicha George’a i Keiry, od razu widać wielką różnicę. Pieniędzmi może się nie chwali, ale wagą owszem. W te wakacje wyszło, że Keira waży 45 kilo!



Natalie Portman też zdecydowała się pochwalić jakąś liczbą. Wagowo chyba wolała Keiry nie przebijać, bo albo wyszłoby, że jest za gruba, albo że jest anorektyczką, w wydatkach zresztą podobnie, albo byłaby rozrzutna, albo skąpa, więc musiała znaleźć inną dziedzinę. Jest nią iloraz inteligencji, Natalie zaczęła nim brylować, 164, kto da więcej? Przebiła tym wynikiem nawet Dolpha Lundgrena, on ma zaledwie 160. I co na to Keira?

Za to Harrison Ford wypowiedział się o starzeniu.
– Jestem bardzo szczęśliwy, że nadal pracuję – powiedział w jednym z wywiadów. – Kiedyś, wyobrażając sobie jak wygląda praca aktora, pomyślałem, że jest w niej tyle samo miejsca dla osób starszych, co i młodszych. Jeśli nie chcesz przejść na emeryturę, to możesz pracować tak długo, jak jesteś przydatny do opowiadanych historii. Nie martwię się więc upływem czasu. Nie mam z tym problemu. Role jakie gram teraz są tak samo satysfakcjonujące i ciekawe, jak to co robiłem wcześniej.
Dla Forda nadszedł czas by grać mentorów, jak uczyni to choćby w „Grze Endra”. Sam aktor dodatkowo wspomniał, że miał wielkie szczęście, bo gdy zaczynał swoją karierę, to zmieniła się rola kina, stało się bardziej zjawiskiem kulturowym i łączącym ludzi. Jednak nie chciał wypowiadać się o obecnym stanie kinematografii.
KOMENTARZE (2)

P&O 34: Czy Lucas czyta forum Star Wars.com?

2013-09-01 09:41:48



Ponownie jedno ze starszych, zdecydowanie zdewaluowanych już dziś pytań. Ale za to odpowiada Steve Sansweet.



P: Czy George Lucas czytuje czasem forum dyskusyjne na starwars.com?

O: Nawet jeśli to robi, nie powiedział nam. Choć trudno sobie wyobrazić bardziej przyjemną formę oderwania się, powiedzmy od pisania scenariusza. Ale mogę zapewnić, że jeśli kierownictwo Lucasfilm uzna, że jest coś, o czym szef powinien wiedzieć, poinformują go.

K: Tak dla przypomnienia, forum oficjalne zostało już jakiś czas temu zamknięte, podobnie jak blogi, oryginalny dział Zapytaj Radę Jedi (i jego następca – Pytania i Odpowiedzi) oraz wiele innych ciekawych rzeczy, które oficjalna oferowała. Zwłaszcza tych, gdzie istniała jakaś interakcja z użytkownikami, wymagająca odpowiedzi od ludzi decyzyjnych w Lucasfilm.
KOMENTARZE (2)

„Ojciec chrzestny” i „Gwiezdne Wojny”

2013-08-21 17:00:12 oficjalny blog



Tym razem Bryan Young postanowił wziąć na warsztat jedno z arcydzieł kina lat 70., wcale nie tak odległego „Gwiezdnym Wojnom”, ba, bliższego niż nam się wydaje.

„Ojciec chrzestny” ma głęboki wpływ na cały krajobraz amerykańskiej kinematografii po 1972, roku swojej premiery, a „Gwiezdne Wojny” nie są tu żadnym wyjątkiem.

„Ojciec chrzestny” to mistrzowska eksploracja ludzkiej strony mafii, oraz wpływu jaki wywiera ona na duszę oraz rodzinę, no i był wyreżyserowany przez wieloletniego przyjaciela i mentora George’a Lucasa – Francisa Forda Coppolę.

Półświatek jest ważnym elementem uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, od łowców nagród i najemników, przez nieudolnych kryminalnych biurokratów Federacji Handlowej i kryminalnych szych Huttów.



Być może otyły ślimak Jabba the Hutt jest bardziej fizyczną reprezentacją duszy Don Corleone, ale nie musimy kopać tak głęboko by znaleźć inspirację „Ojcem chrzestnym” w „Gwiezdnych Wojnach”. Poza oczywistymi analogiami między Huttami a Pięcioma Rodzinami, które widzieliśmy w „Ojcu chrzestnym”, być może najbardziej bezpośrednim wpływem jest ustawienie oraz montaż niektórych, kluczowych scen.

W „Nowej nadziei” rozmowa między Greedo i Hanem, bez wątpienia dwoma wrogami, którzy chcą i mogą pozabijać się nawzajem, przebiega wyjątkowo spokojnie. Najciekawszą interakcją w każdym filmie jest zawsze scena gdy protagonista i antagonista siadają i sobie dyskutują, nawet jeśli wmieszane są w to blastery. „Ojciec chrzestny” dał nam najlepszy przykład takiej sceny, kiedy młody Michael, którego szczęka jeszcze nie wydobrzała po tym jak została uderzona ręką McCluskeya, odbywa rozmowę ze skorumpowanym gliną i Sollozzo. Podobnie jak Han, młody Corleone wie, że to sytuacja „on albo ja” i brutalnie zabija złych z zimną krwią.





Ale wpływ „Ojca chrzestnego”, podobnie jak poziom przemocy u sługusów Jabby, nie kończy się na tym. Jabba staje się też swoistą ofiarą stylu „Gwiezdnych Wojen” inspirowanego „Ojcem chrzestnym”. Luca Brasi, jeden z grubszych głównych egzekutorów Don Corleone zostaje zamordowany garotą w klimatycznej scenie zdrady [udawanej]. Ujęcie jak i wyraz twarzy Luci Brasiego dziwne przypomina – księżniczkę Leię duszącą Jabbę swoimi własnymi łańcuchami niewolniczymi w „Powrocie Jedi”.







Ale to nie koniec hołdów dla „Ojca chrzestnego” w postaci Huttów. Najbardziej krzykliwym może być Marlo the Hutt, stworzony w serialu „Wojny klonów”, Marlo nawet nazywa się po Marlonie Brando i bardzo przypomina z wyglądu Don Vito Corleone z „Ojca chrzestnego”, granego przez Marlona Brando. Marlo the Hutt jest jednym z członków rady Huttów, która sama w sobie czerpie z Pięciu Rodzin w „Ojcu chrzestnym”.





Ale to „Zemsta Sithów” może się pochwalić najbardziej dopracowanym hołdem do „Ojca chrzestnego”, podczas sekwencji formowania się Imperium. W „Ojcu chrzestnym” Michael Corleone przewodniczy chrzcinom nowego pokolenia Corleone, które jest przerywane ujęciami jego zbirów mordujących pozostałych przywódców gangów, którzy stali na drodze skonsolidowanej kontroli przestępczego półświatka. To samo można powiedzieć o narodzinach nowego Galaktycznego Imperium, którym przewodził Palpatine. Zgodnie z komentarzem George’a Lucasa do „Zemsty Sithów” ta sekwencja celowo została zmontowana z Anakinem zabijającym przywódców Federacji Handlowej, właśnie jako hołd dla najlepszego obrazu 1972.







Ale zanim George Lucas mógł wetknąć „Ojca chrzestnego” do „Gwiezdnych Wojen”, nakręcił wcześniej „Amerykańskie Graffiti”, które wpłynęło na „Ojca chrzestnego”.

Dodatkowo George Lucas pracował nad „Ojcem chrzestnym” sugerował uwagi i dokładał pewne ujęcia. Pomógł też Coppoli wypracować kilka kreatywnych rozwiązań w czasie montażu, tym samym pomógł stworzyć film takim jakim znamy go dziś. Zdaniem Coppoli, to Lucas pomógł mu stworzyć niesamowicie istotną scenę w szpitalu. Nie było żadnych zdjęć pustych korytarzy, które miały na celu zbudować napięcie przed drugą próbą zabójstwa Vito Corleone. To właśnie Lucas zasugerował, by przeszukać wszystkie ujęcia ze szpitala i tam znaleźć krótkie fragmenty, które zmontowano razem tworząc właśnie pusty korytarz. Nikt na widowni się nie zorientował, a sama scena stała się jedną z najbardziej zapadających w pamięć sekwencji filmu.

To dowód na to, że kreatywność ma swoje cykle, które nieustannie rodzą więcej kreatywności. Wielkie filmy inspirują jeszcze wspanialsze filmy, i nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać, jak bardzo wielkie filmy wpłynęły na „Gwiezdne Wojny”.




KOMENTARZE (4)

Lucas ma biologiczną córkę!

2013-08-12 18:02:38 Huffington Post



Dotychczas wszyscy wiedzieliśmy o tym, że George Lucas ma troje adoptowanych dzieci – Amandę (32 lata), Katie (25 lat) i Jetta (20 lat). Każde z tych dzieci wywarło swój własny wpływ na „Gwiezdne Wojny” od Jar Jara przez rolę, które grały w filmach, po pisanie scenariuszy do „Wojen klonów”. Teraz mają też siostrzyczkę. Everest Hobson Lucas, bo tak nazywa się dziewczynka, przyszła na świat 9 sierpnia 2013. Rodzicami biologicznymi są George Lucas i jego niedawno poślubiona żona Mellody Hobson, ale pani Lucas oszczędziła sobie trudów rodzenia. Dziecko urodziła (no i nosiła ciążę) surogatka, czyli zastępcza matka. Everest jest pierwszym biologicznym dzieckiem George’a Lucasa i pierwszym w ogóle Mellody Hobson. Oboje rodzice byli bardzo szczęśliwi, gdy mogli przywitać swojego potomka na świcie, teraz pewnie zajmują się już maleństwem. Swoją drogą ciekawe jaki ono będzie miało wpływ na sagę.
KOMENTARZE (17)

Celebration Europe II: Panel „The Clone Wars”

2013-07-26 23:41:24



W pierwszy dzień odbywającego się właśnie w Essen Celebration Europe II, odbył się panel na temat „Wojen klonów”, z Dave'em Filonim (aka Szalony Kapelusznik), który ledwo zdążył na czas, samolot mu się opóźnił. Panel prowadził Pablo Hidalgo. Dalsza część relacji może zawierać pewne spoilery, zwłaszcza, że dotyczy części wyciętych z serialu oraz tak zwanego materiału bonusowego.

Na początek Dave zaczął opowiadać o pomysłach, które nie ujrzały światła dziennego. W tym nakrycia głowy Satine, pojazd Padme, itp. Wśród nich między innymi odcinek poświęcony Padme Amidali, tym razem George miał pomysł, by ukazać ją jako dyplomatkę i polityka. Cała historia miała się koncentrować wokół traktatu pokojowego, który Padme wynegocjowała. Przedstawiciele Separatystów mieli się nawet pojawić w senacie galaktycznym, wszystko miało się już ładnie skończyć, gdy nagle okazuje się, że porwali kanclerza Palpatine’a. Miało to być jedno z wprowadzeń do „Zesmty Sithów”, George jednak ostatecznie odrzucił ten pomysł. Natomiast pomysłów by w różny, acz płynny sposób przejść do trzeciego epizodu było kilka.





Następnie Dave użalał się, że nie udało mu się dotychczas wprowadzić Ahsoki jeżdżącej na wielkim wilku, choć parę razy próbował. Potem pokazał za to Wookieech jeżdżących na wielkich małpach i walczących na Kashyyyku z owadami trochę przypominającymi modliszki, a trochę pająki. Odcinek, który miał się dziać na planecie Wookieech, był kolejnym z potencjalnych wprowadzeń do Epizodu III, miała się tam pojawić dodatkowo Luminara oraz Yoda. Natomiast pokazano wczesną wersję animacji Wookieech jeżdżących na tych małpach i walczących z tymi owadami.

Potem znów przyszła pora na wspominanie luźnych pomysłów. Choćby o Ventress, której powrót miał być bardzo dramatyczny. Swoją drogą tym razem chcieli dodać jej włosy.

Potem wtrącił się Pablo Hidalgo, który poruszył temat serialu aktorskiego. Okazało się, że gdy trwały prace nad drugim sezonem, George Lucas symultanicznie pracował nad tym drugim serialem i celowo wprowadzał nawiązania do niego w „Wojnach klonów”. Zatem jest tam kilka smaczków, które da się wyłapać, jeśli kiedykolwiek ten serial powstanie, lub co zasugerował Hidalgo powstanie coś innego. Bo jak sam stwierdził, w Lucasfilmie pomysły nie giną, czasem się wraca do tego, co zostało niewykorzystane bądź odrzucone w jednym miejscu.

Następnie przyszła pora na bonusa, czyli czegoś co pozostało po szóstym sezonie. Będzie odcinek ze świątynią Sithów i Yodą, który tam wchodzi. Pojawi się Plo Koon (na nowo wyrenderowany), nowi Jedi (Tipum i Tiplee), postać mająca włosy jak Meduza, klon w wilczym wdzianku a także Valorum, szaman Tuskenów oraz okręt Cada Bane’a. Pokazano też klip z Yodą i Anakinem. W bonusie zostanie rzucone trochę światła na relację Skywalkera i Yody, by lepiej wytłumaczyć scenę z „Zemsty Sithów” w której młodzieniec idzie po radę do mistrza. W bonusie będzie kilka emocjonalnych scen, które zakończą wątki postaci z piątego sezonu. Znajdzie się tam coś z rozkazu 66, ale raczej nie będzie to Rex. Dave zapytany o postaci z EU i ich wykorzystanie opowiedział, że chcieli użyć Durge’a, ale Lucas się nie zgodził, Ventress poszła, bo generalnie bazuje na konceptach z filmów. Lucas chciał użyć Quinlana Vosa, ponieważ znał tamten komiks. Dopiero potem zrozumieli, że branie postaci z EU to nie jest dobre rozwiązania, bo zawsze trzeba coś zmienić a nie wszystkim się to podoba.















Swoją drogą, nie wiadomo ile odcinków będzie zawierał bonus. Na pewno nie będzie to pełny sezon. Odcinki są dobierane w różny sposób, cześć przez to, że jest skończona, część by zamknąć pewne wątki, a część, by wykorzystać fajne historie, których dotychczas nie zrealizowano.

Wśród zadanych pytań, próbowano się dowiedzieć, czy są plany wydania muzyki z serialu. Dave i Pablo stwierdzili, że nie ma, ale jeśli fani będą nalegać, to może coś takiego będzie miało miejsce.

Na sam koniec Pablo ogłosił zapowiedzi. Po pierwsze, 15 października 2013 pojawi się sezon 5 na Blu-ray i DVD, a także pakiet sezonów 1-5. W sieci pojawiły się już informacje o cenie: będzie to 49.98 $ za DVD i 59.97 $ za blu-ray. Za pakiet pięciu sezonów (w skład którego wejdzie książeczka z pracami koncepcyjnymi) trzeba będzie zapłacić odpowiednio 119.98$ i 149.99 $. Natomiast nie ma planów dystrybucyjnych co do bonusa. Nie wiadomo gdzie i kiedy on się pojawi.






KOMENTARZE (9)

Czym u diaska są te midi-chloriany?

2013-07-12 17:28:47



Jonathan W. Rinzler tym razem wziął się za odpowiedzi, które nurtują fanów. Tym razem na tapetę trafiły midi-chloriany.



Kiedy Epizod I wyszedł część osób było niezadowolonych z roli jaką midi-chloriany odgrywają w Mocy, dokładniej chodzi o scenę w której kropla krwi Anakina ujawnia ich olbrzymie stężenie. Lucas wytłumaczył to w rozmowie z Terrym Brooksem, autorem, który zabierał się za napisanie adaptacji filmu.
- W przypadku Anakina mamy zamiast jednego czy dwóch lub trzech midi-chlorianów w każdej komórce, tysiące. To niesamowite jak wiele jest tam midi-chlorianów.

Więc... czym one są? Lucas tłumaczył:
- Zakładam, że midi-chloriany są rasą o której wszyscy wiedzą [w świecie Gwiezdnych Wojen]. Sposób w jaki wchodzisz w akcję i interferujesz z tym większym polem energii [Mocą] to właśnie przez midi-chloriany, które są wrażliwe na tą energię. One są w samym rdzeniu twojego życia, czyli w komórkach, w każdej żywej komórce. Żyją w relacji symbiotycznej z komórką. A potem, ponieważ one wszystkie łączą się w jedno, mogą się komunikować z większym polem Mocy. W ten sposób radzisz sobie z Mocą.
Przynajmniej część ludzi zanegowało jednak ten demokratyczny aspekt Mocy, pomimo faktu, że w dialogach „Powrotu Jedi” słychać bardzo wyraźnie, że Moc w jakiś sposób jest dziedziczna. W filmie jest zdanie, w którym Luke mówi Lei:
- Moc jest silna w mojej rodzinie.

Prawdę mówiąc, zanim ta kwestia się pojawiła – lub może zanim dowiedzieliśmy się, że Vader jest ojcem Luke'a w „Imperium” – wielu widzów, którzy widzieli pierwszy film w 1977 mogło się bawić myślą, że sami mogliby zostać Jedi. Przecież Ben Kenobi nic nie mówił Lukowi, że ten potrzebuje specjalnych zdolności czy testów krwi, gdy zaproponował jego szkolenie w Epizodzie IV. Luke musiał się tylko nauczyć jak wykorzystać mistyczne pole energii zwane Mocą. Nawet Lucas jeszcze po „Imperium” mówił w podobny sposób podczas konferencji roboczej ze scenarzystą Lawrancem Kasdanem i reżyserem Richardem Marquandem, zanim zaczęli kręcić „Jedi”.

Kasdan: Czyli Moc jest dostępna dla każdego?
Lucas: Tak, każdy może ją mieć.
Kasdan: Nie tylko Jedi?
Lucas: Tylko Jedi poświęcają czas by to wykorzystywać.
Marquand: Używają tego jak jakiejś techniki.
Lucas: Zupełnie jak jogi. Jeśli chcesz poświęcić czas by tego używać, to używasz, ale tylko ci, którzy naprawdę chcą tego używać, są tymi którzy robią te niezwykłe rzeczy. Zupełnie jak z karate.


W tym akurat Lucas był zgodny z tym, co powiedział latem 1977, kiedy po raz pierwszy wyjaśniał szczegóły swoich zamysłów.
- Moc to naprawdę jest sposób widzenia, sposób na bycie z życiem. Nie ma nic wspólnego z bronią. Moc daje ci potęgę jakiegoś ekstra postrzegania pozazmysłowego, możesz widzieć rzeczy, słyszeć rzeczy, czytać myśli, unosić w powietrzu przedmioty. Mówi się, że niektóre istoty rodzą się z większym wyczuleniem na Moc niż ludzie. Ich mózgi są inne. Moc jest postrzeganiem rzeczywistości, która nas otacza. Musisz się jej nauczyć. To nie jest coś, co dostajesz. To trwa przez wiele, wiele lat... Każdy kto studiuje i ciężko nad tym pracuje może się tego nauczyć. Ale trzeba do tego dojść samemu.

[Uwaga: kiedy przygotowaliśmy tekst to „The Making of Star Wars”, Lucas dodał swoją uwagę do fragmentu o midi-chlorianach, łącząc swoje oryginalne wypowiedzi z późniejszymi przemyśleniami i wydarzeniami trylogii prequeli.]

To interesujące, że juz w 1977 Lucas mówił o istotach, które mają bardziej naturalne możliwości do interakcji z Mocą, może już wtedy myślał o postaciach takich jak Yoda. A może w jakiś sposób ten pomysł przekształcił się w Anakina („istotę” urodzoną bez ojca, rezultat „woli Mocy”).

Pytanie jest takie, czy pojawienie się midi-chlorianów coś zmienia? Lucas nigdy nie twierdził, że zwykli ludzie nie mają midi-chloprianów (z wyjątkiem żartu gdy powiedział, że Han Solo nie ma midi-chlorianów, bo jest zombie). W sumie to właściwie sugerował, że jest na odwrót. Gdy mówił poważnie o tym, twierdził:

- Midi-chloriany są jak jeden byt, czyli każdy z nich nie myśli indywidualnie i nie żyje dla siebie; są jak jednostka, ponieważ jest ich wiele i są wszędzie. One są w każdej żywej komórce. A czasem jest ich więcej niż jeden na komórkę. Czasem jest ich tam całkiem sporo. W każdej musi być przynajmniej jeden, inaczej komórka się nie reprodukuje. Każda komórka. Nawet roślinna. Każde życie ma w środku midi-chloriany.

Więc pomimo testów krwi, które pokazują twoje stężenie, uczenie się Mocy jest wciąż jako joga czy boks. Możesz się urodzić słabszy lub większy i silniejszy, ale ponieważ wszyscy mamy midi-chloriany wewnątrz nas, możemy rozwijać Moc w mniejszym lub większym ujęciu, przynajmniej w świecie Gwiezdnych Wojen.

W prawdziwym świecie, Lucas mógłby zrobić analogię między rodem Skywalkerów a więzami krwi, ale to temat który wymaga obserwacji rodów królewskich na przestrzeni historii aż do dziś. Bo jednak temat na inny wpis...



Najlepsze jest to, że Lucas wymyślając midi-chloriany, poniekąd wyprzedził pewno odkrycie, o którym pisaliśmy tutaj.
KOMENTARZE (7)

Z lamusa konwentowego #8: Celebration V

2013-07-10 17:17:04

Po Celebration IV właściwie wszyscy czekali na wspólne, fanowskie świętowanie „Imperium kontratakuje”. Wiele osób już wcześniej strzelało, że będzie to gdzieś w maju 2010, ale Lucasfilm coś się trochę ociągał. Zmieniono przede wszystkim firmę organizującą konwent, tym razem była to ReedPop, która nadal ma licencję na konwenty. Jednak wszystko działo się na tyle długo, że konwent przesunięto w czasie i zorganizowano go w dniach 12-16 sierpnia 2010. Na miejscówkę wybrano wschodnie wybrzeże, a dokładniej centrum turystyczne Ameryki, czyli Orlando. Budynek był dość spory, to centrum konwentowe hrabstwa Orange, w którym poza Celebration organizuje się także inne imprezy masowe. Firma Reed Pop poniekąd wróciła raczej do tradycji Celebration IV, jakby trochę odstawiając na bok Celebration Europe i Japan, ale też trochę zmieniła formę konwentu.

Po pierwsze, tematem przewodnim faktycznie jest „Imperium kontratakuje”. Ale panele z gwiazdami mają być panelami z gwiazdami, a nie aktorami grającymi ogony. Mamy zatem niewiele paneli przekrojowych, zazwyczaj gościem jest jedna osoba i robi się z tego show. A goście dopisali, dwie najważniejsze osoby to George Lucas i Carrie Fisher. Panel z Georgem Lucasem poprowadził John Stewart, to właśnie tam Lucas oznajmił, że Obi-Wan pochodził z planety Stewjon. Ten panel to gwóźdź konwentu, w tym czasie praktycznie nic się nie dzieje, jest transmitowany na monitorach w innych salach, ale inaczej niż przy ostatniej wizycie Lucasa, tym razem fani nie mogą zadawać mu pytań. Pytania wybrał sam Stewart, częściowo spośród tych, które nadesłali mu fani. W trakcie tego panelu Lucas zapowiada (i pokazuje fragmenty) wydanie Blu-ray sagi, wspomina też o wersjach 3-D. Na panelu pojawiają się goście specjalni, Carrie Fisher i Mark Hamill. Warto dodać, że kolejki na Lucasa były ogromne i nieporównywalne z tym, co normalnie dzieje się na Celebration.

W sobotę wieczorem zorganizowano „The Last Tour to Endor”, czyli specjalny (dodatkowo płatny) pokaz „Star Tours” w pobliskim Disneywordzie. „Star Tours” akuratnie jest zamykane i przygotowują się do produkcji „Star Tours II”. W Disneywordzie natomiast trwa całonocna impreza, w której uczestniczą gwiazdy. Efekt jest taki, że gdy w niedzielę miał się odbyć panel z Carrie Fisher, ta nie jest w stanie dotrzeć na konwent. To chyba najpoważniejszy zgrzyt imprezy, zwłaszcza, że ludzie stali w kolejkach do niej.

Owszem są „Wojny klonów”, jest „The Old Republic”, mnóstwo zapowiedzi, duża impreza, ale także zdecydowano lepiej zagospodarowano część warsztatową. Jedną salę nazwano akademią i tam odbywają się wykłady, podczas których twórcy opowiadają o swoim rzemiośle. Czy to o komiksach, czy to o pisaniu powieści. W tym ostatnim wypadku zorganizowano cały cykl, w którym swoje wystąpienia mieli Aaron Allston, Karen Traviss i Troy Denning, każde z nich koncentrowało się na czymś innym. Swoją drogą były tam też warsztaty z origami, które przeprowadzał Tom Angleberger.

Po raz ostatni zorganizowano też ceremonię otwarcia, gdzie nie mogło zabraknąć Steve’a Sansweeta. Ostatni raz też członkowie likwidowanego Hyperspace mieli jakieś przywileje. Tym razem mogli ominąć kolejkę wejściową na konwent. Byli wpuszczani punktualnie jak wszyscy inni, ale mieli priorytetową kolejkę. Wprowadzono natomiast dwa typy wejściówek VIP – Jedi Master i Jedi Knight. Mistrzowie Jedi wchodzą na konwent pół godziny wcześniej, omijają kolejki i mają zarezerwowane miejsca w głównych salach, plus jakieś inne bonusy. Rycerze Jedi mają część z tych przywilejów, ale płacą mniej.

Sam konwent odwiedziło jakieś 30 tysięcy osób. Po raz pierwszy i na razie jedyny, wprost postawiono na rozrywkę dla dorosłych. Stworzono bar lodowy, gdzie serwowano drinki alkoholowe, ale można było tam też nieoficjalnie pogadać choćby z ludźmi z BioWare.

Zorganizowano także pokazy sześciu filmów sagi, które odbywały się wieczorami i były dostępne dla wszystkich fanów.

Naszą relację z tego konwentu znajdziecie tutaj.

Wcześniej wspominaliśmy:
Celebration 0
Celebration I
Celebration II
Celebration III
Celebration IV
Celebration Europe
Celebration Japan
KOMENTARZE (0)

Weselicho George’a i Mellody

2013-07-02 17:28:41

Niedawno pisaliśmy o ślubie George’a Lucasa i Mellody Hobson, który odbył się 22 czerwca na ranczu Skywalkera. Było też wesele dla grona najbliższych przyjaciół. Przypominamy, że początkowo ślub miał się odbyć w Chicago 29 czerwca. Tymczasem Lucas jak to ma w zwyczaju, zaczął poprawiać i modyfikować plan, zupełnie jak wersje filmów na DVD/Blu-ray. Skończyło się na tym, że 29 czerwca w Chicago odbyło się przyjęcie dla dalszych znajomych, ciotek, wujków, wpływowych tuzów biznesu, polityki i przemysłu rozrywkowego, wszystkich o których trzeba pamiętać, których trzeba zaprosić, ale wiadomo, to wtedy jest impreza dla nich, a nie dla młodych. Ceremonii nie było, więc nikt się nie nudził poezją czytaną przez Francisa, sucharami Stevena, czy mitologicznymi nawiązaniami Boyersa. Ot wielki namiot w parku nad brzegiem jeziora w tak zwanym Promontory Point. Mnóstwo żarcia, alkohol, muzyczka, tym razem do kotleta przygrywał Prince. Wśród gości było dużo więcej starowarsoców, w tym Hayden Christensen, Mark Hamill, Anthony Daniels, Warwick Davies. Był burmistrz Chicago, kilku prominentnych polityków oraz Robin Williams. Ponieważ dla zaproszonych VIPów trzeba było zorganizować ochronę to zamknięto pobliski park. Część ludzi się wściekało, jednak większość starała się wypatrywać celebrytów i cykać fotki. I tu właśnie popisał się Robin Williams, wyszedł do tych ludzi i zaczął się wygłupiać. Oczywiście nikogo z nich nie zaproszono, w końcu to przyjęcie dla śmietanki towarzyskiej, ale wieczorem mogli pooglądać fajerwerki. Państwo młodzi byli, podobno, nikt się nie skarżył na ich brak, ale raczej unikali tłumów.


Niezaproszeni


Robin Williams


Hayden Christensen


Warwick Davies


Anthony Daniels


Wykwintny poczęstunek dla śmietanki towarzyskiej


Imprezka


KOMENTARZE (15)

George Lucas wykiwał pół świata i się hajtnął!

2013-06-26 18:08:31 Huffington Post

George Lucas to dopiero rozrabiaka i dowcipniś. Tym razem postanowił zadrwić sobie z paparazzich, bulwarówki i milionów ludzi na świecie, którzy to czytają. Co zrobił? Ano nic, ogłosił, że ożeni się z Mellody Hobson, co zresztą uczynił. Podał też datę tego wydarzenia – 29 czerwca 2013, tak by każdy zainteresowany na świecie mógł tę datę zapamiętać. Wszyscy czekali na ten dzień, a tu nagle Samuel L. Jackson twittuje sobie 23 czerwca składając życzenia ślubne George’owi i Mellody. Dobra, kto jak kto, ale Samuel L. Jackson różne rzeczy wyczynia w Internecie, więc wiarygodnym źródłem nie jest. Tego samego dnia jednak życzenia złożył, również na twitterze, Ron Howard, człowiek z natury dużo poważniejszy (reżyser „Willow”, aktor w „Amerykańskim graffiti”). W dodatku wspominał o ceremonii, że była piękna. Okazało się, że George i Mellody owszem obwieścili światu, że wejdą w związek małżeński 29 czerwca, ale potajemnie wysłali zaproszenia dla gości na 22 czerwca. Uroczystość odbyła się na ranczu Skywalkera, a poprowadził ją dziennikarz Bill Moyers. Jego nazwisko na pewno rozpoznają fani Josepha Campbella, Moyers to ten słynny dziennikarz, który przeprowadził serię wywiadów z Josephem Campbellem w latach 80 na... ranczu Skywalkera. Poza filmem dokumentalnym, na kanwie tych wywiadów powstała także książka „Potęga mitu” (wydana też w Polsce, o czym informowaliśmy tutaj). Zanim zajął się dziennikarstwem Moyers był pastorem Baptystów, więc idealnie odnalazł się w tej roli. W swoim przemówieniu cytował między innymi Rumiego, poetę i mistyka islamskiego z trzynastowiecznej Persji, najbardziej znanego z tego, że założył zakon wirujących derwiszy. Dalej było weselej, Steven Spielberg wzniósł toast, żartując sobie, że Moc w końcu ma imię – Mellody. Honoru panny młodej bronił jej wspólnik John W. Rogers, a potem wstał Francis Ford Coppola i przeczytał sobie wierszyk afroamerykańskiej poetyki Mayi Angelou. Była też muzyczka, do przysłowiowego kotleta przygrywał Van Morrison (przyleciał z Irlandii) oraz Janelle Monáe. Były senator z New Jersey Bill Bradley, przyjaciel Hobson, wzniósł toast zanim pokrojono tort. Dalej imprezka się rozkręciła głównie w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół państwa młodych. Fanów zabrakło, paparazzich również.

Swoją droga ten numer, który wycięli Państwo Lucas jest tym zabawniejszy, że o właściwej dacie zaślubin poinformowano jedynie redakcję Hunffington Post, która wysłała swojego reprezentanta. Stąd w ogóle wiemy jak ceremonia wyglądała. No i najważniejsze MAMY ZDJĘCIE!



Tym samym kończy się tegoroczny sezon gwiezdnych ślubów. Państwu młodym życzymy wszystkiego najlepszego.
KOMENTARZE (17)

George Lucas odsłania pomnik

2013-06-23 22:19:07

George Lucas odsłonił w czwartek w parku w San Anselmo w Kalifornii pomniki dwóch najbardziej znanych postaci, Yody oraz Indiany Jonesa, wykonane z brązu. Reżyser, który pochodzi z tego miasteczka, zakupił i oddał do użytku ziemię, na której powstał ów park, nazwany Parkiem Wyobraźni.

Budynek, który się tu wcześniej znajdował, był bardzo trudny do wydzierżawienia. Zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie oddać go Izbie Handlowej i umieścić tu coś, co pomoże wielu młodym ludziom oraz pozwoli miasteczku posiadać centrum.

Jedną z rzeczy, o których niewiele osób wie jest to, że zarówno Star Wars jak i Indiana Jones powstały tutaj. Zwłaszcza Star Wars. Mamy tu więc mały pomnik, który przypomni wszystkim, że tutaj się wszystko zaczęło
- powiedział m. in. Lucas.

W ceremonii uczestniczyło 500 osób, w tym twórca pomnika, Lawrence Noble.

Pracowałem dla Lucasfilm tworząc w latach 80-tych plakaty, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem "Imperium Kontratakuje". Zainspirowany filmem, kupiłem glinę i wyrzeźbiłem Yodę. Nigdy nie przypuszczałem, że pewnego dnia stworzę jego pomnik przeznaczony na widok publiczny- oświadczył twórca.

Filmik z uroczystości możecie zobaczyć poniżej:




KOMENTARZE (10)

Mnóstwo wieści o nowych filmach

2013-06-22 22:13:56

Po długiej fali ciszy w końcu zaczyna się coś dziać, przynajmniej medialnie, w sprawie nowych epizodów. I prawdę mówiąc, jest tego całkiem sporo.

To już jest pewne, casting się rozpoczął. Pojawiły się dwa przecieki. Uwaga, te informacje mogą już zawierać potencjalne spoilery, ale równie dobrze, mogą to być bzdury. Pierwszy przeciek nie został potwierdzony. Podobno akcja miałaby się skupiać na 17-letnich bliźniętach (chłopcu i dziewczynie), których uczyłby ich wujek Luke. Tu oczywiście chodzi o Jainę i Jacena Solo, a akcja miała by się koncentrować wokół przejścia na Ciemną Stronę Jacena, który stałby się Darthem Caedusem. Podobieństwo do „Dziedzictwa Mocy” jest tu uderzające, prawdopodobnie stamtąd pochodzą informację.

Drugi przeciek jest natomiast jeszcze ciekawszy. Pojawił się między innymi na serwisie Bleedingcool. Podobno agenci w Wielkiej Brytanii rozsyłają do aktorów i agencji castingowych zaproszenia. Szukają osób do następujących ról:

  • Starsza nastolatka, niezależna, z dobrym poczuciem humoru, zgrabna.
  • Młody, dwudziestoparoletni mężczyzna, błyskotliwy i sprytny, zgrabny, ale nie w klasycznym tego słowa znaczeniu.
  • Starszy dwudziestokilkulatek, zgrabny, przystojny i pewny siebie.
  • Siedemdziesięcioletni mężczyzna, z twardą postawą i silnymi opiniami. Nie musi wyglądać specjalnie zgrabnie.
  • Druga młoda kobieta, też starsza nastolatka, twarda, sprytna i zgrabna.
  • Czterdziestolatek, zgrabny, typ wojskowego.
  • Trzydziestoparolatek, intelektualista, nie musi być zgrabny.

Co ciekawe Lucasfilm podobno nie tylko potwierdził, że casting trwa, ale że ta lista jest prawdziwa.

Tymczasem J.J. Abrams zaczął też sypać. Według niego centralną osią akcji ma być historia miłosna. Przyznał jednak, że na razie trudno mu się wypowiadać na temat samego filmu, ponieważ są w dość wczesnym stadium planowania. Na razie może powiedzieć tylko, że chcą do niego podejść w inny sposób, i że jedyne co może dodać, że to będzie ekscytujące. W innym wywiadzie powiedział, że tworząc nowe filmy chcą uhonorować to co już powstało, ale nie zamierzają odtwarzać tego, co było do tej pory. Ta wypowiedź wywołała burzę w internecie, gdyż nawet amerykańscy fani nie do końca są przekonani, czy Abrams miał na myśli filmy, czy EU. Wszystko zależy od interpretacji kontekstu wypowiedzi, ale większość przyjęła tę wiadomość bardzo dobrze. Swoją droga sam reżyser wspominał też parę razy o silnej, głównej postaci kobiecej, co zgadza się z poprzednimi doniesieniami.

Wspomniał także o produkcji filmu, która zacznie się na początku 2014 w Londynie (informowaliśmy o tym prawie miesiąc temu). Dla Abramsa jest to wyzwanie, gdyż pod koniec roku będzie musiał się przeprowadzić do Europy. Trochę tego żałuje (ze względu na rodzinę), ale jak twierdzi te decyzje zostały podjęte zanim dołączył do projektu.

O nowych filmach wypowiedział się także George Lucas. Ponownie stwierdza, że nie ma przy nich dużo roboty, ale na razie nawet nie rozmawiał o nich z Abramsem. Także dlatego, że J.J. był zajęty „Star Trekiem”. Lucas jest za to w stałym kontakcie z Kathleen Kennedy. Twierdzi, też, że jego praca polega na tym, by być pod telefonem. Jak czegoś od niego potrzebują to mają dzwonić, jak nie, to on się nie wtrąca za bardzo. Zresztą, ma swoje sprawy na głowie a to ślub, a to nagrody Emmy. Lucas bardzo dobrze wypowiada się o Abramsie, mówi, że się znają i przyjaźnią, ale najważniejsze, że zdaniem George’a, J.J. rozumie sagę, więc jest bardzo dobrym wyborem. Lucas przestrzega jednak przed nadmiernym huraoptymizmem. Jak wyjdzie Epizod VII to będzie krytykowany i znajdzie swoich haterów. To związane jest także z tym, że „Gwiezdne Wojny” są ważną ikoną popkultury, więc to niestety część takiego zjawiska.

Z innych newsów, to Tommy Gormley prawdopodobnie będzie asystentem reżysera, a zarządzaniem produkcja zajmie się Simon Emanuel. Jeśli te informacje się potwierdzą to faktycznie będzie znaczyć, że większość produkcji odbywać się będzie w Bad Robot. Obaj wymienieni są związani z tą firmą i standardowo pracują na podobnych stanowiskach przy innych produkcjach Burka i Abramsa.

Inne ważne potwierdzenie to fakt, że w studiach Pinewood już trwają pracę nad przygotowaniem się do nowego filmu. Dodatkowo 20th Century Fox prawdopodobnie niechcący potwierdził datę premiery Epizodu VII. Miałby to być 29 maja 2015. Tydzień wcześniej Fox planował premierę „Assassin’s Creed”, ale przeniósł ją na 19 czerwca 2015, oraz zapowiedział „Dzień Niepodległości 2” na 3 lipca 2015. W przypadku zmiany daty „Assassin’s Creed” właśnie wspomniano, że chcą uniknąć konkurencji „Avengers 2” i nowych „Gwiezdnych Wojen”.

Lucasfilm natomiast zasugerował, by w mediach społecznościowych używać hashtaga #StarWarsVII jako oficjalnego, gdy pisze się o nowym filmie.

Zaczęliśmy plotami i plotami skończymy. Spin-offy powoli też zaczynają nabierać kształtów. Prawdopodobnie na razie nie powstanie spin-off o Yodzie. Niektórzy sugerują, że przez wzgląd na „The Yoda Chronicles”.

Pierwszy ze spin-offów miałby dotyczyć Hana Solo i początków jego przyjaźni z Chewbaccą. Tu w rolę Solo wcieliłby się nowy aktor. Drugi film miałby być o Bobie Fetcie i tu w zależności, gdzie by go umieszczono mógłby wrócić albo Daniel Logan albo Temura Morrison.

Natomiast wśród bzdur pojawiły się pogłoski, że w nowej trylogii mógłby wrócić Darth Vader (ewentualnie jego strój). Niektórzy, już żartując sobie z tych rewelacji, sugerowali, że najlepiej byłoby gdyby strój ten nosił Darth Maul, skoro już wrócił w „Wojnach klonów”.

Na sam koniec zaś kilka słów o potencjalnych aktorach. Anthony Daniels nadal nie miał telefonów w sprawie angażu, co go pewnie smuci. Zresztą kontraktów chyba nadal nie podpisano z nikim. Dziennikarze natomiast zapytali Toma Kane’a, czy aktor z „Wojen klonów” mógłby podkładać głos Yody w nowych filmach? Stwierdził, że chętnie, ale jeśli już w filmach by chciano wykorzystać Yodę, to chyba lepiej niech wpierw spróbują ściągnąć Franka Oza. Czyli jak zwykle nic nowego.

Temat o aktorach w nowej trylogii
Temat o Epizodzie VII
KOMENTARZE (14)

„Wojny klonów” nagrodzone

2013-06-19 17:44:35

Co prawda serial „Wojny klonów” dogorywa, nie będzie już nawet pełnego szóstego sezonu, większość sił jest przerzucana na „Star Wars: Rebels”, ale jednak jeszcze nie umarł. „Wojny klonów” dostały dwie nagrody Emmy, a właściwie to Daytime Emmy. Nagrody Emmy są telewizyjnym odpowiednikiem Oskarów, ale od kilkudziesięciu lat są podzielone na osobne wydarzenia (np. oddzielne dla programów sportowych). To bardziej znane to oczywiście Primetime Emmy, nagrody przyznawane dla programów, filmów i seriali, które lecą w szczycie oglądalności, czyli najczęściej wieczorami. Te nagrody zostaną przyznane po raz 65 we wrześniu. 14 czerwca natomiast odbyła się 40. gala Daytime Emmy, nagród przyznawanych serialom, programom czy filmom, które lądują w dziennej ramówce (od rana mniej więcej do popołudnia, choć tu czasem ciężko znaleźć sztywne godziny rozgraniczające).

„Wojny klonów” zgarnęły nagrody w dwóch kategoriach. Pierwsza z nich to najlepszy występ w programie animowanym. Zwyciężył David Tennant (przez wielu bardziej znany jako doktor Who), który wcielił się w rolę Huyanga. Swoją drogą „Wojny klonów” miały dość ciężko w tej kategorii, gdyż konkurowały ze sobą. Nominowano tu także Jima Cummingsa (Hondo Ohnaka) oraz Sama Witwera (Darth Maul).

Jednak jeszcze bardziej cieszy inna nagroda, za najlepszy program animowany. Tę nagrodę odebrali producent wykonawczy George Lucas, główny producent serii Cary Silver, producentka Athena Yvette Portillo oraz główny reżyser Dave Filoni. Nagrodę wręczyła Carrie Fisher.

Inne nominacje to najlepszy montaż dźwięków (David Acord i Cameron Davis), muzyka (Kevin Kiner). Na koniec kilka zdjęć z ceremonii.








Listę wszystkich nominacji i zwycięzców możecie znaleźć tutaj.
KOMENTARZE (10)

Niby lato, a Starwarsówek ostro pracuje

2013-06-17 17:06:24

Znów zaczynamy od raczej smutnej informacji, niebezpośrednio związanej z sagą. Zmarł Ray Harryhausen, twórca efektów specjalnych do takich filmów jak „Zaginiony świat” (1925), czy „King Kong” (1933) i wielu innych. Harryhausen nie pracował bezpośrednio przy „Gwiezdnych Wojnach” ale wymyślił bardzo wiele sztuczek, które wykorzystano bądź rozbudowano w późniejszych produkcjach, nie wyłączając z tego sagi.

Disney tymczasem zakończył robienie porządków w Industrial Light and Magic. John Knoll został szefem kreatywnym tej firmy, stając się właściwie drugą osobą po jej pani prezes Lynwen Brennan.

O przyszłości Hollywoodu wypowiadają się George Lucas i jego przyjaciel Steven Spielberg. Zdaniem Lucasa obecnie wytwórnie zaczynają za bardzo ścigać się w tworzeniu blockbusterów i niebawem zapomną jak robi się cokolwiek innego. Spielberg dodaje, że studia niestety skupiają się na produkcjach za 250 milionów dolarów, zamiast zrobić kilka tańszych filmów. Obaj sugerują, że choć na razie się to sprawdza i filmy te ściągają miliony, to w końcu trend się załamie. By daleko nie szukać, warto wspomnieć choćby o zeszłorocznym „Johnie Carterze”, który uchodzi za jedną z największych porażek finansowych Disneya. George twierdzi, że w przyszłości będziemy mieć mniej kin, że filmy będą powstawać głównie na potrzeby domowej dystrybucji (internet, ew. coś co zastąpi DVD/Blu-ray), natomiast kina staną się czymś bardziej ekskluzywnym, przypominającym obecnie zawody sportowe, czy teatr. Bilety zdaniem Lucasa będą kosztować od 50 do 150 USD, ale za to filmy będą grane tam dużo dłużej, zupełnie jak sztuki na Broadwayu.

Teraz już przechodzimy do newsów. Jak dobrze pamiętamy, Steven Spielberg wstrzymał prace nad „Robocalypse”, ale za to znalazł już nowy projekt, który prawdopodobnie trafi teraz na tapetę. Będzie to „American Sniper”. Główną rolę zagra Bradley Cooper, produkcją zajmie się Warner Bros, scenariusz zaś napiszą Scott McEwen i Jim DeFelice na podstawie książki Chrisa Kyle’a. Kyle był członkiem oddział SEAL i służył w Iraku jako snajper, słynący z największej ilości wyeliminowanych wrogów. Irakijczycy nazywali go Al-Shaitan (szatan). Książka i scenariusz to nie tylko zabójstwa, ale też wspomnienia Chrisa o tym jaki wpływ wojna miała na niego samego i jego bliskich.

Co potem będzie robił Spielberg, na razie nie wiadomo. Znalazł już inną książkę – „Thank You For your Service” Davida Finkela do której prawa zakupiło już DreamWorks. Scenariusz prawdopodobnie napisze Jason Dean Hall, w projekt ma być zaangażowany Daniel Day-Lewis. Nie wiadomo jednak czy Steven stanie za kamerą, czy jedynie wyprodukuje ten film. Swoją drogą historia będzie dość podobna do „American Sniper”, bo opowiada o życiowych zmaganiach amerykańskich żołnierzy wracających z Afganistanu i Iraku.

Za to oficjalnie poinformowano, że „Jurassic Park 4”, produkowany przez Spielberga, nie ukaże się w 2014. Nie podano nowej daty premiery, coś przebąkiwano o 2015, ale stwierdzono jedynie, że na przygotowanie filmu potrzeba więcej czasu. Reżyseruje Colin Trevorrow, a jedyne co wiemy na pewno to fakt, że bohaterowie wrócą na wyspę Nublar.

J.J. Abrams roboty ma mnóstwo, ale wciąż szuka nowych scenariuszy, w tej materii ewidentnie idzie śladami Spielberga. Tym razem Jeffrey Jacob i jego studio Bad Robot (czyli pewnie dodatkowo też Bryan Burk) kupili prawa do scenariusza „The Stops Along the Way” napisanego przez Roda Serlinga. Ciekawostką jest fakt, że scenariusz ten był jednym z ostatnich dzieł Serlinga, który zmarł 38 lat temu. Sam autor twierdził, że to wyjątkowy tekst. Wszystko wskazuje na to, że dzieło to zostanie przerobione na limitowany serial we współpracy z Warner Bros.

Natomiast wiele wskazuje na to, że J.J. Abrams może nie wrócić na fotel reżysera „Star Treka” i to nie tylko ze względu na „Gwiezdne Wojny”. „W ciemność. Star Trek” choć zarobił już w Stanach ponad 200 milionów USD (kosztował 190 milionów, poza USA też już niedługo przekroczy 200 milionów przychodu) miał otwarcie niższe niż spodziewali się decydenci. Na razie nie podjęto decyzji o sequelu, ale już pojawia się giełda nazwisk. Wśród nich jest Joe Cornish, scenarzysta „Przygód Tin Tina”. Twórcy zaś mówią otwarcie o tym, że trzeci film mógłby skoncentrować się na konflikcie z Klingonami.

Jedną z gwiazd nowego „Star Treka” jest Benedict Cumberbatch, który zagra główną rolę w filmie „The Imitation Game”. Partnerować mu będzie Keira Knightley, świeżo upieczona mężatka. Reżyseruje Morten Tyldum, scenariusz napisze Graham Moore na podstawie książki „Alan Turning: The Enigma” autorstwa Andrew Hodgesa. Film będzie opowiadał o życiu wybitnego angielskiego matematyka i kryptologa Alana Turninga, który był homoseksualistą. Poddawano go różnym terapiom, ale ostatecznie w 1954 naukowiec odebrał sobie życie.

Keira lubi jednak różny repertuar i poza poważniejszym filmem negocjuje też rolę do czegoś lżejszego – czarnej komedii „Laggies”. Będzie to opowieść o młodej kobiecie, która otrzymawszy propozycję małżeństwa udaje, że wyjeżdża w podróż biznesową, a naprawdę spędza czas ze swoją siostrą. Reżyseruje Lynn Shelton, występują Sam Rockwell i Chloe Moretz. Knightley zastąpiłaby Anne Hathaway, która zrezygnowała z projektu ze względu na występ w „Interstellar” Christophera Nolana.

Wciąż dobrą passę ma Joel Edgerton. Ma zagrać w „The Double Hour”, będącego remakiem włoskiej „Podwójnej godziny” z 2009. Film reżyseruje Joshua Marston, a wujkowi Owenowi partnerować ma Michelle Williams. Oryginał opowiadał o pokojówce i policjancie, którzy spotykają się na zaaranżowanych spotkaniach dla samotnych i coś między nimi zaiskrzyło. Organizują wspólny wyjazd, ale romantyzm szybko się kończy, gdy muszą walczyć z bandytami.

Po „Wielkim Gatsbym” Edgerton dalej trzyma rękę na pulsie jeśli chodzi o poważniejszy repertuar. Wystąpi w „Black Mass”, biografii słynnego przestępcy Whiteya Bulgera (w tej roli Johnny Depp). Edgerton zagrałby agenta FBI, Johna Connolly’ego, który w dzieciństwie przyjaźnił się z Bulgerem. Reżyseruje Barry Levinson, scenariusz napisał Mark Mallouk na podstawie książki „Black Mass: The True Story of Unholy Alliance Between the FBI and the Irish Mob” Dicka Lehra i Geralda O’Neilla. Biografia Bulgera była luźną inspiracją “Infiltracji” z Jackiem Nicholsonem.

Skoro już przy Edgertonie jesteśmy, to jest jeszcze jeden film z jego udziałem, o którym pisaliśmy już parę razy. „Jane Got a Gun”, czyli western z którego zrejterowała reżyserka i część obsady. Otóż jest nowy odtwórca czarnego charakteru a jest nim... Ewan McGregor. Dodatkowo przypominamy, że główną rolę gra Natalie Portman. Reżyseruje Gavin O’Connor, może teraz to w końcu powstanie.

Tymczasem Natalie Portman zagra rolę Lady Makbet w nowej wersji „Makbeta”. Partnerować jej będzie Michael Fassbender (dał dyla z „Jane Got a Gun”), reżyseruje Justin Kurzel. W dodatku w tej wersji mają być zachowane oryginalne dialogi Williama Szekspira, szykuje się dość mocno klasyczna ekranizacja.

Liam Neeson prawdopodobnie nie wróci już na Olimp. Poinformował o tym niedawno Sam Worthington, który przyznał wprost, że nie ma co liczyć na powstanie trzeciej części „Starcia tytanów”. Filmy miały złe recenzje, a w dodatku słabo się zwróciły. Studio nie jest zainteresowane kontynuacją.

Samuel L. Jackson natomiast wystąpi w filmie „Barely Lethal”, który opowie historię nastoletniej płatnej zabójczyni, cieszącej się międzynarodową renomą. Szesnastolatce jednak nudzi się takie życie, pozoruje własną śmierć i zapisuje się do zwykłej szkoły. W głównej roli zagra Hailee Steinfeld („Prawdziwe męstwo”). SLJ zagra jej mentora. Co ciekawe reżyserem ma być Kyle Newman, znany fan „Gwiezdnych Wojen” i twórca „Fanboys”.

Rick McCallum, zaczyna wracać do życia po odejściu z Lucasfilmu. Niedawno zakupił prawa do przeniesienia na duży ekran krótkometrażowego SF „R’ha”. Oryginalny „R’ha” stał się w tym roku przebojem Internetu. Reżyserią zajmie się autor oryginału – Kaleb Lechowski. Oryginał można obejrzeć choćby na YouTubie:



„Blade Runner 2” cały czas jest w przygotowaniu. Michael Green prowadzi rozmowy w sprawie rozwinięcia i poprawienia scenariusza pierwotnie napisanego przez Hamptona Fanchera. Wciąż jednak nie jest jasne, czy Harrison Ford powróci w roli Ricka Deckarda. Reżyseruje Ridley Scott, przewidywana data premiery to 2014.

Za to mamy wysyp zwiastunów związanych z Fordem. Chodzi o filmy „Paranoja” oraz „Gra Endera”.





„Paranoia” pojawi się w naszych kinach pod koniec sierpnia, „Gra Endera” zaś w listopadzie.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Al Pacino wypowiedział się niedawno o sadze, ale o dziwo nic nie wspominał o graniu w Epizodzie VII. Raczej wspominał Epizod IV, otóż podobno oferowano mu rolę Hana Solo, ale ostatecznie jej nie wziął. I to nie dlatego, że była ona radykalnie inna od wizerunku, który sobie wypracował choćby „Ojcem chrzestnym”. Stwierdził niedawno:
- Miałem wziąć tę rolę, ale nie zrozumiałem scenariusza.
Cóż Harrison Ford powinien się jedynie cieszyć.
KOMENTARZE (5)
Loading..