












P: Czy Padme Skywalker stała się później Mon Mothmą?2014-02-09 09:04:45 Lord Sidious


Trwa Fashion Week [jedna z największych imprez w świecie mody - przyp. tłum.], coś, czego normalnie nie łączy się z odległą galaktyką. Ale "Gwiezdne Wojny" są wypełnione modą. Kostiumy w filmach łączą style różnych kultur, czasów i miejsc, by stworzyć coś oryginalnego, a jednak znajomego - informują nas także w jaki sposób postrzegać pewne postaci, jaki jest ich stan ducha i dokąd zmierzają. Więc "Star Wars" i Fashion Week mogą mieć więcej wspólnego, niż to mogłoby się zdawać - z pewnego punktu widzenia - a ten rakning oddaje hołd niesamowitym projektom, które ożyły w filmach. Uwaga: Ta lista nie zawiera mundurów ani zamaskowanych postaci (czyli brak tu szturmowców, rebeliackich pilotów czy Dartha Vadera).
10. Hrabia Dooku, "Atak klonów"
Gdy widownia pierwszy raz spotyka hrabiego Dooku w "Ataku klonów", to wie o nim naprawdę niewiele, poza tym, że był kiedyś Jedi, a teraz dowodzi ruchem Separatystów. Pasuje mu więc strój podobny do szat rycerzy, z zawadiackimi butami i tuniką, lecz nie wygląda on jak strażnik pokoju i sprawiedliwości. Zamiast tego, strój Dooku ma ciemne kolory, wygląda schludnie i odpowiednio, co sygnalizuje materializm i chciwość hrabiego. To prosty projekt, lecz potężny i idealnie ukazujący coś mroczniejszego, co kryje się wewnątrz.
9. Dwórki, "Mroczne widmo"
Projekt dwórek powstały na potrzeby "Mrocznego widma" odniósł pełen sukces. Wygląda jak dodatkowa część do sukien królowej, pasuje pod względem wyglądu i koloru, ale jest odpowiednio skromny. Wyróżnia się głównie dzięki unikatowemu połączeniu barw, które przechodzą od czerwieni do żółci, i pomaga zilustrować specyficzną modę będącą nieodłączną częścią różnych światów. Teraz, gdy ktoś zobaczy szaty podobne do tych, które nosiły dwórki, to od razu przychodzi mu do głowy Naboo.
8. Leia Organa (w bikini), "Powrót Jedi"
Niesławne "niewolnicze" bikini Lei to jeden z najbardziej znanych strojów z "Gwiezdnych Wojen". Nie ma niczego podobnego w żadnym z filmów, co łączyłoby jednocześnie metal i tkaninę na sposób retro futurystyczny. Choć jasno widać, że ten kostium odsłania najwięcej ciała, to warto spojrzeć na inne detale, takie jak zakręcone elementy, oplatające księżniczkę niczym wąż - co bardzo kontrastuje z liniami prostymi w większości filmów, a co jednocześnie przywołuje na myśl jej nikczemnego oprawcę. Od czasu premiery "Powrotu Jedi" bikini stało się symbolem siły Lei, ponieważ ze strasznej sytuacji wychodzi zwycięsko.
7. Luke Skywalker, "Powrót Jedi"
Na pierwszy rzut oka czarne szaty Jedi należące do Luke'a odzwierciedlają jego wewnętrzną bitwę z ciemną stroną. Ale sam kostium jest niezaprzeczalnie fajny, łączący tunikę i kamizelkę w tradycyjne szaty Jedi, zaakcentowane przez pas z narzędziami. Luke wygląda w nim naprawdę potężnie, co jest szczególnie ważne podczas jego pierwszej konfrontacji z Jabbą, który nie bierze gróźb młodego Jedi na poważnie.
6. Han Solo, "Nowa nadzieja"
Kamizelka, czarne buty i kabura. Han Solo wygląda w "Nowej nadziei" jak futurystyczny kowboj, a jego strój jest jednym z bardziej znanych w historii kina. Pod pewnym względem projekt ten nie powinien wypalić - niebieskie spodnie połączone z czarną kamizelką i białawą bluzką to dziwne połączenie - ale po prostu wypala, a detale takie jak czerwone paski naszyte na spodnie dodają całości gwiezdno-wojennego posmaku. Jako prawdziwe świadectwo dziedzictwa tego kostiumu, okazał się on popularny wśród fanów kostiumów, zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
5. Padmé Amidala (w sukni ślubnej), "Atak klonów"
Widziana tylko przez chwilę pod koniec "Ataku klonów", suknia ślubna Padme to elegancki kostium, pełen wzorów i detali. Ma w sobie starożytny wdzięk - wynikający z faktu, że została po części wykonana z australijskiej narzutki w stylu vintage. Ma białawy kolor i prześwitujące elementy. Dołączony welon, pełen ornamentów, przydaje projektowi równowagi i utwierdza nas, że to najpiękniejsza suknia Padme.
4. Anakin Skywalker, "Zemsta Sithów"
Z wszystkich Jedi to Anakin pokazuje największą klasę. W "Zemście Sithów" jest strój jest całkowicie unikalny, z tuniką i ciemniejszymi kolorami, które pasują do jego mechanicznej ręki. Przypomina kostium hrabiego Dooku, ale jest bardziej kinestetyczny, z fałdami i warstwami, które odzwierciedlają wewnętrzne potyczki bohatera.
3. Lando Carlissian, "Imperium kontratakuje"
Garderoba Landa nadaje się idealnie dla tego, kim jest i gdzie się znajduje. Gładkie czarne spodnie i bluzka w kolorze nieba wraz z dopasowaną peleryną - perfekcyjne dla łotra sprawującego pieczę nad Miastem w Chmurach. Jest łagodny, dziarski i pewny siebie. Schemat kolorów jest charakterystyczny tylko dla Landa, tak jak powinno być.
2. Leia Organa (podczas ceremonii wręczenia medali), "Nowa nadzieja"
Wielu fanów uważa suknię z kapturem za kwintesencję Lei, ale jej strój z ceremonii wręczenia medali jest o wiele ciekawszy pod względem projektu - bierze elementy z jej szat i tworzy coś nowego. Z efektownym srebrnym pasem i zbiegającymi się warstwami, które zwisają z jej ramion, łączy w sobie prostotę i wyrafinowanie o wiele bardziej niż cokolwiek innego w jej garderobie. Stanowi także ładne połączenie ze stylem, który prezentowała w prequelach jej matka, co udowadnia, że w odległej galaktyce istniały tradycje związane z modą.
1. Padmé Amidala, "Mroczne widmo"
"George [Lucas] powiedział, że ["Mroczne widmo"] to zdecydowanie film kostiumowy. Zwłaszcza, jeśli chodzi o królową", mówi artysta koncepcyjny Iain McCaig. W istocie, Padme Amidala nosi dużo stylizowanych sukienek i egzotycznych strojów formalnych w "Mrocznym widmie", z których wszystkie wymagały dużej pracy, wyrafinowania i pracy rąk tylko dla kilku minut (a czasem sekund) czasu ekranowego. Tym niemniej, liczba detali i ilość sukienek noszonych przez królową w "Mrocznym widmie" mówią nam wiele o tradycji na Naboo, jej kulturze i sztuce, dodając znaczący aspekt do wszechświata "Gwiezdnych Wojen". A z wszystkich tych strojów nie ma bardziej imponującego niż ikoniczna szata królewska Padme. Inspiracją do jej stworzenia były niezliczone kraje i kultury, w tym Mongolia i Tybet, a najwięcej pracy włożyli w to McCaig i projektantka kostiumów Trisha Biggar. Stworzyła ona stroje dla postaci z całych prequeli, wykorzystując tkaniny z całego świata oraz kolory, które sprawdzały się w różnych oświetleniach i sytuacjach, oraz mówiły coś o bohaterze. Suknia z sali tronowej jest tego przykładem. Jej barwą jest głównie śmiała czerwień, podkreślająca silną osobowość królowej i jej wolę walki, co widać w punkcie kulminacyjnym filmu. Suknia ma dziwne detale, takie jak owalne klejnoty nad brzegiem, które w jakiś sposób dobrze się sprawdzają i pasują do rękawów oraz trzyczęściowej ozdoby głowy; dodają też azjatyckich motywów do "Gwiezdnych Wojen". Kostium ten, widziany po raz pierwszy na zwiastunie filmu, sprawił, że widzom otworzyły się oczy ze zdumienia i pozostaje on niesamowitym dziełem sztuki.
To wszystko. Co o tym myślicie? Czy to dopracowaliśmy? A może postradaliśmy rozum? Może coś przeoczyliśmy? Dajcie znać w komentarzach.

"Gwiezdne Wojny" kocha się za ich technologiczne czarodziejstwo, statki kosmiczne, projekty, strzelaniny, obcych i dziwne stwory. Ale sercem GW są Jedi. Ich nauki nas inspirują, ich wykorzystanie Mocy przemawia do naszej wyobraźni, a ich potyczki - ucieleśnione w historiach Anakina Skywalkera, Luke'a Skywalkera, Ahsoki Tano i innych - dają nam wejrzenie w nas samych. Na potrzeby tej listy, spojrzeliśmy na Jedi z filmów i "The Clone Wars", układając ich w rankingu w zależności od wpływu na sagę i osobistych osiągnięć.
10. Aayla Secura, filmy i "The Clone Wars"
Aayla Secura to naturalna przywódczyni i jedna z najbardziej szanowanych Jedi z okresu wojen klonów. Na początku widziana była jedynie przez chwilę w prequelach, a jej wystąpienie w "Wojnach klonów" ujawniło, że była zrównoważona, myśląca strategicznie i mądra. W "Jedi Crash" jej rola jest kluczowa w przetrwaniu przez Ahsokę i klony katastrofy okrętu oraz w nauczeniu padawanki Anakina skupienia się na misji. W "The Zillo Beast Strikes Back" nieustraszenie staje naprzeciw jednemu z największych stworzeń, jakie widziała galaktyka. Potrzeba było rozkazu 66, aby zaatakować ją z zaskoczenia i zabić, ale i tak pozostaje ulubienicą fanów.
9. Kit Fisto, filmy i "The Clone Wars"
Z zabójczym imieniem, świetnym wyglądem i przyjazną postawą, Kit Fisto jest jednym z najpopularniejszych Jedi prequeli. Ratuje C-3PO od jego samego w "Ataku klonów" i jest jednym z kilku rycerzy wybranych przez Mace'a Windu do aresztowania Kanclerza w "Zemście Sithów". Szczególnie błyszczy podczas bitwy z generałem Grievousem w "The Clone Wars", ucinając jedną z mechanicznych dłoni straszliwego zabójcy Jedi i stawiając mu czoła do czasu, aż nadlatują posiłki - przekazując generałowi wiele mądrości zakonu, lecz bezskutecznie.
8. Plo Koon, filmy i "The Clone Wars"
Spokojny i pewny siebie, Plo Koon to utalentowany wojownik, stanowiący jednocześnie dla wielu ojcowską figurę. W swoich interakcjach z bohaterami "Wojen klonów" - od Ahsoki Tano do łowczyni nagród Aurry Sing - woli przekładać rozwagę nad czyny. Gdy Togrutanka zaginęła na trandoshańskich łowach, to Plo nakłania Anakina, by miał cierpliwość i nie pozwolił, aby kierowały nim emocje. Jednocześnie nie ucieka od czynów, dowodząc misją ratunkową mającą na celu uratowanie Skywalkera i Windu ze skazanego na zagładę statku. W połączeniu z jego bardzo fajną aparaturą do oddychania, goglami i buczącym głosem, nie ma drugiego takiego Jedi.
7. Ahsoka Tano, "The Clone Wars"
Ahsoka Tano to prawdziwa ikona "Gwiezdnych Wojen", której przemianę z niedoświadczonej padawanki w doświadczoną przywódczynię mogą oglądać widzowie. Jej czyny w serialu tylko pokazują jak daleko zawiodła ją jej podróż, od porażek (ignorowanie rozkazów, a w konsekwencji utrata wielu pilotów) do sukcesów (dowodzenie innymi padawanami w rewolcie na trandoshańskim księżycu). Ale to jej decyzja o opuszczeniu zakonu Jedi może być jej najlepszą chwilą, ponieważ pokazuje, że jest indywidualnością i już nie dzieckiem, odważniejsza niż większość Jedi.
6. Mace Windu, filmy
Jeden z najwyższych rangą Jedi z czasów Starej Republiki, Mace Windu to jeden z najistotniejszych rycerzy, jacy kiedykolwiek żyli. To jasne, że on i Yoda darzą się wzajemnym szacunkiem, obaj cenią też zasady i ideały Jedi bardziej nad swoje własne (spójrzcie na ich odrzucenie kandydatury Anakina w "Mrocznym widmie"). Wyśmienity szermierz z ponurą naturą, Mace zabija Janga Fetta podczas bitwy o Geonosis i pokonuje Sidiousa w bitwie (do czasu, gdy przybywa Anakin...) - coś, czego nawet Yoda nie mógł osiągnąć. Jego śmierć w "Zemście Sithów" to tragedia i punkt, z którego nie ma już odwrotu dla Anakina i całej Sagi, co ilustruje wagę jego postaci jako Jedi.
5. Qui-Gon Jinn, "Mroczne widmo"
W Qui-Gonie publiczność dostrzegła, że Jedi może być nieco bardziej buntowniczy, niż to sobie wcześniej wyobrażano. W "Mrocznym widmie" podejmuje wielkie ryzyko, zakładając się o wygraną w wyścigu śmigaczy, do tego jego pilot jest dzieckiem; ośmiela się również grać o wolność Anakina i nie boi się wziąć za bary z Radą Jedi. Te cechy dotykają wszystkich, których spotyka, od Skywalkera i jego buntowniczej natury, do zamyślenia Obi-Wana. Dodatkowo, to on jest Jedi, który odkrywa ścieżkę do nieśmiertelności, co ma wielki wpływ na to, kim są rycerze i jak rozumieją Moc. Nie można w pełni pojąć wagi Qui-Gona dla całej Sagi.
4. Anakin Skywalker, filmy i "The Clone Wars"
Potężny. Współczujący. I pełen wad. Anakin Skywalker ma to wszystko, dlatego jest jedną z bardziej zniewalających postaci w "Gwiezdnych Wojnach". Niesamowicie potężny w Mocy (i być może to on jest Wybrańcem, który ma przynieść równowagę Mocy), Anakin jest pomysłowy i buntowniczy wobec rozkazów oraz zakonu, ale zawsze udaje mu się wykonać zadanie, bez względu na okoliczności. Jest zaciekle lojalny i nie ma drugiego takiego wojownika; jest jedynym Jedi, który próbuje udowodnić niewinność Ahsoki w dochodzeniu dotyczącym ataku terrorystycznego. Zabija hrabiego Dooku na pokładzie "Niewidzialnej ręki" i prowadzi akcję ratunkową z nieprzytomnym Obi-Wanem na plecach ("Jego los będzie taki jak nasz", ośmiela się powiedzieć Palpatine'owi). Ale jego lojalność i współczucie, połączone z ego, tworzą fatalną wadę: strach przed utratą. Skywalker ma tupet, by myśleć, że mógłby utrzymać w tajemnicy małżeństwo i złamać kodeks Jedi; popełnia też straszne czyny, by uratować żonę od śmierci, a potem rusza na podbój galaktyki. Może nie wymazał on wszystkich jego złych postępków, ale ostateczny czyn Anakina - poświęcenie się, by uratować syna - odkupuje go i pokazuje jak wielkim Jedi był i jest.
3. Obi-Wan Kenobi, filmy i "The Clone Wars"
W Kenobim nie ma chciwości, nie ma chęci zdobycia uznania, nie ma potrzeby wygrania za wszelką cenę. Może Obi-Wan, kwintesencja Jedi, jest jednocześnie zdolnym wojownikiem i dowódcą, lecz pomnym na swoje obowiązki i szanującym Radę Jedi ponad wszystko inne. Choć nazywany jest "Negocjatorem", to jego umiejętności w walce nie mają sobie równych: pokonuje Dartha Maula, pierwszego lorda Sithów, który pojawił się od tysiąclecia; niszczy generała Grievousa (pomimo użycia "niecywilizowanej" broni); i powstrzymuje szaleństwo Anakina, mimo że łamie mu to serce. Lata później ratuje Luke'a i uczy go ścieżek Mocy, odgrywając rolę przewodnika, ojca i poświęcając się dla swojego ucznia. Obi-Wan zawsze przekłada dobro innych nad swoje. Jeśli Jedi są sercem "Gwiezdnych Wojen", to Obi-Wan jest sercem Jedi.
2. Yoda, filmy i "The Clone Wars"
"Rób albo nie rób. Prób nie ma.", "Czy oceniasz mnie po rozmiarze?", "Wielkiego wojownika... wojna nikogo wielkim nie czyni." Choć jest najpotężniejszym Jedi, to mądrość Yody przemawia do fanów. W "Imperium kontratakuje" robi coś więcej, niż tylko instruuje Luke'a jak walczyć czy przygotować się fizycznie do pojedynku z Darthem Vaderem - przygotowuje jego umysł i stara się okiełznać niecierpliwość i złość młodzieńca, co jest o wiele trudniejsze. I dzięki temu Luke - i widownia - uczy się, że życie Jedi to coś więcej niż przygody. Oczywiście jest również wielkim wojownikiem, co widać w prequelach, gdzie zmaga się z hrabią Dooku, klonami i Darthem Sidiousem. Podsumowując, Yoda jest największym mistrzem Jedi.
1. Luke Skywalker, filmy
Luke Skywalker nie jest idealny. Ma gniew swojego ojca. Popełnia błędy. Jest lojalny aż do bólu. Ale jego umiejętność przezwyciężenia tego wszystkiego, brania nauk z przeszłości i znalezienia równowagi pomiędzy odpowiedzialnością a indywidualnością czyni z niego najlepszego Jedi. Gdy patrzymy na Jedi z prequeli, to widzimy, że jedną z ich głównych tendencji jest wyzwalanie się od przywiązania. Ale czy nie zaszli z tym za daleko? Dave Filoni powiedział Starwars.com: "Czy współczucie Anakina jest złe? (...) Ponieważ na pewnym poziomie musicie zaakceptować, że Jedi przegrali wojnę klonów. A więc jest coś, co robią nie tak. Jest w nich coś, co jest niewłaściwe, a co sprawia, że ciemna strona poszerza swoje wpływy." I właśnie Luke Skywalker rozgryza to. Jest silny Mocą, stał się bohaterem Rebelii i pokazuje swą potęgę w niesamowity sposób - popatrzcie jak dziesiątkuje załogę Jabby nad paszczą sarlacca. Ale jest jedynym Jedi, który przywraca zakonowi współczucie i w ten sposób pokonuje Imperatora - tam, gdzie nawet Yoda zawiódł. Zarówno on, jak i Obi-Wan mówią młodzieńcowi, by zabił ojca, czego nie chce robić. W "Powrocie Jedi" nienawiść Luke'a bierze nad nim górę i jest gotowy zadać śmiertelny cios, a Imperator go ponagla. A potem Skywalker zatrzymuje się na chwilę. "Jak odróżnię dobro od zła?", zapytał Yodę w "Imperium kontratakuje". "Będziesz wiedział, gdy spokojny będziesz. W pokoju", odpowiedział mistrz. Wtedy Luke wyrzuca broń. Ten gest konfunduje Imperatora - chce, aby ludzie walczyli, aby używali agresywnych emocji - a wybranie miłości zamiast nienawiści jest jedynym sposobem, aby go pokonać. Współczucie młodzieńca budzi dobro w jego ojcu i właśnie to dobro przynosi pokój w galaktyce. Nie blaster, nie torpeda protonowa, nie miecz świetlny. Luke słucha mentorów, stając do walki z Vaderem, ale robi to po swojemu. Prawdziwy z niego oryginał.
To wszystko. Co o tym myślicie? Czy to dopracowaliśmy? A może postradaliśmy rozum? Może coś przeoczyliśmy? Dajcie znać w komentarzach.




P: Kim był aktor, i jak się nazywała postać, rebelianta, którego dusił Vader w „Nowej nadziei”. On mamrotał „To okręt konsularny, jesteśmy w misji dyplomatycznej”.










Wiele się wydarzyło w sezonie piątym, może nawet więcej niż w innych. Rzeczy takie jak śmierć księżnej Satine, Savage’a Opressa, walka Maula z Sidiousem, no i to, co stało się z Ahsoką. Czy plan zakładał, aby wszystko prowadziło do tego momentu, czy też może to był odpowiedni czas, aby podnieść nieco stawkę?
Szczerze mówiąc, to chyba naturalne. Nie sądzę, aby kiedykolwiek istniał plan pod tytułem: „W tym roku zabijemy kilka głównych postaci!“ [śmieje się]. Gdy historia ewoluuje, to po pewnym czasie zaczyna się o to dopominać. Wiecie, pewni bohaterowie nie mogą pojawić się w przyszłości i trzeba sobie jakoś z tym poradzić. A więc jest to raczej naturalny postęp, a w naszej historii pewne rzeczy musiały się zmienić – na Mandalorze,też dla Maula. Tworząc takie sytuacje, zadawaliśmy sobie wiele pytań i znaleźliśmy czas, aby na nie odpowiedzieć.

Wiem, że George Lucas był bardzo mocno zaangażowany w tworzenie historii. Czy w tym sezonie otrzymaliście szczególne instrukcje od niego?
Docierają do nas zabawne reakcje od fanów. Na początku roku widzą zwiastun, który przepowiada ton, w jakim utrzymana jest seria. Ale każdy w fandomie wybiera z trailera coś, co mu się podoba najbardziej i to jest to, co chce zobaczyć najbardziej. A więc, szczerze mówiąc, są fani, których poziom zainteresowania młodymi Jedi lub droidami jest bardzo niski. Chcą, aby Maul wyskakiwał z płonących domów i niszczył wszystko dookoła. Co dziwne, są to prawdopodobnie ci sami fani, którzy nie mogli zrozumieć, gdy powiedzieliśmy o powrocie Dartha. Ale nasi fani ewoluują i zmieniają się dość drastycznie [śmieje się]. A są jeszcze inni widzowie – pewnie młodsi – którzy nie mogą się doczekać, by dowiedzieć się o treningu na Jedi, by polecieć na Ilum. Ponieważ to coś, co zawsze sobie wyobrażali i co ja sobie wyobrażałem jako dziecko, aby móc tam polecieć i to zobaczyć. A więc tak, są ludzie, którzy są jak my, którzy są… no nie wiem czy jesteśmy takimi gwiezdno-wojennymi „ogólnikami”, ale tacy właśnie jesteśmy. Wszystko, co widzimy w „Gwiezdnych Wojnach”, to wycieczka do odległej galaktyki i musicie zaakceptować, że to, co sprawia, że filmy są wyjątkowe, ma różne tony i odcienie. Myślałem o tym jak dorastałem. W pałacu Jabby mamy niemalże „Muppety”. Oglądasz trochę i myślisz „Łał, oglądam Muppety!” A potem przerzucasz się na coś z Imperium i Imperatorem. To jakby zupełnie inny film. A więc znowu, to właśnie chcieliśmy uchwycić w toku historii.
A więc oczywiście zdajesz sobie sprawę z oczekiwań fanów. Czy to sprawia, że planowanie sezonu staje się trudniejsze? Powiedzmy: „Musimy dać tutaj więcej Maula.” Czy kusi was, aby dać większą ilość bardziej intensywnego materiału z głównymi bohaterami?
Chciałem skupić się teraz na kluczowych chwilach i detalach z sezonu oraz porozmawiać jak to się stało, że są takie, jak wyewoluowały i co o nich myślisz. (…). Śmierć Steeli Gerrery.
Hełm Gregora w stylu Gerry’ego Cheeversa.
Od tego czasu ludzie mnie pytają: „A co, jeśli Jedi zgubią swój miecz?“ Cóż, a) nie powinni go zgubić, ale jeśli tak, to b) istnieje wiele mieczy po rycerzach, którzy polegli przez te wiele, wiele lat, a kryształy są w Świątyni. A więc nie muszą wracać na Ilum, aby zdobyć nowe, bo te od zmarłych będą działały.
Nieszczególnie. Znaczy się, powiedziałbym, że pomysł na pojedynek Maula i Sidiousa pochodzi od George’a. „Chcę, aby walczyli”. Jeśli chodzi o reżyserię, to, gdzie będą walczyć, otoczenie pojedynku – przedstawienie tego wszystkiego należy do mnie. Siedzimy nad storyboardami, a on ufa mi, scenarzystom i reszcie ekipy, że naprawdę przeniesiemy to na ekran. Myślę, że swoboda i zaufanie to elementy składowe tego serialu. Przekraczamy nowe granice i nie stresujemy się zbyt mocno. Coraz więcej projektujemy i eksperymentujemy, i myślę, że rezultaty to efekt naszej współpracy.
Odwrotnie, czy było coś, czego on nie chciał, a ty musiałeś na niego naciskać?
Nie wiem czy on czegoś „nie chciał”, bo jeśli on czegoś nie chce, to po prostu to się nie dzieje [śmieje się]. Ale jest parę takich rzeczy w tym sezonie… Przykładowo, Bo-Katan nie była postacią, którą powołaliśmy do życia podczas spotkania dotyczącego scenariusza. Stworzyłem ją podczas ostatniego sezonu; w scenariuszu była po prostu „porucznikiem Straży Śmierci”, a ja chciałem silnej Mandalorianki, więc wpisałem ją w tę rolę, a potem powróciła w ostatnim sezonie. Jest tak wiele rzeczy, których przez ostatnie lata nauczyłem się od George’a, że pomyślałem: „To będzie cenny wątek”. W oryginalnym zarysie Bo-Katan i Satine nie były siostrami. Było więc wiele podobnych wątków, które dodaliśmy do historii i mam nadzieję, że dzięki temu zrobiły się lepsze. Nie wiem czy dyskutowano nad nimi tak gorąco, jak my w chwili, gdy powstawały. Pomysł, aby Savage powrócił do swojej oryginalnej formy, wpadł nam po prostu nagle. Wszystkie moje kreacje są oparte na rozmowach, które odbyłem z George’em, a także na tonach rysunków i notatek. Jeśli spojrzycie na oryginalne szkice, które robię, to zobaczycie, że pod względem wizualnym są bardzo bliskie temu, co widzimy na ekranie.
Jedną rzeczą, która podobała mi się w tym sezonie to sposób, w jaki akty zmieniały ton. Na koniec wydawało się, że wszystkie do siebie pasują i byłem pod wrażeniem, że serialowi tak udało się to pokazać. Była historia z młodzikami, która dla mnie była gwiezdno-wojenną wersją „Goonies”, a potem w kolejnej Darth Maul robi okropne rzeczy. Jako pasterz całego serialu, w jaki sposób do tego podchodzisz, że każdy akt jest inny, a jednak wszystkie do siebie pasują?
Cóż, główna sprawa jest taka, że naprawdę nie mogę zmienić tych historii. One są, jakie są. Będzie akt z młodzikiami, z droidami, a potem będziemy obcinać głowy z Darthem Maulem [śmieje się]. To, do czego przykładam uwagę, to sprawienie, aby te historie były gwiezdno-wojenne. Aby dać ludziom do myślenia, podczas tworzenia odcinka szukam odwołań do konkretnego epizodu „Gwiezdnych Wojen”. Jeśli chodzi o droidy i młodziki, pomyślałem sobie: „To musi być <

”Gwiezdne Wojny” zawsze były swego rodzaju mieszanką gatunków. Myślę, że epizodyczna natura telewizji pozwala na wyciągnięcie elementów z owych gatunków i powiedzenie: „No dobra, mamy 22 minuty tego”.
Tak. Ale gdybyśmy wciąż robili to samo… Wielu fanów mówi: „Chcę Dartha Maula cały rok”. Zastanawiam się, bo nie wiem jak miałbym zrobić coś takiego. Myślę, że w pewien sposób może sprawiłoby to, że odcinki miałyby lepszą oglądalność. Gdybyście mieli cały rok droidy i ich się spodziewali, myślę, że ludzie byliby zadowoleni z tego powodu. Ale ludzie, którzy chcą czegoś intensywniejszego, dostają w końcu zapowiedź Dartha Maula, to zasiadają każdego tygodnia przed telewizorem i powtarzają: „Gdzie jest Darth Maul? Gdzie Darth Maul? To fajne, ale nie chcę tego oglądać. Gdzie jest Darth Maul?” I ja to rozumiem i o to chodzi. Gdy jesteś fanem i pracujesz w tym przemyśle, to możesz zdawać sobie sprawę z owej konsternacji. Ale gdy jesteś twórcą, musisz nieustannie powtarzać: „Nie, nie, nie, to jest dobre. Obejrzycie to. Będzie dobrze.”
”Zaufajcie mi! Powstrzymajcie rządzę krwi choć na tydzień!”
[Śmieje się]. Prawda? To bardzo trudne.

Myślę, że nieźle zachowujemy tu równowagę, ponieważ nie staramy się robić zbytniego mordobicia. Cała ekipa, scenarzyści, zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy zachować równowagę. Ponieważ czujemy, że pewni bohaterowie muszą spędzić trochę czasu na półce. Wiecie, wpakowujemy ich w te fantastyczne sytuacje, a oni wciąż cudem uciekają. I kto w to uwierzy? Jeśli tak się robi, po pewnym czasie czarne charaktery niejako tracą siłę, a bohaterowie robią się niedorzeczni. Dlatego myślę, że przez to właśnie niektóre postacie w tym roku zapłaciły tak wysoką cenę. Jeśli chodzi o Satine, ile razy była ona uwikłana w historię? Musieliśmy znaleźć rozwiązanie, a natrafiła się idealna okazja, aby zakończyć jej wątek.
George naprawdę naciskał, aby był odcinek o Jedi, o droidach, o polityce. A gdy mówię „odcinek”, mam na myśli „akt”. I wydawało się, że podoba mu się uderzanie w różne tony każdego sezonu. Z powodu ilości historii, które opowiadamy – zasadniczo robimy 26 na sezon, to więcej niż wyświetlamy – istnieje pewna ilość pomysłów, których nie widzicie. W tym sezonie nie ma wielkiego aktu o klonach, ale to jedna z kolejnych historii [w materiałach bonusowych]. Nie pokazywaliśmy też za wiele Matki Talzin i Ventress. Na koniec Asajj odegrała ważną rolę, ale wcześniej mieliśmy dwa sezony pod rząd z odcinkami o Siostrach Nocy. A więc wiecie, wiele z tych wątków ostatecznie ma swój koniec.
Jeśli chodzi o akt z młodzikami, uderzyło mnie to, jak bardzo pobrzmiewa w nich ton filmów familijnych z lat 80. I to, co mi się podobało, to fakt, że Hondo i piraci byli naprawdę przerażający. Złoczyńcy w „Goonies” byli straszni, „E.T.” miał złowrogie chwile. W filmach z tych lat występowały straszliwe czarne charaktery, ale ostatecznie wszystko dobrze się kończyło. Pomyślałem, że akt z młodzikami oddał temu hołd.
Myślę, że na samym początku tworzenia aktu z młodzikami martwiło nas, że szybko może zrobić się kiepski. Że zrobi się zły. Ale próbowałem skupić się na filmach, które lubiłem jako dziecko. Jeden to na pewno „Goonies”, drugi to „Explorers”, nawet rzeczy takie jak „Straceni chłopcy”, gdzie młodzi ludzie dokonują heroicznych czynów. Jest w nich doza wiarygodności, a częściowo można zawdzięczyć to aktorom.
W tej historii mieliśmy szansę na zrobienie czegoś w stylu „Pinokia”, która pokazuje jak źle sprawy się mają dla tych dzieci. Nadchodzi Hondo i jest zarówno straszny, jak i bardzo zabawny. To jeden typ złoczyńcy. Jest jak chytry lis. Może cię zjeść, ale jest w nim coś takiego, że jeszcze cię zwiąże. Myślę, że czymś, co bardzo dobrze sprawdza się w tym akcie, jest to, że zaczynamy oglądać go w chwili bardzo magicznej dla tych dzieci, gdzie zagrożenie kryje się jedynie wewnątrz nich. A potem przechodzimy niejako do kolejnego etapu, gdy niebezpieczeństwo jest zewnętrzne, ale jest ono samolubne, motywowane chęcią zarobienia pieniędzy. I [Hondo i piraci] są zabawni oraz groźni jednocześnie i myślę, że dzieci w pewnym stopniu są w stanie sobie z nimi poradzić. I dopiero, gdy są całkiem same i chcą go przechytrzyć w sposób iście cyrkowy – co przypomina nieco „Dumbo” – wtedy prawdziwe zło, w postaci generała Grievousa, puka do drzwi. Interesujące jest widzieć, że dojrzały tak bardzo w przeciągu czterech odcinków i to w taki sposób, że sprawiają, że jeden ze złoczyńców, Hondo, przestaje zachowywać się jak złoczyńca. Gdy pokazuje się Grievous, to nam przypomina, że to zła, mordercza istota. Z nim się nie negocjuje. Myślę, że właśnie dlatego to naprawdę się sprawdza. Dzieci i aktorzy, którzy je grali, sprzedali nam zarazem swoją naiwność i pomysłowość, ale bez zbytniej przesady.
Próbowałem nieco pozmieniać scenariusz i reżyserować dzięki akcji. Początku części czwartej, gdy mamy pościg czołgów, nie było w takiej formie w scenariuszu. W oryginalnej wersji był to wyścig maszyny przy maszynie, a zabłąkany strzał przelatywał nad ich pojazdem i trafiał w „Crucible”, który wybuchał. Bohaterowie na statku ginęli, a młodziki dały się złapać, ponieważ nie miały jak opuścić planety. Widziały nad swoimi głowami przybycie floty Grievousa, a piraci zostawiali ich na miejscu. Potem spotykały się z nimi ponownie. Taki był oryginalny zarys i scenariusz za nim podążał, ale pomyślałem, że od dłuższego czasu nie mieliśmy większej akcji, ponieważ patrzyłem na to jak na 88-minutową całość. I wiedziałem, że w połowie odcinka będzie wiele rozmów, bo musieli ustalić jak przemkną się koło Grievousa. W tym czasie ja i George rozmawialiśmy dużo o „Indianie Jonesie”. Dwie rzeczy przyszły mi na myśl: ucieczka w „Poszukiwaczach” i walka na szczycie czołgu w „Ostatniej krucjacie”. Więc wziąłem scenariusz i szybko go przerobiłem w taki sposób, że są w czołgu i proszą o pomoc, a okręt wzbija się w powietrze. Tak chyba lepiej narastało napięcie, co George zdecydowanie popierał. Mamy bohaterów z problemem, który robi się coraz gorszy. Bardzo chciałem to pokazać. Dzięki temu akcja ma takie tempo, że jeśli jest źle, to wszystko naraz.

Steelę stworzył George. Chcieliśmy mieć na Onderonie duet brat/siostra, a postać Sawa Lucas wykreował już wcześniej, a teraz chciał go zaangażować i opowiedzieć o nim więcej. W rezultacie stworzyliśmy Steelę [jako jego siostrę], która byłaby naturalną przeciwniczką Ahsoki, przynajmniej w mniemaniu Luksa.
O Steeli powiem to: gdy o niej myślę, to uważam, że może być jedną z rzeczy, których najbardziej żałuję w tym sezonie i chciałbym jej nigdy nie zabijać. Myślę, że odniosła wielki sukces. Dawn-Lyen Gardner zagrała ją genialnie. Pomyślałem, że jest opcja, aby w przyszłości pokazać podobną postać, tak bardzo ją polubiliśmy do chwili, gdy byliśmy gotowi ją zabić. Ale w pokoju scenarzystów mieliśmy przeczucie, że nie możemy opowiedzieć tej historii tak, aby wszystkim uszło na sucho. Nie mogło to rozegrać się tak zgrabnie, za ich wolność ktoś musiał zapłacić cenę i skończyło się na tym, że zrobi to Steela – z różnych powodów.
Była po prostu fantastyczną bohaterką. Myślę, że jej projekt wypadł świetnie. Tak, była bardzo zabawna. Naprawdę żałuję.
Byłem nieźle zszokowany, gdy zobaczyłem jej śmierć. W ogóle się tego nie spodziewałem.
Muszę powiedzieć, to jedna z naszych najlepszych scen śmierci. Jeśli masz zamiar się pokazać, zrób to dobrze. Pracowaliśmy nad nią w montażowni i chciałem, aby scena miała właściwe ujęcia w chwili, gdy myślicie, że Steela już się wykaraska. Na początku, jeśli popatrzycie na tło, ujrzycie wielką scenę z Ahsoką i Luksem. I widzicie ich reakcje na to, co się stało. Kamera przesuwa się dookoła, a potem w dół klifu, gdzie jest Steela. Animacja Luksa jest po prostu fantastyczna. [Nadzorca animacji] Keith Kellogg i wszyscy wykonali fantastyczną robotę. A jedną z rzeczy, w zakresie której dajemy w tym roku krok naprzód, jest pokazywanie emocji postaci. Można teraz odczytać naprawdę subtelne ekspresje, a to są wyrafinowane informacje. Myślę, że nareszcie robimy to dobrze.

Boston wygrał Puchar Stanleya, gdy go projektowaliśmy. I pomyślałem sobie, że to świetnie wygląda. Każdy, kto grał w hokeja, zna maskę Cheeversa. W większości przypadków bramkarze właśnie tak zaczynają malować swoje. A maski bramkarzy zawsze bardzo mi się kojarzyły ze szturmowcami i ich hełmami. Więc pomyślałem, że będzie to naturalny hołd i nie sądzę, aby pan Cheevers miał mi to za złe, a ludzie z Bostonu będą się z tego cieszyć. Chodzi też jednak o to, że wielu o tym nie wie. Mogliby na to patrzeć i nie wiedzieć o co chodzi, co jest dla mnie tragedią [śmieje się]. Ale jeśli znajdzie się jakieś dziecko, które spojrzy na Gregora, a potem na Gerry’ego Cheeversa, to będzie naprawdę fajnie. I wiecie co, czemu nie? Przypomina mi się coś… dorastałem w Pittsburghu i malowałem maski bramkarzy w ramach letniej pracy.
Czy Cheevers zdaje sobie sprawę z hołdu dla swej osoby?
Nie sądzę. To znaczy, może i jest wielkim fanem „Gwiezdnych Wojen”, ale nie sądzę. Nie wydaje mi się, aby mógł obejrzeć „Wojny klonów”. Ale kto wie, może któryś z bostońskich fanów wspomniał o tym, a on powiedział: „O czym ty mówisz?” [śmieje się]. (…).
”The Gathering”, w którym młodzi Jedi muszą znaleźć swoje kryształy do mieczy świetlnych i gdzie pokazano jak się je konstruuje.
“The Gathering“ było pomysłem George’a na wyjaśnienie jak Jedi zdobywają swoje miecze i uważał, że dzieje się to, gdy są bardzo młodzi. Nieźle nas zaskoczył gdy powiedział, że kryształ jest bezbarwny, dopóki Jedi go nie znajdzie. A potem pomyślałem, że to naprawdę interesujące. To jedna z rzeczy pochodzących prosto od George’a, który w swoim umyśle jest encyklopedią „Gwiezdnych Wojen“. To ma sens, bo jeśli do jaskini wejdzie zwykła osoba, to znajdzie tam tylko tony lodu oraz kryształów nie do odróżnienia. To niemalże mechanizm obronny. Ale gdy Jedi zestraja się z tym kryształem, który go wzywa, to jest w stanie go znaleźć. I gdy już go ma, ten po prostu wyprodukuje ostrze, które będzie w konkretnym kolorze. To było jedno z ładnych odkryć w tej historii.
Podobało mi się też, że to bardzo duchowa sprawa. Zagrożeniem w jaskini jest to, co weźmiesz ze sobą, jak Yoda mówi Luke’owi. To ma sens w przypadku tych małych dzieci.

Cała ta harmonia i wszystko to specjalna chwila dla tych dzieci, które zestrajają się z Mocą. To nie jest to samo, co zestrajanie się ze swoim mieczem świetlnym. Wszyscy popełniamy ten wielki błąd – przywiązujemy się zbytnio do swoich mieczy [śmieje się]. „O Boże, muszę taki mieć.” Ale pamiętajcie, to są Jedi. Miecz świetlny to tylko rzecz, to nie Excalibur, nie coś super-mega potężnego. Dla nas jest, ponieważ w naszych umysłach staje się symbolem, gdy widzimy jak Luke otrzymuje broń ojca. Ten jest odrobinę ważniejszy, bo należał do rodzica. Ale gdy widzicie jak go traci…
… To nie świruje.
Nie wyrusza na jakąś wyprawę w podziemia Miasta w Chmurach, by odzyskać miecz, nawet zbytnio nie rozpacza, że go stracił. To znaczy, pewnie my, jako dzieci, byliśmy bardziej smutni [śmieje się]. Wszystko to przyszło do nas, gdy opowiadaliśmy historię o mieczach świetlnych, a George miał wiele przemyśleń na ten temat. Wszystko sprowadza się do kwestii samolubność kontra bezinteresowność. To kluczowa sprawa, jeśli chodzi o Sithów i Jedi i sądzę, że dobrze to widać w „The Gathering”.

Uwaga: Ta lista opiera się na muzyce symfonicznej nagranej razem z dyrygentem (a więc nie ma tu kapeli z kantyny, „Jedi Rocks”, etc.), którą można znaleźć na oficjalnych soundtrackach z filmów. Optowaliśmy za wykorzystaniem jedynie głównych kompozycji, a nie innych aranżacji lub przeróbek – przykładowo, „Yoda’s Theme” jest używany wielokrotnie podczas „Imperium kontratakuje” i „Powrotu Jedi”, ale w naszym głosowaniu uwzględniliśmy tylko główną wersję.
10. „Across the Stars”, „Atak klonów”
Najbardziej zapadający w pamięć utwór z “Ataku klonów”, który brzmi jak klasyczne arcydzieło, ale nadal pozostaje bardzo gwiezdno-wojenne. Jako wielkie, romantyczne dzieło, „Across the Stars” odnosi sukcesy na wielu poziomach – melodia zachowuje równowagę pomiędzy melancholią i uczuciem tęsknoty, a wykorzystanie skrzypiec przekłada się na to, co znaczy zakazana miłość dla Anakina i Padme. Idea piosenki lub kompozycji miłosnej dla „Gwiezdnych Wojen” wydaje się niemożliwa, ale John Williams podszedł do sprawy z opanowaniem.
9. „The Emperor Arrives”, „Powrót Jedi”
Towarzysząca naszemu pierwszemu prawdziwemu spojrzeniu na Imperatora w chwili jego przybycia na Gwiazdę Śmierci, ta kompozycja nie ma w sobie ani życia, ani energii jak w „The Imperial March” lub innych imperialnych utworach. Melodia tutaj jest prosta, mroczna, zapowiadająca coś złego i przewodzona przez – po raz pierwszy w „Gwiezdnych Wojnach” – męski chór, co dodaje Sadze nowego wydźwięku. Utwór jest grany ponownie w punkcie kulminacyjnym filmu i pojawia się w różnych aranżacjach w prequelach. Natarczywość „The Emperor Arrives” sprawia, że są to dźwięki ciemnej strony.
8. „The Asteroid Field”, „Imperium kontratakuje”
W muzyce Johna Wiliamsa chodzi zarówno o emocje i nastrój, jak i o techniczną pomysłowość kompozycji, a „The Asteroid Field” to idealny przykład. Jest to głównie utwór na instrumenty dęte, ma w sobie zawrotne tempo, osiągane dzięki wysokim i niskim nutom, przez które muzyka daje wrażenie jazdy na kolejne górskiej (pewnie dlatego tak dobrze sprawdziła się w Star Tours). Pasuje do chaosu, który prawdopodobnie towarzyszyłby nawigowaniu przez pole asteroid – a spokojny ton, jaki dzieło przybiera w chwili zakończenia sekwencji, jest niemal magiczny.
7. „Battle of the Heroes”, „Zemsta Sithów”
Jako podkład muzyczny do pojedynku Anakina i Obi-Wana z „Zemsty Sithów”, „Battle of the Heroes” jest jedną z najważniejszych kompozycji w całych „Gwiezdnych Wojnach”. Muzyka ta łączy w sobie chór, staccato na instrumentach dętych i szerokie wykorzystanie skrzypiec, jest pełna, lecz ma w sobie uroczysty, choć niespokojny ton. Różni się od innej „pojedynkowej” muzyki z filmów, ale przywołuje w sobie pewne elementy ze starszych dzieł – chór z „Duel of the Fates” i ostrość instrumentów dętych z pojedynku Vadera i Luke’a z „Imperium kontratakuje” – co daje kompozycji siłę, na którą zasługuje.
6. “Princess Leia’s Theme”, „Nowa nadzieja”
Debiutujący w „Nowej nadziei”, lecz powracający w „Imperium kontratakuje”, „Powrocie Jedi” i „Zemście Sithów”, „Princess Leia’s Theme” okazał się jednym z najbardziej zapadających w pamięć utworów w całych „Gwiezdnych Wojnach”. Zarówno delikatna, jak i „szybująca”, ta skrzypcowa aranżacja jest czymś wyjątkowym w filmach, oddala bowiem energię i szybszy rytm znany ze scen akcji. Tylko „Across the Stars” zbliża się do cudowności tej ścieżki dźwiękowej, a gdy myślicie o Lei, pewnie przychodzi Wam do głowy ten kawałek – co jest prawdziwym dowodem jego siły.
5. “Yoda’s Theme”, „Imperium kontratakuje”
Jeśli “The Emperor Arrives” to dźwięki ciemnej strony, to z kolei jest jasna. Odgłosy skrzypiec wzrastają od szeptu do wielowarstwowego crescendo, ale zawsze z życzliwym tonem. Muzyka ta jest spokojna, lecz pewna siebie, silna, lecz nie agresywna – podsumowuje to, co o Jedi mówi Yoda. Aby pokazać jak genialna jest to kompozycja, zauważcie, że w chwili wyciągania X-winga z bagna jest ona emocjonująca i potężna; a potem, w momencie śmierci Yody w „Powrocie Jedi” ta sama melodia emanuje delikatnością. Niesamowita robota.
4. “Binary Sunset”, „Nowa nadzieja”
Jedno z najbardziej ikonicznych dzieł wszech czasów w filmach z Sagi. Dla wielu chwila, w której Luke wpatruje się w zachodzące słońca na Tatooine to czyste „Gwiezdne Wojny” – i prawdopodobnie jak w żadnym innym momencie w Sadze, tutaj muzyka jest niezbędna. Obraz zachodu słońca jest paralelny do przemijającego czasu; Luke robi się coraz starszy i są rzeczy, których chce doświadczyć i które chce zrobić. Czeka na niego cała galaktyka. Muzyka Williamsa znowu buduje i buduje, odzwierciedlając tęsknotę Skywalkera oraz wszystkie jego nadzieje – lecz jest również zabarwiona smutkiem. Jak na tak krótki utwór, jego oddziaływanie jest imponujące.
3. “Duel of the Fates”, „Mroczne widmo”
Najbardziej unikalna ścieżka dźwiękowa prequeli i jedna z najlepszych we wszystkich filmach. Puszczony podczas klimatycznego pojedynku Darth Maul/Obi-Wan/Qui-Gon w „Mrocznym widmie” (i podczas poszukiwań matki Anakina w „Ataku klonów”), „Duel of the Fates” prezentuje nam chór niemal od początku do końca z „uderzeniami” instrumentów dętych i skrzypiec, tempem spowalniającym i przyspieszającym oraz ścianą dźwięku, która rośnie i rośnie. Co interesujące, nie czuje się, aby ten utwór był tematem głównym ani dobrej postaci, ani złej. Jest złożony, jasne i mroczne dźwięki opadają i się wznoszą, nie stając po żadnej ze stron. A skoro tak, to nie ma naprawdę nic porównywalnego w całej Sadze.
2. “The Imperial March”, „Imperium kontratakuje”
„The Imperial March” reprezentuje potęgę Imperium i jest złowieszczym utworem, który prawdopodobnie stał się jednym z najpopularniejszych w „Gwiezdnych Wojnach”; jako symfoniczny leitmotiv, jest jednym z tych, które osiągnęły największy sukces. Muzykę tę słychać przez całe „Imperium kontratakuje” (pierwsza pełna aranżacja następuje w chwili prezentacji imperialnej floty) i w „Powrocie Jedi”, a także kilka razy w prequelach. Podobnie jak inne kompozycje z Sagi, jest uniwersalna – zauważcie scenę śmierci Dartha Vadera, gdzie gra się ją jedynie na harfie i brzmi jak kołysanka. A pełna wersja to mroczna melodia napędzana wojskowym rytmem i natychmiast rozpoznawana, dlatego jest dziś klasykiem.
1. “Main Title”, „Nowa nadzieja”
„Main Title” to synonim „Gwiezdnych Wojen” i to z dobrego powodu – otwiera każdy film eksplozją dźwięku i jest używany cały czas w Sadze. Williams powiedział, że chciał czegoś „idealistycznego, wznoszącego, lecz z wojskową nutą”, a „Main Title” spełnia wszystkie te warunki – jest pełen nadziei i energetyzujący, wypełniony górnolotnymi odgłosami instrumentów dętych oraz skrzypiec i jest to melodia, która od razu wpada w ucho. Od samego początku wiecie, że bierzecie udział w romantycznej przygodzie i nie ma tam nic wymuszonego ani obłudnego. Jeden z najlepszych filmowych motywów głównych wszech czasów.
To wszystko. Co o tym myślicie? Czy to dopracowaliśmy? A może postradaliśmy rozum? Może coś przeoczyliśmy? Dajcie znać w komentarzach.

Mówiłem ci dinozaurze i mnie. Wiesz, że jesteśmy tak blisko, jak to tylko możliwe. Cóż, a teraz kolejna wskazówka dla was wszystkich...
Choć żaden człowiek nie widział dinozaura z ery mezozoiku, to inne zwierzęta z "Gwiezdnych Wojen" są bardzo dobrze nam znane. Nieobecność Ziemi jest istotna w statusie "Star Wars" jako dzieła space opera i fantasy. Jocasta Nu powiedziałaby: "Ziemia po prostu nie istnieje". Lecz kilka elementów z naszej własnej planety tak czy siak prześlizgnęły się do odległej galaktyki. Rodzime formy życia z Ziemi (na przykład ludzie) są jednym z tych składników.
Zwłaszcza niektóre ze wczesnych nowelizacji przodowały w wymienianiu znajomych stworzeń. Z powieści "Nowa nadzieja", której rzeczywistym autorem był Alan Dean Foster [na okładce widnieje nazwisko George'a Lucasa - przyp. tłum.] możemy się dowiedzieć, że kilka zwierząt z Ziemi zamieszkuje również galaktykę "Gwiezdnych Wojen". Pies jest jednym z nich. Foster tak opisuje scenę na Tatooine: "Piaskomuchy brzęczały leniwie pod spękanymi okapami betonowych budynków. Z dali dobiegało szczekanie psa.." Okazuje się, że zarówno Luke Skywalker, jak i Lando Calrissian (zobacz "Ogniowicher Oseona") kiedyś posiadali te zwierzęta. Najwcześniejsze psy zostały udomowione około 15 tys. lat p.n.e. i zdaje się, że to samo robili ludzie na Tatooine i innych światach "Gwiezdnych Wojen". Dodatkowo, w nowelizacji "Nowej nadziei" mówi się o kaczce. Obi-Wan, który spędził trochę czasu na Naboo, mruczy: "No, ale nawet kaczkę trzeba nauczyć pływać." Luke najwidoczniej nie ma pojęcia o czym mowa, bo odpowiada: "Co to jest kaczka?" Podczas bitwy o Yavin dowódca Złotych Jon Vander używa frazeologizmu: "Siedzimy tu jak kaczki" [angielskie "sitting duck" nie ma dokładnego polskiego odpowiednika. Oznacza ono kogoś wystawionego na atak i bezbronnego - przyp. tłum.] Prócz piaskomuch, psów i kaczek, nowelizacja "Nowej nadziei" wymienia pandy ("... Threepio być może nie wie, czym różni się bantha od pandy.") James Kahn, autor nowelizacji "Powrotu Jedi", czyni kolejne interesujące porównanie. Tym razem jest ono rozmiarem pomiędzy rancorem a słoniem. Tego drugiego wspomina się również w książce "Lando Calrissian i Myśloharfa Sharów"
Lucasfilm prawdopodobnie nie dbał o pandy i psy pojawiające się we wczesnych nowelizacjach lub powieściach z EU. Miał na głowie ważniejsze sprawy, aby dodać kilka powszechnych zwierząt do filmów. A czy statek, który przeleciał trasę na Kessel w mniej niż 12 parseków nie wziął swojej nazwy od pewnego drapieżnego ptaka z Ziemi?
Teraz spójrzmy na ziemskie zwierzęta, które można zobaczyć lub usłyszeć w filmach lub spin-offach telewizyjnych.
Dzika natura na Dagobah

Ekipa "Imperium kontratakuje" zjeździła całą naszą planetę, aby znaleźć odpowiednie miejsce do nakręcenia bagnistego świata, aż zdecydowała, że zbudują go w studiu Elstree. Zamiast tworzyć wiele dziwnych stworzeń na Dagobah, to użyli zwierząt z Ziemi (wiele niewykorzystanych konceptów znalazło się w "The Illustrated Star Wars Universe" i "The Wildlife of Star Wars"). Plan Dagobah był tak wielki, że stał się miniaturowym ekosystemem. Po chwili ptaki, insekty i pająki zaczęły żyć w gigantycznym przyszłym bagnie. Użyto hydromonitora, aby udawać sleena, a jaszczurka zagrała nudja. Kilka południowoamerykańskich węży królewskich pełzało wokół chatki Yody, a nawet w X-wingu Luke'a, gdy ten miał opuścić planetę. Marka Hamila podobno ugryzł wąż ukrywający się w myśliwcu. Kolejna jaszczurkę (prawdopodobnie iguanę) widać jak wspina się po kamieniach, gdy Yoda wyciąga X-winga z bagna.
Za zwierzęta na Dagobah odpowiedzialny był trener Mike Culling. Próbował przekonać Hamila, że węże to świetni domowi pupile. Jego firma, Animal Actors, dostarczyła boa dusiciela o imieniu Basil i pytona Petera. Culling pamięta jak pokazywał Irvinowi Kershnerowi wiele egzotycznych zwierząt, takich jak nietoperze, pająki, szczury, skorpiony oraz wielkie ropuchy, które mogły wystąpić na bagnie Dagobah. Wedle "A Journal of the Making of The Empire Strikes Back", w procesie produkcji znalazły się ogromne ropuchy, ale nie widać ich w filmie (możecie dostrzec je w zestawie Dagobah od Kennera, jeśli dobrze się przyjrzycie.)

Pałacowe szkodniki i przysmaki
Pałac Jabby na Tatooine odwiedzały najdziwniejsze rasy z całej galaktyki. Lecz jego lochy były idealnym domem dla najbardziej niesławnych gryzoni z Ziemi: szczurów. Gdy C-3PO został zmuszony do przejścia przez lochy w 4 ABY, napotkał na swojej drodze kilka wielkich szczurów.
Gdy Boushh przybywa, aby odebrać nagrodę za Chewbaccę, to spójrzcie uważnie na miskę Jabby. Możecie tam zobaczyć pływającą wielką żabę (z Klatooine, z perspektywy in-universe). Toby Philpott, jeden z głównych lalkarzy odpowiedzialnych za ożywienie postaci Hutta, wciąż pamięta kilka rzeczy o zwierzęciu ze zbiornika: "To był egzotyczny gigant z zoo, może pochodził z Afryki. Chyba była to ropucha (ale nie jestem pewien). Miała swojego opiekuna. Ta, którą je Jabba, zrobiona jest oczywiście z gumy. Ta prawdziwa pewnego razu wyskoczyła, ponieważ słyszeliśmy odgłosy paniki, ale ja i David [Barclay] nie mogliśmy nic zobaczyć... Żaby były na planie tylko podczas pewnych ujęć, a my siedzieliśmy w Jabbie i nie dotykaliśmy ich." Może w październiku "The Making of Return of the Jedi" wyjawi coś więcej na temat ulubionego przysmaku Hutta.
Mądra iguana i zmiennokształtny kruk

Jednym z fajnych ziemskich stworzeń jest iguana wodza Chirpy (nazwa in-universe wciąż pozostaje nieznana). W nowelizacji wspomina się, że zwierzę to było nie tylko jego pupilem, lecz także doradcą. Nie wiadomo czy jej rady dotyczyły czegoś więcej niż tylko wyboru pysznych roślin i liści (iguany są roślinożerne). Można ją dostrzec, gdy wdrapuje się po brzuchu Chirpy podczas opowieści C-3PO o galaktycznej wojnie domowej. Może również zgodziła się, aby dołączyć do Sojuszu Rebeliantów.
W niektórych kulturach kruki to pośrednicy pomiędzy życiem a śmiercią, a w innych przenoszą wiadomości i są bardzo mądre. Istnieją one również w świecie "Gwiezdnych Wojen". Zbuntowana Siostra Nocy Charal ("Battle of Endor") mogła zmienić się w tego ptaka dzięki Talizmanowi Kruka, pierścieniowi, który ukradła z Dathomiry. Ostatecznie artefakt został zniszczony, a Charal musiała raz na zawsze pozostać krukiem.
U Warricków

Podwórze domu Warricków na Endorze to prawdziwy raj dla ziemskich zwierząt. Wygląda trochę nawet jak małe zoo. Gdy rodzina Towanich rozbiła się na planecie, udało jej się spotkać chomika, królika, lamy i fretkę. Tip-yip (kurczak), guapa (kucyk) i pulga (koń) również wydają się znajome, ale przynajmniej znamy ich nazwy po ewocku. Gdy Wicket myśli, że pulga jest tym samym, co krążownik, Cindel odpowiada: "Konie nie latają". Guap i pulg nie należy mylić z bordokami. W "Caravan of Courage" widać sowę w chatce Lograya i kilka gęsi patrzących na samotnego pasterza na wzgórzu.
We frazeologizmach
Niektóre stworzenia z Ziemi nie tylko pojawiły się w filmach, wspomina się też je we frazeologizmach. Kapitan Panaka bał się, że po opadnięciu osłon królewskiego statku podczas inwazji na Naboo w 32 BBY załoga stanie się "siedzącymi kaczkami". Kaczka, żyjąca razem z ptakami o nazwie pelikki, była wodnym stworzeniem pochodzącym z Naboo. "Dusty Duck", opuszczony lekki frachtowiec zaprojektowany przez Pa'lowicków, stacjonował w Mos Espie i był źródłem wielu lokalnych opowieści o duchach. Gdy C-3PO został niespodziewanie zmuszony do walki jako robot B1 na Geonosis, jego wokabulator wykrzyczał frazę: "Gińcie, psy Jedi!" Natychmiast poczuł wstyd ze swojej pomyłki.
Zwierzęce odgłosy

A więc Tim ustalił, że w "Gwiezdnych Wojnach" - od nowelizacji, poprzez filmy telewizyjne, aż po epizody Sagi - mamy całą menażerię stworzeń z Ziemi. Lecz nasza arka ze zwierzętami nie jest ograniczona tylko do ich wystąpień wizualnych. Ogromnej ilości obcych zwierzaki "użyczyły" głosu, a niektóre z nich są bardziej znane, niż może się to wydawać.
W 1976, podczas gromadzenia dźwięków do biblioteki audio "Gwiezdnych Wojen", Ben Burtt zgromadził ogromny katalog zwierzęcych odgłosów, a wszystko to z zamiarem nie tylko ożywienia obcych, lecz także dania widzom znajomego elementu w celu lepszego pokazania im tych stworzeń. Najbardziej klasycznym i znanym przykładem jest Chewbacca, główny obcy Oryginalnej Trylogii. Jego język ożył za pomocą zmiksowania dźwięków amerykańskiego niedźwiedzia cynamonowego o imieniu (a jakże) Puchatek, niedźwiedzia czarnego Tarika, lwów, fok, lwów morskich oraz Petulii, morsa, którego Burtt nagrał w zoo. Dzięki geniuszowi Bena, ikonicznemu sposobowi chodzenia Petera Mayhew oraz niesamowitemu kostiumowi z sierści jaka autorstwa Stuarta Freeborna, wyrywający ramiona towarzysz Hana solo ożył.
Wielu fanów wie, że banthę grała słonica indyjska o imieniu Mardji, lecz pewnie nie wiedzą oni, że jej odgłosy to zwolniony ryk niedźwiedzia. Albo że ich panowie, Jeźdźcy Tusken, przemawiali głosami tunezyjskich mułów, których wycie odbijało się od ścian kanionu.
Po wejściu do tej najohydniejszej przystani łajdactwa i występku, jaką była kantyna z Mos Eisley, możemy się dowiedzieć, że Pondzie Babie głosu użyczał mors (aczkolwiek nie możemy potwierdzić czy to była Petulia), oraz że pomruk śmiechu w sali to chichot hieny. Jak dobrze to dobrano.
Nie było wielkiego zapotrzebowania na zwierzęce odgłosy na Gwieździe Śmierci, ale warto wiedzieć, że w odgłosie myśliwca TIE słychać ryk tygrysa, a zniszczeniu Alderaana towarzyszą ludzkie krzyki. Na Yavinie IV słyszymy egzotyczne ptaki, dubbingowane przez... cóż, ptaki. Poza oryginalnymi filmami, w ukochanym "Holiday Special" słyszymy wielu nowych Wookieech, którym głosu użyczały wielbłądy z mieszanką niedźwiedzi, lwów i kuguarów (to taki rodzaj kota, nie wiemy czy Diahann Carroll grała kogoś jeszcze prócz swojej postaci [aktorka ta wcieliła się w Mermeię - wirtualną kobietę, którą ogląda Itchy, ojciec Chewbaccy - przyp. tłum.]), napełniając swą obecnością zgromadzenie obcych w kantynie Ackmeny.
Pierwszym obcym stworzeniem, jakie spotykamy w "Imperium kontratakuje", jest tauntaun, a jego niecodzienny jęk był możliwy do stworzenia dzięki lwu morskiemu o fajnym imieniu Mota. A głos tego zwierzęcia, zmiksowany z basowymi pomrukami słonia, dał początek warczeniu wampy.
Co ciekawe, wycie Chewbaccy w "Imperium" zostało najprawdopodobniej nagrane na potrzeby "Holiday Special", udowadniając raz jeszcze, że jest to dar, który sam się rozdaje. Po przejściu z lodowej planety Hoth na bagnistą Dagobah widzimy sporą ilość gadów, jaszczurek i węży w chwili, gdy Luke wchodzi do jaskini, ale w tle można usłyszeć zwolnione nagrania ptaków i coś, czego nie widzi się na co dzień - szopa w wannie... Czy Burtt wymyślił to, czy też był to jego błąd - tego nie wiemy.

"Imperium" ma najmniejszą liczbę obcych stworzeń jak do tej pory, a więc po przeniesieniu się do Miasta w Chmurach napotykamy na Ugnaughtów, którym głosu użyczają małe lisy polarne i ich mama. O wiele słodszy dźwięk niż sami
Ugnaughtowie, posiadający twarze, które tylko mama mogłaby pokochać.
Po przejściu do "Powrotu Jedi" zostajemy w świńskim temacie i dowiadujemy się, że gardłowe pomrukiwania Gamorrean to w rzeczywistości odgłosy... świń. Tak, tu nie ma niespodzianek, ale może Was zaskoczyć, że krzyki i wrzaski przerażającego rancora pochodziły z nagrania agresywnego jamnika, które przypadkowo przywodzą na myśl zmutowanego labraksa [jest to gatunek ryby - przyp. tłum.] o złym charakterze.
Gdy tworzono sarlacca, nagrano odgłosy żołądków członków ekipy po zjedzeniu pizzy i syczenie aligatorów, aby pokazać bezustanny głód stwora, który zamieszkiwał jamę Carcoon, oraz by zaprezentować, że w "Jedi" jest wiele dźwięków wydawanych przez ludzi, którzy na przykład użyczali głosy Ewokom.
Po przejściu trzy dekady dalej, do czasów "Mrocznego widma", natrafiamy na gadoptaka, nielotnego kaadu z bagien Naboo. Jego dźwięki to mieszanka zwolnionego nagrania świń i otworu, przez który wieloryby wylewają wodę. Geonosianie z "Ataku klonów" to zręcznie wymieszana mikstura latającego lisa [pteropusa, to gatunek nietoperzy - przyp. tłum] i okrzyku godowego pingwinów nagranych w Australii. Straszliwy acklay z areny to mieszanka delfina i świni. Boga, wierzchowiec Obi-Wana z "Zemsty Sithów" przemawiała głosem psów, kojota z zasobnej biblioteki Skywalker Sound i diabła tasmańskiego nagranego oryginalnie na potrzeby "Willow", co udowodniło, że nic się nie marnuje i że każdy dźwięk ma swój cel.
W pierwszym sezonie "Wojen klonów" natrafiliśmy na roggwarta Gora, pupila Grievousa. Jego ryki oparto na odgłosach lwa i sępa. Natomiast gundarki to mieszanka koni i skrzeczącej papugi.
A teraz, w oczekiwaniu na Epizod VII, zastanawiamy się jakie zwierzęta z Ziemi pojawią się w nowym filmie. Liczę na poirytowanego leniwca, znudzoną żyrafę i może wściekłą marmozetę. Mamy nadzieję, że czarodzieje z Skywalker Sound podołają zadaniu.