No no, to był dopiero film... Chyba zapada w pamięć najbardziej z całej serii. Może dlatego, że ma w sobie najwięcej przesłania? Może swoim brutalnym obrazem pokazuje ten fragment paskudnej rzeczywistości, którego istnienia się wypieramy? A może to po prostu niesamowity talent Finchera do tworzenia zapamiętywanych obrazów... Tak czy siak trzeba powiedzieć, że "Alien 3" jest filmem wybitnym, choć paskudnym.
To nawet nie jest już film o Obcym. Gra on tu bowiem praktycznie minimalną jak dla mnie rolę, podczas gdy na pierwszy plan wysuwa się nastrój. Wizja ciężkiej, cuchnącej i zatrutej odpadamy apokalipsy, pełnej zwyrodnialców i ognistego gniewu Boga. Jeśli miałbym podsumować ten film w dwu słowach, byłyby to z pewnością: "Fuck me!". Bo bluzgów pada tu tyle ile we wszystkich razem wziętych, jest prawdziwa scena gwałtu, mnóstwo zła, krwi i śmierci. Bowiem ten Obcy jest inny niż wszystkie, on nie chwyta tylko zabija i to jest jego główne zadanie. Przez to staje się groźniejszy niż kiedykolwiek.
Co do gry aktorskiej to chyba nie muszę mówić, że stoi na najwyższym poziomie. Ciekawostka: wiecie, że zagrał tu Nick Gillard? Był kaskaderem i pobił w tym filmie rekord Guinessa - ponad 2 minuty palenia się bez tlenu, niezła rzecz. Anyway, każdy z aktorów może sobie naprawdę pobrylować w wielu scenach, co pozwala im zabłysnąć. Moim ulubieńcem jest oczywiście postać Morse`a, kwintesencji sarkazmu w swej najczystszej postaci.
Oczywiście są błędy, i to parę naprawdę dużych. Primo sama idea faktu, że twarzołapy (i to aż dwa) znalazły się na Sulaco. Że niby jak? Mieliśmy też jedno jajo. Wychodzi na to, że po prostu Królowa musiała złożyć jajo jakoś jeszcze na promie (ale niby jak bez kokona? Chyba że kokon pozwala na taśmowe składanie, ale go nie uniemożliwia). Plus drugi twarzołap, który co, przewiózł się na Królowej? I nie zginął podczas katastrofy i nie zaatakował żadnego z więźniów? Nie, ja tego nie kupuję. Jasne, że można to połatać, ale takie coś strasznie wkurza. Plus dochodzi do tego nowy Bishop, człowiek - a przynajmniej tak się zdawało, bo krwawił - który nie mógł być Charlsem Weylandem. Więc co, kolejny potomek co wyglądał tak samo? Jak z Lambertem i Hudsonem? A może... klon? Wszak Firma pewnie bawiła się klonowaniem, może odtworzyli sobie Weylanda, oczywiście bez wspomnień, ale jako pewnego rodzaju symbol? To jest tajemnica, choć dosyć wkurzająca.
Ale mam jeszcze jedno przemyślenie. Jest ono związane z czasem wylęgu Obcych. A co, jeśli czas zależy od tego, z jakiej istoty pochodziła Królowa i od rodzaju embrionu? No bo pomyślmy, w "Alienie" Kane dość długo miał w sobie Obcego. Powodem mogło być to, że jaja pochodziły od Królowej, która prawdopodobnie wyszła ze Space Jockeya, więc Obcy potrzebował więcej czasu, by zaadoptować ludzkie DNA i wykluć się w nowej postaci. Nie znamy czasu wylęgu w "Aliens", ale z kolei w "Alien 3" Ripley nosiła Królową, która też bardzo długo wytrzymała - ale może dlatego, że na starcie embrion byłby znacznie większy, nie wiemy (bo w nowej wersji filmu Królowa się nie wykluwa). Za to w "Alienie 4" długi czas wylęgu dla Percy`ego (czy jak mu tam było) mógł wynikać z trzeciego czynnika - długiego metabolizmu danego delikwenta. A może coś się poprzestawiało po prostu w jednym z jaj? Wszak Królowa miała mnóstwo ludziego DNA od Ripley... W ten dokładnie sposób wylęg w AVP można wyjaśnić tak, że były to Obce z dziada pradziada pochodzące od ludzi i dlatego tak wyuczone na ludzkim organiźmie przez co skracały wylęg... To tylko taka teoria
No a wracając do filmu. Tym razem mieliśmy apokaliptyczny thriller najwyższych lotów. Od razu powiem, że miałem szczęście oglądać wersję reżyserską, która jest KOMPLETNIE inna od tego, co widzieliśmy do tej pory. Prócz tego, że film jest poszerzony o mnóstwo scen (jak np. szczegółowe rozbijanie się kapsuły Ripley na Fury, a także to jak znalazł ją Clemens), to zmienia się też kilka zasadniczych założeń. Primo Obcy nie wykluwa się z psa, a z wołu. Secundo więźniom udaje się złapać Obcego i uwięzić, ale jeden z nich go potem uwalnia. No i po trzecie jak już mówiłem Ripley zabija się przed wylęgiem Królowej. Film jest dzięki temu znacznie pełniejszy, ma o niebo lepszy klimat, jest dłuższy i ogólnie stoi na wyższym poziomie. Więc obejrzyjcie wszyscy tę wersję, zanim powiesicie psy na tym filmie
Bo naprawdę jest to świetne kino i udane przeniesienie konwencji uniwersum na kolejny poziom głębi psychologicznej. Gdyby nie był taki dołujący, oglądałbym go codziennie. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że po "Aliens" i "Predatorze" jest to moja ulubiona część. Aż mi żal, że tak mało ją oglądałem do tej pory
No, a wkrótce "Alien: Resurrection", a w poniedziałek do kina...