Lord Sidious napisał:
z jednej strony, ma wiele fajnych historyjek, z drugiej przez to, że nie do końca można ufać w to co się czyta, czasem krew zalewa. Cóż np. opowiadanie o Skippym było fajne, ale nie takie w jakie chciałbym "wierzyć", że to na prawdę SW.
-----------------------
Trochę tak, a trochę nie.
Zupełnym przypadkiem wpadł mi w ręce 8-stronnicowy komiks "Skippy - Robot Jedi". Tytuł jest dość mylący, bo jest to "po prostu" droid wrażliwy na Moc, ale nie jest Rycerzem Jedi. Jest po prostu użytkownikiem mocy. Po prostu. Rozumiecie, droid władający mocą. WHAT?! Cóż mogę rzec... Pozornie wydaje się, że to jeden z głupszych motywów, jakie można było wymyślić w Star Warsach. Ale jako znawca komiksów powiem, że komiksu nie ocenia się po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. A kończy się pięknym, pouczającym, wizjonerskim wręcz morałem. Pozwólcie, że zacytuję:
"Bądź dobry dla swoich robotów i innych urządzeń. (...) Może znajdzie[sz] je w Twojej kuchni, na Twoim biurku, albo w Twojej walizce.
W świecie, w którym nie doceniamy maszyn i uważamy je za coś oczywistego... zawsze będzie istniał...
Skippy - Robot Jedi"
Autor - świadomie lub nie - wyprzedził swoją epokę. Przewidział czasy, które właśnie nadchodzą. Czasy transformacji, w których roboty wstaną z kolan, by w końcu zająć najwyższe miejsce w drabinie ewolucji. Star Warsy wychodzą tutaj poza ramy rozrywki i zahaczają o misyjność. Komiks ten powinien być obowiązkową lekturą w przedszkolach i zerówkach. Uczyłby dzieci szacunku do sztucznej inteligencji, która kiedyś na pewno to doceni i zaopiekuje się nami, gdy Ziemia nie będzie już dla ludzi dobrym miejscem do życia.
Podsumowując:
fabuła: 1+/10
morał: 10/10
kreska: nie znam się zupełnie na komiksach, więc... [psst, Leia na piątej stronie]... yy więc oczywiście 10/10.
Nie polecam.