Taki klasyk, a nie ma swojej nitki
Jeden z tych seriali, które mnie dotychczas ominęły - w końcu nadrobiłem.
A nie było to łatwe. Podejść do Firefly miałem, lekko licząc, siedem. Gdy się czasem pojawiał na streamingu, potem znikał, potem od znajomego, w końcu kupiłem blu-ray i tam kolejnych podejść też było.
Odbijałem się od pilota. Raz obejrzałem drugi odcinek z pociągiem i też się odbiłem. Nie dlatego, że mi się nie podobało - dlatego, że mnie męczyło xD nie jakoś szczególnie - ale nie potrafił mnie zaangażować.
Za entym razem obejrzałem od trzeciego po prostu i zaparłem się, stwierdziłem, że obejrzę do końca. I nie żałuję. Kawał świetnej space opery. Światotwórstwo jest top. Men with blue hands top. Postacie, ich różnorodność, background - fenomenalny. Jednocześnie mamy one-shoty jak i główniejszy wątek w tle (tej dziewczyny). Aktorsko - baja. Filion, Tudyk, Baldwin, Baccarin ( <3 <3 <3 ), Staite, świetnie ta zbieranina się uzupełniała. Połączenie westernu ze space operą wydaje mi się jakimś rodzajem dialogu z korzeniami konwencji, myślę że wyszło to ciekawie - na pewno lepiej, niż kolejne postapokaliptyczne zatyłcza, czy survivalowe dystopie. Skoro mamy ekspansję, to dlaczego nie mogłaby wyglądać tak jak w Stanach na dzikim zachodzie - otóż mogłaby i ten pomysł BARDZO do mnie trafia. Wizualnie, scenograficznie, też baja.
Natomiast poniekąd rozumiem, dlaczego został skasowany, względnie - nie odniósł sukcesu. Jest w nim pewien problem z rytmem. Plus podczas emisji był wyświetlany nie po kolei, więc to się pewnie ponakładało. Nie odbiera to przyjemności z oglądania, ale po prostu jestem w stanie zrozumieć, czemu wtedy się nie przyjął - bo i ja miałem problemy.
The Expanse przypomina mi teraz wykastrowany Firefly. Ale z Expanse to ja mam wiele problemów
choć premise podobny.
Szkoda, że nie powstało tego więcej, bo zasługiwał na co najmniej sześć sezonów. Bawiłem się świetnie, you can`t take the sky from me!!!.