Lubię postać Padmé. Podoba mi się, pasuje na matkę bliźniąt, jest waleczna, mądra, piękna i ma niesamowitą garderobę
Tyle lat czekaliśmy, żeby w końcu dowiedzieć się kim była! Ja to pamiętam, ja czekałam.
Ale uważam, że George Lucas potraktował ją kilka razy po macoszemu, co powoduje zbędne rysy na jej wizerunku. Niektóre jego wybory stawiają ją w złym świetle i nie pasują IMO do jej charakteru. A można było zrobić to inaczej. Czy to lenistwo, niedbalstwo, skupienie na innych wątkach? Nie wiem, ale tworzy niespójny obraz ukochanej Wybrańca. Niektóre z tych kwestii były poruszane na forum tu i ówdzie, ale miałam potrzebę zebrania ich w jednym miejscu.
Padmé najlepiej moim zdaniem wypada w „Mrocznym Widmie”, ma najwięcej do działania, jest konkretna, nie jest tylko obiektem westchnień, najlepiej też chyba Natalka zagrała w tej części.
Pierwszy problem: Nie pomogła Shmi Skywalker.
Strasznie to nie pasuje do jej postaci. Padmé, która czasami jest porządna do granic możliwości, która wszystkim chce pomagać (np. w TCW to dobrze widać), porzuca Shmi. Kobietę, która pozwoliła, żeby jej małe dziecko ryzykowało swoje życie, żeby im pomóc. Kobietę, która będąc niewolnicą przyjęła ich pod swój dach, karmiła, udzieliła schronienia. Kobietę, której dziecko uratowało planetę Padmé. To nie ma sensu.
Rozumiem Jedi. Oni nie interesują się rodzicami. Qui-Gon, który ewentualnie mógłby się poczuwać zginął. Kenobi Shmi nawet nie spotkał. Ale Padmé? Najbardziej naturalne wydaje mi się, że powinna chcieć jej pomóc wyrwać się z niewoli, ze złych warunków, w których żyła. Królowa planety chyba mogłaby wykupić jedną niewolnicę, która miała takie znaczenie dla ich sytuacji. Jakby nie było kasy w budżecie, to jestem pewna, że mieszkańcy Naboo zrobiliby zrzutkę. Czy nie lepiej byłoby Shmi pracować i żyć na tak pięknej planecie? Otoczonej wdzięcznością jej mieszkańców?
Wiem, że ten wątek pojawił się w jednej z tych nowych książek o Padmé. Nie czytałam jeszcze, nie wiem jak to przedstawili, ale to powinno być na „wierzchu”, w filmach. A nie łatamy dziurę po tylu latach w książkach, które przeczytają tylko niektóre nerdy.
Rozumiem, że Lucasowi Shmi była potrzebna na Tatooine z powodu Larsów i traumy Anakina, ale i tak mógł to rozpisać tak, żeby nie stawiać Padmé w złym świetle.
Wystarczyłaby wzmianka w jej rozmowie z Anakinem, że jak sytuacja się uspokoiła to chciała jej pomóc itd. I opowiada, że np. kiedy jej ludzie dotarli do jego matki, to Shmi już została wykupiona przez Larsa i nie chciała opuszczać Tatooine, bo się pobrali. Znajomość Shmi z Clieggiem mogła rozpocząć się przecież przed wydarzeniami z epizodu I. Po tylu latach i tak miałoby sens uzyskanie informacji o miejscu zamieszkania Larsa od Watto i jedziemy dalej właściwie bez zmian. Na dobrą sprawę z dwa dialogi i już jest lepiej. Co więcej, Anakin miałby jeszcze jeden powód, żeby ubóstwiać Padmé, która nie pozostała obojętna na los jego matki.
Drugi problem: Marginalizacja w ROTS.
Zostawić choć z 2 sceny dotyczące Delegacji 2000. Padmé w „Zemście Sithów” właściwie tylko się snuje, smuci i płacze :/ Lucas pozbawił ją działania, stała się tylko narzędziem do popchnięcia Anakina w objęcia Ciemnej Strony. Wiedział co z nią zrobić, napisał to i nakręcił, ale postanowił porzucić ten wątek (za to bzykacze zostały :/). Znowu, to nie pasuje do postaci Padmé, kobiety działającej, a nie stojącej z boku.
Trzeci problem: Reakcja na zabicie młodzików / Mustafar.
OK, nie byłam w tej sytuacji, a jak to mówią, na tyle się znacie… Ale kurde, w ciąży byłam, dzieci mam i wydaje mi się jednak, że nie chciałabym wychowywać dziecka z mordercą małych dzieci. Nie wiem czy umiałabym zaufać takiej osobie. I Padmé chyba też. Przejść nad czymś takim do porządku dziennego? W uroczych okolicznościach Krainy Jezior na Naboo patrzeć jak małżonek tuli niemowlę i nie myśleć, że te same dłonie niedawno dokonały mordu na niewinnych istotkach? No zgrzyta mi to. Chyba, że przyjmiemy, że Padmé w informacje o zaszlachtowaniu malutkich padawanów nie uwierzyła.
O wiele bardziej podobałoby mi się gdyby Lucas poszedł za pomysłem, którego echa pozostały chociażby w szkicach koncepcyjnych, żeby Padmé przybyła na Mustafar ze sztyletem z myślą o powstrzymaniu Anakina. To mi bardziej do niej pasowało. Niechby nawet się powstrzymała lub zawahała, ale jednak, żeby Lucas pokazał, że o tym pomyślała. Wiara w cząstkę dobra by tu pasowała.
Spytacie, a z mordem na Tuskenach i jej reakcją nie miałaś problemu? Przyznaję, że nie jest to idealnie rozwiązane, ale jestem skłonna przymknąć oko i uznać, że Padmé nie do końca rozumie sytuację. Po pierwsze nie zna Tuskenów, może założyła, że to faktycznie bardziej „zwierzęta”. Wie o nich, że porwali, torturowali i zabili Shmi, a także tych co próbowali ją uratować. Są duże szanse, że kiedy Anakin szukał matki, to Larsowie jeszcze jej opowiedzieli to i owo, a ich nastawienie było negatywne. Może też uważa, że przepełniony żalem, złością i frustracją Anakin przesadza, wykrzykując to wszystko. Uważam, że dla fabuły, ich relacji itd. lepiej by było, gdyby Anakin nie wyznał jej wszystkiego („kobiety i dzieci też”). Zostałby taki mroczny sekret zatruwający ich związek, ale jestem skłonna jeszcze to przełknąć. W przeciwieństwie do sytuacji z młodzikami.
Czwarty problem: Śmierć Padmé.
O tym chyba najczęściej wspominałam. Wzięła i umarła. Tak wiem, że medycyna zna coś na kształt złamanego serca i śmierci z tego powodu, ale wtedy droid nie mówiłby, że wszystko jest z nią ok fizycznie. Gdyby tylko straciła Anakina, to jeszcze, ale właśnie urodziła bliźniaki. Wolałabym jednak, żeby Lucas zdecydował się na jedną z dwóch opcji:
A. Padmé nie umiera od razu, tylko stopniowo „gaśnie”, będąc przez jakiś czas z dziećmi. I jest mowa o fizycznym pogorszeniu jej stanu.
B. Anakin przyczynia się do jej śmierci lub są komplikacje przy porodzie.
W śmierci Padmé uwiera mnie fakt, że nie była choć przez moment z bliźniakami, że nie wzięła ich na ręce. Żeby to, że „była piękna, miła, ale smutna” miało trochę więcej sensu. Wiem, wiem, depresja poporodowa, szok itd. ale Padmé jest dla mnie osobą, która nawet po utracie ukochanego chciałaby walczyć o swoje dzieci. Być z nimi, dla nich. Jest trochę tak, jakby Lucas nie wiedział co z nią zrobić, a ubić musiał i na szybko mu się to, heh, urodziło.
Zawsze mogę sobie wmawiać, że gdzieś w jej organizmie pozostał uśpiony wirus z TCW i ją dobił…
To są moje największe zarzuty, jeśli chodzi o Padmé, pod adresem Lucasa. Uważam, że mógł to zrobić lepiej. Nie chodzi o to, żeby Padmé była idealna. Bo nie jest. Tylko, żeby jakoś tak była bardziej „spójna”.