Plusy i minusy będą się przeplatać.
Plusem na pewno jest zero jakiegokolwiek wspomnienia Ahsoki - gdy Grogu chwyta Mocą Rottę, by wydostać go z jamy, już już myślałem, że zaraz wspomni, że przypomina mu się pewna młoda togrutańska padawanka i jej "mistrz", którzy kiedyś go uratowali.
Starych ras, wbrew pozorom, wcale nie było aż tak wiele, w tle głównie przewijali się ludzie - pojawiło się ze trzech Rodian, jakaś Twi`lekanka na dalekim planie, Iktotchi z rolą mówioną i Amanianie (pomijając już Lasata i Huttów). Jak już pisałem w innym wątku, moją uwagę zwróciło to, że Bliźnięta polegali na armii złożonej tylko i wyłącznie z droidów, a Huttowie znani byli przecież z tego, iż zniewolili wiele gatunków, czy nawet wynajmowali ich przedstawicieli w charakterze najemników. Ciekawe, czy ta sytuacja nie była spowodowana cięciem kosztów - trzeba by było stworzyć ileś tam kostiumów i masek i poświęcać czas na charakteryzację, podczas gdy zdecydowano się na stworzenie kilku CGI modeli droidów i wklejenie ich później do filmu.
Z drugiej strony, z serialu zostało im na pewno sporo gotowych już kostiumów.
Wątek z Grogu, radzącym sobie samemu i opiekującym się Dinem, też był ok, acz rzeczywiście, w pewnym momencie zaczął się dłużyć.
Końcowy atak sił Nowej Republiki na minus, wypadł blado.
Rotta został pokazany zaskakująco dobrze; gdy Din, po walce na arenie, odrzucił broń, pokazując, że nie chce go zabijać, pomyślałem "Mandalorianin miłosierny".
Za dużo Gladiatora...
Czy mi się wydaje, czy nigdy wcześnie nie mieliśmy, nawet w EU, tłukących się między sobą Huttów?
Sigourney Weaver - mógłby ją zagrać ktokolwiek, bardzo mało wysiłku włożyła w swoją rolę, ale w sumie nie miała nic do zagrania. Ale to miło, że dwóch kaskaderów, wcielających się w Mando, zostało uwzględnionych w napisach początkowych.
Embo poprawny, jego pies też. Anzellanie bywali zabawni. Toczący się Amani - fajne nawiązanie do EU.
A, właśnie - cameo Filoniego... na minus, rzecz jasna.
Smokowąż i stwory, będący inspiracją dla Dejarik - też były ok.
Film sprawdza się jako lekkie, przygodowe kino - i nic ponad to.