Głęboki temat poruszyłeś i raczej nie podejmę się podejścia do sprawy holistycznie, bo nie chciałbym spędzić połowy dnia szlifując posta xD Skupię się zatem na kilku kwestiach:
- Internet co kilka lat przechodzi rewolucję zmieniającą jego istotę. Surfowanie po internecie dziś to zupełnie coś innego niż w 2010, tak samo jak wówczas w porównaniu do np. 2000. Ale też uważam, że dużo się pozmieniało w porównaniu już do roku 2020. Na niekorzyść - tak, te zmiany zazwyczaj są na niekorzyść. Kurła kiedyś to było itd., no ale tak uważam - że peak Internetu był gdzieś w latach 2005-2010, potem to już początki upadku. Za kolejne 5 lat znowu będzie jeszcze inaczej.
- Media społecznościowe to fantastyczna sprawa, pomagająca utrzymywać kontakt z dalszymi znajomymi (bo z bliższymi robilibyśmy to i tak) i pozyskiwać informacje o otaczającym nas świecie (grupy osiedlowe, miejskie, celowe, łatwość pozyskiwania informacji o interesujących nas wydarzeniach). Wszystko w jednym miejscu. I przez to są też naszym przekleństwem, bo obecnie bez nich to jak bez ręki, więc łatwo o nadużycia ze strony właścicieli. A te są i narastają. Nie dość, że sami się uzależniamy, to podsuwane nam są kolejne elementy mające nas uzależnić jeszcze bardziej. Rolki powinny być prawnie zakazane, i sądzę że prędzej czy później takie ruchy ze strony państw (ofc nie naszego xD) będą. Ale to kwestia lat, a tymczasem powinno dziać się już. Zanim to ogarną, będziemy mieli całe pokolenie młodzieży zombie potrzebującej co kwadrans zastrzyku dopaminy. To się dzieje już, teraz, obok nas, my tego za mocno nie dostrzegamy, bo na Bastionie udzielają się starzy ludzie (hehe), a ci z nas, którzy mają dzieci - one są jeszcze w większości za małe, żeby wejść na pełnej w świat social mediów. Zobaczymy za parę lat. Ja się tego np. bardzo boję, bo wiem jak mi SM potrafią lasować mózg, a co dopiero małej, chłonnej osóbce która będzie miała z nimi kontakt od najmłodszych lat? Moim zastrzykiem dopaminy to były codzienne odcinki Pokemonów w TV na Polsacie o 14 (dlatego wyszedłem taki super).
Mi się udało powstrzymać przed rejestracją na czymkolwiek innym niż Facebook. I świetnie. On i tak pożera mi za dużo czasu. I nic na to nie poradzę, potrzebuję go. Nie czuję żebym coś tracił, niebędąc na Insta/X/Tiktoku itd. Ale sam FB to już spory kloc, człowiek marnuje na nim życie. I widzę jak jego jakość spada. Reklamy, gówniane sugestie w feedzie i inne takie. Istotą SM obecnie jest, że ich właściciele chcą żebyś angażował się w rzeczy, w które ty - z perspektywy własnego dobra - nie powinieneś się angażować. To taki rak który nas powolutku zabija (przynajmniej - nasze umysły), ale i bez którego ciężko żyć. Tak, obecnie jeszcze są dinozaury które nie mają żadnego SM, prowadzą swoje życie w inny sposób, są z tego dumne i w gruncie rzeczy szczęśliwe. Ale dinozaury słyną z tego że wymarły, w kolejnym pokoleniu będzie inaczej.
- i tu płynnie przechodząc do sąsiedniej sprawy, czyli tego co wyparły SM - forów interetowych. Że taka forma skupiania ludzi w necie jest w agonii, chyba wszyscy widzimy. To nic odkrywczego. Że na takim Bastionie w 2026 jest całkiem żywy ruch, to cud. To jedno z niewielu miejsc w polskiej netosferze, które się ostało. Ale jaką ma przyszłość? Ilu mamy nowych użytkowników? Ilu aktywnych nowych użytkowników? Czy Bastion, jak w 2005, jest centralnym miejscem spotkań polskich fanów SW? No nie jest. Wręcz przeciwnie. Siedzą tu głównie zmęczeni post-fani. którzy walczą o jakąś iskrę entuzjazmu wobec nowego trailera, a o książkach właściwie nie gadają. Bo brakuje wymiany pokoleniowej. Ci, autentycznie jarający się nowym kontentem, robią to w grupkach na Fejsie, albo na jakimś innym SM, nawet nie wiem gdzie xD I tego tu brakuje, taki głos starego zgreda jest też wartością dodaną dla serwisu, ale nie powinien być jego sednem. Starzy mają to do siebie, że się wykruszają, a na ich miejsce powinni przychodzić nowi. Ja już nawet sobie odpuściłem trollowanie fanów nowego kanonu, bo nie chcę gasić każdej autentycznej rozmowy o SW. Ja odpuściłem trollowanie, zatrzymajcie się na chwilę i rozważcie powagę sytuacji xD
Przecież 20 lat temu jak nie wszedłem przez pół dnia na Bastion, to ciężko było odtworzyć wszystko co tu się w tym czasie zdarzyło, bo ostatnia setka w lateście to było posty z ostatnich 3 godzin. Teraz bywają dni, że pojawi się kilka postów. Zazwyczaj jest więcej, Łupi Łupi ładnie ożywiło forum, nawet ściągnęło parę osób z niebytu (ooryl, Bakuś), tak jak mówiłem: my sobie radzimy relatywnie dobrze. Ale czasy największej chwały Bastionu są już za nami.
Inna rzecz jaką wyparły SM - komunikatory internetowe. Kiedyś żeby pogadać z ziomkami nie potrzebowałeś mieć od razu konta na portalu oferującym milion różnych rzeczy. Miałeś programik, który działał sobie w tle i nie absorbował twojej uwagi jeśli z nikim nie gadałeś. Ja wciąż korzystam z GG, uważam że to znacznie lepsze narzędzie od Messengera, ale liczb nie oszukam - mam tam kilku wciąż aktywnych znajomych, od reszty - jeśli coś chcę - muszę włączyć Fejsa (i przy okazji wciągnąć się w inne rzeczy które mi się pojawią na feedzie).
A to przecież wierzchołek góry lodowej. Mamy takie rzeczy jak: pogorszenie się jakości Googla, który dziś stał się tablicą reklamową zasilaną AI z poboczną funkcją wyszukiwania. Uważam, że przekroczyliśmy już ten moment w którym dostęp do informacji był najłatwiejszy. Teraz już jest trudniej, bo trzeba umieć lepiej odsiewać, przekopywać się przez stertę kupy. A przecież za rogiem czai się AI, które już mocno wjechało w różne aspekty internetu, ale jednak wciąż jeszcze nie oberwaliśmy na pełnej; to rewolucja która się dopiero rozpoczęła, Dlatego właśnie twierdzę, że za 5 lat internet będzie wyglądał zupełnie inaczej. AI ma kilka aspektów które są obiecujące, kilka które są przerażające. I tak też zmieni się nasza bytność w internecie.
Inną rzeczą są streamingi. Korporacje nauczyły ludzi, że nie warto mieć - warto opłacać miesięczny dostęp. Mało kto chce dziś być właścicielem treści - nieważne czy legalnie (Bluray, DVD itd.) czy nielegalnie (piractwo, nagrywanie na płyty/dyski). Często czytanym argumentem jest "ja się rozleniwiłem / ja się zrobiłem wygodny. Chcę móc w kilka kliknięć mieć to, co chcę oglądać". A że żeby tak było musi opłacać z 5 subskrypcji, żonglować nimi albo ograniczyć swoje zainteresowania... nieważne. Ważna jest ta - w moim mniemaniu iluzoryczna - wygoda. I w jej imię ludzie zapomnieli o potrzebie posiadania, często nawet zatracili wiedzę o tym jak mogą coś ściągnąć, a w przypadku fizycznych źródeł legalnych - ich czasem po prostu nie ma, bo popyt na nie spadł na tyle, że firmy przestały je wypuszczać. I są w garści korporacji i tego, co akurat ma/mają w swojej ofercie. A to wszystko ma swoje korzenie w internecie i tym, jakie usługi i jak są tam oferowane.
Mamy też tak prozaiczne sprawy jak komfort przeglądania - 20 lat temu chciałeś wejść na stronę - robiłeś klik i wchodziłeś. Teraz chcesz wejść na stronę - klikasz, przebijasz się przez popupy, wyrażasz zgody, jeszcze tylko reklama i na chwilę jesteś, przynajmniej dopóki nie przewiniesz trochę w dół i ci się odpali reklamowy filmik czyhający na ciebie.
Tak jeszcze odnosząc się do tego co napisał numbers - to mało istotne, że tak dużo treści jest w internecie. Ważna jest wola, żeby z niej skorzystać. A jej jest niewiele. Autentyczne zdobywanie wiedzy to promil użytkowania internetu.
I jeszcze co do Petera_D:
Osobiście jestem zdania, że Internet to w większości jest jeden wielki śmietnik nastawiony na kasę i jako tako Internet się powoli kończy. .
Pełna zgoda. Ale też... on się kończy, ale nigdy się nie skończy. Będziemy się wić w agonii razem z nim, nie mając alternatywy
Podsumowując - kiedyś było łatwiej wyszukiwać treści, kiedyś było łatwiej surfować po internecie, nasz mózg był mniej zaśmiecany i otrzymywał mniej bodźców. Łatwiej budowało się trwające internetowe społeczności złożone z (początkowo) obcych ludzi, których łączyła wspólna pasja. Poświęcając mniej czasu, zdobywaliśmy więcej. Więcej umieliśmy. To wszystko się pogorszyło i raczej tylko pogarszać się będzie.