Krótko po premierze "Mrocznego Widma", w cyklu miesięcznym (poza samą adaptacją filmu), Dark Horse wydał cztery jednostrzałowe zeszyty niejako "uzupełniające" wydarzenia z filmu, dziejące się pomiędzy scenami. Chodzi oczywiście o: "Anakin Skywalker", "Qui-Gon Jinn", "Obi-Wan Kenobi" i "Queen Amidala" - jak tytuły wskazują, koncentrują się one na tychże postaciach. W sumie są to proste i "mało znaczące" historyjki, kierowane raczej do dzieci, szybko raczej stały się ciekawostką historyczną; niedługo później zostały zebrane w TPB pod chwytliwym tytułem Episode I Adventures (DH przedrukował je też w omnibusie Rise of the Sith wraz z poważniejszymi komiksami). Stały się też jednymi z absolutnie pierwszych komiksów GW w Polsce, jescze w 1999 za sprawą "Gwiezdne Wojny Komiks" (nie zdziwiłbym się gdyby okładki z tych historyjek podbijały sprzedaż tamtych numerów).
Czy to wszystko? Nie... there is another
. Owe komiksy-dodatki do filmu miały też swój komiks dodatek do wszystkich naraz w magazynie Wizard, zgodnie z nazewnictwem znany pod tytułem "1/2" (jak Boba Fett 1/2, X-Wing: Rogue Squadron 1/2), choć we wspomnianym TPB zyskał nazwę "Adventures" (nie wiem czemu po prostu jego fragmenty nie zostały połączone z poszczególnymi historyjkami, ale o tym za moment) i to zamyka już do końca temat tych komiksów.
O poszczególnych historyjkach:
Anakin Skywalker
Pierwszy z komiksów przedstawia nam Anakina zaraz przed pierwszym spotkaniem ze... swoim aniołem. Typowy dzień małego niewolnika - Watto pogania, pomiata i grozi karami cielesnymi, spotyka na mieście inne dzieciaki, marzy o wielkich czynach, interesuje się wyścigami ścigaczy (no, właściwie to start w tych wyścigach już typowy nie jest
). W tym komiksie Anakin szuka przekaźnika dopalacza do swojego ścigacza, popsutego po poprzednich wyścigach i to w sumie tyle jeśli chodzi o fabułę.
Doskonale jest zbudowany klimat w tym komiksie dzięki "przydługiemu" wstępowi, spotykamy i poznajemy z imienia szereg trzecioplanowych postaci z filmu - takie coś fajnie poszerza świat znany bezpośrednio z filmu - no i mamy (trochę banalne rozwiązanie, ale tu jakoś działa) Anakina przeżywającego jakąś wizję Mocy o przyszłości. Poza tym rysunki zdecydowanie należą do najlepszych w całym GWK - są dość precyzyjne i estetyczne, a kolorowanie też jest całkiem dopracowane, dobrze oddaje upalne widoki Mos Espy.
Moja ocena: 7/10
Obi-Wan Kenobi
Kolejny epizod "Episode I Adventures" to rozmowa Yody i Obi-Wana krótko po wydarzeniach z filmu, w sumie streszczająca wydarzenia z filmu z perspektywy Obi-Wana, z lakonicznymi komentarzami Yody. Cóż... nawet miło się powtórzyło motywy z filmu, choć mam wrażenie, że wkradło się parę niezgodności, ale niestety poza tym nie dostajemy tu kompletnie nic nowego. Nie pomagają też rysunki - choć silą się na szczegółowość, to wynik jest po prostu szkaradny, kadrowanie jest zbyt efekciarskie, w dodatku niektóre postaci (zwłaszcza tytułowa) nie przypominają siebie z filmu. Strasznie na siłę komiks.
Moja ocena: 4/10
Qui-Gon Jinn
W opowieści o Qui-Gonie wracamy do klimatów Tatooine, a dokładnie, tym razem wydarzeń zaraz po wygraniu wyścigu przez Anakina. Watto po przegranym zakładzie jest zmuszony oddać Anakina i jego ścigacz, jednak nie pożegna się z nimi tak łatwo. Gdy ekipa pakuje się do odlotu z Tatooine, Qui-Gon wraca do miasta po Anakina i spotykają go kłopoty...
Cóż, ta fabułka jest prosta i nieco sztampowa, więc nie ma co dużo pisać, chociaż podobają się dwie rzeczy - Anakin bijący się z Greedem i Qui-Gon rolujący Watta po raz kolejny.
Ogólnie komiks się czyta lekko i sprawnie, choć nie czuć takiego klimatu jak w poprzednich dwu komiksach z "serii". Zaś za rysunki tym razem odpowiada grafik "Związku" (którego w sumie chyba nigdy nie czytałem) i są one na niezłym poziomie; jest dość szczegółowy, choć dużo za kreskę roboty robią (trochę zbyt "komputerowe") kolory.
Moja ocena: 6/10
Królowa Amidala
No i dochodzimy do najgorszego "syfu" tej serii. Tutaj komiks skupia się na Padmé i Jar Jarze, którzy w tle negocjacji Qui-Gona i Watta udają się na wycieczkę po okolicy, w poszukiwaniu latającego robaczka, który wymontował i ukradł ze ścigacza w garazu jakiś akumulator. A dalsza część historii jest jeszcze bardziej nieprawdopodobna, gdyż okazuje się, że Trooshti (nie wiem, skąd Padmé miałaby znać nazwę gatunku) są inteligentnym gatunkiem i mają na pustyni swoją kolonię wokół pompy wody, która również potrzebowała akumulatora. Szczerze mówiąc, nawet jako dzieciak, takie motywy były dla mnie zbyt przesłodzone, a teraz tym bardziej trudno mi przez to przebrnąć, a wygłupy Jar Jara też są ciężkostrawne. Naprawdę trudno o wyraźne plusy.
Moja ocena: 2/10
Adventures, 1/2 - jak zwał tak zwał
Wreszcie wkraczamy na kolejny poziom abstrakcji, czyli dodatek do dodatku. To tylko 16 stron komiksu, które stanowią po prostu dopisane kolejne strony po wydarzeniach z poszczególnych historyjek - autorzy też ci sami - jednak dzieje się to bez żadnego ostrzeżenia, przez co można kompletnie się pogubić (nie znoszę takich zabiegów - coś podobnego spotkało mnie w nowym kanonie i komiksach z Wielkiej Republiki, co w połączeniu z rozczarowaniem pierwszą książką zabiło moje zainteresowanie). Jest to tworzenie na linii już zupełnie najmniejszego oporu, bo to co tu się dzieje, to można się domyśleć, że się działo i są tu tylko puste dialogi, z których nic nie wynika. Anakin i Qui-Gon wracają dalej do Watta i rozmawiają o niewolnictwie i udowadnianiu swoich racyj, Padme i Jar Jar wracają na Naboo i rozmawiają o sytuacji politycznej na Naboo, Anakin po pogrzebnei Qui-Gona dowiaduje się od Obi-Wana, że będzie jego uczniem. Jedynie kolorytu dodaje te kilka stron do komiksu o Anakinie, gdyż jest tam scena bójki w karczmie.
Moja ocena: 2/10
Podsumowywując [sic!], jeśli jest komuś za mało samego "Mrocznego Widma", albo chce się znów poczuć jak w 1999, to może się pokusić o przeczytanie niektórych z tych historyjek; sentyment się na pewno odpali. "Anakin" nawet zaskoczył mnie pozytywnie. Ciekawe, że potem już kolejne filmy nie miały takich komiksowych dodatków, choć przed "Atak Klonów" premierę miała dwójca zeszytów "Jango Fett" i "Zam Wessell", o której na pewno jeszcze napiszę.