Czołem, zajmuje się tu ktoś hobbystycznie genealogią?
Zacząłem jakoś w 2012, z przerwami do dzisiaj, intensywniej sześć lat temu i znów wróciłem od dwóch lat.
Spośród potwierdzonych:
16/16 prapradziadków. 15 na 16 pochodzi z Wielkopolski, Kujaw i Pałuk. Nieraz wsie odległe o kilkanaście kilometrów. Czasem cała rodzina jeden fyrtel przez pół tysiąca lat... wyjątek to praprababka od strony matki ojca, spod Częstochowy - poznała męża na robotach przymusowych w Rzeszy.
26/32 praprapradziadków - nie jestem w stanie znaleźć rodziców trzech prapradziadków. Może z czasem.
47/64 prapraprapradziadków i tak dalej.
Wątpliwości mam w dwóch liniach od prapraprabki wzwyż.
Najdalej w linii prostej cofnąłem się do około 1650 roku - pra(9) dziadek (co ciekawa, wieś ta ma dzisiaj około 80 mieszkańców i nadal żyją tam ludzie o tym samym nazwisku...)
W linii męskiej prostej do 1746 roku. Ale całkiem sporo udało mi się cofnąć do czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mowa o potwierdzonych dokumentami, bo jakichś tam bocznych, które "być może", a nie chciało mi się sprawdzać, było więcej. Dość zaskakujące, bo żadnej szlachty, nikogo znanego, sami Polacy
no, niby ktoś tam sobie wpisał na MyHeritage "herbu takiego śmakiego", ale żadnego majątku z tego nie ma, a i nie potwierdziłem tego nigdzie indziej, ani nawet mnie nie interesuje szczególnie. Zaskoczyło mnie jednak, gdy zaczynałem zabawę, że tak wiele dokumentacji chłopstwa się zachowało.
Udało mi się znaleźć i skontaktować z kuzynem dziadka, który w PRLu wyjechał do Botswany, utrzymywaliśmy jakiś czas kontakt. Odnalazłem prawnuków brata pradziadka, który podczas II WŚ wyjechał na Zachód. Zrobiłem testy DNA, z których niewielkie wynikło, poza tym że udało mi się odnaleźć daleeekich krewnych na podstawie 0,7% zbieżności DNA - wspólny przodek około 1760 roku, zgodnie z porównaniem drzew.
Większość na podstawie indeksów, zdigitalizowanych skanów (przeglądanych ręcznie), niektóre rzeczy za pomocą zapytań do urzędów, archiwów. Zazwyczaj w urzędach panie są bardzo pomocne, gdy słyszą, że szukam przodków - potrafią dzwonić, spędzić pół godziny na telefonie grzebiąc, szukając odpowiedniego dokumentu i jeszcze ksera za darmo wysyłają...
z KL Stutthof dostałem dokumentację kuzynki prababki, sporo dokumentów wojennych z Arolsen dotyczących prześladowań rodziny pradziadka, skany listy z Ellis Island gdy emigrowali do USA, i tak dalej.
Pierwszy raz miałem styczność jakieś 20 lat temu, gdy mając lat może dziesięć, pomagałem kumplowi ojca - sąsiadowi z osiedla obok - zrobić stronę internetową genealogiczną na jakimś CMSie. Niedawno się okazało, że jesteśmy spowinowaceni przez przodka z okolic 1730 roku
mały ten świat. Bardzo zawęża, widząc, jak każdy z każdym. No i jeszcze ciekawsze jest, jak się pamięta z dzieciństwa nietypowe nazwiska, a potem się znajduje je w tej samej parafii, co pradziadkowie dwieście lat temu....
Jest w tym sporo frajdy. Mozolna praca, przeglądanie tysięcy dokumentów nabazgranych w cudzych językach, rozszyfrowywanie co miał na myśli. Często wpisuję do drzewa dopiero, gdy znajdę rodzeństwo z tymi samymi rodzicami, bo oni się mnożyli jak króliki i nieraz w jednej wsi mogli mieszkać ludzie o takich samych imionach, nazwiskach itd. Z nazwiskami też sporo roboty. Trzeba brać pod uwagę zapis fonetyczny, zniekształcenia, zmiany (nazwiska nie były kiedyś tak przynależne, np. jedni byli Glapa, w następnym pokoleniu Kostuj - bo tak), błędny zapis urzędnika, błędne sczytanie przez indeksującego (jeśli nie ma skanu) i masę innych rzeczy, jak wpisywanie na pałę primo voto jako rodowego, co potem komplikuje sprawy... no i zwykły brak dokumentu na akurat to jedno dziecko spośród szesnastu
Jeśli ktoś też się w to bawi, a szczególnie jeśli jest z okolic Wielkopolski, Kujaw, Pałuk i chciałby porównać drzewa lub podpowiedzi, to zapraszam do kontaktu