(prawie).
O mój Boże jakież to jest już starożytne. Zacząłem Samuraja Dżeka oglądać ok 2002-2003, podczas mojego pobytu w USA. Leciało na Cartoon Network, wyglądało wspaniale, świetne udźwiękowienie, klimat oczywiście nie z tej ziemi.
Małe tło Historyczne: to były NAPRAWDĘ inne czasy, Jutub nie istniał, o strimingu nikt jeszcze nie mówił na poważnie, ja miałem dekoder czegoś co się nazywało Dish Network, i dzięki temu mogłem zobaczyć niektóre fantastyczne rzeczy. Samurai Jack wyróżniał się niesamowicie, a biorąc pod uwagę ówczesny poziom "płatnej" TV w USA (czyli wysoki) to naprawdę robiło wrażenie. Weźcie pod uwagę, że oglądanie materiałów na ekranie TV miało wtedy zupełnie inny charakter - to była epoka wyświetlaczy CRT (kineskopów! he he) czyli rozdzielczość i jakość tego obrazu była INNA niż dzisiaj. Siedziało się kilka metrów od telewizora o niezbyt wiellkiej przekątnej, wyposażonego najczęściej w jeden - góra dwa głośniczki. W porównaniu z tamtą technologią, każdy ma dziś w domu kino domowe grubego kalibru.
ANYWAY! Samurai Jack robił piorunujące wrażenie. Szczególnie, jeżeli znałeś poprzednie dzieła pana Gienka Tartakowskiego. Samuraj był trzecim jego dzieckiem i przyszedł po Dexterze oraz Powerpuff Girlsach, które to serialiki JUŻ były produktami najwyższej jakości. Oglądanie kreskówek w TV za czasów pre-streamingowych oznaczało sprawdzenie w TV-guide kiedy będzie to coś emitowane, i zabezpieczenie sobie czasu na seans - jeżeli ci się nie udało, no to lipa, mogłeś liczyć na powtórkę "kiedyś-tam", albo na zakup całości na jakimś DVD (co dziś się wydaje całkiem dobrym rozwiązaniem, nośniki fizyczne gwarantują dostęp do materiału, bo strimingi... wiadomo).
No właśnie, ja będąc wiecznie zajęty bądź zapracowany, bądź w ruchu, mimo mojej ogromnej sympatii do Jacka, nie byłem w stanie tego w całosci obejrzeć, a moje zainteresowanie tym serialem nigdy nie osłabło. Zabierałem się do tego kilkukrotnie, ale z powodu "objętości" materiału i ogólnego braku czasu, NIGDY nie wziąłem się za oglądanie Samuraja na poważnie. Czas Dżeka nadszedł 2 tygodnie temu.
Powrót "na poważnie" do tego serialu po blisko ćwierćwieczu wywołuje trochę surrealistyczne wrażenie. Konfrontacja z czymś co bardzo Ci się podobało wieki temu zamienia się w pewnym sensie w zderzenie z samym sobą sprzed lat. Sam serial ciągle robi ogromne wrażenie, te same aspekty podobają mi się tak samo lub bardziej: wizualia, muzyka, reżyseria. Celowo wspomniałem o różnicach w technologii pomiędzy "wtedy" a teraz - obecnie oglądanie Jacka przypomina bardziej seans kinowy, jakość obrazu i dźwięku jest zupełnie inna. Szczególnie rzuca się w ucho różnica dźwiękowa, i zmienia ona bardzo istotnie odbiór całości. Samurai Jack robi się nagle o wiele "poważniejszy", groźniejszy, bardziej dobitny.
Dwadzieścia kilka lat temu widziałem ten twór jako materiał dla nastolatków, który przy okazji może się podobać "starym", teraz widzę, że jest to o wiele "poważniejsze" niż wtedy mi się wydawało. Może to zmiana w postrzeganiu pewnych spraw przeze mnie samego - na pewno tak jest.
Rozwiało się też przy okazji kilka złudzeń, m.in. to, że widziałem "prawie wszystko" - okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie. Jestem na świeżo po zakończeniu Sezonu 1 - no i najzwyczajniej w świecie widziałem tylko 4 z 13 odcinków.
Bez wdawania się w szczegóły, jeżeli ktoś nie widział Samuraja Jacka, bardzo mocno polecam. Ciekawy jestem, jak będzie odbierany dziś, na "czysto". Kiedy serial wychodził, był dzieckiem swoich czasów - idealnie wpasował się w "post-modernistyczny" świat filmowy ukształtowany przez Pulp Fiction i MATRIXA, dodając jednocześnie coś od siebie.
Jedyna "wada", która przychodzi mi do głowy to właśnie objętość materiału. 4 pierwsze sezony to 13 odcinków każdy po ok 21-22 min. Ja zabieram się za Sezon 2. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa.
). Tak jak Dextera, Atomówki, czy Clone Wars. Oczywiście nie wszystkie odcinki, choć aż takiej bryndzy technologicznej jak w Stanach nie było, w końcu było coś takiego jak VHS. ~