-Skąd Ci się to wzięło?
Jakiś czas temu przy okazji czegoś innego krótko o tym pisałam Princess. Generalnie cała filozofia sw, czyli słuszność jedi, niesłuszność sithów, jest oparta na tłamszeniu kobiecości, kobiecych afektów. Moralnie prawa ls jest pierwiastkiem męskim, a zdegenerowana ds - żeńskim. Jeśli chcę śledzić losy użytkowniczki mocy np. Rey (i to ma znaczenie, bo ta filozofia nie dotyczy sw-sowego "plebsu", czyli niewrażliwych, ale nie dla nich się ogląda te filmy) to wiem jak się potoczą jej losy - jeśli chce być potężna w mocy to musi się wyrzec tego, co czyni ją kobietą w klasycznym sensie: emocjonalnej otwartości i pozwalania sobie na wyrażanie emocji, miłości romantycznej i do potomstwa, bo to wszystko w sw jest traktowane jako słabość i prowadzi do zguby. I to nie dotyczy tylko postaci kobiecych. Użytkownicy mocy "zakodowani" przymiotami kobiecymi, czyli głównie złoczyńcy, wpisują się w ten sam schemat (Anakin, Kylo itd.). Kanon sw (pomijam tu eu; eu to dobro) nie ma żadnej historii afirmującej kobiecość. Nie przez przypadek, bo wszystko ma korzenie w tym co wyżej, czyli ekstremalnym gnojeniu kobiecości i afirmacji męskości, tej toksycznej też. Nie spotkałam drugiej tak popularnej, a jednocześnie obrzydliwej i cynicznej w swoim przekazie franczyzy.
Głosy w necie dotyczą głównie 6 pierwszych epizodów. W Sequelach próbowano coś zrobić konkretnego.
W 1-3 JESZCZE nie było tak źle, bo to filmy robione na kolanie, anh miało być w końcu samodzielne. Poza problemem seksualizacji Lei w rotj (co dla mnie osobiście problemem nie jest) to głównie widać brak pomysłu Lucasa na to, co zrobić z Leią, bo najpierw niby kręciła z Luke`iem, potem z Hanem, a na końcu została siostrą głównego bohatera, co czyniłoby ją jeszcze ważniejszą dla historii, ale ostatecznie w żaden sposób nie skonfrontowała się z widmem Vadera i tak zostało aż do finału tej postaci w sequelach. OT pozostaje taką klasyczną historyjką z walką dobra ze złem, można zarzucić jedynie, że Lei było mało, ale to była tak naprawdę postać drugoplanowa wobec Luke`a. Lucasowi za to peron odjechał na pełnej w pt, gdzie widać to wszystko, co opisałam. A st co z tym zrobiło, poza dokładnym powtórzeniem filozofii starego mizogina? Rey jako Luke 2.0, kończący jako samotny pustelnik, nielubiany przez fanbojów tylko dlaego, że jest kobietą, ale kończy z identycznym, "męskim" arcem? Powtórzenie, że monopol na moralność mają jedaje, czyli pozostają wszystkie problemy powyżej? ST jedyne, co zrobiło, to zabetonowało sw przed rozwojem i siedzi głęboko w pupci Lucasa.
Plus, mamy seriale jak Ahsoka i Akolita. Czy to jest też mizoginistyczny materiał?
A te seriale coś zmieniły w filozofii sw czy nadal jakakolwiek krytyka jest tylko na niby? Z tego, co kojarzę to obydwa są prequelami, więc tam można sobie pozwolić na więcej, bo monopol jedi na moralność nie powstał w jeden dzień, co nie zmienia faktu, że on istnieje przede wszystkim w sadze. Aszoka może więcej, bo to wyjątkowa postać z parasolem ochronnym Filoniego, ale nadal jest aseksualnym mnichem, jak mniemam, a Akolita, nie dość, że nie będzie miał kontynuacji, to chyba tylko miało reylo dla ubogich i jakieś nightsisters, których już nie ma, czyli bez zmian.
O co chodzi w zdaniu : "Driver nie na to się pisał, przyjmując rolę w sw".
Driver zdecydował się przyjąć rolę w sw, bo mu się podobał pomysł na postać. Miał zagrać "odwróconego Vadera" w tym znaczeniu, że miał stawać się coraz potężniejszy w ds w przeciwieństwie do słabnącego w ds Vadera. Tym go kupiono, później się to jednak mocno rozjechało, bo ja cały czas tego w tym bohaterze nie widzę. Zresztą sam przyznał, że mocno zmieniali dopiero na etapie tros, bo ten opis zgadzałby się od sali tronowej w tlj do końca tlj. Gdyby tros śledził rozwój postaci z ósemki to dla Kylo nie powinno być nawet odkupienia, tylko równia pochyła, ale tak się nie stało. Biorąc pod uwagę to, na co Driver się pisał nie widzę miejsca na wątek reylowy w thfbs, bo ten typ historii go zwyczajnie nie interesuje, tym bardziej, że to projekt tak bardzo dla niego osobisty. Bardziej widzę mocne eksploatowanie nostalgii i babranie się w rodzinnym bagnie, czyli skupienie na relacjach z Luke`iem, Anakinem, Chewie`em, Hanem i Leią w retrospekcjach. I nie twierdzę, że byłoby to złe, wręcz gdybym miała do wyboru skupienie na tym bez reylo czy reylo bez tego to zdecydowanie opcja 1. Reylo to zawsze był tylko dodatek. Ben jest ciekawy bez Rey, Rey jest nudna bez Bena. Najciekawsze relacje i tak są w rodzinie Skywalkerów. Oczywiście, najlepiej byłoby mieć film z jednym i drugim, ale jak wiesz, nie wierzę, że ta franczyza by do tego dopuściła, a nawet jeśli to Rey będzie zgubiona.