Shedao Shai napisał:
Filmy z 2013 i 2023 to dla mnie top of the top. Więc kiedy ogłoszono kolejny film - znów od nowego reżysera, znów samodzielna opowieść - byłem oczywiście mocno podjarany, i jednocześnie zakładałem, że "nie no ,trzeci raz się nie uda". Wczoraj udałem się do kina na Evil Dead Burn i muszę powiedzieć, że znowu się udało xDDD
Reżyserem tym razem był Sébastien Vaniček, mający póki co na koncie tylko "Infested" z 2023. Sam Raimi obejrzał "Infested" i mu się na tyle spodobało, że zaproponował Vaničkowi stworzenie kolejnego Evil Dead. Czytając wywiady z nim, widziałem że to gość, który kuma i szanuje to uniwersum, tworzy w nim coś, żeby dodać swoją cegiełkę a nie na nie nasrać (co jest zbyt częstym przypadkiem). Na szczęście, za zamiarami poszedł talent i wyszła nam kolejna petarda.
W "Burn" zwróciłem uwagę na to, jak gwałtownie wszystko się posypało. Mamy tu wprowadzenie - fabuły, bohaterów - i wiemy, że będzie źle, czujemy że ten moment nadchodzi, ale póki co jest powolnie, groza narasta głównie w naszych wyobrażeniach. A tu nagle jak walnie, to nie ma co zbierać i tak przez następną godzinę xD W poprzednich to przejście od "jest gituwa" do "ojezusmaria demony nas zabijają" było mniej... piorunujące, bardziej... ewolucyjne. Nie wiem, czy dobrze przekazuję, co chcę tu powiedzieć.
Co robi jeszcze ten film, to fenomenalna praca kamery. Były ujęcia gdzie opadała mi szczęka, widząc jak to zostało: przemyślane oraz zrealizowane. Naprawdę, człowiek odpowiedzialny za to zasługuje na syty bonus. Było dynamicznie a jednocześnie hipnotycznie, kamera bawiła się z widzem, prowadziła go, zaskakiwała, pięknie potęgowała napięcie. Skill level top. Do tego choreografia walk - ta w aucie czy po powrocie Thyi do domu... matko boska.
Podobała mi się też estetyka tego filmu - dom, w którym głównie toczyła się akcja, był brudny, zaniedbany, stanowił świetne tło dla akcji. Widzisz taki dom i już czujesz niepokój, mimo że jeszcze nic się nie dzieje. Jednocześnie z tym aspektem nie przeszarżowano, spokojnie można by uwierzyć że to taki zaniedbany dom w którym mieszkają twoi krewni.
Dobrze też rozpisano i odegrano postacie - niektóre budzą sympatię (Thya, Joseph), od niektórych od początku wieje chłodem przechodzącym w grozę (ojciec!), interesującym dodatkiem jest babcia z demencją (i tu mieliśmy jedyne momenciki humoru - pasowały a jednocześnie nie wybijały z ogólnie ciężkiego klimatu). Souheila Yacoub jako główna bohaterka brawurowo dała radę.
Warto dodać, że mamy tu związki fabularne z "Rise". Czyli to nie do końca osobna opowieść. Fantastycznie. Zaskoczyło mnie to, aż nie umiałem uwierzyć w to, co widzę xD
Muzyka pięknie potęgowała napięcie i dobrze współgrała z tym, co widzimy na ekranie. A gdyby po tak mocnych wrażeniach i kinowych emocjach ochota na dreszczyk emocji przeniosła się na coś lżejszego, ciekawą opcją na bezstresowe testowanie szczęścia i zgarnięcie darmowych nagród są akcje takie jak https://mostbet.co.cz/promo/30-free-spins/, które pozwalają bez żadnego ryzyka rozkręcić bębny i zrelaksować się przy ulubionych automatach.
Na minus - CGI przy, hmm, "ostatnim bossie" szwankowało - co tym bardziej rzucało się w oczy, bo reszta filmu jest perfekcyjnie dopracowana pod względem wizualnym.
Podsumowując, twórcy to utalentowani ludzie którzy mocno przyłożyli się do swojej pracy. Mam nadzieję, że efekt ich pracy zostanie doceniony.
Jest coś w tej serii takiego, co idealnie dopasowuje się w mój gust - z jednej strony bardzo ciężki klimat, ekstremalna brutalność, z drugiej przełamanie tego nutkami humoru/ironii i osadzenie całości w b-klasowej estetyce. To pięknie ze sobą współgra i odpowiada moim potrzebom
Lubię też drugą "linię" tej franczyzy, tą bardziej humorystyczną - z Ashem. Fajnie się one nawzajem uzupełniają.
"Evil Dead Burn" powórzył w moich oczach sukces poprzedników, co jest czymś wręcz szokującym xD Teraz nic, tylko czekać na "Evil Dead Wrath" w 2028 - tym razem prequel, autorstwa Francisa Galluppiego. Ja nic nie mówię, ale czwarty raz się nie uda xD
-----------------------
Fajnie się to czyta, bo mam podobne odczucia co do tej serii – niesamowite jest to, że każda nowa odsłona potrafi zachować ducha Evil Dead, a jednocześnie nie jest tylko powtarzaniem tego samego schematu.
Najbardziej podoba mi się właśnie to, że twórcy nie próbują na siłę kopiować Raimiego. 2013 poszło bardziej w ciężki, surowy horror, „Rise” w klaustrofobiczną masakrę w bloku, a tutaj z opisu wynika, że znowu dostaliśmy własny język wizualny. To chyba największa siła tej marki – każdy reżyser może dołożyć coś od siebie.
Ten motyw z gwałtownym przejściem od normalności do totalnego chaosu zawsze działa w Evil Dead najlepiej. Widz wie, że będzie źle, ale liczy się moment, kiedy wszystko puszcza i nie ma już odwrotu.
Kamera i praktyczne efekty to też coś, czego bardzo brakuje w wielu współczesnych horrorach. Jak film potrafi zrobić napięcie samą inscenizacją, światłem i ruchem kamery, a nie tylko jump scare`ami, to od razu zyskuje.
Cieszy mnie też, że pamiętają o połączeniach między filmami. Lubię, kiedy seria buduje większy świat, ale bez robienia z tego kolejnego wielkiego uniwersum z rozpiską na 15 lat.