xD
Tytuł trochę na wyrost, ale w sumie nie. Szczerze takie miałem wrażenie po wyjściu z kina. Nie chcę udawać "szpecjalisty" ale jednak w pewnym sensie jestem "starym komiksiarzem", bo za młodości czytało się Spider-Mana, Pogromcę (he he!) i Iks-Menów i chcąc nie chcąc człowiek się tym jarał, nasiąknęło się tą estetyką.
Bez zbytniego rozpisywania się, zdecydowanie najlepszy Spajder, tak, lepszy nawet od "dwójki" Raimiego z 2004 (*). Jeżeli chodzi o filmy komiksowe to też zdecydowanie "moja" czołówka, obok wspomnianego Spidera-2 Raimiego, X2 i Infinity War.
Ta ocena jest oczywiście zupełnie subiektywna. Film po prostu trafił idealnie w moją osobistą wizję czym jest komiksowa narracja i jak to należy przenieść na ekran. Podobał mi się pomysł z dojrzewaniem bohatera, niby nic nowego, ale fajnie jest coś takiego zobaczyć na ekranie zrobionego przyzwoicie. Podobała mi się "ludzka strona" tej historyjki, jest to bardzo mocna strona filmu, niesie też pozytywne i podnoszące na duchu przesłanie (**). Po raz kolejny - nic nowego, ale przyjaźń czy miłość to wartości uniwersalne i w filmie supebohaterskim być muszą, wiadomo.
Tradycyjnie jak to w Spajderach gra toczy się o niższą stawkę niż los Ziemi czy Wszechświata, nie oznacza to jednak że nie ma akcji. Wprost przeciwnie, są sceny zadymy, na mniejszą skalę niż w np Infinity War, ale owa zadyma jest po prostu straszliwa. Trzeba to zobaczyć. W stworzeniu wrażenia totalnej rozpierduchy pomaga udźwiękowienie filmu: w kinie podłoga się TRZĘSŁA, jak babcię kocham. Komiksową estetykę w najlepszych momentach podkreśla MATRIX-owy bullet time i inne podobne "zwolnienia czasu". Niby stary trik ale zrobiony Pięknie. Żeby było śmieszniej w tych szalonych scenach muzyka bezpośrednio cytuje "Matryksa" poprzez bezczelne zastosowanie tego samego "krzywego" akordu, no i wszystko działa jak należy.
Chyba najlepszy ze wszystkiego był trik wizualny przy przejściu z Aktu 1 do Aktu 2 (umownie). Film zaczyna się Spajder-menem zmęczonym, przepracowanym, rannym, chorym i totalnie zdołowanym. Tak samo wygląda film i świat: ciemny, szary, pozbawiony kolorów, wyblakły, brzydki i dołujący. Patrząć na ekran siedziałem i zgrzytałem zębami: "kolejny brzydki film!". Potem Szpajder-Men dostaje kopa hormonów, jego zmysły zaczynają pracować na 1000% i ... BUM! Film nagle zmienia się w totalną kolorową orgię rodem z najlepiej narysowanych komiksów. Ale bomba!
Podsumowując, bardzo fajny film z pozytywnym przesłaniem(**), z moim ulubionym od czasów młodości zestawem bohaterów, wyglądający i brzmiący super. Udało się tej śmiesznej bajce spowodować że w kinie znowu czułem się jak 13-latek czytający komiks ze Spider-Manem, czyli można powiedzieć: sukces, o to chodziło. Moja ocena :5.
(*) Raimi opanował do perfekcji sztukę "bombowych zakończeń", i jego S-2 może się takim właśnie pochwalić, co sprawia że może być bardziej zapadający w pamięć niż Brand New Day, który najmocniejsze sceny ma nieco wcześniej.
(**) pozytywne przesłanie jak najbardziej, ale BND ma również swoją mroczną stronę, dającą trochę do myślenia, ale to temat na inną dyskusję.