Bardzo słaba recenzja, jak zwykle. Kompletnie niemiarodajna, niewyważona i ciągle w tym maruderskim kluczu. Niezmiennie hejtersko-pogardliwy ton, strofowanie i wytykanie błędów wszystkim reżyserom jak leci, bo przecież disclaimer jest najwybitniejszym znawcą kina, wyrocznią absolutną a wszyscy twórcy to tylko nieudolne uczniaki, którzy walą gafę za gafą. Z każdej opinii wylewa się litania, co było słabe albo średnie i może jedną dobrą rzecz da się nieśmiało wyłuskać w tym morzu miernoty. Ale nie, przepraszam. Jest jeden geniusz kina: George Lucas. On w prequelach dzięki wspaniałej kreacji postaci, wybitnym prowadzeniu aktorów, głębokim dialogom, mistrzowskiemu scenariuszowi wzniósł się na wyżyny kinematografii. Żaden twórca kina rozrywkowego nie może choćby w 1/10 się z nim równać. Oprócz lucasowych prequeli nic w kinie rozrywkowym nie może disclaimera zachwycić. Nigdy. Każdy film jest niezmiernie przeciętny, czy to Diuna czy Odyseja. Tylko Lucas zasługuje na najwyższą estymę. A tymczasem wystarczy wziąć jedno zdanie z tego posta, przykładowo pierwsze, lekko je zmodyfikować i pasuje do prequeli jak ulał.
"Jak to Lucas, scenariusz grzęźnie pod spektaklem CGI i dużego ekranu, a kiedy obydwu zabraknie to co?"
Ale przechodząc do Odysei.
Niewątpliwie to kawał dobrego kina. Epickiego kina, gdzie już pierwsze kadry, przykładowo ujęcia morza czy plaży robią ogromne wrażenie na dużym ekranie. Można poczuć rozmach i skalę tego przedsięwzięcia. To jest jeden z największych plusów tego filmu. Ciężar tych ujęć, scen, ich monumentalny charakter. To właśnie jest ta epickość, którą Nolan potrafi wykreować na ekranie i dlatego potem w kinie się to tak dobrze ogląda. Ale jak już jesteśmy przy obrazie to trzeba powiedzieć o kolorach i tu będą kontrowersje. Nolan postawił na realizm, naturalizm i brzydotę. Mamy głównie trzy konkretne palety barw więc generalnie nie jest to nasycony różnymi kolorami ładniutki film. Czy taką wizję artystyczną reżysera się kupi? To już zależy od indywidualnych preferencji. Wszyscy Ci, którzy czekali na piękną i kolorową antyczną Grecję będą zawiedzeni. Ja akurat jakoś szczególnie nie jestem. Kupuję w większości wizję reżysera i daję się jej porwać. Będzie to trochę przypominać Dunkierkę ale myślę, że wpisuje się to w ogólny cel jaki przyświecał Nolanowi jeśli chodzi o przesłanie filmu.
Czy jednak jest to film bez wad i najwybitniejsze działo Nolana? Moim zdaniem nie bo już początek filmu cierpi na nolanizmy i trzeba poczekać zanim zacznie się coś ciekawego dziać. Typową nolanowską manierą jest ta szarpana, rwana narracja, chaotyczny montaż i skakanie po liniach czasowych. Ja rozumiem że najpierw trzeba trochę porozstawiać pionki na planszy ale generalnie zawsze w filmach Nolana czuję mniej lub bardziej teledyskowość i trailerowość. Przez to przykładowo ten wstęp jest dość chaotyczny, wybija nieco z rytmu i zwyczajnie trochę nudzi. Ta maniera utrzymuje sie w sumie przez dwie godziny filmu. Druga rzecz to w pierwszych 2 godź. filmu Nolan, jak to często u niego bywa, nie jest zbytnio zainteresowany postaciami i nie pozwala wybrzmieć ich emocjom, nie daje pobyć trochę z nimi na ekranie i nie wykorzystuje ich pełnego potencjału. Na szczęście to sie zmienia w ostatnim akcie filmu, który jest brawurowy. Tam w końcu oba nolanizmy jakby zanikają i jest miejsce na więcej mięska aktorskiego, pompę i akcję.
Jednym z największych moim zdaniem plusów filmu są homerowe atrakcje. Spotkanie z Cyklopem, wyspa Kirke, pojedynek z Lajstrygonami, Charybda i Scylla, Hades czy w końcu atak na Troję. Tutaj Nolan zahacza o wybitność. To jak te sceny są zainscenizowane jest godne najwyższych pochwał. Nie powiedziałbym, że są to sceny absolutnie idealne, bo można je czasami skrytykować za odbiegnięcie od detali znanych u Homera, co czasem może zmienić nawet wydźwięk ale mimo wszystko robą robotę i wywołują niemałe WOW. To jawny flirt z horrorem, który wychodzi Nolanowi zaskakująco dobrze. Czy to elementy thrillero-horroru, czy body horroru, czy zabieg z muzyką i dźwiękiem jak u Syren, czy wykorzystanie efektów specjalnych które są tak dobre, że ich nie widać, czy klimat w Hadesie, czy napięcie podczas przebywania w koniu trojańskim, wszystko to jest zaprojektowane i wykonane na pierwszoligowym poziomie i człowiek po prostu z zaciekawieniem ogląda te przeraźliwe cuda na ekranie. To wszystko bardzo dobrze podbija muzyka i dźwięki, choć na razie po pierwszym razie nic tak osobno się mi nie wybiło tak, żeby zostać w głowie. Ale jeśli chodzi o podkreślanie nastroju to kapitalna robota. Pomiędzy tymi scenami jest moim zdaniem trochę dłużyzn ale jak dotrwamy do 3 aktu to już jedziemy na pełnej prędkości. Jedyne do czego się tu trochę przyczepię to choreografia walk, która nie jest jakoś specjalnie kreatywna a biją się długo.
Co do aktorstwa to jest dwojako. Albo role dobre albo średnie. Matt Damon na początku jest trochę Mattem Damonem ale potem pokazuje, że z tego co mu dał Nolan do grania wyciśnie nawet więcej. Anne Hathaway jest cały czas świetna w swojej roli, natomiast Tom Holland trochę na początku przypomina Petera Parkera ale pod koniec się nieco rehabilituje i koniec końców jest przekonujący. John Leguizamo w roli Eumajosa to niewątpliwie serce tego filmu. Pattinson też sprawie odgrywa klasycznego łotrzyka a Kirke swoją tajemniczością fascynuje i przeraża. Bardzo dziwnie natomiast wypara Bernthal, który jak to wszyscy zauważają ma manierę raczej Punishera niż króla jakim był Menelaos. Charlize Theron, Zendeya, czy Mia Goth grają znikome role i do tego wypadają dość nijako. Nic po prostu specjalnego. A kontrowersyjna niby Lupita czy Elliot Page w ogóle nie drażnią, wręcz przeciwnie wnoszą jakąś świeżość do tych także krótkich skądinąd występów.
Na koniec zostaje interpretacja i to jest punkt, który będzie najbardziej dzielił. Jak dla mnie każdy twórca ma prawo opowiedzieć klasyczną historię, zwłaszcza taki stary epos jak Odyseja, w sposób jaki mu się podoba. Dzięki temu możemy mieć coś nowego a nie ciągle to samo, coś czego się spodziewamy. Coś co będzie rezonowało ze współczesną rzeczywistością. Zakładam, że Nolan chciał tu zawrzeć antywojenny przekaz, który widoczny jest w przemianie bohatera. Stąd porównania z Oppenheimerem są uzasadnione. Stąd też cały styl filmu. Nolan znany jest z większego postawienia na realizm więc ograniczenie elementów fantastycznych w tym filmie nie powinno dziwić. Ja w tym nie widzę niczego złego, wręcz przeciwnie, dobrego, zwłaszcza że to jest klasyczna opowieść ale na nasze czasy. Czy ktoś kupi taką wizję? Na pewno nie wszyscy ale tak jak wymieniałem wcześniej mi się to wszystko spina w spójną artystyczną wizję, niepozbawioną wad, ale właśnie dzięki swojej wyrazistości zapraszającą do dyskusji na nowo o dziele Homera. Ja generalnie zawsze lubiłem ten temat, teraz żyję tym tematem a film mnie do tego pobudził. Wycena liczbowa to jakieś 7-8/10