Ja myślę, że nie ma jednego uniwersalnego podejścia do zmieniania koloru skóry postaci przy ekranizacji. Każdy przypadek jest trochę inny. Zależy m.in. od tego czy ma to wpływ na opowiadaną historię, czy zmienia coś tak naprawdę w danej postaci poza jej wyglądem, czy to historia totalnie fantastyczna czy osadzona w ziemskich realiach itd.
Nie bez znaczenia moim zdaniem jest, w przypadku ekranizacji, który raz z kolei twórcy sięgają po daną historię. Jak pierwszy, czy tam drugi to ludzie mają IMO większe oczekiwania, pokładają w takim projekcie większe nadzieje. A jak to 50 wersja, to nikt się nie pluje. Spójrzmy ile jest luźnych czy zakręconych adaptacji Sherlocka Holmesa czy Alicji w Krainie Czarów. To już jak retellingi baśni. Czarnoskóry Kopciuszek? Nikomu raczej powieka nawet nie drgnie. Co innego Śnieżka
I oczywiście istotną, a zarazem indywidualną, kwestią jest przywiązanie danej osoby do tego tytułu. Każdy ma swoje ulubione historie i bohaterów, których woli zobaczyć na ekranie w takiej postaci, do której przywykł.
Nie da się ukryć, że inną (najgłośniejszą) stroną tej dyskusji jest fakt, że jest teraz trendem zwiększanie różnorodności na ekranach. Co samo w sobie nie jest przecież złe. Jestem za. Tylko czasami jest to nieumiejętnie wykonywane. Stąd irytacja i negatywne nastawienie części osób. Niektórzy nie chcą żadnych kolorowych i to są już stracone dla tej dyskusji przypadki, ale są też ludzie, którym to nie przeszkadza, jeśli jest robione z głową.
Z ostatnich zmian tego typu, trzy przychodzą mi od razu do głowy i każda jest dla mnie inna:
Czarnoskóra Helena jest mi w sumie obojętna. Lupita jest piękna, więc czemu nie, zwłaszcza skoro jest postacią o takim mitycznym pochodzeniu (ojciec bóg, wyklucie z jajka). Niech jej dadzą blond włosy, będą złote loki jak w materiale źródłowym
Ale na poważnie, ja lubię takie kontrasty w wyglądzie, więc to mogłoby być fajne. Lupita jako Helena mnie absolutnie nie oburza.
Kiedy przeczytałam, że Idris Elba zagra Zbrojnego Męża w nowym He-Manie to autentycznie bardzo się ucieszyłam, choć ta postać nigdy czarna nie była. Elba jakoś wybitnie mi na niego pasuje. Postać z totalnie fikcyjnego, fantastycznego świata, więc co za różnica, nie ma to wpływu na historię. A jeszcze twórcy wiedzą co i jak najwyraźniej, bo pomimo tej zmiany Teela jest biała. Więc w przypadku zmiany koloru skóry Zbrojnego Męża się ucieszyłam. Mimo przywiązania do postaci i całej nostalgii.
Ale znowu czarnoskóry Snape mi się nie podoba. To jest zmiana, która pociąga za sobą konkretne konsekwencje, która m.in. z niektórych postaci robi rasistów. Można było szereg innych bohaterów potraktować taką zamianą i nie byłoby to takie problematyczne. Choć nie pluję jadem i czekam jak to wyjdzie, żeby ocenić ostatecznie.
I w przypadku Zbrojnego Męża i Snape`a jestem przywiązana jakoś do materiału wyjściowego, ale moja reakcja jest zupełnie inna, bo i wpływ na całość opowieści ma inny ciężar, że tak się wyrażę.
Jak to wczoraj pisałam, to widziałam kawałek filmu w tv, gdzie Antonio Banderas i Mark Strong grali Arabów... Także ten... Przecież to nic nowego i działa w różnych kierunkach. Ważniejsze, żeby aktor się sprawdził (Samuel L. Jackson jako Nick Fury) i cała opowieść była dobrze zrobiona. A jak film jest kiepski na innych płaszczyznach to wtedy i tak są większe problemy z danym tytułem...