Niektórzy widzą tu jakieś lemy, dicki, dukaje, ale nie wiem gdzie, bo raczej nie w inteligentnym pisarstwie czy podejmowaniu trudnych tematów. Pierwowzoru nie czytałem, choć z tego co widzę inni czytali i film po prostu odarł go z jakichś niuansów i zrobił głupią bezbecką komedyjkę z satyrą na Trumpa. Każda postać to po prostu kreskówka z jedną cechą osobowości, sceny dramatyczne nie działają, za dużo czasu podporządkowano humorowi, a za mało o ile w ogóle budowaniu jakiegoś napięcia. Kilka razy pada w filmie pytanie "Jak to jest umrzeć?" i pan reżyser w ogóle nie eksploruje tego wątku, jest to jeno wyraz przedstawienia pewnych npcowych postaci jako annoying & quirky, wiecie heheszki. Pattinson wypruwa tu flaki aktorstwem żebrząc o uwagę widza ostatkiem sił, natomiast większa część drugiego planu to materiał na maliny.