TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Wioska Gungan w Lesie Ewoków

66000 lat przed tym jak Golum wleciał do lawy...

Princess Fantaghiro 2024-12-24 19:43:17

Princess Fantaghiro

avek

Rejestracja: 2016-05-24

Ostatnia wizyta: 2025-03-31

Skąd: Posępny Czerep

...czyli Opowieści dziwnej treści rodem ze Śródziemia...


Jakieś 66 tysięcy lat przed tym jak sierotka Gollum poślizgnął się; i wpadł do lawy z Jedynym...Gdy Mairon i Melkor byli bardzo młodymi szczylami. *bytami/duchami zrodzonymi z myśli Eru Ilúvatara.
[Arda Tolkienowska nie jest tak stara jak nasz świat. Ma prawdopodobnie, w przybliżeniu ok. Plus minus, Pi razy Oko = 66 tysięcy lat. Jeśli zakończymy liczenie na końcu powrotu Króla. :]

***
Mairon kładzie na Ardę ostatnie dwie góry swojego projektu i wykonania. Własnoręcznie wyrzeźbione. Był z nich szczególnie dumny, gdyż dopracował każdy najmniejszy szczegół; nic nie burzyło idealnej harmonii dzieła.
Uśmiechnął się do Melkora, który siedział z nachmurzoną miną; a jego brwi zgięły się w kształt błyskawic.
- O, spójrz tylko, Melkusiu. Elegancka górka mi wyszła. Postarałem się by wszystko w środku i na zewnątrz działało pierwszorzędnie. Będą mieszkały w niej jakieś ten tego śmieszne krasnale...
Melkor łypie spode łba.
- Tylko żartowałem! Przecież nie ma czegoś takiego jak krasnale. Tzn, tatuś Aulë ma jakąś koncepcję i chyba nadążam, ale to wielka tajemnica. Nikomu nic nie mów, dobrze? Zwłaszcza Najwyższemu Tacie. Poza tym, to jeszcze nic pewne...
- Ziewwww, nie przynudzaj Mairon. Lepiej zobacz to! Podoba mi się ta nowa piaskownica do naszej zabawy.
- Cooo? - Mairon zachichotał. - Czy ty właśnie powiedziałeś "piaskownica do naszej zabawy?"
- No. Duża jest. Stary jak ją nazywa? Artta...czy jakoś tak.
- Arda.
- Wiem Mairon, cicho bądź. Chcę się pobawić!
Wziął chlusnął Majarowi w twarz całą wodą z największego stworzonego jeziora.
- Ej, głupolku...Co ty wyrabiasz, teraz zostanie tutaj wielka, bezsensowna dziura. Manwë się wkurzy!
- Weź nie panikuj. - Melkor mrugnął okiem, a wtedy jezioro napełniło się po brzegi ponownie.
- Wow. Ale numer, też tak chcę. Pokażesz mi jak to się robi?
- Ciii...Pokażę Ci, ale nie teraz. Później, bo Stary patrzy nam na ręce...

Natychmiast wstali, by z szacunkiem powitać Ojca Najwyższego. Mairon szybciutko wytarł ręce w roboczy fartuszek.
Eru Ilúvatar zbliżył się, krocząc dostojnie z rękoma założonymi do tyłu:
- Jak tam, młodzieży, jak idą prace?
- Nic się nie martw, Tatusiu Ilúvatarze; już kończymy. Jeszcze tylko kilka drobnych poprawek i...

Nagle oczy Mairona zrobiły się okrągłe jak spodeczki od filiżanek, które Yavanna tak uwielbiała.

- Morguś, natychmiast odłóż je z powrotem!!! Nie kładź proszę wulkanów na tą Helcaraxë/Antarktydę.
- Czemu nie?
- 🤦Bo nie ma dżemu.
Ruszyłbyś tą makówką czasem. To miejsce nie jest dla nich odpowiednie. Psułyby nasz projekt!

Najwyższy Bóg omiótł spojrzeniem część wykonaną na spółkę przez Mairona i Melkora.

- Piękna robota, dzieciaki. Piękna robota, naprawdę. Mucha nie siada...
Eru Ilúvatar mruczał pod nosem, skubiąc zamaszystego białego wąsa.
-...prawie.

Mairon w jednej chwili stracił całe opanowanie. Niedostrzegalnie zarząsł się, a na całym jego "ciele" powstała gęsia skórka. Zakasłał z nerwów, tak bardzo po ludzku.

- Czy któryś z was dwóch może mi łaskawie wyjaśnić, czemu Arda jest płaska?

Mairon the Admirable zrobił się cały czerwony na twarzy.
Wiedział że się z tego nie wykaraska...
Dlatego tylko spuścił głowę, czekając na reprymendę Ojca.

- Chyba sam przyznasz że troszeczkę was, chłopcy, poniosła wyobraźnia...- Eru Ilúvatar westchnął ciężko, a jego oblicze pociemniało delikatnie.
- Marion, wiesz że polegam na Tobie jak na nikim. Wiem jak kochasz porządek, i miałem nadzieję że chociaż Ty dopilnujesz Melkora. Że ty jeden będziesz w stanie go kontrolować i nie pozwolisz mu na przesadę. Na zbytnie popuszczanie jego wybujałej fantazji. Że osobiście dopilnujesz; aby kształt naszej wspaniałej Ardy odpowiadał jak najlepiej potrzebom wszystkich istot zamieszkujących tę planetę...Co ma więc znaczyć ten cholerny talerz?

Na czoło Mairona wystąpiły kolejne kropelki potu.
Ręce zaczęły mu się trząść, nerwowo przekręcał na palcach kolejno każdy Pierścień, wykonany na praktykach pod czujnym okiem Aulëgo. Podobały się Największemu Kowalowi. Lubił je podziwiać z bliska.
Cóż za potworny blamaż! Taki wstyd...Jak mogłem do tego dopuścić!? Jak mogłem pozwolić Melkorowi na takie przekroczenie granic??
Ainur nie miał pojęcia gdzie podziać własne oczy; nie mogąc spojrzeć w twarz Ojcu Najwyższemu.

- Ale...ale... kiedy ja właśnie tłumaczyłem Melkorowi że świat w płaskiej formie będzie wysoce niepraktycznym i nieekonomicznym rozwiązaniem. [Najsilniejszy Valar tymczasem mamrotał pod nosem coś niewyraźnie: "Ale mnie to *ebie..."]Że nadanie Ardzie kształtu kuli byłoby o wiele lepszym wyborem. Lecz on mnie jak zwykle nie posłuchał. Jest taki uparty...Rzadko słucha.
- Wyobrażam sobie...

Melkor, do tej pory bezmyślnie formuujący jakieś bezkształtne obłoczki na niebie i wybuchające gwiazdy; wycelował oskarżycielski palec w stronę Mairona.
- JA WSZYSTKO SŁYSZĘ, TY SKARŻYPYTO!
Mairon nie zwrócił na niego uwagi, skupiając się całkowicie na Ilúvatarze.
- Mogę...możemy jeszcze we dwójkę to naprawi...

Wtedy Melkor nie wytrzymał i biorąc się pod boki; wydarł się na całe gardło, gapiąc się ze złością na Admirable.
- Bla, bla, bla. Mądrala się znalazł. Czy ty wiecznie musisz się wymądrzać? A mi się podoba płaska Ziemia i *uj! - Odwrócił się na pięcie, w stronę Ojca.
- I co mi zrobisz starcze?!!!

Eru udawał że tego nie słyszy, i puścił uwagę Melkora mimo uszu, machając lekceważąco ręką.

- Nieważne, zrobi się kiedyś remont generalny, poprawi ten kardynalny błąd...Niech już na razie zostanie tak jak jest, mówi się trudno.

Mairon szybko próbował zmienić temat, czując jak narasta w nim niezręczność.

- Tato Ilúv, a to to tamto...Ta ciekawa wyspa o kształcie gwiazdy pięcioramiennej, nad którą pracuje Tulkas; jak się nazyw...
- A czym Ty się teraz interesujesz Mairon, jak macie z Melkorem pracę w 2 osobowej grupie TUTAJ, hm? Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć?! Odpuść. Nie wciskaj swojego ładnego noska we wszystkie projekty, dobrze? To będzie niespodzianka. Niech cię o to głowa nie boli. Skup się na waszej z Melkorem części. Poinstruowałem już Tulkasa, jak ma Numenor wyglądać, i naprawdę nie musi...
- HA! NUMENOR. Dziękuję Tatusiu.
- Ych, nieważne...Pilnuj Melkora. Dałem was do jednej grupy bo on ma w głowie pusto...
- Tato, nie mów tak; ranisz go!
- ...choć mu dałem najwięcej narzędzi, największą ilość mojej własnej bożej iskry. A ty masz w rękawie mnóstwo pomysłów, i potrafisz improwizować w razie czego, szukając unikalnych rozwiązań.
- Nie chwal mnie tak Tato; bo mi woda sodowa do głowy uderzy, pawie piórka wyrosną i będzie nieszczęście.
- Oj tam, oj tam. Przynajmniej nudy nie będzie na tej przestrzeni, jałowej jak pizd...
- TATO, JĘZYK!
- Echem, nie słyszeliście tego.
- Czego? - spytał Mairon z niewinnym uśmiechem.
- Właśnie, właśnie...- Ilúvatar uśmiechnął się.
- Szkoda tylko że musiałem ręcznie młotem machać...Ręce krwawią mi aż po łokcie, widzisz?

Syn podniósł obie ręce, by pokazać Ojcu spływającą po nich; wciąż czerwoną, krew.

- Morgothowi dałeś lepsze bajery, Tato. Wystarczyło mu 85000 razy okiem mrugnąć, i rzeczy się pojawiały. Stwarzały od tak! To nie fair, ja też tak chcę. To niesprawiedliwe że jemu wszystko przychodzi tak łatwo...
- CO? - Melkorowi z gniewu zapłonęły policzki. Mairona jego humory już w tym momencie nie obchodziły. Był wpatrzony w Eru, ignorując wszystko inne.
- Mairon...Czy ty właśnie powiedziałeś że ja nie umiem machać młotem?!!!! UMIEM LEPIEJ WYWIJAĆ NIŻ TEN TWÓJ AULË ZASRANY W KTÓREGO TAK SIĘ WGAPIASZ NA LEKCJACH!!!

Najwyższy i Majar nadal nie zwracają uwagi na coraz bardziej zirytowanego Valara.

Ilúvatar kładzie dłoń na ramieniu Mairona.
- Przykro mi synu. Zdradzę Ci sekret...Nie ma sprawiedliwości i nigdy nie będzie. To jedynie złudzenie. Pozór, który umieściłem w waszych umysłach.
- Jak to nie ma sprawiedliwości?! To ja zaprowadzę!
- Tak, ty zaprowadzisz...haha. Dobrze, żarty żartami, ale kończcie już. Czas nas goni.
- Czas? A cóż to takiego?
- Mój nowy koncept. Spodoba się wam.

Wreszcie do ich uszu dotarły wrzaski Melkora, który rozkręcał się już na całego:

- Na tej twojej gównianej Ardzie nie ma nic pięknego! SŁYSZYSZ MNIE STARCZE?

Jedyną piękną rzeczą jaką stworzyłeś jest... JEST ON! MAIRON!!!
Wywołany po imieniu, słysząc te bluźniercze słowa z przerażenia zasłonił sobie usta dłonią.
- Melkorze, nie bluźnij! Tato się obrazi!
- TO NIECH SIE OBRAZI, MAM TO W DUPIE!

Ilúvatar stał niewzruszony. Jego twarz niczym skała, zastygła w wieczności; niezmienna. Ani jeden mięsień nie drgnął. Nie pokazał po sobie niczego.

- A więc mówicie, że robota skończona.
- Skończona, Ojcze.
- Świetnie. A więc...
Jeszcze tylko jedno chciałem wam przekazać, chłopcy. Mała sprawa, nieistotna w zasadzie.
Melkor i Mairon wstrzymali oddech.

- Oddacie to wszystko co stworzyliście - ten osobliwy, młodziutki świat pod naszymi stopami - dzieciom moim, a braciom waszym; najmniejszym. Dzieciom Ilúvatara, ma się rozumieć...Jesteście starsi, musicie zrozumieć.

- CO TAKIEGO???!!! - Melkor i Mairon krzyknęli jednocześnie. Eru Ilúvatar zdawał się ich nie słyszeć; gdyż kontynuował z absolutnie niewzruszoną miną.

- Czas by zamieszkały na Ardzie stworzenia boże, które wybrałem. Moje umiłowane dzieci...Elfy, krasnoludy, i ludzie. Tak zdecydowałem.
- Al...ALE TATO! - Mairon zaczął, jąkając się trochę. - Przecież obiecałeś Ardę nam! Obiecałeś że będziemy mogli tam zamieszkać.
- Możecie. Dam wam mały kawałek. Nazwałem go Valinorem.
- Ale jak to? Takie maleństwo? A reszta...
- DLA ELFÓW, KRASNOLUDÓW I LUDZI.
Powiedziałem i zdania nie zmienię. Jesteście starsi, podzielicie się.
- Ale tato...To nie jest po równo. Jeśli my dostaniemy tylko Valinor, a oni całą resztę.
- CO TATO, CO TATO???
- Myśmy się tak napracowali...Urobili po łokcie. Spójrz na fundamenty Ardy które wykułem. Wiesz ile razy krwawiły mi przy pracy ręce? A te elfy, krasnoludy, ludzie...To świeży koncept. Ty dopiero je stworzysz, one nic nie zrobiły. Dlaczego mamy im oddać prawie wszystkie owoce naszych rąk?

Melkor dołączył.
- No właśnie, Mairon ma rację. TO POWINNO BYĆ NASZE!!
- Obiecałeś nam coś więcej, Ojcze. - Mairon dodał, choć głos mu drżał.

Ilúvatar wreszcie stracił cierpliwość
- CISZAAAAA! - zagrzmiał, aż zatrzęsło się wszystko, co do tej pory zostało ukształtowane.
Będziecie mi tu pyskować? MNIE???! OJCU WASZEMU NAJWYŻSZEMU??? Pogięło was?

Mairon natychmiast poczuł jak cała jego cielesna forma zastyga, przerażony wybuchem Eru Ilúvatara. Nigdy jeszcze nie widział Jedynego prawdziwego Boga w takim stanie.

I czego tyle jęczysz, Mairon? Ustanowiłem cię sługą. ROBOLEM! CO ZNACZY ŻE MASZ ZAPIE*DALAĆ! Koniec dyskusji! Jeszcze jedno słowo sprzeciwu ty zepsuty bachorze, a przysięgam że...
- Al..
- Dobra. Sami tego chcieliście! Wypie*dalać mi stąd smarkacze przeklęte, ale już! Zjeżdżać na dół. BIERZCIE SOBIE TĄ ARDĘ, W DUPIE TO MAM. Róbcie sobie co tam chcecie, nawet na was nie spojrzę. ZGNIJECIE TAM, SŁYSZYCIE?!
NIC NIE DOSTANIECIE, WSZYSTKO CZEGO DOTKNIECIE ZGNIJE WAM W RĘKACH, ROZUMIECIE MNIE???
NIC NIE DOSTANIECIE. DOSTANĄ ELFY, KRASNOLUDY I LUDZIE. DOSTANĄ MALUTCY. BRACIA WASI NAJMNIEJSI, ZROZUMIANO GÓWNIARZE? KAZAŁEM SIĘ DZIELIĆ. A NIE ŻE WSZYSTKO BYŚCIE BRALI DO SIEBIE. I NIE JESTEŚCIE JUŻ MOIMI SYNAMI. PRZEKLINAM WAS NA WIECZNOŚĆ.

Mairon na te słowa Ojca wybuchnął płaczem.

- TAAAAK? A my nic z tego nie dostaniemy, starcze? - wtrącił się Melkor.
- Wy dwaj? NIC.
- No I *UJ!!! MAIRON PODAJ MI MŁOTA. JA TO WSZYSTKO ZARAZ ROZPIE*DOLE. NIE BĘDZIE MI JAKAŚ HOŁOTA PO MOJEJ WŁASNOŚCI BIEGAĆ!!!

- Ale...ale tylko po twojej? A może przypadkiem naszej?
- Naszej, naszej. Podaj mi młot, powiedziałem.

Admirable podaje. Mały młoteczek.

- Co to ku*wa ma być? Co ty mi tu podajesz za ustrojstwo? Czemu taki mały, zwariowałeś???!
Nie wkurzaj mnie Mairon, tylko podaj mi GRONDA! Bo mnie zaraz COŚ STRZELI!!!
Muszę zrobić porządny zamach...o.
- MELKORZE NIEEEE!
Morgoth uśmiechnął się:
- MELKORZE TAK. Podaj mi rękę, spadamy stąd. Moja noga nie postanie dłużej w miejscu w którym nami GARDZĄ! I nie maż się, co ty baba jesteś?
***

KONIEC BAJKI. Znaczy początek. I koniec. Jakoś tak.

PS. Tak było, nie zmyślam.


PPS. Arda to jest Ziemia Tolkienowska. Mairon to jest wczesny Sauron, Melkor to jest wczesny Morgoth. Eru Ilúvatar to jest bozia Tolkienowska. No. 😜

LINK
  • Lubsoczka nie ma, brak informacji zwrotnej, czy jakiś entertainment był! :]

    Princess Fantaghiro 2024-12-27 11:29:19

    Princess Fantaghiro

    avek

    Rejestracja: 2016-05-24

    Ostatnia wizyta: 2025-03-31

    Skąd: Posępny Czerep

    Tak to Lubsok napisał że mnie czepie i co za pierdoły; i człowiek wiedzioł że w miarę ok. A tak to nie wiadomo. 🤣 No nic, jadymy dalej.

    Tuż po porażce z Huanem...

    [KANON praktycznie. Niekoloryzowane :]

    Morgoth, z pianą na ustach: Wszyscy się z nas śmieją...DAŁEŚ SIĘ POKONAĆ JAKIEJŚ DZIEWUSZE I PSU!!!🤬

    Mairon: Przegrałem bo Lúthien kantowała mocniej ode mnie!

    Morgoth: Jakim cudem?

    Mairon: Zmieniłem się w wielkiego wilka. A wtedy ona zaświeciła mi w oczy swoją gołą dupą. Nieszczęście, gdyż ma ją bardzo piękną...

    Morgoth: COŚ TY POWIEDZIAŁ???!!💀

    Mairon:...ale Ty masz jeszcze piękniejszą.

    Morgoth: Święta racja. Grzeczny chłopiec.

    LINK
  • Na Wyspie Wilkołaków Sauronowi i Thuringwetil właśnie skończyły się wilkołaki.

    Princess Fantaghiro 2025-01-17 00:18:02

    Princess Fantaghiro

    avek

    Rejestracja: 2016-05-24

    Ostatnia wizyta: 2025-03-31

    Skąd: Posępny Czerep

    Na wyspie wilkołaków Sauronowi i Thuringwetil właśnie skończyły się wilkołaki. Wszystkie zostały zabite przez Huana z Valinoru...

    - Kwa i co teras, nie mamy więcej wilkołaków w zapasie. Co robimy?
    - Musimy improwizować. *puff* Sauron zakłada na siebie wilczą skórę. - Widzisz Thuri? MAMY WILKOŁAKA W DOMU. Nówka sztuka, prima sort. Jak malowany! Wersja LI-MI-TO-WA-NA.

    - Zdurniałeś? Ja pitolę, wilk z Temu! Przecież na kilometr walisz podróbką...Skapną się! Mówię Ci Sau, to yebnie. Tani z Ciebie fejker.

    - Więcej wiary Maleńka. Nie pokona mnie ten zawszony kundel Oromëgo. Zoba, jak mi się piekielnie futerko błyszczy...Macnij sobie proszę, pozwalam! Nawet trzasnąłem sobie znaczek jakości, ihihi.

    Thuringwetil paczy co jest na łapie nabazgrolone:
    MADE IN HELL.

    - Trzasnąć to ja Ci zara mogę, ale przez łeb. Tak że Ci skubany Eärendil w ślepiach zaświeci!
    Przecież pisze wyraźnie, brak licencji bożej. Stary Eru Ci tego nie autoryzuje, zobaczysz. Będzie srogi wpie*ol.
    - E tam, cicho. Czy ty zawsze musisz wszystko w czarnych barwach widzieć? Lecę wrzucić kawał pożywnego mięcha na kieł!
    - Różowo tego nie widzę, ale leć. Znaczy...yyy...biegnij z kopyta.
    ***
    Sauron pod postacią wilkołaka dostaje wpie*dol od Psa z Valinoru.

    - MÓWIŁAM? To był żenujący pokaz. I mogłeś chociaż kły wypucować!

    Sau wzdycha ciężko, poharatany.
    - A PODRÓBKA BYŁA NAPRAWDĘ KIEPSKA. Żeś dupa, a nie wilk.
    - Już nie zrzędź tyle, kobieto. Tylko wołaj mi Carcharotha. I PLASTERY MI PRZYNIEŚ JAKIEŚ. Dużą paczkę. Mam duże ałka.

    DI.ENT.

    LINK
  • Brimby, Anna - Tarka, Spaghetti; torturki psychiczne i Upiorna Poczta Walentynkowa

    Princess Fantaghiro 2025-02-10 11:39:56

    Princess Fantaghiro

    avek

    Rejestracja: 2016-05-24

    Ostatnia wizyta: 2025-03-31

    Skąd: Posępny Czerep

    Anna Tarka: Czy wiesz jak to jest być torturowanym Rękoma Boga?
    Brimby: Kiedy właśnie teraz mnie ty zjebie TORTURUJESZ!!!
    O nie, pomyślalem to na głos? Yyy, chciałem powiedzieć że nie wyobrażam sobie tego...
    Anna Tarka, mrucząc coś pod nosem o delikatnych, elfickich płatkach śniegu, zanim ryknął:
    - TY TO NAZYWASZ TORTURAMI, TE PIESZCZOTY?? CO TY WIESZ O TORTURACH, GÓWNIARZU???
    Mnie, gdy byłem w twoim wieku, a coś przeskrobałem/albo i nie, tak bez okazji: to Morgoth obdzierał ze skórki, kości, aż zostawał ze mnie normalnie kłębek nerwów.
    ROBIŁ ZE MNIE KURDE SPAGHETTI!!! CZUJESZ TO?!
    Brimby: Uhm.
    - Annatarka: No, to wracaj do roboty, bo nie mam czasu na te marudzenie twoje...
    Moje exy lecą tu z pianką na swoich słodkich usteczkach żeby mnie ten tego ukatrupić. Adar, Galadriela.
    Oj, ta twoja kuzynka...
    Cała ta wasza rodzinka, co ja gadam...Cały ten wasz elfi naród. Całe to cholerne Śródziemie. To nie jest miejsce dla NAPRAWDĘ starych ludzi. Cały czas gracie mi na nerwach.
    - Brimby: Kiedy ty nie jesteś ludz...
    Anna Tarka - CISZAAAAA! Głowa mnie boli od tej rozmowy. Idę sobie zrobić okład ze złota.
    - Ale to nie jest rozmowa, tylko monolog...
    - Na Morgusia, czy ty się kiedyś zamkniesz, bardzo cię proszę uprzejmie.
    Widzisz, nawet Ty mnie zaczynasz drażnić, Brimby. Jak długo można kleić cholerne metalowe opakowanie? Sztuk 9? Paluszki masz przecież piękne i zręczne...Najzręczniejsze! Kiedyś to szybciej szło wykuć. Co pokolenie to gorzej...Teraz na wszystko trzeba czekać. Wszystko schodzi na psy. Psuje się.
    A ja muszę cały ten burdel na kółkach trzymać w kupie. Masa jest roboty, masa.
    Muszę poprawić nasycenie kolorów fejkowej rzeczywistości w twoim umyś..,yy, w moim projekcie. Pierdolnąć z pioruna w most, bo będą mi tam przełazić, i dupę zatruwać.
    I wysłać do Galadrieli upiorny liścik miłosny przez pocztę "Upiory Kurhanów". Najlepsza firma kurierska na tym zadupiu, z ręką na sercu polecam.
    Co myślisz, ucieszy się?
    - Emmm...
    - Dobra, przypomniałeś mi że muszę też lecieć do tych chciwych krasnali po taczkę mithrilu. Chociaż Król Dureń III zaczyna robić problemy, typowe.
    Człowiek się łudził, a wiedzioł...
    No nic, kupa roboty...podwijam kiecę i lecę. No to pa! Orevułar.

    I pstryknął palcami...
    PYK! Nie ma dziada.

    Brimby otwiera okna:
    - RATUNKUUUUU!!! JA PRZYSIĘGAM ŻE NIE WYROBIĘ.

    ***

    LINK
  • Mój Ty Ar-Pharazônku, Królu Świata Złoty...

    Princess Fantaghiro 2025-03-10 16:43:54

    Princess Fantaghiro

    avek

    Rejestracja: 2016-05-24

    Ostatnia wizyta: 2025-03-31

    Skąd: Posępny Czerep

    -Tymczasem w Numenorze...toczy się "rozmowa" na zlotych kanapach.

    https://ibb.co/h12PYwQB

    - Mój ty Pfarazonku Złoty, mój ty Królu świata jedyny...Robaczku Świętojański, ależ masz fajną tą brodę, mogę pociągnąć? Żarcik taki.
    Nie chcemy zburzyć przecież jej doskonałej symetrii. Byłaby to niewybaczalna zbrodnia. Posłuchaj ty mnie tylko...Co byś Ty powiedział na taką zlewkę od rodzinki jak moja stosuje?
    - Po co pytasz, jak dobrze wiesz że moja żona nawet ze mną nie sypia?
    - A tak, tak,...zapomniałem. Nie sypia z Tobą, bo sypia ze mną.
    UUU, ALE MASZ MINĘ, TYLKO ŻARTOWAŁEM! Oczywiście sypia z tym irytującym Elendilem...Znaczy on był dosyć fajny z początku. Nawet go lubiłem. W końcu zabrał mnie i moją blond Damę z tej durnej tratwy na tym głupim morzu. I byłem mu za to naprawdę wdzięczny. Nawet mu z tej wdzięczności dupę uratowałem, jak mu jeden ork próbował łeb odrąbać to go oszczepem przebiłem.
    Lubię czasem sobie porzucać ostrymi przedmiotami w ruchome cele, kumasz? Taki sport. Tylko dzisiaj się zastanawiam czy aby nie zrobiłem głupoty, czy to nie był mój błąd? Wtedy myślałem że dobrze robię; Elendil wydawał się fajny gość...Jak na Numenoryjczyka oczywiście, hyhy. Był dla mnie spoko, no i nie chciałem żeby Królowej Miriel było smutno jakby zginął, bo ona bardzo go lubi. A ja ją bardzo lubię. W końcu legitymowała mnie na Króla Południowców. To było bardzo słodkie...Twoja żonka była słodka. Wszystkich tam wtedy lubiłem, nawet sobie z nimi winko wypiłem, tak jak teraz z tobą piję.
    Ale do brzegu.

    Wiesz co Pfarazonku...Piszę maile, listy polecone wysyłam; dzwonię do starego, ale on, Wielki Skubaniec, nigdy nie odpowiada. Dostaję zwrot do nadawcy od jakichś 63.000 lat. Coś mi się wydaje że czas spojrzeć prawdzie w oczy. Mój ojciec umarł. Bóg umarł, nie żyje. Długo byłem pewien że to niemożliwe, że Iluvatar jest wieczny, absolutny, wierzyłem w te wszystkie bzdury o omnipotentnym, wiecznym Bogu Nieskończonym; bla bla blah. Ale nie mogę przeczyć faktom. Jak nie ma tak długiego odzewu, to znaczy że Stary kopnął w kalendarz.
    Ty byś się nie odzywał do swojego niby ukochanego dzieciaka, swojego "Smrodka" tyle czasu? Jak ma na imię ten twój szczeniak? Nie, czekaj. Niech no sobie tylko sam przypomnę. Spamiętać te wszystkie cholerne imiona, swoje ledwo pamiętam; bo miałem ich od groma. Kemen? Dobrze kojarzę?
    Wyobrażasz sobie nie odzywać się do Kemena ileś lat? Dziesiątek? Setek? Tysięcy? Dziesiątek tysięcy?!
    Mnie Ojciec nazwał Admirable, i co? JAJCO!
    I mimo to ma na mnie tak wyjebane jak tylko można sobie wyobrazić...Albo zdechł. Na pewno.
    Pies go trącał.

    Mówi się trudno, żyje się dalej. Reszta mojej rodzinki chyba też zdechła, bo ani widu ani słychu. [Poza kuzynem Eonwë, który raz przebrał się za starszego pana i mi stanął na drodze...Myślał że jestem jakiś tępy i go nie poznam. Zmierzyłem ćwoka od góry do dołu, mówiąc mu wzrokiem jaki ma żenadny i słaby ten cosplay. Widać że nowy w te klocki, nubek. Każdy się zaraz skapnie że to blef. "Nie rób se wstydu. Nie ucz ojca dzieci robić, Eonwë". Oczywiście gadał do mnie szyfrem, to ja też do niego szyfrem. Nie będę z nim gadał normalnie. Przylazł do mnie po tak cholernie drugiej nieobecności i czego chce? Mam się z nim tulić, czy co? Pogrzało go fes. Ale dobra. Udałem że wierzę w tę jego ściemę, a on udawał że wierzy w moją. Wiesz jak jest, z nami boskimi istotami, czasem trzeba trochę pograć, jakąś szopkę odwalić.
    No i poszedłem z nim na tą rozpadającą się łajbę. Chociaż przez pół roku już miałem dosyć tego jego optymistycznego, naiwnego level 5000 pierdololo.
    "Możesz wybrać swoją drogę w każdej chwili. Zdecydować czy czynić dobrze czy źle. WYSTARCZY CHCIEĆ."
    Powiedział facet który siedział całe swoje życie u Iluvatarka za piecem. W Valinorze. Krainie wiecznej szczęśliwości. Bezpieczny jak niemowlę; wylegując się na leżaczku, sącząc drinkasy seksondybicz. Koleś od dziesiątek tysięcy wiosen żyje w swojej niebiańsko-rajskiej bańce; i będzie mi tu pitolił farmazony swoje. Połaził pół roczku po tym piekle zwanym Ardą, i już za eksperta chce robić!
    Jakby go największy skurwiel jaki powstał z myśli Ojca trzymał w garści tyle tysięcy lat co mnie to by mógł się cwaniaczek wypowiadać, "coby zrobił na moim miejscu".
    Nie dało się tego słuchać.
    TYLE brakowało, żebym mu z łokcia jebnął, na małym włosku to wisiało. Wisiało w powietrzu...Jeszcze moment; a bym mu przypieprzył, przysięgam Ci na wujka Morgusia.
    Mam jeszcze odrobinę cierpliwości, ale nie za wiele. Jakbyś był taki stary jak ja, siedział na ziemi taki szmat czasu; to też byś nie miał cierpliwości na to wszystko.

    Na szczęście woda mnie wyręczyła i zmiotła kuzynka Eonwë. Zaczęło mnie gryźć sumienie że go tak zostawiłem...W końcu starał się byc miły...Czujesz to? Bez sensu. Chyba musiałem uderzyć się w łeb jak nas karpik Manwëgo zaatakował. Nieważne...
    Zresztą, i tak nic mu nie będzie. Eonwë jest prawdziwie nieśmiertelny, jak ja. No i zawsze się słuchał reszty świętej rodzinki, nie to co ja, hihi. Posiedzi chwilę w sali Mandosa, i zaraz znów będzie hasał po łąkach Valinoru beztrosko popijając driny na leżaczku.
    Pies go trącał. Jak i całą świętą rodzinkę Valarów.

    Na szczęście, mam jeszcze kontakt z moim ulubionym wujkiem Morgusiem, jedynym sensownym Valarem jakiego znam. Tzn, zdarzało mu się być strasznym sku*wielem. Jak dawał klapsy to minę miałem nietegą; bo łapę ma wielkości dwóch bram do twojego miasta razem wzięte, rozumiesz mnie? Nie było wtedy przyjemnie, ale dawało się przeżyć.

    W każdym razie wujek Morgoth to jedyna z rodzinki osoba która nie ma na mnie totalne wyjebongo. [I na świat, przy okazji...] Który sie do mnie odzywa, i lubi sprawdzić jak się czuje i co u mnie. Jak przymierałem głodem to zsyłał mi robaczki do jedzenia, albo nawet co lepszy kawał mięska; żebym się zregenerował po pobycie w więzieniu o ekstra zaostrzonym rygorze. Rozumiesz nawet stołówki tam nie było. Okienka żadnego na świat. Zero null. To był zakład oczywiście również produkcji mojej zrypanej rodzinki Valarskiej. Nawet żarcia mi nie dawali. Przez 3000 lat. Czujesz to? Czy oni są normalni?! Walić ich.
    Za to wujek Melkor, jaki był taki był ale przynajmniej dba o mnie jak potrafi. Daje mi prawdziwą nieśmiertelność, kumasz? Taką że wiesz, nigdy nie umierasz; nawet jak cię zabiją to wracasz. Co prawda jest trochę roboty ze złożeniem się do kupy, ale lepsze to niż nic, prawda? Chcesz to dryndnę do niego i spytam czy Tobie też nie skołuje jakiejś zapasowej nieśmiertelności.
    Jesteś bardzo miły facet, Pharazonku. Powiedziałbym wręcz że boski. Miło mnje ugościłeś i wg mnie zasługujesz na życie wieczne. Kto jak nie Ty, że wszystkich ludzi?
    - Ale...Elfy z Zachodu mówią że nieśmiertelność jest tylko dla nich, majarów i valarów.
    - "Pff, ELFY Z ZACHODU MÓWIĄ..." Kto, które elfy? Wiesz jak to z nimi jest. Przemądrzałe to to takie...A prawda jest taka że w większości Elfy z Zachodu w dupie były i gówno widziały. Ja Ci mówię z własnego doświadczenia, z ręką na sercu jak jest. Spałem w jednym wyrku z Melkorem tak jak z Tobą. Wszystko o nim wiem, ile on może. Widziałem gdy czynił cuda, o jakich Ci się nie śniło.
    A Ty się ze mną dzielisz wszystkim co masz. Włącznie z Twoja żonką...A nie, ją wziąłem sobie sam...Ha, żartuję! Zawsze dajesz się na to nabrać. Bardzo ładnie z twojej strony. Hojny jesteś, porządny z Ciebie jest chłop. Nie wiem co tak na Ciebie narzekają ludziska. Należy Ci się też prezent jakiś. Ja też lubię je rozdawać, to bywa całkiem miłe. Dawać i dostawać... Nieśmiertelność będzie w sam raz odpowiednim darem dla Ciebie. Zasłużyłeś.
    Czekaj no. Zaraz do wujka Melkora zadzwonię, co się będziemy szczypać po próżnicy. Dawaj tego głupiego Palantira, pomacham nim trochę w tę i we wtę. Spróbuję złapać zasięg, bo czasami jest z nim spory problem...Czemu tu nic nie działa jak należy na tej Ardzie przeklętej...
    Bezczasowa Pustka leży dosyć daleko; w zasadzie poza obrębem świata, haha. No nie ma letko.
    - Sau...
    - Słucham?
    - Chciałem powiedzieć Czcigodny Czarnoksiężniku Zigurze...a nie jesteś czasem zbyt mocno zawiany?
    - Nie, wcale...Mój Ty Pharazonku, Królu Złoty. Co tam te dwa galony krwi niewiernych? Albo dobra...Daj mi coś na popitę, bo w sumie mnie mdli. Chyba będę rzygał.
    Jak ja nienawidzę tego ziemskiego klimatu. Wszystko ciężkie w pizdu. Nie idzie wręcz oddychać czasami. Dobrze że z zasady nie muszę.
    Lubię te nasze rozmowy wiesz Ar-Pharazônku? Bywają dość inspirujące.
    - Jakie rozmowy, Czarnoksiężniku? przecież nie dałeś mi dojść do słowa.
    - Wybacz mi. Po prostu domyślam sie co powiesz zanim otworzysz usta; i nigdy nie chybiam. Co Ty możesz wnieść do rozmowy nowego jak ja wiem o Tobie absolutnie wszystko? Włącznie z rozmiarem skarpetek, bokserek i stanem skarbca?
    - Co racja to racja.
    - Wypijmy za to jeszcze jednego kielicha czerwonego. Może w tym czasie Wujek M się odezwie. Na zdrówko!

    LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..