Fajnie, że ta zima jest, bo moja córa ma lat 7.5 i to jest wiek w którym się jest chłonnym nowych wrażeń i powstają takie fajne "rozmyte" poetyckie wspomnienia, więc na pewno będzie taką "prawdziwą zimę" pamiętała. Mieszkamy w Rzeszowie i tutaj faktycznie trochę tego śniegu spadło, od środy kiedy zaczęła się ta obecna fala, to już 4 doba jak pada i z tego co widzę na prognozie old.meteo.pl to ma padać jeszcze dobę, plus jakaś mała "dosypka" we wtorek.
Ja osobiście jakoś za zimą nie przepadam, ale mi to najbardziej przeszkadzała jak trzeba było codziennie do "tyry" jeździć, jednakowoż teraz siedzę w domu, i ta zima mi nic a nic nie przeszkadza, mimo że ciągle jestem dużo w ruchu bo logistyczne konieczności ciągle istnieją.
Nawet tak sobie myślę, że póki nie jestem jeszcze kompletnie zgrzybiały, to chyba spróbuję jakichś sportów zimowych (i nie chodzi tu o usypywanie "ścieżek" z jakiejś białej substancji, HE HE), bo wierzcie albo nie ale w życiu na żadnych dechach, ani dwóch ani jednej, ani łyżwach, nie jeździłem. Na sankach w latach 80-tych, za "gówniarza", bo wiadomo, śniegi były, sanki były. Narty i narciarze potwornie mnie od zawsze wnerwiali, bo wszyscy których miałem okazję spotkać zachowywali się, jakby jeżdżenie na nartach było jakimś wyróżnikiem pomiędzy ELYTĄ a chamem - "a, to nie jeździsz na nartach..." no i się na tym rozmowa kończyła xD Miałem ogromną ochotę pojeździć na snowboardzie w czasach kiedy bym pewnie to najlepiej fizycznie opanował - pod koniec lat 90-tych - ale ceny sprzętu i całej górskiej logistyki były dla mnie tak kosmiczne, że równie dobrze mógłbym planować Misję na Marsa. Takie były realia życia w tym cudownym kraju, że normalnie pracującego gościa nie stać było w roku 1998 na kupno dechy i wyjazd na parę dni w góry. A w "POLITYCE" czytałem artykuły o Polakach masowo wyjeżdżających na narty do Val di Fiemme i innych słynnych miejscowości i zastatnawiałem się, czy ja na pewno żyję w tej samej rzeczywistości kwantowej, co piszący ten artykuł? Do dziś nie wiem. Potem wyemigrowałem z PL i kilka lat mieszkałem na 28 równoleżniku szerokości północnej i problem zszedł na dalszy plan.
Wracając do tematu stricte zimowego: faktycznie mamy kilka dni zimy. Przy okazji pierwszego ataku zimy gdzieś około drugiej połowy listopada 2025 odpowiadałem AJotowi, że na razie w prognozach długodystansowych NOAA zima zapowiada się na lekko powyżej średniej w naszych europejskich okolicach, i nieco zimniej w Ameryce. Wygląda na to, że faktycznie model się rozjechał z rzeczywistością, ale te długozasięgowe prognozy operują na wartościach uśrednionych i prawdopodobieństwach, więc może nie jest aż tak rozjechana prognoza z z tym co obserwujemy.
Ja też osobiście bym wolał, żeby nie było cholernego ocieplenia, no ale wszystko wskazuje na to, że jest. Nawet jakby cały ten proces wyhamował, to nie wyhamuje z roku na rok, bo to są rzeczy które mają ogromną bezwładność i długo lecą po swojej trajektorii, to tak jakbyś wystrzelił zabawkową rakietę fajerwerkową, nawet jak się silniczek rakiecie wyłączy to jeszcze chwilę będzie do góry leciała.
Czy aktywność słońca ma wpływ na klimat, ciężko powiedzieć, są głosy że tak, może i decydujący, ale tak naprawdę sprawa nie jest do końca zrozumiana. A wpływ składu atmosfery na bilans energetyczny planety jest. Czy słońce miało swój peak? Wszystkie prognozy przed 2025 mówiły że peak za nami, i że będzie spokój, tylko JEDEN model przewidywał totalną sraczkę Słoneczną, no i ci goście mieli rację, wiadomo co było jesienią 2025. Co będzie dalej, nie wiem, nie monitoruję tych spraw. AJot mówi, że będzie coraz zimniej. Ja się raczej z tym nie zgadzam, ale prawdę mówiąc to za mało z tego wszystkiego rozumiem. Jakby zmiana klimatyczna miała postępować tak jak w czarnych prognozach, to ech, lepiej o tym nie myśleć. Może faktycznie lepiej, żeby było coraz zimniej. No to siup na rozgrzewkę po "maluchu"!