Z góry mówię, że przed filmem i napisaniem tego jedyne, co czytałem o nim to "chłop chciał by babka go pokochała, spełniła się, wszyscy mają przewalone, fajne". Więc zapewne część spostrzeżeń będzie się powtarzała wobec tego, co zostało już powiedziane, ale przynajmniej piszę z czystą głową. Prawdopodobnie o czymś zapomniałem, najwyżej dopiszę, albo czegoś nie wyłapałem, bo wszystkiego od razu się naprawdę nie da.
Ile tu jest warstw narracyjnych, to po jednym tylko obejrzeniu nie zliczę i nie wyłapię wszystkiego. Niesamowicie złożona, świadomie zbudowana historia. Myślę, że są tu co najmniej trzy pełnoprawne płaszczyzny.
Na pierwszym planie to, co - podejrzewam - przewija się najczęściej, bo jest najbardziej widoczne, najprostsze i najbardziej oczywiste. "Be careful what you wish for". Klasyczny motyw, interpretowany, reinterpretowany, przez tysiące lat ludzkiej kultury (np. dżinny), potem przez popkulturę na setki sposobów, tak jest i tutaj.
Drugi plan, toksyczne relacje, współzależność, przemoc emocjonalna. Piekło to ludzie - Pomoc Domowa (książka), Zaginiona Dziewczyna (książka i film, choć w książce wszyscy są jeszcze bardziej powaleni), te wzbudzają we mnie niepokój, a nie duperele o diabłach, które z resztą i tak lubię.
Przez pierwsze pół godziny pomyślałem, że choć lubię te paranormalne lore, to jednak - właśnie - najcześciej horrory oglądam dla lore, bo bać się rzadko kiedy na nich da, a wprowadzenie tego patyczka trochę rozmywa sens.
Ale szybko przestałem wątpić - wątek paranormalny pozwolił przesunąć środek ciężkości od jednej osoby, w praktyce usunął on Beara jako jedyną ofiarę, a zrobił ją z Nikki, Sarah, zasadniczo wszystkich. Wszyscy są tu ofiarami, dzięki zastosowaniu tego prostego manewru narracyjnego.
Owszem, Bear naruszył wolną wolę (o tym więcej w akapicie o trzecim planie), ale on jedynie był zdesperowany dla zakochania. Nie wierzył, że to zadziała, choć chciał uwierzyć. Nikki nie miała nic do gadania (choć sama to umożliwiła - znów patrz trzeci plan), Ian oberwał rykoszetem przez własną zarozumiałość i zazdrość, Sarah świadomie mąciła w relacjach. Każdy ma "coś" za uszami, różnego kalibru, ale jednocześnie staje się ofiarą.
Zwróćcie uwagę jak Bear jest przerażony na samo wspomnienie, że mógłby zostać oskarżony o wykorzystywanie sytuacji Nikki - najpierw, gdy go całuje, potem, gdy przychodzi, i jak się wścieka, gdy Ian to w ogóle sugeruje.
Nie będę ferował wyroków, bo film świadomie unika stworzenia jednej ofiary. Toksyczne związki, oparte na współzależności (chyba nawet padło słowo codependency z ust Iana), nie istniałyby, gdyby ludzie potrafili z nich wyjść - i o tym mówi ta historia. Czasem się nie da tak łatwo.
Trzeci plan - dość mocna opowieść o opętaniu, w bardzo klasycznym ujęciu. Standardowo przyjmuje się kilka etapów: kuszenie - dręczenie - obsesja - opętanie. Nikki przechodziła przez wszystkie te etapy. Na ekranie jest jednoznacznie pokazane, że ona jest tam gdzieś uwięziona, podczas rozmowy telefonicznej, podczas rozmowy w łóżku (choć "zabij mnie" mogło pochodzić od demona - dodatkowy smaczek).
I teraz - czy można kogoś opętać, rzucić klątwę? Większość historii o opętaniach raczej to wyklucza, diabeł nie może posiąść nie będąc zaproszonym - echem tego jest popularny przesąd w popkulturze, że wampira trzeba zaprosić by mógł wejść do domu (bowiem wampiry przejęły w pewnym momencie rolę demonów jako bardziej efektowne, bardziej sekularne stworzenia). Film całkowicie pomija jakiekolwiek odniesienia do religii, ba, całkowicie pomija wizualną estetykę okultyzmu, nawet ten magiczny sklep przypomina raczej spożywczaka, z totalnie zblazowaną babeczką, która może tam pracować, ale nie musi i nieszczególnie ją to obchodzi. Jest całkowicie oderwana od historii bohatera, nie namawia go do niczego, to on podejmuje decyzję o zakupie.
Zatem - zło potrzebuje punktu wejścia, dokonanego poprzez decyzję wolnej woli ofiary. Zazwyczaj to wywoływanie duchów, seanse, tabliczki ouija - a tutaj? Kamień. Zwykły kamień, wiara w przesąd i jego moc, to tygrysie oko, które podarowała mu, a które miała od matki. Nie jest to istotne dla fabuły, ale kotwica dla takiej właśnie warstwy interpretacyjnej, jeśli ktoś wie, na co patrzeć.
Odarcie z mistycyzmu, sprawienie że zło - te paranormalne - może wyglądać zupełnie niewinne, przyziemnie, działa na mnie sto razy mocniej niż kozy, pentagramy i inne takie duperele, którymi szpikuje się podobne opowiastki.
No i mamy też final girl - Nikki przeżyła wszystkich, nawet demona. To horror, więc nie musi być happy endu, rzadko z resztą jest. Ale jeśli już bym musiał znaleźć, kto jest "prawdziwą" ofiarą - to byłaby to Nikki, bo najmniej jej działań doprowadziło do tego, jak skończyła. To ona jest tu pozbawiona decyzyjności, otwierając wrota jedynie wiarą w moc kamieni, co zrozumiałe jest dopiero na trzecim planie interpretacyjnym i na poziomie horroru przeraża mnie bardziej niż wpierdziel od diabła za jego wywołanie w piwnicy z nekronomikonu. Nie jestem tylko pewny, jak się w to wpisuje dorozumiane przełamanie patyczka przez Nikki, by Bear ją pokochał - czy demon ma możliwość korzystania z takich zaklęć? Oczywiście, nie jest powiedziane, że to był jakiś demon, film to pomija, ale ten wrzask w telefonie (ciary!) istotnie to sugeruje. Wewnętrznie zachowuje to jednak spójność.
Podejrzewam - tu strzelam - że wielu uzna Nikki za pastisz borderki. Inni uznają pewnie Beara za nice guya, który "tylko się zaopiekował" kobietą w potrzebie, bezwzględnie z tego korzystając. Uważam, że wszystkie te spostrzeżenia są do pewnego stopnia prawidłowe, a film nie daje się zinterpretować w jeden tylko sposób, pozostawiając miejsce na odnalezienie w nim - jak wyżej - wielu smaczków i motywów. Nie jest jednostronny, jest skomplikowany, reżyser nie daje jednego możliwego wyjaśnienia. Jest tak skonstruowany, by wiele osób mogło w nim odnaleźć coś dla siebie, ale nie uważam, by uderzał w kogoś bardziej ani miał jakikolwiek wydźwięk, co z resztą stanowi o jego sile. Pokazuje po prostu ludzką tragedię, na którą złożyły się niewinne działania kilku osób.
W skrócie: film ten jest bardzo świadomie zbudowany, wielowątkowy, prowadzi dialog z wieloma tropami, odwijanie kolejnych warstw sprawia mi niesamowitą frajdę, wszystko trzyma się kupy, bardzo intensywny, dynamiczny, o dobrym rytmie i fenomenalny aktorsko.