Naprawdę udana kontynuacja, może nawet lepsza, niż 1. sezon.
Gdy zna się już mangę, na podstawie której powstała adaptacja serialowa, ogląda się to wszystko zupełnie inaczej - a w świat One Piece wkroczyłem właśnie dzięki Netflixowi, przedtem prawie nic o nim nie wiedziałem; potem dopiero zacząłem zapoznawać się z anime i wreszcie czytać mangę, w której jestem obecnie na 64. tomie.
Barwność świata i postacie, które go zamieszkują, po raz kolejny udało się wspaniale odtworzyć. Owszem, są pewne zmiany w historii, ale generalnie serial jest wierny mandze. Są pewne głupotki i szaleństwa, których twórcy nie zamierzają unikać, ale mnie w to graj.
Świetnie wyszedł wątek Choppera, a on sam wygląda wspaniale. W ogóle CGI w większości scen naprawdę daje radę. Nie jestem generalnie fanem zmiany kolorów skóry postaci, względem materiałów źródłowych, ale aktorka grająca Vivi wypadła naprawdę dobrze, niemal jakbym widział Vivi z mangi. Lera Abova, jako Nico Robin, to przykład idealnego castingu.
W ogóle, charakteryzacja, kostiumy, fryzury (Hiluluk i Mr. 3!), te wszystkie dziwactwa pokroju Unluckies...zanim ujrzałem ich w zwiastunie, byłem pewien, że ich akurat wytną, ale nie! Szkoda aż, że zabrakło Carue, ale na niego pewnie już zabrakło pieniędzy przeznaczonych na budżet, no ale został wspomniany i spodziewam się go w 3. sezonie.
Muzyka też wpada w ucho, motyw olbrzymów z Elbafu słuchałem już kilkukrotnie, podobnie jak temat Choppera.
Kto ma tolerancję dla szaleństw z anime i mang, niech się nie waha, warto.