Jak ktoś narzekał, że w kinach zimą 2018 nie ma filmu Star Wars, to spieszę powiedzieć, że się mylił - jest! Tylko nazywa się dla niepoznaki "Mortal Engines"i toczy się nie dawno temu ale w odległej przyszłości, nie w galaktyce ale na ziemi - a poza tym cała reszta się zgadza.Coś dużego "połyka" coś mniejszego, jest "gwiazda śmierci", Tarkin, Krennic a nawet Vader. Prawie. I na dodatek wszystkie epizody w jednym, i prawie prawie dostaliśmy początek spoilera wiadomą scenę z TESB koniec spoilera.
Oczywiście wtórne i przewidywalne, ale miła, fajna przygodówka do oglądnięcia, parę fajnych aluzji do naszych czasów (nasza epoka w muzeum to "Screen Age"), dobrze poprowadzony wątek romantyczny po którym nie bolą zęby, satysfakcjonujące zakończenie. Nie oczekiwałem dzieła wybitnego i ten film zdecydowanie wybitny nie jest - natomiast ładnie jest wykreowany i pokazany świat, "jeżdżące" miasta, wodne czy latające - - świat "zachodu", świat "wschodu", między nimi handlarze niewolników, najemnicy i scum wszelaki.
Krytykom się ogólnie film nie podobał, ale chrzanić ich. Ja się dobrze bawiłem i polecam.
) oraz puszczaniem oka do widza, gdzie symbolem popkultury naszej epoki są minionki a nie mysza (ale to Uniwersal, więc taka drobna złośliwość). I jeszcze wizualizacją tego że takich dużych miast jest więcej (Paryż. Berlin, Warszawa?) i czy one ze sobą współpracują czy też ze sobą walczą? - książki jeszcze nie znam, ale wraz z biletem dostałem koda na e-boka
że Ci zepsułem trochę seans i przyspoilerowalem. Ale, chyba spin-offy Star Wars od Disneya Ci się podobały? Tak na marginesie.