Kino sensacyjne od lat przeżywa kryzys, polegający przede wszystkim nie na braku pozycji, ale zagubieniu formuły. Po części wynika to zapewne z podobnego kryzysu w książkach sensacyjnych, gdzież współczesnym pisarzom do Roberta Ludluma (tu ciekawe jakim cudem po śmierci wciąż wydaje nowe powieści, to chyba koronny dowód, na życie po śmierci). No może jeszcze Tom Clancy jakoś trzyma poziom, ale wygląda na to, że najwyższe loty ma już za sobą. W książkach brakuje przede wszystkim suspensu i jest za dużo akcji. No sprawą wtórną jest język i wiarygodność. Tu chyba najlepiej widać wszystko na przykładzie książki "Dziedzictwo Bourne`a" Erica Van Lustbadera, spin-offu do klasycznej już Ludlumowskiej trylogii. Czegoś tam brakuje i mimo wszystko chyba nie jest to akcja. Podobnie jest z nowymi filmowymi Bourne`ami, są świetnie zrobione technicznie, ale to bynajmniej nie wszystko. Co z tego, że akcji jest tam w bród, skoro właściwie jest sobie a muzom. Najlepiej było to widać w Krucjacie, gdy zginęła Marie. Dla mnie jako dla widza, wcale nie było to ciężkie, straszne i wstrząsające, a jedynie wnerwiające, że zmienili oryginał, który pamiętałem i tak jak przez mgłę. Filmy stały się niestety również przeładowane akcją, wybuchami, efektami, coraz bardziej przypominały gry komputerowe, a napięcie, nawet jak się udało zbudować, szybko znikało.

Z drugiej strony od lat próbowano stworzyć w kinie coś takiego jak thiller informatyczny (tu wspomnę choćby "System" z Sandrą Bullock), niestety z miernym skutkiem. Tu w końcu udało się coś ruszyć i to chyba całkiem nieźle.

Jeszcze jedną z moich obaw wobec tego filmu, był z pewnością sam Harrison Ford, zwłaszcza pamiętając i jego występ i sam film "Wydział zabójstw, Hollywood".

Dla mnie dość intrygującym pomysłem był sam tytuł "Firewall" (zapora ogniowa), ale tak, wyszło, że właściwie wątek ten pominięto praktycznie milczeniem. Rzecz jest dość prosta, w filmie chodzi o skok na bank, tyle, że skok elektroniczny, ot by przelać kasę z kilku kont, tyle, że trzeba to zrobić w samym banku w centrach komputerowych a nie na zewnątrz. I tu dopiero trzeba dopowiedzieć, że bank jest chronimy tak dobrym firewallem, że nie można go sforsować. W chwili gdy pojawiły się informacje o algorytmach do łamania szyfrowania 128 bitowego, jeszcze parę miesięcy temu uznanego za prawie niemożliwe do złamania przez komputery obecne i kilku następnych generacji, brzmi to jak kompletna mrzonka. Bo prawie niemożliwe, a niemożliwe to jest różnica, tym bardziej, że do wewnętrznej sieci banku udaje się złodziejom przeniknąć. Zatem miałby to być jakiś wewnętrzny firewall? Cóż, tego już się trzeba niestety domyślić. Oczywiście, nawet jako informatyk z wykształcenia, nie mam obowiązku znać się na szczegółach zabezpieczeń, ale póki nie jestem w wieku Forda to raczej jakąś ogólną orientację na ten temat będę miał. Tyle, że już odbiorca bez tego wykształcenia może być znudzony tymi szczegółami, a jednocześnie nie zrozumieć pewnych subtelności. W tym tytułu. A tak na marginesie, to oczywiście stworzenie wewnętrznego firewalla do kluczowych danych ma sens, ale najczęściej robi się to jeszcze inaczej, na poziomie zabezpieczeń i uprawnień, a nie samych firewalli. Problem tkwi w tym, że taki firewall utrudniałby niesamowicie prace banku, a jeśli by go nie było, to sam sens filmu staje pod znakiem zapytania. I to jest właśnie najdziwniejsza rzecz, bo pewien błąd logiczny, tak naprawdę jest kluczem do scenariusza i tytułu, a najlepsze jest to, że niejako wylądował poza filmem.

Ale poza tymi technicznymi (rozumianych jako informatyczne) aspektami, sam film jest z pewnością dobrze zrealizowany (technicznie, czyli dopracowany i poprawny), choć na pewno nie oszałamiający. Do fabuły, postaci można się z pewnością przyczepić, i słusznie, zawsze mogło być lepiej.

Harrison Ford miał tu chyba najlepszy swój występ od czasu "Ściganego", innego filmu sensacyjnego, który trzymał poziom. Tyle, że z wiekiem coraz bardziej widać aktorskie ograniczenia Hana Solo czy Indiany Jonesa. Zwłaszcza gdy jest zdeterminowany, zły i tak dalej, gdzieś już to widzieliśmy. Nie piszę, że to jest złe, ale w jego przypadku trochę oklepane. Ford z pewnością świetnie sprawdził się jako podstarzały MacGyver. Jest genialna scena, w której Jack Stanfield buduje przemyślne urządzenie, używając tego, co akurat w domu miał pod ręką (i-poda, faksu itp.).

Pewnie dlatego największą uwagę skupia na sobie Paul Bettany, który dotychczas najlepiej kojarzył mi się z dobrotliwym doktorem i fascynatem zoologii z "Pana i Władcy na krańcu świata". Tu jest on znakomity, niesamowity i przesiąknięty złem do szpiku kości. To geniusz i szaleniec zarazem, realizujący swój misterny plan, nie licząc się z ludźmi czy kosztami. Rzadko w filmach czy powieściach sensacyjnych udaje się stworzyć tak dobry i wyraźny czarnych charakter eksponując go tak bardzo. Może sęk tkwi w tym, że jego postać do końca zostaje tajemnicza, a aktor umiejętnie operuje uczuciami. Z jednej strony jest naturalny, niepozorny z drugiej zimny i wyrachowany, a gdy trzeba to puszczają mu nerwy.

Zdziwił mnie natomiast sam pomysł by psu chip do GPSu zostawić w obroży, a nie jak to przynajmniej w Europie (także i w Polsce) bywa wszczepić pod skórę.

Można na koniec zastanowić się czy film jest dobry. Dzieło Richarda Loncraina to film sensacyjny, w dość klasycznym tego słowa znaczeniu, więc mamy tu trochę strzelania, trochę tłuczenia po mordach, jakieś trupy, krew, dobre zakończenie (znaczy happy end), które w umiejętny sposób omija sprawę jak to wszystko wytłumaczyć policji, suspens. Te rzeczy nieważne jak połączone sukcesu nigdy nie zagwarantują, bo albo trudno będzie się na nich skupić, albo będzie ich za mało. Tu dostaliśmy mieszankę prawie idealną, i choć momentami film się dłuży, robi się przewidywalny, to oglądając go w kinie odczuwa się pewne napięcie. A to w przypadku takich produkcji jest najważniejsze. Wątpię by oglądając go drugi raz, można było czuć to samo, chyba, że się już w ogóle o tym filmie zapomni. Jako sensacyjna rozrywka na niedzielne popołudnie, film ten spełnił moje oczekiwania, a to chyba najważniejsze, z tym, że należy dodać, że po poziomie obecnych filmów sensacyjnych raczej nie spodziewałem się zbyt wiele.