TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Wioska Gungan w Lesie Ewoków

Alko Story: Pogawędki przy koreliańskim ]l[ - Epizod VIII:No One Lives Forever

Jackson 2003-06-08 13:14:00

Jackson

avek

Rejestracja: 2002-06-07

Ostatnia wizyta: 2026-05-27

Skąd: Wioska Gungan

Kolejny epizod Alko Story. Tym razem główną atrakcją jest epizodyczna rólka dla Phila [oj, chyba nie pojadę jednak na Śląsk w sierpniu :o)].
Okładka za parę minut.


==============================================
Dzienniki mistrza And`Arala.
Poszukiwanie osób, które mogły by mi pomóc w odbiciu mego Mistrza z rąk elfów zapędziły mnie w głąb Fangornu, gdzie spotkałem Indianę Jonesa i Mistrza Yodę. Staraliśmy się o pomoc w Orthanku, niestety ten opustoszał, gdyż wszyscy udali się na dni otwarte w salonie Peugota. Pozostało mi tylko odnalezienie tego salonu.
Niestety wędrówka nie była łatwa. Czaiło się na nas wiele niebezpieczeństw- od całkiem błahych jak chochliki w dresach adidasa, po całkowicie niebezpieczne jak brak alkoholu...

*

And`Aral siedział pod drzewem. Wokół było już prawie ciemno, tylko ognisko oświetlało obóz. Jedi trzymał w rękach strzykawkę, między kolanami umieścił słoik, natomiast przed nim leżało pudełko czekoladek nadziewanych rumem. Mistrz zawzięcie wybierał zawartość czekoladek i napełniał nią słoik, gdy nagle usłyszał wołanie Jonesa, który wrócił z patrolu wokół obozowiska:
- Znaleźliśmy.
- Wreszcie... A już myślałem, że do końca będziemy musieli się żywić rumem z czekoladek... Swoją drogą mam już pół słoika... - oznajmił Jedi nie odrywając się od wykonywanej czynności.
- No to prędko dawaj te szklanki, co je na cmentarzu znaleźliśmy, zanim Yoda wróci - ponaglał Jones. And`Aral napełnił szklanki aż po brzegi.
- No to zdrówko - mruknął mimochodem And`Aral i przechylił szklankę.
- A pfuj!!! - obaj wypluli napój.
- Co to za świństwo? - zapytał Jones...
- Cholera!!! - wrzasnął And`Aral. - To nie ma nawet 10 procent! - wtedy przytoczył się Yoda.
- Znaleźliśmy bar.
- Wiem - oznajmił And`Aral. - Jones już powiedział.
- No to co? - Indiana wstał starając ukryć przed Yodą szklanki z rumem. - Idziemy nie?

*

Bohaterowie byli mniej więcej w połowie drogi gdy Yoda spojrzał w dal i rzekł:
- Hogwart...
- Siedziba tego całego Pottera? - zapytał Jones.
- Tak... - bohaterowie bez słowa zmienili trasę. Teraz musieli dostać się do tego Hogwartu by nakazać Potterowi odmienienie na powrót Yody. Ponieważ wśród okolicznych wieśniaków Potter budził grozę przy drzwiach nie było wcale straży. Otworzyli wrota i weszli w miejsce pełne magii... Magii... Prawda? Yodzie opadłaby szczęka gdyby ją miał. Wokół na murach widniało graffiti, w oddali słychać było wycie hip-hopu, bez trudu można było odnaleźć na podłodze ślady ciał odrysowane kredą.
- O k[beep]a! - powiedział Jones. - dobrze, że moja uczelnia tak nie wygląda. Drużyna bez słowa poszła dalej. Dowiedzieli się od jednego uczniów, że odkąd Potter został kilka lat temu dyrektorem zmienił szkołę nie do poznania. Sal nauczania nie zostało wiele. Nowy dyrektor kazał przebudować trzy czwarte budynku i tak poza apartamentami, w których rezydował Potter i jego siepacze bez trudu można było odnaleźć w Hogwarcie solarium, basen, pole golfowe (tam gdzie kiedyś było boisko Quiditha), miejsce spotkań satanistów, bar ze striptizem, agencje towarzyską i masarnię. Nauczycieli w Hogwarcie pozostało niewielu. Większość zatrudniła się w nowopowstałych instytucjach, uczniów zaś zostawiono samym sobie. Weszli na piętro, na którym rezydował Potter. Ignorując dźwięki wychodzące z pomieszczeń agencji towarzyskiej zapukali do drzwi Pottera.
- Spie[beep]lać! Zajęty jestem! - dostali w odpowiedzi.
- Chyba trzeba będzie po chamsku - zauważył Jones.
- Znaczy jak? - And`Aral nie bardzo zrozumiał.
- Jesteś Jedi, nie? To mieczem drzwi sforsuj.
- Mieczem...?! - prychnął And`Aral. - Miecz to ja przepiłem jeszcze zanim nas Imperator zwerbował.
- No to ty Yoda - Indiana kiwnął głową w stronę Głazu. - Przetocz się przez drzwi!
Yoda posłusznie wykonał polecenie. Po chwili przejście stało otworem. Prędko wparowali do środka. Oczom ich ukazał się Potter siędzący przed wielkim drewnianym stołem. Po jego prawicy stała istota jeszcze straszniejsza od Iwana.
- Hagrid! - rzekł Potter. - Zabij panów - ochroniarz Pottera bez słowa pewnym, wolnym krokiem zaczął się zbliżać do intruzów.
- Mocą go! - zawył Jones.
- Jak? - zdziwił się And`Aral. - Na trzeźwo? - Wtem Hagrid stanął w miejscu jak zamrożony... Nie było wiadomo co się stało.
- Nie jest wiadome co się stało - zakomunikował Indiana.
- No nie jest... Potter? Ty wiesz? - And`Aral spojżał na dyrektora. Ten tylko pogładził swoją sięgającą piersi czarną brodę i potężnym głosem powiedział:
- Witaj Hermiono. I odejdź to nie jest sprawa, która cię dotyczy - And`Aral spojżał na kobiete przed 30-tką. A potem na Jonesa.
- Kim są ci ludzie? - zapytała.
- Panowie w interesach. Odejdź!
- Tak jak tamci Bułgarzy wczoraj, i Ukraińcy przedwczoraj?
- Ja rządzę w tym domu! - krzyknął. - Ty jesteś od prac domowych i dzieci.
- A mogłam wyjść za Malfoya! - warknęła i wyszła z płaczem.
- To byś mieszkała w przyczepie kempingowej, jak on teraz - Potter powiedział to w chwili gdy trzasnęła drzwiami. Korzystając z okazji Jedi sięgnął po butelkę elfickiego bimbru, która stała na stole i wychylił ją duszkiem.
- No to teraz trzeba się zająć wami - Harry odmroził Hagrida i wyciągnął różczkę. W tej samej chwili And`Aral wyciągnął przed siebie dłoń i odebrał Mocą Potterowi jego broń. Hagrid rzucił się do ataku. And`Aral skierował w jego stronę rękę i wystrzelił błyskawicę Mocy, która stopniowo wysysała z niego promile. Po chwili Hagrid był już na skraju trzeźwości.
- Starczy! - krzyknął Potter. - Czego chcecie?
- To jest nasz przyjaciel Yoda - Jedi wskazał na kulę. - Poznajesz go? - czarodziej spojrzał z nienawiścią na głaz.
- Poznaję. Chcecie bym przywrócił mu poprzednią postać?
- Dokładnie.
- To nie będzie proste Mistrzu Jedi. To było skomplikowane zaklęcie... Ma kilkanaście blokad i zabezpieczeń.
- Jak to?
- Większość potrzebnych materiałów mam na miejscu, jednak potrzebny mi będzie jeszcze piesek Hagrida- Puszek.
- A gdzie on jest?
- W zaświatach. Zastrzeliłem go jak szczekał po nocy.
- To jak go ci dostarczymy?
- Musicie się dostać do Hadesu i go przeszmuglować w drugą stronę - na twarzy Pottera pojawił się wredny uśmiech. - Inaczej wasz przyjaciel już na zawsze pozostanie głazem. Nie macie wyboru.

*

Wyposażeni w niezbędne informacje Jones i And`Aral udali się do Hadesu.
- To ta jaskinia Jones? - Indiana spojrzał na ekran notebooka.
- Na to wygląda - obaj weszli w mroki pieczary by odnaleźć wejście do Hadesu. No i znaleźli je.
- Inaczej to sobie wyobrazłem - mruknął cicho Jones spoglądając na monitor, na którym widniały pola "loginname" i "password".
- Masz tutaj założone konto? - zapytał And`Aral.
- Nie.
- Może da się założyć - wskazał na opcję "free e-mail".
- Ale to chyba nie dla żywych... - nieśmiało zaprotestował Jones.
- A co tam... Równouprawnienia chcemy! - Jedi dobrał się do klawiatury i założył sobie konto z mailem "and.aral@tanatos.com.hd", a po zalogowaniu się brama w zaświaty stała otworem. Jednak to nie był koniec przeszkód. Oczom ich ukazała się rzeka Styks.
- I co teraz? - zapytał Jones. - Wracamy, czy wpław? - And`Aral wskazał tylko palcem łódź przed nimi. Podeszli tam. W łodzi stała samotnie tajemnicza postać odziana na czarno. Postać wyciągnęła w stronę gości dłoń.
- A na chleb czy na wino? - zapytał błyskawicznie Jones. - Na wino to może dam - Postać nie odpowiedziała tylko zacisnęła i zwolnił palce dłoni.
- No pytam? Na co? - postać nadal nie odpowiedziała, tylko kilkukrotnie zacisnęła palce.
- Chyba się z nim nie dogadamy Jones. Chodź poszukamy konkurencji - Wtem usłyszeli wołanie.
- Tutaj! - odwrócili się i ujrzeli dziwną istotę, wpół zgarbiona klęczała na pokładzie nowiusieńkiej motorówki. - Tędy goście. Tędy - postać machnęła ręką. Jedi i Indy podeszli do dziwnego stwora.
- Firma rejsowa Gollum inc. Polecamy swoje usługi.
- Mówisz, że możemy przepłynąć twoją łódeczką?
- Tak. Tak my preciousss alkohol - weszli na całkiem obszerny pokład łódeczki Golluma. Gdy dopłynęli zobaczyli cały port i nabrzeże.
- To mój kurort - wyjaśnił Gollum. Indy zapłacił i razem ze swoim towarzyszem poszli dalej.
- Ciemno w tym Hadesie mają - zauważył Jedi, gdy do jego uszu dotarła rozmowa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie użycie imienia "Hades".
- To tutaj Jedi! - Jones szybko pobiegł w stronę, z której dochodziła rozmowa.
Oczom ich ukazały się dwie istoty siedzące przy stoliku i opróżniające kolejną butelkę.
-...To ja wtedy do Syzyfa: "jak takiś mądry był, żeby mi podkradać wino, to teraz pchaj ten kamień...".
- Ty jesteś Hades. - przerwał mu opowieść And`Aral.
- Taa... Chłyp! A bo co?..
- A ja jestem Hermes. Dyrektor tutejszego oddziału Poczty Polskiej.
- Chcieliśmy zapytać czy nie możesz nam zwrócić puszka?
- A bieżcie tego kundla. Leży bodaj przy bramie do Tartaru. No a Syzyf do mnie, że...
- Ty Hades - Hermes dał znak towarzyszowi, by się zbliżył. - A może by im kazać psstpsstpsst!
- To jest myśl. Trochę zabawy będzie. Słuchajcie koledzy - zwrócił się do przybyłych. - Kolega Hermes stwierdził , że byście odzyskali swojego pieska najpierw musicie coś dla nas zrobić.
- Co?
- Syn Hermesa Abderos wybrał się z jednym takim pijaczkiem Heraklesem na wyprawę do króla Diomedesa. Król ma trochę nierówno pod sufitem i karmi swoje konie mięsem... No więc wspomóżcie po kryjomu ich.

*

Jedi naturalnie większego wyboru nie mieli i czekała ich kolejna wyprawa. Tym razem musieli się udać do Tracji.
Wynajęli od Golluma śmigacz, więc powrót do świata żywych był o wiele krótszy. Wyprawa na drugi koniec Śródziemia niestety zajęła parę dni. Wyczerpani odnaleźli zamek tego Diomedesa. Przyłapali go akurat gdy karmił swoją klacz.
- No skarbie. To teraz masz jeszcze szyneczki. Tak - Diomedes przemawiał do konia. - Co? Jeszcze polędwiczki? Proszę - Jones przyglądał się chwilę tej sytuacji po czym rzekł:
- Może by mu zielonych na głowę sprowadzić. Albo obrońców praw zwierząt. Na pewno znajdą na to jakiś paragraf.
- To by zajęło trochę czasu, a ci nasi "herosi" będą tu lada chwila, a słyszałeś co mówił Hades.
- Że obaj to samochwały i tchórze i, że te konie prędzej jednego z nich zjedzą niż oni je złapią.
Bohaterowie spojrzeli na siebie i podeszli parę kroków w stronę króla.
- Czym mogę służyć? - zapytał Diomedes nie odrywając się od karmienia.
- Słuchaj Diomedes... Ty swoje konie mięsem karmisz - zauważył genialnie Jones.
- Ano karmię. A co? Niech koniki też sobie popróbują... Co teraz salami chcesz. Masz, jedz sobie. Tak. Tak. Nam wolno jeść zakatrupione zwierzaczki, to czemu im nie? Masz jeszcze stek.
- Ale to konie... Może zechcesz przekazać je odpowiedniejszym właścicielom? - Indy przeszedł do konkretów.
- To moje konie, a ja walczę o równe prawa dla nich!
- Jones nie będzie łatwo... - rzekł w końcu And`Aral -Znasz ukraińskie sztuki walki?
- Mówisz do mistrza Europy! - Jedi tylko kiwnął porozumiewawczo, a Jones od razu przeszedł do ataku i przyładował królowi butelką w łeb.
- Dobra Indy. Ty bierz się za konie, a ja ukryję ciało króla! - tak też zrobili. Akurat gdy opuszczali zamek, przyszli Herakles i Abderos.
- Pan Herakles? - zapytał uprzejmie Jones.
- Tak.
- Poczta Polska. Mam dla pana przesyłkę. Proszę tu pokwitować... Dziękuję - po czym wskazał spętane konie. Herakles otworzył oczy lekko ze zdziwienia i natychmiast po nie pobiegł. Jones natomiast schował do plecaka pokwitowanie i ruszyli z powrotem do Hadesu gdzie odebrali puszka, który był trochę większy niż piesek, o którym mówił Potter. Potem oddali Gollumowi śmigacz i ruszyli do Hogwartu.

*

Gdy wrócili Potter zbytnio się nie cieszył, jednak słowo się rzekło i teraz musiał odczarować Yodę. Jones z zaciekawieniem przyglądał się odczarowywaniu, gdyż był niezmiernie ciekaw jak ten wielki Mistrz Jedi wygląda. Powoli kula przeszła transmutację i z obłoku pary wyłonił się... mały zielony skrzat z mieczem świetlnym.
- Mały coś ten Yoda - rzekł zawiedzony.
- Kiedyś przypominał trochę człowieka, jednak przez ponad 900 lat pił bezustannie, w efekcie czego wygląda jak wygląda - wyjaśnił Jedi. W tym samym czasie Yoda przyglądał się Potterowi.
- Potter! - zawył. - Nadszedł czas na zemstę - Yoda wyciągnął przed siebie dłoń. Błyskawica Mocy uderzyła w Harry`ego nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć. Promile ulatywały, a wraz z nimi życie. W końcu stary Mistrz Jedi opuścił dłoń. Potter ostatkiem sił sięgnął po różczkę i wycelował w Yodę. Nic się nie stało.
- Bez alkoholu nie uda ci się rzucić zaklęcia - rzekł Yoda i puścił ostatnią, śmiertelną błyskawicę. Czarodziej upadł na podłogę... Do sali wbiegła zaniepokojona hałasami Hermiona. Spojrzała na Pottera a potem na Yodę. Prędko rzuciła się mu w ramiona... No najpierw musiała się schylić by objąć Mistrza. Yoda nic nie powiedział tylko ją pocałował. Wtedy Hermiona zmieniła się w żabę. A konkretnie w istotę podobną Yodzie.
- No i mamy happy end - ucieszył się And`Aral.

*

And`Aral i Jones wybrali się w końcu do miasta, gdzie prędko odnaleźli bar i prędko wleźli do środka. Nazamawiali różnych różności i usiedli przy stoliku.
- Uch... Nareszcie... My preciousss alkohol - rzekł Jedi.
- Ale jak widzisz And`Aral droga za ciężka dla nas samych...
- Tak - rzekł Jones. - Teraz bez Yody będzie ciężko. Trzeba znaleźć nowego alkoholika do naszej drużyny...
Gdy Jones to mówił w stronę ich stolika odwrócił się nieznajomy, dziwny człowiek. Był ubrany iście po menelsku... Nawet bardziej po menelsku niż menelowie z Wiecznego Ognia.
- Drużyny alkoholików kompletujecie? Rady może chcecie? - zagadnął.
- Tak... I co cię to obchodzi?
- Przepowiednia przeto głosi,
Drużyna alkoholików Gungan skosi.
Będzie ich pięciu,
Dadzą w mordę Gungańskiemu objęciu.
- Kurde... - zaklął And`Aral. - Tyle lat pije i jeszcze nigdy po pijaku wierszykami nie waliłem.
- Pomocy chcecie?
Czy w niewiedzy odejdziecie.
- A jak nam możesz pomóc śmieszny człowieczku - Jedi pogardliwie spojrzał na obdartusa.
- Na mnie Philomythus wołają.
Ci co mi się sprzeciwią konają.
- Dobra jak nam chcesz pomóc?
Kloszard zrobił groźną minę...
- Za górami z lasami,
leży łódka z alkoholikami.
Jak ją odnajdziecie,
Wielkiego pijaka odkryjecie.
Na waszą prośbę odpowie,
Menel co się Anor zowie.
- Jones! - And`Aral kiwnął głową w stronę Indiany. Poszukiwacz alkoholu odwrócił głowę w stronę Jedi.- Jak sądzisz... Czy w tych rojeniach jest jakaś logika?
- Nie mam pojęcia. Jednak uważam, że należy to sprawdzić.
And`Aral odwrócił głowę by zadać kilka pytań kloszardowi, lecz ten dosłownie wyparował. Zauważyli by jakby wyszedł... Coś było nie tak. Jednak zanim jakiekolwiek fakty poukładały się w głowie Mistrza Jedi kelner przyniósł rachunek a nasz bohater zemdlał.

Koniec odcinka ósmego.
Ciąg dalszy nastąpi...

Jackson
26 Kwietnia 2003

LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..