na wstępie powiem, że chyba byłem ostatnim fanem na świecie, który nie znał do wczoraj tożsamości Dartha Krayta
Otóż dzielnie broniłem się przed spoilerami i udało się - dopiero jak wczoraj wróciłem z Mazur to przeczytałem. Dlatego też mam nadzieję moja opinia nie będzie zapaskudzona uprzedzeniami wcześniejszymi i jest szczera jak tylko się da. Więc zaczynamy.
Tytułem wstępu przypomina mi się fanowski komiks o Hettcie nawalającym się z Vaderem na Tatooine
Urocza to była opowiastka, szkoda tylko że teraz już zupełnie będzie niekanoniczna
Ale do meritum. Szczerze powiem, że domyśliłem się Hetta. Taraissu świadkiem
I mimo że sam stawiałem na Korto Vosa to Hett mnie nie zaskoczył, jako że niemal wszystkie fakty do niego pasowały:
- walczył dwoma mieczami
- miał tatuaże
- jego imię bezpośrednio nawiązuje do Tatooine
- zawsze stąpał na granicy ciemności
- był jedną z ulubionych postaci Johna i Jan
- zniknął po Rozkazie 66
Dlatego też po pierwsze należy stwierdzić, że mimo wszystkich obiekcji A`Sharad pasuje do nowej roli. Nie rozumiem więc tylu narzekań - jasne, że mogło być lepiej, ale wcale nie jest źle. Ja osobiście uwielbiam, gdy odgrzebuje się i dopowiada losy starych postaci, a Hett z całą pewnością był na tyle barwny że żal było o nim zapominać. Jest to też piękne nawiązanie jakby nie patrzeć do pierwszych Republiców, gdzie Hetta mieliśmy naprawdę dużo. Wykoncypowana przez niego wizja Nowego Zakonu Maulowych Sithów także ma swoje odbicie w kulturze Tuskenów i jest wiarygodna.
Dalej co do jego losów. Koncepcja długowieczności nie musi być wcale taka naciągana. Mało to mieliśmy dziwactw? Andeddu ożywił własnego trupa, Sidious przeskawiwał pomiędzy ciałami jak pchła, Cade działa jak chodzący defibrylator, Exar Kun mieszkał w kamieniach... tak można wymieniać bez końca. Aha, jedna z Rąk Imperatora miała 20 tysięcy lat. Mało? Dlaczego więc tak trudno nam uwierzyć, że potężny użytkownik Mocy (a Hett naprawdę był potężny) nie znalazł sposobu, by Mocą i technologią spowolnić rozpad swojego ciała? SW nie są zamknięte na szczęście na tyle, że skoro nikt czegoś nie robił to jest to niemożliwe. Raz po raz ktoś odkrywa jakąś technikę i z niej korzysta - Hett wyraźnie zrobił to samo. I to mi się podoba.
Nie wątpię także, że kolejny numer jeszcze więcej nam wyjaśni - coś czuję, że zobaczymy nawalankę Kenobi vs Hett. Nie wątpię też, że będzie się to zgadzać. Więc jak dla mnie z technicznego punktu widzenia wszystko jest jak najbardziej OK (zwłaszcza gdy pomyślę, że mógł to być Durron albo... Nom Anor [sic!]).
Ale z psychologicznego punktu widzenia nie jest już tak dobrze. Otóż Hett jako Sith nie leży mi mimo wszystko jak wygodne bambosze z paru względów. A`Sharad zawsze był osobą, która kroczyła blisko ciemności, to fakt. Ale w przeciwieństwie do np. Vosa, który robił to samo i w pewnym momencie życia był jednocześnie Jedi, Sithem, zdrajcą i bohaterem naraz Hett zawsze bardzo mocno stał na ziemi. Fakt, jego szkolenie było spaczone jako że jego ojciec był w sumie Ciemnym (choć raczej Szarym) Jedi, a i potem Mroczna Kobieta dołożyła swoje trzy grosze. Ale mimo tego Hett wyjątkowo sumiennie spełniał swe obowiązki jako Jedi i trudno mi uwierzyć, że tak nagle z nich zrezygnował. Polecam wszystkim lekturę Republica 59, jednego z najlepszych zeszytów. Widać tam wyraźnie, że jeśli chodzi o podatność na ciemność to Hett był wyjątkowo odporną postacią, ba, powiem więcej - IMO gdyby to A`Sharad przejął szkolenie Anakina, ten nigdy nie przeszedłby na Ciemną Stronę (BTW, może właśnie do tej przygody nawiązuje zdanie o "zakończeniu rodu Skywalkerów"?). A`Sharad cudownie potrafił skanalizować gniew Anakina i naprostować mu światopogląd. I nagle ten jeden z najlepszych Mistrzów miałby zostać Sithem? Trudno mi uwierzyć, że popełnił ten błąd i zaczął zwalczać wszystko to, czego honor i wychowanie nakazywały mu strzec. Dlatego mi to nie leży.
Ale z drugiej strony każdy jest zdolny do wszystkiego. Kto wie, może upadek Zakonu przekonał go, że to jednak Sithowie mają rację? Dooku wszak nie zboczyłby ze ścieżki, gdyby nie masakra Mandalorian i Jedi na Galindraan. Może Saleucami i Rozkaz 66 podobnie zadziałały na Hetta, a może tak naprawdę on cały czas udaje, że jest Sithem i ma "plany w planach"... Nie wiem. Ale chętnie się przekonam.
Dlatego mówię: jest poprawnie. W "Legacy" jest dużo innych bardziej ssących rzeczy
A ja wciąż czekam z radością na nowe zeszyty.