TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Gry video

W co gracie, cz. 14

Shedao Shai 2025-06-06 20:14:04

Shedao Shai

avek

Rejestracja: 2003-02-18

Ostatnia wizyta: 2025-11-28

Skąd: Wodzisław Śl. / Wrocław

Poprzedni wątek zrobił się już tłuściutki i miał 9 lat.

LINK
  • Pathfinder: Wrath

    darth_numbers 2025-06-07 09:40:15

    darth_numbers

    avek

    Rejestracja: 2004-08-03

    Ostatnia wizyta: 2025-11-28

    Skąd:

    Klasyczne (podobno) RPG - D&D. Składasz ekipę, idziesz i mordujesz potwory w świecie o niesamowitej złożoności, którego nie próbuję ogarnąć. Generalnie fajne bo dużo klikania, gra raczej trudna (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), ale wciągająca i mobilizująca.

    PS. Gada facet z kolegą i mówi "Moja teściowa to stara k..wa spod ciemnej gwiazdy". Kolega robi wystraszone oczy więc się typ ogląda a za nim "mamusia" z mordem w oczach. A facet szybko dodaje "oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu!". He he.

    LINK
  • Rogue Trader

    Hego Damask 2025-07-14 21:15:45

    Hego Damask

    avek

    Rejestracja: 2005-05-28

    Ostatnia wizyta: 2025-11-29

    Skąd: Wrocław

    RPG w klimacie Warhammera 40.000 od studia Owlcat. Czekam na Dark Heresy od nich
    Dużo questów, czasami za dużo Jestę dogmatykę. Ale trochę też ikonoklastykę
    Towarzysze ok, Kibellah jest osobą, z którą romansuję (a właściwie skończyłem, dużo nie trzeba ) . Muza ok.
    Nie ma polskich napisów.

    LINK
    • Re: Rogue Trader

      darth_numbers 2025-07-22 09:52:06

      darth_numbers

      avek

      Rejestracja: 2004-08-03

      Ostatnia wizyta: 2025-11-28

      Skąd:

      O spoko też słyszę dobre opinie o tym. Widzę, że to goście od Pathindera którego teraz ogrywam. Coś czuję że też w to pogram.
      Tylko jak widzę, że jest tam ktoś o imieniu Kibella to mię telepię. Powinna być opcja "rename character".

      PS. Podobnie jak te kołki amerykańskie w Dynasty Warriors, jak był generał Cao Cao jako jedna z postaci, to wymawiali to imię po swojemu, czyli "krowa krowa" DEBILE

      LINK
      • Re: Rogue Trader

        Hego Damask 2025-07-22 12:26:00

        Hego Damask

        avek

        Rejestracja: 2005-05-28

        Ostatnia wizyta: 2025-11-29

        Skąd: Wrocław

        Jest dobre, tylko przygotuj się na milion questów i mnóstwo wydarzeń podczas podróży z jednej planety na drugą

        LINK
        • Re: Rogue Trader

          darth_numbers 2025-07-22 12:46:22

          darth_numbers

          avek

          Rejestracja: 2004-08-03

          Ostatnia wizyta: 2025-11-28

          Skąd:

          Hego Damask napisał:
          Jest dobre, tylko przygotuj się na milion questów i mnóstwo wydarzeń podczas podróży z jednej planety na drugą
          -----------------------

          O to bardzo dobrze. Przyznam się w tajemnicy, że ja w takie gry gram dla questów głównie. Najczęściej z jakiegoś powodu główna linia fabuły w ogóle mi nie leży. Tak było w Fallout 3, Red Read, Wieśku 2, teraz w Kingmakerze. Tak długo jak się da unikam "pójścia do przodu", tylko same side questy. Chciałbym dostać jakieś RPG w którym są tylko side questy. Także dzięki za ten detal, to może być giera dla mnie!

          PS próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio mnie fabuła chwyciła w grze RPG. OMG nie pamiętam. Chyba KOTOR!!!

          LINK
  • Cronos: The New Dawn

    Shedao Shai 2025-09-26 11:40:54

    Shedao Shai

    avek

    Rejestracja: 2003-02-18

    Ostatnia wizyta: 2025-11-28

    Skąd: Wodzisław Śl. / Wrocław

    Przeszedłem Cronos: The New Dawn. Niestety, było to rozczarowujące doświadczenie. Gra to przeciętniak bez większych zalet. Po fantastycznym Silent Hill 2 remake sądziłem, że Bloober awansuje do ligi facetów w długich spodniach, ale nie, to jeszcze(?) nie ten czas.

    Akcja dzieje się w Krakowie zdewastowanym przez jakiś okołoepidemiologiczny potworo-kataklizm, ale tego w ogóle nie czuć. Tak, przemierzając poszczególne lokacje natykamy się na napisy po polsku, wchodzimy do sklepu gdzie oferowano "Piwo Wino Prasa", mijamy posterunek milicji, napotykamy PRLowskie meble rodem z mieszkań naszych babć i wspomnień, ale wszystko to tonie w mroku, brudzie i zalewie zmutowanej biomasy porastającej ściany. Ja rozumiem - to horror, takie rzeczy są tam obligatoryjne, ale trochę tu przedobrzono z tym wszechobecnym "klimatem horroru". Skutek jest taki, że chodzimy sobie po bloku mieszkalnym, po szpitalu, po hucie, po kościele i katakumbach cmentarza, ale w mojej ocenie te lokacje niespecjalnie się od siebie różnią, mi się zlewały w jedno, różnice między nimi były zbyt kosmetyczne. Wyobraźcie sobie taki generyczny setting horroru, oto on, od początku do końca Cronosa.

    Sporym problemem tej gry jest brak oryginalności. To, co mogło go odróżnić od masy innych, podobnych produkcji (polski klimat) nie zadziałało, a poza tym mamy mechaniki które już przerobiliśmy po X razy, generycznych zmutowanych przeciwników których zwalczaliśmy w X innych grach, po raz kolejny rozpychanie czasu gry poprzez wymuszanie na graczu bieganie po mapie w poszukiwaniu klucza do otwarcia drzwi/przedmiotu do popchnięcia fabuły dalej/itd. Tu nic nie było świeże. Nie wszędzie jest to zarzut, np. mechanika walki była po prostu... taka jaka powinna być w tej grze, nie oczekuję wynajdywania koła na nowo. Ale zabrakło mi jakiegoś elementu, który sprawiłby że w Cronosie powiałoby świeżością. No a inspiracje Dead Space są tak mocne, że chciałoby się powiedzieć: "Mamy Dead Space w domu...". Dorzućmy do tego szczyptę z nowszych Resident Evili i już wiecie, jaka to gra.

    Dużo z tych problemów możnaby wybaczyć, gdyby gra zafundowała nam fascynującą fabułę. Tak niestety też nie jest. Wręcz przeciwnie - fabuła jest tu szczątkowa. Albo inaczej... jest nam podana w sposób nieudolny, nieinteresujący. Z początku sądziłem, że zamysł jest taki, że rzuca się gracza na głęboką wodę - nie mówią nam nic o świecie, o tym kim jest postać którą gramy, nie bardzo rozumiemy jaka jest nasza misja, jaki przyświeca nam cel. Nic. Masz tu broń, idź i coś tam zrób. A z czasem elementy łamigłówki zaczną się odsłaniac i łączyć. Ambitnie. Niestety, z czasem okazało się, że tak nie jest, łamigłówka się nie łączy, bo nie istnieje. Odkrywamy mnóstwo tekstowych i głosowych wiadomości, które nic nie wnoszą, ich jedyną funkcją zdaje się być brzmienie tajemniczo. Tak jakby ktoś w Blooberze stwierdził, że pójdą drogą Lyncha, rzucą jakimś tekstem tu, innym tam, podadzą ze trzy zupełnie niepasujce do siebie okruszki, a odbiorcy zapłonie wyobraźnia i zacznie budować sobie rozległe teorie nt. tego, o co tu chodzi. Ów ktoś niestety nie ogarnął, że nie mają w firmie talentu Lyncha i efekt jest taki, że gracz jest przy końcu gry, dalej nic nie rozumie, bo już od dawna ma to w dupie i nie bawi się w łączenie łamigłówki, tylko ze znudzeniem wzrusza ramionami na kolejny "enigmatyczny" tekst i ładuje z miotacza ognia w kolejne zmutowane potwory sprawdzając drugą ręką na telefonie ile jeszcze misji do końca, bo już ma dość. Był taki moment, w opactwie, kiedy sam tak zrobiłem, bo zacząłem się zastanawiać, czy jest blisko do końca i przemęczyć, czy jest daleko i sobie odpuścić. Było blisko końca, więc pocisnąłem. Ale się przy tym nie uśmiechałem

    Fabuła jest w tej grze, w moim odczuciu, tylko pretekstem dla popychania gracza przez kolejne levele. Dochodzimy do naszego "celu", półgębkiem gra przedstawia nam kolejny, bo gdzieś przecież trzeba dalej iść, no i tak idziemy. Po kilku godzinach takiego popychania straciłem nadzieję, że to "rozkręcanie się", tylko taka jest właśnie esencja Cronosa. Do tego brakowało mi tu spójności świata przedstawionego. Z jednej strony mamy coś, co spowodowało że ludzie się pochorowali i zmutowali w potwory, z drugiej nastąpiło coś w rodzaju pęknięcia rzeczywistości, przez co przemierzajc Kraków musimy skakać w butach grawitacyjnych pomiędzy oddalonymi od siebie elementami budynków. Jedno nie łączy się z drugim, a ten zabieg z pęknięciem sprawia wrażenie wprowadzonego tylko po to, żeby jakoś urozmaicić rozgrywkę. Nie miało to dla mnie uzasadnienia fabularnego. Czasem cofamy się w czasie do lat 80., kiedy nastąpił wybuch epidemii, ale te poziomy właściwie nie różnią się niczym od tych w teraźniejszości. Ludzi praktycznie tam nie spotykamy, ot, po jednym, max dwóch na level, tylko ci, którzy są wplecieni w fabułę.

    Gra nigdy nie pozwoliła mi na immersję. Twórcom nie udało się ukryć swoich zamiarów dla ciebie w danym momencie rozgrywki. Mówiąc prościej, np.: wchodzisz do pomieszczenia i wiesz, że w nim czeka cię walka. Jest spore, od razu identyfikujesz miejsca gdzie będziesz mógł się kryć, biegać, widzisz beczki które będziesz mógł wysadzić. No i wchodzisz, atakują cię potwory, myślisz: "och, jaki szok", ganiasz się z nimi, strzelasz, wysadzasz te beczki, i idziesz dalej, widzisz lśniący mechanizm i wiesz, że gdzieś w okolicy będzie gniazko elektryczne do którego będziesz musiał je podłączyć żeby pójść dalej. I starasz się nie ziewać, bo to wszystko powoduje że gra jest mocno przewidywalna, niczym cię nie zaskakuje, nawet nie próbuje. Co jakiś czas napotykasz pomieszczenia w których znajduje się zestaw stoisk przydatnych w grze (punkt do zapisu, schowek na przedmioty, stoisko w którym można je sprzedawać i kupować oraz robić upgrade`y broni i kombinezonu). Niektóre gry dla takich rzeczy starają się wyprodukować jakieś uzasadnienia fabularne, tutaj tak nie jest. Ot, przedzierasz się przez ruiny porośnięte biomasą, a tu lśniące stoiska przy których możesz się ogarnąć. Sensu nie ma to żadnego... poza aspektem gameplayowym. I w taki właśnie sposób twórcy ci nieustannie przypominają, że to jest GRA, rozumiesz, człowieku, grasz w GRĘ, nie zanurz się w nią za mocno, tylko przerzuć amunicję do schowka bo kończy ci się miejsce w ekwipunktu i leć dalej. W dobrych grach takie rzeczy są bardziej subtelne, wplecione tak, żeby jednak była jakaś immersja.

    Zabrakło mi w tej grze kreatywności, odwagi, talentu. Tzn. nie wątpię, że oddolnie niejeden pracownik w Blooberze talentu ma sporo, ale tu niedostatek wystąpił jakby na szczeblu menedżerskim - zabrakło kogoś, kto pokierowałby tą grą w lepszym kierunku, wykorzystał poszczególne składowe w lepszy sposób (a niektóre odrzucił i w zamian zarządził inne). I to też wyjaśnia, czemu Silent Hill 2 tak dobrze im wyszedł, a Cronos nie - SH to wszak remake, mieli ramy których się mogli trzymać, trzeba było tylko podołać od strony technicznej. Tu mieli wolną rękę, albo inaczej: nikt ich za rękę nie prowadził... i polegli. Na plus na pewno poczytałbym udźwiękowienie, muzykę - tu robota została zrobiona solidnie. Sposób walki też na dobrą sprawę jest OK - jak już pisałem, nie było tu oryginalności, ale nie była ona w tym aspekcie potrzebna. Podsumowując: od strony technicznej i audio gra spełnia oczekiwania. Jej problemem jest koncept, jego realizacja, design postaci i leveli, fabuła. Co dało efekt taki sobie.

    4/10

    LINK
    • Re: Cronos: The New Dawn

      cwany-lis 2025-09-27 12:52:19

      cwany-lis

      avek

      Rejestracja: 2003-07-31

      Ostatnia wizyta: 2025-11-29

      Skąd: Sopot

      Coś tam czytałem, podobał mi się klimat PRL, przebolałbym nawet gatunek, którego nie znoszę w grach i filmach, ale ta przeklęta biomasa ... no nie mogę na to patrzeć, na te ryje krwawe, mięso, flaki i żylaki. Do pieca z taką estetyką.

      Poważnie, wystarczyło grę osadzić w ciężkich polskich realiach stanu wojennego, dodać jakieś wampiry i starczy!

      LINK
  • Co tam na switchu 2 sobie ogrywam.

    cwany-lis 2025-09-27 13:07:21

    cwany-lis

    avek

    Rejestracja: 2003-07-31

    Ostatnia wizyta: 2025-11-29

    Skąd: Sopot

    -Front Mission - remaster taktycznego jrpg z konsoli snes z 95 roku. Co ciekawe odpowiadają za niego i za kolejne części Polacy.

    Poprawiona grafika i nowy widok taktyczny z obracaną kamerą nie wpłynęły na urok tego tytułu, walki są szybkie, system gry prosty i bardzo wciągający. Do tego dobra fabuła - te 30 lat temu robiła wrażenie poważnymi motywami, wojennym klimatem, pełnym taktycznego zadęcia - ciągle wędrujemy z resztą frontu, zachodzimy wraże siły z flanek, niszczymy im konwoje, zaplecze, wykonujemy misje specjalne etc. Nadal jest to na poziomie "dojrzałej gry", pozbawionej w dodatku japońskiego humoru.

    Remaster wiernie odtworzył nawet źle zbalansowany system gry, czyniąc ją banalnie prostą, jeżeli zaczniemy zbierać pieniądze walcząc na arenie. To wytworzy nam nieograniczone fundusze na zbrojenia, dzięki czemu wszystkim wanzerom kupujemy to same, najlepsze uzbrojenie. W każdego lądujemy dwa karabiny i wyrzutnie rakiet. Gra premiuje doświadczeniem za zniszczenie każdej części mecha z osobna, dlatego korzystamy z broni, które atakują wszystkie elementy pancerza - mnożnik exp wariuje, zwłaszcza, gdy mamy dodatkowe umiejętności i nasze postacie robią się nierozsądnie silne.

    Gra daje dużo frajdy, grałem w nią w 2004, 2013 i teraz ponownie poświęciłem jej te 30-35 godzin na ogranie obu kampanii. Niedługo zabiorę się za dwójkę, której nie znam, nigdy jej nie wydano poza Japonią. A potem kultowa i ulubiona części trzecia.

    LINK
  • Wiesiek

    Hego Damask 2025-10-03 20:53:45

    Hego Damask

    avek

    Rejestracja: 2005-05-28

    Ostatnia wizyta: 2025-11-29

    Skąd: Wrocław

    po 100 latach postanowiłem odświeżyć Wiedźmina 1 i przejść całą trylogię bo w 2 i 3 nie grałem

    LINK
  • Metro 2033 & Last Night

    cwany-lis 2025-10-29 21:09:14

    cwany-lis

    avek

    Rejestracja: 2003-07-31

    Ostatnia wizyta: 2025-11-29

    Skąd: Sopot

    Z rozpędu ukończyłem oba - do książki miałem lata temu masę zastrzeżeń - z grą to samo - niby wydana w 2010 roku a za często odnosiłem wrażenie, że to produkcja raczej z 2000.

    Ale da się grać, momentami skrypty są dobre (dużo jest też takich złych i beznadziejnych), grałem na Switchu2, wygląda to wszystko graficznie na "low" ale scenografia i światotwórczość na piątkę z plusem.

    Przeboleć nie mogę tej przeklętej maski gazowej, która w obu częściach wymusza momentami pośpiech - zamiast sobie spokojnie zwiedzać, eksplorować musiałem niektóre momenty przebiegać z kompasem "na pałę", zwłaszcza gdy zapisał mi się punkt kontrolny z zerowym zapasem tlenu - no po prostu nie znoszę "czasówek" i bycia poganianym - i to w grze, gdzie najważniejsza jest atmosfera!

    Co do fabuły - lepiej się sprawdza w grze niż w powieści, gdzieś bohater co chwila przypadkiem znajdował się we właściwym miejscu i czasie, spotykał przypadkiem odpowiednie osoby i widział akurat odpowiednie rzeczy coby popchnąć akcję do przodu - w grze ciąg przyczynowo skutkowy jest lepiej poskładany. Także ten miks post apo z jakimś realizmem magicznym (?) i mistyką lepiej się prezentuje aczkolwiek i tak nie do końca go kupiłem.

    Ale cała historia jest dobra, wciąga, angażuje, zwłaszcza z rosyjskim dubbingiem i złym zakończeniem Last Night.

    To dobre gry na raz, zwłaszcza jak zapłaciło się za nie 20 pln. w nintendo eshopie - za taką kwotę przebolałem niektóre nietrafione poziomy i skrypty w obu częściach. Fanem serii nie zostałem ale może kiedyś sięgnę po kolejne książki z cyklu.

    LINK
    • Re: Metro 2033 & Last Night

      mkn 2025-10-30 09:48:53

      mkn

      avek

      Rejestracja: 2015-12-26

      Ostatnia wizyta: 2025-10-27

      Skąd: Wlkp

      Cała trylogia leży gdzieś zapomniana w najdalszym kącie mojej xboxowej biblioteki. Typowy zakup "tej, ło, tylko 5 zł za 3 tak znane i dobrze oceniane gry, jak tu nie wziąć, może kiedyś zagram, a jak nie ja, to może chociaż młody kiedyś zagra". Oczywiście nigdy nie zainstalowałem.

      Raz było blisko. Skończyłem w tym roku Metro Awakening na VR czyli prequel do głównej trylogii gier. Ogromnie mi się podobało. Skradanie się korytarzami zniszczonego metra było niezwykle klimatycznym i emocjonującym przeżyciem. Po skończeniu pomyślałem sobie, że jednak wielka szkoda, że nie znam głównych gier, tym bardziej, że nasz bohater z Awakening występuje w głównych grach i wydarzenia z Awakening wyjaśniają jak doszło do tego, że jest w nich takim mistykiem i dziwakiem. Był plan na ogranie trylogii, ale ostatecznie zdechł.

      Przyznam, że tym postem zainspirowałeś mnie by ponownie zaplanować ogranie głównej trylogii i później ponowne przejście Awakening. Jeśli szczęśliwie uda mi się zmęczyć Ekspedycje 33 i nadal będę miał siły na granie w cokolwiek na płaskim ekranie, to tym razem nie ma zmiłuj - instaluję i gram!

      P.S. Tak samo nie lubię presji czasu w grach i miałem dokładnie tak samo z maskami w Awakening.

      P.S. 2 Wieki temu czytałem książkę (1 tom). Z fabuły kompletnie nic nie pamiętam, ale za to pamiętam, że książka mi się całkiem podobała.

      LINK
      • Re: Metro 2033 & Last Night

        cwany-lis 2025-11-01 10:06:34

        cwany-lis

        avek

        Rejestracja: 2003-07-31

        Ostatnia wizyta: 2025-11-29

        Skąd: Sopot

        To momentami bardzo toporne gry (zwłaszcza pierwsza część) - takie poziomy jak "Biblioteka", gdzie co chwila brakuje tlenu a teren roi się od bardzo wytrzymałych przeciwników, które zabijają "na skrypta" skutecznie podnosiły mi ciśnienie. W dodatku na switchu szwankowało czasami sterowanie itp. Ale po ich ukończeniu czułem sporą satysfakcję chociaż fanem post-apo i serii książek nie jestem. To "gry z duszą", widać, że grupa zapaleńców w starym magazynie razem z pisarzem starali się jak mogli i włożyli w to dużo czasu i serca.

        Polecam spróbować, zwłaszcza na PC, gdzie obie gry wyglądają obłędnie (sprawdzałem sobie kilka razy video solucję na YT i potem wracałem do wersji na switcha ... przecież to zupełnie inna gra!)

        LINK
  • Mass Effect: Andromeda

    AJ73 2025-11-10 22:46:57

    AJ73

    avek

    Rejestracja: 2017-10-12

    Ostatnia wizyta: 2025-11-28

    Skąd: The Foundry

    Zupełnie nie planowałem, ale zajrzałem sobie ostatnio co tam w bibliotece dawnego "Origina" posiadam, no i zaczęło mi się samo instalować.
    To znaczy, pewnie kiedyś przez przypadek coś kliknąłem po czym wylogowałem się a instalka tak sobie wisiała w
    niepewności. No więc skoro się odpaliło, to dobra, poczekam aż się doinstaluje i najwyżej odinstaluję xd
    Wersja "deluxe"... o, nawet nie wiedziałem, że taką też mam . Ale jak już pościągało aktualizacje, duperele jakieś w
    postaci skórek, pancerza itd., to mówię - zobaczę, czy wciąż facjaty są tak samo niedorobione jak w dniu premiery.

    Nic z tych rzeczy, bo jak się okazuje - naprawiono !, wow.
    No więc dobra, zacząłem moją Ryderówną prolog i kurczę, wessało mnie. Pomimo batów jakie "Andromeda" zebrała przez lata, to jednak czuć w tym "rękę" starej dobrej szkoły BioWare. Czy się zaprę i przejdę ponownie ?, nie wiem, ale dam ponownie szansę. W końcu, do nowego ME który okaże się crapem XD jeszcze lata świetlne.

    LINK
  • Silent Hill f

    Shedao Shai 2025-11-20 13:30:51

    Shedao Shai

    avek

    Rejestracja: 2003-02-18

    Ostatnia wizyta: 2025-11-28

    Skąd: Wodzisław Śl. / Wrocław

    Przeszedłem Silent Hill f... trzy razy. Oszalałem? Raczej nie, co najwyżej ciutkę, ale o tym za chwilę. To dobra gra. Intelektualnie niełatwa, bo bardzo niewiele mówi nam wprost, przez co wyobraźnia musi pracować na najwyższych obrotach, żeby w ogóle posklejać co tu się dzieje. Ja ją przeszedłem i... praktycznie nic nie rozumiałem. Okazuje się bowiem, że twórcy tak to sobie s p r y t n i e wymyślili, że w grze jest pięć zakończeń, a za pierwszym przejściem można zdobyć tylko jedno. Żeby zobaczyć kolejne trzy, musisz przejść grę kolejny raz. I jeszcze raz, jeśli chcesz zobaczyć piąte. Wiem, co teraz sobie myślicie - szmaciarze, taki tani chwyt żeby zmusić gracza do powtórnej rozgrywki, nie mam tyle czasu, nie chce mi się klepać tego samego żeby zobaczyć inny filmik na sam koniec. No, tylko że tak nie jest. Ponieważ za drugim przejściem zmienia się sporo elementów gry. Od tych pomniejszych, jak inne notatki znajdowane po drodze, po większe, jak inne filmiki(!), po fakt, że np. idąc po inne zakończenie będziesz miał innego finałowego bossa XD Więc zmienia się sporo, i choć tak, miejscami jest to robienie tego samego, to ilość innowacji utrzymywała mnie w motywacji do ponownego przejścia (czego, generalnie, w popkulturze nie lubię - rzadko czytam po raz drugi książkę, oglądam film... a ostatni raz przechodziłem grę, którą już znałem, z 10 lat temu). Plus, rozgrywka po ponownym przejściu jest łatwiejsza, bo masz już zdobyte wzmocnienia, nie musisz ponownie rozwiązywac niektórych zagadek i tak dalej. Więc o ile pierwsze przejście to było ok. 8 godzin, to drugie - 5-6?
    Jeszcze łatwiej jest przy trzecim przejściu (dlatego się na nie zdecydowałem). Wprawdzie tu już odpada aspekt nowych filmików - trzecie przejście od drugiego różni się tylko faktem, że dość prędko zdobywasz broń, dzieki której przedzierasz się bezproblemowo przez potwory które przy pierwszym przejściu wymagały uwagi - ale bossa na końcu znów masz innego Więc trzecie przejście zajęło mi ze 4, max 5 godzin. Nie są to ogromne inwestycje czasowe, można poświęcić tyle czasu, jeśli ktoś czuje głód lepszego wgryzienia się w świat przedstawiony.

    Stopniowo gra odsłania przed nami swoje tajemnice, prezentując spójny i przemyślany obraz (podkreślam to, bo grając gdzieś tam z początku miałem jedno wielkie "pierona, czy oni mają na to wszystko jakieś wyjaśnienie?"). Główna bohaterka jest bardzo dobrze skonstruowana psychologicznie, zresztą ten aspekt jest tu bardzo mocny i to ważne. Silent Hilla zawsze odróżniało od takiego Resident Evila czy innych horrorów mocne skupienie na psychice bohaterów, naszpikowanie symboliką, nieoczywistość i potencjalna nierealność prezentowanych nam wydarzeń. Tu też to wszystko jest; jak najbardziej jest to dobry przedstawiciel serii pomimo, że nie dzieje się w tytułowym miasteczku. Nie będę opisywał fabuły, bo sporo frajdy pochodzi właśnie z możliwości samodzielnego jej odkrywania. Powiem tylko, że jest dobrze.

    Gameplayowo - poziom łatwy rzeczywiście jest łatwy; nie na tyle żeby nie trzeba było się pilnować, mieć oczy naokoło głowy, monitorować stopień zużycia swojej broni itd., ale nie odczuwałem frustracji związanej z "to jest za trudne!!".

    Jeśli chodzi o aspekt horroru, to pierwsze pół godziny bylo dla mnie absolutnie przerażające - kiedy jeszcze nie miałem broni i jedyne co mi pozostawało, to ucieczka przed potworami. Jak już potem biegasz z bejsbolem czy metalową rurą to sporo z tego terroru uchodzi, ale grze udaje się do końca trzymać gracza zarówno w napięciu jak i zaciekawieniu.

    Większych zastrzeżeń nie stwierdziłem. To mocny przedstawiciel gatunku.

    8/10

    LINK
  • The Outer Worlds 2

    Shedao Shai 2025-11-24 09:53:41

    Shedao Shai

    avek

    Rejestracja: 2003-02-18

    Ostatnia wizyta: 2025-11-28

    Skąd: Wodzisław Śl. / Wrocław

    W weekend byłem słomianym wdowcem, więc stwierdziłem że jakoś to wykorzystam i spędziłem go całego przy kąkuterze. Zacząłem... i skończyłem... The Outer Worlds 2. Jedynka mi się podobała. To dzieło Obsidian Entertainment, czyli firmy odpowiedzialnej za KotORa 2 czy Fallout: New Vegas; zresztą przy produkcji TOW maczało palce kilka legend okołoerpegowego gamedevu. Otrzymaliśmy zatem bardzo oldschoolowego erpega - plastycznego, dającego graczowi dużo wolności. Grę można przechodzić na kilka sposobów, misje załatwiać rozmowami, skradankami albo przemocą itd. Ogromnym plusem była dla mnie kompaktowość The Outer Worlds - całość można przejść w kilkanaście godzin (robiąc też misje poboczne). Mila odmiana od behemotów zasysających na 60 albo i 100 godzin.

    Widziałem gdzieś, jak ktoś okreslił tę grę jako "Fallout w kosmosie" i coś w tym jest. Mamy tu świat hiperkwiożerczego kapitalizmu, takiego w którym firm już nikt nie kontroluje, a zysk jest wszystkim. Wynika z tego sporo absurdalnego humoru. Stylistyka jest retrofuturystyczna. Fabuła jest ciekawa, zakończenie jest ostateczne i zamyka wszystkie wątki.

    Dwójka to taka jedynka-bis. Właściwie we wszystkim. To ewolucja, nie rewolucja. I mi się to podoba, po prostu dostajemy kolejną przygodę w tym świecie. Gameplay jest bardzo podobny, jeśli nie identyczny. Pewnie nie, ale różnice są kosmetyczne. Graficznie też nie ma większych zmian, ale też nigdy nie był to najważniejszy aspekt serii. Jest ładnie, bez fajerwerków, ale nie musi być. To zrozumiałe, plastyczność świata wymagała pewnego kompromisu.

    Fabularnie jest to dzieło kompletnie odrębne od jedynki. Dzieje się w innym układzie słonecznym, z innym zestawem bohaterów. Połączeń z jedynką brak. Historia również jest ciekawa. Kompani są dobrze rozpisani, lubiłem wchodzić z nimi w interakcje. Misje poboczne trzymają poziom, niektóre są po prostu fantastyczne.

    Popełniłem duży błąd przy wyborze buildu, poszedłem w stronę strzelca wyborowego, posłusznie wszystko wybrałem tak jak kazał pan internet, pokiwałem głową na ostrzeżenie że "tylko uwaga bo szybko może ci się kończyć amunicja", zadowolony zacząłem grać... aż zaczęła mi się kończyć amunicja xD Problem narastał z każdą godziną, aż się skończyło na tym, że biegałem z wielką pałą którą okładałem przeciwników (mając jednocześnie 0 punktów w broni białej, bo ZABLOKOWAŁEM sobie możliwość rozwijania tej cechy na samym początku). No noob straszliwy. Na szczęście gra jest na tyle łatwa, że po mimo takiego upośledzenia nie sprawiała mi większych problemów. A potem już zrobiłem się bogaty (i w pieniądze i w materiały do wytwarzania nabojów) i wróciłem do korzystania z mojego buildu. A na sam koniec odkryłem jakieś działka plazmowe i już w ogóle była bajka. No, niemniej - gdybym mógł cofnąć czas o dwie doby, to bym poszedł w melee build i bym się pewnie ani chwili nie zasapał podczas gry. Tam nie musisz się przejmować amunicją, tylko machasz pałą i się nie przejmujesz xD

    Fajna to gierka, dała mi całkiem sporo frajdy. Ocena gdzieś między 7 a 8 na 10.

    LINK
    • Re: The Outer Worlds 2

      darth_numbers 2025-11-26 16:04:45

      darth_numbers

      avek

      Rejestracja: 2004-08-03

      Ostatnia wizyta: 2025-11-28

      Skąd:

      Shedao Shai napisał:
      Popełniłem duży błąd przy wyborze buildu, poszedłem w stronę strzelca wyborowego, posłusznie wszystko wybrałem tak jak kazał pan internet, pokiwałem głową na ostrzeżenie że "tylko uwaga bo szybko może ci się kończyć amunicja", zadowolony zacząłem grać... aż zaczęła mi się kończyć amunicja xD Problem narastał z każdą godziną, aż się skończyło na tym, że biegałem z wielką pałą którą okładałem przeciwników (mając jednocześnie 0 punktów w broni białej, bo ZABLOKOWAŁEM sobie możliwość rozwijania tej cechy na samym początku).
      -----------------------


      O kurde moim zdaniem to strasznie dziwne, że w grze można się w pewnym sensie zapędzić w taki "dead end" (czyt. kozi róg). Niby gra jest łatwa i się wybroniłeś, ale to jakiś dziwny "dizajn". To mi przypomina gierki Adventure typu Point & Click czy nawet tekstówki sprzed 30-40 lat, gdzie jeden błąd czasami oznaczał niemożliwość ukończenia gry. Tylko restart, i od nowa. WHAT FUN.

      BTW ja coś takiego zrobiłem sobie w KOTOR. Nie miałem tej zdolności wysysania mocy czy czegoś w tym stylu. I za cholerę nie mogłem rozwalić D.Malaka. Mimo, że postać była napakowanym fighterem i po drodze młóciłem wszystkich aż miło. Czy ktoś zetknął się z podobnym problemem?

      LINK
      • Re: The Outer Worlds 2

        AJ73 2025-11-26 16:42:37

        AJ73

        avek

        Rejestracja: 2017-10-12

        Ostatnia wizyta: 2025-11-28

        Skąd: The Foundry

        -Czy ktoś zetknął się z podobnym problemem?

        Tak

        Generalnie, jako główny zuoł, Malak jest przepakowany mocami i odpornością na nasze kontry w Mocy nazwijmy to.
        Po prostu, tu potrzeba bardziej sprytu, ale też co bardziej istotne - umiejętnego rozwijania własnych umiejętności czytaj - inwestowania punktów w te "ficzery", które naprawdę nam się przydadzą.
        Ktoś, czyli _numbers powie - ale zaraz, zaraz, jak mam inwestować w odpowiednie umiejętności, skoro nie wiem, które tak naprawdę mi się przydadzą = dadzą mi "asa z rękawa" w odpowiednim momencie przechylając na moją korzyść pojedynek z takim Malakiem na przykład.
        No właśnie, w tym cała zabawa, że się nie wie

        Co do samego Malaka, po którymś tam ograniu gry okazywało się, że to nie rozwijanie mocy ofensywnych jest kluczowe w starciach z "force npcami", a odporność na nie (w tym na Moc).
        I nagle okazywało się, że Malak mógł sobie forseuserować, na nas, a my na to jak na lato - wszystko odbijaliśmy, bo byliśmy odporni .


        Ps., jeśli chodzi o finałowy pojedynek z Malakiem na Gwiezdnej Kuźni - trzeba było najsamwpierw powybijać tych Jedi, których Malak więził i czerpał z nich Moc.
        By to zrobić, należało cały czas używać "force speed", olewać go czyli nie wchodzić w starcie - czego nikt nie robił i dlatego dostawało się bęcki, i wtedy mógł nam natrukać, ten Malak.
        Ale jak wspomniałem, przecież nikt tego nie rozwijał, bo wiadomo, że każdy inwestował w force push, lightning czy choke.

        A on na to, nie masz pan force speed i co mi zrobisz ? = bęcki xd

        LINK
  • Wolfenstein II: The New Colossus

    cwany-lis 2025-11-26 20:13:57

    cwany-lis

    avek

    Rejestracja: 2003-07-31

    Ostatnia wizyta: 2025-11-29

    Skąd: Sopot

    Ech, nie byłem gotów na takie "cinematic exprerience" - może przy innej okazji by mi "siadło" budowanie relacji w drużynie, duża ilość przerywników filmowych i mnóstwo postojowych akcji typu "idź na drugi koniec okrętu po baterie a potem zejdź na sam dół i posprzątaj korytarz".

    Do tego klimat produkcji - doceniam poziom realizacji, scenografię i reżyserię scen ... ale balans w powadze/humorze do mnie nie trafił. No nie kupiłem tego - poważna, dramatyczna scena jest przerwana żartem o - pardon - s*aniu, do tego ciężarne ostrzeliwujące się kobiety, obs*any Hitler, okupacja i kolaboracja Amerykanów. To wszystko miesza się w taki solidny artystyczny kolaż, ale nie dla mnie.

    Ale strzelało się dobrze - wolałbym jednak 6-7 godzin konkretnej wymiany ognia zamiast rozlazłych 16.

    7/10 bo to dopracowana gra jest.

    LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..