De facto nie chce mi się tego ciągnąć, ale cóż... mój masochizm zobowiązuje - i posty ponabijam, a co!
[jeszcze mi trochę do 3`000 brakuje]
Nie chcę niczego zmieniać - po prostu mam Twój obraz i to mi wystarcza. Powiem tak: Koleś, bądź sobie kim chcesz, wierz sobie w co chcesz, rób na co masz ochotę. Zostań nawet Afroamerykaninem mimo, że masz (pewnie) jasny odcień skóry - bo widzę Tobie to różnicy nie robi.
Przy okazji. Bardzo mi się podoba ironiczne, ale i prawdziwe, stwierdzenie Horusa "niewierzący katolik". I traktuję je w przenośni, bo oznacza ono - jak to nazwał Hal - "ateistę wychowanego w kulturze chrześcijańskiej". Tu nie mam zastrzeżeń.
I wiesz? Zawsze sądziłem, że są pewne definicje. I są one tworzone po to, by można było rozróżnić np. ptaki od krów. Ale widać niektórzy ludzie mają gdzieś te definicje i tworzą własne. No bo co mnie to obchodzi, że krowa nie ma skrzydeł? Od teraz cholera ma. O! I krowa od dziś jest ptakiem według mnie, bo wpływa na to wiele czynników.
Od katoli ja tutaj nikogo nie wyzywam. Stwierdzam tylko fakt, że nie jesteś katolikiem a teistą. Już nawet moja siostra (a jest katoliczką), smutno się uśmiecha, kiedy słyszy o "wierzących, nie praktykujących". Bo oni nie są katolikami. Postawy teistycznej Ci nie odmawiam - wierzysz sobie w jakiegoś tam boga. Ok. Tylko nie wiem bardzo, bo jak jedyny to... jaki? Bo jak niekatolicki, a jedyny, to jak możesz być katolikiem, jak to niekatolicki?
Chyba, że wiesz, że ten jedyny to katolicki, albo... nie no, ja się pogubiłem. Mała pomoc?
Wiesz o co mi chodzi? Ja po prostu nie mam zielonego pojęcia, co Ci pozwala definiować się katolikiem? Sam fakt, że jesteś wierzący? Taborety kochane, po to istnieje słowo monoteista, który wierzy w jedynego Boga, a na kościół leje równym strumieniem.
Chyba, że jesteś katolikiem, który traktuje sobie tą wiarę wybiórczo. To bym zrozumiał wszystkie Twoje wypowiedzi. Bo moi rodzice obchodzili te święta, to ja też będę, ale tego nie robię, z tego zrezygnuje. I tak podsumowując - to bardzo wygodnickie. Bo można każdą tezę katolicyzmu uznać za "ludzie się pomylili, mój jedyny Bóg tak nie myśli". Słuchaj, nie można sobie czegoś traktować wybiórczo - albo się jest katolikiem, albo nie. Albo się ma penisa, albo się go nie ma (pomijam hermafrodytyzm, ale to choroba). Bo równie dobrze mogę wziąć biblię, znaleźć fragment, w którym wyrzyna się jakiś niewiernych, olać przykazanie miłości i nawoływać do palenia heretyków.
I ja się tu żadnych księży, systemów wiary, duchów, religii nie czepiam. Ale tego, że za cholerę nie wiem czemu jesteś katolikiem. No nie wiem.
Może jestem ograniczony. No zdarza się czasem - i nie jestem w stanie tego pojąć. Cóż, będę musiał nauczyć się z tym żyć