TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Świat Filmu

Bliżej

Ki Adi Mundi 2005-02-01 22:58:00

Ki Adi Mundi

avek

Rejestracja: 2004-09-11

Ostatnia wizyta: 2022-03-23

Skąd: wroclaw

wlasnie wrocilem z filmu "Blizej" wiec wypadaloby o nim cos napisac
opowiada historie 4 osob: Anny, Larrego, Dana i Alice (Natalie Portman). lacza sie oni w zwiazki poczym przez caly film zdradzaja i wymieniaja partnetrami, wszstko pieeeknie przedstawione za pomoca bluzgow. w sumie jest to dosc chaotyczne i w pewnym momencie chyba sie pogubilem( ) kto z kim ostatnio spal. no ale daje to miejscami naprawde komiczny efekt
w sumie srednio mi sie podobalo ale jak ktos lubi takie filmy to prosze bardzo

LINK
  • Bliżej do bliżej :)

    Lord Sidious 2005-02-03 19:46:00

    Lord Sidious

    avek

    Rejestracja: 2001-09-05

    Ostatnia wizyta: 2026-02-01

    Skąd: Wrocław

    Romans zazwyczaj kończy się albo Happy Endem, albo tragedią bohatera i bohaterki, którego najczęściej bardzo się żałuje. Tym razem nie było Happy Endu, a prawie każdy dostał to, co chciał, lub to na co zasługiwał. „Bliżej” to historia związków czterech osób, którym niewiele brakuje do terapii w szpitalu psychiatrycznym. Nawet jeśli mają przebłyski normalności, to i tak, potem sami sobie niszczą życie, swoimi własnymi wyborami. Czyli mamy czwórkę powalonych bohaterów i historię ich wzajemnych związków.

    Dan – (w tej roli Jude Law (A.I.)), to niespełniony pisarz, artysta, dziennikarz. Dobrze ustawiony, acz chory z powodu swej ambicji. Co gorsza sam nie wie, czego chce i rujnuje życie, tym którzy go kochają. Choć wydaje się bardzo sympatyczny, z czasem przestajemy, go w ogóle lubić. Law jest świetnie dobrany, angielski, nonszalancki, zwłaszcza na początku. Doskonale obserwuje się jego upadek.

    Anna – (Julia Roberts) to z kolei małoformatowa artystka. Coś się jej niby udało, ale znów sama nie wie czego chce. Najważniejsze dla niej jest poczucie winy, nadaje się do klinicznego leczenia. Od samego początku sprawia wrażenie najmniej sympatycznej z całej czwórki bohaterów. Moim zdaniem Julia z całej czwórki aktorów pokazała najmniej… najmniej z siebie dała. Po prostu odegrała kolejną rolę, może średnio napisaną. Może barierą w graniu był jej wiek? Trudno stwierdzić.

    Alice (?) – (Natalie Portman (AOTC )) – to postać najbardziej tragiczna. Rozpaczliwie szukająca miłości stipteaserka, gotowa na każde poświecenie, byle móc kogoś pokochać. Szkoda, że Alice nie wpadła od razu na Larry’ego. A Portman? Tu jest największy problem, bo, co z tego, że pokazuje walory dorosłości, skoro nie widać tego ani po grze, ani po postaci. W wielu scenach żywo przypomina swoje zachowanie z „Leona Zawodowca”. Te same śmiechy, miny, gesty. Trudno ocenić na ile dorosła, a na ile aktorsko się rozwinęła. Alice wydaje się być najbardziej poszkodowana w całym filmie, ale jak się okazuje, prawie nigdy sama nie była szczera.

    Larry – (Clive Owen (Król Artur)) – największe pozytywne rozczarowanie. To była najlepsza rola w całym filmie i dodatkowo świetnie zagrana. Larry to jurny lekarz, z niepohamowanym popędem seksualnym, który mimo wszystko stara się odnaleźć swą miłość. W końcu osiąga to co, chciał osiągnąć. Na początku postać jawi się jako cham i prostak, acz wyedukowany. Z tym, że w przeciwieństwie do Dana im lepiej się go poznaje, im bardziej przyzwyczaja się do jego stylu życia i wypowiedzi, tym bardziej się go lubi. Clive Owen w tej roli wypadł znakomicie, przebił o kilkanaście klas, swą sztywną kreację – Artura. Jest zabawny, inteligentny, wygadany i miejscami śmieszny.

    A skoro o śmieszności mowa, to jest kilka scen, zwłaszcza jedna, przypominająca trochę naszą Kantynę . Z niej do tej pory się śmieję. W mało której komedii, udaje się coś takiego osiągnąć.

    Film jest jednak dość specyficzny, to pasmo bezsensownych zdrad, niszczących w miarę działające związki, a także kłamstw które odsuwają bohaterów od siebie, dzięki czemu jedynie bardziej się ranią. To nie jest wesoła historia, którą można obejrzeć od niechcenia, by się odstresować.

    I jeszcze kilka luźnych przemyśleń. Po pierwsze film trochę przypominał mi „Samotnych” – tyle, że tam większość bohaterów mimo wszystko była szalona, a nie miała problemów natury psychicznej. W rezultacie film był mimo podobnej tematyki, podobnej konstrukcji lżejszy i bardziej prawdziwy, bardziej ludzki. Tu cały czas mam wrażenie, że postaci mimo wszystko są wyobcowane. Może to kwestia różnic kulturowych, może to kwestia historii. W każdym razie „Bliżej” mimo wszystko był śmieszniejszy, zwłaszcza w kilku scenach.

    Druga rzecz to Londyn. Cóż dla mnie będzie się on zawsze miło kojarzyć, z moją wyprawą na TPM, ale było to miasto, po którym przyjemnie mi się spacerowało, od kina do kina... będąc pogrążonym w samotności w rozmyślaniach. Londyn coś w sobie ma, jakiś taki klimat i kto wie, czy właśnie dlatego te postaci w „Bliżej” zachowywały się tak, a nie inaczej, bo to był Londyn.

    Film na pewno jest inny, odległy od głównego nurtu Hollywoodu, mimo, że ma Hollywoodzką obsadę. Z tym, że w odbiorze tego obrazu trzeba pamiętać o jednym, nie jest to historia dla każdego. Warto mieć pewien bagaż życia, ze sobą (zupełnie jak w przypadku „American Beauty” i jak to wspomniał na Stopklatce Łukasz Figielski, chyba niekoniecznie jest to film, na który warto iść ze swoją drugą połową.

    Nie jest zły, ale chyba dość znamienite jest to, że najbardziej emocjonującym momentem było oglądanie zwiastunów filmowych i liczenie, czy przypadkiem nie pojawi się zajawka ROTS.

    LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..