Cóż jestem ciekaw,które postacie (główni bohaterowie) najbardziej przypadły wam do gustu lub najmniej albo które was najbardziej wkurzają.
Cóż jestem ciekaw,które postacie (główni bohaterowie) najbardziej przypadły wam do gustu lub najmniej albo które was najbardziej wkurzają.
Ja najbardziej lubię eee...nie wiem.Najmniej przypadła mi do gustu Bastila (mądriołek Jedi),Juhaani (nie ma jak to zwykła poczciwa kobieta-kot Michelle P. z powrotu Batmana).Najbardziej wkurza mnie Bastila (jak ja jej nie lubię!!) i chwilami nasz doświadczony przez życie,frustrat
Carth.
Mnie najbardziej bawiło drażnienie Bastilii sugestiami co do jej uczuć: "masz na myśli ciebie ze mną?" "tak... znaczy nie! Co ty sobie wyobrażasz!"
Bardzo lubię też Juhaani (i jej akcent), a HK-47 kompletnie mnie rozbrajał swoimi komentarzami
"[Tryb uwielbienia]: tak, mistrzu! Oczywiście, mistrzu!" 

najbardziej lubiałam Mission, z nią też w zasadzie wiecznie chodziłam. Może nie była najsilniejsza, ale ma naprawdę fajny charakter. Oprócz tego często podążałam z Juhaani. Komentarze HK-47 mnie również rozbrajały, ale za duży ich nie znam, bo nie był po tej stronie Mocy co trzeba. A jedną z najbardziej denerwujących postaci był według mnie Carth.
Jolee Bindo i jego komentarze ("niech pochlonie ten sluch młodych"
), a oprócz tego HK-47 i para Mission/Zaalbar (ich dyskusje zbijają z siedzenia). Jedyna postać, która mnie wkurzała to Juhani przez te swoje wieczne użalanie się nad sobą (Zakon jej nie zechce, jest zła i te sprawy, brrr).
Bastila, pośrednio dlatego że była pierwszym Jedi w ekipie i się na Taris Lightsaberem wywijało ostro
no i Mission, wiecie "...z Mission można było Banthy kraść..."
, te postacie najczęściej miałem w składzie drużyny. Z tych nielubianych to zdecydowanie Carth bo mdliło mnie jak go słuchałem i widziałem, chętnie bym go wywalił z KOTOR... i Zaalbar choć go lubie to po akcji na Kashyyyk powinien opuścić drużyne bo IMO jest kompletnie nie przydatny
Bastila Shang - W sumie neutalnie... Trochę zbyt mędrkowała i tak jakoś ogólnie była nie tego... ale umiała walczyć
Canderous Ordo - typ macho i morderca... no i Mandalorianin... Gdyby nie to ostatnie, to bym go nie lubił... No, ale nie można olewać Kolegów, nie?
Aha, lepiej wyglądał w Mandaloriańskiej zbroi, niż bez niej
Carth Onasi - nie lubiłbym go za to biadolenie... ale przypomina nim mnie, więc niech będzie
HK-47 - mimo, że jakże zły, to pasował do paczki zdominowanej przez Organiczne Wory Mięsa i jest dla mnie genialną postacią z cudownie wrednym poczuciem humoru
Jolee Bindo - starszy pan ze specyficznym poczuciem humoru... więc... lubię
Juhani - osobiście bardzo ją lubiłem za ten wewnętrzny konflikt... jest jak dla mnie nieźle skonstruowaną postacią
Mission Vao - milusia panienka z kategorii tych niegrzecznych, a jakże uczynnych... lubiłem ją i lubię nadal
T3-M4 - tego zdalnie sterowanego odkurzacza nie polubiłem... czasem myślę, że stworzyli go na siłę... ale lubiłem nim sterować po mieście
Zaalbar - Chodzący Dywanik, ale nawet sympatyczna postać... ale jakoś mało z nim podróżowałem
-------------------------------------
Najczęsciej chodziłem z Bastilą, Juhanii, Jolee, HK i Canderousem... A T3-M4 olałem zaraz po misji z Bazą Sithów
...jest oczywiście Carth Onasi, jak na bohatera gier komputerowych, doskonale przedstawiona postać. Miałem go w drużynie od początku aż do samego końca i nie wyobrażam sobie przechodzenia gry bez niego. Druga jest Bastila, powody mojej sympatii do niej podawaliśmy już gdzieś wraz z Kypem.
Mój team wyglądał następująco: najpierw było to trio ja/Carth/Bastila, potem, po stracie Bastili, musiałem ją zastąpić Juhani. Juhani byla okropna zarówno z wyglądu, mowy jak i charakteru (płaczek, wciąąąż się użala...) ale była Jedi, i to znacznie leszpym Jedi od daremnego uzdrowiciela Bindo, z którym nie podróżowałem, jeśli nie był on niezbędny do ukończenia jakiegoś questu. Zaalbar, Mission i Canderous siedieli na pokładzie odkąd tylko się do mnie przylączyli, tak samo oba roboty - nie wiem po co kupiłem HK-47, bo ani razu z niego nie skorzystałem. Nie wiem co za wspaniałem poczucie humoru miał, bo go nie odkryłem i jakoś nie żałuję. To chyba tyle.
Czyżbyś gał w KotORa jak w grę typu TPP? Omijasz wiele genialnych questów w grze olewając HK-47, Canderousa, Zaalbara & Mission... Shed, KotOR to gra RPG, nie tak jak JA, które się przechodzi byle do przodu...
A swoją drogą, Juhanii jest wyjątkowo piękna... jak na przedstawicielkę rasy Kathar, oczywiście.
...tylko jedna sprawa - gry mnie nudzą. Od tego zacznijmy. Już przy TPP zasypiam, bo się nudzę. Przy przechodzeniu KotORa na mój sposób już czułem się przeciążony... przeszedlem raz, po JSM, i podziękowałem. Teraz pomyśl, co by się ze mną stalo, gdybym musiał łazić i gadać jeszcze więcej
Przechodziłem te questy, które były związane z bohaterami których lubię. Nie wyobrażam sobie, żebym wysilał się z własnej woli, żeby załatwić jakąś sprawę dla Mission czy Juhani...
Po kolei, każdego obgadamy.
Carth - czasem delikatnie mówiąc przesadzał z narzekaniem, jednakże, porządne z niego chłopisko, poza tym, jego nieufność kogoś mi przypominała...
Mission: Impossible - ciekawa osóbka, z temperamentem. A i do włamów idealna!
A jej rozmowy z Bastilą i Wielkim Z po prostu rozbrajały.
Zaalbar - małomówny chłopak po przejściach - w sumie ciekawa postać. Swój gość, choć rzadko był ze mną w drużynie - jednakże, z przyjemnością pomogłem zrehabilitować mu się ze statusu madclawa.
Bastila - chyba moja ulubiona postać. Zabawny charakterek, zabawne momentami filozofowanie; tak niewiele trzeba było by ją sprowokować
Albo wątek ze zgubionym mieczem świetlnym... Muszę przyznać, że gdy zwiała z Malakiem [
] - ruszyło mnie - nie powiem, ciekawie przeprowadzono wątek romansowy
T3-M4 - momentami zabawnie było się w niego wcielić, ale po Taris sporadycznie ze mną podróżował, jedynie na "większe włamy".
Candy - jego opowieści wojenne były ciekawe, nie powiem. Jednak, jako postać nie przypadł mi do gustu. Dodam jednak, że zabierałem go na wszystkie starcia z Mandalorianami.
Juhani - kolejna osóbka po przejściach. Choć jej akcent wprost rozbrajał, ciekawie się z nią rozmawiało, zwłaszcza słuchając opowieści o gloryfikowaniu Jedi przez Catharów
Jolee Bindo - moja druga ulubiona postać. Jego poczucie humoru i teksty [tak, sygnaturka] po prostu maksymalnie wymiatały; vide opowieść o zapisywaniu się w historii przez wkomponowanie się w reaktor okrętowy czy słynne "I`m old, damn it! I`m allowed to be enigmatic when I want to!". Od Kashyyyk towarzyszył mi prawie notorycznie.
No i tragiczny wątek jego żony i konfliktów z Zakonem...
Hunter Killer-47 - niby "moje dziecko", niby miał genialne poczucie humoru i wstawki, ale poza funkcjami droida protokolarnego w obozie Tuskenów, nie wykorzystywałem go zbytnio (nie żebym był jakimś zwyrolem
).
Reasumując - większość czasu spędziłem w towarzystwie Jedi.
Mihoo napisał:
Hunter Killer-47 - niby "moje dziecko", niby miał genialne poczucie humoru i wstawki, ale poza funkcjami droida protokolarnego w obozie Tuskenów, nie wykorzystywałem go zbytnio (nie żebym był jakimś zwyrolem
).
Jak trzeba było dogadać się z tuskenami pokojowo? Ja nie wiedziałem i musiałem rozwalać :\. Mimo to nie dostałem PCS. W sumie to niepotrzebnie kupowałem HK...
Proszę o odp., pozdrawiam.
-Jak trzeba było dogadać się z tuskenami pokojowo?
Po pierwsze, konieczny jest HK-47 - tylko z nim w drużynie można problem Tuskenów rozwiązać pokojowo, bez niego nawet nie próbuj konwersacji! W rozmowie z przywódcą plemienia pojawi się opcja odnośnie ugody - o ile pamiętam będziesz musiał kazać HK zaproponować rozwiązanie bez rozlewu krwi. Całość będzie się sprowadzała do tego, że Tuskeni chcąc przenieść się z obecnego miejsca potrzebują skraplaczy wilgoci. Tu pole do popisu dla Ciebie - trzeba udać się do sklepu Czerka Corp., kupić rzeczone skraplacze za 400 kredytów albo i taniej [Persuade rulez!
] i przynieść je do obozu. Tam trzeba chyba pjeszcze orozmawiać ze strażnikiem wejścia, powiedzieć mu z czym przychodzisz; po czym udać się do samego wodza - i jego uracz rozmową. W zamian otrzymasz specjalną włócznię gaffi wodza i będziesz mógł wypytać go zarówno o Star Map jak i Griffa czy uwięzionych Jawów [questy poboczne].
Mam nadzieję, że pomogłem - miłego grania; również pozdrawiam
to HK- 47 (niezapomniany cytat: "(...) kiedy poinformowałem go o jego statusie wora mięcha (...)"- to jest ten moment, kiedy padłem na ziemię i się zlałem). Drugim ulubieńcem była Bastilla (cycki, cycki, cycki!).
Zdecydowane najbardziej wkurzał mnie Carth!
Opcjonalną sympatię żywiłem do Mission, z tym, że nosiła jakieś takie niewyjściowe łachy, co nie przystoi Twi`lekance...
ściągnać odpowiedni mod dla Mission. Podobne ubranka do tych co nosiła swego czasu Britney.gif)
.gif)
nio i wersja kolorystyczna naszej Twi` lekanki bardziej hmmm kaukazka
Ja często wymieniałem postaci, pewnie dlatego, że żadna mnie do siebie nie zachęciła jakoś szczególnie... ale też i nie zniechęciła.
Za cechy charakteru nie przepadam za Bastilą - niby chciała, ale i zarazem nie chciała, miała zasady i się mądrowała, ale później była gotowa je złamać... nie przepadam za takimi osobami.
Sympatię czułem za to do Cartha - to był w porządku gość. Nic do niego nie mam. Może był do przesady nieufny, ale był też uczciwy i wierny, a na takich ludziach można polegać.
Canderous był generalnie ciekawy jako postać - twardy, doświadczony facet, nie żaden szczawik. Niestety między nami nie ułożyło się
. Nie wiem za bardzo dlaczego, ale stosunkowo mało z nim przebywałem - tak widać chciała Moc
.
Hmm, najbardziej lubiłego chyba Jolee`ego. To był podobny typ do Canderousa, a do tego Jedi. To znaczy traktowałem go jako postać, od której mój bohater może się czegoś nauczyć. Nikt inny do tej roli się raczej nie nadawał. Bo taka Bastila to raczej koleżanka - ona mogłaby się ode mnie uczyć, a nie ja od niej... Juhani prezentowała się trochę lepiej w tym zakresie, ale ona miała swoje osobiste problemy.
Tak więc podsumowując mogę wyróżnić dwóch bohaterów - przede wszystkim Jolee`ego, a później Cartha. Z nimi można się było liczyć. Pozostali to głównie zwykli towarzysze podróży. Niestety w grach tak bywa często, że wartościowych postaci jest niewiele...
Dokończę moją wypowiedź na temat bohaterów KOTOR`a.
Carth-czasami mnie wkurza,ale ogólnie nie jest zły (jak grasz kobietą to na początku lubi się przekomarzać).W sumie był prawie zawsze elementem mojej drużyny.
Mission-fajna dziewczyna,ma niezłe texty.Ale fakt faktem później jest prawie bezużyteczna.
Zaalbar-jak ja lubię wookiech.Bardzo dobrze posługuje się mieczem i jest wytrzymały.Jest moim kompanem zawsze na Tatooine (no i taris,kashyyyk).
Canderous-Ja tam z niego nie korzystam.Nie lubię go za bardzo i to że jest Mandalorianinem nic zbytnio nie znaczy (Fettowie są the best).
Jolee-teksty ma wspaniałe.Ma ciekawą historię.Bardzo go lubię i korzystam z niego dość często.Stary,ale jary !
T3M4-fajny,ale niestety nieprzydatny.Nie ma jak R2D2!
HK- 47-jest OK.Ale wcale z niego nie korzystam.Może ktoś wie,czy jest jakiś bodziec na pamięć HK-47 na samym końcu,gdy już nie da się go naprawiać??
Więc najbardziej lubię eee...Cartha,Jolee i Zaalbara.
Carth Onasi- CARTH MUST DIE! Nienawidzę go- jęczy, narzeka, zrzędzi, użala się, cud, że nie przejeżdża sobie wibroostrzami po twarzy. Jedyna postać, którą naprawde nie lubię.
Mission, T3- neutralny stosunek- ot, czasem jak pozostali się znudzili, to nimi- no, i nieźli do włamów.
Juhani- Jedi... To mówi samo za siebie, poza tym wyrzekła się łatwiejszej drogi- to zasługuje na pochwałę.
Zaalbar- Wookie!
Canderous- Mandlaorianin, opowieści o wojnach.
Bastila- tylko za walkę i moje teksty do niej (Jestem Huttem, w ludzkiej skórze, który próbuje obalić Republikę).
HK-47- Threepio-zabójca, poczucie humoru (,,Tylko rusz mojego pana, to wyrwę, Ci rękę", czy: ,,O, tak zastrzelmy go, to bardzo wydajne!")
I oczywiście:
Jolee- Uwielbiam go, ma teksty lepsze, niz HK (np. ,,A znasz inny sposób, żeby mieć żonę?", albo ,,Wpadł do reaktora, a jak krzyczał, hihihhi")
Szkoda, że Trask, zginął już na Endar Spire.
ulubione postacie (w kolejności do najmniej lubianej) to:
1) Bastilla - i ładna, i mądra, w dodatku zachowuje się tak, jak moim zdaniem Jedi powinna się zachowywać - nie jak jakieś zimne babochłopy w stylu Jainy czy Mary.
2) Carth - uważam że taka postać jest potrzebna, w dodatku jej zachowanie uważam za wiarygodne.
3) Jolee - zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia
4) Canderous - jak wyżej, zobaczymy co ciekawego pokaże w Kotorze 2
5) Mission - gdyby nie te piegi i niebieska skóra...
6) HK-47 - jakoś rzadko z niego korzystałem, co chyba było błędem, może naprawię to w 2.części
7) Juhani - strach na nią patrzeć
8) Zaalbar - zbyt małomówny
9) T3 cośtam - wołałbym chodzić we dwójkę niż z nim
wnerwiał Grievous... a najbardziej lubiłem Keirę... (dobra żart, bo oboje byli Revanem).
a poważnie - najmniej lubiłem Juhani... była wstrętna i głupia. Dlatego jak tylko mogłem 2 raz to od razu ją zabiłem.
droidów prawie w ogóle nie używałem. Z Zalbara rónież.
Najczęściej łaziłem z Canderousem i Joleem (bo lubiłem się z nim przekomarzać i mu dogadywać)...
a gdzie szacunek do życia? ja osobiście nie potrafiłbym zabić Juhani, nie na Dantooine, która przy muzyce będącej w tle stanowi dla mnie duchową odnowę. aczkolwiek słuchanie jak Juhani się żali jest dużym testem cierpliwości. wracając do tematu, uwielbiam Cartha i Canderousa, a jak patrzę na Bastilę, to usilnie wmawiam sobie: "Zalew to tylko efekt pracy grafików"
powinno być tak "Zalew, to tylko efekt pracy grafików" bo tamto brzmi jakbym wmawiał sobie że jestem efektem pracy grafików.
a wiesz jak fajnie się zabija Jolee`ego na nieznanym świecie
. Jedna z najlepszych akcji w grze
.
Ale grając CSM - najbardziej mi się podobało starcie z Malakiem... gdy to ja mu zabieralem energię zyciową z jego niewolników
.
niż uciekanie przed nim po całej hali widokowej i używanie Mocy w celu uleczenia się. ale tak bywa, ścieżka światła jest trudniejsza i bardziej wymagająca
a ja sie dziwie że taki tekst padł wogóle ze strony Lorda "najmniej lubiłem Juhani... była wstrętna i głupia" to jest argumentacje na poziomie smarkaczy z podstawówki albo łysych chłopców z kijami siedzących na ławeczkach przed blokiem, pozatym zabicie kogoś tylko dlatego ze nam się nie podoba jego char. nawet w grze mówi cos o psychice człoweka...
generalnie - chodziło o to, że taka kotka mi się wizualnie nie podobała... to nie Star Trek
. To raz
A głupia - męczyła mnie swoim użalaniem się nad sobą. Jak grałem pierwszy raz, to w praktyce większośc czasu spędzała w statku - bo mi nie była do niczego potrzebna
więc grając 2 raz (kobietą - Keirą
) od razu ją zabiłem :>.
Zresztą to, że się użalała nad sobą (i tym samym smęciłą jak niewiadomo co), wspomniałem nie ja pierwszy
Drugi raz grałem Full Dark Side
. Bo jak ładnie zasugerowałem w pierszych słowach poprzedniego posta, grałem dwa razy - raz Grievousem a raz Keirą
. Grając Keirą nawet nie kupiłem droida HK
. Łatwo się domyślić, jakie końcówki były w dwóch grach
.
moze przesadziłem ale wyłazi za mine pierwsze pół roku na psychologii ;-P tym nie mniej jest kwestja którą chciał bym poruszyć na forum tylko nie chce żeby wyszło na to że prowadze jakąś "idealistyczną krucjate" czy coś podobnego chodzi mi o przemycanie do KOTOR u Sithów i SW wogóle (imperium) elementów nazizmu i tego jak sporo ludzi chciał by być Sithem czy oficerem imperium i jak to interpretować, wasze opinje przydał by mi sie to na studia a dyskucja był by chyba ciekawa... co o tym myślisz???
Skąd ta fascynacja Ciemną Stroną
http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=81776
zwłaszcza jeśli chodzi o wypowiedzi moje i Sebastianiego ... bo to była długa i ciekawa dyskusja
. w sumie szkoda, że niedawno doszliśmy przy okazji innej rozmowy do pewnego zrozumienia Ciemnej i Jasnej strony Mocy (bo to na GG wyszło
).
a co do samej gry - to chyba wyciągasz trochę błędne wnioski... mimo wszystko, przynajmniej ja, traktuję KOTORa jak grę - i gram by wygrać. W tym momencie mając pewną strategię wygranej okazuje się, że takie czynniki jak Juhani są zbędne. A sokoro nie chce jej taszczyc ze sobą, to najławtiwjeszym sposobem jest jej likwidacja, zwłaszcza, ze z pewnego punktu widzenia wykonałem dokłądnie powierzoną misję. Zlikwidowałem Mrok w gaju
.
W sumie - wiesz jak chcesz rób sobie testy psychologiczne na forum, będzie ciekaweij - zresztą sam kiedyś pewne gierki tego typu tu zapodowałem, fajnie by było, gdyby ktoś to kontynuował. Na razie Gothmog robi badanie socjologiczne Forum
, więc eksperymentuj na ludziach
.
natomiast bardzo źle się gra na Ciemnej Stronie, źle się czuję wypowiadając złośliwe odpowiedzi, zabijając bez powodu, nie pomagając innym. Po prostu się męczę i gra mnie odrzuca, jest to sprzeczne z moją naturą. Jedyny powód dla którego zagrałem też po Ciemnej Stronie to fajne moce, np. lightning i chęć zobaczenia zakończenia.
wiesz, może to zgubny wpływ pracy w firmie windykacyjnej.. w pewnym momencie człowiek się nie pałuje
. Albo po prostu pochłonęła mnie już Ciemna Strona do reszty
. W każdym razie jest to droga Wielu Możliwości
.
A wiec tak:
1sze miejsce Jolee & Carth
2 Bastila
3Canderous (za opowiesci wojenne szczególnie tą o tym dziwnym asteroidzie co okazał sie statkiem i poleciał potem w kierunku krańca galaktyki, czyżby koralowy skoczek?)
4Juuhani
5Zaalbar & Mission (mało z nimi podóżowałem
6HK-47 & M3 T5 (czy jakoś tak
Lord Sidious napisał:
w sumie szkoda, że niedawno doszliśmy przy okazji innej rozmowy do pewnego zrozumienia Ciemnej i Jasnej strony Mocy (bo to na GG wyszło
).
-----------
Wiesz, to było tylko pewne zrozumienie, jak słusznie zauważyłeś
. Tak naprawdę to można tylko starać się odpowiedzieć na pewne pytania i mieć nadzieję, że postępuje się słusznie. Dokładnie tak, jak robił to Mace Windu w Punkcie przełomu. Przecież to nie jest tak, że ktoś po Jasnej Stronie wszystko wie i nie ma już żadnych wątpliwości. Każdy je ma, ale jakoś trzeba sobie z nimi radzić. Także nie powiedziałbym, że nastąpiła jakaś szkoda... Dla mnie jest to wręcz zysk
.
jeśli stawia się sobie pytania, dlatego jak to mądrze powiedział Yoda Sywalkerowi na Dagobah- musisz oczyścić umysł z pytań. kierując się inną nasuwającą mi się myślą mogę równierz zacytować - zupełnie nie mam pojęcia kogo- "Jedi się nie zastanawia, Jedi wie". jeśli się nie mylę, to jest to przywoływany już przez Ciebie "Shatterpoint". ale to taka mała dygresja, bo zapewne nieistotna w Twojej i Lorda epickiej dyskusji
Z takim rozumieniem Jedi ja się nie zgadzam. To znaczy muszą być dwa etapy - etap pytań i etap decyzji. Problemem jest równowaga - nie jest dobrze, kiedy pytania uniemożliwiają podjęcie decyzji, tak samo jak nie jest dobrze, kiedy ktoś podejmuje decyzje bez postawienia wcześniej ważnych pytań. Nie znam dokładnych cytatów, ale jeżeli Yoda mówi, aby zupełnie oczyścić umysł z pytań, to po prostu nie ma racji
. Ktokolwiek również twierdzi (nawet jeśli to jest Mace), że "Jedi się nie zastanawia, Jedi wie", ten także w moim odczuciu się myli. To jest aroganckie podejście, którego właśnie Jedi powinni się wystrzegać. Przecież wiedza nie przychodzi sama z siebie, tylko jest wynikiem myślenia. Moim zdaniem myślenie jest równoznaczne z zastanawianiem się, a zastanawianie się prowadzi do pytań.
tutaj znów podeprę się lekturą Shatterpointu, gdzie wśród naprawdę wspaniałych przemyśleń przewija się wątek warunków zwycięstwa. otóż przy każdym działaniu trzeba się zastanowić, co chce się osiągnąć. masz rację- że trzeba zadać sobie pytanie. pytanie brzmi: co będzie moim zwycięstwem. Teraz powtórze za Spiskiem na Cestusie: "nie ważne jest, z czym się walczy, ważne jest, o co się walczy". teraz znów Shatteroint: "Jedi nie są altruistami, Jedi są pragmatykami". stąd bierze się ustawiczne balansowanie ma krawędzi zła. hasło, iż Jedi wie nie odczytuj jako pychy. ono ma inne znaczenie. zgłębię wątek Yody na Dagobah. tłumacząc na polski tamten dialog dosłownie:
- ...ale dlaczego?
- nie! nie ma dlaczego! musisz oczyścić umysł z pytań.
kwestia jest taka, by nie rozważać wszystkiego, tylko kierować się kodeksem. powiedzmy tak- są aksjomaty, których Jedi nie powinien kwestionować, i dlatego należy oczyścić umysł z pytań.
Tak, właściwie to teraz jest zgoda między nami
. Na tym właśnie polega bycie Jedi, ale i nie tylko Jedi. Moim zdaniem to, co napisałeś jest ogólnie słuszną drogą postępowania.
że również nazwałeś to słuszną drogą postępowania. można sobie nie zdawać sprawy z tego, jak wiele saga Star Wars ma do zaoferowania na płaszczyźnie duchowego kształcenia. jednak jak powiedział Morfeusz w filmie "Matrix" jest różnica pomiędzy znaniem ścieżki, a podążaniem ją".
od tej debaty o Jasnej, Ciemnej i (nie) Mocy ogólnej, to muszę się do czegoś przyznać- miałem paskudny zwyczaj nie- ubierania mojej drużyny. Żeby była jasność, grałęm wyłącznie kobietami (Bastilla, Mission i lasencja wykreowana)...
I kto tu jest naprawdę chory, co?
mój opad szczeny jak pierszy raz zobaczyłem Bastilę w bieliźnie. obaj jesteśmy walnięci
że niektórych podniecał widok Wookieego
nie wiem jak tam nagi Wookiee, ale to nie moja domena
ummm nio powiem tylko http://www.pcgamemods.com/7617/a/1/ i http://www.pcgamemods.com/5789/a/1/
i jesteśmy w domu
stonowane, gustowne, subtelne, delikatne, łechtające zmysły.
faktycznie dom- ciepło domowego ogniska
kurde fiu! No, to stary, nocka przy KOTOR`ze, nie ma bata!
A masz może wersję BEZ bielizny???? Fetysz
ale chyba tylko 2 dni bo ją wywalili choć w komentach do wersji cenzurowanej autro co innego pisze ale był na tej stronce na 100% szukam jej od głuższego czasu (to prawie jak matrix) po necie, a tak przy okazji polecam mody zmieniające żołnierzy sith w strom trooperów a żołnierzy republiki w clone trooperów poprostu magia...
Wy zbereźniki forumowe! Czymś innym byście się zajeli, a nie oglądaniem nagich niewiast... Ech i to ja jestem nienormalny...
A tak na serio: Mody na inna bieliznę? Może jeszcze na pasemka dla zoofolów lubiących Zaalbara, lub innych lubiących T3.
I te linki daje przyszly psycholog... Wiesz, że trzeba byc wiecej, niz Samsonem, by to brzemie udźwignąć (taki żart zrozumialy dla psychologów, hmm... pierwszy raz podoba mi się, ze moja rodzicielka jest psychologiem)?
BTW: Święto, mój dwusetny post. Jeszcze więcej, Jeszcze więcej, niechaj żyję ja
(Jedyna rzecz, która dziś poprawia mi humor, po baaaardzo cieżkim tygodniu).
zaraz psycholog wszyscy mówią że ja tam za pacjętan robie
(tak między nami to ja na 2roku filozofii jestem a psyche dopiero od 4 miechów studiuje
) a chłopaki się wyszaleja i potem ich dziewczyny będą miały pare spokojnych nocy
a co do Zalbara to prosze bardzo pasemka?? http://www.pcgamemods.com/5318/a/1/ moze nie takie super ale to juz coś (czekam na wersje OtasMod for Zalbar
) gratulacje 200 posta czuje sie dumny ze to ja miałem zaszczyt byc tą osobą która dostałą twojego 200 psta
zawsze chodził w wydatnym negliżu!
Gdyby Zaalbar był jeszcze rodzaju żeńskiego, to oki, ale niestety- to chłopię było w dodatku... A ponadto futerka wyszły z mody :>
miał taką sexi czerwoną opaske. jakby ubrać w nią Bastilę
lecz to nie ten rozmiar całe szczęście
zapytaj Otasa
to jest kurde dandys prawdziwy. Podąża z nurtem mody- ogolił się i wody kolońskiej używa...
A na brzydotę nic przecie nie wskurasz
ale nie przechodziłeś nią w bieliźnie całej gry, co?
Btw. Bastilcia była bardzo estetycznie blada... A ja uwielbiam blade laski
stała, to się tak ślicznie wyginała w jedną stronę. to fakt jest bardzo estetyczna we wszystkich aspektach. i w tym momencie zauważyłem, że jesteśmy zdrowo popierniczeni!
gdy na mrocznym jastrzębiu dochodzi do pocałunku międy revanem a bastilą co się dzieje puzniej na gwiezdnej kuzni ??
ale numer, ja się tam nigdy z nią nie całowałem!!! ale na Star Forge nawróciłem ją z ciemnej ścieżki i wyznaliśmy sobie miłość
tak platonicznie!!! bo ponad wszelką wątpliowść duch jest ważniejszy od ciała, i to ducha należy nazwać człowiekiem, a nie ciało. wszak jak to powiedział Mistrz Yoda: "myślącymi istotami jesteśmy, nie tą surową masą". lecz tak sympatycznie było sobie o Bastili podyskutować
bo pamiętajmy, przede wszystkim ona jest Jedi
Czy jeśli byliście po JSM to mieliście tylko i wyłącznie moce odpowiadające tej stronie???Ja tam prawie zawsze jestem po JSM i używam mocy raczej dla CSM (z jasnych mocy mam zawsze tylko uzdrowienie).
i o czym to swiadczy, o czym (DS)...??
jak to powiedział Kyle Katarn, umiejętności korzystania z Mocy nie są permanentnie dobre lub złe. kwestia jest- jak się ich używa. uczuciowe zaangażowanie etc. więc Lordzie Bart- Dark side rulezzz to guzik prawda
bo skoro cel uświeca środki... to gdzie jest różnica między Jasną a Ciemną Stroną?
Yoda stwierdził, że Ciemna Strona jest SZYBSZA i ŁATWIEJSZA. Czyli, to nie tylko kwestia celu, a środków... W przeciwnym razie, podział na Ciemną i Jasną stronę jest bezsensowny.
drogi Lordzie, pozwól że jakoś spróbuję to przedstawić, lecz zaznaczam, że zmusiłeś mnie do zanudzania
jaka jest różnica między jasną a ciemną stroną Mocy na płaszczyźnie celu i środków? prosty przykład z życia codziennego. jedziesz do pracy, ostatni autobus podjeżdża z dramatycznym wręcz opóźnieniem. wyobraź sobie kable na karku jakie się Tobie mimowolnie tworzą. i oto przed Tobą gramoli się do busa obładowana taśkami starowinka. jesteś tak maksymalnie wkurzony, że masz zamiar zaraz te taśki jej na głowie rozwalić, więc z wymuszonym uśmiechem podłazisz do tej babci, bierzesz te tasie i jej pomagasz. ona ma Cię za tymczasowego zbawcę ludzkości i Ci dziękuje. a Ty ciągle chcesz jej wypłacić kosa w pysk. a teraz alternatywa. ta sama sytuacja z gramolącą się babcią, lecz Ty myślisz sobie: pomogę biednej kobiecie, bo nie daje rady, i z uśmiechem na ustach jej pomagasz, a ona ma Cię za tymczasowego zbawcę ludzkości. jak widzisz obie sytuacje dla babci i osób postronnych wyglądały tak samo, lecz to co się działo w Tobie, leżało na zupełnie innych biegunach. dlatego uważam, że Kyle Katarn miał rację. pamiętaj też o warunkach zwycięstwa... i aksjomatach, którymi należy się kierować, już się chyba na ten temat produkowałem pare postów wyżej
ja nie jestem oddany CSM a korzystam z niej.
Jedi zyskali potęgę przez zrozumienie... poddanie się JSM. Akceptowanie jej i jej nauk. Gdyby nie zbłądzili, a podążali wolą Mocy jak Qui-Gon, Zemsta Sithów by się nie udała.
Tak więc w tym przypadku kierujący się Jasną Stroną, zaakceptuję jej wolę. Najwyżej nie uda mu się wejść, bo tak chciała Moc.
Gdyby pomógł babci, byłby to dobry uczynek... Dobry według miary chrześcijańskiej...ale niekoniecznie spójny z wolą Mocy... Tu jest jeden podstawowy błąd, który popełniają fani identyfikujący się z Jasną Stroną Mocy. JSM reprezentuje pewien zbiór klasyfikowany jako Dobro... ale jak porównasz to z Dobrem - chocby wynikającym z nauk Chrześcijańskich... okazuje się, że to są zbiory nieprzystające. O tym nie można zapominać...
Oddany Ciemnej Stronie Mroczny Jedi z pewnością, musiałby podstawić babci nogę, zrzucić itp. z tym się zgodzę.
Ale Sith?? W żadnym wypadku. Sithowie zyskali wiedzę, dzieki potędze. Ciemna Strona to droga otwierająca wiele możliwości... niektóre uznane nawet za nielogiczne... .
Wszystkie mają jedną wspólną cechę - BRAK AKCEPTACJI losu, że można nie wejsć do tego autobusu i sięspóźnić..
Najprostsza to ominięcie babci, podbiegnięcie do drugich drzwi. To droga złości i gniewu... a nie przemocy...
Oczywiscie droga przemocy - to droga Mrocznego Jedi, który zbłądził z JSM i uznaje, że CSM to jej odwrotność...
Ale CSM - to również podstęp - taki jak pomoc babci...Z tym, że jak widać, jest ona jak najbardziej interesowana...
Uśmiech na ustach - zwłaszcza jak się jest maksymalnie wkurzonym - to domena Sithów
. zobacz sobie jeszcze raz AOTC i Palpatine`a opowiadającego do JEdi "przyjaciele"...
Pomoc babci, może zagwarantować Ci wejście, do autobusu... może też przy zwinnych palcach zagwarantować Ci jej emeryturę... a jak się postarasz, może Ci nawet załwti miejsce do siedzenia.. Wystarczy, że udasz, że Ci w kościach coś od jej ciężkich tobołków strzyknęło..Wzbudzisz w niej poczucie winy, ktoś jej ustąpi miejsca, a ona ustapi je Tobie? To jest dopiero CSM.
porównując kodeks Jedi i Sith dochodze do wniosku że ani jeden ani drugi nie jest ani dobry ani zły przy czym musimy tu jeszcze zdefiniować jak rozumiemy pojęcie dobra i zła, bo bez tego ani rusz (w tym wypadku przyjme wbrew sobie definicje jaką daje uniwersalizm etyczny) moim zdaniem rzecz polega na tym że Sithowie uważają że moc jest narzędziem które można a nawet trzeba wykorzystać, Jedi natomiast traktują moc jak swego rodzaju panteistycznego nieupersonifikowanego boga (tak mi się wydaje) i mówią żę sest ona darem przyczym i 1 i 2 podejście może prowadzić do złych i dobrych rzeczy, dla mnie Sithowie (jeśli ograniczyć się tylko do ich kodeksu, sposobu pojmowania mocy i przyjąć że zostawiamy ich świato poglad w spokoju) byli by doskonałymi wojownikami którzy używając CS mogli by tak samo walczyć w obronie Galaktyki jak walczyli w celu jej podbicia tak samo jak Jedi mogli by używająć LS być zdolni do złych czynów przychodzi mi tu na myśl mozę nie zbyt fortunnie przykład inkwizycji (pamiętajmy że zarówno dla Jedi i Sithów to co robią jest słuszne bo nie wierze ze Sithowie wychodzą z założenie że będą źli bo dobrym być to taki niefajne) naprawde uważam że CS to tylko pewne podejście do tego czym jest moc i jak z niej kożystać i nie musi prowadzić do "złych" czynów... ale i tak uważam że w życiu nie ma nic białego i czarnego tylko baardzo wiele odcieni szarości...
głebokich na swój sposób rozważań stwierdzam, że przesadziłeś z tyimi Jedi podbijajacymi Galaktykę
naprawdę przesadziłeś.
-40 diopri (czy jak się to pisze) gdzie ja napisałem ze Jedi podbijaja galaktyke? daj cytat powiedziałem, że tak samo jak św. inkwizycja mogli by czynić zło uważająć że mają racje i prawo tak czynić, pisałem że SITH mogli by tak samo walczyć w odronie galaktyki jak walczyli żeby ją zdobyć ale się już potarzam więc urzyj oczu Zalew... dahaaa boys
wstałem dziś o 4:00 więc po tylu godzinach czytanie takich dwóch postów jak Twój i Sidiousa nie koniecznie przychodzi łatwo jak chce się wynieść jak najwięcej treści. po prostu napisałeś o Sith walczących dla republiki/ galaktyki ( nie pamiętam
) i o Jedi czyniących zło a ja walnąłem syntezę. wybacz jeszcze raz. aczkolwiek Jedi czynili zło... staczając się w ciemność...- Deepa Billaba.
tu jest problem bo jesli Jedi będzie czynił "źle" myśląc że postępuje słusznie to znaczy ze podąża ścieżką DS (choć nieświadomie) czy tez moze dalej jest po LS mimo tego ze czyni zło ale nie świadomy tego ze je czyni albo myśląc że czyni dobro? Będe wałkował ten przykład inkwizycji (jak się rozmijam z prawdą to niech ktoś mnie sprostuje), czy lepszy jest ten kto czyni zło i wie ze je czyni czy ten kto czyni zło i jest tego nieświadomy? Mamy takiego Jedi który robi tak jak pisałem wyżej ale w jego świadomości jest dalej prawym człowiekiem (albo obcym) i dalej stoi po LS i mamy takiego hm Upadłego Jedi który posługjue się DS i jest tego świadomy ale nie jest wcieleniem zła (zostaje np przemytnikiem czy Łowcą Nagród) teraz pyt. który z nich jest lepszy? Obydwaj są w pewnym stopniu źli ale wg. świata SW to 2 z nich będzie pochłoniąty przez DS, i skończy skorumpowany przez ciemnoćś któa go zniszczy fizycznie i psychicznie. Co mi się właśnie nie podoba bo to sprowadza wszystko tylko do wyboru strony LS albo DS a potem to juz czysta predestynacja, dla mnie przejść na DS to nie znaczy stać sie złym tylko zmienić swoje podejście do mocy i tego jak jej używać... ale jest 1 w nocy (impreza przedemna
) a ja już zaczynam się we własnych zdaniach plątać więc jak ktoś odpisze na te moje urojenia to jutro moze będe w stanie coś sensownego odpisać
ciacho!
jak to powiedział Thrawn, naszego egzaltowanego Mistrza Jedi- Joruusa C`Baotha. Pomijam tutaj fakt, że był obłąkany. on mówił Luke`owi, że nie jest pogrążony w Ciemnej Stronie. Był jeszcze Jolee Bindo, który w pewien spośób negował odział na jasną i ciemną stronę Mocy. Ale powtórze po raz kolejny, moim ( skromnym oczywiście ) zdaniem podział ten zachodzi w umyśle i sercu użytkownika Mocy. i tam decyduje się, czy postępuje ścieżką mroku, czy światła. myślę, że Jedi czyniący źle, lecz nieświadomy tego- pozostaje w pełni po jasnej stronie. mógł po prostu zostać wprowadzony w błąd np. Dooku i akcja z Mandalorianami. tak samo Qui-Qon postąpił źle ( moim skromnym zdaniem ) upierając się przy szkoleniu Anakina. ale obaj byli wtedy daleko od ścieżki mroku. ja muszę już lecieć do lepiej chyba dla Ciebie, bo nie musisz już dalej tego czytać
będę czytał Twojego posta zdanie po zdaniu 10 razy i wezmę się do pisania więc czas zacząć
Nauki Mocy- przecież coś takiego nie istnieje. przynajmniej nie na płaszczyźnie słowa nauka. ale wiem o co Ci chodzi, trochę to trudne do sformułowania bo ekhm "język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie". Ujmijmy to raczej w słowa: Jedi czerpali wiedzę z Mocy. możesz się uprzeć że to inna oprawa tej samej treści, aczkolwiek "nauki Mocy" jakoś źle brzmią. <chwila odpoczynku> Popadasz w tendencję zachwycania się Qui-Gonem: "och jaki wspaniały niepokorny Jedi, on to pojął Moc." on po prostu miał swoje zdanie i nie ufał "mądrości rady". to wszystko. a Ty twierdzisz, że gdyby było więcej Qui- Gonów to by nie było zemsty Sith. dziwne stwierdzenie. napisałeś, że nie jesteś oddany Ciemnej Stronie, a kożystasz z niej. a ja palę 10 paczek papierosów dziennie, ale nie zachoruję na płuca, a uzależniony nie jestem na pewno. ( to oczywiście przykład, ja nie palę ). ja nie klasyfikuję Jasne Strony Mocy jako permanentne dobro. powtórzę po raz kolejny: Jedi nie są altruistami, Jedi są pragmatykami. a ciemna czy jasna strona to powiedzmy stan ducha, który pozwala robić danej istocie takie a nie inne rzeczy napędzając ją. Jeżeli korzystasz z Ciemnej Strony, to do niej przynależysz co najmniej w tym momencie. oczywiście staczasz się coraz bardziej w miarę intensyfikacji korzystania z Ciemnej Strony. za korzystanie z Ciemnej Strony i zgłębianie tych Twoich możliwości zapłacisz cenę. Lord Sidious ( ten Twój imiennik ) zapłacił twarzą- gdyż tak rozrywała go Ciemna Strona- to nazywasz kontrolą? Lordzie mój, używając Ciemnej Strony nie można przejść obok bez konsekwencji dla ducha. a gniew kontrolowany, nienawiść kontrolowana to iluzja, znam to z doświadczenia, kiedy pare tygodni temu zepsuł mi się monitor, to uderzałem w te stare pudło z całej siły z myślą "a może coś zaskoczy jak je walnę mocniej?". lecz moje zachowanie to było kontrolowane wyżycie się na zepsutym gracie.
uprzejmie proszę tak zacną osobistość jak Ty, ŻEBYŚ MI NIE MÓWIŁ ŻE SIĘ MYLĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! bo wtedy ogarnia mnie dziki szał. możesz powiedzieć subtelniej np. "Zalewie źle to rozumiesz". ale nie że się mylę!!! dziękuję.
Jedi Master Zalew napisał:
jak to powiedział Kyle Katarn, umiejętności korzystania z Mocy nie są permanentnie dobre lub złe. kwestia jest- jak się ich używa.
-----------
jaaasne już ten temat buł kiedys wałkowany, czy lightning w obronie dajmy na to młodych padawanów to dobre wykorzystanie force`a czy nie.... Tak naprawdę to w bezpośredniej konfrontacji DS przewyższa o 3 głowy LS
taka prawda. A w KotOR chodzi własnie o bezpośrednią młóckę...
ale wy jesteści zaślepieni tą Ciemną Stroną, a nas Jedi ośmielacie się nazywać głupimi ślepcami
to ja proponuję Lordzie Bart byś przemyślał "bezpośrednią młóckę" pewnego haryzmatycznego hrabiego z nie mniej haryzmatycznym zieloniutkim Jedi. błyskawice Mocy np. Yoda potrafi stłumić w dłoni, podczas kiedy Tyranus odbija je w sklepienie. dlaczego- bo wiele jeszcze nauczyć się musiał. przeceniacie swoje możliwości mroczne chłopaczki
FILM. W nim nie da rady pokozac wszystkich trików Mocy, zresztą ja juz mówiłem że GLu$ niestety ograniczył sie przy DS do gripa i ligtninga.... ale w grze czy RPG sam widzisz.....
polecam przyjrzenie się http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=1876 i pewnemu spisowi, który poczyniłem. A potem wyciągnąć logiczne wnioski.
że to ilość "sztuczek" gwarantuje potęgę? albo ich jakość? nie przyjacielu, potęgę daje wsłuchanie się w Moc.
do not anger you self... prawda jest taka że rzeczywiście DS jest potężna, nawet nie trzeba Kuna wspominać żeby to stwierdzić, (choć w KOTOR to dla mnie force wave + stun all było lepszym rozwiązaniem od błyskawic gdyby on jeszcze ogłuszały
ale i tak głównie to na speedzie i Valorze jechałem + Jump) ale popatrz jak kończą ci Wszyscy Potężni i Straszni i jakże Źli lordowie Sith i Upadli Jedi - ale w kawałkach lecą sobie w dół szybem reaktora albo lecą w dół szybu wentylacyjnego (w całości) tudzież ktoś im rączki poobcina albo ostatecznie wracają do LS, a jak nie to kończą jako eksponaty z obrazów Beksińskiego vide Malak czy Sion albo big V. także wiesz moze DS być od LS silniejsza tylko pyt. czy pod koniec swojego życie chcesz wyglądać jak chodzący toster albo Zombie? pozatym gdyby mógł używac mocy to wolał bym mieć te subtelne moce Jedi niż biegać i na każdym choke czy lightning stosować
tu chyba jednak nie chodzi o to, w jaki sposób się kończy, bo Jedi wyrżnięci w światyni lub wypadający przez okna też nie kończą sympatycznie. kwestia jest jednego z moich ulubionych cytatów odnośnie życia Jedi: "It will be a hard life but you will find out who you are".
jak czytam pierwsze zdanie z poprzedniego mojego postu to nasuwa mi się ten głupi cytat, że mężczyznę nie poznaje się po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. czuję się zażenowany własną osobą...
DS to by było,gdybym zabijał niewinnych bez sumienia i.t.p.Ja raz przeszedłem grę po DS i po zabiciu Jolee`go,Mission,Juhaani i Zaalbara miałem wyrzuty sumienia.No fakt,że gdy toczyłem walkę z tą małpą Bastilą i gdy ją zabiłem (nie było wyjścia,bo ja tej małpie miłości nie będę wyznawał!)nie miałem wyrzutów,ale to tylko wtedy.
dokładnie niby się całujesz ale to tylko chwilowe wyłączenie ekranu i tyle ale w dzienniku pisze że musisz poczekać z tą "przyjaźnią" i zobaczyć co z tym wyjdzie puźniej ja przeszedłem gre bez tego pocałunku wyznałem miłosć i wszystko O.K. ale ukończenie gry z tym pocałunkiem może być znacznie ciekawsze...
Bastilia to madralinska wszech czasow Carth to obrazalski Juhani nie panuje nad emocjami a Jolee to staruszek z laseczka . fajni sa Mission i Zaalbar najmniej madralinscy jednak sa ciency najlepsi sa Jedi
sie pod tym podpisuje rencami i szczudłami !
Po prostu ciężko mi w fandomie osobe na moim poziome znaleźć!
No dobra....Vengar jest daleko a Leo mnie zdradza...i co wy na to?
Najbardziej lubiłam chyba Mission ("jak będziesz mówił z Wielkim Z to stań po zawietrznej, a powinno być OK") i Bastilę, mimo tego, że była dość zarozumiała... ale na Taris było po prostu super - ona tak się wozi a okazuje się, że zgubiła miecz świetlny... Oh My God, Oh My God, Oh My God!!! To zawaliste było. Dwa razy przeszłam KOTOR-a, oba po LS, ale za drugim razem przed walką na dachu Świątyni zapisałam, Bastila po DS jest po prostu Beznadziejna przez duże B. W dodatku na 19 czy 18 lvl - nie ma szans na nauczenie jej gradu ciosów.