W sumie fakt, że już niebawem do naszych kin wejdzie japońska wersja "Ziemiomorza", natchnął mnie by się zająć serialem. Wydany u nas przez Monolith na DVD jest filmem inspirowanym twórczóścią Ursuli K. Le Guin, szczerze powiedziawszy trudno go nazwać ekranizacją, i poza nazwami raczej nikt nie stara się ludziom tego wmawiać, oczywiście poza producentami, którzy na szczęście nie mieli tyle tupetu by napisać "Ursula Le Guin`s Earthsea"... Prawdę powiedziawszy scenariusz powstał na zasadzie przeczytania dwóch pierwszych tomów dokładnie - "Czarnoksięznika z Archipelagu" i "Grobowców Atuanu" oraz zapoznania się z resztą świata, a następnie napisania spójnego scenariusza, bo co tu dużo mówić trudno sobie wyobrazić te dwie różne powieści jako jeden serial. Owszem łaczą się, ale dla mnie Grobowce mają więcej wspólnego z resztą niż z Czarnoksiężnikiem. No i co tu dużo mówić, więcej sugerują niż pokazują. Tu nie ma sugestii, jest rozbudowana i spójna historia w której poza postaciami nazwanymi tak samo pojawiają się sceny przypominające te z książki, zwłaszcza te, które zapadały w pamięć (z wyjątkiem tej zamykającej Czarnoksiężnika, ona kończy pierwszy odcinek, ale jej najważniejszy element przeniesiono do finału Grobowców - niemniej jednak pozostał, w myśl zasady Cecila B. DeMille - że po dwóch godzinach zabawy, czas na 5 minutowe kazanie
. Podobnie jak we Władcy Pierścieni Tolkiena, ta gożka końcówka jest bardzo ważna i jest wymową dzieła. Ona tu została, ba zmagania Geda przez to że dłuższe i trudniejsze są chyba nawet ciekawsze niż w oryginale (zwłaszcza w drugim odcinku, gdzie się dzieje dużo), acz jak wspomniałem niewiele ma z nim wspólnego. Całkowicie zwalony został wątek feministyczny, który niejako był ważny dla Ursuli, ale jak wszystko jest na tyle inne, że czasem trudno wychwycić nawet sceny, które pozostały po oryginale, bo z powodu kolejności mają one inną wymowę. Niemniej jednak podstawowy plus jest taki, że ktoś nad tymi zmianami usiadł i pomyślał, co chce zrobić. Zainspirował się książkami i napisał własny scenariusz, czy najlepszy? Tego nie powiedziałem, ale z pewnością rządzący się swoją logiką i nie ma tak, że jedna bezsensowana zmiana logicznie gryzie sie z inną, ale to wynika przede wszystkim z tego, że widać, iż pracowano nie tyle na tekście, co na tym, co pozostało z tekstu w pamięci. Jeśli nie chce się zachować wierności a zrobić własne widowisko jest to o wiele lepsza metoda.
Owszem w porónaniu z książką film jest płytki i to bardzo, ale z drugiej strony ciekawiej i lepiej przedstawia sytuację Atuanu, kreuje czarne charaktery, szkoda tylko że Gebbeth spada trochę w cień. No i sama wizualizacja jest interesująca, zwłaszcza, że znów wyciągnięto inspirację z książek i każda wyspa ma inny charakter. To mi się bardzo podobało, tak jak praca scenografów by odtworzyć realia średniowiecza, które trochę autorka odpuściła sobie, bądź pokazać rzeczy nieopisane - biblioteka nazw chociażby.
Książka była i pewnie juz na zawsze pozostanie trudną, ale dla samej końcówki warto sięgnąć moim zdaniem po Czarnoksiężnika, bo wiele można się dowiedzieć o istocie człowieka. To co najważniejsze, czyli końcówka, podzielona jednak na dwa fragmenty, w filmie pozostała, reszta to dzieło wyraźnie inspirowane i nawiązujące do słynnego cyklu, acz prawie nie aspirujące do miana ekranizacji. To wygląda jakby zrobić ekranizację Cieni Imperium na podstawie Chłopów, a że Boryna to Xizor itp. nie czyni z tego Cieni, owszem pewne rzeczy zostaną te same, ale historia jest na prawdę bardzo odległa i zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze, choć moim zdaniem mogła by być ciut intensywniejsza
. Cóż, teraz pozostaje zobaczyć, co zaproponują Japończycy na kanwie pozostałych tomów
.