TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Blogowisko

Onoma kontra Legendy

Onoma 2015-04-06 17:18:07

Onoma

avek

Rejestracja: 2007-12-06

Ostatnia wizyta: 2026-03-10

Skąd: Dołuje

No cześć.
Legendy jak wiadomo są Legendami od około roku. Od tego czasu powooli nadrabiam zaległości w starych pozycjach z tego świata. Jak wiadomo, wcale nie wszystko było tak świetne, jak propaganda oburzonych każe nam sądzić, a wręcz przeciwnie. Więc w tym temacie od tej pory będę starał się zapisywać moje wrażenia z nadrabianych pozycji.
Może komuś będzie się chciało czytać moje wypociny

LINK
  • Re: Onoma kontra Legendy

    Darth Zabrak 2015-04-06 21:46:58

    Darth Zabrak

    avek

    Rejestracja: 2011-06-03

    Ostatnia wizyta: 2023-04-23

    Skąd: Dathomir

    Jako że podzielam to zdanie o słabości starego EU, chętnie te wypociny przeczytam.

    LINK
  • Re: Onoma kontra Legendy

    Kathi Langley 2015-04-06 22:02:02

    Kathi Langley

    avek

    Rejestracja: 2003-12-28

    Ostatnia wizyta: 2026-03-13

    Skąd: Poznań

    dajesz Onoma ostatnio forum wpada w jakieś monotematyzmy, więc warto :]

    LINK
    • Re: Onoma kontra Legendy

      Matek 2015-04-07 17:27:31

      Matek

      avek

      Rejestracja: 2004-10-04

      Ostatnia wizyta: 2018-06-22

      Skąd: Skierniewice

      Kathi Langley napisał:
      dajesz Onoma ostatnio forum wpada w jakieś monotematyzmy, więc warto :]
      -----------------------

      Taaaak, Onoma wymyślił wielce oryginalny temat, nie kojarzę aby taki tutaj kiedykolwiek był. Kontrowersyjnie.

      LINK
      • Re: Onoma kontra Legendy

        Kathi Langley 2015-04-07 18:14:11

        Kathi Langley

        avek

        Rejestracja: 2003-12-28

        Ostatnia wizyta: 2026-03-13

        Skąd: Poznań

        bardziej mi chodzi o to, że wszyscy idą w jeden wątek i potem latest wygląda tak jak wczoraj/dzisiaj A tak zawsze nieco urozmaicenia

        LINK
  • Meh

    Kassila 2015-04-07 12:01:00

    Kassila

    avek

    Rejestracja: 2009-10-27

    Ostatnia wizyta: 2025-01-14

    Skąd: Cieszyn

    każdy tytuł ma swój temat, tam możesz się produkować.
    No ale jak chcesz mieć swój kawałek Bastionu

    LINK
    • Re: Meh

      Onoma 2015-04-07 13:27:40

      Onoma

      avek

      Rejestracja: 2007-12-06

      Ostatnia wizyta: 2026-03-10

      Skąd: Dołuje

      Kassila Javert napisał:
      każdy tytuł ma swój temat, tam możesz się produkować.
      -----------------------
      Akurat prawie wszystkie książki wydane przed 2002 rokiem nie mają własnych tematów.

      LINK
  • Zabawne

    Louie 2015-04-07 14:00:52

    Louie

    avek

    Rejestracja: 2003-12-17

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd:

    Bo odkąd EU umarło i stało się Legendami wśród fanów Star Wars znaleźli się tacy, których tak to wku`wiło że wyprzedali kolekcje i stracili zainteresowanie, jak i tacy, którzy okazali się nekrofliami i wróciła im miłość do EU po jego śmierci. Takimi nekrofilami najwyraźniej jest Onoma, jak i jestem ja.

    Pamiętam, że wraz z początkiem 2012 miłość do SW zanikła mi w znacznym stopniu. Przestałem kupować SW Komiks (którego to numeru nie przegapiłem żadnego od początku istnienia tego tytułu: zarówno zwykłych, jak i Wydań Specjalnych, czy tych Extra), a także książki. Kolekcja długo leżała na półce, po czym w 2014 zacząłem sobie to wyprzedawać, czego do dziś sobie nie mogę wybaczyć. Tzn w sumie aż tak się nie przejmuje, bo w końcu odzyskam to co sprzedałem, ale smuci mnie, że byłem takim debilem. Pamiętam jak mnie wtedy koleżanka zjebała z góry na dół, że sprzedaje coś, co kolekcjonuje od początku tysiąclecia. Na szczęście dużo tego nie poszło (plus głównie mało interesujace mnie pozycje; wyjątek stanowi The Essential Atlas oraz dwa tomy NEJ: Zdrajca i Szlak przeznaczenia (debil, debil! ). Na szczęście jakoś mi się nie chciało latać z tym na pocztę i to chyba powód, że sprzedałem tego tak mało do czasu kasacji EU. I jakoś tak mnie ta wiadomość poruszyła, że po 2 tygodniach kupiłem od strzału pięć książek z SW. Kilka tygodni później kolejne i kolejne i tak do tej pory. Ostatnimi czasy tylko kupiłem trzy Omnibusy, kilka egmontowych albumów komiksowych, "Darth Mauls`s Journal" i kolejny tom "FotJ".

    Do pewnego czasu kupowałem to w ramach kolekcjonowania (poza komiksami, bo to szybka sprawa ), ale ostatnio tak się znowu zakochałem, że od ubiegłego miesiąca wciągam pozycje z EU jak odkurzacz. Skończyłem sobie w końcu Legacy of the Force (po bodajże 7 czy 8 latach od rozpoczęcia serii ), "Millennium Falcon", a obecnie jestem w połowie czwartego tomu Fate of the Jedi. 7 pozycja z EU, którą czytam od, bodajże, 12 marca (ah, ta pamięć do niepotrzebnych dat ).

    I to jest fascynujące. Że zarżnięcie przez Disney całego EU, okazało się być dla mnie błogosławieństwem, bo powstrzymało mnie od wyprzedania kolekcji plus dodatkowo obudziło we mnie miłość do niego. I tak to jest, po raz kolejny to powiem: filmy obejrze, ale nowego EU raczej nie tknę. #JestJednoEU Cała reszta to tylko alternatywa, która jest dobra, jeżeli ktoś sobie teraz zacznie przygodę z SW.

    No. Ale się naprodukowałem. Jakoś Onoma swoim tematem mnie skłonił do wylania tych paru przemyśleń. Pozdrawiam, będe czytał te Twoje wypociny!

    LINK
    • Re: Zabawne

      Louie 2015-04-07 14:29:33

      Louie

      avek

      Rejestracja: 2003-12-17

      Ostatnia wizyta: 2026-03-10

      Skąd:

      No proszę, a teraz przez ten post kupiłem sobie 4 kolejne książki. <3

      LINK
    • Re: Zabawne

      Vergesso 2015-04-07 14:46:05

      Vergesso

      avek

      Rejestracja: 2007-08-29

      Ostatnia wizyta: 2026-03-07

      Skąd: Toruń

      Jednej rzeczy nie rozumiem i nigdy nie rozumiałem - po co wyprzedawać coś, co było częścią twojego życia, nawet jeśli się tego już nie uwielbia? Ja mam inne podejście - zarżnięcie EU i obecne zmiany w SW tak mnie zdołowały, że straciłem ogromną część zapału do SW, i powoli część Gwiezdnych Wojen, zwłaszcza związanymi z EU(oboma!) po prostu porzucam. Z komiksów chciałbym kupić tylko te tytuły, co mnie interesują, natomiast z książkami już się praktycznie żegnam i planuję schować je do pudła, w ramach takiego symbolicznego "Skończyła się pewna epoka".
      Na jak długo książki będą leżeć w tym pudle? Nie wiem, może za parę miesięcy mi przejdzie i je wyciągnę, może za rok, może wylądują w nim na parę lat... a może na zawsze.

      ALE! W żadnym wypadku bym nie sprzedawał. Bo jaki sens ma sprzedawać coś, na co się poświęciło kawałek życia, z czym się było emocjonalnie związanym? Przecież to tak, jakby wyprzedawać swoje wieloletnie emocje, to jak sprzedać kawałek swojego życia, to tak jak rozmienić część swojego jestestwa na złotówki. I nie mówię tu tylko o SW, ale o wszystkich pamiątkach jakoś związanych ze wszystkimi zainteresowaniami, życiem, itp.

      Brzmi dziwnie? Może trochę tak. Kumpel twierdzi, że choruję na zbieractwo i że to się leczy Bo rzeczywiście, mam w pokoju pochowanych sporo przedmiotów z przestrzeni całego życia i z różnych zainteresowań. W czasach podstawówki interesowałem się bardzo Digimonami i zbierałem związane z nimi gadżety, część z tych rzeczy się uchowała, bo znalazłem ostatnio parę ciekawych rzeczy z Digimonów z dawnych lat. Łza się w oku kręci.
      Zwłaszcza, że pewnych rzeczy już niestety nie odzyskam, choćbym bardzo chciał, bo po prostu przepadły.

      Szczególnie irytuje moje podejście moją matkę, która uważa, że większość niepotrzebnych gratów się wyrzuca Najgorsze, że jak będę się w przyszłości wyprowadzać, to faktycznie trzeba będzie rozdzielić rzeczy do których jestem bardziej przywiązany od rzeczy, do których jestem mniej.

      Dlatego o ile rozumiem znudzenie zainteresowaniami/hobby i chowaniem gratów z nimi gdzieś po kątach, o tyle nigdy nie mogłem zrozumieć fenomenu wyprzedawania różnych kolekcji.

      LINK
  • Trylogia (nie Przygody) Hana Solo

    Onoma 2015-04-12 23:53:21

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Strasznie chaotycznie mi to wyszło, ale cóż. Może następnym razem będzie lepiej.

    Trójksiąg zaliczany do tych "dobrych" ksiąg SW. Czy jest tak faktycznie?
    Książki przeczytałem w okolicach świąt Bożego Narodzenia.

    Jedna rzecz, która się daje zauważyć w całej trylogii to to, że są to książki strasznie "rozmyte" w chronologii, mianowicie chodzi mi o to, że bardzo często są dwa, trzy rozdziały, a potem następny dzieje się kilka miesięcy później, albo wręcz w środku rozdziału jest przeskok w rodzaju "Han przez 2 następne miesięce pracował dla (x)". W pewnym stopniu jest to potrzebne, bo bez sensu pisać o każdej przygodzie Hana (niech będzie pole do popisu dla innych autorów), poza tym w "Świt Rebelii" genialnie jest wpleciona fabuła "Hana Solo na krańcu gwiazd". Jednak w którymś momencie zaczynałem się gubić w umieszczaniu kolejnych wydarzeń w chronologii (np. blisko początku "Świtu Rebelii" pojawiają się... Leia i Winter (co żeby nie było nie jest pozbawione sensu - pojawiają się w wątku Brii Tharen, wtedy już bardzo liczącej się w Sojuszu Rebeliantów), z których ta pierwsza ma wtedy chyba 16 lat, od początku do końca książki mija ok. roku, a kończy się... słynną sceną w Kantynie. No ale to było przed premierą "Zemsty Sithów", a nawet "Mrocznego Widma") a te 10 lat od początku do końca serii zdawało się mijać jak jeden miesiąc. Nie jest to wielkim minusem, ale rozczarowaniem może być pobyt Hana w Armii Imperialnej, o której z całej siły marzy przez cały 1. tom. Otóż w drugim tomie na początku widzimy go już poza Akademią. Szkoda, bo niewiele w EU powstało dzieł z perspektywy imperialnych rekrutów, więc byłoby to ciekawe.

    Ciekawa jest więź Hana z Wookiee. Jeszcze na statku Garrisa Shrike`a jedynego przyjaciela miał w Wooczycy Dewlannie, która zginęła podczas jego ucieczki (klasyczny Campbellowy motyw), co doprowadziło do tego że lata później sam uratował życie pewnego innego Wookieego. W ogóle w "Gambicie Huttów" poznajemy planetę Wookieech i ich zwyczaje. Poznajemy też inną "futrzastą" rasę, Togorian - jeden z ich przedstawicieli jest strażnikiem Hana na Ilezji, wraz z którym ucieka z tamtej planety. Ciekawa rasa, olbrzymie koty i z samicami lepszymi niż samce w technicznych sprawach.

    Ilezja to ciekawy pomysł. Kolonia "religijna", przygarniająca ludzi zagubionych, a w rzeczywistości przetwórnia przyprawy we wszystkich możliwych postaciach (są opisane), w której pracuje się w okrutnych warunkach - niewolnicy są codziennie silnie odurzani pod pozorem rytuału Uniesienia.

    W "Świcie Rebelii" pojawia się Bespin, na którym toczy się wielki turniej sabacca, w którym m.in. Han wygrywa "Sokoła Millenium" od Lando, a Lando (jeśli dobrze pamiętam, mogę się mylić) sam Bespin. Jest też powiedziane, że Bespin jest jedyną planetą na której wydobywa się gaz tibanna, używany w blasterach, napędach itd. I dla mnie to bzdura, bo jak jedna planeta jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie całej Galaktyki na tak podstawowy surowiec? Gdyby powiedziane było że jest to jeden z największych lub największy ośrodek wydobywczy to by było ok, a tak to po prostu bzdura.

    Wątek pierwszej miłości Hana (do Brii) - odnosiłem wrażenie, że gdyby pisał to mężczyzna to by w ogóle go nie było, albo w bardzo zredukowanej formie. Nie zachwycił mnie, po prostu.

    Autorka umiejętnie prowadzi wielowątkową fabułę. Kiedy kończy się "Rajska pułapa", wydaje nam się, że wątek Ilezji i "religijnej" kolonii zostaje za nami. Nic bardziej mylnego - to ledwie początek. W "Gambicie Huttów" przypadkiem zostaje rozpoznany przez ilezyjskiego kapłana, któremu uciekł lata wcześniej i wkrótce zaczyna być poszukiwany przez najlepszego łowcę nagród w Galaktyce, a czytelnik zaczyna być wtajemniczany w przynajmniej część przestępczego półświatka Galaktyki. Wraz z historią Hana równolegle prowadzony jest ściśle powiązany wątek rywalizacji między najpotężniejszymi huttyjskimi klanami - Desilijic (widzimy jak Han staje się przyjacielem Jabby) i Besadii (do którego należy przetwórnia na Ilezji). Poznajemy przy tym trochę huttyjskich zwyczajów, jak np. pojedynek. Mnie bardzo się podobał ten wątek i śledziłem go z zapartym tchem. Aczkolwiek można się przyczepić do tego, jak w zasadzie jedna planeta gra tak ważną rolę w całej historii. Mimo to wszystkie te intrygi były dobrze napisane.

    Napisałem o najlepszym łowcy nagród w Galaktyce. O i tu jak dla mnie lekki minus - Boba Fett za łatwo daje się podejść Calrissianowi w "Gambicie Huttów", jak na tak wybitnego łowcę. Można było to inaczej zrobić, może Fett w ogóle się nie powinien wtedy pojawić.Jakoś tak się złożyło, że w każdej książce toczy się po jednej potyczce lub bitwie w kosmosie, zazwyczaj przy końcu. Do nich nie można się przyczepić - są niemal jak wyjęte wprost z X-Wingów Stackpole`a, zwłaszcza ciekawa była dramatyczna obrona Nar Shaddyy w "Gambicie Huttów".

    Podsumowując, trylogia Hana Solo nie zawiodła moich oczekiwań. Przekrojowo opisano życie Hana przed "Nową Nadzieją", ale jednocześnie fabuła była na tyle dobra i dobrze poprowadzona, że nie było to czytanie podręcznika od historii, jak to bywa z nowymi pozycjami.

    oceny poszczególnych tomów:
    "Rajska pułapka" - 8/10
    "Gambit Huttów" - 8/10
    "Świt Rebelii" - 7/10

    P.S. Teraz już wiem skąd się wziął nick Nebl Draygo na Bastionie. Czasy kiedy ludzie brali pseudonimy z książek SW....

    LINK
    • Re: Trylogia (nie Przygody) Hana Solo

      Matek 2015-04-13 00:59:05

      Matek

      avek

      Rejestracja: 2004-10-04

      Ostatnia wizyta: 2018-06-22

      Skąd: Skierniewice

      Czytałem chyba jeszcze w gimnazjum (!!!), tylko raz. Mam ochotę sobie odświeżyć całą trylogię.

      LINK
    • Re: Trylogia (nie Przygody) Hana Solo

      Kathi Langley 2015-04-13 10:42:17

      Kathi Langley

      avek

      Rejestracja: 2003-12-28

      Ostatnia wizyta: 2026-03-13

      Skąd: Poznań

      Onoma napisał:
      Jest też powiedziane, że Bespin jest jedyną planetą na której wydobywa się gaz tibanna, używany w blasterach, napędach itd. I dla mnie to bzdura, bo jak jedna planeta jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie całej Galaktyki na tak podstawowy surowiec? Gdyby powiedziane było że jest to jeden z największych lub największy ośrodek wydobywczy to by było ok, a tak to po prostu bzdura.
      -----------------------

      Zawsze mnie dziwiły takie anachronizmy w książkach sf (ogólnie), gdzie jakiś surowiec `był dostępny w jednym miejscu we wszechświecie` (i tu zazwyczaj jakaś wymyślna nazwa). W świecie gdzie z planety na planetę lata się jak ze wsi do wsi niemożliwe jest chociażby zsyntetyzowanie jakiejś substancji. Gdybam sobie teraz, bo nie znam sprawy detalicznie, ale - można by było kopalnię na Bespinie wyjaśnić tym, że wydobyć jest łatwiej niż wyprodukować - jednak ale bez popadanie w takie skrajności, jak `jedyne źródło`.

      LINK
    • Re: Trylogia (nie Przygody) Hana Solo

      Vergesso 2015-04-14 23:25:25

      Vergesso

      avek

      Rejestracja: 2007-08-29

      Ostatnia wizyta: 2026-03-07

      Skąd: Toruń

      Ja tam oceniłem te książki trochę wyżej. Pamiętam, że właśnie Świt Rebelii oceniłem najwyżej, dając aż 10! Raz, że kulminacja wątku gangsterskiego, dwa że kapitalne nawiązania do trylogii "Przygód Hana Solo" i Sektora Wspólnego, a trzy, że Bria Tharen, którą autorka nas męczyła przez trzy tomy, okazała się zimną i wyrachowaną suką. To, co zrobiła Hanowi po prostu w głowie się nie mieści. Natomiast jak widzę, ty tą książkę oceniłeś najniżej.

      Co do reszty się zgodzę z większością wymienionych przez Ciebie rzeczy: kapitalny wątek półświatka przestępczego i zimnej wojny między kartelami Huttów, oraz cholernie męczący od pewnego momentu wątek romantyczny. Bria, Bria, Bria. W pierwszym tomie pomysł był znakomity, w kolejnych jednak nigdy nie rozumiałem tych wszystkich nawiązań do Brii Tharen przy różnych okazjach. Zgodzę się też do świetnego wątku "religijnego"(taka jakby metafora prawdziwych religii i sekt).

      Natomiast co do wymienionych bzdur, jak ta z gazem tibanna - jakoś mi nie przeszkadzały, albo mi umknęły.

      LINK
      • Re: Trylogia (nie Przygody) Hana Solo

        Onoma 2015-04-15 20:46:27

        Onoma

        avek

        Rejestracja: 2007-12-06

        Ostatnia wizyta: 2026-03-10

        Skąd: Dołuje

        No tak, przyznam że nie pamiętam czemu "Świtowi" dałem mniej. Może przez Bespin? Bo tak to się z tobą zgadzam (o wplecionych Przygodach również wspomniałem).

        No właśnie - Han tak bardzo chciał być SOLO, ale mimo to cały czas, w każdym rozdziale psychologicznie była Bria. Ostatecznie źle się to skończyło... Kobiety źródłem całego zła.

        LINK
  • Kryzys Czarnej Floty: Przed burzą

    Onoma 2015-04-15 20:51:34

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Następną bantamową trylogią, za którą się wziąłem, jest Kryzys Czarnej Floty. Powszechna jest opinia, że post-Thrawnowa era Nowej Republiki (no poza Karmazynowym Imperium ale kto by brał pod uwagę jakieś tam komiksy) to jedno wielkie śmietnisko. Chociaż z tych książek "późniejszej NR" KCR zdaje się zbierać trochę mniejsze baty i dlatego po niego sięgnąłem.

    A więc "Przed burzą". W książce występują trzy różne, nieprzeplatające się (póki co) wątki. Luke Skywalker stwierdza, że potrzebuje trochę samotności i przekazuje opiekę nad Akademią innemu mistrzowi Jedi, po czym znajduje go przedstawicielka Białego Nurtu (Fallanassi) i wyprawia się na ich planetę w poszukiwaniu wspomnień o swojej matce. W tym samym czasie na Coruscant przylatuje delegacja z Gromady Koornacht i zaczynają wielotygodniowe negocjacje z Leią, po czym w specyficzny sposób dochodzi do ich przerwania... no i jest wreszcie wątek Lando Calrissiana uganiającego się za tajemniczym statkiem-wagabundą.

    Największą wadą tej pozycji jest zachowanie filmowych postaci, zwłaszcza Luke`a i Leii, które niezbyt do nich pasuje. Luke ni stąd ni zowąd odcinający się od wszystkich to największa bzdura od czasów Luke`a przechodzącego na Ciemną Stronę (ale jeszcze nie czytałem Trylogii Callisty, więc kto wie). Już pomijając pomysł na matkę Luke`a należącą do organizacji użytkowników Mocy, który szybko się przedawnił. Leia jest naiwna, daje się wciągnąć w przedłużające się rozmowy z przedstawicielem nieznanej wcześniej rasy z których nic nie wynika i nawet nic nie podejrzewa. Reszta postaci jest mniej więcej nijaka, oprócz C3PO i R2D2 (no i Nila Spaara - prawdziwego geniusza zła). Nic dziwnego, że autor na samym początku odesłał Chewbaccę na Kashyyyk - jedna postać do opisywania mniej.

    Poza tym jednak fabuła trzyma poziom. Główny wątek, kręcący się wokół Yevethów, Spaara i jego intryg jest dość wciągający. Podoba mi się sposób w jaki drobne potknięcia NR obraca na swoją korzyść. Nowa rasa jest dobrze opisana. Swoją ksenofobią i ogólnym "złem" przypominają mi inną rasę na Y. Czarna Flota to kalka z Floty Katańskiej, ale nam to nie przeszkadza. Tajemnicza wagabunda jest wątkiem najbardziej pobocznym, ale dużo ciekawszym niż nieszczęsny Luke. Może gdybym czytał te książki w 1996 roku to bym to trochę cieplej odebrał. Czy nikt w szanownej redakcji nie pomyślał że w Nowej Trylogii może coś być na ten temat?

    A i ciekawostka. Podobno opieka nad małymi Wookiee jest dobrym przygotowaniem do opieki nad małymi Jedi. Od razu przypomniał mi się Yoda - przyjaciel Wookieech w EIII.

    Książka zachęciła mnie do sięgnięcia po dalszą część (a może to ten cliffhanger taki efektowny), a więc moja ocena jest pozytywna.

    5,5/10

    LINK
  • Uczeń Jedi 1 i NEJ 3

    Onoma 2016-02-17 20:30:58

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Wolno, bo wolno, ale jednak czytam kolejne książki.
    To dziwne, ale pomimo oczywistych sporych braków kończą mi się pomysły co czytać. Głównie zostają mi rzeczy w rodzaju trylogii Callisty, do których nie do końca mnie ciągnie.

    Tak więc postanowiłem dać szansę serii Uczeń Jedi, a przynajmniej jej pierwszej części, "Narodziny Mocy". Jest to pierwsza tzw. "młodzieżówka" jaką mam okazję czytać w uniwersum SW, więc podchodziłem do tego z niepewnością, pomimo iż autorem jest przecież Dave Wolverton - autor tak lubianego przeze mnie "Ślubu..".

    Określenie powieść młodzieżowa, jest tu mocno na wyrost. Język i styl jest tak prosty, że chyba nawet 5-latek nie miałby problemów ze zrozumieniem treści, przypomina mi wręcz "powieści" które sam pisałem mając 10 lat. Co prawda czytało się szybko, ale to po prostu przelatywało bez żadnych wrażeń. Harry Potter to przy tym arcydzieło

    Fabuła jest umm... bardzo prosta i krótka. Jest uczeń, który musi zdobyć uznanie przyszłego mistrza, jest jego rywal, jest zły którego trzeba pokonać. Ze świata przedstawionego mamy rasę niewolników (sorry, zapomniałem jak się nazywała ), handlarzy niewolników. Oczywiście poznajemy Obi-Wana i Qui-Gona, oraz ich wczesne relacje.

    Ogólnie nie znalazłem w tej książce wiele dla siebie i chyba nie wezmę się za następne części. 4/10

    Natomiast NEJka (Mroczna Przypływ II: Inwazja)? Dawno temu przeczytałem dwa tomy, jednak ze względu na problemy z jej skompletowaniem oraz nieznajomość książek wcześniej w chronologii zarówno wydawniczej jak i in-universowej spowodowały, że odłożyłem to na później. No a jak pisałem obecnie już raczej niewesołe mi pozycje zostały w większości, więc pora zakończyć świecenie ignorancją.

    Jako że jest to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części Mrocznego Przypływu, a tą czytałem 6 lat temu, to mam trochę wyrwanie z kontekstu niestety... Nie wiem dlaczego, ale zawsze jakoś miałem problemy ze Stackpolem. Pisze w porządku, ale jakby.. ciężko? Nie wiem, w czym rzecz. No w każdym razie tomik pozytywny. Zakon Jedi skłócony co do działań związanych z inwazją Yuuzhan Vong, Han Solo wciąż załamany po stracie Chewbacci, nadchodzi kolejna ważna bitwa. Zaczynamy poznawać kulturę Yuuzhan Vong. Jak to u Stackpole`a, są bitwy myśliwców, w które tym razem wmieszał Jainę Solo. Jest trochę dżedajowego filozofowania. No i jest dość... smutne zakończenie.

    Ogólnie udana część serii.

    6,5/10

    LINK
  • NEJ 4

    Onoma 2016-03-28 22:05:57

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Skoro przeczytałem Mroczny Przypływ, to pora na kolejny wycinek NEJ, czyli... dylogia Agenci Chaosu. Debiut Luceno w świecie Star Wars i jednocześnie jedne z jego niżej ocenianych książek. Czy słusznie?

    Stackpole skupił się głównie na Jedi, młodych Skywalkerach i X-Wingach. Tutaj zaś główną rolę gra Han Solo i jego życie po śmierci największego przyjaciela.

    Próba bohatera - są tu dwa główne wątki. Han pogrążony w rozpaczy po Chewiem, rzuca się w wir przygód jak za starych dobrych czasów Imperium, po odwiedzinach na Kashyyyk udaje się na Koło a tam wpada w kłopoty... i własny dług wobec kogoś. Drugi to intryga Yuuzhan - urodziwa Yuuzhanka mająca za zadanie dostać się do Jedi i samobójczo wybić ich bardzo groźną bronią biologiczną (w postaci zarodków robali przenoszonych w organizmie wybranki i wyplutych wszystkich naraz w odpowiednim momencie).

    Luceno jak na niego przystało, reportuje wszystkie wydarzenia ze wcześniejszych książek. Kiedy jest na to okazja, opowiada historie znanych nam bohaterów z wcześniejszego EU, przywołuje legendarne (get it?) już wydarzenia.
    Przygodowa część książki jest na plus, choć trudno by się domyśleć po niej, że Han już dobija sześćdziesiątki. Polityczna/wywiadowcza trochę zawodzi nieudolnością wywiadu; Elan w końcu im się wymyka.

    Dodatkowo poznajemy kolejne dziwne technologie Yuuzhan. Jednak nie jestem pewien, czy podoba mi się ten Gwiezdny Wysysacz (nie pamiętam jak to się nazywało). Dziwaczny pomysł, trochę w stylu "Kryształowej gwiazdy".

    Ogólnie jak na Star Wars to jest solidna pozycja.

    6,5/10

    Następna część niebawem.

    LINK
  • Jedi vs Sith

    Onoma 2016-07-09 13:35:48

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    "Jedi vs Sith" - chyba nie dałoby się wymyślić bardziej banalnego tytułu dla komiksu Star Wars.
    A chodzi tu po prostu o zakończenie tysiącletniej wojny, po której nastąpi tysiącletni okres pokoju.

    Znając ten okres już z książki "Darth Bane: Droga do zagłady" (rety, ile to lat temu już ją czytałem!), mam tu część rzeczy znanych mi z książki. Jest Lord Kaan, Braterstwo Sithów i niechęć, jaką Bane darzył tą instytucję. Jest Jedi Valenthyne Farfalla, który jest postacią absolutnie wybitną. xD Latający złoty żaglowiec (serio), iście magnackie stroje, tęczowe jednorożce (no dobra to może nie), pełna wyniosłość i zupełna niesolidność w wojennych obowiązkach. Jest też scena, gdzie Bane groźbą wymusza na pewnym człowieku jego uzdrowienie.
    Głównymi bohaterami jednak jest... trójka dzieciaków - Ulewa, Robal i Kocur (tłumaczenie własne), nowo przyjęta przez Jedi. No i tu jest trochę słabo. Jedno z nich od razu przechodzi na CSM rozczarowane brudem wojennego obozu, innemu zabijają ulubionego stworka (nie rozumiem, dlaczego) i nagle staje się uczennicą Dartha Bane`a. Trochę jakby brakło pomysłu, są tu niemal na siłę.
    Piękna jest planeta Ruusan, ciekawa stworzenia - Skoczki. Nie rozumiem, czemu Jedi strzelali do nich z łuków - rozrywka? Nie wyjaśniono tego i nie ma to dla mnie sensu.
    No i bardzo dobrze dobrane rysunki - trochę "dziecinne", trochę "średniowieczne". Idealnie dobrane do komiksu, który dzieje się w czasach właśnie "średniowiecznych" z punktu widzenia chronologii. Szkoda, że nowsze serie typu KOTOR już mają "zwykłą" grafikę.
    Ogólnie komiks miał spory potencjał, ale jest niedopracowany i ma za dużo błędów, ważniejszy jest przez wydarzenia, jakie przedstawia, niż przez porywającą fabułę i rozwój postaci. Szkoda.

    6/10

    LINK
  • Opowieści Jedi: Złota Era Sith i Upadek Imperium Sith

    Onoma 2016-07-14 17:49:13

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Jak na ironię - to były pierwsze komiksy jakie kiedykolwiek ściągałem z internetu, a w całości dopiero teraz je przeczytałem. Resztę TOTJ też już mam ogarniętą. No dobra, a czy te opowieści są tak dobre, jak się mówi?

    "Złoty wiek Sith" i "Upadek Imperium Sith" można traktować jako jedność, gdzie jedno się urywa (trudno to nazwać zakończeniem), drugie się zaczyna.

    A więc dużym zawodem jest to, że o tytułowych Jedi tu nie ma wiele, a nawet ich przedstawienie pozostawia do życzenia. Głównymi bohaterami nie są wielcy mądrzy Jedi jak Odan Urr czy Ooroo, czy ich uczniowie, lecz "zwykłe" dzieciaki. Nie do końca rozumiem też ich udziału w Wojnie Unifikacyjnej - myślałem, że mają strzec pokoju, a nie stawać po stronie agresora... cóż, starożytność ma swoje zasady. Chciałbym, żeby było to lepiej wyjaśnione i chciałbym więcej mądrości Jedi.

    Co prawda Daragonowie nie są złymi postaciami. Ich historia to typowo starwarsowe "od zera do bohatera". Zastanawia mnie, że skoro są silni Mocą, a w 1. zeszycie ZES pokazano przemyślenia Jori co do "złych decyzji życiowych", to po tym, jak stali się sławni nie postanowili jednak stać się Jedi? Tzn, wydawałoby się, że mogliby do tego wrócić w późniejszej części komiksu. No ale to też jest nieważne.

    Sithów jest za to dużo. Trwa walka o władzę między postępowym Nagą Sadowem i konserwatystą Ludo Kresshem. Ten pierwszy to wielki intrygant, który kieruje się własnym interesem i dobrze wszystko rozgrywa. Pojawienie się Daragonów daje mu sposobność ataku na Republikę pod przybranym motywem. Pojawia się też planeta Yavin.

    Jak to u Andersona, wszystko tu jest mało zawiłe i prostolinijne. Nie ma postaci dwulicowych, dobrzy mają zawsze rację, a poza tym, co dotyczy głównych wątków, nic nie jest ważne. Choćby słynna Wojna Nadprzestrzenna, wielkie starcie Republiki i Imperium Sith zdaje się tu kończyć po paru godzinach i dzieje się gdzieś w tle.

    Podobnie jak "Jedi vs Sith" jest graficznie "średniowieczne", tak ten komiks jest całkowicie "starożytny". Poszarpana, pergaminowa kreska, wszystko i wszyscy mają rzymsko-grecki wystrój, no i faktycznie czuć lekkie zacofanie względem filmów (inaczej, niż w KOTOR, TOR itp), choć może nie o 5000 lat. Chociaż spadochron z kości i skóry dinozaura na jednym kadrze to lekka przesada. Ogólnie pod tym względem dla mnie majstersztyk.

    Pomimo iż jest to 11 zeszytów, to akcja działa się dość nierówno, naprawdę się rozkręciła dopiero przy końcu "Złotej Ery Sith", co sparowane z mocno niewystarczającym wg mnie przedstawieniem świata i ważnych wydarzeń pozostawia spory niedosyt. Starożytny świat SW ma olbrzymi potencjał, ten komiks z tego nie bardzo korzysta, a szkoda.

    7/10

    LINK
    • Re: Opowieści Jedi: Złota Era Sith i Upadek Imperium Sith

      Onoma 2016-07-15 01:39:13

      Onoma

      avek

      Rejestracja: 2007-12-06

      Ostatnia wizyta: 2026-03-10

      Skąd: Dołuje

      Jeszcze zapomniałem wspomnieć (choć to nie jest ważne) - fajnie zobaczyć Hutta, który nie para się szemranymi sprawami, a czystym interesem.

      LINK
  • Gwiezdne Wojny Komiks - powrót po latach

    Onoma 2026-02-28 01:04:02

    Onoma

    avek

    Rejestracja: 2007-12-06

    Ostatnia wizyta: 2026-03-10

    Skąd: Dołuje

    Ostatnimi laty szybciej kupuję nowe ksiązki i komiksy niż czytam, a przecież też jest wiele pozycyj na moich półkach, które czytałem tak dawno, że już nie pamiętam. A że wychodzi, iż obecnie czytam naraz dwie serie komiksowe z lat 90., robię sobie powtórki swoich ulubionych polsatowskich sitcomów (też przełom tysiącleci), ze znajomymi robię sobie plebiscyty na najlepsze piosenki z kolejnych lat XXI wieku (doszliśmy już do 2010 roku), a w dodatku niedawno zrobiłem przejrzysty arkusz z rozpiską polskich i zagranicznych wydań Legendarnych komiksów (przy okazji znów czytając wiele starych tekstów i tematów na Bastionie i ICO (bez HoloNetu ;( ))... to nie mogłem nie sięgnąć po coś, co logicznie łączy się ze wszystkim wymienionym wyżej - 10 (bo brakuje mi 6/2000) numerów Gwiezdne Wojny Komiks i rozkoszować sie nostalgią.

    Nie moge nie wspomnieć o tym, jak klimatyczne jest sięgnięcie po regularne wydanie zeszytowe, ukazujące się cyklicznie, zawierające wstępniaki i listy od czytelników, drukowane na "słabym" papierze (bardzo cienkim, na szczęście z solidniejszą okładką), a pod koniec lat 90. jeszcze wciąż literowane ręcznie (co kojarzy mi się z fanowskimi komiksami które kiedyś czytałem na Bastionie). Czytając omnibusy, epic collectiony, czy inne integrale, tego trochę mi brakuje (poza tym też trudniej zabrać w trasę)̇.

    Zawartość komiksowa
    W GWK ukazało się w sumie zawartość pięci TPB`ków - słynne Karmazynowe Imperium, świeżutka wtedy Misja Lorda Vadera, tzw. "Episode I Adventures", Projekt Widmo (z jakiegoś powodu tutaj po prostu jako X-Wing), oraz komiksy o łowcach nagród (bez "Kenixa Kila", który musiał poczekać aż do czasów SWK - może był planowany na numer 7/2000?). Resztę dopełniały komiksy pochodzące pierwotnie z periodyków: Tales #1 i Star Wars Galaxy, no i wreszcie nieodżałowana "Nagroda za Bar-Koodę".

    Wiekszości brakuje nieco rozbudowanej opinii na Bastionie, więc czemu by nie przyjrzeć się im bliżej?

    Misja Lorda Vadera (numery 1-4/1999)
    Pierwszy kadr pierwszego numeru GWK należy do tego komiksu i trudno by było chyba o lepsze otwarcie. W ogóle komiks od początku wciąga i wydaje się być próbą opowiedzenia wszystkiego, co się stało krótko po Yavinie. Dlatego mamy Vadera dowiadującego się, kto wysadził Gwiazdę Śmierci i ruszającego na poszukiwania, nastroje wśród Rebeliantów, kolejna misja Luke`a na kolejnej planecie - Jazbinie...

    Niestety im dalej w las, tym więcej drzew. Ogólnie komiks otwiera zbyt wiele wątków, których potem nie jest w stanie sensownie dokończyć, albo po prostu kończy w najbardziej banalny sposób. Ot jednym z głównych wątków jest pilot o swojskim nazwisku Gnievko, który nie radzi sobie z zazdrością, że to nie on zniszczył Gwiazdę Śmierci. Generalnie wychodzi, że przez 1,5 zeszytu sarka gniewem (no kto by się domyślił) i o mało nie zdradza Sojuszu, ale ostatecznie cudownie daje się z powrotem bezbrzeżnie przekonać tubylcowi z Dubrawy w misję Sojuszu i potem walczy u boku Luke`a. Podobnie cudownej przemiany dokonuje cała ludność Jazbiny, która z zeszytu na zeszyt zmienia stronę, a ich król to nawet kilkukrotnie (przez co główny bohater wpada w tarapaty), a szczytem sztampy jest finał, w którym zwykły lud na czele Luke`a staje z włóczniami naprzeciwko Vaderowi i szturmowcom... pomimo iż początkowo mamy okazane skrajne wręcz okrucieństwo i sprawczość imperialnych oddziałów.

    Scenarzysta Darko Macan (Chorwat z pochodzenia, zdaje się?) lubuje się we wprowadzaniu słowiańsko brzmiących nazw - Prepredenko, Gnievko, Dubrava (nie mylić z żoną Mieszka I?), i wreszcie mój ulubieniec - Bobek (wspomniany wcześniej tubylec). Kojarzę go też z tego, że pisał kilka komiksów o Donaldzie i Mikim i niestety w GW sposób przedstawiania niektórych postaci faktycznie jest trochę infantylny, np. zachowania wspomnianego już Gnievka, czy samego Vadera w pierwszym zeszycie.

    Tak więc jak widać trudno mi się tu doszukać zbyt wielu plusów, bo szybko zostają przykryte kiepskim poprowadzeniem fabuły. Choć zawsze fajnie poznać np. kolejne planety w Gwiezdnych Wojnach.

    Bastionowa recenzja narzeka na rysunki, ale nie mogę się z tym zgodzić (swoją drogą jestem zdziwiony, że odpowiada za nie rysownik "Strażników"), dużą zaletą jest kompozycja, kadrowanie czy ogólna estetyka kreski.
    Moja ocena: 4/10

    X-Wing (5/1999 - 3/2000)
    Z jakiegoś powodu po zakończeniu "Vader`s Quest" kolejny czteroczęściowy komiks również był tym pisanym przez Macana. Ale może to przypadek, bo w tamtym momencie książkowo-komiksowe X-Wingi były zdecydowanie najdłuższa istniejącą serią z SW (poza Marvelami) a ta fabuła, wtóra w kolejności (bo pierwsza zdaje się mieć słabe oceny na Bastionie) jest niezłym wprowadzeniem do tych wątków.

    Nie będę opisywać fabuły, bo to można przeczytać w recenzji Jaro

    Szczerze mówiąc to komiks przy którym musiałem mocniej się skupiać i kilka razy "skakać" - nie wiem czy to nie jest kwestia zbyt dużego znów upchania wątków w "zaledwie" czterech zeszytach, nie pomaga, że np. przebłysk z przeszłości w ogóle nie został tak oznaczony, a przez imiona nowych dla mnie postaci tam pogubiłem się zupełnie początek spoilera szczególnie Jaggeda Antillesa, ojca Wedge`a koniec spoilera. Ponownie też niektóre postaci są trochę kreskówkowe - na czele z Loką Haskiem, prostym gniewnym i zadufanym w sobie brutaleṁ. Ale poza tym mamy tu własciwie przedstawioną całą rzeszę postaci, które później się w serii przewijały, np. przyszła żona Wedge`a Mirax, czy późniejsza pilotka Eskradry Koyi Komad. Aż mam ochotę poczytać sobie późniejsze ich przygody znów. Może za 5 lat Egmont dotrze do wydawania Nowej Republiki z Epic Collection?

    Jak to normalne dla Łotrów, mamy tu nie tylko bitwy myśliwców ale, a o całej fabule stanowi rozbudowana intryga i dla niej się czyta ten komiks, chociaż scenarzyści sami sie zagalopowali w jednej rzeczy - początek spoilera gdy Rebelianci przylatują na Mrlsst, zostają zaskoczeni obecnością Imperium w negocjacjach o tytułowy statek-widmo, jednak już 1,5 zeszytu dalej Wedge sam twierdzi, że od początku było wiadomo, że to podpucha i tylko kiwali Imperium - to chyba jednak przesada koniec spoilera. A ostatecznie wylatują z planety z kolejną superbronią, nie za dużo tego? Ale to nie są duże wady.

    Niestety imiona od Macana sięgają już żenady - jak nazwać czyjąś żonę? "Żona", tylko po chorwacku (i bez haczka). Prawie skończyłem czytać po tym.

    Moja ocena: 7/10

    Opowieści z Mos Eisley: Lekka służba (1/1999)
    Krótki komiks, więc krótko ode mnie. Cały komiks sprowadza się do targu dobitego przez dwie postaci w Kantynie Mos Eisley, dotyczącego Rebelii, oraz opowieści opowiedzianej przez jednego z nich - zawadiaka i były imperialny, który przeżył przygodę wprost z horroru na swojej służbie. Pomimo iż to tylko kilka stron, to udało się opowiedzieć coś co ma dużo klimatu i stanowi po prostu ciekawą opowieść. Szkoda, że potem nie wydali pozostałych "Opowieści z Mos Eisley".

    Moja ocena: 8/10

    Boba Fett: Pojedynek łowców (1/1999)
    Jak wiadomo Boba Fett to ulubiona postać Jacka Drewnowskiego, więc nic dziwnego, że od 1. numeru mamy komiks z Bobą Fettem.
    Fabuła jest prosta, po "śmierci" Boby w paszczy Sarlacca furorę jako łowca nagród rozchwytywany jest Jodo Kast, który używa takiej samej zbroi, i jest prawie równie zdolny, i dochodzi do starcia obu gigantów.
    Jak to komiks z Fettem, jest tu dużo akcji i jest popis sprytu i zwinności, oraz równie popisowe sceny walki (świetna, szorstka kreska Johna Nadeau). Wciąga. Trudno mi tu znaleźć jakieś minusy.

    moja ocena: 8/10

    Anakin Skywalker (2/1999)
    Pierwszy z pobocznych komiksów o postaciach z Mrocznego Widma przedstawia nam Anakina zaraz przed pierwszym spotkaniem ze... swoim aniołem. Typowy dzień małego niewolnika - Watto pogania, pomiata i grozi karami cielesnymi, spotyka na mieście inne dzieciaki, marzy o wielkich czynach, interesuje się wyścigami ścigaczy (no, właściwie to start w tych wyścigach już typowy nie jest ). W tym komiksie Anakin szuka przekaźnika dopalacza do swojego ścigacza, popsutego po poprzednich wyścigach i to w sumie tyle jesli chodzi o fabułę.
    Doskonale jest zbudowany klimat w tym komiksie dzięki "przydługiemu" wstępowi, spotykamy i poznajemy z imienia szereg trzecioplanowych postaci z filmu - takie coś fajnie poszerza świat znany bezpośrednio z filmu - no i mamy (trochę banalne rozwiązanie, ale tu jakoś działa) Anakina przeżywającego jakąs wizję Mocy o przyszłości. Poza tym rysunki zdecydowanie należą do najlepszych w całym GWK - są dość precyzyjne i estetyczne, a kolorowanie też jest całkiem dopracowane na tle np. Karmazynowego Imperium, dobrze oddaje upalne widoki Mos Espy.

    Moja ocena: 7/10

    Obi-Wan Kenobi (3/1999)
    Kolejny epizod "Episode I Adventures" to rozmowa Yody i Obi-Wana krótko po wydarzeniach z filmu, w sumie streszczająca wydarzenia z filmu z perspektywy Obi-Wana, z lakonicznymi komentarzami Yody. Cóż... nie powiem nawet miło się powtórzyło motywy z filmu, choć mam wrażenie, że wkradło się parę niezgodności, ale niestety poza tym nie dostajemy tu kompletnie nic nowego. Nie pomagają też rysunki - choć silą się na szczegółowość, to wynik jest po prostu szkaradny, kadrowanie jest zbyt efekciarskie, w dodatku niektóre postaci (zwłaszcza tytułowa) nie przypominają siebie z filmu. Strasznie na siłę komiks. Niestety sensowniejsze rzeczy z Obi-Wanem komiksowo pojawiły się już po zamknięciu GWK.

    Moja ocena: 4/10

    Qui-Gon Jinn (4/1999)
    W opowieści o Qui-Gonie wracamy do klimatów Tatooine, a dokładnie, tym razem wydarzeń zaraz po wygraniu wyścigu przez Anakina. Watto po przegranym zakładzie jest zmuszony oddać Anakina i jego ścigacz, jednak nie pożegna się z nimi tak łatwo. Gdy ekipa pakuje się do odlotu z Tatooine, Qui-Gon wraca do miasta po Anakina i spotykają go kłopoty...
    Cóż, ta fabułka jest prosta i nieco sztampowa, więc nie ma co dużo pisać, chociaż podobają się dwie rzeczy - Anakin bijący się z Greedem i Qui-Gon rolujący Watta po raz kolejny. Ogólnie komiks się czyta lekko i sprawnie, choć nie czuć takiego klimatu jak w poprzednich dwu komiksach z "serii". Zaś za rysunki tym razem odpowiada grafik "Związku" (którego w sumie chyba nigdy nie czytałem) i są one na niezłym poziomie; jest dośc szczegółowy, choć dużo za kreskę roboty robią (trochę zbyt "komputerowe") kolory.

    Moja ocena: 6/10

    Królowa Amidala (5/1999)
    No i dochodzimy do najgorszego "syfu" tej serii. Tutaj komiks skupia się na Padmé i Jar Jarze, którzy w tle negocjacji Qui-Gona i Watta udają się na wycieczkę po okolicy, w poszukiwaniu latającego robaczka, który wymontował i ukradł ze ścigacza w garazu jakiś akumulator. A dalsza część historii jest jeszcze bardziej nieprawdopodobna, gdyż okazuje się, że Trooshti (nie wiem, skąd Padmé miałaby znać nazwę gatunku) są inteligentnym gatunkiem i mają na pustyni swoją kolonię wokół pompy wody, która również potrzebowała akumulatora. Szczerze mówiąc, nawet jako dzieciak, takie motywy były dla mnie zbyt przesłodzone, a teraz tym bardziej trudno mi przez to przebrnąć, a wygłupy Jar Jara też są ciężkostrawne. Naprawdę trudno o wyraźne plusy.

    Moja ocena: 2/10

    Jix - Agent Imperium (2-3/1999)
    Ryder Windham kojarzy się z opowiastkami dla dzieci, ale tym razem jest to bardziej typowy komiks. Z opinii na Bastionie wnioskuję, że jest to bliższe przedstawienie postaci znanej z "Cieni Imperium" (chodzi o tytułowego Wrengę Jixtona), prawdę mówiąc nie pamiętam juz takiej zupełnie.

    Główny bohater moim zdaniem jest nieciekawy, po prostu jest to mocny kozak, zawadiaka i siłacz, od peirwszych stron przedstawia się jako ktoś, kto sam jeden rozbija cały oddział szturmowców, którzy mają za zadanie doprowadzić go do Lorda Vadera, któremu służy. Ten wstęp szczerze mówiąc byłby zabawniejszy, gdyby dalsza część komiksu nie sprawiała wrażenia całkowicie poważnego w opowieści i stylu jej prowadzenia, więc po prostu wygląda jak przegięty. W ogóle jakoś nie pasuje mi ta znajomość jego i Vadera, i to jak ona miała się zacząć.

    Zadanie Jixa - pierwotnie proste - okazuje się zawilsze, gdyż wychodzi na jaw cała zawiła intryga, i to chyba najfajniejsza część komiksu, choć też ona w jednym szczegole jest trochę niewyjaśniona.

    Komiks zdaje się nieco zbyt napakowany akcją i fabułą na swoją objętość, choć w sumie pierwotnie to się ukazywało w odcinkach w magazynie (w wydaniu DH wyszedł nieco grubszy zeszyt, nawet nie "podwójny"), więc po prostu miejsce mogło być zbyt ograniczone.

    Moja ocena: 6/10

    Nagroda za Bar-Koodę (numery 4/1999 - 1/2000)
    Moja opinia tutaj: https://star-wars.pl/Forum/Temat/20641#654396

    Życie, śmierć i Moc (2/2000)
    Debiut serii Tales w Polsce, do tego związany z "Mrocznym Widmem", do tego ten piękny tytuł... co mogło pójść nie tak?
    Na temat tego komiksu nie mam żadnej oryginalnej myśli, bo w przypadku tego komiksu po prostu zgadzam się w 100% z "bastionową" recenzją Jaro. Od siebie mogę dorzucić swój stary komentarz spod recenzji: Filozofia Jedi - ok, ale tu wygląda to jakby twórcy chcieli zrobić debila z Qui-Gona. Szczerze mało który komiks z SW mnie tak oburzył, nawet po ponownej lekturze.

    Moja ocena: 2/10

    Mara Jade: Noc w miasteczku (4/2000)
    Znowuż tak dawno czytałem cokolwiek ze starwarsów, że nawet Marę Jade kojarzę już jako tako. Fajnie więc zobaczyć ją w akcji. Akcja na planecie, którą Rebelia próbuje podbić od Imperium, jednak Mara jest tu w zupełnie innej sprawie. Komiks zwięzły choć odpowiednio rozbudowany, fajna akcja, wszystko ładnie się rozwiązuje.

    Moja ocena: 7/10

    Skippy - Robot Jedi (4/2000)
    Mimo wszystko mieszane odczucia. Oczywiście dobrze znany komiks-żart, jednak ma się wrażenie, jakby autorzy za bardzo się silili na podniosłą narrację i mamy tu po prostu bardzo dużo tekstu, którego trochę nie chce się czytać, choć momentami warto. No i znowu mamy tu rysownika od "Episode I: Obi-Wan Kenobi", który tym razem przerobił Bena, Luke`a i Leię na Japońców, choć może to też miało być na zasadzie "tak złe, że aż śmieszne".

    Moja ocena (zachowawczo): 6/10

    Aurra Sing (5/2000)
    Komiks z cyklu o łowcach nagród, jedyny z czasów prequeli - więc był to gorący towar na GWK. Ale czy dobry?

    Napiszę wprost, nie podobała mi się ta historia. Jest to po prostu sztampowa i prosta fabułka o wykonaniu zlecenia przez łowcę głów, który na podstawie informacji o samych planetach, na których się kryją przyszłe ofiary, szybko je poluje, a żeby nie było zbyt nudno, to mamy mały plot twist na końcu. Przypomina to side-questa w prostej grze na komórkę. Wszystko to jest ubrane w koncept czterech żywiołów i jest on reprezentowany przez cztery planety z filmów, na których ginie każda z trzech ofiar. Trzech? Otóż nie do końca... Przyznaję, że jest to całkiem klimatycznie opowiedziane, ale naprawdę jest to banalne, że wszystko dzieje się znów na tych samych planetach, i nawet spotykamy postać z filmu (Wuher jako dzieciak, na Tatooine).
    Za to pochwalić muszę warstwę graficzną - dobrze dobrane kolory, solidna kreska, żywe układy stron. Za kreskę (i piękną okładkę numeru!) i scenariusz odpowiada ta sama osoba (Timothy Truman, także autor "Przybysza" i "Wysłanników Jedi" z Republików), więc może powinna była to być po prostu seria obrazków?

    Moja ocena: 5/10

    Łajdackie potyczki (6/2000) - nie mam tego numeru, więc doczytam kiedy indziej.

    Karmazynowe Imperium (1-6/2000)
    No i mamy créme de la créme całego komiksowego GWK, czyli pierwsza część sagi pisanej przez samych szefów Mrocznej Szkapy (na szczęście wznowionej w postaci albumowej; nieco żałuję, że nie kupiłem wydań z żółtym paskiem ). Opowieść o honorze, godności i trzymaniu się swoich zasad. Podoba mi się bardzo, jak udało się wykreować klimat, opowiedzieć o świecie Gwardzistów Imperatora (i go stworzyć) - ich zmagania, dążenie do doskonałości, wspólne ćwiczenia, ich braterstwo... Sam główny bohater - Kir Kanos - przy tym wyszedł całkiem niesztampowo, bo jednak chodzi o kogoś teoretycznie po tej "złej" stronie galaktycznego konfliktu, ale od początku do końca gorąco mu się kibicuje w dopięciu sprawiedliwości. Akcja jest wartka i mnie od początku do końca wciągnęła i poczułem olbrzymią różnicę między tym, a rzeczami w stylu "Misji Dartha Vadera", i widać, że różnorodność wątków po prostu trzeba umieć prowadzić.
    Pod względem graficznym też jest nieźle (swoja drogą za tusz odpowiada tu jeden z rysowników "Sandmana"), choć kolory wyglądają trochę plastikowo.

    Moja ocena: 9/10

    Inne

    Postać numeru
    1/1999 - Darth Vader
    2/1999 - Anakin Skywalker
    3/1999 - Obi-Wan Kenobi
    4/1999 - Qui-Gon Jinn
    5/1999 - Królowa Amidala
    1/2000 - Boba Fett
    2/2000 - Imperator Palpatine
    3/2000 - Wedge Antilles
    4/2000 - Mara Jade
    5/2000 - Aurra Sing
    6/2000 - ?

    Dodatkowe materiały + co uznam za warte odnotowania
    1/1999 - chronologia Legend (rzeczy wydane w Polsce oraz komiksy zapowiadane do wydania w GWK... w tym "Opowieści Jedi") oraz jej opis, zapowiedzi Polconu `99 i komiksowej adaptacji "Mrocznego Widma"
    2/1999 - Prosto z Planu (ciekawostki o "Mrocznym Widmie"), zapowiedzi okołofilmowych książek i kart CCG
    3/1999 - Wirtualne Gwiezdne Wojny (2-stronicowy artykuł o grach SW), pierwsza "galaktyczna poczta" (dwa listy od czytelników i odpowiedzi redakcji, zapowiedź "Opowieści Jedi" od numer 2/2000), reklama (nie oznaczona jako reklama) kilku róznych rzeczy związanych z filmem (figurki, naklejki, egmontowe wydania)
    4/1999 - Rzut na Moc (2-stronicowy artykuł o Star Wars RPG)
    5/1999 - Gwiezdne Obrazki (2-stronicowy artykuł o komiksach z Gwiezdnych Wojen)
    1/2000 - wyniki plebiscytu na najpopularniejszą postać: 1. Darth Vader (21% głosów), 2. Boba Fett (13%), 3. Qui-Gon Jinn (11%), 4. Obi-Wan Kenobi (9%), 5. Yoda (9%), 6. Darth Maul (6%), 7. Admirał Thrawn (4%), 8. Anakin Skywalker (4%), 9. Luke Skywalker (3%), 10. Han Solo (3%), oraz ankieta dotycząca przyszłości GWK / wydawania komiksów GW przez Egmont
    2/2000 - 2-stronicowy artykuł o kartach CCG pisany przez Kubę Turkiewicza (starwarsy.pl), wyniki plebiscytu na najbardziej lubianą część "Gwiezdnych Wojen": 1. Mroczne Widmo (55%), 2. Imperium Kontratakuje (20%), 3. Powrót Jedi (17%), 4. Nowa nadzieja (8%), po raz pierwszy - brak wstępniaka (tylko "galaktyczna poczta")
    3/2000 - Czytelnicy Rysują (1 strona, wydrukowane prace konkursowe - rysunek postaci z Gwiezdnych Wojen), zmniejszenie objętości pisma z 64 do 48 stron
    4-5/2000 - nic

    Pismo padło już po 11 numerach i mówi się o różnych tego przyczynach. Serwowanie przede wszystkim komiksów w wielu odcinkach było dużym błędem na pewno - niestety Star Wars Tales na rynku chyba pojawiło się trochę za późno, a jak wiemy Talesy sprawdziły się rewelacyjnie lata później przy nowym miesięczniku. Jednak też mam wrażenie, że wtedy po prostu wciąż za mały był popyt na komiksy, a właściwie to akurat dołował, przegrywając z innymi rozrywkami (jak gry komputerowe). A o ile pierwsze numery GWK przyciągnąć mogły dzieciaki małym Anakinem czy Qui-Gonem na okładce, to pewnie szybko tego "magnesu" zabrakło, zaś "poważniejszych" komiksiarzy do tej pory mogły już odrzucić historyjki w rodzaju "Episode I Adventures" czy "Misji Vadera" (to już dość spora część zawartości GWK w 1999). No i ja sam pamiętam uroki dystrybucji kioskowej - jak czegoś nie znalazłem w swoim osiedlowym kiosku, to nawet nie wpadłem na to, aby szukać innego, więc zmniejszająca się sprzedaż musiała być jak perpetuum mobile...

    LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..