Ostatnimi laty szybciej kupuję nowe ksiązki i komiksy niż czytam, a przecież też jest wiele pozycyj na moich półkach, które czytałem tak dawno, że już nie pamiętam. A że wychodzi, iż obecnie czytam naraz dwie serie komiksowe z lat 90., robię sobie powtórki swoich ulubionych polsatowskich sitcomów (też przełom tysiącleci), ze znajomymi robię sobie plebiscyty na najlepsze piosenki z kolejnych lat XXI wieku (doszliśmy już do 2010 roku), a w dodatku niedawno zrobiłem przejrzysty arkusz z rozpiską polskich i zagranicznych wydań Legendarnych komiksów (przy okazji znów czytając wiele starych tekstów i tematów na Bastionie i ICO (bez HoloNetu ;(
))... to nie mogłem nie sięgnąć po coś, co logicznie łączy się ze wszystkim wymienionym wyżej - 10 (bo brakuje mi 6/2000) numerów Gwiezdne Wojny Komiks i rozkoszować sie nostalgią.
Nie moge nie wspomnieć o tym, jak klimatyczne jest sięgnięcie po regularne wydanie zeszytowe, ukazujące się cyklicznie, zawierające wstępniaki i listy od czytelników, drukowane na "słabym" papierze (bardzo cienkim, na szczęście z solidniejszą okładką), a pod koniec lat 90. jeszcze wciąż literowane ręcznie (co kojarzy mi się z fanowskimi komiksami które kiedyś czytałem na Bastionie). Czytając omnibusy, epic collectiony, czy inne integrale, tego trochę mi brakuje (poza tym też trudniej zabrać w trasę)̇.
Zawartość komiksowa
W GWK ukazało się w sumie zawartość pięci TPB`ków - słynne Karmazynowe Imperium, świeżutka wtedy Misja Lorda Vadera, tzw. "Episode I Adventures", Projekt Widmo (z jakiegoś powodu tutaj po prostu jako X-Wing), oraz komiksy o łowcach nagród (bez "Kenixa Kila", który musiał poczekać aż do czasów SWK - może był planowany na numer 7/2000?). Resztę dopełniały komiksy pochodzące pierwotnie z periodyków: Tales #1 i Star Wars Galaxy, no i wreszcie nieodżałowana "Nagroda za Bar-Koodę".
Wiekszości brakuje nieco rozbudowanej opinii na Bastionie, więc czemu by nie przyjrzeć się im bliżej?
Misja Lorda Vadera (numery 1-4/1999)
Pierwszy kadr pierwszego numeru GWK należy do tego komiksu i trudno by było chyba o lepsze otwarcie. W ogóle komiks od początku wciąga i wydaje się być próbą opowiedzenia wszystkiego, co się stało krótko po Yavinie. Dlatego mamy Vadera dowiadującego się, kto wysadził Gwiazdę Śmierci i ruszającego na poszukiwania, nastroje wśród Rebeliantów, kolejna misja Luke`a na kolejnej planecie - Jazbinie...
Niestety im dalej w las, tym więcej drzew. Ogólnie komiks otwiera zbyt wiele wątków, których potem nie jest w stanie sensownie dokończyć, albo po prostu kończy w najbardziej banalny sposób. Ot jednym z głównych wątków jest pilot o swojskim nazwisku Gnievko, który nie radzi sobie z zazdrością, że to nie on zniszczył Gwiazdę Śmierci. Generalnie wychodzi, że przez 1,5 zeszytu sarka gniewem (no kto by się domyślił) i o mało nie zdradza Sojuszu, ale ostatecznie cudownie daje się z powrotem bezbrzeżnie przekonać tubylcowi z Dubrawy w misję Sojuszu i potem walczy u boku Luke`a. Podobnie cudownej przemiany dokonuje cała ludność Jazbiny, która z zeszytu na zeszyt zmienia stronę, a ich król to nawet kilkukrotnie (przez co główny bohater wpada w tarapaty), a szczytem sztampy jest finał, w którym zwykły lud na czele Luke`a staje z włóczniami naprzeciwko Vaderowi i szturmowcom... pomimo iż początkowo mamy okazane skrajne wręcz okrucieństwo i sprawczość imperialnych oddziałów.
Scenarzysta Darko Macan (Chorwat z pochodzenia, zdaje się?) lubuje się we wprowadzaniu słowiańsko brzmiących nazw - Prepredenko, Gnievko, Dubrava (nie mylić z żoną Mieszka I?), i wreszcie mój ulubieniec - Bobek (wspomniany wcześniej tubylec). Kojarzę go też z tego, że pisał kilka komiksów o Donaldzie i Mikim i niestety w GW sposób przedstawiania niektórych postaci faktycznie jest trochę infantylny, np. zachowania wspomnianego już Gnievka, czy samego Vadera w pierwszym zeszycie.
Tak więc jak widać trudno mi się tu doszukać zbyt wielu plusów, bo szybko zostają przykryte kiepskim poprowadzeniem fabuły. Choć zawsze fajnie poznać np. kolejne planety w Gwiezdnych Wojnach.
Bastionowa recenzja narzeka na rysunki, ale nie mogę się z tym zgodzić (swoją drogą jestem zdziwiony, że odpowiada za nie rysownik "Strażników"), dużą zaletą jest kompozycja, kadrowanie czy ogólna estetyka kreski.
Moja ocena: 4/10
X-Wing (5/1999 - 3/2000)
Z jakiegoś powodu po zakończeniu "Vader`s Quest" kolejny czteroczęściowy komiks również był tym pisanym przez Macana. Ale może to przypadek, bo w tamtym momencie książkowo-komiksowe X-Wingi były zdecydowanie najdłuższa istniejącą serią z SW (poza Marvelami) a ta fabuła, wtóra w kolejności (bo pierwsza zdaje się mieć słabe oceny na Bastionie) jest niezłym wprowadzeniem do tych wątków.
Nie będę opisywać fabuły, bo to można przeczytać w recenzji Jaro
Szczerze mówiąc to komiks przy którym musiałem mocniej się skupiać i kilka razy "skakać" - nie wiem czy to nie jest kwestia zbyt dużego znów upchania wątków w "zaledwie" czterech zeszytach, nie pomaga, że np. przebłysk z przeszłości w ogóle nie został tak oznaczony, a przez imiona nowych dla mnie postaci tam pogubiłem się zupełnie początek spoilera szczególnie Jaggeda Antillesa, ojca Wedge`a koniec spoilera. Ponownie też niektóre postaci są trochę kreskówkowe - na czele z Loką Haskiem, prostym gniewnym i zadufanym w sobie brutaleṁ. Ale poza tym mamy tu własciwie przedstawioną całą rzeszę postaci, które później się w serii przewijały, np. przyszła żona Wedge`a Mirax, czy późniejsza pilotka Eskradry Koyi Komad. Aż mam ochotę poczytać sobie późniejsze ich przygody znów. Może za 5 lat Egmont dotrze do wydawania Nowej Republiki z Epic Collection?
Jak to normalne dla Łotrów, mamy tu nie tylko bitwy myśliwców ale, a o całej fabule stanowi rozbudowana intryga i dla niej się czyta ten komiks, chociaż scenarzyści sami sie zagalopowali w jednej rzeczy - początek spoilera gdy Rebelianci przylatują na Mrlsst, zostają zaskoczeni obecnością Imperium w negocjacjach o tytułowy statek-widmo, jednak już 1,5 zeszytu dalej Wedge sam twierdzi, że od początku było wiadomo, że to podpucha i tylko kiwali Imperium - to chyba jednak przesada koniec spoilera. A ostatecznie wylatują z planety z kolejną superbronią, nie za dużo tego? Ale to nie są duże wady.
Niestety imiona od Macana sięgają już żenady - jak nazwać czyjąś żonę? "Żona", tylko po chorwacku (i bez haczka). Prawie skończyłem czytać po tym.
Moja ocena: 7/10
Opowieści z Mos Eisley: Lekka służba (1/1999)
Krótki komiks, więc krótko ode mnie. Cały komiks sprowadza się do targu dobitego przez dwie postaci w Kantynie Mos Eisley, dotyczącego Rebelii, oraz opowieści opowiedzianej przez jednego z nich - zawadiaka i były imperialny, który przeżył przygodę wprost z horroru na swojej służbie. Pomimo iż to tylko kilka stron, to udało się opowiedzieć coś co ma dużo klimatu i stanowi po prostu ciekawą opowieść. Szkoda, że potem nie wydali pozostałych "Opowieści z Mos Eisley".
Moja ocena: 8/10
Boba Fett: Pojedynek łowców (1/1999)
Jak wiadomo Boba Fett to ulubiona postać Jacka Drewnowskiego, więc nic dziwnego, że od 1. numeru mamy komiks z Bobą Fettem.
Fabuła jest prosta, po "śmierci" Boby w paszczy Sarlacca furorę jako łowca nagród rozchwytywany jest Jodo Kast, który używa takiej samej zbroi, i jest prawie równie zdolny, i dochodzi do starcia obu gigantów.
Jak to komiks z Fettem, jest tu dużo akcji i jest popis sprytu i zwinności, oraz równie popisowe sceny walki (świetna, szorstka kreska Johna Nadeau). Wciąga. Trudno mi tu znaleźć jakieś minusy.
moja ocena: 8/10
Anakin Skywalker (2/1999)
Pierwszy z pobocznych komiksów o postaciach z Mrocznego Widma przedstawia nam Anakina zaraz przed pierwszym spotkaniem ze... swoim aniołem. Typowy dzień małego niewolnika - Watto pogania, pomiata i grozi karami cielesnymi, spotyka na mieście inne dzieciaki, marzy o wielkich czynach, interesuje się wyścigami ścigaczy (no, właściwie to start w tych wyścigach już typowy nie jest
). W tym komiksie Anakin szuka przekaźnika dopalacza do swojego ścigacza, popsutego po poprzednich wyścigach i to w sumie tyle jesli chodzi o fabułę.
Doskonale jest zbudowany klimat w tym komiksie dzięki "przydługiemu" wstępowi, spotykamy i poznajemy z imienia szereg trzecioplanowych postaci z filmu - takie coś fajnie poszerza świat znany bezpośrednio z filmu - no i mamy (trochę banalne rozwiązanie, ale tu jakoś działa) Anakina przeżywającego jakąs wizję Mocy o przyszłości. Poza tym rysunki zdecydowanie należą do najlepszych w całym GWK - są dość precyzyjne i estetyczne, a kolorowanie też jest całkiem dopracowane na tle np. Karmazynowego Imperium, dobrze oddaje upalne widoki Mos Espy.
Moja ocena: 7/10
Obi-Wan Kenobi (3/1999)
Kolejny epizod "Episode I Adventures" to rozmowa Yody i Obi-Wana krótko po wydarzeniach z filmu, w sumie streszczająca wydarzenia z filmu z perspektywy Obi-Wana, z lakonicznymi komentarzami Yody. Cóż... nie powiem nawet miło się powtórzyło motywy z filmu, choć mam wrażenie, że wkradło się parę niezgodności, ale niestety poza tym nie dostajemy tu kompletnie nic nowego. Nie pomagają też rysunki - choć silą się na szczegółowość, to wynik jest po prostu szkaradny, kadrowanie jest zbyt efekciarskie, w dodatku niektóre postaci (zwłaszcza tytułowa) nie przypominają siebie z filmu. Strasznie na siłę komiks. Niestety sensowniejsze rzeczy z Obi-Wanem komiksowo pojawiły się już po zamknięciu GWK.
Moja ocena: 4/10
Qui-Gon Jinn (4/1999)
W opowieści o Qui-Gonie wracamy do klimatów Tatooine, a dokładnie, tym razem wydarzeń zaraz po wygraniu wyścigu przez Anakina. Watto po przegranym zakładzie jest zmuszony oddać Anakina i jego ścigacz, jednak nie pożegna się z nimi tak łatwo. Gdy ekipa pakuje się do odlotu z Tatooine, Qui-Gon wraca do miasta po Anakina i spotykają go kłopoty...
Cóż, ta fabułka jest prosta i nieco sztampowa, więc nie ma co dużo pisać, chociaż podobają się dwie rzeczy - Anakin bijący się z Greedem i Qui-Gon rolujący Watta po raz kolejny. Ogólnie komiks się czyta lekko i sprawnie, choć nie czuć takiego klimatu jak w poprzednich dwu komiksach z "serii". Zaś za rysunki tym razem odpowiada grafik "Związku" (którego w sumie chyba nigdy nie czytałem) i są one na niezłym poziomie; jest dośc szczegółowy, choć dużo za kreskę roboty robią (trochę zbyt "komputerowe") kolory.
Moja ocena: 6/10
Królowa Amidala (5/1999)
No i dochodzimy do najgorszego "syfu" tej serii. Tutaj komiks skupia się na Padmé i Jar Jarze, którzy w tle negocjacji Qui-Gona i Watta udają się na wycieczkę po okolicy, w poszukiwaniu latającego robaczka, który wymontował i ukradł ze ścigacza w garazu jakiś akumulator. A dalsza część historii jest jeszcze bardziej nieprawdopodobna, gdyż okazuje się, że Trooshti (nie wiem, skąd Padmé miałaby znać nazwę gatunku) są inteligentnym gatunkiem i mają na pustyni swoją kolonię wokół pompy wody, która również potrzebowała akumulatora. Szczerze mówiąc, nawet jako dzieciak, takie motywy były dla mnie zbyt przesłodzone, a teraz tym bardziej trudno mi przez to przebrnąć, a wygłupy Jar Jara też są ciężkostrawne. Naprawdę trudno o wyraźne plusy.
Moja ocena: 2/10
Jix - Agent Imperium (2-3/1999)
Ryder Windham kojarzy się z opowiastkami dla dzieci, ale tym razem jest to bardziej typowy komiks. Z opinii na Bastionie wnioskuję, że jest to bliższe przedstawienie postaci znanej z "Cieni Imperium" (chodzi o tytułowego Wrengę Jixtona), prawdę mówiąc nie pamiętam juz takiej zupełnie.
Główny bohater moim zdaniem jest nieciekawy, po prostu jest to mocny kozak, zawadiaka i siłacz, od peirwszych stron przedstawia się jako ktoś, kto sam jeden rozbija cały oddział szturmowców, którzy mają za zadanie doprowadzić go do Lorda Vadera, któremu służy. Ten wstęp szczerze mówiąc byłby zabawniejszy, gdyby dalsza część komiksu nie sprawiała wrażenia całkowicie poważnego w opowieści i stylu jej prowadzenia, więc po prostu wygląda jak przegięty. W ogóle jakoś nie pasuje mi ta znajomość jego i Vadera, i to jak ona miała się zacząć.
Zadanie Jixa - pierwotnie proste - okazuje się zawilsze, gdyż wychodzi na jaw cała zawiła intryga, i to chyba najfajniejsza część komiksu, choć też ona w jednym szczegole jest trochę niewyjaśniona.
Komiks zdaje się nieco zbyt napakowany akcją i fabułą na swoją objętość, choć w sumie pierwotnie to się ukazywało w odcinkach w magazynie (w wydaniu DH wyszedł nieco grubszy zeszyt, nawet nie "podwójny"), więc po prostu miejsce mogło być zbyt ograniczone.
Moja ocena: 6/10
Nagroda za Bar-Koodę (numery 4/1999 - 1/2000)
Moja opinia tutaj: https://star-wars.pl/Forum/Temat/20641#654396
Życie, śmierć i Moc (2/2000)
Debiut serii Tales w Polsce, do tego związany z "Mrocznym Widmem", do tego ten piękny tytuł... co mogło pójść nie tak?
Na temat tego komiksu nie mam żadnej oryginalnej myśli, bo w przypadku tego komiksu po prostu zgadzam się w 100% z "bastionową" recenzją Jaro. Od siebie mogę dorzucić swój stary komentarz spod recenzji: Filozofia Jedi - ok, ale tu wygląda to jakby twórcy chcieli zrobić debila z Qui-Gona. Szczerze mało który komiks z SW mnie tak oburzył, nawet po ponownej lekturze.
Moja ocena: 2/10
Mara Jade: Noc w miasteczku (4/2000)
Znowuż tak dawno czytałem cokolwiek ze starwarsów, że nawet Marę Jade kojarzę już jako tako. Fajnie więc zobaczyć ją w akcji. Akcja na planecie, którą Rebelia próbuje podbić od Imperium, jednak Mara jest tu w zupełnie innej sprawie. Komiks zwięzły choć odpowiednio rozbudowany, fajna akcja, wszystko ładnie się rozwiązuje.
Moja ocena: 7/10
Skippy - Robot Jedi (4/2000)
Mimo wszystko mieszane odczucia. Oczywiście dobrze znany komiks-żart, jednak ma się wrażenie, jakby autorzy za bardzo się silili na podniosłą narrację i mamy tu po prostu bardzo dużo tekstu, którego trochę nie chce się czytać, choć momentami warto. No i znowu mamy tu rysownika od "Episode I: Obi-Wan Kenobi", który tym razem przerobił Bena, Luke`a i Leię na Japońców, choć może to też miało być na zasadzie "tak złe, że aż śmieszne".
Moja ocena (zachowawczo): 6/10
Aurra Sing (5/2000)
Komiks z cyklu o łowcach nagród, jedyny z czasów prequeli - więc był to gorący towar na GWK. Ale czy dobry?
Napiszę wprost, nie podobała mi się ta historia. Jest to po prostu sztampowa i prosta fabułka o wykonaniu zlecenia przez łowcę głów, który na podstawie informacji o samych planetach, na których się kryją przyszłe ofiary, szybko je poluje, a żeby nie było zbyt nudno, to mamy mały plot twist na końcu. Przypomina to side-questa w prostej grze na komórkę. Wszystko to jest ubrane w koncept czterech żywiołów i jest on reprezentowany przez cztery planety z filmów, na których ginie każda z trzech ofiar. Trzech? Otóż nie do końca... Przyznaję, że jest to całkiem klimatycznie opowiedziane, ale naprawdę jest to banalne, że wszystko dzieje się znów na tych samych planetach, i nawet spotykamy postać z filmu (Wuher jako dzieciak, na Tatooine).
Za to pochwalić muszę warstwę graficzną - dobrze dobrane kolory, solidna kreska, żywe układy stron. Za kreskę (i piękną okładkę numeru!) i scenariusz odpowiada ta sama osoba (Timothy Truman, także autor "Przybysza" i "Wysłanników Jedi" z Republików), więc może powinna była to być po prostu seria obrazków?
Moja ocena: 5/10
Łajdackie potyczki (6/2000) - nie mam tego numeru, więc doczytam kiedy indziej.
Karmazynowe Imperium (1-6/2000)
No i mamy créme de la créme całego komiksowego GWK, czyli pierwsza część sagi pisanej przez samych szefów Mrocznej Szkapy (na szczęście wznowionej w postaci albumowej; nieco żałuję, że nie kupiłem wydań z żółtym paskiem
). Opowieść o honorze, godności i trzymaniu się swoich zasad. Podoba mi się bardzo, jak udało się wykreować klimat, opowiedzieć o świecie Gwardzistów Imperatora (i go stworzyć) - ich zmagania, dążenie do doskonałości, wspólne ćwiczenia, ich braterstwo... Sam główny bohater - Kir Kanos - przy tym wyszedł całkiem niesztampowo, bo jednak chodzi o kogoś teoretycznie po tej "złej" stronie galaktycznego konfliktu, ale od początku do końca gorąco mu się kibicuje w dopięciu sprawiedliwości. Akcja jest wartka i mnie od początku do końca wciągnęła i poczułem olbrzymią różnicę między tym, a rzeczami w stylu "Misji Dartha Vadera", i widać, że różnorodność wątków po prostu trzeba umieć prowadzić.
Pod względem graficznym też jest nieźle (swoja drogą za tusz odpowiada tu jeden z rysowników "Sandmana"), choć kolory wyglądają trochę plastikowo.
Moja ocena: 9/10
Inne
Postać numeru
1/1999 - Darth Vader
2/1999 - Anakin Skywalker
3/1999 - Obi-Wan Kenobi
4/1999 - Qui-Gon Jinn
5/1999 - Królowa Amidala
1/2000 - Boba Fett
2/2000 - Imperator Palpatine
3/2000 - Wedge Antilles
4/2000 - Mara Jade
5/2000 - Aurra Sing
6/2000 - ?
Dodatkowe materiały + co uznam za warte odnotowania
1/1999 - chronologia Legend (rzeczy wydane w Polsce oraz komiksy zapowiadane do wydania w GWK... w tym "Opowieści Jedi") oraz jej opis, zapowiedzi Polconu `99 i komiksowej adaptacji "Mrocznego Widma"
2/1999 - Prosto z Planu (ciekawostki o "Mrocznym Widmie"), zapowiedzi okołofilmowych książek i kart CCG
3/1999 - Wirtualne Gwiezdne Wojny (2-stronicowy artykuł o grach SW), pierwsza "galaktyczna poczta" (dwa listy od czytelników i odpowiedzi redakcji, zapowiedź "Opowieści Jedi" od numer 2/2000), reklama (nie oznaczona jako reklama) kilku róznych rzeczy związanych z filmem (figurki, naklejki, egmontowe wydania)
4/1999 - Rzut na Moc (2-stronicowy artykuł o Star Wars RPG)
5/1999 - Gwiezdne Obrazki (2-stronicowy artykuł o komiksach z Gwiezdnych Wojen)
1/2000 - wyniki plebiscytu na najpopularniejszą postać: 1. Darth Vader (21% głosów), 2. Boba Fett (13%), 3. Qui-Gon Jinn (11%), 4. Obi-Wan Kenobi (9%), 5. Yoda (9%), 6. Darth Maul (6%), 7. Admirał Thrawn (4%), 8. Anakin Skywalker (4%), 9. Luke Skywalker (3%), 10. Han Solo (3%), oraz ankieta dotycząca przyszłości GWK / wydawania komiksów GW przez Egmont
2/2000 - 2-stronicowy artykuł o kartach CCG pisany przez Kubę Turkiewicza (starwarsy.pl), wyniki plebiscytu na najbardziej lubianą część "Gwiezdnych Wojen": 1. Mroczne Widmo (55%), 2. Imperium Kontratakuje (20%), 3. Powrót Jedi (17%), 4. Nowa nadzieja (8%), po raz pierwszy - brak wstępniaka (tylko "galaktyczna poczta")
3/2000 - Czytelnicy Rysują (1 strona, wydrukowane prace konkursowe - rysunek postaci z Gwiezdnych Wojen), zmniejszenie objętości pisma z 64 do 48 stron
4-5/2000 - nic
Pismo padło już po 11 numerach i mówi się o różnych tego przyczynach. Serwowanie przede wszystkim komiksów w wielu odcinkach było dużym błędem na pewno - niestety Star Wars Tales na rynku chyba pojawiło się trochę za późno, a jak wiemy Talesy sprawdziły się rewelacyjnie lata później przy nowym miesięczniku. Jednak też mam wrażenie, że wtedy po prostu wciąż za mały był popyt na komiksy, a właściwie to akurat dołował, przegrywając z innymi rozrywkami (jak gry komputerowe). A o ile pierwsze numery GWK przyciągnąć mogły dzieciaki małym Anakinem czy Qui-Gonem na okładce, to pewnie szybko tego "magnesu" zabrakło, zaś "poważniejszych" komiksiarzy do tej pory mogły już odrzucić historyjki w rodzaju "Episode I Adventures" czy "Misji Vadera" (to już dość spora część zawartości GWK w 1999). No i ja sam pamiętam uroki dystrybucji kioskowej - jak czegoś nie znalazłem w swoim osiedlowym kiosku, to nawet nie wpadłem na to, aby szukać innego, więc zmniejszająca się sprzedaż musiała być jak perpetuum mobile...