Zostało mi kilka paczek boczku na grilla. Takiego wiecie, jak w marketach, kiedy pojawiąją się te różne zestawy mięcha specjalnie doprawione - przeważnie ZA OSTRO.
No więc myślę, co tu zrobić. Boczuś fajny, tłuściutki, fajnie pachnie ale z doświadczenia już wiem, że jak powyżej - doprawiony maks. No więc myślę se, myślę, i BINGO ! - marynata na bazie miodu !.
Więc tak, potrzebny jest pędzelek do malowania... dwie łyżki miodu, plus dwie łyżki musztardy, dwa ząbki czosnku posiekane. Innych przypraw NIET gdyż jak powyżej wiadomo - mięcho już było przyprawione, a nie chciałem wypalić sobie oczu.
Wszystko mieszamy łychą w jakiejś miseczce - bez obaw, pięknie się zmiksuje w gęstą płynną masę nawet jeśli miód jest skrystalizowany a nie płynny. Gdy więc wszystko jest już cacy - na godzinkę przed smażeniem, do lodówki z tym.
Teraz sałatka. Co kto woli, ale ja dla złamania smaku wybrałem prostą z rzodkiewki. Więc pęczek rzodkiewek z ryneczku, ciachamy w plastry, dodajemy pociachany szczypiorek, jogurt bądź śmietanę, trochę pieprzu, soli - klasyka, każdy wie jak to zrobić. I do lodówki by się przegryzło.
Rozgrzewamy duuuużąą patelnię, wyciągamy marynatę, boczek na grilla, paciamy to delikatnie pędzelkiem z każdej strony tą marynatą (aby nie grubo !, delikatnie, z uczuciem bym powiedział) i na patelnię, niech się smaży !, Gwarantuję, zapach po chwili będzie słodko pikantnie OBŁĘDNY !. Smażymy według gustu, jak ze stekiem. Co kto woli, ale parę minut na średnim ogni z jednej i z drugiej strony aż miód się skarmelizuje - będzie widać, nie bójta, kuchni nie spalicie
I na talerz. Wyciągamy schłodzoną sałatkę. Mięcho pociągamy ketchupem i łyżka kleksa z musztardy - jak kto lubi.
WAŻNE !!! - piwo musi być zimne i z pianką na dwa palce w schłodzonym litrowym kuflu. Smacznego