Teraz już wiadomo, że w połowie roku zobaczymy tę powieść po polsku w tłumaczeniu Syrzyckiego. Wasze odczucia w tej sprawie?
Teraz już wiadomo, że w połowie roku zobaczymy tę powieść po polsku w tłumaczeniu Syrzyckiego. Wasze odczucia w tej sprawie?
że zapewne tytuł tej książki będzie brzmiał "Ciemny Lord: Wschód Dartha Wadera"...
W. Antilles napisał:
że zapewne tytuł tej książki będzie brzmiał "Ciemny Lord: Wschód Dartha Wadera"...
-----------
zaufajmy Mocy
jak wychodził "LoE" to wszyscy się bali, że tytuł będzie "Zły Labirynt"itp.
IMHO będzie "Dark Lord: Darth Vader
...pierwsze, co odczułem, to niesamowitą ulgę. Wspaniale będzie skompletować sobie Trylogię z Labiryntem i Nowelizacją.
Dla mnie nie jest teraz ważne w czyim tłumaczeniu. Ja się cieszę, że wogóle będzie
cieszę, że w ogóle coś nam Amber ma zamiar wydać, bo coś przeczuwam, ze bedzie to jedna z niewiel ksiażek w tym roku...
Anor napisał:
cieszę, że w ogóle coś nam Amber ma zamiar wydać, bo coś przeczuwam, ze bedzie to jedna z niewiel ksiażek w tym roku...
-----------
Dlaczego tak sądzisz? Myślisz, że zrezygnują z tych 6 zapowiadanych wcześniej książek?
Bo moim zdaniem niewiele...no i szczerze mówiąc to wydaje mi się ze nawet tych 6ciu mogą nie zdążyć machnać
machną te 6, to poza Ruinami Dantooine (których raczej nie będzie) zostaną wydane w Polsce wszystkie książki (niemłodzieżowe) które w USA ukazały się do końca 2005 roku. I wtedy będziemy pewnie mieli rok 2006 w USA w Polsce w 2007, 2007 z USA w PL w 2008 itd. A ponieważ w USA wychodzi ok.6-7 książek na rok, tyle też będzie w Polsce.
rzecz biorąc to świetna wiadomość, to teraz czas na Dark Nest i nową książke Zahna, a co do tłumaczeń to się już przyzwycziłem!
się ciesze że Amber wyda tą ksiązke,bo było nie było Vader to dla mnie postać numer jeden.Ceną wogóle się nie martwie ,bo przecież prawdziwy fan SW i tak stale jest goły
Zax napisał:
przecież prawdziwy fan SW i tak stale jest goły
-----------
To się tak specjalnie nazywa... "Ekshibicjonista", albo "nudysta" Do wyboru, zależnie od preferencji
wiem dlaczego lubie tak chodzić na spotkania fanowskie ,gdzie nie spojrzeć sami nudyści i inne elementy
Niestety, mam kiepskie wieści - w redakcji Amberu powiedziano mi, że zaakceptowany tytuł Dark Lorda to "Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera", a nie "Mroczny". Niestety, nie da się już tego zmienić...
bo jednak "mroczny" brzmi o wiele lepiej. No nic trzeba się zacząć przyzwyczajać. A może na przyszłość spróbować im sugerować? Bo w przypadku Dark Lorda pojawiły się przypuszczenia, że może być "ciemny" lub "czarny". Kto wie, może odniosłoby to jakiś skutek?
to jest jak za tłumoczenia zabierają się ludzie bez wiedzy o systemie i to w dodatku w tak ubogim języku jak nasz
To nie jest kwestia wiedzy o języku, a raczej coś co bym nazwał syndromem "Łozińskiego". Bo zaiste słowo czarny ma w słowniku j. polskiego kilka znaczeń, nie tylko odnoszących się do koloru, ale też pewnej złej, tajemniczej aury itp. I jest git, tyle, że rozwijająca się w Polsce od 25 lat fantastyka (nie mówię już o tłumaczeniach) przyjęła swoje konwenanse. Stąd słowo Mroczny w powszednim użyciu, podobnie jak krasnoludy. Tu trudno mówić o nieznajomości języka, a raczej o braku szacunku dla tych, którzy te słownictwo przez lata rozwijali. Na dodatek już w poprzednim tłumaczeniu - np. Labiryncie Zła, też pojawia się Czarny Lord. Dokładnie to samo jest z krzatami i krasnoludami. Może i krzaty to popraweniejszy termin w języku polskim, tyle, że cało grono polskich fantastów z Sapkowskim na czele, to co, psy? Fantastyka rządzi się własnym nazewnictwem, rozwija się. Owszem jest wiele miejsc, by popisać się znajomościąjęzyka, ale nie wszystkie. Nie ma sensu wywarzać wszystkich dzwi. Ale Syrzyckiemu czy Łozińskiemu to się niestety zdarza. Choć w ich przypadku zawsze znajdzie się jakiś argumnet, a nie to co w np. z Władcą Dwumyślnych... czy Rozbitkami z Nirauan.
ale jakby w tłumaczeniu brały osoby znające choć troche SW to tytuł byłby inny
Ja jestem niezmiernie rad, że tłumacz nie dał się nikomu urobić i dał taki tytuł, jaki uznał za najlepszy pod względem językowym - w pełni się z nim zgadzam. Różni ludzie mają różne pomysły, a większość ma w zwyczaju często błądzić, zachęcona powiedzeniem, że i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa. Na szczęście nawet do tej kupy można starać się przemówić i zmienić jej przyzwyczajenia, które z reguły opierają się na zasadzie tak, bo tak. No to teraz nie będzie tak, tylko inaczej. Lepiej pod względem tego, jak się mówi po polsku .
Nie wiem skąd oni wzięli tego Black Lorda, ale pamiętam dyskusję nad tłumaczeniem "Dark Jedi" w KOTORze, nawet była sonda i wyszło że więcej osób woli "Mroczego Jedi" niż "Ciemnego Jedi", ale o "Czarnym Jedi" nikt nawet nie pomyślał. Tytuł to jedno, ale oznacza on, że w treści książki będzie "Czarny Lord Sithów Darth Vader" co będzie dziwaczne.
Valorum napisał:
Nie wiem skąd oni wzięli tego Black Lorda
-----------
No jak to? Przecież to jasne Aktor, który podkładał głos pod postać Dartha Vadera [James Earl Jones - przyp. tłum.] jest Murzynem A jak wiadomo, polscy tłumacze (szczególnie Amberowscy) uchwycą się każdej, nawet najbardziej absurdalnej przesłanki, gdy nie wiedzą, jak coś przetłumaczyć
czyli Labiryn Zła strona 41 linijka 8 od góry a brzmi ona tak
ca. Gunray był przekonany, że Czarny Lord w jakiś sposób się trosz-
Każda rozmowa z tłumaczem nt. Czarnego / Mrocznego Lorda rozbija się o to, czy chcemy mieć spójne tłumaczenia, czy za każdym razem inaczej - raz czarny, raz mroczny, raz Ciemny, raz bury i Moc wie, co jeszcze dwumyślni ludzie z Amberu wymślą. Jak się odpowie mu tak - to wskazuje stwoje tłumaczenie z Czarnym Lordem, którego sie trzyma. A jak odpowie nie, to mówi, po co się w takim razie spierać o tłumaczenia, niech zostanie Czarny Lord. Tak, czy siak, trudno go przekonać .
BTW. ja oczywiście wole słowo Mroczny, zresztą prawie raz dziennie je piszę (tak średnio), co prawda ze słowem Elf, ale nie wchodźmy w zbędne szczegóły.
dla mnie może być. Może jeszcze niedawno mówiłbym co innego, ale mam dość słowa "mroczny", które jest jak dla mnie za często stosowane, nie tylko w tytułach. "Mroczne Spotkanie", "Mroczne Gniazdo", "Mroczne Widmo", "Mroczny Przypływ", "Mroczna Podróż", "DM - Łowca z Mroku"... ludzie, ile można... Dobrze że nie było czegoś w stylu "Najmroczniejszy rycerz", czy "Miecz Mroku"... Ja wiem że tytuły ustalają w Lucasbooks czy gdzieś tam i to tam mogę kierować zarzuty na mało oryginalne nazwy/określenia/całe tytuły, i dobrze jak Amber może przetłumaczyć tytuł jakiejś książki bez słowa "mroczny". Choć Amber czasem "może" aż za bardzo i wychodzą tacy "Dwuliścienni" Ale zaczyna mi się podobać to wydawnictwo, naprawdę się modlę żeby źle i beznadziejnie przetłumaczyli kolejny tytuł, gdyż czasem mam ochotę się pośmiać z tego wiecznego narzekania fanów... Wiadomo że do Sitha pasuje określenie mroczny lord, ale jeśli chodzi o Dartha Vadera to słowo "czarny" jakoś mi nie przeszkadza
ja wiem... w świecie SW jest za dużo słów mroczny/mroczne/mroczna itd. , lecz IMHO słowo czarny zupełnie tu nie pasuje. Vader może i miał czarną zbroję, ale w tym wypadku to słowo nadaje komiczny wyraz tej książce. A z tego co wiem ta książka komiczna nie jest...:/
Pod adresem http://www.starwars.pl/czarnylord.php znajdziecie dwa pierwsze rozdziały "Czarnego Lorda. Narodzin Dartha Vadera", który ukaże się już 8 czerwca w tłumaczeniu Andrzeja Syrzyckiego. Przy okazji znany jest już bardziej szczegółowy plan wydawniczy Amberu:
Dark Nest I. Unseen Queen (Aleksandra Jagiełowicz) - wrzesień 2006
Dark Nest II. Swarm War (Aleksandra Jagiełowicz)- październik 2006
Komandosi Republiki. Bezpośredni kontakt (Andrzej Syrzycki) - listopad 2006
-Komandosi Republiki. Bezpośredni kontakt (Andrzej Syrzycki) - listopad 2006
________
skąd ta wiedza?
(wpisałem w google i jedyny link związany z tym tytułem to do tego tematu)
Burzol napisał(a):
http://starwars.pl/pokaz.php?id=3651
________
aha
Dzięki
BO miał się dziś ukazać...
Jaro napisał(a):
BO miał się dziś ukazać...
________
jest, ale tylko do kupienia na stronie Amberu
http://www.amber.sm.pl/ksiazka.php?indeks=007430
http://allegro.pl/item109319205_czarny_lord_narodziny_dartha_vadera_nowa_.html#photo
Znalazłem to przed chwilą. Wygląda na to, że to jest faktyczna okładka do CL, gdyż Freedał mnie niedawno poinformował, że oficjalna ma być rozjaśniona względem tej przedstawionej wcześniej. Mało tego, tu zmienili nieco rozmiar i rozkład napisów.
dużo lepsza niż to coś poprzednie. Oby taka była naprawdę (a jak nie, to sobie taką wydrukuje i nałoże na książkę).
To chyba jest podobnie, jak z okładką książki "Yoda: mroczne spotkanie" - tam też napis "Yoda" jest nagle tuż pod logiem SW, a oryginał został przecież poprawiony. (http://www.amber.sm.pl/podglad.php?fname=img/okladki/006900/006926.jpg)
Ja to widzę tak, że Amber zwyczajnie nie dba o to, co wysyła do netu. Byle było...
Tylko czy ktoś, gdzieś widział tego "..Lorda" w księgarni? Bo w Poznaniu nie ma :/.
już jest
http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/459593
cena 28 zł
proszę bardzo
Kupione wczoraj na dworcu PKP
Okładka rzeczywiscie dużo lepsza, niż ta prezentowana na stronie, co mnie zaskoczyło.
kończę polską wersję i muszę przyznać, że jestem z niej bardzo zadowolony. W końclu logo SW wygląda jak powinno, tłumaczenie jest fajne, można się wczytać w szczegóły i sposób pisania Luceno. W ogóle faktycznie wydanie mi się całkiem podoba, jakby Amber ostatnio się polepszył w tej dziedzinie. Do pełni szczęścia brakuje tylko napisów Czarny Lord itp. w oryginalnej czcionce i oryginalnym kolorze. Choć nadal cos nie tak z wymienionymi albumami i przewodnikami.
i jak narazie książka mi się bardzo podoba.
Wydanie też jest bardzo dobre. Okładce nie mam nic do zarzucenia, jest taka jak w oryginale (nie licząc napisu Czarny Lord Narodziny Lorda Vadera ). Papier jest dużo lepszy niż np. w Yodzie Mroczne Spotkanie. Co do chronologii się nie wypowiadam, bo nie jestem specem w tej dziedzinie.
Coś więcej o książce i tłumaczeniu napisze jak skończę czytać.
więc pora na recenzję.
Zacznijmy od początku: okładka ładna, papier też lepszy, niż zazwyczaj, choć mnie tam akurat na tym specjalnie nie zależy. Do tłumaczenia też tym razem chyba nie można się doczepić. Pan S. odrobił lekcje
A teraz do rzeczy.
UWAGA, MOGĄ SIĘ POJAWIĆ SPOILERY
Luceno jak zwykle zrobił genialną robotę, nawiązując przy okazji do wszystkiego, do czego się dało. Oprócz polowania na Jedi, możemy naprawdę zobaczyć tam narodziny Vadera. Łącznie z tym, jak się czuł w stroju. I to zdaje się z autopsji, bo Luceno pociągnął za język jednego z byłych pracowników LucasArts (w podziękowaniach jest wymieniony).
Mamy wiele przemyśleń Vadera, na temat wydarzeń z RotS (śmierci Padme, pojedynku z Obi-Wanem, masakry w Świątyni), przez chwilę mogłoby się nawet wydawać, że przejrzy na oczy, ale przecież wszyscy wiemy, że to niemożliwe. O ile na początku wygląda na to, że w Vaderze tli się jeszcze cząstka Anakina, to na końcu już jej nie ma. Wiemy, że nie odeszła na zawsze, ale ukryła się bardzo głęboko
Kolejną sprawą, która wywarła na mnie spore wrażenie, są przemyślenia Imperatora o stosunku łączącym Sithów, mistrza i ucznia, ogólnie i na przykładzie ich dwóch, oraz jego i jego mistrza. Dziwne jest patrzeć, jak ma świadomość, że kiedy Vader osiągnie pełnię potęgi, będzie próbował go zniszczyć. I jak się z tym godzi, a nawet chce obudzić w swoim uczniu to pragnienie.
I jeszcze druga strona konfliktu, Jedi. Starcie dwóch światopoglądów. Shryne, stary wyjadacz, który uważa, że czasy Jedi się skończyły i trzeba znaleźć inną drogę służenia Mocy. A z drugiej strony Starstone, padawanka opętana marzeniem odnalezienia wszystkich Jedi, którzy przeżyli, odtworzenia Zakonu i powstrzymania Sithów. Czytając DL widzimy, jak jedno z nich odnajduje w sobie na nowo Jedi, a drugie uczy się, że nie zawsze bezpośredni atak jest najlepszym rozwiązaniem.
KONIEC SPOILERÓW (raczej )
Polecam wszystkim, dla których warstwa psychologiczna jest równie ważna, jak bitwy w kosmosie i pojedynki na miecze świetlne. Życzę miłej lektury
Uważajcie na spoilery.
Książka mnie urzekła, właśnie tego nam było potrzeba po RotS.
Vadera wg mnie wcale nie ma aż tak mało. Owszem, pojawia się dopiero w 9 rozdziale, ale są one dość krótkie(przy czym nie ma syndromu „uciętej” akcji). A jeżeli ktoś nadal uważa, że to trochę za mało, to odpowiem, że tylko objętościowo, bo to, co dostajemy, stoi na tak wysokim poziomie, że w pełni rekompensuje te „braki”. Rozmyślania Vadera i Sidiousa, ich wzajemne relacje i fantastyczne dialogi. No i kiedy Palpatine wspomina Plagueisa. Teraz naprawdę uświadamiamy sobie, jak wyglądają stosunki Mistrza Sithów i jego Ucznia. To coś na zasadzie wzajemnej rezerwy, jakby obaj wiedzieli, co chcą sobie powiedzieć, ale nie mówią głośno: „Teraz zginam przed tobą karku, ale poczekaj...” i bezgłośna odpowiedź Sidiousa: „Wiem o tym, czekam”.
Ta książka pokazuje, że Anakin to naprawdę postać tragiczna. Palpatine go wykorzystał
i Vader jest tego świadom. Ucieka przed tą goryczą w ciemną stronę, bo nic innego nie może zrobić. Można naprawdę zrozumieć Vadera i znienawidzić Sidiousa. No i zankomicie pokazana ewolucja Vadera. Od załamanego i niezdecydowanego, do tego potężnego, którego znamy ze Starej Trylogii. Mistrzostwo.
Z innych fragmentów książki, to ładnie pokazany świat Murkhany, nawiązania do Argente’a i walka Jedi u boku klonów. Bardzo podobała mi się postawa Climbera.
Co do samych Jedi, to o Chatak mogło być trochę więcej. Aż szkoda, ze tak szybko znika. Bardzo fajna postać Shryne’a, jego rozmyślania, relacje z klonami i padawanką, choć przy Starstone wygląda raczej ubogo.
To właśnie padawanka ma więcej jakby kolorytu, jej entuzjazm, zaangażowanie, wiara w to, że musi działać i przeciwstawiać się Imperium.
A Shryne wydaje się być już trochę zmęczony. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Dopiero końcowa walka w czasie której odzyskuje kontakt z Mocą, otwiera mu oczy.
Należy jeszcze dodać, ze wspaniały opis Kashyyyka.
No i ten wątek Obi-Wana na Tatooine. Fajne nawiązanie do tego sławnego już niebieskiego mleka. Miód! Po prostu coś fantastycznego
Jeszcze na koniec ciekawostka: Mamy w książce stwierdzenie, że gdyby Starstone została w świątyni, padłaby ofiara szkarłatnej klingi miecza Vadera. A Vader miał wtedy przecież jeszcze niebieski miecz. Ale to tak w ramach ciekawostki zwracam uwagę.
Ta książka to klasa sama w sobie.
Absolutny must-read dla każdego. Wszystkim, którzy jeszcze nie mają, polecam szorować jak najszybciej do księgarni, a tym, którzy nie czują się usatysfakcjonowani do końca, mówię: przecież mogło być gorzej. Jak mówiłem, rozdziały są krótkie, co sprawia, że powieść jest dynamiczniejsza, ale nie ma nagłego ucinania akcji.
Książka niemal idealna, tworzy świetną trylogię z „Labiryntem Zła” i książkową „Zemstą”.
TO są Gwiezdne Wojny.
10/10
kiedy Palpatine wspomina Plagueisa. Teraz naprawdę uświadamiamy sobie, jak wyglądają stosunki Mistrza Sithów i jego Ucznia.
Jak czytałem fragmenty o Plagueisie to myślałem, dobrze, że to Luceno pisze o nim książkę - zostanie zachowana spójność
Jeszcze na koniec ciekawostka: Mamy w książce stwierdzenie, że gdyby Starstone została w świątyni, padłaby ofiara szkarłatnej klingi miecza Vadera. A Vader miał wtedy przecież jeszcze niebieski miecz.
ciekawe czy jest błąd autora czy też tłumacza/korekty (przydał by się ktoś z oryginałem)
Ten fragment z kolorem miecza to błąd jednak błąd tłumacza. Zwykła nadgorliwość
Podaję fragment z oryginału, dla wygody cały akapit
Nie ma tu ani słowa o tym, jaki kolor miał lightsaber Vadera.
By all accounts Starstone had shown great promise. Candid, smart as a vibro-whip, and a brilliant researcher, she should probably have never been allowed to leave the Temple. Although she would have died there, a victim of Darth Vader`s blade or the blaster bolts of Commander Appo`s shock troopers.
Skończyłem Czarnego Lorda
Jakie wrażenia?? Może najpierw te dodatnie
+ Fajny wstęp i dedykacja - musieli się nieźle napalić dobrego towaru zazdroszczę.
+ humor ekipy RC; w ogóle coraz to bardziej podoba mi się styl chłopaków z oddziałów zwiadowczych; nie moge sie doczekać konkretnych książek o nich.
+ opis cierpień Vadera; aż żal się go robi kiedy nożki mu sie nie chcą zejść i wszytko uwiera... czuć w tym skurwy******o Plapiego - przecie GG czuł się świetnie i był wyluzowany w swoim uniformie
+ hacking statku Separków i zrbienie z niego bomby. Ciekawy pomysł choc ciężko mi uwierzyć że zdolny haker jest w stanie tak naprawdę rozwalić wszystko w SW. A jak wiemy to uniwersum naszpikowane jest kompami, danymi itp.
I to chyba będzie już... a rzeczy, które mnie zastanawiają i których jest na -... jest ciut więcej :/
1. Rozkaz 66. Dziwna rzecz - niesubordynacja oddziału Jon wydaje się dość niespotykaną zwróciwszy uwagę na fakt że wszędzie indziej 66tka przebiegała normalnie...
2. Skoro klony były "doprodukowywane" (lol) już za wiedzą Jedi czemu nikt nie sprawdzał co pakuje im sie do mózgów?? To przy okazji 66tki.
3. Choć poruszałem to już tutaj --> http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=147362 cały czas zastanawiam się jak w umysłach zadziałał O66... Bo to co przedstawiał Luceno za bardzo mnien ie przekonuje.
4. Jakim cudem w zamieszaniu bitewnym Jedi wyczuli, że coś jest nie tak?? Chodzi o pułapkę kapitana Salvy. Szeregowi nawet mistrzowie wyczuli "coś" a żaden wielki boss nie zareagował...
5. Ciężko mi uwierzyć w przedstawioną wersję, że Shryne tak łatwo pozbywa się swojego sabera. Idea "this weapon`s your life" musiała byc dużo silniejsza niż ??strach??. Jedi mieli ja wbijaną do głowy od najmłodszych lat. Chatak swój pozostawiła a przeszukujacego zwiodła JMTrickiem... co za problem??
6. Rozumiem, że Shryne był Jedi obdarzonym sporymi zdolnościami wykrywania Mocy. Może też być, że potrafił chować swoje umiejętności, ale moim zdaniem tu Luceno przesadził. Techniki ukrywania się Quey`teka znało tak naprawdę niewiele osób... na pewno nie potrafił tego Shryne...
7. Sithowie przestali się posługiwać świetlnymi mieczami, powiedział kiedyś Sidious. Zakładając, że wiele razy bredził i ściemniał to tak. Zakładając, że posługiwali się jeszcz ewłasnej produkcji mieczami to nie.
8. Nie podoba mi się wymysł z Wydziałem Rekrutacyjnym Świątyni. Brzmi to i przedstawione jest jako dość brutalna metoda doboru nowych adeptów. A przecież nikogo nie zaberano na siłę. To wymysły przeciwników podsycane niejednokrotnie przez Sithów.
9. Motyw z matką Shryne`a mnie dobił. Jest straszny.
10. Posągi Sida... czy naprawdę nikt z idących do gabinetu Palpa Jedi nigdy nie przypatrzył się tym rzeźbom?? Rozumiem, że głupi jedi zapomnieli już o Sitach, ale...
11. Palp to jednak głąb i tchórz. Jak on zrozumiał, że intencją Bane`a było pozostawienie do usranej smierci jedynie mistrza i ucznia?? Taka zasada miała obowiązywać bo Sithów władających Mocą już prawie nie było po bitwie na Ruusan. Zakon miał sie odrodzić kiedy ta dwójka przejmie władzę. Nie ma bowiem mozliwości robienia tego tylko we dwójkę Za duża istniej szansa (po ujawnieniu), że ktoś ich jednak wykończy.
12. Kolejny punkt to rozstrzygnięcie sprawy dlaczego Vader nie zasuwał lightningów. Bo był kaleki LOL jednoczesnie mówi się, że kontrola Mocy nie płynie z posiadanych części ciała, a potem, że nie może latać bo jest na pół droidem... :/
13. Zdziwiło mnie też bardzo, że Jedi nie widzieli kim był Skywalker i nie znali przepowiedni. Wiesniak tytułowany szumnie "Wybrańcem" okazał się skrywaną tajemnicą znaną tylko garstce Mistrzów. To strasznie głupie biorąc pod uwagę fakt co wyprawiał podczas wojny z Obim i rzeczywiście daje do myślenia czy przypadkiem jedi czegoś nie knuli.
14. Nie leży mi też samo ukazanie Vadera jak mega-wymiatacza. Rozumiem, że Ani był małym chwalipiętą i miał niesamowite mniemanie o sobie (21 Stracony hahaha). Ale, że zabijał Mistrzów w Świątyni?? Tu albo skrewił Lucas albo Luceno, bo trzeba było dać, że Jedi poginęli na misjach, a na Cor poległa tylko dzieciarnia, a nie że jeden facet rozwala wszystkich. A potem robi sobie saltko nad Obi i traci nogi... :/
15. I w koncu finałowa walka między Vaderem a Shrynem. Za długa, za dużo gadania.
Ogólnie patrząc książka nie jest zła. Trzyma poziom SW, ale porównując ja do np. Labiryntu Zła to nie ma szans. Szkoda.
P.S. czasem mnie jeszcze zastanawia czy przypadkiem nie mozna było wygrać wojny po prostu kasując wszystkie centra dowodzenia albo odnajdując to jedno główne...
za recenzję ksiażki zabieram sie zwykle nie wcześniej niż po drugim czytaniu, bo dopiero wtedy wchodzę w różne niuanse ale niech tym razem będzie inaczej ..właściwie to nie recenzja tylko kilka luźnych spostrzeżeń
*troszkę się jednak zawiodłam...i jeśli chodzi o Luceno(i w ogóle wszystkich autorów SW)to bezapelacyjnym faworytem jest Labirynt Zła
*książeczka wydaje mi się...no nie wiem..po prostu jej nie czuję..za dużo rzeczy w niej zgrzyta..za dużo rzeczy można przyjąć dopiero jak się przymknie jedno oko..
*o ile konflikt charakterów Starstone-Shryne jest ciekawy to cała reszta Jedi wypada blado..jakby ich tam wcale nie było albo było Jedi jakiejś gorszej kategorii..a fakt,że młoda padawanka przejmuje pełne dowodzenie nad grupą starszych od siebie jest dla mnie trudne do przyjęcia
*finałowa walka Vader-Shryne jest nie taka..zbyt hollywoodzka, przegadana, za długa...
*pomysł z Wydziałem Rekrutacyjnym jest dość ciekawy ale też mi zgrzyta...zwłaszcza, że wcześniej nie tak to było przedstawiane,(wciąż mam w pamięci jedną z historii Jedi Apprentice- z tych części nie tłumaczonych na język polski- więc może po prostu się tym zasugerowałam)
*podoba mi się za to to jak pięknie Anakin-Vader tłumaczy sobie całe zajście na Mustafar z Padme i Obi-Wanem, jak sprytnie usprawiedliwia się sam przed sobą i zrzuca całą winę na innych
tyle ode mnie póki co, a na koniec takie małe spostrzeżenie, bo właśnie uderzył mnie taki paradoks..Sidious drwi z Jedi, którzy chcieli służyć mocy i pozwolić by to ona kierowała nimi..a mimo tego, iż sam wykorzystuje moc, nie poddaje się jej-to tak naprawdę całe jego życie jest jej podporządkowane..konkretnie jej ciemnej stronie.Jest w pełni świadomy, że aby kolejni uczniowie- Sithowie mogli ją zgłębiać i zachować o niej pamięć mistrzowie muszą umierać bo"jeden uosabia potęgę a drugi jej pożąda"(sam w tym celu podsyca w Vaderze to pragnienie posiadania potęgi)...w sumie jego życie jest o wiele bardziej zdeterminowane przez moc-służbę jej, niż życie Jedi...
Małe spoilery.
Powieść jest w porządku, jedna z lepszych w całym SW, choć nie ma rewelacji. Przyjemnie i szybko się czyta.
Vadera faktyczne jest zbyt mało, ale nie na tyle, żebym przy innych wątkach przerzucał kartki do przodu i patrzył, kiedy będzie się coś działo .
Rozdziały króciótkie, co bardzo lubię – dzięki temu akcja jest dynamiczniejsza.
Podobał mi się wątek Baila, jego zaskoczenie gdy zobaczył pierwszy raz Vadera. Ciekawe opisy postaci tuż po wielkiej wojnie – podobałoby mi się, gdyby w tym kierunku poszła teraz literatura SW.
Dużym plusem jest scena spotkania Tarkina z Vaderem, pomysłowo opisana przez Luceno.
Nie zachwycił mnie opis zbroi Vadera i jej wad. Ciągłe powtórzenia nasuwały mi na myśl naśladownictwo stylu Stovera. W sumie to tylko jeden rozdział, a spodziewałem się, że będzie więcej opisów wczuwania się Anakina do nowego ciała.
Może mi ktoś wyjaśnić, co z powstawaniem tego tekstu miała jakaś osoba z LucasArts?
Chyba najbardziej mnie ucieszył motyw z Benem w epilogu .
Trzy rzeczy zwróciły jeszcze moją uwagę:
Sidious wspomina, że Yoda przeżył, a w nowelizacji ROTJ jest lekko zdziwiony, że Yoda nadal żyje.
Vader udaje się do Świątyni po holokrony, choć w nowelizacji ROTS jest wspomniane, że już je wziął.
Czy „ponadsiedmiusetletni” na pewno pisze się łącznie, bo Word mi to podkreśla .
-Sidious wspomina, że Yoda przeżył, a w nowelizacji ROTJ jest lekko zdziwiony, że Yoda nadal żyje.
Bo przeżycie RotS to jedno, ale między nim a RotJ są 23 lata, w których wiele się może zdarzyć, i LS mógł się nie spodziewać, że Yoda wciąż będzie żył
Czy „ponadsiedmiusetletni” na pewno pisze się łącznie, bo Word mi to podkreśla .
Jak dla mnie, to błąd
Shedao Shai napisał(a):
Bo przeżycie RotS to jedno, ale między nim a RotJ są 23 lata, w których wiele się może zdarzyć, i LS mógł się nie spodziewać, że Yoda wciąż będzie żył
---
Racja, nie pomyślałem o tym. A miałem nadzieję, że znalazłem nieścisłość .
Jestem już po trzykrotnym przeczytaniu Dark Lorda. Musze przyznać książka mnie zawiodła. Wątek Shryne`a i przemytników jest nudny jak flaki z olejem. Początek książki-maskara. Luceno próbował wchodzić w psychikę bohatera ale wyszło mu płytko i żałośnie. Jedyny plus tej książki to oczywiście Vader, czuć jego przemiane, widać ją. Niestety poza tym mnie zawiodła...a szkoda...mogłło być lepiej a teraz wiem że Darth Vader w nazwie to był chwyt reklamowy
Muszę przyznać, że nawet całkiem mi się ta pozycja podobała, choć myślałam, że będzie lepsza. Sama historia, fabuła, tępo akcji pozostawiają sporo do życzenia, ale książka ta ma plusy gdzieś indziej.
Spodobało mi się ukazanie drogi jaką przechodzi Vader. Spotkałam się z głosami, że to szarganie świętości, ale mi to nie przeszkadza. Nie zaprzecza to moim zdaniem późniejszej potęgi tego Sitha. Przecież to logiczne, że nie od razu do wszystkiego przywyknął.
Książka ta podoba mi się, też za przedstawienie niektórych znanych już postaci. Zawsze brakowało mi Baila Organy i Alderaanu w NT. I tu dostałam go wraz z rodziną, robotami i Antillesem. Tak samo podobał mi się epilog, za Larsów, Bena i Jinna. No i Chewbacca na dokładkę
Co do reszty. Cieszę się, że dostaliśmy rozwinięcie zdania z ANH : "He has hunted down and destroyed the Jedi" (czy coś w ten deseń). Choć mogło to zostać o wiele lepiej przedstawione. Może serial się tym zajmie?
Kasis napisał(a):
Nie zaprzecza to moim zdaniem późniejszej potęgi tego Sitha. Przecież to logiczne, że nie od razu do wszystkiego przywyknął.
________
Z tą potęgą to bym nie przesadzał. Przecież zdarzenia z mustafar niosły daleko idące konsekwencje. Vader jako człowiek obdarzony był największym potencjałem mocy w historii a po przemianie zachował jedynie 40%. Był słabszy niż Palp,Kun, Luke, Yoda czy nawet Dooku.Poza tym ze względu na specyficzna budowę kończyn musiał zmodyfikować swój styl walki na miecze świetlne co czyniło go o wiele słabszym szermierzem(w porównaniu rzecz jasna z tym co potrafił jako człowiek).
W mojej opini słowa poteżny Sith nie pasują do Vadera cyborga.
Wiecie, co jest najciekawsze? Że co user, to inna opinia na temat potęgi Vadera po spa w lawie. Chociaż nie, to jest jeszcze zrozumiałe. Gorsze jest to, że co autor, to inna opinia na w/w temat. A najgorsze, że my to potem musimy sklejać...
Ja trzymam się faktów.Słowo najpotężniejszy to nie jakieś moje "widzi mi się", tylko cytat z new essential.Co do %,trzymam się tego co wyczytałem kiedyś na wookipedii.A jeżeli chodzi o konsekwencję styczności z lawą,wyznaję następującą teorię.Jeżeli człowiek się pali(co wyraźnie widzimy na filmie) to jasne jest,że eksplodują mu naczynia krwionośne.Co dzieje się z krwią tłumaczyć chyba nie muszę.Koncepcja z utratą midi-chlorianów wydaje się być w takim wypadku sensowna.
...właśnie polega problem, że sesnowność wiązania midichlorianów z krwią jest bardzo łatwa do podważenia, niestety tak samo, jak wiązanie jej z masą czy gęstością na komórkę, chociaż to ostatnie częściowo można wyjaśnic Twoją koncepcją o obumarciu midichlorianów wskutek podpalenia ciała; część z nich po prostu się ugotowała - ta teza mi się nawet podoba, bo nie wiąże się bezpośrednio z wyjaśnianiem spadku Mocy poprzez obcinanie kończyn. To jest jeszcze do przyjęcia i prawdę mówiąc bardziej do przyjęcia, niż wszelkie teorie, jakie ostatnio słyszałem
I żeby było jasne: po mojemu Vader był wciąż najpotężniejszy, a w każdym razie potężniejszy od wszystkich, z którymi się mierzył jako Vader (pomijając Luke`a). Inaczej saga po prostu nie miałąby sensu.
Zaś co do spadku tej potęgi, to gdzieś już na ten temat prowadziliśmy boje na tym Forum; w każdym razie pierwsze słyszę o 40%, bardzo popularna jest wersja z 50%, chociaż i zwolenników mniejszego ubytku nie brakuje. Także wśród autorów.
Misiek napisał(a):
...Twoją koncepcją o obumarciu midichlorianów wskutek podpalenia ciała; część z nich po prostu się ugotowała - ta teza mi się nawet podoba, bo nie wiąże się bezpośrednio z wyjaśnianiem spadku Mocy poprzez obcinanie kończyn. To jest jeszcze do przyjęcia i prawdę mówiąc bardziej do przyjęcia, niż wszelkie teorie, jakie ostatnio słyszałem
I żeby było jasne: po mojemu Vader był wciąż najpotężniejszy, a w każdym razie potężniejszy od wszystkich, z którymi się mierzył jako Vader (pomijając Luke`a). Inaczej saga po prostu nie miałąby sensu.
Zaś co do spadku tej potęgi, to gdzieś już na ten temat prowadziliśmy boje na tym Forum; w każdym razie pierwsze słyszę o 40%, bardzo popularna jest wersja z 50%, chociaż i zwolenników mniejszego ubytku nie brakuje. Także wśród autorów.
________
Szczerzę mówiąc jest jedyną sensowną,chociaż wątek podjęty na pewnym forum dotyczący nieudolności cyborgów w posługiwaniu się mocą jest również do przyjęcia.
Chętnie porozmawiam o tym z tobą kiedy indziej,gdy obaj będziemy mieli ochotę i przede wszystkim chwilę wolnego czasu.Co do samych procentów to na szybkiego. Jeżeli weźmiemy pod uwagę słowa Lucasa to przyjmujemy następującą teze. Vader po przemianie posiadał 80% potencjału swojego mistrza. Gdyby dokończył żywota jako człowiek z krwi i kości stałby się conajmniej dwukrotnie poteżniejszy niż Palp.Stąd te moje 40% pozostałości...
Sivori napisał:
W mojej opini słowa poteżny Sith nie pasują do Vadera cyborga.
________
Czy tak do końca? Owszem zgadzam się, że przed "wypadkiem" był potężniejszy, ale i później był niczego sobie. W końcu najpierw poznaliśmy go jako Vadera w czarnej zbroi właśnie, a nie jako młodego "nabuzowanego" chłopaka. W końcu był postrachem galaktyki, czyż nie?